Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Nemka96

Zamieszcza historie od: 1 sierpnia 2019 - 22:33
Ostatnio: 16 maja 2020 - 3:23
  • Historii na głównej: 2 z 5
  • Punktów za historie: 222
  • Komentarzy: 8
  • Punktów za komentarze: 9
 
zarchiwizowany

#86327

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ostatnio ktoś pisał o piekielnych sąsiadach i przypomniała mi się historia mojej babci z piekielna sąsiadka.


Za dzieciaka co wakacje jeździliśmy z bratem do babci. Jako że babcia mieszka sama to i duże mieszkanie nie jest jej potrzebne, a co za tym idzie w przypadku gości każde miejsce jest na wagę złota. Swoje rzeczy trzymaliśmy też w takich otwieranych pufach, które zamykane, nie były jakieś specjalnie głośne, ale (P)iekielnej sąsiadce przeszkadzało. Za każdym razem było stukanie w sufit, by się uciszyć ewentualnie stukała nam w okno i krzyczała by siedzieć cicho. Mój brat jak to dziecko dużo biegał i skakał po mieszkaniu co faktycznie mogło przeszkadzać, ale czego się spodziewać skoro to tylko dziecko. Ona jako stara panna widocznie tego nie rozumiała, ale staraliśmy się żyć z nią w zgodzie i zdarzyło się że szliśmy do niej z czekoladkami i z przeprosinami. Latem jak była ładna pogoda było robione pranie i wieszane na tzw. Rzygownik. Pościeli wieszać nie mogliśmy bo zawsze był problem ze jej słońce zabieramy pomimo tego, że mieszkanie było bardzo słoneczne a okien było sporo i jedynie wisiały tam ubrania. Nie raz nam coś spadło i zawsze był problem by to odebrać. Najlepszym sposobem było użyć takiego długiego haka od razu jak spadło bo inaczej byśmy mogli tej rzeczy nie otrzymać. Moja babcia nie jest osobą, która z powodu jakiejś szmatki leci zgłosić fakt na policję, za to P notorycznie składała wizyty na komisariacie. Zdarzało się, że była tam nawet codziennie że względu na "zakłócanie spokoju". Przez "żółte papiery" P, mało kto to brał na poważnie, ale dzielnicowy musiał się pojawić u babci co jakiś czas, by sprawdzić czy coś się nie dzieje.

Po wielu latach, gdzie unikaliśmy owej P i nawet nie mówiliśmy jej dzień dobry, coś się odmieniło. Zaczęła nam się kłaniać i przestała stukać w sufit. Szkoda tylko, że zmądrzała dopiero po tylu latach i chwilę później rzadko kiedy widywana rodzina oddała ją do domu starcow/wariatkowa (tego nie wiem dokładnie, nie pamiętam). W ten oto sposób zamiast cieszyć się wizytami u babci musieliśmy użerać się z Piekielna sąsiadka. Chociaż teraz babcia ma od niej spokój. :)

policja

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -10 (18)
zarchiwizowany

#85845

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Rodzina bardzo często lubi wtrącać się w nie swoje sprawy..

Z moim lubym chcemy kupić dom. Mamy już podpisana umowę przedwstępna, więc praktycznie nie ma odwrotu i tylko czekać na udzielenie kredytu. Dom ten znajduje się na obrzeżach dużego miasta, ale właśnie czegoś takiego szukaliśmy, tym bardziej, że do granic miasta mamy jakieś 10km. Nam wydaje się to nie dużo, tym bardziej że obecnie mieszkamy niedaleko centrum a i tak do pracy dojeżdżalam 15km.. Cisza, spokój, duży dom z równie dużym ogrodem, jednym słowem sielanka.
Ale gdyby miało być tak cudownie to by nie było tej opowieści..

Obecnie mieszkamy jeszcze z moimi rodzicami i spodziewamy się za kilka dni maleństwa. Moi rodzice, a zwłaszcza mama należą do osób, które chcąc dobrze wymagają tego by zrobić coś tak jak oni mówią. Mam plan jak umeblować mieszkanie to oczywiście stwierdzenie mojej mamy, że "tak będzie źle.! Powinno być tak i tak." . Kupujecie dom tak daleko.? A kto będzie wozil dziecko do szkoły.? (tak, właśnie to które jest jeszcze u mnie w brzuchu). Nie dociera żaden argument, że przecież to jeszcze tyle lat i wszystko się może zmienić, że mamy oboje samochody i to nie będzie problem, że przecież można znaleźć pracę, która nie będzie z tym faktem kolidowac a poza tym może jest lub będzie autobus szkolny, który zawiezie go na zajęcia. Chcemy się usamodzielnic, moc wyremontować SWÓJ własny dom tak jak MY tego chcemy a nie ktokolwiek inny.
Innym przykładem jest mój związek. Nie należy on do takich co to miłość widać na odległość że ciągle się tulimy, całujęmy i jemy sobie z ręki.. Jesteśmy po prostu dwójka osób, która czułości zostawia na czas sam na sam, a sposób okazywania miłości jest w postaci częstych wyjazdów i zartowania z siebie. Każdemu to przeszkadza, bo przecież tak być nie powinno.! Mój luby powinien mnie na rękach nosić.!
A nie daj Boże zejdzie temat na ślub.. Zdecydowaliśmy się na inną kolejność, czyli najpierw dziecko i dom a jak uzbiera y na wesele to takowe się odbędzie. Każdy, dosłownie każdy w rodzinie mówi, że on powinien mi się oświadczyć i to teraz, już, bo przecież dziecko w drodze.! Nawet moja mama zrobiła kolacje zaręczynowa i kazała zaprosić rodziców lubego. Gdybyście tylko widzieli jej minę jak się okazało, że żadnych zereczyn nie będzie( a przynajmniej nie ona będzie wyznaczać nam terminu)..
Już brak mi sił, by po raz kolejny mówić, by każdy patrzył na siebie a nie na nas. To nasze życie i nawet jak popełniamy błąd to chcemy się o tym przekonać na własnej skórze. Niech tylko szybko minie ten czas, byśmy mogli być tylko w trójkę we własnym cudownym domu..

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 34 (82)

#85491

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałam właśnie opowieść o piekielnym byłym chłopaku i nasunęła mi się własną opowieść.

Spotykałam się kiedyś z facetem 12 lat starszym, który początkowo wydawał mi się spełnieniem marzeń, bo nie dość że był pewny siebie, to jeszcze umiał się zachować, był czarujący, świetnie tańczył i nawet nie było czuć tej dosyć dużej różnicy między nami, Ale gdyby było tak idealnie, nie byłoby tej historii. Byliśmy ze sobą niewiele ponad pół roku i nie uważam, że były one stracone, bo bardzo wiele się dzięki niemu nauczyłam.

Uważał on, że skoro jest tyle starszy, to wie lepiej wszystko ode mnie, próbował przekonywać do swoich racji. Podczas trwania naszego związku straciłam najbliższych przyjaciół i nie mogłam mieć z nimi kontaktu, ponieważ albo mnie wykorzystują, albo w przypadku płci przeciwnej na coś liczą, albo są po prostu złymi ludźmi i mogą mieć na mnie zły wpływ. Całe szczęście że udało mi się później wszystko naprawić.

Najpierw był mój najbliższy przyjaciel, którego znam od dzieciaka. Co kilka dni się widywaliśmy, ale mojemu ex to strasznie przeszkadzało. Stwierdziłam, że okey, mogę trochę ograniczyć spotykanie się z nim, ale kontakt mieć będziemy i często do siebie dzwoniliśmy. Po jakimś czasie i to mu przeszkadzało, bo "jak to? Nie możecie żyć bez siebie, skoro tak często musicie rozmawiać?". Wyszło na to, że do przyjaciela mogłam dzwonić tylko jak ex nie było w pobliżu, a były to bardzo rzadkie sytuacje. Po tym jak rozstałam się z nim, mój przyjaciel był pierwszą osobą do której zadzwoniłam i od razu mogłam przyjechać i się z nim zobaczyć. To była dla mnie taka ogromną ulga, że nic się między nami nie zmieniło i dalej mogę na niego liczyć. Pocieszał mnie po rozstaniu i dzięki niemu nabrałam sił, by nie popełnić znowu tego błędu i nie wrócić do niego.

Druga osobą była moja przyjaciółka. Muszę tutaj zaznaczyć, że ja przy ex nie mogłam przeklinać, bo to strasznie niekobiece i faktycznie tego nie robiłam, ale jak widziałam się z kimś innym to czasami się zdarzyło. On, jak któregoś razu usłyszał naszą rozmowę to się przeraził i stwierdził, że ona należy do "patologii" i nie powinnam się z nią zadawać.

Jakiś czas później miał okazję do tego bym straciła z nią kontakt. Przyjaciółki urodziny wypadły jakoś w tygodniu, więc wiadomo, że nie robi się wtedy żadnej imprezy, bo wszyscy pracują i zaprosiła mnie na piątek byśmy mógłby razem świętować, a innych znajomych na sobotę, bo akurat tak wszystkim pasowało. Pech chciał, że w tym czasie przyjechała rodzina ex, która mieszka dosyć daleko i także on mnie zaprosił... Kazał mi wybierać, czy wolę iść na długo planowane urodziny przyjaciółki, czy przyjechać do niego i pokazać, że on jest dla mnie najważniejszy tak jak powinno być w prawdziwym związku. Nieważne, że mogłam przyjechać dnia następnego, ale oni wtedy robili grilla i chciał żebym została na cały weekend. Nie miałam wyjścia, więc wybrałam jego, za co przyjaciółka przestała się do mnie odzywać, bo najzwyczajniej w świecie było jej przykro... A później od niego tylko słyszałam, że co to za przyjaciółka, skoro o takie coś się obraża.

Inna sytuacja była jak napisał do mnie dawny znajomy z dziwną wiadomością. Napisał, że potrzebuje pomocy i z kimś porozmawiać, bo znowu się rozsypuje. Reakcja mojego ex była taka, że się wkurzył i powiedział bym nic mu nie odpisywała, ponieważ na pewno zerwał z dziewczyną i teraz u mnie poszukuje wsparcia. Nie chciał słyszeć o tym, że to może znaczyć coś innego, więc między nami temat umilkł. Ja natomiast chciałam się dowiedzieć o co chodzi, bo kilka lat wcześniej miał poważną operację na serce i pierwsze co mi przyszło na myśl, to właśnie jakieś problemy ze zdrowiem. Okazało się, że miałam rację i to w dodatku miał gorszą sytuację. Wylądował w szpitalu miesiąc po tym, jak zmarła jego mama na dokładnie tą samą sprawę.. Mogę się tylko domyślać jak było mu z tym ciężko, pomimo tego że odwiedzała go jego dziewczyna, ale nikt inny... Ja byłam dla niego dodatkowym wsparciem dzięki temu chłopak się nie załamał. Ex nie miał o tym pojęcia, bo wściekłby się, że jednak do niego napisałam chociażby.

Inną rzeczą, która mnie do niego zniechęciła, był fakt, że skoro jesteśmy razem, to nie mogę pojechać bez niego do babci(sic!) na weekend, bo powinnam jechać z nim. Natomiast on na wycieczkę z pracy już mógł jechać, bo musiał załatwiać ważne sprawy... Mógł robić wszystko co chciał, ale ja już nie. Byłam tak ograniczona, że jak tylko się rozstaliśmy, to jakby kamień spadł mi z serca i wiedziałam czego się u innych wystrzegać. Na szczęście udało mi się trafić na kochanego wariata, któremu na mnie zależy i już niedługo będzie z nami nasze maleństwo. Teraz to jest szczęście :D

P.S. "Patologiczna" przyjaciółka na szczęście po długim czasie mi wybaczyła i teraz w dodatku jest częścią mojej rodziny.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (155)

#85055

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio zaczęłam przeglądać historie metodą "losuj" i wśród różnych opowieści znalazłam jedną opisująca młodą dziewczynę z ogromnymi kompleksami spowodowanymi przez matkę, co z kolei przypomniało mi historię pewnego chłopca.

Spotykałam się kiedyś z facetem, którego rodzina była wręcz "idealna". Wierzący, tacy prawdomówni i ułożeni. Jakie było moje zdziwienie, jak poznałam dzieciaki brata mojego ex i stosunek do nich tych ludzi. Dziewczynka lat 3, uwielbiana przez wszystkich i chłopiec lat 9. Opowieść będzie dotyczyć chłopca, który miał bardziej niż reszta jego kolegów zaokrąglone kształty, ale według mnie nie należał do tych "za dużych". Na każdym kroku był upominany przez rodzinę, nie wolno mu było wielu rzeczy. A to idź na podwórko i wróć na kolację, a to, że nie może jeść ŻADNYCH słodyczy i za dużych porcji jedzenia, które sami mu robili. Wiecznie było coś i do tego mówienie, że jest za gruby, musi schudnąć itd.

Dorosły by tego nie zniósł, a co dopiero takie dziecko… Nie bez powodu się ze mną zakolegował i chciał spędzać czas, bo przynajmniej nie musiał nic udawać i mógł być normalnym dzieckiem. Wiele razy płakał, bo nikt nie był w stanie go zrozumieć i wiecznie ktoś krzyczał.

Jak dla mnie, taka sytuacja jest nie do pomyślenia. Ja rozumiem, że dziecku trzeba różne rzeczy tłumaczyć, ale trzeba mieć na to dobry sposób, a nie tylko go strofować.

Nie zdziwię się, jak będzie miał w przyszłości do wszystkich żal o to, jak był traktowany, bo na pewno odbije się to na jego przyszłości…

Rodzina

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (104)
zarchiwizowany

#85056

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sytuacja z wczoraj. Bardzo mnie irytują ludzie, którzy patrzą się na cudze błędy a swoich nie widzą..

Jechałam ja autobusem z jednej miejscowości do drugiej z milionem mniejszych miejscowości po drodze. Gburowaty kierowca zwrócił uwagę jednemu facetowi, że na przystanku się nie pali i nie rzuca niedopalkow gdzie popadnie, bo następnym razem jak zobaczy to nie wpusci go do pojazdu. Facet stwierdził, że ten ma rację i usiadł po prostu na miejsce. Później na następnych przystankach wsiadali uśmiechnięci ludzie ale jak kierowca się tylko odezwał od razu uśmiech znikał, bo nikt nie lubi takich ludzi.

Gdy nadeszła moja kolej na wysiadke i przy okazji faceta od niedopalka jak przystało na normalnych ludzi powiedzieliśmy do widzenia a usłyszeliśmy tylko ciszę. Wróciłam się i zwróciłam mu uwagę, że skoro wymaga przestrzegania pewnych zasad od innych powinien też sam niektóre reflektowac a nie, że nawet odpowiedzieć nie potrafi.

Może historia mało piekielna ale jak widzę takich ludzi to mnie aż telepie.. Zamiast normalnie rozmawiać to tylko burczy do wszystkich dookoła. Jeśli ma dobrą żonę to jej współczuję..

uslugi

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (25)

1