Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Nikusia1

Zamieszcza historie od: 31 grudnia 2012 - 1:52
Ostatnio: 29 października 2018 - 13:35
Gadu-gadu: 12092265
  • Historii na głównej: 22 z 28
  • Punktów za historie: 4310
  • Komentarzy: 73
  • Punktów za komentarze: 174
 

#83315

(PW) ·
| Do ulubionych
Prawie zabiłam nastolatkę.

Późny wieczór, ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie...

Jadę samochodem po nieoświetlonej drodze i dostrzegam odblask roweru (oczywiście lampy brak), więc już z daleka zataczam łuk, by rowerzystę ominąć w bezpiecznej odległości. Gdy byłam całkiem blisko, przed maską nagle wyrosła mi dziewczynka.

Tak, obok rowerzysty, na rolkach, po zewnętrznej stronie drogi, jechała dziewczynka ubrana całkowicie na czarno, bez żadnego odblasku. Właściwie "zewnętrzna strona drogi" to kiepskie określenie, bo była praktycznie na jej środku.

Sądząc po wzroście, dziewczę raczej miało lat 15, a nie 10, więc tylko w duchu zadaję sobie pytanie, czy to samobójczyni, czy po prostu idiotka. Innej opcji nie widzę.

ulica

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (199)

#82946

(PW) ·
| Do ulubionych
Odkąd przyszły do nas piękniejsze dni, wraz z pąkami kwiatów i źdźbłami traw, na powierzchnię wypełzła żulernia. Siedzą sobie tacy panowie czy też panie, zawsze spici do nieprzytomności, to na przystanku, to pod sklepem i w ogóle by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie chodzili po drogach.
Panów żulów idących krokiem co najmniej chwiejnym, mijam kilka razy w tygodniu. Zwalnia człowiek obok takiego do 10 km/h, ale i tak strach jest, że delikwent zaraz się zatoczy i wejdzie pod koła. Ostatnio jednak pewien pan żul przebił wszystko.

Jadę sobie i nagle widzę w oddali człowieka w kamizelce odblaskowej.
Myślę sobie: policja. W głowie już robię szybki przegląd grzechów, jednak policjant zachowuje się dziwnie. Stoi, nie rusza się, nie macha. Zwalniam i zwalniam. W końcu zatrzymuję się przed panem żulem, który stoi tępo na środku drogi i patrzy na mnie spojrzeniem bystrym, jak woda w toalecie. Ruch z naprzeciwka był spory, więc zatrzymałam się i liczyłam, że pan zejdzie. Naiwna była to nadzieja. Trąbienie i machanie nic nie dały. Upity tak, że cud, iż stoi. W końcu ominęłam pana, za mną ominęło go kilka innych samochodów. Kiedy manewr ten zakończył ostatni kierowca, w lusterku dostrzegłam, że pan żul schodzi z drogi.

Ktoś w końcu takiego żula przejedzie i jeszcze za to odpowie.

Drogi

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (147)

#83017

(PW) ·
| Do ulubionych
Oferta roku.

Ostatnio znajomy szuka lokum, a że mieszkamy w rejonach wiejsko - małomiejskich, to raczej do wyboru są piętra domów jednorodzinnych, połówki bliźniaków lub całe domy, a nie mieszkania w blokach.
Ktoś znajomy mu powiedział, że pani Piekielna ma dom do wynajęcia, pojechał, obejrzał i było to iście piekielne.

Domek drewniany, nieocieplony, bez centralnego ogrzewania, właściwie to bez żadnego ogrzewania, poza piecem kaflowym w kuchni. W jednym pokoju nie ma wylewki tylko jest gruz, w reszcie domu goły beton na podłodze i równie gołe ściany. W łazience jedynym sprzętem podłączonym do odpływu jest sedes. Umywalka i wanna tak sobie stoją i nie ma, gdzie wypuścić wody (chyba, że rurą za okno). Żadnych kafelków, żadnych podłóg, właściwie nic. Na domiar złego okna też drewniane - nawet przy upałach było czuć, jak bardzo są nieszczelne.

Pani uważa jednak, że to okazja życia, a stawia iście piekielne warunki. Otóż jeśli zacznie to remontować, do końca roku (czyli 3 miesiące) może mieszkać za darmo, następnie czynsz to 300-500 zł* + opłaty. Oczywiście za nic w świecie się to nie kalkuluje, bo żeby żyć w tym miejscu w ludzkich warunkach trzeba włożyć w to kwoty rzędu kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych i mnóstwo pracy. Jednak najbardziej piekielne na koniec. Jaką znajomy ma gwarancję, ze po tym, jak włoży pracę i pieniądze w cudzy dom nie zostanie wyrzucony na bruk? Żadną, bo pani zarzeka, że żadnej umowy podpisywać nie będzie, bo ona uczciwa jest!

Pani zapewnia, że to najlepsza oferta w tej okolicy i codziennie telefony się urywają! O dziwo dom nadal stoi pusty...

*Powiecie, że 300-500 zł to mało, jednak w naszej okolicy ceny wynajmu są bardzo niskie. Np. ostatnio oglądaliśmy piętro domu, 80 m^2, wyremontowane, częściowo umeblowane i ogólnie nic tylko wejść i mieszkać za 700 zł/msc, zaś małe mieszkanko w dobrym stanie można spokojnie za 500 zł/msc wynająć.

wynajem

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (123)

#82198

(PW) ·
| Do ulubionych
O danych osobowych.

Poszłam do prywatnej przychodni, w której leczyłam się u pewnego specjalisty i poprosiłam o ksero moich wyników badań, które są załączone do karty.
Pani zapytała o nazwisko i kartę przyniosła, pozwoliła mi ją przejrzeć i wybrać sobie wyniki. Na wynikach znajduje się pesel i adres zamieszkania. Nikt nie poprosił o dokument tożsamości.

Można więc pójść, powiedzieć "Jestem Anna Kowalska" i otrzymać dostęp do praktycznie wszystkich danych na temat tej osoby. Dla mnie piekielne.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (175)

#80919

(PW) ·
| Do ulubionych
Drodzy piesi, rozumiem, że kamizelki odblaskowe są nieestetyczne, a odblaski "passe", ale zlitujcie się i chociaż nie wyłaźcie z łaski swojej na środek drogi, skoro już tak trudno ubrać Wam coś odblaskowego.

Jadę sobie ostatnio na zajęcia. Po 17, jest już ciemno. Sypie śnieg, wszędzie jest pełno śniegu, droga kiepsko odśnieżona, bardzo oblodzona. Jadę 30 km/h, bo szybciej się nie da. Jest to po prostu niewykonalne bez wypadnięcia z drogi. Cudowne warunki. I tak jadę powoli, a tu nagle tuż przede mną z lewej strony na drogę wychodzi dziadziuś. I idzie swoim emerycim tempem. Powoli. Hamuję. Koła się ślizgają, nie za bardzo da się wyhamować. A pan idzie. Kroczek za kroczkiem. Ja coraz bliżej. Nadal się ślizgam i jadę zamiast stać, choć bardzo chciałabym się zatrzymać.

Niewiele brakowało. Udało mi się zwolnić na tyle, by pan zdążył dotoczyć się do krawężnika. Nawet się nie obejrzał. W taką pogodę z trudem go dostrzegłam. Oczywiście w tym miejscu nie było przejścia dla pieszych, było kilkanaście metrów dalej...

Ludzie, jest ślisko, mokro, źle, nawet jeśli kierowca was zobaczy, może nie zdążyć się zatrzymać. Są lepsze sposoby na samobójstwo, bez pociągania osób trzecich do odpowiedzialności karnej.

Droga piesi

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (123)

#80490

(PW) ·
| Do ulubionych
Nigdy nie sądziłam, że zdeklarowanie basenu w ramach wf na studiach, rozpocznie taką drogę przez absurd. Nigdy też nie myślałam, iż starsze osoby mogą być aż tak piekielne, jak to się na tym portalu opisuje. Myliłam się.
Po naszej grupie na basen wchodzi grupa pań emerytek, zwykle więc spotykamy się w szatni. Ostatnio opisywałam panią, która w zachwycie nad moim strojem kąpielowym, dosłownie mnie zmacała. Dziś trochę mniej piekielnie, bardziej absurdalnie. Do rzeczy.

Zły ze mnie człowiek, bardzo zły. Miewam bowiem potrzeby fizjologiczne i nawet czasem ulegam pokusie ich załatwienia. Tak też było i tym razem. Jeszcze w stroju kąpielowym, naszła mnie ochota na taką rozpustę jak wizyta w toalecie. Chwyciłam więc suchą bieliznę i ręcznik (a wzięłam je, bo noszę kostium jednoczęściowy i wygodniej na siebie potem ubrać już suche rzeczy) i udałam się w kierunku toalet. Za mną poczłapała jedna z pań. Toalety są dwie, obie wolne, wchodzę do pierwszej, zamykam drzwi i słyszę:

- Można skorzystać z toalety?
- Tutaj zajęte. - odpowiadam łudząc się, iż to tylko grzeczne pytanie.
- Ale to nie jest szatnia! - krzyczy pani.
- Owszem. - odpowiadam nie za bardzo wiedząc, o co kobiecinie chodzi.
- A wy się tu przebieracie! A ja chcę z toalety skorzystać! Wyjdź! - coraz bardziej krzyczy pani.
- Em... Mam takie samo korzystać z toalety jak i pani, więc nie wiem w czym problem, też czasem odczuwam tego typu potrzeby.
- Nie, bo ty się tam przebierasz, a to nie jest szatnia!
- Nie pani sprawa, co tu robię, jest zajęte i tyle.
- W szatni się trzeba przebierać, a nie tu zajmować toaletę, jak ja bym chciała skorzystać!

Stwierdziłam, iż to bez sensu i zamilkłam w zadumie. Pani zaś z wielkim fochem i trzaskiem drzwi weszła do drugiej kabiny. Cotygodniowa dawka absurdu została przyjęta. Tylko po co to wszystko?

basen starsi ludzie

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (149)

#80327

(PW) ·
| Do ulubionych
O pchaniu się z łapami.
Po basenie stoję sobie i czekam na wolną toaletę. Dziesięć dziewcząt i dwie łazienki, to zdecydowanie połączenie, które uczy cierpliwości. Nagle podchodzi do mnie pani około 60. Patrzy na mnie, po chwili już nie patrzy, a wbija we mnie swój przenikliwy wzrok:

- Bardzo ładny kostium. - stwierdza.

Kostium mam ładny i dość specyficzny, bo ze spódniczką, która sięga sporo na tyłek.

- Dziękuję. - odpowiadam zdziwiona, nie przeczuwając jeszcze, iż zaraz zostanę ofiarą molestowania seksualnego.

- A majteczki ma? - pyta pani i... Łaps!
Nim się obejrzałam, złapała w ręce spódniczkę i podniosła do góry uważnie oglądając czy "majteczki ma".

Wryło mnie.

- Co pani... - spróbowałam coś wymamrotać, ale nie przyszło mi nic sensownego do głowy, więc tylko energicznie się cofnęłam.
- No ładny, ładny. - zachwyca się pani.

Stwierdziłam, że czas się wycofać, jednak kobitka idzie za mną.

- A staniczek to usztywniony? - pada.

Oho, tym razem już nie dałam się zaskoczyć! Odeszłam szybko i prosiłam, by mnie nie dotykać, zanim ręka kobiety zdążyła mnie dopaść i sprawdzić czy "staniczek to usztywniony".
Pani zaczęła dopytywać o to, gdzie kupiłam.
Skapitulowałam. Uciekłam. Bałam się, co jeszcze zechce sprawdzić.

Basen dziwni ludzie

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (149)

#80019

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio mieliśmy kilka ciepłych dni, a ja sporo sprawunków do załatwienia. Spędzając kilka godzin na bieganiu po mieście w tę i we wtę, można odczuć pragnienie, toteż pobiegłam do najbliższego sklepu na horyzoncie, którym była Biedronka. Woda za złotówkę w łapę i do kasy. Przy kasie daję pani banknot dziesięciozłotowy, co pani kasjerka potraktowała jako osobisty atak. Zmierzyła mnie groźnym wzrokiem z góry na dół i równie groźnym głosem warknęła:
- DROBNIEJ! ZŁOTÓWKĘ DAWAJ!
Dokładnie w te słowa.

Nie, nie dałam, a gdyby nie to, że przemili ludzie przepuścili mnie w kolejce i nie chciałam ich blokować, postarałabym się narobić pani nieprzyjemności. Zważywszy jednak na dobre dusze, odpowiedziałam tylko niemiło, że drobnych nie dam i pani powinna być milsza, po czym zabrałam resztę, wodę i wyszłam z podniesionym ciśnieniem.

PS. Tak, wiem, że kasjerka nie ma obowiązku mi wydać reszty, jednak ma obowiązek przestrzegać zasad kultury osobistej, grzeczna prośba nie boli.
PS2. "Gorszy dzień" też nie jest w moich oczach wytłumaczeniem, bo zły nastrój nie tłumaczy zwykłego chamstwa. Sama miałam okazję pracować z ludźmi, ale nie wylewałam na nich swoich frustracji.

sklepy

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (128)

#79702

(PW) ·
| Do ulubionych
Zastanawiam się czasem, czy tylko ja obracam się w jakimś zwariowanym kręgu ludzi, czy też wszyscy są tacy. Będzie o głupocie. Głupocie, która nie jest piekielna, gdy zdarzy się raz; zaczyna irytować, gdy powtórzy się 10 razy; staje się zaś piekielna, gdy słyszy się ją regularnie co najmniej raz na miesiąc od 10 lat.

Mam wadę wzroku, całkiem już sporą. Bez okularów własnej matki nie rozpoznam, tekstu w laptopie przed twarzą też bez nich nie ujrzę.
Wydaje mi się, że trzeba zaakceptować, iż niektórzy ludzie nie widzą, ale jak się okazuje, nie jest to takie łatwe.

1. Częstotliwość: co najmniej kilkanaście razy za każdym razem, gdy poznaję nową, szerszą grupę ludzi.
Co: Proszenie mnie, bym zdjęła okulary, a następnie machanie mi przed twarzą palcami (O.o) dopytując, ile widzę palców. Ludzie zwykle nie rozumieją, gdy mówię, że jestem krótkowidzem, a nie alkoholikiem.

2. Częstotliwość: Nawet nie zliczę.
Co: "Ale jak to nie widzisz tego zegara?! Przecież on taki duży! No spójrz, zobacz, przeczytaj, co tam jest! No nie wygłupiaj się, spróbuj!".
Nie dociera, iż wysilenie całej woli wcale nie sprawia, że ta rozmazana plama na horyzoncie układa się w tekst.

3. Częstotliwość: Często, zwykle, gdy rozmawiam o wzroku ze znajomymi.
Co: "No ja też miałem wadę wzroku, ale nie nosiłem okularów he he, bo po co, samo przeszło, a bez okularów widać".
Nie byłoby to nic złego, jednak na moją uwagę, że ja jednak mam trochę większą wadę niż -0,5 mojego rozmówcy, pada, że "przecież co za różnica". Żadna, absolutnie.

4. Częstotliwość: Średnio raz na miesiąc - nasila się, gdy planuję wizytę u okulisty, głównie słyszane od rodziny:
Co: "Niemożliwe, że nie widzisz"; "Nie rób z siebie takiej upośledzonej"; "Gdybyś chodziła bez okularów, przyzwyczaiłabyś się, że świat tak wygląda!" (O.o); "Już tak nie udawaj, że takich wielkich liter nie widzisz". I mój ostatni faworyt:
- Wiesz, coraz gorzej widzę ostatnio w tych okularach.
- To nie noś.
To nie był żart.

5. Przez całą moją edukację walczyłam o ćwiczenie na WF-ie w okularach - w szkole średniej bez okularów raczej mogłam nie zobaczyć piłki, a nawet jeśli już ją widziałam, ćwiczenie było niekomfortowe. Wyobraźcie sobie, że otaczają was rozmazane twarze i żadnej osoby nie potraficie rozpoznać - wszyscy wyglądają, jakby ich ocenzurowali. Na WF-ie nie robiłam żadnych szalonych rzeczy - zwykle było to bieganie, ping pong, siłownia, taniec albo obijanie się, jednak zdaniem wuefistów okulary na WF w żadnym razie, bo nie. Oświadczę na piśmie, że na moją odpowiedzialność? Nie, bo w okularach się nie ćwiczy i "nie rób z siebie takiej ślepej, ludzi chyba widzisz" albo "nie przesadzaj, coś tam widzisz". Nie, nie widzę. Dopiero pod koniec edukacji się uparłam i nosiłam okulary. Nie ucierpiały ani one, ani ja.



Regularnie dostaję pytania jak to możliwe, że nie widzę i zastanawia mnie, czy to naprawdę takie trudne do przyjęcia i zrozumienia, iż ktoś może mieć wadę wzroku. Wiem, że może trudno to sobie wyobrazić - chętnie wyjaśniam, jak to jest, gdy ktoś nie rozumie, ale regularnie wmawia mi się, iż moja wada wzroku to moje urojenie lub traktuje się to jako rzecz nie z tego świata. Aż dziwne w świecie, gdzie tylu ludzi ma wady wzroku. Po tylu latach zaczyna ostro drażnić.

Dziwne pytania okulary ludzie

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (200)

#79101

(PW) ·
| Do ulubionych
Komizm życia.

Po basenie przyszło nam się z koleżanką przebrać. Szatnia zamykana jedna, więc ona czmychnęła, nim zdążyłam ją zauważyć, a ja z braku lepszej inicjatywy oraz czasu postanowiłam przebrać się w pustej (jeszcze) szatni ogólnej.
Na etapie zapinania biustonosza do szatni wszedł pan. Pan stanął i patrzy na mnie. Cóż za los, ja w bieliźnie i to niepełnej, a tu pan patrzy.

Może krzyknie "przepraszam" i wybiegnie? Tak powinien zrobić. Ale pan nie wybiega, pan patrzy.
Mówię więc człowiekowi, że się pomylił i może by wyszedł, choć dziwnie mi tak mówić pilnując jednocześnie by resztki bielizny i godności nie opadły.

Może teraz wybiegnie? A choćby bez przepraszam, byle wybiegł.
Nie, pan mi zaczął perswadować, że przyszedł dobrze, przecież on ma numer 77, przecież to szatnia. I tu, obok mnie jest przecież szafka numer 77. Dobrze przyszedł, a co ja tam wiem!
Na drzwiach duży napis "szatnia damska", a przed nim niemal gołe dziewczę. Faktycznie, dobrze przyszedł!
I stoi.
Zanim pomyślałam, to krzyknęłam, że pan jest śmieszny i ma wyjść.
Pan wyszedł.

Inspirujące, ileż ludzie mają tupetu.

dziwni ludzie

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (170)