Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Nyord

Zamieszcza historie od: 5 kwietnia 2011 - 13:59
Ostatnio: 15 maja 2019 - 22:05
  • Historii na głównej: 47 z 88
  • Punktów za historie: 35317
  • Komentarzy: 101
  • Punktów za komentarze: 470
 

#68242

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Jednak dzisiaj nie o tym.

Dzisiaj będzie o bankach i ich pomagierach.

Mieszkanie, w którym mieszkam obecnie, należy do moich rodziców. Kilka lat temu wyprowadziliśmy się z niego do domu za miastem, a mieszkanie zostało wynajęte studentkom. Tak się składało, że praktycznie co roku mieliśmy inną ekipę w mieszkaniu. Dlaczego? Dlatego że dziewczyny znajdowały w mieście chłopaków i przeprowadzały się do nich, bądź kończyły studia i wyjeżdżały z miasta.

W czasie kiedy mieszkanie zostało wynajmowane, ja oświadczyłem się mojej dzisiejszej żonie i planowaliśmy ślub, w związku z tym rodzice wraz z końcem roku akademickiego wypowiedzieli umowę ostatniej ekipie i mieszkanie stało przez jakieś 8 miesięcy puste. Jednak miałem pisać o bankach, wiec wracamy na właściwe tory.

W ciągu kilku lat wynajmu przewinęło się przez mieszkanie jakieś 15 dziewczyn i jeden chłopak. Już w trakcie wynajmu, zaczęły przychodzić listy z banku Meritum czy coś podobnego na jedną z dziewczyn, które mieszkały wcześniej. Nie otwierałem go ja, ani nikt z rodziny, bo to jednak prywatna korespondencja. Próbowaliśmy się do tej dziewczyny dodzwonić jednak numer z umowy był już nieaktywny.

Czas mijał listy przychodziły. My pisaliśmy na kopertach, że adresat nie mieszka. Nic to nie dawało. Jakieś 3 miesiące przed ślubem, wkurzony ta sytuacją, złapałem jakoś listonosza i pytam co z tym fantem zrobić. Polecił zadzwonić, bądź odesłać list z wyjaśnieniem sytuacji. Najlepiej za potwierdzeniem odbioru, żeby mieć podkładkę na wszelki wypadek. Jak polecił tak zrobiłem. List doszedł do ich centrali. Jednak listy dalej przychodziły. Jak już to nie pomogło, postanowiłem te listy po prostu wyrzucać. Tutaj zaczyna się akcja właściwa.

Zaraz po weselu, trzeba było mieszkanie posprzątać i odkazić. W ciągu 20 lat jak mieszkałem tam z rodzicami nie mieliśmy nigdy grzyba, dziewczyny dorobiły się po kilku latach:). Trochę roboty było z tym. Na dodatek robiliśmy z żoną mały remont żeby nam się przyjemniej mieszkało.

Właśnie stoję na drabinie i maluję sufit. Kiedy ktoś wchodzi przez drzwi. Myślałem, że to brat, który skoczył do sklepu po coś do picia. Jednak to nie on. Wchodzi mi ktoś na pokoje, łapie za laptopa z którego leciała muzyka i mówi że on jest komornikiem i właśnie zajmuję tego laptopa. Myślę co jest. Ukryta kamera czy co? Schodzę z drabiny, pytam w czym rzecz. Facet pokazuje legitymacje czy coś takiego i mówi, że zajmuje laptopa.
[K]omornik - zajmuje tego laptopa na poczet wierzytelności dla banku X.
[J]a - A jakim pan prawem wszedł do prywatnego mieszkania bez pozwolenia. Jakim pan prawem chcesz go zabrać, skoro ja nawet nie mam i nie miałem z tym bankiem nic wspólnego.
[K] - Czy to mieszkanie na ulicy Piekielnej 6/666?
[J] - Tak i?
[K] - Został wzięty kredyt na (tutaj wam powiem że nie pamiętam na co) przez osobę która podała adres zamieszkania właśnie ten.
[J] - Jak ta osoba ma na imię, bo nie kojarzę żebym ja, czy moja rodzina brali ostatnio ten sprzęt na kredyt.
[K] - Anna Hell, tutaj mam zaznaczone że tu mieszka.
[J] - Panie te mieszkanie należy do rodziny Nyord. Ja nawet nie wiem kto to jest. Mieszkanie było wynajmowane, nie znam wszystkich którzy przez nie się przewinęli, może ktoś taki tutaj mieszkał. Nie wiem.
[K] - Nie obchodzi mnie to, ja już zrobiłem zajęcie sprzętu.
[J] - Panie! Ty poważny jesteś. Zajmujesz sprzęty niewinnym ludziom?!
[K] - Tutaj miałem wskazaną interwencje, to tutaj interweniuje. Zajmuje ten laptop.
[J] - Panie! Nic pan nie zajmujesz. To jest moja własność. Tej Anny to se pan szukaj. A od mojej własności wara.
[K] - On jest już zajęty.
[J] - Gówno mnie to obchodzi.

Tutaj wkracza mój brat, który wrócił ze sklepu. Facet przestraszył się dwóch postawnych i wysokich chłopaków i odpuścił. Co prawda jeszcze nas nachodził. Nawet z Policją. Jednak oni nic nie mogli wskórać, skoro ta Anna nawet nie była tutaj zameldowana. Nie wiem jak sprawa się zakończyła. Czy znalazł tą Annę. Mama przekazała mi kopie umowy wynajmu, którą ja przekazałem jemu. Tam były jej wszystkie dane. Z tego co wiem to ta dziewczyna mieszkała u nas tylko 3 miesiące.

Taka przygoda na początku wspólnej drogi życia, daje do sporo myślenia, która kosztowała nas sporo stresu. Co tydzień mieliśmy wizytę tegoż pana, który na chama próbował władować nam się do mieszkania i coś "zająć".

Banki i Komornicy

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 593 (635)

#66564

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Dzisiaj historia bardziej samochodowa.

Kupiłem kiedyś używany samochód dostawczy. Sprawdzany przez mechanika, wszystko cacy, jednak po pół roku wyszły problemy i naprawa kosztowała mnie praktycznie połowę jego ceny. Dlatego też postanowiłem, że następny samochód który kupię, to tylko nowy fabrycznie czyli z salonu. Wykosztuję się, ale będę miał spokój później.

Teraz wracając do historii. Nastał taki czas, że jeden z moich dostawczaków zrobił się za mały na działalność. Ciągłe poszerzanie asortymentu, powodowało że samochód był ładowany pod dach, wyciągniecie towaru głębiej leżącego skutkowało wyjęciem połowy towaru na ziemię, wzięcie potrzebnego towaru i ponowny załadunek wyjętego. W sumie się nie dziwię, samochód był w najmniejszym wariancie. Wiecie pierwsze auto, trzeba było liczyć się z kosztami. W celu zakupu nowego samochodu postanowiłem zrobić objazdową wycieczkę po dealerach samochodowych w moim mieście. Opiszę to w 2 punktach.

1. Ubiór: Przedstawiciel musi być ładnie ubrany. Zazwyczaj jeansy i koszula ewentualnie polówka. Jak spędzasz w samochodzie cały tydzień w takich ubraniach, to wreszcie marzysz o czymś wygodnym. Na co dzień ubieram się w dresy. Wygoda przede wszystkim. Nie żebyście mnie posądzali o dresiarstwo czy coś. Nigdy nie lubiłem dresów, tylko jeans. Jednak wygoda jaką oferują nie równa się z jeansami. Właśnie dlatego na oglądanie aut wybierałem się w dresach.

Odwiedzam jeden salon. Oglądam auto, podoba mi się, chcę wypytać o szczegóły. Podchodzę do sprzedawcy, proszę o chwilę rozmowy, słyszę "ZARAZ! Zajęty jestem!" Okej, poczekam. Czekam tak 5-10-15 minut. Chłop se przegląda fejsika. Znowu podchodzę, proszę o chwilę rozmowy, mówię że jestem zainteresowany kupnem. "NIE MAM CZASU!" Cóż wk*rwiłem się i mówię:
- Fejsa masz czas oglądać tak? Tak traktujesz klienta? Chłop wstał, zmierzył mnie wzrokiem i powiedział:
- My tu mamy prawdziwych klientów, a nie jakiś drecholi. Okej tak stawiasz sprawę. Cóż, to do widzenia. Na odchodne powiedziałem mu, że chciałem kupić u nich dostawczaka w dużej budzie, z niezłym silnikiem i wyposażeniem, jednak jeżeli nie chce zarobić to jego sprawa. Pójdę gdzie indziej. Po wyjściu z salonu wybiegł za mną chyba kierownik i zapraszał do wrócenia do środka. Jednak podziękowałem, nie lubię jak ktoś mnie ignoruje w taki sposób i ocenia ludzi po ubiorze.

2. Ignorowanie: Zdarzyło się tak w salonie jednej z marek, że byłem tam z tatą. Zazwyczaj jeździłem oglądać auta z ojcem bądź bratem. Rzadko sam. Wtedy byłem z tatą. Oboje byliśmy ubrani dość swobodnie, ja dresy, tata bojówki. Tutaj muszę przyznać - zaraz nami ktoś się zainteresował. Przyszedł, porozmawiał. W sumie to rozmawiał z tatą. Moje pytania ignorował, bądź rzucał krótką wymijającą odpowiedź. Nie wyglądam jak jakiś dzieciak, zarost mam, obrączkę na palcu noszę, więc oczekuje równego traktowania. Mniejsza z tym, idziemy do biurka popytać o sposoby finansowania, serwis i takie tam. Tutaj ja zadaję pytania. Pan natomiast dalej rozmawia z ojcem, Tata się wkurza i mówi żeby odpowiedział na pytanie. Dalej odpowiada tylko patrząc na ojca. Ojciec się wkurzył i mówi: "Proszę Pana ja nie znam się na sprawach finansowych, proszę o tym mówić do syna, to jego firma, ja jestem tylko głosem doradczym do samochodu, jak zadaje panu pytanie to pan mu odpowiada". Facet się zmieszał, zapytał jak to taka młoda osoba może auto z salonu kupić, myślał że firma na ojca i takie tam. Rozmowa trochę się poprawiła, ale niesmak pozostał.

W dwóch salonach wyżej opisanych nie kupiliśmy auta. Auto jest zamówione w innym, który traktował mnie fajnie, sporo udało mi się wytargować (sprawka taty). Teraz czekam.

PS. Moja opiekunka w banku mówi, że jestem najnormalniejszym "młodym przedsiębiorcą" wśród jej podopiecznych. Reszta to tylko garniturki i co to nie ja :)

sklepy

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 432 (490)
zarchiwizowany
Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Jednak dzisiaj nie o tym, dzisiaj będzie o kurierce. Taka historia kariery w jednej z firm kurierskich.

Masz 19-20 lat, jesteś po maturze, idziesz na studia zaoczne bo jednak chcesz zarabiać żeby odciążyć rodziców, studia opłacić sam i mieć na swoje wydatki. Pocztą pantoflową dowiadujesz się że jedna z firm kurierskich szuka dostawcy paczek. Słyszałeś od kilku znajomych że to całkiem dobry sposób na zarobek. Idziesz do biura dowiadujesz się o wymagania. Zastanawiasz się dwa dni, analizujesz, postanawiasz złożyć ofertę. UDAŁO SIĘ! Masz miesiąc na założenie działalności, kupno auta i start pracy. Dzięki jakiejś dalekiej krewnej w Urzędzie Pracy dostajesz dofinansowanie na start. Znajdujesz drogi, 4 letni leasing, dlaczego drogi? Bo jesteś młody, musiałeś spełnić dodatkowe warunki, znaleźć żyranta, ale jednak jest, udało się. Pierwszego dnia pracy stawiasz się w niej swoim nowym(używanym) autem dostawczym, oklejonym, gotowy do pracy. Twój rejon pracy jest jednak 100km od bazy, jednak się nie zniechęcasz, sporo dostajesz od paczek, masz także stałą która odrobinę rekompensuje te dalekie podróże. Przez pierwszy miesiąc poznajesz teren. Jednak żeby zawsze być na czas, dociskasz gaz. Dociskanie gazu skutkuje mandatami. Trzy mandaty za prędkość to sporo. Jednak twoi nowi kumple z pracy są spoko. Doradzą co trzeba zrobić. Po pierwszej wypłacie, opłaceniu podatków, zusu, leasingu, paliwa, mandatów zostaje Ci 1000zł. Nie dużo, jednak mandaty swoje pochłonęły. Twój pierwszy zakup? CB-Radio do auta. Mandatów nie chcesz płacić i więcej kaski także się przyda. Przez kilka miesięcy poznałeś swój rejon, wiesz jak jeździć żeby później nie wracać w niektóre miejsca. CB-Radio także się zwróciło, wiesz już od innych gdzie stoją i tylu mandatów nie płacisz. Masz także coraz więcej paczek, co za tym idzie więcej zarabiasz. Po roku pracy masz już sporo nowych rzeczy m.in. laptop, telewizor, aparat czy kamerę. Na kurierce całkiem dobrze można zarobić. Po roku postanawiasz się wyprowadzić od rodziców i zamieszkać z dziewczyną. Nie dawno się zaręczyliście. W sumie jesteście już 4 lata razem, kochacie się. Zamieszkanie razem to świetny pomysł. Dotrzecie się, w sumie jak zaręczyny to także ślub, jednak najpierw się dotrzecie. To nic że zarabiasz często 3 razy więcej od niej. Będziesz ją utrzymywał, ona niech swoją wypłatę przeznacza na studia, kosmetyki i jedzenie. Wiadomo jak w twoim mieście zarabiają niańki do dzieci. Po półtora roku od wejścia do firmy kurierskiej zaczynasz oszczędzać. W sumie lepiej mieć troszkę odłożonych pieniążków, coraz mocniej zastanawiasz się nad ślubem, a jednak ta jedyna noc kosztuje. Po prawie 2 latach pracy dowiadujesz się że centrala w firmie w której jeździsz chce przenieść twój rejon pod inną filię. W sumie twój rejon jest na granicy obsługi dwóch filii. Idziesz do dyrektora oddziału, rozmawiasz, prosisz. Jednak on rozkłada ręce, wytyczne centrali. Nic nie można zrobić. Pracujesz jeszcze 3 miesiące i wylatujesz. W ciągu tych 3 miesięcy odkładasz ile się da. Masz trochę pieniędzy odłożonych wiec na pewno kilka miesięcy przeżyjesz jak szybko znajdziesz jakąś prace. Najlepiej w kurierce. Chodzisz po różnych firmach z branży, szukasz, jednak nic. Wszystkie rejony zajęte. Jesteś bezrobotny już 2 miesiące a oszczędności się kończą. Płacisz już wyższy Zus, podatki i leasing. To kosztuje, także wynajem kosztuje. Po 3 miesiącach ojciec załatwia Ci prace na magazynie, nie są to kokosy, jednak jakieś pieniądze. Zamykasz działalność. Dobrze że minęły te dwa lata w których nie mogłeś zamknąć firmy przez Urząd Pracy. Jednak praca na magazynie nie daje takich pieniędzy jak kurierka. Postanawiasz znowu zamieszkać z rodzicami, twoja dziewczyna to rozumie, jest taka kochana. W sumie za 1200zł nie opłacisz mieszkania i leasingu, a leasing to jednak 1000zł miesięcznie. Czasami dorobisz na przeprowadzce, w sumie masz busa. Mijają 2 lata. Skończyłeś studia. Spłaciłeś samochód.Znalazłeś lepszą prace, zarabiasz więcej, za kilka miesięcy czeka Cię ślub z twoją ukochaną i dowiadujesz się że twój rejon wraca pod oddział z twego miasta. Utrzymujesz kontakt z chłopakami ze starej firmy to wiesz co dzieję się w twojej starej firmie. Lecisz się podpytać czy przyjmą Cię znowu. Jednak warunki się zmieniły. Zarobisz mniej od paczki, bo drugi oddział w którym twój stary rejon miał inne stawki i musi być taniej. Do tego jest potrzebny młodszy samochód. Co z tego że masz tylko 3 miesiące starszy od wytycznych. Ma być rok 2012. Nie ważne że twój samochód jest z października roku 2011. Mówisz że się zastanowisz. Za plusami przemawia to że zarobisz więcej. Przecież czasami dochodziłeś do 4000zł na rękę, teraz niby mniej, ale po szybkiej kalkulacji wychodzi że trójkę z przodu będziesz miał. Jednak musisz kupić nowe auto. Odwiesić działalność. Właśnie wtedy uderza Cię myśl: "Co z tym chłopakiem z drugiej filii? Jak on ma tak samo jak ja? Teraz ja mu zabiorę prace. Dobrze mu tak! W sumie nikomu nie życzę takich przeżyć. Mam dobrą prace teraz, nie zarabiam jakiś kokosów, jednak wystarczająco na moje potrzeby. Nie jednak dziękuje bo jeszcze znowu za 2 lata mnie tak wykiwają."

Postanawiasz nie wracać do kurierki po tym co przeżyłeś.

Taka historia jak nie które firmy kurierskie traktują swoich "pracowników". Czy piekielne? Oceńcie sami.

Historia nie jest moja, jest osoby mi bliskiej, opublikowana za jego zgodą.

kurierzy

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 70 (322)

#66140

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Dziś będzie o Jacusiu. Jacuś był moim pracownikiem, z zaznaczeniem "był". Kiedyś dodałem tutaj historię o dziewczynie, która pracowała u mnie 2 dni, bo nie było internetu. Po rzuceniu roboty, przeniosłem chłopaka z produkcji do biura i zatrudniłem drugiego na produkcję. Jednak tak się złożyło, że ten drugi chłopak postanowił wyjechać i wtedy zatrudniłem Jacusia.

Przy zatrudnieniu potrzebowałem kogoś z okolicy, a Jacuś mieszkał kilka kilometrów od firmy. Do tego powiedział, że chciałby coś zarobić, bo z gospodarki z rodzicami ciężko na coś porządnego odłożyć.

Tutaj muszę opisać Jacusia. Miał on 37 lat. Jak to powiedział mój brat łatwiej go przeskoczyć niż obejść. Do tego palił jak huta. Mieszkał z rodzicami i był kawalerem.

Jacuś przyjeżdżał do pracy o 8. Tak zaczynał pracę. Jak wjechał na plac, to znaczy że już pracuje. Po wyjściu z samochodu trzeba spalić papierosa. Po papierosie kawa. Po kawie, papieros. Po papierosie przebieranie się z roboczego stroju od krów, w roboczy strój na produkcję, no i znowu papieros. Faktyczna praca 15-25 minut. Papieros. Znowu podobny czas pracy, papieros i tak do 10-11 gdzie była przerwa na drugie śniadanie, papierosa, kawę, papierosa. Później praca, oczywiście z przerwami na papierosa. Wybijała godzina 15, czasami 15.15 i Jacuś gasił maszyny, szedł na papierosa, kawę, papierosa, szybko się przebierał i o 16 już był za bramą zakładu. Tak wyglądał jego pierwszy dzień pracy.

Nie było mnie tego dnia. O wszystkim poinformował mnie Adam. Na drugi dzień kiedy wróciłem z trasy, Jacuś próbował tego samego. Jednak mu się nie udało. Ustaliliśmy, że ma 4 przerwy w ciągu 8 godzin, jedna śniadaniową 15 minut, jedną kawową 10 minut i dwie po 5 minut na papierosa czy toaletę. Oczywiście Jacuś by nie był Jacusiem jak by nie chciał migać się od pracy. Próbował palić w toalecie, co oczywiście da się wyczuć. Dostał ochrzan i się skończyło. Próbował na produkcji. Tutaj dostał wręcz opierd*l, bo jednak mamy tam także materiały, które mogą się szybko zająć ogniem. Próbował na magazynie i tutaj dostał burę. Bo na magazynie mamy często kleje łatwopalne, niby w beczkach, ale wiadomo czy któraś nie jest rozszczelniona? Ogólnie w budynkach firmy nie można palić, bo jest to niebezpieczne. Chcesz palić - leć na podwórze.

Próbował także migać się od roboty, mówiąc że musi do toalety. Tylko ile razy można iść do toalety dziennie? 3-4? Jacuś był 15 minut i najkrócej był w toalecie 7 minut. Średnio 15. Skończyło się i to. Próbował także opierdzielać się na produkcji, ale tutaj nigdy mu nie wyjdzie, bo maszyna wydaje odpowiednie dźwięki, które same mówią czy ktoś pracuje, czy po prostu chodzi na wolnych obrotach. Udało mi się jakoś Jacusia wychować. Jacuś wpadł w tryb pracy, szło mu naprawdę dobrze i tak minął pierwszy tydzień.

Z Jacusiem byłem umówiony na płacenie tygodniówek, tak gwoli wyjaśnienia.

Jacuś w poniedziałek w pracy się nie pojawił. Zadzwonił około 10, że bardzo źle się czuje, zasnął nad ranem, nie da rady, plagi egipskie i takie tam. Głos miał niewyraźny, może naprawdę jest chory? Mówił, że we wtorek na bank będzie. We wtorek był, pracował cały tydzień super i znowu nastał weekend, a po weekendzie poniedziałek. W poniedziałek znowu telefon, że on jest chory. Coś mi wierzyć się nie chciało, mówię ostatnia taka wpadka, bo inaczej wylatujesz. Przyjął do wiadomości. Znowu minął tydzień i znowu nastał weekend. W poniedziałek po weekendzie Jacuś się spóźnił. Był chwilę przed 9 mówił, że mu auto nawaliło. Jednak jak go zobaczyłem to winą nie było auto, a KAC! Chłop imprezuje cały weekend, a później do pracy nie dojeżdża. Dałem mu ostatnią szansę - jak w następny poniedziałek coś odwali wylatuje, koniec kropka. Cóż, wyleciał szybciej, bo tego samego dnia. Jak? Na drugie śniadanie przywiózł sobie 2 piwa na kaca.

Wykazałem się jednak anielską cierpliwością. To chyba już przez kilku pracowników, którzy zamiast pracować woleli się opierdzielać. Jacuś jak był trzeźwy to pracował naprawdę dobrze. Szybko się nauczył obsługi maszyn. Maszyny, które mają siłę docisku do 5 ton, wciągarki i inne, jednak mogą krzywdę zrobić, a po pijaku człowiek chyba nie myśli racjonalnie i o wypadek łatwiej.

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 481 (509)

#65500

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Miedzy świętami, a sylwestrem zadzwonił do mnie jeden z pierwszych moich klientów. Prosił żebym do niego zajrzał. Mam do nich sentyment, bo to oni dali mi zarobić pierwsze pieniądze, zawsze znajdę dla nich czas żeby pogadać, mam w zanadrzu jakaś promocje czy gratis. Jednak tego klienta nie wspominam dobrze, dlaczego zapytacie, już opisuje.

Zaczynając w handlu odwiedzałem największe nawet pipidówy. Przecież wszędzie można pohandlować. Liczyłem że konkurencji tam nie zastanę. Myliłem się ale jeździłem dalej. Mój "były klient" właśnie prowadził sklep w takiej małej pipidówie dosłownie daleko do wszystkiego. Miejscowość leżała miedzy dwoma głównymi drogami. Z jednej i drugiej strony 40km w jedną stronę, ale cóż jak jest klient to się jeździło. Zajechałem pierwszy raz, zachwalam swój towar że lepszy, że wytrzymalszy. Klient pokiwał głową nawet nie słuchając i zapytał o cenę. Cóż, moja cena była niższa. Uśmiech zagościł na jego twarzy i mówi sprzedawaj. Tak zajeżdżałem mniej więcej co miesiąc do niego i sprzedawałem mój towar. Po kilku miesiącach konkurencja zmartwiona brakiem wysyłek do tego pana, wysłała przedstawiciela żeby sprawdził co się dzieje. Sprawdził, zrobił niższą cenę niż moja i on sprzedał. Później ja przyjechałem, ja zbiłem cenę odrobinę i ja sprzedałem. Trwało to pół roku. Zbijaliśmy cenę na zmianę.

Jednak kiedy podróże do jego miejscowości stawały się praktycznie nieopłacalne, bo cena już bardziej przypominała cenę hurtowników, którzy biorą towar za kilka tysięcy niż za kilka stów, postanowiłem zbić ostatni raz cenę na dosłowną granice opłacalności. Konkurencja już na pewno dawno tą granice minęła, jednak zbijała twardo, a klient tylko zacierał ręce.

Przyjechałem sprzedałem towar o jakieś 70% taniej niż za pierwszym razem, powiedziałem, że wracam za miesiąc. Po miesiącu cena była jeszcze niższa i tekst klienta "To ile tym razem zbijemy?" Odpowiedziałem że nic, bo jednak dziękuje za współprace, proszę o uregulowania faktur zaległych (tak tak, miał problemy z terminowym płaceniem). Klient zaskoczony co się dzieje. Pokrzyczał na mnie, na moją firmę, nie pozostałem mu dłużny, powiedziałem że tak nie traktuje się kontrahentów. Rozstaliśmy się w ogólnej złości i niechęci. Pieniądze po jakimś czasie odzyskałem strasząc sądem.

Ale dlaczego do mnie ten klient zadzwonił? Otóż wyjaśniam. Przejechałem się do niego. Przywitał mnie skruszony i pyta czy nie moglibyśmy wznowić handlu? Owszem. Dlaczego nie. Znowu widzę ten chytry uśmieszek i pytanie czy cena aktualna sprzed trzech lat. Musiał się zdziwić moją odmową i powiedzeniem mojej ceny, która jest nawet troszeczkę wyższa od pierwszej ceny dla niego zaproponowanej, plus 3 pierwsze faktury płatne gotówką, następne termin 14 dni, brak płatności równa się brakiem towaru. Oburzył się trochę. Mówił że to niepoważne, jak tak traktować klienta i kilka zdań w ten deseń.

Przypomniałem mu co wyprawiał około 3-4 lat temu. Że właśnie to było niepoważne i zapytałem dlaczego do mnie zadzwonił skoro tak mu było dobrze z konkurencją. Otóż konkurencja w ciągu 3 lat podniosła cenę o około 300%. Żeby wam wytłumaczyć obrazowo to przedstawię to tak.

Jedna sztuka mego towaru kosztuje mniej więcej 18-20zł. Pierwsza cena sprzed 4 lat, którą mu zaproponowałem była cena 16zł. Kiedy się rozchodziliśmy cenę miał na poziomie 7,5zł-8zł. A cena dla dystrybutorów wynosi mniej więcej 9-11zł. Czyli miał na sklepie lepsza cenę niż dystrybutorzy towaru. Natomiast konkurencja po upewnieniu się, że odpuściłem, zaczęła mu podnosić cenę w zastraszającym tempie. Obecnie cena ich towaru wynosi mniej więcej: 30zł. Chyba karma go dogoniła.

Tak handlujemy, na moich warunkach. Na razie wszystko wygląda jak należy. Zastanawiam się czy jak znowu przyjdzie konkurencja, to znowu będzie bawił się w licytatora i próbował zbijać cenę za wszelką cenę. Teraz nawet nie będę z nim się bawił. Co mu zapowiedziałem.

Skomentuj (86) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 457 (527)

#63815

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Dzisiaj o pewnej klientce.

Chyba większość producentów wie, że na koniec roku to idą same małe paczki do klientów w celach remanentowych. Tak też było i u mnie. Od około 15 grudnia wysłałem więcej paczek do klientów niż przez poprzednie 3 miesiące. Śladowe ilości. Nie ma co przedłużać, przejdźmy do historii.

24 grudnia 14:03.
Zbieram się do wyjścia na Wigilię do teściów. Wtedy odzywa się telefon. Dzwoni klientka która chce już, teraz, zaraz towar. Jednym uchem słucham, drugim rejestruję otoczenie i jeszcze niosę jakieś garnki z potrawami. Tłumaczę, że dzisiaj wigilia, już nie pracuję. Kobieta wielce zdziwiona mówi że do kolacji wigilijnej jeszcze mamy ze 3 godziny, pan przyjmie to zamówienie. Mówię że przyjmę, jednak proszę wysłać na mejla. Podaje jej tego mejla, życzę wesołych świąt i o sprawie zapominam.

W "dniach świątecznych" znajduję chwile czasu, sprawdzam tegoż mejla. Zamówienie na około 20zł. 2 sztuki tego, 5 tamtego, 3 śmego. Towar sprzedaję w pakietach po 10 sztuk jednego rodzaju. Odpisałem, że nie ma możliwości wysyłki takich ilości, jedynie pakiety (nie mam później burdelu na magazynie z walającymi się jednostkowymi opakowaniami, sprzedawać jednostkowe opakowania też bardzo trudno). Także dodaję, że wysyłka tego towaru będzie płatna, ponieważ nie przekroczyła granicy minimum logistycznego.

29 grudnia 9:16.
Dzwoni telefon, znowu klientka z problemem.

[K]lientka - Dzień dobry, ale jak to tak nie można wysłać tych pojedynczych sztuk?! No jak to tak?! Jeszcze mam dopłacać za dostawę toż to skandal! No bądźmy poważni, jeszcze pisze pan mejle w święta. Toż ja odpoczywałam!

No a jak ja szykowałem się do wigilii, to wielkie halo było nie?

[J]a - Dzień dobry, proszę pani nie mogę wysłać pojedynczych, bo później tego nigdzie nie sprzedam, dosztukować towar do innych pojedynczych też jest trudno bo maszyna robi bez odpadu i zawsze do równej 10. Tak jest ustawiona. Naprawdę nie mogę. Co do płatności za wysyłkę. Możemy ją znieść jeżeli weźmie pani towar na minimum 150zł netto.
[K] - Ale proszę pana mi nie potrzeba aż tyle tego. Ja chcę tylko to co napisałam. 150zł netto? Przed końcem roku? Czy pan powariował? Ja tylko stany chciałam uzupełnić, bo mi brakuje. Bo do domu wzięłam.
[J] - Nic nie poradzę, naprawdę nie mogę zmniejszyć ilości, bo dla mnie to już będzie strata, taka latająca pojedyncza stuka. Jedyne co mogę zrobić to wysyłać po 5. Inaczej nie da rady. Może komuś uda się sprzedać drugą 5.
Tutaj poszedłem klientce na rękę.
[K] - Widzi pan! Jak chce się to potrafi! Tylko że ten towar to mi na jutro potrzebny. Pan go bierze i wysyła. Oczywiście przelewik.
[J] - Mogę wysłać paczką 24h jednak to koszt około 20zł (mniej więcej na poczcie tyle to kosztuje). Koszt wysyłki będzie doliczony do faktury.
[K] - Hola! Hola! Jak to doliczony? Nie może pan wysłać na swój koszt?! Toż jestem klientem!
[J] - Jeżeli pani dobierze do 150 zł nie ma problemu, tak nie mogę wysłać. Na dodatek chce pani paczkę że tak się wyrażę ekstra, co znaczy że jak bym wysłał na swój koszt, to poniósł bym znaczną stratę. Z tego co wiem handlujemy po to żeby zarabiać.
[K] - Jaką tam stratę, niech pan nie żartuje.
[J] - Zamówiony przez panią towar jest wart 24,60zł (orientacyjnie). Paczka do tego towaru 20zł...
[K] - Widzi pan! Zarabia pan 5zł!
[J] - Pani się myli. Nie zarabiam nic, a dokładam. Na tym towarze zarobię około 7zł. Czyli jestem do tyłu 13zł.
[K] - Aj tam, aj tam. Wyśle pan proszę (tutaj chichot nastolatki).
[J] - Przykro mi, chcę zarobić, a nie dokładać do interesu, powiększymy fakturę o usługę pocztową.
[K] - No proszę pana! Wie pan... (bburzenie) Niech zrobi mi pan prezent świąteczny! (znowu chichot)
[J] - Przykro mi jesteśmy już po świętach. To jak, wysyłamy?
[K] - Dobrze! Ale najtańszą paczką.
[J] - Zdaje sobie pani sprawę, że towar może przyjść po nowym roku, jeżeli wyślę to zwykłą paczką ekonomiczną.
[K] - Ale ja chcę to na jutro!
[J] - Tłumaczyłem już pani, że na jutro to tylko paczka za 20zł, jest to najdroższa paczka.
[K] - To niech pan przywiezie.
[J] - Czy pani jest poważna?! Będę gnał 400km w jedną stronę dla 20zł?
[K] - Dobra niech pan wysyła. W ogólę z panem się nie można dogadać.

Że jej się chciało mnie maglować przez pół godziny. Rozmowa została dosyć mocno skrócona.

PS. Jest to klientka mego przedstawiciela.
PS2. Jakoś nikt wcześniej nie robił problemów z opłatą za przesyłkę.
PS3. Te 150zł to minimalna granica opłacalności na wysyłkach.

Klienci

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 515 (551)

#63552

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Czasu mam trochę więcej bo święta, więc trzeba coś wam napisać. Dzisiaj będzie o wynajmie mieszk... wróć lokali.

Kilku moich klientów i znajomych mających firmy podobne do mojej czyli produkcyjne, postanowiło otworzyć sklepy żeby jednak mieć też że tak się wyrażę "żywą gotówkę", a nie tylko wirtualną (przelewową). Mówią że sklep na siebie zarobi, trochę im zostaje i gotówka jest widoczna, więc dlaczego by nie spróbować. Dlatego i ja postanowiłem poszukać najpierw lokalu, który by mnie interesował. Lokale miały spełniać 5 kryteria:
1. Tani wynajem.
2. Małe miasto (do 10 tys. mieszkańców).
3. Czysto i schludnie w środku.
4. Przy głównej drodze, blisko centrum.
5. Nie dalej niż 50km od Białegostoku.

Teraz przedstawię wam 3 wybrane przeze mnie lokale.

1. Lokal znajduje się w miasteczku gminnym. Miasto liczy trochę ponad 4tys. mieszkańców. Lokal znajduje się przy skrzyżowaniu dwóch dróg. Naprzeciwko lokalu sklep spożywczy i skwerek dla panów degustatorów. Po drugiej stronie skrzyżowania kościół i urząd gminny. Lokalizacja super. Lokal kiedyś był pijalnią piwa. Umówiłem się z właścicielem. Budynek podłużny nie całe 100m2 do wynajęcia. Od drzwi kilka schodów w dół, taka a'la piwniczka. Środek totalna katastrofa. Podłoga betonowa, z dziurami po wykruszeniach betonu, 5 centymetrowa warstwa kurzu, ściany odrapane, te schodki także jakieś niepewnie, zero okien no chyba że liczymy 6 lufcików pod samym dachem. Ale lokalizacja dobra, dlaczego nie spróbować. Pan nawet zobowiązał się zrobić remont, bo jednak w takich warunkach handlować nie można. Ja już się cieszę że będę miał lokal, jestem zdecydowany, tylko zapomniałem zapytać o cenę. Cena: 4000zł za miesiąc plus media. Jeszcze jedno w lokalu nie było wc. Trzeba było iść do wychodka na podwórku na coś grubszego w razie potrzeby.

2. Były sklep GS, około 130 metrów. Jeszcze mniejsza mieścinka bo 2,8tys. mieszkańców. Sklep przy kościele i spożywczym, który go zamknął. Z zewnątrz nieciekawie. Jadę do siedziby GS w niedalekim mieście. Pytam, rozmawiam, chciałbym obejrzeć. Akurat tego dnia co byłem nie można było obejrzeć, umawiam się na za tydzień na umówioną godzinę, na sprawdzenie co i jak w środku.

Mija tydzień, stoję pod sklepem, czekam i czekam. Pan kierownik z którym byłem umówiony spóźnia się już 20 minut. Dzwonię do pana kierownika, a pan oznajmia mi że on "zapomniał", już jedzie. Po około godzinnym oczekiwaniu, jest. Otwiera, wchodzimy i oglądamy. Sklep na pewno do remontu. Porwane linoleum (gumolit), stara schodząca olejna farba. Jednak lokal ma kawałek magazynu i toaletę i nawet mały pokoik, że tak nazwę socjalny. Pytam o możliwości remontu przez GS, odpowiedz przecząca, jak chce mogę remontować. To chętnie wyremontuję, tylko proszę zejść z czynszu za lokal przez kilka miesięcy, bo na moje oko to w sklep trzeba włożyć około 10tys. Pan kierownik po burzliwych rozmowach z prezesem GS i księgową nie zgodził się na taki układ. Oni muszą mieć opłacony czynsz. To może ja wyremontuje, będę im płacił, a jak będę chciał sklep zamknąć to oni mi zwrócą pieniądze, oczywiście pomniejszone o czas mojego użytkowania. Także się nie zgodzili. Cóż ta opcja także się nie udała. Czynsz miesięczny 900zł plus media.

3. Tutaj mieścinka już większa bo 8tys. mieszkańców. Tylko sklep dalej od centrum, jednak przy drodze do innego większego miasta. Stary dom przerobiony na sklep. Duże okno, ładne drzwi, w środku także ładnie, łazienka. Nawet 3 miejsca parkingowe. Widać że sklep po remoncie. Po prostu super. No tylko trochę mało miejsca bo 80 kilka metrów. Dam rade pomieszczę się. Cena też atrakcyjna, bo 1200 za miesiąc plus media. Już praktycznie jestem dogadany z "właścicielem". Pytam jak spiszemy umowę. Jednak tutaj pan zaczyna kręcić. Cóż pan chciał przez pół roku bez umowy, bo sklep jest podzielony na 4 osoby. Czyli 4 osoby są właścicielami. Każda z tych osób dała pieniądze na remont, a pan chciał bez umowy bo chce te pieniądze odzyskać. Co z pozostałą trójką rodzeństwa? Jak się okazało. Ano oni tutaj nie przyjeżdżają więc się nie dowiedzą. Cóż, ja bez umowy nie chciałem jednak.

Jednak odwidział mi się na razie sklep. To tylko kilka przykładów, większość ludzi chciała horrendalne pieniądze za wynajem, często totalnych ruin.

Sklep który chciałem otworzyć do sklep przemysłowo-metalowy.

Lokale

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 325 (371)

#63470

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Dziś będzie zagramanicznie. W listopadzie wybrałem się służbowo do Turcji. Dokładnie do Izmiru, jednego z większych miast tureckich. Spędziłem tam 3 dni, zwiedzając różne fabryki. Historia będzie o taksówkarzu w ostatnim dniu mojego pobytu.

Wychodząc z hotelu dosyć wcześnie bo przed 7 rano, udałem się na postój taksówek w wiadomym celu (była jedna, jedyna taksówka). Wsiadam, witam się i mówię że chce dostać się do fabryki takiej a takiej. Oczywiście wszystko po angielsku i tutaj zonk pan taksówkarz do mnie:

[T] - No understand.
Próbuję jakoś się dogadać po angielsku ale nic a nic kierowca nie rozumie. Null, zero, nic. Próbuje po turecku z rozmówkami, ale wychodzi mi tylko Kebab i w sumie po turecku to umiem tylko poprawnie usiąść. Myślę może arabski zna, ale po arabsku znam tylko dwa słowa, na dodatek bardzo bombowe. 10 minut prób, a facet przede mną się tylko uśmiecha. Zrezygnowany, po cichu, pod nosem mówię: Kur*a mać!
A tutaj mój kierowca na to:
[T] - Kur*a Mać! Ja Polski znać!

I tak oto udało mi się dostać na ostatnie spotkanie. Taksówkarz Polski znać, uwaga z Polski, w której mieszkał kilka lat. Jednak i w naszym narodowym języku można się dogadać za granicą.

zagranica

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 872 (946)

#62672

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Dziś będzie o konkurencji. Już kiedyś o nich wspominałem, przypomnieli się ostatnio dość mocno, to dlaczego o nich nie napisać.

Mam pracownika, już będzie ze dwa lata naszej współpracy. Tak ostatnimi czasy mój pracownik dostał nową propozycję pracy, jak pewnie się domyślacie, właśnie od konkurencji. Po co szkolić skoro można podebrać, prawda? Jeżeli ktoś jeździ jako przedstawiciel ponad dwa lata i nie jest zwalniany, to znaczy że ma wyniki. Tak, mój kierowca ma wyniki. W tym samym czasie u konkurencji na jego terenie było chyba ze 4 przedstawicieli, każdy po jakimś czasie odchodził bądź był zwalniany.

Kierowca poinformował mnie, że dostał taką propozycję, wie co o nich sądzę, on także ma wyrobione zdanie na temat konkurencji, ale z ciekawości można tam pojechać. Pomysł pochwaliłem. Był w piątek. Teraz przejdziemy do opisu jego doświadczeń z tego spotkania.

Spotkanie odbyło się w siedzibie konkurencji. Został zaproszony do pokoju i zaczęła się rozmowa z dwoma prezesami.
[P1] - Spotkaliśmy się tutaj w celu zatrudnienia Cię, na pewno dojdziemy do porozumienia.
Tutaj taka prosta gadka szmatka jak u każdego pracodawcy, przejdźmy do omawiania zadań i wynagrodzenia.
[P2] - Możemy Ci zaproponować 1600 brutto na rękę i 3% od sprzedaży. Rejon twojej pracy zostanie odrobinę zmniejszony od tego, na którym obecnie pracujesz.
[K] - Odrobinę, to znaczy ile zostanie zmniejszony? Jedno miasto to jest mało. Proszę o konkrety.
[P1] - Zostanie Ci zabrane:
Tutaj litania ile zostanie mu zabrane.
[K] - No to nie mamy o czym rozmawiać, chcecie mi zabrać 1/5 terenu sprzedaży, na którym są największe miasta i na którym robię największe obroty. Na dodatek wasza podstawa nawet nie pokrywa się z moją podstawą w obecnej firmie, a jak zabierzecie mi ten teren to będę naprawdę sporo mniej zarabiał. Co mnie nie interesuje, jeżeli miałbym do was przejść to tylko na lepszych warunkach, a nie gorszych. Po 1. Teren zostaje bez zmian, i chcę zarabiać minimum 2000zł brutto i 3% od sprzedaży faktycznej, czyli faktur, a nie pieniędzy ściągniętych, bo takie słyszałem plotki, że te 3% to od pieniędzy, które faktycznie trafią do waszej firmy.
[P2] - Ale u nas nikt tyle nie zarabia i u nas są mniejsze tereny.
[K] - A co to mnie obchodzi, że są mniejsze? Jak już wam mówiłem jak mam do was przejść to muszę mieć z tego więcej, jestem obecnie zadowolony z mojej obecnej pracy.
[P2] - Okej, okej zostanie teren ale nie możemy Ci podnieść płacy.
[K] - To dalej nie mamy o czym rozmawiać, bo obecnie zarabiam więcej. To mogę już wyjść, bo na razie to tylko chyba są jakieś żarty.
[P1] - Spokojnie! To tylko negocjacje.
[K] - Ale tutaj nie powinno być negocjacji, bo na razie to mnie zniechęcacie do pracy u was, a nie zachęcacie.
[P1] - Dobrze już dobrze, to ile pan chciałby zarabiać?
[K] - Jak wspominałem minimum 2000 i 3% od sprzedaży.
[P2] - Ale nikt u nas tyle nie zarabia! To bardzo dużo!
[K] - A mnie to obchodzi, tyle chcę dostać i nie zejdę niżej, mogę tylko podnieść.
[P2] - Możemy dać 1800.
[K] - Tyle to obecnie zarabiam, czy pan uważa że będę zmieniał pracę tylko dlatego że lubię? Ja muszę wiedzieć, że wam na mnie zależy! A teraz to pan mnie ewidentnie wkurza tymi negocjacjami.
[P2] - Ale ja nie wierzę, że pan zarabia te 1800 u Nyord'a. Toż to straszny skąpiec. Ale dobrze, damy panu 1850.
Tutaj uśmieszek.
[K] - To niech pan uwierzy, teraz pan jest niepoważny. Do widzenia!
[P1] - Dobrze już, dobrze dostanie pan te 2000.
[K] - Teraz to ja chcę już 100 zł więcej. Bo państwo mnie obrażaliście takim podejściem do sprawy.
[P2] - Teraz to pan jest niepoważny, tak podnosić w czasie negocjacji żądania!
[K] - A panowie byliście poważni grając ze mną w kotka i myszkę? Albo 2100 albo do widzenia.
Tutaj zbiera się do wyjścia.
[P1/P2] - Dobrze niech będzie. Od kiedy będzie pan mógł zacząć pracę?
[K] - Sądzę, że gdzieś za 4 miesiące, licząc od dzisiaj.
[P1/P2] - ZA 4 MIESIĄCE?! JAK? JAK TO?!
[K] - W umowie z Nyord'em mam miesiąc wypowiedzenia i 3 miesiące zakazu konkurencji.
[P2] - To weźmiesz urlop i będziesz pracował u nas, bo nikt zakazu konkurencji nie przestrzega, toż trzeba płacić na osobę niepracującą.
[K] - Urlopu niestety nie mam praktycznie, zostało mi chyba z 3 dni. A co do zakazu, on pewnie mi będzie wypłacał pieniądze z prostego powodu, ma za dużo do stracenia, o czym on sobie zdaje sprawę i na pewno wy.
[P2] - To weźmiesz zwolnienie, pojeździsz trochę i jak Ci zapłaci pierwszą "wypłatę" to wtedy przestaniesz.
[K] - Pan jest poważny? Jakie zwolnienie, zakaz mam cały czas nawet w umowie! Nawet jak bym tego zakazu nie miał, to nawet jakbym wziął zwolnienie łatwo by mnie sprawdził, bo mieszka kilka ulic dalej. Pewnie by codziennie zachodził.
[P2] - To spisz nam jego bazę danych i po tych 4 miesiącach my Cię zatrudnimy.
[K] - To najpierw poproszę gwarancję zatrudnienia na 2 lata.
[P2] - Po co ta gwarancja, chodzi nam o to żeby rynek nie stał.
[K] - To za bazę danych chcę pieniądze, taka baza kosztuje z 40tys. Bo znając was to byście już mnie nie zatrudnili.
[P1] - Nie ufasz nam?
[K] - Po tym co o was słyszałem i teraz się przekonałem to nie, nie ufam wam. Albo gwarancja zatrudnienia po 4 miesiącach albo po prostu nie będziemy współpracować.
[P2] - To chyba nie dojdziemy do porozumienia, te wydumane kwoty co do zarobków, nie jest to nam opłacalne, na dodatek 4 miesiące czekać na pracownika? To także nie jest opłacalne, nam jesteś potrzebny od zaraz!
[K] - Jak od zaraz to po prostu mnie wykupcie od Nyord'a. Żeby mnie zwolnił z klauzuli.
[P1/P2] - A ile to by kosztowało może wiesz? Tylko żeby nie jakoś dużo!
[K] - Tego nie wiem, ale pewnie te 3 miesiące pracy czyli jakieś 100tys.
[P1] - COOO?! Chyba nie będziemy mogli współpracować. Do widzenia.
[K] - Cóż, jednak to prawda co o was mówią. To teraz na ile zatrudnicie nowego przedstawiciela. Pobijecie rekord pół roku? Cóż, do widzenia.

Właśnie tak w mojej branży niektóre firmy postępują. Najlepiej pracować za darmo.

F. AS

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 426 (508)

#61199

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Jednak dzisiaj nie o tym. Dzisiaj o przeprowadzkach. Raz na jakiś czas zdarzy się, że kogoś przeprowadzam, mam busa to czemu z tego nie skorzystać i zarobić kilka stów. Zawsze do przodu.

W ostatnią sobotę przeprowadzałem z bratem singielkę, kobietę wyzwoloną jak się nazwała. Tak o to wchodzimy do mieszkania, a tam chaos totalny, nie wszystko spakowane, kartony nie popakowane, ale kobita mówi że i tak będą 2 kursy, więc ona wszystko ogarnie. Mówi żeby na razie zabierać lodówkę, kuchenkę, pralkę i jakieś szafki.

Udajemy się do kuchni, bierzemy największy gabarytowo sprzęt czyli lodówkę oklejoną taśmą samoprzylepną i kładziemy ją na siebie, wtedy słyszymy stukot, jakieś tłuczenia i takie tam jak by coś się w środku walało. Pytamy kobiety co w środku lodówki się znajduje. Singielka że tak ją nazwę oznajmia nam że tam jest jedzenie (no shit Sherlock) i zabierać z lodówką. Ostrzegamy że za niezabezpieczone rzeczy odpowiedzialności nie ponosimy. Wiecie jak przyjemnie niesie się taką lodówkę, która jest z 20-30kg cięższa z czwartego piętra? Na dodatek jak wam coś cieknie po palcach, coś co jakoś tak dziwnie pachnie? Naprawdę polecam. Po tej akcji oglądaliśmy wszystko dwa razy. To tak żeby nie przedłużać wymienię:

Kuchenka - blaszki do ciast i patelnia
Pralka - świeżo wyprane ubrania
Szafki - 1. pełna butów, 2. pełna garnków, 3. pełna przypraw i kasz czy makaronów.
Kosz na ubrania - pełen śmierdzących ubrań.

Jeszcze później zostało nam to wnieść i uciec od tej kobiety:)

Jedyne co ta kobieta spakowała w kartony, to były szklanki, talerze, sztućce i ubrania, żeby się nie pogniotły jak to określiła. 10 kartonów ubrań.

Co trzeba mieć w głowie żeby przeprowadzać się z nie popakowanymi rzeczami. Pierwszy raz mi się to zdarzyło, a przeprowadzałem już kilka osób i niekiedy firmy, znalazła się także przychodnia.

PS. Kobieta chciała rabat za pobity słoik z ogórkami, dwa talerze i coś jeszcze. Bo musi teraz to odkupić i umyć lodówkę. Cóż musiałem odmówić i pokrótce wytłumaczyć jak wygląda normalna przeprowadzka.

Przeprowadzki

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 578 (622)