Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Morticia

Zamieszcza historie od: 24 czerwca 2011 - 11:18
Ostatnio: 30 lipca 2018 - 23:19
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 1271
  • Komentarzy: 63
  • Punktów za komentarze: 60
 

#81502

(PW) ·
| Do ulubionych
Wystawiłam za darmo na OLX biurko. Po kilku telefonach umówiłam się z zainteresowanym panem. Kilkukrotnie uprzedzałam go, że biurko jest ciężkie i masywne i aby wziął ze sobą kogoś do pomocy. Ja nie mogę dźwigać, a jedna osoba nie zniesie mebla po schodach.

Pan kilkukrotnie nie przychodził na umawiane spotkania. W końcu się zjawił. Sam. Gdy zobaczył biurko stwierdził, że przecież on sam to nie da rady! Pomogłam mu wypchnąć biurko z mieszkania na korytarz i kategorycznie uznałam, że moja rola się kończy.

No, ale jak to? Jak on teraz ma to biurko znieść? Przecież muszę mu pomóc. To tylko jedno półpiętro, a on sam przecież nie da rady. Co to dla mnie! Tu złapię, tam podniosę, hop siup i już! Był bardzo wzbudzony, że nie chcę mu pomóc.

W końcu zrozumiał i poszedł po jakiegoś okolicznego menelika. Na odchodne, zamiast podziękowania, usłyszałam, że miało być za darmo, a on musiał gościowi kilka złotych dać na piwo.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (186)

#81434

(PW) ·
| Do ulubionych
Koncert na dużym stadionie. Stoję w kolejce do toalety. Gdy zauważam, że toaleta dedykowana jest jedynie osobom z niepełnosprawnościami, z uśmiechem uświadamiam stojące w kolejce osoby. Panie również z uśmiechem machają ręką, a jedna mówi, że jeśli przyjdzie niepełnosprawny, to go przepuści.

Ponieważ po dwugodzinnym koncercie nogi odmawiały mi posłuszeństwa, nadal uśmiechnięta z nadzieją na przepuszczenie, pokazuję paniom legitymację osoby niepełnosprawnej. Reakcja jednej z nich:
- Oj nie przesadzajmy. Tak tylko powiedziałam.
A drugiej:
- Taką legitymację to ja też mogę sobie na drukarce wydrukować.

I swoje musiałam odstać.

Koncert

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 190 (212)

#18477

(PW) ·
| Do ulubionych
Wystawiłam na Allegro używane buty - botki na wysokiej szpilce.

Pierwszy mail z zapytaniem napłynął od mężczyzny. Pan był bardzo zainteresowany czy buty były noszone, jak długo i jak często, przez kogo i czy mają na podeszwie ślady noszenia, np zabrudzenia, obtarcia i zakurzenia?

Myślałam, że bada jak mocno zużyte są buty, bo nie chciałby kupić zniszczonego towaru. Pan dopisał jednak, że jeśli okaże się, że buty mają startą i przybrudzoną podeszwę (i były noszone przez piękną kobietę), to on... chętnie je odkupi!

Ubawiłam się, odpisałam lakonicznie i myślałam, że sprawa zakończona.

Tymczasem Zainteresowany nie dawał za wygraną. W kolejnym e-mailu dowiedziałam się ile ma lat i jak się nazywa. Pan chciał kilkukrotnie przebić cenę sklepową! Zależało mu, żeby buty koniecznie nosiły ślady noszenia i używania ich przez piękną damską stópkę, m.in. miały zdarte obcasy, ślady piasku, przytartą i pobrudzoną podeszwę, itp. Po tym jak je zakupi miałam jeszcze ubrać je 2-3 razy w drodze po zakupy, do pracy albo na spacer, aby były na nich świeżutkie zabrudzenia, a po przyjściu zdjąć, zapakować i wysłać. Ich myciem, czyszczeniem i polerowaniem zabrudzonej podeszwy miał się zająć osobiście. Gdybym zaś zdecydowała się wysłać mu swoje zdjęcie w rzeczonych butach, cena miałaby wzrosnąć o dodatkowe 10-20%.

Jednak największym zaskoczeniem była dla mnie propozycja, że może nie tylko płacić mi za buty tyle ile każę, ale czyścić je i odsyłać (!) bym ponownie je nosiła i mu sprzedawała, czerpiąc z niego korzyści...

Później w historii zakupów tego Pana znalazłam nie tylko używane damskie szpilki, ale i damskie rajstopy i pończochy. Zastanawia mnie ile kobiet skorzystało z jego, jakby nie było, atrakcyjnej finansowo oferty, ujawniając tym samym swoje dane osobowe, numer telefonu i adres zamieszkania.

Allegro

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 476 (530)

#12459

(PW) ·
| Do ulubionych
Zaparkowałam auto na przysklepowym parkingu. Wracając z zakupami otworzyłam drzwi samochodu dość szeroko, aczkolwiek nie dotykając auta stojącego obok. Gdy wsiadłam, kierowca taksówki zaparkowanej obok zapukał nerwowo w mój samochód. Po opuszczeniu szyby usłyszałam krzyki, że porysowałam facetowi samochód! Że wsiadając uderzyłam drzwiami w jego drzwi, i że zrobiłam mu rysę. Facet wrzeszczał, że nie umiem wsiadać do auta, że tak się drzwi nie otwiera, że on stał i specjalnie (!) patrzył jak wsiadam, i że ta biała, podłużna rysa to moja sprawka!

Moje auto białe bynajmniej nie jest, poza tym wiedziałam, że nawet nie drasnęłam taksówki delikwenta. Spokojnie tłumaczę facetowi, że to niemożliwe, że wsiadałam normalnie, etc. Ale gość nie dawał za wygraną. Krzyczał, wrzeszczał, że kto mi dał prawo jazdy, itp. W końcu postanowiłam wysiąść z auta, żeby wytłumaczyć facetowi, face to face, że nie ma racji. Otwieram drzwi, i co widzę? Koniec moich drzwi nawet nie sięgał do owej rysy!

Rozbawiona pokazałam facetowi dokąd sięgają moje otwarte drzwi. Trochę się zapowietrzył, pokrzyczał coś jeszcze, wsiadł do auta i odjechał, prawie uderzając w inne auto.

Facet pewnie wykoncypował sobie, że naciągnie młodą i naiwną kobietę na lakierowanie drzwi, które i tak były już mocno sfatygowane. Tym razem mu się nie udało.

Parking

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 425 (491)

1