Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

MrSZ

Zamieszcza historie od: 27 października 2014 - 16:45
Ostatnio: 15 lipca 2019 - 12:04
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 849
  • Komentarzy: 130
  • Punktów za komentarze: 831
 

#84866

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z wpuszczeniem starszego Pana, przypomniała mi moją, która wydarzyła się jakieś 2 miesiące temu.

Piękny majowy poranek, ja mam dzień wolny od pracy, więc wybrałem się do Lidla po parę rzeczy. Wziąłem co potrzebowałem, łącznie jakieś 6-7 produktów, i poszedłem do kas. W momencie gdy mam wyładowywać rzeczy na taśmę, za mną staje kobieta z synkiem na oko lat 2 i mlekiem modyfikowanym w ręce. Dziecko płacze, a wręcz histeryzuje, matka się denerwuje, próbuje ogarnąć i widać że jej trochę wstyd za jego zachowanie. Ja jako że i tak mam dużo czasu, i jako ojciec rozumiem jej sytuację, to zaprosiłem ją przede mnie, za co ta podziękowała z nerwowym uśmiechem.

Schylam się do wózka (tego do ciągania) po zakupy, wyładowuję, oddzielam tą plastikową pałką, i znajduję niespodziankę. Puszka napoju pomiędzy moimi zakupami, a mlekiem. Pomiędzy mną, a kobietą stoi też jakiś młody chłopak, tyłem do mnie, nawet nie patrząc w moją stronę.

Próbuję załapać co się stało. Może razem byli, no ale wtedy mleko i napój nie byłyby rozdzielone. Kobieta też wydaje się nie zwracać na niego uwagi więc razem raczej nie są. Pukam go więc w ramię i retorycznie pytam, że chyba się wepchnął w kolejkę. Na co odpowiedział cichutko "No ale ja tylko z colą...". Złapałem lekką zwiechę z niedowierzania, ale finalnie powiedziałem mu, że kultura nakazuje w takim wypadku zapytać, a nie się bezczelnie wpychać i zapraszam na koniec kolejki. Chłopak chwycił kolę i posłusznie ustawił się na końcu.

Mogłem go wpuścić. Naprawdę, czasu miałem sporo. Wystarczyło zapytać. Może się czepiam, ale irytuje mnie brak kultury i to że ludzie uważają że im się coś należy. No nie należy. Nawet z jedną rzeczą trzeba swoje odstać, chyba że potrafi się arcytrudne "przepraszam, czy mógłbym ..."

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (180)

#84700

(PW) ·
| Do ulubionych
Grzechy motocyklistów.

Media lubią pisać o dawcach nerek, kierowcy nie lubią jak pojawiają się znikąd i choć sytuacja powoli się poprawia, to ta grupa nadal ma swoich przeciwników. Dołączę się i opiszę kilka piekielności. Nie będzie to jednak zwykłe narzekanie osoby która nic nie wie, ponieważ sam jestem motocyklistą. Opiszę więc więc to czego nie da się zobaczyć na pierwszy rzut oka.

1) "I wtedy wchodzi on, cały na biało" - Wizja motocyklisty anioła według innych motocyklistów na szczęście powoli odchodzi w zapomnienie, ale trochę po wejściu do unii i pojawieniu się wielu motocykli na Polskich drogach była normą. Teraz nadal funkcjonuje, choć w mniejszych, bardziej zamkniętych grupach. Przedstawię jak to wygląda. Wyobraźcie sobie, że słyszycie, że był wypadek w waszym mieście z udziałem motocykla i samochodu. Nie znacie szczegółów, ale możecie śmiało założyć że winy nie ponosi fala upałów w afryce. To po prostu nie ma sensu. Na forach motocyklowych (teraz grupach facebookowytch) dochodziło też oczywiste założenie, że nie jest też winny motocyklista. Z takich danych można wywnioskować winę samochodu. Jak było naprawdę? Motocyklista jechał 90km/h na 50km/h i wymusił pierwszeństwo na samochodzie. No ok, ALE kierowca samochodu powinien zachować szczególną ostrożność i nie wjeżdżać na skrzyżowanie bez upewnienia się, że jest bezpiecznie. Generalnie, jaka sytuacja by nie była, motocyklista zawsze był wybielany z grzechu a winę ponosił ktokolwiek inny. Raz nawet czytałem żale po szlifie na zakręcie, że to przez zły stan dróg. Wiecie, to nie motocyklista powinien dostosować jazdę do warunków, tylko drogi powinny dostosować się do motocyklistów. Teraz na szczęście jest tego znacznie mniej, ale jeszcze z 5-6 lat temu to był standard.

2) "Nie po to kupuję litra, żeby jeździć 50km/h" - Krótkie wyjaśnienie dla czytelników nie w temacie. "Litr" to motocykl z silnikiem o litrowej lub ciut większej pojemności. Generują one ogromną moc, a w wersji sportowej są bardzo lekkie. Czyli tłumacząc na ludzki, nie po to człowiek kupuje ferrari, żeby jeździć zgodnie z przepisami. I nie żebym był święty, sam przekraczam prędkość na drogach poza miastem, ale generalnie mam świadomość, że nie jestem sam i nie ignoruję istnienia przepisów drogowych. W ładny dzień podczas przejażdżki spotykam przynajmniej parę motocykli z zagiętymi tablicami rejestracyjnymi i jeżdżącymi bez uwzględniania przepisów. Podwójna ciągła? Nie dotyczy litrów. Wyprzedzanie na pasach lub skrzyżowaniu? Tak, ale tylko dla motocykli. Ograniczenie do 70? W przypadku litrów trzeba dodać jedynkę z przodu (170) i od tego przekroczyć standardowe 20km/h-30km/h. To jest największa piekalność w tym zestawieniu. Ci ludzie nie szanują nikogo skoro pozwalają sobie na taką jazdę. Za jazdę z zagiętymi tablicami powinni dowalać taką karę że głowa mała. Ten punkt nie dotyczy tylko litrów, bo i na 600cc można poszaleć, choć im większy silnik tym większa tendencja.

3) "Miszcz prostej" - Obsługa motocykla jest prosta. Bardzo łatwo np. odkręcić manetkę i zmienić prędkość z 80km/h na 160km/h. A zakręty? Tutaj gorzej. Trzeba umieć się złożyć, przełamać swój strach przed nielogicznym niespadnięciem na asfalt, znać przyczepność opon, optymalny tor bez ścinania zakrętu itd. Przykładowa sytuacja. Piękny słoneczny dzień, jadę sobie przez drogi leśne stałą prędkością 120km/h zwalniając w wioskach do 50km/h. W pewnym momencie ze skrzyżowania dojeżdża motocyklista i wyprzedza mnie. Na oko 160km/h na blacie. Oddala się odemnie, ale gdy dojeżdżamy do zakrętu to go doganiam. Po pokonaniu zakrętu znowu maneta odkręcona i wyrywa. Kolejny zakręt i znowu doganiam. Czyli na prostej drodze jechał znacznie szybciej niż ja, ale nie potrafił pokonać zakrętu z sensowną prędkością, tylko zwalniał pewnie z dwukrotnie. No i generalnie luz, nikomu nie zrobił krzywdy nie licząc swojej opony obciachowo wytartej tylko na środku, tylko skoro nie potrafił pokonać zakrętu przy 100km/h, to jak zareagowałby na sytuację awaryjną przy 160km/h? Moim zdaniem najpierw powinno się nauczyć jeździć, a dopiero potem bawić się w wysokie prędkości. Niestety, trend jest zupełnie inny.

4) "Rewia mody" - Grupa ludzi posiadająca motocykl dla lansu. Obowiązkowo skórzany strój jednoczęściowy dobrej marki z mocno wyakcentowanymi barkami tak, żeby chłopcy wyglądali bardziej męsko (z jakiegoś powodu stroje zawodników moto gp nie mają aż takich dużych ochraniaczy). Do tego ścig, gazowanie w mieście, jazda na 2 biegu żeby silnik ryczał i sportowe wydechy. I finalnie, niezbyt istotny dodatek, przejażdżka 60km wokół domu. A może polecimy gdzieś dalej? Np. trasa 300 km? Nieee, ja tyle złożony nie wysiedzę. Ty masz bardziej prostą postawę to inaczej odczuwasz. A jeżeli już uda się wyskoczyć gdzieś dalej, to tylko głównymi trasami, tak żeby można było zapieprzać. Kiepska droga wioskowa na maks 60km/h nie wchodzi w grę. Dlatego nie jeżdżę już w grupie. Bardziej potrzebuję jazdy i wolności niż lansu. Kiedyś na zlocie słuchałem wspominek dwójki doświadczonych o najlepszych strojach motocyklowych dawnych czasów. Mianowicie jeansy wypchane gazetami żeby nie przewiało kolan. Czasem żałuję że nie jeździłem w tamtych czasach.

5) "LWG (dla wybranych)" - Motocykliści na drodze pozdrawiają się gestem uniesionej dłoni Lewa W Górę. Miły gest o ile jesteś godzien. Gdy zaczynałem jeździć nie byłem przy kasie i na wszystko co mogłem sobie pozwolić to ETZa. Jeździłem nią na zloty, rajdy i bawiłem się świetnie. Niestety, na drodze nie byłem traktowany jak motocyklista. LWG mnie nie dotyczyło. Gdy bidula padła podczas parady nikt się nie zatrzymał pomóc. Po czasie przesiadłem się na większą, nowocześniejszą maszynę i cud, okazało się że jestem a ludzie mnie widzą. Nagle zaczęli mnie pozdrawiać, gdy stałem przy drodze pytali się czy mam jakiś problem (w sensie że chcieli pomóc a nie pobić ;)). Niby zgrana społeczność, ale jednak trzeba mieć japońca, niemca czy włocha, by do niej należeć.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (173)

#84680

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia kilkuletnia o kupnie opon do motocykla.

Przyszedł kwiecień, pogoda tej wiosny była bardzo ładna, więc postanowiłem odświeżyć motocykl po zimie i pojechać na zlot motocyklowy otwarcia sezonu na początku maja. Czasu niedużo, bo niecałe 2 tygodnie. Z grubszych rzeczy musiałem zmienić opony. Koszt nowego kompletu to ok 1000 zł, więc szukam gdzie taniej, bo tutaj 10% marży to stówka na paliwo.

Dzień 1: Znalazłem model który mnie interesuje i zamawiam w znanym sklepie oponeo.pl. Czas nagli, więc żeby nie księgowali dodatkowego dnia mojej wpłaty, wybrałem płatność za pobraniem. Zadowolony idę spać.

Dzień 3: Powinienem już dostać opony. Zamiast tego, dostaję telefon z obsługi, że niestety ale nie mają tylnej i mogą mi wysłać tylko przednią lub poczekam 2 tygodnie na nową dostawę. Nic mi po jednej oponie, a czekać nie mogę, więc zrezygnowałem z zamówienia. Pan zaznaczył i jest ok. Opony tego samego dnia kupiłem stacjonarnie i od razu zmieniłem (100 zł w plecki :/).

Dzień 4 rano: Dzwoni do mnie pani z firmy kurierskiej, że zostanie do mnie dzisiaj dostarczona przesyłka za pobraniem z oponeo i mam przygotować 400 zł. Czyli mimo, że zrezygnowałem z zamówienia i tak wysłali jedną oponę. Informuję, że anulowałem przesyłkę i niech ją odeślą do nadawcy.

Dzień 4 po południu: Telefon z nieznanego numeru. Odbieram i okazuje się, że to kurier mówi, że za 15 minut będzie z oponą i proszę przygotować 400 zł. Już całkiem rozbawiony mówię że nie odbieram. Kurier przyjmuje.

Dzień 5: Dzwoni Pani z oponeo i z nieukrywanymi pretensjami wręcz krzyczy na mnie, czemu zamawiam przesyłkę za pobraniem i jej nie odbieram! Gdy już się wykrzyczała, powiedziałem jak jest. Pani dość niepewnie stwierdziła że "niemożliwe". Gdy przypomniałem jej, że każda rozmowa jest nagrywana i na pewno mają nagranie rozmowy gdzie anuluję zamówienie, Pani zmieniła ton na normalny i nawet przeprosiła.

Generalnie wyszło śmiesznie, ale tylko dlatego, że zamówiłem za pobraniem. Gdybym płacił z góry jak zawsze, kurier pewnie zostawiłby mi oponę pod drzwiami domu i musiałbym się bujać z przesyłkami i zwrotem kosztu.

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (128)

#72960

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielna będzie postawa, występująca powszechnie, także tutaj. Odniosę się do tematu http://piekielni.pl/72947 , ale podobne komentarze znajdziemy w każdej historii w której pojawiają się gry komputerowe. Na początek, zacytuję 2 komentarze.

"....piekielne problemy współczesnych studentów.... ech..."
"Problemy dorosłych mężczyzn"

W życiu mamy wiele możliwości spędzania wolnego czasu. Jedną z nich są gry komputerowe. I z jakiegoś powodu, jest to społecznie wyśmiewana pasja. Pytanie podstawowe, czemu? Ja rozumiem potępianie np. zażywanie ciężkich narkotyków, niszczenie mienia publicznego czy zaczepianie małych dzieci. Ale w czym właściwie gorsze są gry komputerowe?

Porównanie 1: Jeżeli idę z kumplami z pracy na piwo i przez cały wieczór przepiję 80 zł, to jest to męskie wyjście i wiadomo że każdy facet tak czasem musi. Ale jak wydam 50 zł na grę i spędzę przy niej wieczór, to jestem dziecinny, tracę pieniądze na pierdoły i marnuję czas. W obu przypadkach straciłem kasę i czas, kosztem rozrywki. Dlaczego gry w tym wypadku są gorsze?

Porównanie 2: Mam również inne hobby, np jazda na rowerze i motocyklu. Czasem wieczorkiem wyjadę sobie w miasto ku mojej rozrywce, jeżdżąc bez celu i robiąc sztuczny ruch. Ludzie mają negatywne nastawienie i do cyklistów i do motocyklistów, a jednak jeżeli powiem że tak spędziłem czas, to stwierdzą że mam fajne pasję. Jeżeli ten czas spędzę na grę w komputer, to tracę czas, mimo że robię to w totalnej separacji od świata i nie przeszkadzam nikomu. Podsumowując lepiej być dorosłym zawalidrogą niż dziecinnym graczem.

Porównanie 3: Wcześniejsze przykłady zmuszały do wyjścia z domu. Ale jest też jeden bardzo powszechny sposób marnowania czasu bez wychodzenia z domu, który jest powszechnie akceptowany. Oglądanie telewizji. Powiedzcie mi, dlaczego oglądanie filmu wieczorem po pracy, jest gorsze od grania w grę wieczorem po pracy? W obu przypadkach siedzę w domu, patrzę w ekran i ruchy ograniczone są do minimum. Dlaczego można oglądać film, ale nie grać w grę? Dlaczego to akurat ta druga czynność jest dziecinna?

Ci którzy wykazali minimum zainteresowania (a warto jeżeli jesteście rodzicami), to wiecie że są gry dla dorosłych. To że wielu 10-cio latków grało w gta 5, to nie znaczy że nie ma tam scen seksu, bezsensownej przemocy i masy wulgaryzmów. To dalej nie jest produkt dla dzieci tylko dla osób które odróżniają fikcję od rzeczywistości. Dlatego nie wolno nazwać takiej gry dziecinną. Jeżeli dla przykładu weźmiemy przykład patologicznej rodziny gdzie dzieci piją alkohol i palą papierosy, to nie znaczy że picie jest dziecinne bo robią to dzieci, tylko fakt że dzieci piją jest patologiczną sytuacją. Dlatego uważanie że granie jest dziecinne, dlatego że robią to dzieci, jest robieniem kurtyzany z logiki.

I na sam koniec. Jestem dorosłym facetem, który nie pobiera zasiłków ani żadnej innej pomocy z zewnątrz. Dlatego mówić że wydanie 1000 zł na kartę graficzną jest stratą pieniędzy, może tylko moja żona, ponieważ tylko ją powinno obchodzić na co wydaję pieniądze z budżetu domowego. Jeżeli nie biorę niczego z podatków, czyli pośrednio od was, to zawartość mojego portfela i wydatki powinny obchodzić tylko mnie i moją rodzinę.

Idziemy z duchem czasu i stajemy się coraz bardziej tolerancyjni. Dlaczego możemy zaakceptować czyjeś poglądy które dotykają bezpośrednio nas, ale nie możemy zaakceptować sposobu w który ktoś spędza wolny czas, w sposób który nie dotyka nikogo z zewnątrz?

Skomentuj (116) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 400 (480)

1