Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Monoslad

Zamieszcza historie od: 18 września 2017 - 8:50
Ostatnio: 23 czerwca 2019 - 13:46
  • Historii na głównej: 12 z 14
  • Punktów za historie: 1958
  • Komentarzy: 24
  • Punktów za komentarze: 147
 

#84769

(PW) ·
| Do ulubionych
Bareja wiecznie żywy.

Na okoliczność pożarcia zapiekanki w bistro, na jednym z dworców miast jeszcze niedawno wojewódzkich, musiałem pilnie zwiedzić toaletę. Ba, nie tyle "musiałem", co MUSIAŁEM.

Wpadam do przybytku, gdzie panie na lewo, panowie na prawo, na wprost okienko od biura siły fachowej, tzw. pisuardessy, która to sama wychodziła akurat z części męskiej, dzierżąc w dłoni mop.

Już witam się z gąską prawie, a tu toaletowa siła fachowa do mnie: "Najpierw płacimy, potem korzystamy"! AAAAAAAAA, pomoooooocy!!! Portfel, dycha i chcę przejść, a tu Cerber do mnie: "Reszta będzie"!!! Ratuuuuuuunkuuuuuuu!!!

I gmera, i dłubie, i szuka zawzięcie, a ja zastanawiam się, czy mam w bagażu zapasowe portki. Wydała, prawie ją rozdeptałem, ufff, zdążyłem.

I nagle puk, puk do drzwi kabiny i głos: "Papier przyniosłam"...

Eeeee? To znaczy jak, miałem drzwi otworzyć i podziękować czy jak?

Opuściłem ten przybytek, nie wiedząc, czy to, co przeżyłem, wydarzyło się naprawdę, czy też od upału dostałem fiksum dyrdum...

toaleta dworcowa

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (163)
zarchiwizowany

#84500

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Niejednokrotnie spotykałem się z relacjami kołtuństwa lekarzy, szczególnie ginekologów i im podobnych.Przyznaję, iż nie mając takich relacji spośród osób mi bliskich, traktowałem takie opowieści, jako nieco przesadzone, co zrozumiałe, z uwagi na ludzką intymność, jakiej tyczą. Tymczasem, na własnym przykładzie, przekonałem się, iż mentalność rodem z kruchty, jest chyba czymś powszechnym.

Z moją połowicą, poznaliśmy się jako czterdziestolatkowie, oboje posiadający dzieci, przy czym moja miłość, została matką w wieku lat dwudziestu, ja nieco później.

Tak się złożyło, iż u mojej lubej, wykryto chorobę, która w zasadzie wyklucza możliwość zajścia w ciążę, z uwagi na wysokie prawdopodobieństwo powstania śmiertelnie groźnych konsekwencji. Cóż, dzieci nie planowaliśmy, toteż problem mały. Z pozoru jednakże, bo choróbsko wyklucza u mej połowy stosowanie czegokolwiek hormonalnego, zaś sprawy, nazwijmy to fizjologiczne, ograniczają skuteczność zabezpieczeń mechanicznych. I na to wszystko, alergia na lateks, co wyklucza prezerwatywy... Paranoja, ale cóż, no nie poradzisz człecze. Szybka decyzja - wazektomia i po sprawie. I tu zaczęły się schody.

Byłem łącznie u czterech specjalistów. I w każdym gabnecie, gdy wyłuszczyłem sprawę, usłyszałem teksty, iż to wbrew naturze, że to niedopuszczalne okaleczenie, że, uwaga - STOI TO W SPRZECZNOŚCI Z NAUKĄ KOŚCIOŁA... Opadają ręce i skarpety... Nie jestem antyklerykałem, ale nóż się człowiekowi w kieszeni otwiera, bo co, do ciężkiej cholery, ma kościół do gabinetu lekarskiego. Klauzula sumienia - co to w ogóle, urwał, jest??? Jeden tylko lekarz podszedł do sprawy merytorycznie, odmawiając jednak zabiegu, ale uargumentował to niejasnościami w krajowym prawie i związaną z tym potencjalną odpowiedzialnością, szczególnie że obecni prokuratorzy, są ponoć na doktorków wielce cięci.

Podsumowując. Niech sobie ludzie będą religijni - chwała im za to, wiara wielu pomaga, zwłaszcza gdy żyją, według jej wytycznych. I jest ok, gdzie mówią: "Nie mogę tego zrobić, moja wiara mi nie pozwala", jednak jest nie okej, gdy zachodzi: "Nie możesz tego zrobić, nie pozwala ci na to moja wiara". A w myśl tej drugiej idei, byłem umoralniany. Po drugie, co ma wiara, do wykonywanego zawodu? Nie wiem, nie rozumiem tego. Jestem starym trepem, który ma może zbyt wąskie horyzonty myślowe, lub beret zryty wojem. Jedno jest pewne, gdyby mi żołnierz oświadczył, że nie może czegoś zrobić, bo mu wiara nie pozwala, to poszedł by pod sąd, w takim tempie, że tylko by za nim kalesony powiewały.

PS. Zabieg bez problemu przeprowadziłem w Szwecji, gdzie wyglądało to prosto - umówiona wizyta, dokumenty na stół, konsultacja psychologiczna, sam zabieg i do domu. Razem trzy godziny...

gabinety ponoć lekarskie.

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (133)

#83156

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia, która od razu przywodzi na myśl Franza Kafkę... Gdyby nie fakt, że dotyczy mojego brata oraz że widziałem dokumenty, nie uwierzyłbym.

Brat ma dom wielorodzinny, w jednym z miast wojewódzkich. Sam w budynku nie mieszka, wynajmuje tylko lokale. Co ważne dla historii, chałupa nie jest oddzielona od chodnika, fasada bezpośrednio doń przylega.

Sam budynek jest zadbany, odremontowany potężnym kosztem od piwnic aż po dach, sama zaś fasada pięknie odmalowana i odrestaurowana (dom pochodzi z lat 20. XX wieku, budowali go nasi pradziadkowie).

Swego czasu Młody się wściekł - na owej fasadzie ktoś wymalował kilkumetrowe dzieło, pełne barw narodowych, okraszone Polską Walczącą oraz tak popularnym ostatnio "Bóg, Honor, Ojczyzna". Cóż, brat zrzucił zapis z kamer, poszedł na policją, złożył zeznania, dowód, czyli zawiadomienie o popełnionym czynie zabronionym.

Trochę czasu upłynęło, otrzymał pismo z Prokuratury Rejonowej, która po rozpoznaniu sprawy odmówiła wszczęcia postępowania, ponieważ mural niesie ze sobą przekaz patriotyczny, posiada walory artystyczne, w związku z czym, mimo iż nastąpiło naruszenie własności prywatnej, to sprawcy działali w dobrej wierze krzewienia wartości wyższych.

Anglosasi mają takie ładne określenie: mindfuck...

ulica

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (234)
zarchiwizowany

#82830

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sezon w pełni, toteż na internety czasu nie ma, jednak dzisiejszy telefon od Druha, wzburzył krew...

Wspominałem onegdaj Ogóra. Koleżka, który w Krainach Brązowych Ludzi, raczył był zostawić i nogę i rękę. Poogarniał się, gdy wojo raczyło mu zasadzić kopa w tyłek, znalazł dobrą robotę, dzięki teutońskim oprawcom, dorobił protez, dzięki którym zasuwa piechty, jak kompletny homo sapiens, górnymi członkami włada także całkiem do rzeczy ( w sensie - bio-prawica współdziała z metalową lewicą jak malowanie).

Ogór dostał zaproszenie od naszych ropoprzyjaznych siewców demokracji, zza Oceanu. Na jakiś spęd, jemu podobnych, by cieszyć się, iż nikomu z towarzystwa, żaden człowiek w kolorze beżowym, nie odwalił zadu.

LOT-em bliżej.

No niekoniecznie.

Owóż, Ogór, mimo posiadanych papirusów, dokumentujących fakt, iż i rączka i nóżka, zostały całkiem legalnie nabyte w krainie teutońskich oprawców, mimo wklejek w paszporcie, pod tytułem: "Paszport protezy", na pokład nie został wpuszczony, bo kontrolujący stwierdzili, że brak jeszcze kwitka takiego, siamtego, owamtego.

I zbój, że legitymacja monowska, zbój, że zaświadczenia, certyfikaty, wklejki. Pan dzwonisz na bramkach, pan się wal, nie ma przejścia...

No i co tu rzec...

okęcie

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (28)

#81855

(PW) ·
| Do ulubionych
Chodził lisek koło drogi, nie ma ręki, nie ma nogi.

A konkretnie - nie lisek, a kolega, zwany Ogórem, obok drogi na Bliskim Wschodzie, w ramach tzw. misji.

Jako że nasze państwo podziękowało Ogórowi za przelaną krew w sposób sobie właściwy, dając kopa w dupę z woja oraz zapewniając rentę, ciut wyższą niż zasiłek dla bezrobotnych u teutońskich oprawców, a także piękne, plastikowe protezy, ów, ogarnąwszy się, zajął dochodową pracą i doszedł do wniosku, iż wypadałoby nareszcie mieć metalową łapę i nogę, jakie pozwolą mu funkcjonować normalnie.

Znalazł takie sprzęty i rehabilitantów za Odrą, kasę zorganizował / zorganizowaliśmy i tak się Ogór buja wypożyczonym busem na szwabskich blachach, w tę i z powrotem, powoli ucząc, jak być Terminatorem dla ubogich.

Tyle tytułem wstępu.

Kolega, wraz z Familią, wpadł na czas jakiś na moje zapupie i stwierdził: "Monoślad, ty nie bądź wieprz, ty się ze mną przejedź do miasta".

Pojechaliśmy - miasto wojewódzkie, na zachodzie Polski. Zaparkowaliśmy na kopercie dla inwalidesów, Ogór po rampie zjechał z busa swym wózkiem, poogarnialiśmy urzędy, pierdoły plus obiad, wracamy do auta.

No i klops - blokada plus mandat - słusznie, bo auto na blachach z "D" w gwiezdnym wianku, zaś bez stosownego karteluszka na szybie.

Dzwonimy. Przyjeżdża dwóch marsowych jegomościów i dawaj - mandat jak malowanie, my gęby najpierw zbaraniałe, później zaś wściekłe.

I na nic, że chyba, urwał, widać, że Ogór jest zdekompletowany, że bus przystosowany - nie ma karteluszka, nie ma litości. Zadzwoniłem po Policję.

Glinowiny przyjechały, wybałuszyły oczy i podsumowały: "Niech no, k...a, jakiś ch...j ze Straży złoży podanie do Policji, to mu zrobię z dupy jesień średniowiecza" (no dobra - to twórcza forma odtworzenia zdania, duch jednakże przekazuję wiernie).

Wsiedliśmy, pojechaliśmy, kurtyna.

I teraz pytanie - jak bardzo głupim skurczysynem trzeba być, jaką gnidą ludzką, by wywinąć taki myk, jak panowie strażnicy?

Ktoś podpowie?

koperta dla inwalidów

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (170)

#81253

(PW) ·
| Do ulubionych
Prowadzę coś z pogranicza agroturystyki i pensjonatu plus hotel dla koni.

Za budynkiem głównym, w którym między innymi znajdują się pokoje dla gości, prowadzę eksperymentalną hodowlę komarów, czyli stawek/oczko. Akwen wielki, będzie z 10 m średnicy, głębokie toto na ok. 70 cm.

Wczoraj wychodzę w stronę stajni, a od strony stawu słyszę dziecięcy wrzask i wzywanie pomocy. Biegnę niczym szarżujący nosorożec, a tam smarkacz, potomek naszych gości hotelowych, po pachy w stawku i próbuje gramolić się na lód.

Wydobyłem, zatargałem do budynku, moja Połowica przejęła dzieciaka i zaprowadziła do pokoju, gdzie byli rodzice, gdy ja zmieniałem przemoczone łachy.

No i się zaczęło.

Mamcia i tatko utaplańca paszcze na cały regulator, że skarga, że niebezpieczeństwo, że policja, brakowało tylko Zulusów i Zeusa, by mnie piorunem raził.

Cóż, państwa zaprowadziłem nad bajorko i wskazałem palik, udekorowany tabliczką.

Wściekle czerwoną.

Z napisem: "STOP! Nie zbliżać się, kruchy lód!”.

Umieszczam ją tam każdego listopada, nawet gdy słonko świeci...

w którym zawracają bociany.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (166)

#80736

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem dumnym właścicielem krzyżówki agroturystyki z pensjonatem i hotelem dla koni.

Rezerwacje przyjmujemy telefonicznie lub poprzez stronę i wpisujemy w stosowny program, przyjęcia gości dokonuje ta osoba, która aktualnie szwęda się w okolicach "recepcji", za którą służy bar. Przeważnie jest to moja Żona, jednak, jak pisałem powyżej, nie ma monopolu na ich witanie.

I cóż, dzisiaj rano, do głównego budynku, a dokładnie do jadalni, zwabiły mnie w trybie ekspresowym dzikie wrzaski i łomotania.

Włażę i widzę naszych stałych gości - Panią Iksińską oraz Pana Iksińskiego, którzy zioną w siebie nawzajem huraganowym ogniem.

Gdzie palec diabła?

Każde z nich, niezależnie od siebie i w tajemnicy przed drugim, przyjechało z "osobą towarzyszącą"...

za linią przed którą zawracają bociany

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (165)

#80674

(PW) ·
| Do ulubionych
Przy okazji dzisiejszego Święta, odwiedziłem miasto, w którym się urodziłem, wychowałem i, na moje szczęście, przesłużyłem ponad połowę wojskowego życia.

Po spotkaniu z kolegami, tak jak i ja weteranami i emerytami, oraz pozostającymi w czynnej, poszliśmy coś zjeść do restauracji i pogadać o dawnych czasach.

Wychodząc, napotkaliśmy naszą już wówczas trzyosobową grupą, pięciu młodzieńców, którzy odziani w bluzy z wzorami, nawiązującymi do najlepszych tradycji wojskowych, orły i temu podobne symbole, darli mordy na całą ulicę, ewidentnie pijani.

Kolega nie wytrzymał, posłał im wiąchę naprawdę soczystą, typu: "masz orła na bluzie, to się zachowuj" w odpowiedzi poleciały teksty typu : "ty k...o", "zaj..ć ci?", k, ch itp. itd.

Dlaczego aż tak bardzo mnie to bulwersuje?

Wszyscy trzej byliśmy w mundurach...

ulica

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (225)

#80596

(PW) ·
| Do ulubionych
W środowy wczesny wieczór, wracałem w moje knieje, po wizycie u szanownych przodków.

Pada, ciemno, szosa niezbyt dobra, przez las i dość kreda, o statusie drogi powiatowej. I jak to oczywiście bywa w takich sytuacjach - laczek... Wiadomo przecież, iż gumy nigdy, absolutnie nigdy nie złapie się w słoneczny dzień przy parkingu, tylko podczas wieczornej ulewy w lesie...

Zatrzymałem auto dosyć pechowo, bo za ślepym zakrętem. Niestety nie mogłem jechać już dalej, ponieważ podróżowałem terenówką, gdzie opony mają bardzo wysoki profil i już guma złaziła z felgi, co zobaczyłem, wychylając łeb przez okno.

Cóż, kamizelka, trójkąt i światło ostrzegawcze wystawione przed zakrętem i działam.

Minęło mnie kilka aut z naprzeciwka, a w pewnym momencie hamując i trąbiąc, ominął mnie gość, nadjeżdżający z tyłu. Wygramolił się z auta i drze paszczę, niczym lew, "Ty Chu, Ku". Pytam człowieka, o co dym - jechać dalej nie mogę, odblask i lampa ustawione przed zakrętem, więc czego chce?

- Ty chu, ku, jaka lampa, jaki trójkąt?

- No przed zakrętem przecież!

- Co ty mi tu piertenteges, zabiłbym się, ty ku chu!!!

Zmroziło mnie. Poszedłem za ten zakręt i co?

Oczywiście - jakiś sukinsyn gwizdnął pieprzony sprzęt zabezpieczający miejsce zdarzenia...

Zastrzelić, to mało.

droga

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (194)

#80463

(PW) ·
| Do ulubionych
Sezon w zasadzie się skończył, obłożenie spadło, nocują w zasadzie prawie wyłącznie osoby, których konie hotelujemy, ot przyjeżdżają sobie popatatajować.

Zatem trzeba zacisnąć zęby i przyjmować wszelkiej maści firmówki...

Cóż rzec - są to z reguły goście piekielni do kwadratu, dlatego też są przez nas określani WKW - Wóda, Kobieta, Womit. Pół biedy, gdy nie do łóżka ;)

Ad meritum.

Nienawidzę smrodu papierosów. Mam do nich nochal, niczym pies do wykrywania narkotyków, dlatego poza miejscami wyznaczonymi, na terenie otwartym i w budynkach, obowiązuje kategoryczny zakaz palenia. Większość się stosuje, mniejszość trzeba upomnieć, jest w miarę.

Wczoraj trafiłem na szczyt szczytów...

Polazłem wieczorem zamknąć stajnię. Niucham - urwał, wali fajkami. Przelot przez budynek - nikogo, a dymem śmierdzi i tak. Coś mnie piknęło, włażę na poddasze, gdzie składowane są wszelkiej maści klamoty oraz potężne ilości słomy - część w balotach, część już luzem. I co? Szanowni państwo, w towarzystwie flaszeczki wina, urządzili sobie zapasy męsko damskie, po których, oczywiście papierosek.

Na słomie, obok słomy, wokół sucha jak wiór słoma. Kilka, urwał, ton słomy!!!

Zabić, nie zabiłem, acz znieważyłem słowami, uznawanymi za obelżywe w sposób wyjątkowo kreatywny, po czym wysłałem do ich szanownej prezesury mail, o jadowtości kobry.

Jak to nazwać - durność nad durnościami?

Chyba rozpiszę konkurs, na najbardziej precyzyjne określenie.

w którym diabeł mówi dobranoc

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (195)