Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

NieCzytamKomentarzy

Zamieszcza historie od: 1 maja 2016 - 20:16
Ostatnio: 19 grudnia 2016 - 7:55
  • Historii na głównej: 2 z 6
  • Punktów za historie: 429
  • Komentarzy: 0
  • Punktów za komentarze: 0
 
Poskramianie bestii - czyli jak robienie z siebie idioty może uratować sytuację.

Rzecz działa się naprawdę dawno. Wracam sobie do domu nocą przez osiedle domków jednorodzinnych. Wokół pusto, ni żywego ducha. Wchodzę w dość wąską uliczkę, na którą nagle wbiega pies.

Kojarzycie dogi niemieckie? No to wbiega taki wyrośnięty, biały dog niemiecki, widzi mnie, staje i… spina się, obniża łeb i ewidentnie szykuje do ataku. Ani się rzucić do ucieczki (puste ulice, a zwierzak pokona mnie w przedbiegach), ani iść dalej. No to szach.

Kojarzycie, jak mówią pańcie do swoich pieseczków? Taki ton, na który obraża się mocniej kumaty trzylatek? Kucnęłam i głębokim głosem, tym właśnie tonem zaczęłam mniej więcej tak: „A cio to za piękny pieseczek? Cio to za śliczności…”. Zwierz drgnął, przechylił głowę, zaliczył mnie do nieszkodliwych wariatów, zamachał kilka razy ogonem, nawet zrobił ciałem gest „cieszę się, że cię widzę” i się oddalił.

Gdzie piekielność? Właściciel, który wypuścił takie zwierzę na ulicę. Dogi, z którymi przyszło mi mieć do czynienia, to nie bezlitośni zabójcy, ale w przypadku tego psa można było mieć wątpliwości.

P. S. Dodałam tę historię, bo komuś się to może przydać w podbramkowej sytuacji. Kiedyś w podobny sposób "obłaskawiłam" rottweilera, który prawie przyprawił mnie o zawał (był za ogrodzeniem, ale podleciał znienacka).

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (211)
1. Krecik, czyli jak nabawić się traumy
UWAGA!: DRASTYK

Działo się to wiosną kilkanaście lat temu, w mieście wojewódzkim, na obrzeżach dzielnicy domków jednorodzinnych, przy drodze wylotowej w kierunku Warszawy (może ktoś pozna...). W okolicach 6.30 tuptam sobie z psiakiem (czytaj: stanowię funkcjonalny hamulec dla mojego wariata).

Nagle, mój było nie było myśliwski pies, wypręża się jak struna, nastawia uszy i przestaje się ruszać wpatrzony w ziemię. Ziemia jak ziemia – jeden z wielu łysych placków na średnio zadbanym trawniku. Ale zaraz, coś jakby się rusza… Wow, krecik! Nigdy jeszcze nie widziałam, jak wykopuje się z ziemi. Przykucnęłam i czekam, czekam….

Znudziłam się, coś było nie tak, bo słychać jakieś niekrecikowe dźwięki. Podchodzę, rozgarniam trochę ziemię i krew zastyga mi w żyłach. „Krecikiem” była noga szczeniaka, pod nim był drugi, trzeci, czwarta suczka już nie żyła, dalej nie kopałam. Oblepione błotem, zimne, płaczące 3 nieszczęścia zaniosłam w koszulce do domu.

Wychowałam brytany jak swoje, a tego, który je żywcem zakopał antyterroryści obudzili łomotem do drzwi, wywieźli i słuch o nim zaginął? No niestety nie.

Wytarte szczeniaki zawiozłam w pudełku do weterynarzy z uniwerku. Po zbadaniu dowiedziałam się, że: są zbyt wyziębione (nie przeżyją), są za małe (bez suki nie przeżyją), w schronisku nic nie zdziałam, są kundelkami, więc wszyscy będą mieli je w nosie i jedyne, co można dla nich zrobić, to pomóc im godnie odejść. Może ktoś inny postąpiłby inaczej (zapewne wyrazi to w komentarzach -> vide nick), ale nie miałam czasu, żeby się nimi zajmować tak, jak tego wymagały. Po wszystkim, zaryczana wróciłam do domu, z poczuciem, że stało się coś cholernie złego.

Smaczek na koniec: jakiś czas po tym wydarzeniu, na posesji kilkadziesiąt metrów dalej, widziałam sukę, która się niedawno oszczeniła. Nie, nie wezwałam TOZ-u, chyba nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje; nie nagadałam tej humanoidalnej istocie, bo w końcu za rękę nie złapałam. Gdyby zdarzyło się to dziś, pewnie dla maleństw skutek byłby taki sam, ale za swoją bierność wobec sprawcy płacę poczuciem, że mogłam coś zrobić.

bestie w ludzkiej skórze

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (224)

1