Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Nyord

Zamieszcza historie od: 5 kwietnia 2011 - 13:59
Ostatnio: 29 stycznia 2024 - 17:48
  • Historii na głównej: 51 z 92
  • Punktów za historie: 37099
  • Komentarzy: 103
  • Punktów za komentarze: 590
 
zarchiwizowany

#16156

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia jeszcze z poprzedniego wieku, opowiedziana nie dawno przez ojca.
Ojciec mój od zawsze był kierowcą, to znaczy od swojej pełnoletniości. Poszedł do wojska na kierowcę, po wojsku był kierowcą i dalej jest kierowcą. W wojsku udało mu się zdobyć prawie wszystkie kategorie. Nie może jedynie prowadzić Tirów z naczepą. Po za tym szczegółem może prowadzić wszystko no i jeszcze latać szybowcami. Już po zmianie ustroju tata dalej pracował w wojsku jednak już nie był żołnierzem, a cywilem pracującym w Wojskowym Pogotowiu. Wszystko fajnie i miło bo ograniczona ilość pacjentów, sam jak szedł do lekarza to bez kolejki i takie tam. Jednak w pewnym momencie zaczęli zmniejszać wypłaty, tata nigdy nie zarabiał dużo, a jak zaczęli uszczuplać wypłatę o parę złotych, to było trzeba z tym coś zrobić. Toż ma się rodzinę na utrzymaniu. W ciągu roku przeszedł aż 3 obniżki poborów więc zaczął działać.

Ojciec dostał się na rozmowę do jednej z pierwszych firm spedycyjnych, chyba był to SPEDPOL (prawdopodobnie już nie istniejąca). Spedycja w tamtych czasach wyglądała tak że jechałeś z Białegostoku powiedzmy do Gdańska przez Płock, Toruń, Bydgoszcz i dopiero Gdańsk i wracając powiedzmy przez Elbląg, Olsztyn i Ełk do Białegostku. Cały czas musisz podróżować w nocy bo od 6 do 9 rano są przyjmowane paczki. Wiec zamiast jedno góra dwu dniowej trasy wychodził zawsze tydzień. Jednak wracając do meritum opowieści. Ojciec ubrany jak „struś na Boże Ciało” wchodzi do gabinetu dyrektora. Za biurkiem młody chłopak, świeżo po studiach i opowiada o pracy. Tato miał jeździć 8 tonówką i rozwozić paczki. W pewnym momencie rozmowa schodzi na ilość kilometrów które ojciec miałby przejeżdżać w ciągu jednej nocy:

[D]-Dyrektor
[T]-Tata

[D]- Czasami u NAS w firmie trzeba robić aż ponad normę. Tak 1200km w jedną noc.
Ojciec w śmiech, dyrektor zdziwiony się pyta co się dzieje z czego się pan tak śmieje.
[T]- Z głupoty którą pan obecnie palną. Nie da się przejechać w jedną noc 8-tonówką 1200km.
[D] Oczywiście że się da, u nas kierowcy tak robią. – powiedział z dumą.
[T]- A teraz ja mam pytanie do Pana, jeździł Pan kiedyś takim autem? Ma pan chociaż prawo jazdy na takie auto?
[D]- Nie mam, ja nie musze takimi autami jeździć.
[T]- To dlaczego pan pierdzielisz głupoty że się da 1200km, skoro otwarcie mówię że się nie da ponieważ kierowcy mają ograniczenia które są sprawdzane na Tachografach, po drugie w Polsce mamy takie drogi jakie mamy, cześć jest w robocie i ich nie przeskoczysz i nie pojedziesz 100km/h. Po trzecie to nie jest rakieta którą się lata tylko jeździ i ma pewnie ogranicznik na 110-120km/h.
(Wchodziły pierwsze przepisy o czasie pracy kierowców itp. oraz tachografy)
[D]- Toż panu mówię że się da. Nasi kierowcy tak robią.
[T]- Jeżeli tak robią to nie pozostaje mi nic innego jak złożyć sprawę do PUP-u że wykorzystujecie kierowców i nie przestrzegacie prawa pracy. Nie mamy o czym rozmawiać. Dowidzenia.
Ojciec się ubrał i wyszedł.

Po dwóch tygodniach znalazł jeszcze lepszą prace od tej w spedycji. Mimo że szef choleryk i lubił wrzeszczeć na ludzi to godziwie płacił, dawał paczki dla dzieci i jak to mój ojciec określał strzelał z gumki co polegało na tym że jeżeli jeździłeś w sobotę bądź niedziele (według szefa dni wolne od pracy) bo tak się złożyło, bądź szef prosił. Boss wyciągał plik banknotów, odliczał jakaś ilość (od 500 do 2000 złotych) i dawał jako premie uznaniową.

SPEDPOL

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 196 (226)
zarchiwizowany

#15838

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Jak już wspominałem we wcześniejszych opowieściach, mieszkam na wsi. Od niedawna co prawda, bo nie całe 2 lata. Jednak jak chcesz mieć ugotowane i uprane to lepiej trzymać się maminej spódnicy. Ja jako typowy mieszczuch który wychował się w mieście po przeprowadzce przeżyłem szok, jednak do wszystkiego da się przyzwyczaić, a oto moja historia.

Jeszcze na początku XXI wieku rodzice kupili działkę z domem do remontu na wsi. Po około 2 latach dokupili kawałek ładnej łąki jakieś 500metrów dalej, ponieważ ś.p sąsiad potrzebował gotówki na ślub najmłodszej córy. Przyszedł do nas. Cena była okazyjna, łąka ładna wiec rodziciele postanowili ją kupić. Mój ojczulek zwykł mówić że za 20 lat to Białystok na naszą wieś zawita i ten kawałek ziemi będzie 4-5 razy droższy jak nie więcej. Owy sąsiad dalej można by rzec rozporządzał ową łąką, kosił, zbierał sianko czy wypasał krówki, a my w zamian mieliśmy ziemniaczki na zimę. Jednak sąsiad zmarł. Sam zostawił ładne choć nie wielkie gospodarstwo. Jedna z córek owego pana (a ma 3) postanowiła dokończyć żniwa i zebrać ziemniaczki, a później łąki, krowy i pola sprzedać zostawiając sobie tylko dom i kawałek pola i spłacając siostry. Nam natomiast zostało zając się naszą łąką. Kiedy trawa sięgnęła prawie 1,5metra i mama suszyła głowę tacie słowami: „Zrób coś z tym!”, a tatuś suszył głowę mi mówiąc: „Kiedyś to będzie twoje, bądź twojego brata. Zrób coś z tym!”. Jako że mój brat obecnie przebywa na pracy sezonowej w Niemczech. Postanowiłem że trzeba tym się zając. Jakoś dwa może trzy tygodnie temu wróciłem z trasy w piątek, ruszyć mi się już nie chciało. Myślę wstanę rano i zobaczę co tam trzeba zrobić. Obudziłem się dość wcześnie (dojenie krów, pierwsze traktory). Wziąłem psa i sru na spacer żeby łąkę zobaczyć. Tak jak wyżej wspominałem trawa wielka jak Mur Berliński, za to pies miał zabawę robiąc sobie tunele. W tył zwrot i pod sklep bo tam najwięcej jegomości z mojej wsi. Patrzę siedzi 4 chłopów przy piwku (standard od rana). Mówię że jest sprawa, że trzeba łąkę skosić. Oni od razu w narzekanie że trawa duża i takie duperele. Natomiast Szachraj (przezwisko, każdy w mojej wsi ma ksywę np. moja rodzina to Nowo Bogaccy bo z miasta na wieś się wyprowadzili, Szachraj bo szuka zarobku na lewo, Kowboj bo nosi kapelusz kowbojski itp.) wymyślił i mówi ile na tym zarobi bo paliwo drogie do traktora. Ja natomiast układ uczciwy ty kosisz, sianko(trawa) twoja. Na to oni że nie tak to się nie opłaca. Nie to nie, bez łachy. Wkurzony że tylko kasę chcą i jeszcze siano za darmo dostać. Postanowiłem dać im trochę popalić, jak to się mówi chytry dwa razy traci. No to ja do domu, starą kosę do cięcia zboża czy trawy znalazłem (w kształcie litery L jeżeli ktoś nie kojarzy) osełkę (do ostrzenia kosy) i sru na łąkę, owe klamoty zostały jeszcze po byłych właścicielach domu, a jak to ma mój ojczulek w zwyczaju, wszystko może się przydać. Pół dnia kosiłem tą trawę, ale skosiłem, co prawda nie zbyt pięknie, krzywo i jak to ma zrobić miastowy który może 2 razy w rękach kosę miał? Jednak byłem dumny ze swojej pracy. Teraz zostało tylko czekać, aż mój plan zacznie działać. Pojechałem w trasę, wracam w piątek i moja matula oznajmia mi że był Szachraj i coś ode mnie chciał. Wiedziałem co się kroi wiec się nie spieszyłem. Jednak Szachraj zjawił się już pół godziny po moim przyjeździe i mi rzecze że on siano chętnie sobie zwiezie. Natomiast ja na to jak zapłacisz to sobie zwieziesz. Kosić nie chciałeś to i siana nie ma. Wielce obrażony pan odszedł z mojego oblicza, bo jak to ja mogę mamony chcieć za siano skoro jestem aż tak bogaty i mam firmę. Od soboty zaczęły się pielgrzymki do mego domu jak do miejsca kultu Maryjnego. Jeden jegomość z pod sklepu któremu proponowałem koszenie łąki, drugi i trzeci, a także znowu pojawił się Szachraj. Chcieli oczywiście siano, oczywiście najlepiej za darmo, później zaczęli pytać o cenę. Podałem normalną którą powinienem dostać za moje siano. Oczywiście że się nie znam i za dużo chce. Jednak jak powiedziałem że były właściciel działki mówił ile na tym sianie da się zarobić, od razu zmykali. Tylko oczywiście Szachraj zaczął kombinować i mówić że ten Stary Dureń (mój ś.p sąsiad) w ogóle nie znał cen. Jedyne co mu odpowiedziałem że o zmarłych nie mówi się źle i że sąsiada obrażać nie pozwolę. To od razu się zmył.

Siano sprzedałem tydzień później dla rolnika z wioski obok za ½ ceny i za 5 litrów dobrego samogonu. Który przyszedł zapytał ile chce, powiedziałem ile, troszeczkę się potargowaliśmy i dobiliśmy targu, wyciągnął gotówkę i samogon i tak nie mam już siana i rośnie nowa trawa. Cóż jak to się mówi chytry dwa razy traci, moi wioskowi kompani stracili dużo na tym interesie, bo jak mówił owy kupiec, tego siana jest w brud i ciut ciut. Zarobiłem, mam 5 litrów samogonu, przepraszam już 4 bo bardzo dobry a jeszcze parę imprez się szykuje, wiec nie wiem na ile mi to starczy ale jest bardzo przyjemnie. Czołem!

Łąka

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 195 (281)
zarchiwizowany

#14923

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Jak to się mówi: „Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach”. Tak o tym będzie moja historia.


Parę miesięcy temu, był to chyba marzec, ciocia nauczycielka zapragnęła żeby jej syn który pisze test gimnazjalny świetnie wypadł z testu humanistycznego. Jako że kuzyn był osobą o zainteresowaniach stricte ścisłych, nie widziałem w poczynaniach tych logiki. Słabiej napisze Humana nadrobi ścisłym, moje tłumaczenia jednak na nic się nie zdały wiec zostałem zatrudniony. Wiadomo że rodzicielskie ambicje trzeba spełniać. Kuzyn był uczniem bardzo dobrym średnia zawsze 5,0 czasem wyżej. Jednak z Polskiego i Historii mu jakoś super nie szło, co było hańbą na honorze ciotki która naucza Angielskiego. Ja natomiast zostałem zatrudniony jako korepetytor od historii. Mam zasadę że z rodziny nie zdzieram, bądź nie biorę pieniędzy wcale i właśnie ciotka chciała skorzystać z tego fortelu. Świetne referencje które dostałem od moich byłych nauczycieli(w gronie nauczycieli wszyscy się znają) oraz moje osiągnięcia z przeszłości mówiły same za siebie(Potrafiłem zadać takie pytanie nauczycielowi że nie potrafił odpowiedzieć, wygrywałem różne olimpiady, świetnie napisana matura) Jako że prowadzę działalność nie mogłem z nim się spotykać w dni robocze, dlatego widywaliśmy się na sesjach w soboty. Zresztą w jego i tak napchany grafik korepetycji, kursów i innych ustrojstw ciężko w tygodniu było by się wcisnąć. Podzieliliśmy materiał odpowiednio i na każdą książkę przeznaczaliśmy 2 soboty, natomiast II wojnę światową której do czasu testu nigdy nie uda się przerobić zostawiliśmy na ostatnie dwie soboty jako wiedze którą trzeba przyswoić od początku, a resztę tylko przypomnieć. Jestem osobą bardzo sumienną wiec jak wracałem po cało tygodniowej trasie w piątek, marząc o zimnym piwku i łóżku potrafiłem przygotować materiał na sobotnią lekcje. Także będąc w trasie dzwoniłem 2 razy w tygodniu i przepytywałem kuzyna z tego co się nauczył. Jednak nie przedłużając. Wyniki testu były naprawdę zadowalające bo Humana napisał na 39 punktów, natomiast ścisły na aż 47. Ja zadowolony, kuzyn także, mówił że na pytaniach historycznych stracił tylko punkt czy 2. Jednak jedna osoba była nie zadowolona.

W poprzedni weekend były imieniny babci, zjechali się wszyscy na obiad, no i mimo chodem dowiedziałem się co myśli ciotka o moim nauczaniu. Dla babci zmieszała moje nauczacie z błotem, że mógł lepiej napisać i w ogóle. Babcia sugerując że to może z Polskiego bardziej zawalił powiedziała od razu że koleżanka ucząca kuzyna na pewno jej nie zawiodła i ma do niej pełne zaufanie i takie tam. Najlepsze jednak jest to że brat dostał się do wymarzonego ogólniaka na wymarzony profil. Wyciągnął historie na 5 z wahadełka miedzy 3 a 4 po moich korepetycjach i sam mi za to podziękował.

Po prostu lepiej wierzyć obcym osobom niż rodzinie(założenie ciotki). Cóż człowiek poświęca dzień wolny na siedzenie przy książkach i g*wno za przeproszeniem z tego ma (nie brałem zapłaty). Przepraszam coś mam: pretensje.

Korki rodzinne

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 231 (275)
zarchiwizowany

#13604

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia o magistrze który chce zwojować świat.

Jak już wspominałem w innych historiach prowadzę własną działalność gospodarczą. Od pierwszego czerwca ruszyłem z produkcją własnego towaru i na maszynie pracował u mnie brat który jeszcze się uczy. Wiadomo nie musze go zatrudnić i nie płace składek. On jest zadowolony i ja także. Jednak brat jako przyszły budowlaniec dostał ofertę wyjazdu na 2 miesiące do Niemiec na budowę hotelu. Grzechem nie było by skorzystać z oferty w której zarobi się 5 razy więcej niż w Polsce. Zdecydował się i jedzie. Mi zostało zorganizować casting na „maszynowego”.
Wiem jak ciężko jest znaleźć prace ludziom młodym, po szkole, studiach. Dlatego postanowiłem że dam nawet takiej osobie prace na umowę zlecenie. Ponieważ ma pracować tylko na 2 miesiące. Zawsze wpisze sobie do CV. Rozwiesiłem ogłoszenie że słupach informacyjnych w pobliskich wsiach i Urzędzie Gminy (tak mieszkam na wsi). Telefony się rozdzwoniły, poprzychodziły meile i poprzychodzili sąsiedzi. Umówiłem się ze wszystkimi na piątek po Bożym Ciele. Przyszło około 15 osób, co jest liczbą bardzo dużą jak na wioskowe warunki. Zaprowadziłem najpierw wszystkich do magazynu. Pokazałem o co w pracy chodzi (naciskanie monotonnie 2 guzików i co jakiś czas opróżnianie kosza z produktu). Wszyscy wstępnie się zapoznali i ruszyliśmy do biura. Jedna osoba, druga, trzecia i wchodzi delikwent którego chce opisać w historii.
Wchodzi młody chłopak, rozgląda się i siada za moim przyzwoleniem. Wyciąga swoje CV. Jednak już je mam, wiec nie ma sensu. Zaczynam go przepytywać.
[J](JA)- Chciałbym pracować dla mnie? Jak widać praca jest lekka i nudna. Jednak radio jest zawsze można sobie posłuchać.
[PP](Przyszły Pracownik)- Chciałbym, nudna ale zawsze coś się będzie robić. Jestem po obronie magisterki i trzeba pracować jak tyle się uczyło. (powiedział z taką wyższością w głosie)
[J]- To dobrze że masz zapał do pracy. W CV nie masz praktycznie żadnego doświadczenia zawodowego, tylko staż studencki.
[PP]-Jest to prawda, ja jednak pochodzę ze wsi i trzeba pomóc w wakacje rodzicom na roli. Zresztą ja się uczyłem, nie musiałem pracować. Mam takie pytanie. Ilość godzin pracy i jak z płacą?
Tutaj coś mi zaczęło świtać, sam zaczął temat zarobków. Jednak drążyłem temat.
[J]- Jest to praca na dwa miesiące wiec powiem szczerze że nie opłaca mi się zatrudniać pana na umowę o prace, jednak jak pan chce możemy zatrudnić na umowę zlecenie. Bądźmy szczerzy że jak będzie pan pracował na czarno dostanie pan około 100-150zł więcej. Jeżeli chodzi o liczbę godzin to 8 godzin dziennie. Sam pan określa na którą chciałby przychodzić do pracy. Co do płacy to proszę powiedzieć czego pan oczekuje.
[PP]- No ja jestem magistrem i musze mieć co do CV wpisać. Szkoda że tak krótki termin tej pracy. Jednak jak oczywiście dostane tą prace w miedzy czasie będę szukał czegoś w WYUCZONYM ZAWODZIE. Mam nadzieję ze chociaż podpiszemy tą umowę zlecenie. Co do płacy to tak 2000 na rękę było by fajnie.
[J]- Dużo pan oczekuje. Jednak mamy stawkę godzinową wiec proszę określić się ile chciałby pan zarabiać na godzinę.
[PP]- Dużo oczekuje bo mam magistra(znowu Buta) i sądzę że przez te 5 lat studiów coś mi się należy! Stawka godzinowa? Hmm tak z 10 na godzinę.
[PP]- Owszem studia dają w życiu coś. Ja jednak uważam że są osoby bardzo mądre i inteligentne bez studiów jak i osoby po studiach, wszystko zależy od człowieka. Takiej stawki nie mogę panu zaproponować, bo jest to zwykła praca na maszynie. Żadnych skomplikowanych kompilacji nie musi pan wykonywać po prostu wciskać dwa guziki co parę sekund i tak w kółko. Góra 6zł na rękę.
[PP]- Ja się nad tym zastanowię, ale ja mam magistra! Cóż zastanowię się nad tym. Będę mógł liczyć na urlop?
[J]- Urlop?
[PP]- No tak, bo są żniwa i chciałbym pomóc rodzicom.
[J]- Ile tego urlopu by pan chciał?
[PP]- Z dwa tygodnie, bo dużo trzeba robić i jeszcze jedno co z dojazdami?
[J]- Nie pracuje pan, nie ma pan pieniędzy proste. A gdzie pan mieszka? Daleko?
[PP]- Jak to nie ma pieniędzy. No jak to? W Piekielniowie.
[J]- Nie ma pana w pracy, praca jest nie wykonana wiec nie płace za nie wykonaną prace. Rowerkiem było by panu najwygodniej, to tylko 3 km.
[PP]- Magister rowerem! Rowerem. Ja mam samochód.
[J]- To pan zatankuje i będzie jeździł.
[PP]- Nie będzie zwrotu za paliwo?
[J]- Niech pan pomyśli. Ma pan 3 km do pracy góra pół godziny piechotą, rowerem krócej. Nawet dla zdrowia.
[PP]- Ale ja jestem magistrem. Jak ja mam rowerem jeździć? Toż musze pokazać że jestem magistrem.
[J]- Niech pan się zastanowi. Napisze mi meila czy jest pan zainteresowany. Na pewno zadzwonię i poinformuje czy pana przyjąłem czy nie. Jak widzi pan mam jeszcze parę osób do przepytania.
Jak pewnie się domyślacie owy pan nie dostał pracy. Chociaż dzwonił 8 razy! i wmawiał mi że ma najlepsze referencje, że jestem cham i nie douczony prostak i w ogóle. Także rozsiewa rózne plotki, ale tym się nie przejmuje. Na dodatek żniwa nie trwały by u niego więcej niż tydzień nawet ślamazarnym tempem, ponieważ jego rodzice mają 4 hektara ziemi w czym około hektara łąk dla krów i trochę posadzonych ziemniaków(wywiad wioskowy).
Prace dostał 17 letni chłopak który chce dorobić i zarobić na prawo jazdy. Pracuje na czarno bo zawsze zarobi parę groszy więcej.

Skąd biorą się tacy magistrzy?

Oferta Pracy

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (181)
zarchiwizowany

#13009

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia z przed paru ładnych lat pt. „Podryw na klub piłkarski”

W czasach liceum, czyli kiedy byłem jeszcze młody :> miałem bardzo ładną dziewczynę która podobała się facetom. Cóż z tego że była ładna, skoro rozumu Bóg poskąpił, ale wtedy nie miało to większego znaczenia, bo byłem zapatrzony jedynie w jej urodę.
Pewnego dnia wybraliśmy się razem na dyskotekę do klubu który obecnie obsługuje nawet 14latki (opiszę w innej historii). Tańczymy, bawimy się. Jednak zachciało nam się pić. Ja w kolejkę do baru, moja ówczesna dziewczyna stoi ze spotkaną koleżanką dosłownie 3 kroki ode mnie i rozmawia. Wtedy podchodzi do nich jakiś chłopaczek i zaczyna rozmowę. Jako że koleżanka mojej byłej lubej była nie śmiała, rozmowę zaczęła prowadzić ona.

[K]- Koleś
[D]- Dziewczyna
[K]- Cześć laski! Fajne jesteście.
[D]- Hej, dzięki.
[K]- Ładniutka jesteś (do mojej dziewczyny i jakby druga nie istniała)
Dla jej koleżanki zrobiło się przykro i odeszła.
[D]- No dzięki.
[K]- To jak masz na imię mała?
[D]- Jola
[K]- Ja jestem Patryk.
Tutaj gadka szmatka o niczym, ja stoję dalej w kolejce i czekam na swoją kolej przy barze, słuchając wywodów „Patryka”
[K]- Może zatańczymy co?
[D]- Sorry ale nie.
[K]- Dziewczyno, nie trać tej okazji. Ze mną nie zatańczysz?
[D]- Najwidoczniej nie.
[K]- Ty wiesz kim ja jestem? Ja w Jagiellonii gram.
[D]- No i?
[K]- Ja w tym mieście rządze, nie chcesz zatańczyć z najlepszą partią w mieście?
Tutaj do rozmowy włączam się ja.
[J]- Wątpię żeby chciała zatańczyć z najgorszą partią w mięście.
[K]- Spadaj leszczu.
[J]- Teraz kolego to Ci powiem. Grasz w Jagiellonii?
[K]- Tak kozaczku!
[J]- To chyba w trampkarzach albo juniorach, bo jakoś na żadnym meczu Cię nie widziałem żebyś grał. No chyba że jesteś jednym z tych co piłki podają jak za boisko wylecą.
[K]- Co kur… jak ty do mnie się odnosisz.
[J]- Jak na to zasługujesz. Po pierwsze ona jest ze mną. Po drugie nic sobą nie reprezentujesz. Po 3 wystarczy ze powiem Łopacie* że piwko pijesz, a on przekaże komu trzeba i zobaczymy ile jeszcze pograsz w Jagiellonii trampkarzyku. Chodź Jola idziemy.

Tak oto wygląda podryw juniorów na Jagiellonie. Obecnie ten chłopak kopie piłkę po 4 lidze i dalej lansuje się po dyskotekach.
*Łopata- to nauczyciel w-fu w Liceum w którym są młodzi Jagiellończycy. Facet ma straszny posłuch w szkole, bo jest wielki i łapę ma jak łopata stąd przezwisko.


Jeden z klubów w Białymstoku

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 26 (230)
zarchiwizowany

#10842

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia może nie piekielna, jednak moim zdaniem ciekawa.


Słowami wstępu od czasu do czasu trzeba zajrzeć do fryzjera. Nie lubię tej instytucji, nie wiem dla czego, po prostu. Jednak jak to zwykle bywa, trzeba iść bo luba uprzykrza życie zdaniami typu: „Idź do fryzjera”, „Jak ty wyglądasz, jak jakiś menel” itp. Zazwyczaj strzygę się w mieście, ale że byłem w Urzędzie Gminy w sprawach zawodowych, patrzę ze w budynku Urzędu jest fryzjer, wiec myślę co mi tam, idę. Wszystko pięknie, ładnie. Na wieczór do dziewczyny, pochwalić się że jaki jestem posłuszny. Jednak wychodzi co innego pani 60+ ścięła mnie bardzo krzywo. Fali Dunaju z tyłu głowy bym nie przeżył. Nie pozostało mi nic innego jak poprawić owe ścięcie. Poprawiłem się 3mm sam, bo nic innego nie dało się z tym zrobić.


A teraz historia główna. Jeździłem po klientach stałych jak i zaglądając do nowych punktów. Kumpel handlujący innym towarem, ale w sklepach które mnie interesują podsunął mi pewien punkt. Zajeżdżam, wchodzę i rozglądam się, przy kasie stoi młody, mikry chłopak i jakby się trząsł. Jak wspominałem we wcześniejszych publikacjach, jestem dobrze zbudowany i widać moje walory przez koszule czy koszulki. Podchodzę i się przedstawiam, a z chłopaka zeszło jakby powietrzem. Dobiliśmy targu, wszystko fajnie, jednak on musiał się chyba wyżalić. Chłopak po prostu mnie się przestraszył jak wszedłem do sklepu. Zapomniał z domu okularów i myślał że jestem miejscowym a’la Gangsterem. Pomylił mnie dlatego że do sklepu weszła osoba pokaźnych rozmiarów w luźnych spodniach i obwieszona złotem. Do ubioru nie pasowały tylko sandały i koszula. Ja byłem ubrany w koszulę, spodnie materiałowe luźne takie letnie, sandały i z pod rozpiętej dość mocno koszuli wystawał mój prezent od dziewczyny medalik z krzyżykiem w kolorze srebrnym i zegarek na ręce. Ekspedient jak stanąłem w pełnym słońcu (wpadało przez drzwi) pomylił mnie z pospolitym dresem(luźne spodnie). Z tego co jeszcze się dowiedziałem, owy chłopak ma problem przez tego dresika z powodu stłuczki, jaką spowodował owy pan w sportowym ubiorze, swoim nie zawodnym Bolidem Młodego Wieśniaka. Oczywiście cała wina po stronie kierowcy BMW.

Nowy punkt

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 16 (58)
zarchiwizowany

#10492

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Ślubny piekielny.

Historia ta wydarzyła się dosłownie wczoraj. Opisuje ona co potrafią zrobić osoby w stanie upojenia alkoholowego.
Wczoraj o 16 mój kolega zmienił stan cywilny z kawaler na żonaty. Nie mogłem odmówić koledze udziału w jego i jego lubej w uroczystości. W kościele jak to w kościele, ceremonia bardzo ładna, szybka. Para młoda pięknie wyglądała. Na koniec ryż i miedziaki w góre i wszyscy na przyjęcie weselne. Wchodząc na sale zauważyłem swojego klienta, wymiana uprzejmości i podążamy na swoje miejsca. Tradycyjny początek imprezy weselnej, ciepłe dania itd. Ja jako że bardzo lubię tańczyć wraz z moją partnerką weselną jako jedna z pierwszych par wyskoczyliśmy na parkiet popląsać w rytm muzyki. Jako że byłem nie pijący (dzisiejszy dzień roboczy) postanowiłem nadrobić to tańcem. Około 21 troszkę zgłodnieliśmy i ruszyliśmy na swoje miejsca w wiadomym celu. Po około 5 minutach przysiada się do mnie i mojej partnerki weselnej wyżej wspomniany klient. Widzę że jest lekko na rauszu, jednak rozmowa jest klarowna i do rzeczy. Rozmawiamy o interesach, chociaż w weekendy nie pracuję i nie rozmawiam o pracy, jednak klient postanowiłem chwile porozmawiać. Zjedliśmy i chcąc wracać na parkiet, przeprosiłem rozmówce i wróciłem na parkiet. Znowu wpadłem w szał zabawy, taniec z panną młodą, z mamą panny młodej, siostrą pana młodego i mamą pana młodego oraz nie zaniedbywałem swojej partnerki. Jednak człowiek nie żyje tylko powietrzem, a taniec męczy organizm wiec bywałem przy stole dosyć często i zawsze ów pan się przy mnie pojawiał. Sam chyba w ogóle nie tańczył i od razu przechodził do interesów. Lekko zdenerwowany po 3 takiej wycieczce i rozmowie oświadczyłem:
-Panie Zenku(imię zmienione) jesteśmy na tak wspaniałej uroczystości czy musimy rozmawiać o interesach? Lepiej się pobawmy na cześć młodej pary.
Te rozmowy nie podobały się nie tylko mi, a także mojej towarzyszce zabawy, której byłem winny wesele ponieważ zaprosiła mnie kiedyś, a teraz nadeszła moja kolej. Nie mogliśmy się dobrze bawić poprzez takie nachodzenie. Około 23:30 weszły następne dania gorące wiec postanowiliśmy odsapnąć i zregenerować siły poprzez posiłek. Znowu także dosiadł się pan Zenek. Rozmowy od razu na temat dla niego najważniejszy. Wypowiadam wyżej napisaną formułkę i się zaczęło:
[Z]-Pan Zenek
[J]-Ja
[Z]- Teraz porozmawiamy, możemy wiec dlaczego nie chcesz rozmawiać?
[J]- Bo jestem na przyjęciu przyjaciela i chcę mu zrobić przyjemność dobrze się bawiąc.
[Z]- Kur*a nie Pier*ol człowieku, napier*alasz jak jakiś debil po tym parkiecie, ważniejsze są sprawy od tańczenia!
[J]- Trochę kultury to po pierwsze, a po drugie o interesach rozmawiam w godzinach pracy czyli od poniedziałku do piątku od 8 do 18 w sobotę od 8 do 14. Wtedy możemy porozmawiać o interesach.
[Z]- Zamknij się szczylu. Porozmawiamy tu i teraz. Ja Ci nie dam się bawić, bo masz mi zejść z ceny bo strasznie zdzierasz.
[J]- Zabroni mi pan?!
[Z]- Zabronię. Przylazłeś z jakąś kur*a i jakieś wygibasy prezentujesz, w łóżku też taka jest?!
Tego było już za wiele, nigdy nie pozwoliłem i nie pozwalam obrażać kobiet w mojej obecności. Wstałem, chociaż nie musiałem bo cała sala, całe 120 parę osób było skupione na naszej rozmowie.
[J]- Przeprosi teraz pan tą dziewczyną bo skończy się inaczej.
[Z]- A jak nie? To co? Przyje*biesz mi?
[J]- Jak będzie trzeba, to zrobię to.
[Z]- No kur*o co się nie odzywasz. Ostro Cię jedzie w łóżku?
Już miałem dla faceta przywalić żeby nakrył się stopami, kiedy powstrzymała mnie moja partnerka i pan młody. Jak w którejś z wcześniejszych historii wspominałem jestem facet słusznej postury, a mój „klient” był tak pijany ze wątpię żeby dziś coś pamiętał, a obicia facjaty najbardziej. Pan młody odciągnął mnie i przepraszał, jego żona także bo jak się okazało to jakiś jej wujek. Ja tylko powiedziałem żeby przeprosili moją partnerkę bo ona najbardziej ucierpiała. Postanowiłem urwać się z wesela, bo już nie sądzę żebym dobrze się bawił. Nie doczekałem nawet oczepin. Partnerkę przepraszałem cały czas. Nawet dzisiaj zawiozłem jej kwiaty i czekoladki. Chociaż wiem że to nie moja wina czuje się podle że zaprowadziłem ją na wesele na którym nie mogliśmy się dobrze pobawić i była wyzwana od najgorszych. Sama mnie zapewnia że to nie moja wina, ja jednak czuję się winny tej sytuacji.
Zastanawia mnie także jak zachowa się ów piekielny „Zenek” jak do niego przyjadę z towarem. Na razie zanosi się że będę tam za miesiąc, a najlepsze w tym jest że ja „zdzieram” a ów pan ma dotąd dwie faktury na astronomiczną kwotę około 300zł.

Nie dawno dzwonił do mnie wczorajszy „żonkoś” i bardzo mnie przepraszał. Nawet zaproponował przeprosinową kolację dla mnie i mojej partnerki, oczywiście po miesiącu miodowy.

Ślub kolegi

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (275)
zarchiwizowany

#10182

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Teraz chciałbym opisać historię z mojej pierwszej pracy, parę ich było. Jednak ta jest chyba najciekawsza.
Było to około 5-6 lat temu, a ja miałem wtedy 17 lat. Okres wakacyjny więc chciałem zarobić na prawo jazdy żeby nie ciągnąc na tą przyjemność od moich rodzicieli. Trafiła mi się robota w hurtowni Alkoholi. Praca polegała na tym że alkohol na palety i ładowałeś nimi auta. Czasami jeździłeś w trasy z chłopakami do pomocy przy wyładunku. Ważne jest żeby nadmienić że w takiej pracy konkretna praca ma zazwyczaj miejsce we wtorki (ewentualnie poniedziałki, jednak rzadko) i piątki. Ponieważ we wtorki zaopatrujesz sklepy w alkohol na cały tydzień, natomiast w piątek na weekend.
Akurat była środa i wyjechały tylko 3 auta z 4. Trzeba było trochę udawać że się pracuje wiec zacząłem zamiatać magazyn, bo jak kierowniczka zobaczyła że się obijasz to trafiało Ci się zazwyczaj „przecieranie buteleczek”. Przetrzyjcie całą paletę piwa, zobaczycie jak ręce bolą. Chodzę, zamiatam na magazynie, wołają mnie chłopaki. Mówią że się z nimi napić, bo jeden z magazynierów ma zły dzień. Grzecznie odmawiam, mówię ze wezmę sobie jakąś Cole i sobie gadamy. Właśnie ten magazynier jedno piwko, drugie piwko, setka, druga setka. Już podpity. Żali się nam, jakie to życie z kobietą potrafi być „poje*ane”, że tylko kasa misiu kasa. Już znamy przyczynę jego rozpaczy, a że był to człowiek który w siebie wlać potrafi całkiem sporo, i nie ważne co to jest może być piwo, wódka czy nawet pospolity bełt. Po dwóch godzinach chłopak ledwo trzyma się na nogach, ale dalej żłopie. W pewnym momencie dopada do kartonu okolicznościowej Żubrówki otwiera karton, wyciąga butelkę i tak patrzy na nią i głośno się zastanawia czy otworzyć czy nie otworzyć, warto nadmienić że ta okolicznościowa żubrówka była wyprodukowana tylko w symbolicznej ilości bo na magazynie mieliśmy tylko 5 kartonów czyli razem 30 butelek. Do tego była bardzo droga.
[M] – Magazynier
[P] – Pracownicy czyli reszta

[M] – Otworzyć czy nie otworzyć.
[P] – Zostaw! Już ledwo trzymasz się na nogach!
[M] – Ja? Ja ledwo? Jak ja tańczyć jeszcze mogę.
Tutaj nastąpił niezgrabny wygibas, myśleliśmy że poleci na kartony z wódką i będzie ostro. Jednak jakoś cudem utrzymał równowagę.
[P] – Zostaw , człowieku po co miałbyś otwierać, dla zabawy?
[M] – A spróbować, będę pierwszy który spróbuję nowej wódki! HA!
[P] – Kur*a uspokój się i nie otwieraj!
[M] – I co myślisz że ja nie otworze? Że ja speniam! OTWORZE!
Oczywiście otworzył upił trochę i odstawił. Zamyślił się i mówi:
[M] – W sumie dobra, ale bez trawki to nie to samo.

Jako że po tej akcji, nasz magazynier zaczął powoli zdychać. Postanowiliśmy interweniować u kierowniczki, która miała do niego największą słabość. Bo takie akcje zawsze uchodziły mu płazem, żeby ktokolwiek inny coś takiego zrobił od razu poleciał by z pracy.
Kierowniczka puściła go do domu, jednak on swoje że on samochodu tutaj nie zostawi. Nigdy w życiu, co jego żona powie. Nikt przecież nie pozwoli mu prowadzić do domu. Wreszcie odzywa się drugi magazynier
[2M] – Drugi magazynier
[J] – Ja
[K] – Kierowniczka

[2M] – Młody umiesz jeździć?
[J] – To znaczy co?
[2M] – To znaczy czy umiesz prowadzić auto.
[J] – No umiem.
[2M] – To odwieziesz naszego pijaka do domu, mieszkasz blisko jego wiec sobie już wrócisz do domu wcześniej.
[K] – Chyba ja tutaj rządze co?
[2M] – Pani Kierownik i tak z Mietka (imię zmienione) już dzisiaj nic nie będzie, roboty też nie ma. Młody wymiótł cały magazyn, wróci sobie 2 godzinki wcześniej, z dziewczyną się spotka.
[K] – Ale czy to dobry pomysł dawać samochód, dla niepełnoletniego?
[2M] – Poradzi sobie, wcześniej sobie poradził to i teraz.
[K] – Co znaczy wcześniej?
[2M] – Na jednym sklepie.
Historię z „wcześniejszym poradzeniem sobie” opiszę innym razem.
[M] – Ktoś mnie kur*a odwiezie?! Czy sam mam jechać.
[2M] – Widzi pani, Mietek już wrzeszczy, zresztą jest to najlepsze wyjście, nam wszystkim to nie zbyt pasuje, bo jesteśmy swoimi autami, musielibyśmy wracać tutaj i do domu, wiec młody się nadaje.
[K] – Zrób kółko wokół magazynów, a my ocenimy czy się nadajesz.
Zrobiłem te kółko i nadawałem się. Pojechałem, co było z perspektywy czasu dużo głupotą. Jednak wtedy była to przygoda, przejechać przez całe miasto fajną furą. W samochodzie było tez kilka ciekawych sytuacji np. jadąc 60 bo więcej się bałem, nasz kochany magazynier rykną: Czego tak się pierdo*isz. Ten samochód ma zapier*alać. Ręką docisną moją nogę na pedale gazu na co samochód zaregował bardzo szybko i wskoczyło prawie 90. Cóż ciekawe czasy młodości.

Hurtownia Alkoholi

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 25 (157)
zarchiwizowany

#10188

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Tym razem historia od z pracy mojej mamy.

Moja rodzicielka ma przyjemność od 19 roku życia pracować w jednej firmie. Już ponad 25 lat. Otóż pracuję w Spółdzielni Mieszkaniowej.

Jako że takie spółdzielnie mają swoje mini biura na każdym osiedlu, moja mama akurat pracuję na osiedlu gdzie 70% ludzi jest w wieku emerytalnym. Oto kilka ciekawych historii.
Raz w miesiącu mamy pełnie księżyca, jak każdy zresztą wie. Moja mama ma teorię że księżyc wpływa na ludzi i są oni wtedy najbardziej piekielni. Właśnie 2 dni przed pełnią przychodzi jedna pani z osiedla. Lat ponad 70, nie myjąca się , śmierdząca uryną i brudem. Przychodzi i prosi o wypełnienie książeczki mieszkaniowej. Mama prosi o podanie książeczki. Kobieta wkłada rękę pod spódnice (dokładniej do majtek) i wyciąga „cipowatą” (określenie mojej mamy) książeczkę. I jak tu się nie brzydzić ludźmi.

Czasami trzeba zanieść do głównego biura różne dokumenty. Jako że jest to około 2 kilometrów od administracji. Mama zazwyczaj robi sobie spacer. Podczas wyjść nie tylko do biura, ale nawet do sklepu na osiedlu słyszy komentarze od pijaczka:
-Gdzie się wybiera? Pracować trzeba, a nie łazić. No gdzie łazi.
Tego typu komentarze. A najlepsze jest to że owy pijaczek pracą nigdy się nie zhańbił bo od 20 któregoś roku życia ma rentę (coś z dłońmi) i utrzymuje go matka. Obecnie facet ma około 50 lat czyli 30 lat żyć za państwowe i pic miesiąc w miesiąc też można.
Najgorszym elementem są piekielni rozczeniowcy. Zdarzają się na jakiś czas. Dosyć rzadko jednak są. Teraz jak wiadomo na jedno mieszkanie nie rzadko przypada 2-3 samochody, a jak bloki były budowane w latach 80 czy 70 miejsc parkingowych jest o wiele za mało. Zimą kiedy trzeba odśnieżać drogi wewnętrzne, jeden z bardziej znanych piekielnych na osiedlu postawił samochód tak że było go trzeba przysypać. Jako że odśnieża się od bladego świtu, wpada do administracji po 7 i robi awanture z epitetami i słowami tego typu:
-Co za debil i idiota zasypał moje auto. Zero kultury, dla pożarnego obywatela auto zasypać. Zapie*dalać teraz macie i odśnieżyć i wymyć. Kur*a ch*je. Itp. Itd.
Skończyło się na tym że ten pan co odśnieżał był w moim wieku 20-23 lata. Dosyć postawny wyszedł z pokoju bo akurat był i powiedział.
-Właśnie widzimy okaz kultury który uczy młode moje pokolenie odzywania się i traktowania ludzi.
Facet nic nie powiedział i wyszedł.

Jedną z najciekawszych historii była o wyrzucaniu mebli z 3 piętra. Do administracji przylatuje lokator i krzyczy że mają coś zrobić bo sąsiad przez okno wyrzuca meble, na jego ogródek i kwiaty mu niszczy. Po poinformowaniu że Policja zajmuję się takimi zajściami zaczął wrzeszczeć że to wy macie tym się kur*wa zając. To wasz zasrany obowiązek. Sąsiad był chory umysłowo, a jego żona wyszła akurat na zakupy i nie mogła go przypilnować.
Nie zazdroszczę osobom które pracują w urzędach, bo to wredna robota. Sam opisze innym razem historię o urzędzie gminny w którym byłem na stażu studenckim.

Administracja osiedla

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (206)
zarchiwizowany

#10091

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Teraz historia o piekielnym kliencie klienta.
Jako że prowadzę własną działalność i na swój byt trzeba zarobić to opiszę taką dosyć zabawną historię która przydarzyła mi się około dwóch tygodniu temu.

Od czasu do czasu się zdarza że się spieszysz, bo chcesz jak najdalej dojechać i wpadasz do klienta tuż przed zamknięciem. Mi zdarzyło się to drugi raz. Było 16:50 czyli 10 minut do zamknięcia. Wchodzę, przepraszam że tak późno, mówię że mam jeszcze 200km do przejechania. Ogólne zrozumienie. Sprawdzam czego potrzebują i idę po towar. Kiedy wracam na sklep jest minuta może dwie po 17 bo w tle lecą wiadomości z radia. Pisze fakturę, kiedy wchodzi klient do klienta.
[K] – klient sklepu
[P] – Pracownik

[K] – Dobry, 2 worki cementu i dodatek poproszę.
[P] – Przepraszam ale sklep jest już zamknięty i nie mogę panu nic sprzedać.
[K] – Jak to zamknięty, jak wlazłem. Zresztą to tylko 2 worki i dodatek.
[P] – Nie mogę panu sprzedać bo jesteśmy już po godzinach pracy.
[K] – Toż widzę że facet coś tam przebiera, chyba klient. Toż każdego macie traktować tak samo!
[P] – To nie klient, tylko nasz dystrybutor. Piszę aktualnie fakturę.
[K] – Nie rób problemu, sprzedaj i mnie już nie ma.
[P] – Przepraszam pana ale już 3 raz panu tłumacze że niczego nie mogę panu sprzedać, na dodatek mamy wygaszone kasy, a odpalanie ich na nowo zajmie trochę czasu. Nie możemy tego panu sprzedać.
[K] – To daj mi to na WZ.
[P] – Nie mogę nawet tego dać panu na WZ ponieważ jest system wygaszony, na dodatek magazyn też jest już zamknięty.
(Nie wiem na jakich zasadach to działa, ale tak powiedział)
[K] – Dobra, dobra zawołaj Mirka.
[P] – Jakiego Mirka?
[K] – Dla Ciebie szefa, sam go zawołam. MIREK! MIREK!
(Do akcji wchodzi właściciel)
[W] – Czego się drzesz i co tutaj robisz?
[K] – Bo ten ku*wa łapserdak nie chce mi cementu sprzedać.
(tutaj wskazał na pracownika który mu tłumaczył o co chodzi)
[W] – Po pierwsze nie łapserdak, tylko mój pracownik i ma pełne prawo odmówić Ci sprzedaży towaru, bo jest już po godzinach pracy, na dodatek kasy są wyłączone, a sklep zamknięty.
[K] – Mirek, nie pier*ol, ja tylko dwóch worku cementu potrzebuję bo brakuję mi do wylania fundamentu pod ogrodzenie, robotę dzisiaj skończę i fajrant, jutro robić mi się nie chce.
[W] – Jednak chyba będziesz musiał jutro robotę robić bo nikt Ci tego nie sprzeda dzisiaj. Teraz to możesz przeprosić pana Adama za obrażę i wyjść, otwieramy codziennie od 7. Cześć.

Właściciel odwrócił się i oddalił się na zaplecze. Piekielny przeprosił i wyszedł, a ja wraz z pozostałymi pracownikami stałem oniemiały i dopiero po opuszczeniu sklepu przez pana piekielnego, podbiłem fakturę i śmiejąc się z sytuacji opuściłem sklep.

OCMB

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (236)