Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Nikusia1

Zamieszcza historie od: 31 grudnia 2012 - 1:52
Ostatnio: 19 listopada 2019 - 0:29
Gadu-gadu: 12092265
  • Historii na głównej: 27 z 33
  • Punktów za historie: 5130
  • Komentarzy: 120
  • Punktów za komentarze: 318
 

#85353

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym, że normalnych ludzi już nie ma.

Jakiś czas temu w gastronomii zwolniło nam się miejsce dostawcy. Rozpoczęły się zatem poszukiwania nowego pracownika i... właśnie w tym momencie rozpoczyna się parada absurdu.

Pierwszym kandydatem był dwudziestoletni Tomek, który chyba nie wiedział za bardzo, na czym polega pracowanie. W jego mniemaniu pracodawca oraz inni zatrudnieni powinni mu być wdzięczni za samą jego obecność, niezależnie od efektów. Cóż więc robił całe dnie? Patrzył w telefon, unikał wypełniania swoich obowiązków, a na zwrócenie mu uwagi strzelał focha godnego nastolatki. Urządzał głośne kłótnie (oczywiście zakończone tupnięciem i fochem), gdy musiał jechać z dostawą w deszczu lub w upale… lub w ogóle musiał. Gdy się rozstawaliśmy, powiedział nam, że drugiego tak dobrego kierowcy nie znajdziemy. No oby.

Z deszczu jednak wpadliśmy pod rynnę, bowiem trafił do nas Kacper. Dwudziestodwuletni ogromny chłop, który stał się legendą. Mieliście kiedyś takie wrażenie, że wasz pies więcej rozumie niż osoba, z którą rozmawiacie? Taki właśnie był Kacper. Już pierwszego dnia wyszło na jaw, iż nie potrafi zrobić sobie kawy, zagotować wody, a na prośbę, by przygotował wodę na mycie podłogi, zrobił wielkie oczy i rzekł: "nigdy tego nie robiłem". Nie potrafił trzymać noża, a i dostarczanie posiłków szło mu tak dobrze, iż trasę o długości kilometra o godzinie 21 pokonywał w zaledwie 15 minut. Po tej serii porażek zapytałyśmy go, jakim cudem nie potrafi używać czajnika i noża, na co stwierdził, że w domu nie musi, bo robi to mama. Na nasze retoryczne pytanie, czy mu nie wstyd, że matka musi za niego wszystko robić, odpowiedział obojętnie "przecież od tego ona jest w tym domu”.

Myślicie, że to koniec? Do listy rzeczy, których Kacper nie potrafił należy doliczyć jeszcze sprawne liczenie (nie potrafił podliczyć 320 zł z dowozów po zakończeniu dnia), wynoszenie śmieci czy używanie miotły. Ponadto próbował mnie obmacywać, a na moje stanowcze "odpie... się", reagował uśmiechem, po czym znowu próbował mnie dotknąć - czy to w szyję, czy to w talii, czy też gdzie indziej. Pomógł dopiero donos do przełożonego, na którego uwagi Kacper zareagował słowami: "przecież to tylko żarty". Nie zdążyliśmy go jednak zwolnić, bowiem 10 minut przed otwarciem lokalu napisał, iż rezygnuje i już dzisiaj nie przyjdzie. Niech żyje odpowiedzialność!

Gorzej być nie mogło, prawda? Ha, ha. Mogło. Następny był Damian - człowiek, który potrafił wszystko, miał doświadczenie w każdej możliwej branży, niezmierzone powodzenie u kobiet oraz niezliczone bogactwa. Dlaczego człowiek tak majętny i tak doświadczony zatrudnił się jako dostawca? Prawdopodobnie ma to związek z tym, iż wszystko to było bujdą. Gdyby jednak chłopak był tylko bajkopisarzem, jakoś byśmy to przeżyli. W ciągu trzech dni pracy jednak zdążyliśmy przyłapać go na spaniu w samochodzie w godzinach pracy, opuszczeniu lokalu w godzinach pracy, aby spotkać się z dziewczyną i kradzieży napojów. W dwa na trzy dni był na kacu, a na swój czwarty dzień nie przyszedł, o czym nikogo nie powiadomił wcześniej. Niech żyje odpowiedzialność x2!

Ku naszej zgubie ogłoszenie zawisło znowu. Któż zawita do nas tym razem? I czy naprawdę dożyliśmy czasów, w których w kategorii "oczekiwania" w ogłoszeniu o pracę należy pisać "umiejętność obsługi mopa" i "biegła obsługa czajnika elektrycznego"?

gastronomia

Skomentuj (63) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (137)

#85057

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak wie każdy dobrze wychowany człowiek, w dobrym tonie jest poderwać kelnerkę. Ale nie jakimiś tam oklepanymi komplementami czy byciem miłym - tego gentlemani nie praktykują. Stąd też ta historia, w której zawrę mój subiektywny ranking mistrzów podrywu.

Miejsce 3: Pan zamawia pizzę:
- Jaki rozmiar? - pytam wpatrzona w ekran komputera.
- Mój to największy. Chce pani zobaczyć?
Wolałam nie.

Miejsce 2: Przychodzi sobie pan i od progu opiewa mą urodę i inne wdzięki, jednocześnie proponując bliższe zapoznanie. Dziękuję uprzejmie i informuję, że nie skorzystam, bo jestem mężatką.

- Jak to kur... Mężatką?! - panu zaczyna pulsować czoło.
- Tak po prostu. - uśmiecham się nadal kulturalnie mimo tej panny lekkich obyczajów w jego wypowiedzi.
- Kur... Tak sobie życie zjeb@ł*ś?! W takim wieku?! Czy ty jesteś kur... nienormalna czy co?!

No cóż... Kto tu był nienormalny pozostawiam waszej ocenie. Pan jednak wyszedł zbulwersowany i niczego nie zamówił.

Miejsce 1: Przyjmuję zamówienie od pana, który bez żadnych wstępów mówi mi, że jestem "słodziutka". Dziękuję i oddalam się w pośpiechu, jednak to nie zniechęca pana, który przy każdej okazji próbuje mnie dotknąć.

Gdy podchodzę do jego stołu z talerzami, stara się mnie objąć, na co ja znowu bardzo szybko się oddalam. Gdy przechodzę obok niego następnym razem, kładzie mi rękę na tyłku. Brr.

Odwracam się i dobitnie mówię panu, że sobie nie życzę. On oczywiście udaje zdziwionego i z uśmiechem zapewnia: "nie wiem, o co pani chodzi". Nawet puenty mi brak.

Oczywiście sytuacji w tym stylu jest mnóstwo i może to jest w tym piekielne, że jeśli przytrafia się to dwa razy dziennie, to przestaje być zabawne.

Niemnjej jednak pozdrawiam żony wszystkich podrywaczy, bo zasadniczą większość królów podrywu stanowią panowie z obrączkami na palcach, a ja się zastanawiam tylko, jak im nie wstyd.

Gastronomia

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (148)

#84886

(PW) ·
| Do ulubionych
Gastronomia - branża absurdem stojąca.

1. Przychodzi pan z panią i na dzień dobry proszą o wegańską pizzę, mimo iż takiej jasno określonej menu nie ma. Dziewczę przy barze uprzejmie informuje państwa, że nie mamy takiej opcji w jadłospisie, ale istnieje możliwość... Zapewne chciała powiedzieć o możliwości dowolnego doboru składników, jednak pewności mieć nie możemy, bowiem pan na tę wieść wziął głęboki wdech, zacharczał, wydał z siebie bulgot i wykrzyknął:
[klient]:JAK TO?! CZY PANI ZDANIEM WEGANIE NIE MAJĄ JUŻ PRAWA ZJEŚĆ PIZZY?!

Koleżankę wmurowało, jednak dziewczyna cierpliwa i tłumaczy panu, że jeśli powie, z czym ta pizza ma być, to ona mu zrobi.

[k]: TO PANI NIE WIE Z CZYM JEST WEGAŃSKA PIZZA?!
Przepychanka słowna trwała jeszcze kilka minut. Dziewczyna, że możemy zrobić cokolwiek pan sobie życzy, klient coraz bardziej oburzony jej "niekompetencją" i brakiem znajomości jego osobistych upodobań kulinarnych.

W końcu stwierdzam, że pora się wynurzyć z kuchni i z poczuciem nadchodzącej porażki podejmuję dialog:
[ja]: A więc życzy pan sobie pizzę bez produktów odzwierzęcych?
[k]: Tak! Właśnie tak!
[j]: Zatem pizza ma być również bez sera?
[k]: PANI TEŻ NIE WIE CO TO WEGAŃSKA PIZZA?! PAŃSTWO SĄ NIEKOMPETENTNI I NIEUPRZEJMI!
Poddałam się. Pan zażyczył rozmowy z szefem, który to specjalnie dla niego przyjechał. Koniec końców wegańskiej pizzy nie było.

2. Grupka pań, którym zanosiłam danie, poinformowała mnie, że czują się bardzo obrażone i nigdy więcej do nas nie przyjdzie oraz że żądają rekompensaty. Za co? Dostały posiłek jakieś 3 minuty później niż państwo zamawiający tuż za nimi. Zamówienia te były realizowane jednocześnie, po prostu jedno musiało trochę dłużej się piec. Panie rekompensaty nie dostały, wyszły bardzo obrażone.

3. Wisienka. Pan dzwoni i prosi, żeby pizza była chłodniejsza, bo ostatnio przyjechała za gorąca.

Polecam tę branżę wszystkim, którzy jeszcze wierzą w ludzi. Tutaj zwątpicie.

gastronomia

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (212)

#84357

(PW) ·
| Do ulubionych
Pół roku przed ślubem skontaktowałam się z fotografem. Gość wydawał się mieć poważną działalność, piękną stronę, portfolio ze zdjęciami, które przypadły mi do gustu, a w dodatku był z polecenia znajomej, której zdjęcia robił. Pierwsza rozmowa wywarła bardzo pozytywne wrażenie - każde jego zdanie emanowało profesjonalizmem, a i cena była całkiem niezła. Wszystko dogadaliśmy i stwierdziliśmy, że około miesiąc przed ślubem trzeba się spotkać i dogadać szczegóły.

Pięć miesięcy minęło szybko (może nawet trochę zbyt szybko), więc dzwonię do pana fotografa. Umawiamy się na "piątek, a co do godziny proszę zadzwonić w czwartek".
Ok.
W czwartek dzwonię raz, drugi, trzeci, piąty. Dostaję sms-a "wypadło mi coś pilnego, oddzwonię". W czasie weekendu cisza, trochę się niepokoję, czerwona lampka w głowie świeci. Racjonalna strona mego umysłu podpowiada jednak, że zwyczajnie stało się coś ważnego.

Dzwonię więc w poniedziałek, trochę poirytowana, pan przeprasza, zapewnia, że wszystko aktualne i w ogóle będzie dobrze. Wierzę mu. Wyznacza termin spotkania na pięć dni przed ślubem, na godzinę 18.
No dobra...

Nadszedł dzień spotkania. Miły sms "Dzień dobry, dzisiejsze spotkanie aktualne?" pozostał bez odpowiedzi. Tak jak bez odpowiedzi pozostało 6 połączeń. Jedno z nieznanego mu numeru doczekało się sms-a w postaci "oddzwonię". Nie, nie oddzwonił.
I w ten oto sposób na 4 dni przed ślubem zostałam bez fotografa.

Tak się zastanawiam, czy ktoś z Was może ma pomysł, o co temu człowiekowi chodziło?
Jeśli miał inne plany, mógł dać znać wcześniej. Jeśli coś mu wypadło, to od dnia umówienia się na spotkanie do spotkania miał dwa tygodnie - w tym czasie nawet gołębiem mógłby dosłać do nas informację, skoro telefonu nie potrafi używać. Zwykła złośliwość czy może brak odwagi, by sprawę postawić jasno? Tego nie wiem, na pewno piekielny nieprofesjonalizm.

uslugi fotograf ślub

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (145)

#84034

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu laptop mi zwariował - wyświetlał kolorowe pasy na ekranie, wyłączał się przy poruszeniu i oddychaniu w jego kierunku, wyrzucał bluescreeny, a potem zgasł.
No to cóż, laptop do torby i jedziemy do najlepszego serwisu w mieście wojewódzkim - ocen kilkaset, ich średnia 5.0, polecany na każdym forum tematycznym.

Pan w serwisie orzekł, iż pewnie grafika padła, a za wymianę zaśpiewał blisko 500 zł, drogo troszkę, ale i część do wymiany bardzo droga (sprawdziłam potem jej ceny). Dostałam również wykład o tym, że oni robią dobrze, a dobrze i tanio się nie da, że te tłumy zadowolonych klientów wynikają z ich rzetelnego podejścia do tematu i tak dalej. Poczułam się przez chwilę jak na pokazie garnków, ale przystałam na ofertę i laptopa zostawiłam.

Minął tydzień.
Drugi.
Trzeci.
Dzwonię do Pana i pytam, co z moim laptopem. Pan już się bierze, już robi, będzie do piątku. Drugi telefon w środę. Pan już bierze, już go robi, będzie niedługo. Trzeci telefon w piątek. Pan już bierze, już go robi... Weekend minął, minął również miesiąc bez laptopa. Zaczęłam dzwonić 2 razy dziennie - rano i wieczorem. Pan zaczął rozpoznawać mnie pogłosie i już zanim się przedstawiłam, mogłam usłyszeć litanię o tym, że już się bierze, jeszcze tylko pozamiata pustynie i ugotuje obiad na pułku chińskiego wojska i już, już robi. Środa - kolejny telefon, poranny. Pan rozmawiając ze mną postanawia poszukać mojego laptopa i znajduje go...

W biurze, jeszcze nawet nie przeniesionego na serwis. Przez 4 tygodnie chłop go nawet nie otworzył. Cóż... Telefony dalej raz dziennie, po kolejnych trzech dniach dostaję informację, że gotowy. No to biegnę!
Zapłacone, radość ogromna, bo sesja się zbliża, a tu nie ma na czym pracować. Wchodzę do domu, włączam i... Nie rusza.

Po kilku próbach udało się go uruchomić z wyłączonymi sterownikami grafiki. Po ich włączeniu jednak system umiera, laptop się resetuje w nieskończoność i nie ma siły na to. Dodajmy jeszcze, że touchpad był niepodpięty (sami wyjęliśmy klawiaturę i wpięliśmy tasiemkę). Po miesiącu w serwisie trafił do mnie bez żadnych testów. Zagotowało się we mnie. Następnego dnia pobiegłam do serwisu i wyłożyłam Panu sprawę. Co usłyszałam? "Bo pani się śpieszyło i nie zdążyłem, ale dobra, naprawimy". Faktycznie, wymaganie odzyskania sprzętu po miesiącu to pośpiech ogromny.
Mija tydzień, dwa... Tym razem już wiem, co robić i codziennie dzwonię. W końcu Pan dzwoni, że ruszył i działa świetnie.

Jadę znowu. Pan przynosi mi laptopa i... Zaczyna tłumaczyć, że tu jest taki skrót klawiszowy od włączania touchpada, bo on był podpięty. "Panie, był podpięty, bo sama go podpięłam po tych waszych serwisantach" rzekłam zirytowana robieniem ze mnie idiotki. Pan chyba to przyjął, bo zaczął pokazywać mi programy do testowania, których użył oraz ponowił swój wywód, że może trochę długo, ale jest zrobione dobrze i porządnie. Oni tu żadnej maniany nie odwalają i teraz to na pewno będę zadowolona.

Laptop faktycznie działał. Złość minęła. Minął również ponad miesiąc od naprawy i wczoraj niepokojące objawy w postaci dziwnych pasów, bluescreenów i wyłączania się na samo spojrzenie wróciły. Nie ma to jak porządna robota.

Serwis

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 177 (191)

#83315

(PW) ·
| Do ulubionych
Prawie zabiłam nastolatkę.

Późny wieczór, ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie...

Jadę samochodem po nieoświetlonej drodze i dostrzegam odblask roweru (oczywiście lampy brak), więc już z daleka zataczam łuk, by rowerzystę ominąć w bezpiecznej odległości. Gdy byłam całkiem blisko, przed maską nagle wyrosła mi dziewczynka.

Tak, obok rowerzysty, na rolkach, po zewnętrznej stronie drogi, jechała dziewczynka ubrana całkowicie na czarno, bez żadnego odblasku. Właściwie "zewnętrzna strona drogi" to kiepskie określenie, bo była praktycznie na jej środku.

Sądząc po wzroście, dziewczę raczej miało lat 15, a nie 10, więc tylko w duchu zadaję sobie pytanie, czy to samobójczyni, czy po prostu idiotka. Innej opcji nie widzę.

ulica

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 210 (212)

#82946

(PW) ·
| Do ulubionych
Odkąd przyszły do nas piękniejsze dni, wraz z pąkami kwiatów i źdźbłami traw, na powierzchnię wypełzła żulernia. Siedzą sobie tacy panowie czy też panie, zawsze spici do nieprzytomności, to na przystanku, to pod sklepem i w ogóle by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie chodzili po drogach.
Panów żulów idących krokiem co najmniej chwiejnym, mijam kilka razy w tygodniu. Zwalnia człowiek obok takiego do 10 km/h, ale i tak strach jest, że delikwent zaraz się zatoczy i wejdzie pod koła. Ostatnio jednak pewien pan żul przebił wszystko.

Jadę sobie i nagle widzę w oddali człowieka w kamizelce odblaskowej.
Myślę sobie: policja. W głowie już robię szybki przegląd grzechów, jednak policjant zachowuje się dziwnie. Stoi, nie rusza się, nie macha. Zwalniam i zwalniam. W końcu zatrzymuję się przed panem żulem, który stoi tępo na środku drogi i patrzy na mnie spojrzeniem bystrym, jak woda w toalecie. Ruch z naprzeciwka był spory, więc zatrzymałam się i liczyłam, że pan zejdzie. Naiwna była to nadzieja. Trąbienie i machanie nic nie dały. Upity tak, że cud, iż stoi. W końcu ominęłam pana, za mną ominęło go kilka innych samochodów. Kiedy manewr ten zakończył ostatni kierowca, w lusterku dostrzegłam, że pan żul schodzi z drogi.

Ktoś w końcu takiego żula przejedzie i jeszcze za to odpowie.

Drogi

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (151)

#83017

(PW) ·
| Do ulubionych
Oferta roku.

Ostatnio znajomy szuka lokum, a że mieszkamy w rejonach wiejsko - małomiejskich, to raczej do wyboru są piętra domów jednorodzinnych, połówki bliźniaków lub całe domy, a nie mieszkania w blokach.
Ktoś znajomy mu powiedział, że pani Piekielna ma dom do wynajęcia, pojechał, obejrzał i było to iście piekielne.

Domek drewniany, nieocieplony, bez centralnego ogrzewania, właściwie to bez żadnego ogrzewania, poza piecem kaflowym w kuchni. W jednym pokoju nie ma wylewki tylko jest gruz, w reszcie domu goły beton na podłodze i równie gołe ściany. W łazience jedynym sprzętem podłączonym do odpływu jest sedes. Umywalka i wanna tak sobie stoją i nie ma, gdzie wypuścić wody (chyba, że rurą za okno). Żadnych kafelków, żadnych podłóg, właściwie nic. Na domiar złego okna też drewniane - nawet przy upałach było czuć, jak bardzo są nieszczelne.

Pani uważa jednak, że to okazja życia, a stawia iście piekielne warunki. Otóż jeśli zacznie to remontować, do końca roku (czyli 3 miesiące) może mieszkać za darmo, następnie czynsz to 300-500 zł* + opłaty. Oczywiście za nic w świecie się to nie kalkuluje, bo żeby żyć w tym miejscu w ludzkich warunkach trzeba włożyć w to kwoty rzędu kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych i mnóstwo pracy. Jednak najbardziej piekielne na koniec. Jaką znajomy ma gwarancję, ze po tym, jak włoży pracę i pieniądze w cudzy dom nie zostanie wyrzucony na bruk? Żadną, bo pani zarzeka, że żadnej umowy podpisywać nie będzie, bo ona uczciwa jest!

Pani zapewnia, że to najlepsza oferta w tej okolicy i codziennie telefony się urywają! O dziwo dom nadal stoi pusty...

*Powiecie, że 300-500 zł to mało, jednak w naszej okolicy ceny wynajmu są bardzo niskie. Np. ostatnio oglądaliśmy piętro domu, 80 m^2, wyremontowane, częściowo umeblowane i ogólnie nic tylko wejść i mieszkać za 700 zł/msc, zaś małe mieszkanko w dobrym stanie można spokojnie za 500 zł/msc wynająć.

wynajem

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (129)

#82198

(PW) ·
| Do ulubionych
O danych osobowych.

Poszłam do prywatnej przychodni, w której leczyłam się u pewnego specjalisty i poprosiłam o ksero moich wyników badań, które są załączone do karty.
Pani zapytała o nazwisko i kartę przyniosła, pozwoliła mi ją przejrzeć i wybrać sobie wyniki. Na wynikach znajduje się pesel i adres zamieszkania. Nikt nie poprosił o dokument tożsamości.

Można więc pójść, powiedzieć "Jestem Anna Kowalska" i otrzymać dostęp do praktycznie wszystkich danych na temat tej osoby. Dla mnie piekielne.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (178)

#80919

(PW) ·
| Do ulubionych
Drodzy piesi, rozumiem, że kamizelki odblaskowe są nieestetyczne, a odblaski "passe", ale zlitujcie się i chociaż nie wyłaźcie z łaski swojej na środek drogi, skoro już tak trudno ubrać Wam coś odblaskowego.

Jadę sobie ostatnio na zajęcia. Po 17, jest już ciemno. Sypie śnieg, wszędzie jest pełno śniegu, droga kiepsko odśnieżona, bardzo oblodzona. Jadę 30 km/h, bo szybciej się nie da. Jest to po prostu niewykonalne bez wypadnięcia z drogi. Cudowne warunki. I tak jadę powoli, a tu nagle tuż przede mną z lewej strony na drogę wychodzi dziadziuś. I idzie swoim emerycim tempem. Powoli. Hamuję. Koła się ślizgają, nie za bardzo da się wyhamować. A pan idzie. Kroczek za kroczkiem. Ja coraz bliżej. Nadal się ślizgam i jadę zamiast stać, choć bardzo chciałabym się zatrzymać.

Niewiele brakowało. Udało mi się zwolnić na tyle, by pan zdążył dotoczyć się do krawężnika. Nawet się nie obejrzał. W taką pogodę z trudem go dostrzegłam. Oczywiście w tym miejscu nie było przejścia dla pieszych, było kilkanaście metrów dalej...

Ludzie, jest ślisko, mokro, źle, nawet jeśli kierowca was zobaczy, może nie zdążyć się zatrzymać. Są lepsze sposoby na samobójstwo, bez pociągania osób trzecich do odpowiedzialności karnej.

Droga piesi

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (125)