Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Nagareboshi18

Zamieszcza historie od: 8 stycznia 2016 - 22:44
Ostatnio: 17 stycznia 2020 - 13:20
  • Historii na głównej: 4 z 6
  • Punktów za historie: 589
  • Komentarzy: 0
  • Punktów za komentarze: 0
 
zarchiwizowany

#75705

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia opowiedziana mi przez mamę.
U naszej 50-paroletniej sąsiadki zdiagnozowano cukrzycę typu 2. Lekarz przepisał jej tabletki, których miała brać określoną ilość w ciągu dnia.
Sąsiadka dokładnie stosowała się do zaleceń. Jednak niedługo potem pojechała do córki za granicę, gdyż ta załatwiła jej sezonową pracę. Była to fizyczna praca, ale sąsiadka jakoś dawała sobie radę.
Jednak w pewnym momencie zaczęło się z nią dziać coś niedobrego: było jej słabo, trzęsły się jej ręce. W czasie ćwiczeń przeciwpożarowych nie była w stanie sama wyjść z budynku - koleżanki z pracy musiały pomóc jej iść.
Sąsiadka na początku uważała, że to przez pracę. Jednak, gdy okazało się, że wypicie coli lub zjedzenie słodkiego batonika powoduje magiczne ozdrowienie, sąsiadka doszła do wniosku, że to musi być coś nie tak z cukrem.
Po powrocie do Polski poszła znów do lekarza i opowiedziała mu co się dzieje. W odpowiedzi została zwymyślana: "Jak to?! Nie mierzy sobie pani poziomu cukru?! Czemu się pani dziwi, że jest pani słabo?!".
Sąsiadka odpowiedziała, że po pierwsze ma prawo nie wiedzieć, bo nigdy nie miała styczności z cukrzycą. A po drugie, lekarz wcześniej sam kazał jej brać tabletki - o mierzeniu cukru nie było mowy.
W końcu lekarz łaskawie przyniósł jej glukometr i pokazał jak go używać. Jak to miło z jego strony...

słuzba_zdrowia

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (38)
zarchiwizowany
Od ładnych paru lat mieszkam na obczyźnie. Do niedawna wynajmowałam sama mieszkanie, a pode mną mieszkała 3 osobowa polska rodzina - para z 4-letnim synkiem. Byli ze sobą już prawie 10 lat, więc stwierdzili, że najwyższa pora zalegalizować związek.
We wrześniu pojechali więc do Ojczyzny, celem zawarcia związku małżeńskiego. Było wesele, były zdjęcia w plenerze, zmiana nazwiska panny młodej oraz obowiązkowo zmiana statusu związku na Facebooku. Cud, miód i orzeszki. Do czasu.
Pewnego kwietniowego wieczoru wracam do domu i mijam na klatce sąsiada. Po minie widziałam, że coś się stało, ale nie dopytywałam. Chwilę później telefon - dzwoni sąsiad z prośbą, żebym powiedziała jego żonie, żeby odebrała telefon. Stukam do drzwi, otwiera zapłakana sąsiadka. Myślę sobie: pewnie się o coś pokłócili, bywa.
Co się okazało? Ledwie pół roku po ślubie sąsiadka zakochała się na zabój w swoim tatuażyście i postanowiła posłuchać "głosu serca". Wyprowadziła się do nowej miłości, a na jej plecach pojawił się tatuaż z imieniem ukochanego. Nie zdziwiłabym się, gdyby taki numer odwaliła 15-latka. Problem w tym, że sąsiadka była (przynajmniej teoretycznie) dorosłą kobietą i matką, świeżo po ślubie.
Początkowo zabrała ze sobą synka, ale po kilku tygodniach podrzucania go tatusiowi, mały wrócił na dobre do dawnego domu. Dodam tylko, że tatuś pracował na pełen etat i ledwo wyrabiał ze wszystkim.

Jak nietrudno się domyślić, Prawdziwa Miłość sąsiadki skończyła się szybciej niż się zaczęła. Finał jest taki:
- straciła męża (naprawdę w porządku koleś), który w końcu znalazł sobie nową kobietę
- zaserwowała swojemu synkowi niemało stresu i negatywnych emocji (mimo, że mały jest z tych cwanych dzieciaków, to widziałam, że autentycznie bardzo to przeżywa)
- jej własna matka potrzebowała pomocy psychologicznej, ponieważ po raz kolejny zawiodła ją najbliższa osoba (wcześniej tego samego roku odszedł od niej mąż)
- wielu przyjaciół się od niej odwróciło.

Została sama. A mogli żyć długo i szczęśliwie...

zagranica

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (182)

1