Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Nyord

Zamieszcza historie od: 5 kwietnia 2011 - 13:59
Ostatnio: 15 maja 2019 - 22:05
  • Historii na głównej: 47 z 88
  • Punktów za historie: 35317
  • Komentarzy: 101
  • Punktów za komentarze: 470
 
zarchiwizowany

#41356

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie o kryzysie. Musze się wyżalić.

Prowadzę działalność, produkuje taki małe ustrojstwa do sklepów: meblowych, z akcesoriami meblowymi, z panelami i ogólnobudowlanych. Na dodatek jeżdżę i to sprzedaje. Moja sprzedasz wzrosła z rokiem poprzednim o 30%. Uważam to za wynik bardzo dobry, jednak wraz ze wzrostem sprzedaży wzrosła też liczba osób nie płacących w terminach. Ile to procent zapytanie? Dużo. W poprzednim roku w terminie nie płaciło mi od 10-20%. Dwadzieścia to górna granica. Zdarzały się takie miesiące. A teraz to już jest koszmar. Faktury po terminie wynoszą jakieś 60%. Co uważam za fakturę po terminie? Mniej więcej termin + tydzień, góra dwa. Nawet sklepy które do tej pory nie miały problemu z płaceniem w terminach, teraz „puszczają” przelewy w ilościach śladowych. Dzwonienie i nagabywanie o zapłacenie też już nie przynosi skutku bo sami nie mają pieniędzy. Mój towar nie jest jakiś specjalnie. Górna granica faktur to 2-3tyś.

Coraz więcej hurtowników ma problemy z kontrahentami i płynnością finansową. Coraz więcej hurtowników musi otwierać sklepy żeby utrzymać siebie i swoich pracowników. To samo dotyczy producentów, muszą otwierać firmowe sklepy żeby utrzymać wysokość produkcji i pracowników.
Moim zdaniem „kryzys” to rozdmuchane specjalnie słowo dla mas. Dlaczego? Spójrzmy kto mówi o kryzysie. Rząd i media. Polskie media są nastawione na pesymistyczną wersje wiadomości. W gazecie na pierwszej stronie będziemy mieli matkobójczynie, a gdzieś na 3-4 w małym artykule że chłopiec uratował brata czy matkę. To samo ma się do kryzysu. Pierwsze co słyszysz w wiadomościach to kryzys. Otwierasz gazetę kryzys. Portal internetowy kryzys. Rząd krzyczy kryzys. Premier jeździ po świecie bo kryzys i musi z nim walczyć.

Ludzie słysząc tylko: „KRYZYS, KRYZYS, KRYZYS” zamykają się w domach i nic nie kupują. A prawda jest taka ze na tym tracą mali przedsiębiorcy. Dlaczego mali? Popatrzmy na markety typu Casto i masło popularne, Raper z Kielc i Czarodziej Arturiański. Mają klientów że ho-ho. Dlaczego? Przyciąganie klienta bilbordem: Cement za 8zł. Czy czymś innym. Przyjeżdża potencjalny klient i dostaje oczopląsu, bo tutaj można kupić wszystko. Kupi 2-3 rzeczy z promocji a reszta ma cenę tak wywindowaną do góry że wszystko się wyrównuje, a nie kiedy zapłaci więcej niż w sklepie budowlanym osiedlowym.
Przykład w Liroyu kupowałem kiedyś wełnę mineralną to myślę kupie kątowniki od razu, cena 120zł. Coś drogo. Zajeżdżam do sklepu na osiedlu, cena: 50zł.

Na dodatek głupi są ludzie którzy uwaga: dla 10zł są gotowi pojechać do Liroya, Casty, Oszą czy innego badziewia nawet 50km. Mieszkam w Białymstoku, w weekend podjeżdżając pod w/w Hipermarkety można się przekonać kto tam kupuje. Widać tylko rejestracje takie jak (Rejestracja Białegostoku to: BI): BSK. BWM, BIA, BBI. Ludziom nie szkoda paliwa na taką wycieczkę? Sądzę ze w innych większych miastach jest tak samo.

Białystok i ogólnie wschód ratują Białorusini i Ukraińcy. Moi kontrahenci mówią żeby nie oni po góra 3 miesiącach musieliby zamykać sklepy. To samo jest na zachodzie gdzie akurat przyjeżdżają do nas Niemcy na zakupy.

Kryzys jest rozdmuchany. Rozdmuchany do granic możliwości. Po to żeby otumanić prostego Kowalskiego. Zamknąć go w domu i niech liczy pieniądze na koncie i daje się wmanewrować. Dlaczego rząd jednogłośnie podwyższa sobie pensje? Dlaczego myślą tylko o podnoszeniu podatków? W USA jak był kryzys Vat zmniejszyli i kryzys został zażegnany. O tym przekonują ekonomiści. Nie dajcie się zwieść. Może przemawia przez mnie to że mi coraz gorzej, ale wszystko prowadzi ku upadkowi tych najmniejszych.

Taki mały przykład. Facet w Białymstoku miał w poprzednim roku obrót w wysokości 8mln zł. Tyle powinni mu zapłacić jego kontrahenci. Teraz musi zamykać działalność bo jeszcze 4mln z poprzedniego roku nie zostały uregulowane, a z tego ma już następne 4 też nie uregulowane i co ma teraz zrobić?

Dzięki dla tych co przeczytali moje wypociny. Chciałem po prostu się wyżalić i mam nadzieję że na tym portalu to przejdzie.

Niby Kryzys

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (327)
zarchiwizowany

#39265

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Witam po długiej nie obecności. Długo tu nie zaglądałem, a mam historię do opisania.

Mieszkam na wsi, jestem mieszczuchem, ale rodzina zdecydowała się przeprowadzić, wiec i ja. Wiadomo ciepły obiadek mamy czyni cuda.

Na wsi tej oprócz domu, mamy także łąkę kupioną kilka lat temu od ś.p sąsiada który potrzebował pieniędzy na ślub córki. Rodzice kupili ową łąkę, a sąsiad ją obrabiał za co dawał nam ziemniaczki na zimę i jajka.

Sąsiadowi się zmarło 2 lata temu i nie miał kto obrabiać łąki, rok temu sam tym się zająłem, w tym roku sąsiad który kupił siano z tamtego roku zajął się łąką. Jednak coś piekielnego musiało się stać żeby powstała historia którą tu opisuje.

Zdarzyło się tak że w domu nie było mnie, brata i ojca przez tydzień. W domu została tylko mama z Lokim (psem opisywanym w innej historii). Jako że jest osobą pracującą nie miała czasu na jakieś długie spacery, jednak udało jej się zauważyć coś niepokojącego i zadzwoniła do mnie:
-Słuchaj synu chyba ktoś krowy puścił na naszą łąkę.
Ja dzwonie do owego sąsiada który miał polem się zajmować. Pytam w czym rzecz, a on zaprzecza że krowy puścił. Poprosiłem o sprawdzenie. Może mamie się pola pomyliły. Następnego dnia otrzymuje telefon od sąsiada pełen pretensji, że na nim i na Szachraju chce zarobić bo mu pozwoliłem tez tu krowy paść. Cóż wyjaśniłem w kilku słowach że mego, ani nikogo z rodziny pozwolenia nie ma. Szachraj to Szachraj swój interes mieć musi. Szachraj miał także ułatwione zadanie bo moja łąka graniczy z jego z jednej strony. Postanowiłem wcześniej zjechać i dać Szachrajowi nauczkę. Do domu zjechałem z Czwartku na Piątek, samochód stawiłem do garażu, żeby widać nie było że już w domu jestem. Rano ubrałem się wziąłem Lokiego na spacer i sru w stronę łąki. Kogo tam zastałem? Zgadliście Szachraja!
[J]a - Zabieraj pan krowy z mojej łąki.
[S]zachraj - A dlaczego? Masz dużą trawę to skorzystałem.
[J] - A jakim prawem pan tutaj krowy pasiesz. To moja łąka.
[S] - No i? Dajesz dla debila obrabiać. To robię z tym porządek.
[J] - Najlepiej dla pana dać żeby za darmo wszystko mieć. Zabieraj te krowy bo pożałujesz.
[S] - Co mi zrobisz szczylu? Pobijesz? To na policji się znajdziesz.
[J] - Gówna nie tykam, a mam lepszy pomysł.
Tutaj spuściłem psa i dałem mu wolną rękę/łapę. A mój Husky bardzo lubi krowy, najbardziej je ganiać. Po 5 minutach wrzasków (co robisz hu*u!) i muczenia zapiąłem psa i powiedziałem.
[J] - Jeszcze raz zastane tutaj twoje krowy to będziesz miał tak codziennie, zadbam o to.

Szachraj natomiast krowy zbierał około godziny bo porozłaziły się w rożne strony dzięki Lokiemu.

I odszedłem w stronę lasu, żeby dokończyć spacer.

PS. Sytuacja miała miejsce 2 tygodnie temu. Na razie krów na łące nie widać.

Łąka

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 227 (263)

#30347

(PW) ·
| Do ulubionych
Taki mały ranking piekielnych klientów:

W gwoli przypomnienia prowadzę własną DG i sam rozprowadzam swój towar.

Opisze 2 najbardziej piekielne. Zaczniemy od drugiej.

Bardzo często zdarza się, że sklepy z fakturami zalegają przez kryzys/podatki/opłaty/wypłaty/mały ruch na sklepie (niepotrzebne skreślić). Niektórzy płacą z opóźnieniem, niektórzy zbierają kilka faktur żeby puścić hurtowo większą ilość, a niektórzy proponują wymianę towaru za towar. Jest to opłacalne jeżeli ktoś rzuci naprawdę atrakcyjną cenę, przy której i ja mogę kilka złotych zarobić.
Mam takie dwa sklepy z którymi tak robię i jesteśmy obydwoje zadowoleni. Jednak jeden klient przebił wszystko.

Faktura około 600zł, przeterminowana gdzieś z 4 miesiące, spłacona w połowie. Proponuje mi wymianę, on mi da wycieraczkę w cenie jaką ma na sklepie, a ja to sobie drożej sprzedam. Ciekawe gdzie? Skoro cena w detalu jej to 6zł brutto, on mi za tyle sprzeda to ja muszę przynajmniej za 8zł netto żeby mi to się jako tako kalkulowało. Po prostu mistrz interesu.
Inny klient także mi zaproponował wymianę, także wycieraczkę, tylko cena nawet atrakcyjna. Tylko, że zapomniał iż ja mu te wycieraczki sprzedałem jeszcze taniej, on do tych moich/jego wycieraczek dorzucił jeszcze z 10-15% swojego zarobku.
Jak zaproponowałem zwrot to nie chciał.

Na pierwszym miejscu jest pan zwracacz/używacz. Duży sklep, rzekłbym nawet że market. Miałem w ofercie przez krótki czas akcesoria łazienkowe czyli: mydelniczki, szczotki sedesowe i tym podobne. Trafiła mi się naprawdę fajna końcówka serii właśnie takiego fajnego zestawu łazienkowego. W jego składzie była mydelniczka, szczotka sedesowa, 2 dozowniki płynów, kubek do płukania ust, 2 zaczepy na ręczniki i mały kosz na śmieci. Niby chińskie, ale świetnie wykonane. Zarabiałem na tym prawie 100%.
Zostawiłem tam 10 takich zestawów. Nie tanich. Przyjeżdżam następnym razem rozeszły się na pniu. Więcej nie mam bo końcówka serii.

Zajeżdżam po 3 czy 4 miesiącach i mam właśnie zwrot pojedynczego takiego zestawu. Otwieram pudełko, a tam resztka płynów w dozownikach i na szczotce sedesowej resztka kału.
Zwrotu nie uwzględniłem.
Z tego co powiedział kierownik, właściciel bierze co atrakcyjniejsze rzeczy do domu i sobie używa, a później zwraca. Mógłby chociaż dokładnie wymyć, żebym nie poznał.

Interesy

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 505 (567)
zarchiwizowany

#29967

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wkurzają mnie partyzanci. Dokładniej przedsiębiorcy partyzanci!

W dzisiejszym handlu do wszystkiego trzeba mieć stojak, czy to są chipsy w spożywczaku, czy spraye w malarskim, trzeba i już. To nie lata 90 gdzie sami sklepikarze stojaki jako takie majstrowali, teraz jest o wiele trudniej i na każdym sklepie pytają czy stojaczek do towaru będzie. Prawa rynku.

Kim są partyzanci? Pewnie już się domyślacie. To takie złośliwe ludziki zostawiające swój towar na czyimś stojaku. Nie ważne że jest naklejka z logo producenta na ekspozytorze, nie ważne że towar wisi. Przewieszają twój towar na sam dół stojaka, na wysokość kolan, a swój wrzucają na wysokości oczu (trik marketingowy, kupuje się oczyma). Bardzo wkurzająca sytuacja jeżeli na twoim stojaku wiszą produkty z tobą w ogóle nie powiązane, bo Ci osobnicy stojaków nie posiadają, a jak już jakiś mają to wygląda to niechlujnie czyli: deska metrowa i na niej wbite 10 gwoździ w rzędzie i na tym wisi towar.

Powstała sobie firma, nie dawno, na początku roku (sprawdzone) produkująca bądź sprowadzająca jakieś takie śrubki czy nakrętki. Upodobali sobie moje stojaki jako "ich" okno wystawowe. Wiadomo firma słabo znana, pewnie umów na stojaki nie ma. Cóż ich błąd umowy mam, umowy użyczenia stojaka i wz-ki. Jako że droga sądowa odpadała, bo już sądów mam dziurki w nosie, postanowiłem pobawić się w detektywa. Wreszcie udało mi się na nich trafić. Dokładniej chyba na samego właściciela. Stałem sobie na sklepie rozmawiam z kierownikiem, gadka szmatka, wbiega sobie jegomość coś tam mówi do kierownika że towar przywiózł bo zamówienie było i leci na sklep. Kierownik mnie informuje że to ów pan partyzant. Zjawia się od razu właściciel sklepu przeczuwając przednią akcje (jeżeli handluje się z osobami 3 czy 2 lata znasz ich już dobrze, wysyłasz kartki na święta z firmy i na Boże Narodzenie wieziesz flaszkę (suweniry) to masz spore plecy na sklepach). Tutaj muszę nadmienić że w mam dwa stojaki standardowy na 200 sztuk towaru i większy na 350. Tutaj rzecz działa się w dużym markecie gdzie stał właśnie ten duży stojak. Mój towar świeżo dołożony ląduje na 4 ostatnich zaczepach ściśnięty jak ludzie w PKP, a pan właściciel robi na górze wolną Amerykankę ze swoim towarem.
A teraz nasz jakże piękny dialog:
[J]a - Co pan odpierda*asz?
[Sz}efo - A towar sobie wieszam, wieszam sobie towar. - (autentycznie tak powiedział) nie odrywając się od roboty.
Moją rączka ląduje na jego towarze i łubudu na podłogę.
[Sz] - Co pan odpierda*asz? - tym razem zaszczycił mnie spojrzeniem.
[J] - A towar sobie zrzucam, zrzucam sobie towar. - odpowiedziałem papugując go, na co ekipa sklepu ledwo zaczęła powstrzymywać się od śmiechu bo zebrało się już małe kółko adoracji.
[Sz] - Panie co pan robisz? Tak nie wolno! Towar mi niszczysz. - zaczął mi już łapami machać, co dość komicznie wyglądało facet koło 40 już z tatusiowym brzusiem o nazwie Józio i wzrostem około 170. Przy mojej aparycji wyglądał jak dobrze utuczony kurczak.
[J] - A co pan sobie tak wieszasz nie na swoim stojaku, logo inne, na tych śrubeczkach inne.
[Sz] - Bp ja tu dystrybutorem jestem tych śrubek, a stojak mój i ten towar także. - facet chyba naprawdę wolno kapujący.
[J] - To teraz mi panie powiedz co tu widzisz. - Tu wyciągam wizytówkę z logiem ze stojaka. Facet bieleje.
[Sz] - No logo, to pana stojak? To ja przepraszam. Ale ja nie mam gdzie swego towaru wieszać. Myślałem że pan się nie obrazi.
[J] - Kur*a panie, na jakim pan świecie żyjesz. Chcesz się w sądzie spotkać. Każdy sklep na którym stoi mój stojak ma umowę użyczenia. Jak pan bez wiedzy sobie na nim wieszasz to chętnie wyciągnę od pana kasę. Bo z tego co się orientuje pan kłamiesz na każdym punkcie mówisz że masz stojak, bądź masz moje pozwolenie. Prawda panie kierowniku i właścicielu.
Kierownik i właściciel oczywiście potwierdzili. Facet dostał jeszcze zje*kę od właściciela, zakaz pokazywania się z towarem i chyba wszystkie plagi egipskie. Na koniec tylko dodałem że facet ma dwa tygodnie na zdjęcie swego towaru z moich stojaków, jeżeli tego nie zrobi kieruję sprawę do sądu.

Odliczam czas od dzisiaj.

Partyzanci.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 184 (218)

#28605

(PW) ·
| Do ulubionych
Być może wiecie co to jest Staż Gminna, to taki mniejszy odpowiednik Straży Miejskiej, tylko że o wiele bardziej piekielny. Straż Gminna powstaje zazwyczaj z upoważnienia wójta i rady gminy, w gminach małych i biednych.

W zachodniej Polsce, dokładnie w województwie Wielkopolskim jest sobie mała gmina. Gmina ta jest wielkości (licząc drogą do przejechania) 9,8km (zmierzyłem). Kilka lat temu na urząd wójta został wybrany nowy człowiek. Ów nowy wójt bardzo się zmartwił małym budżetem gminy i postanowił trochę to naprawić, wraz z Rada gminy powołali do życia Straż Gminną.

Prawie 70% budżetu poszło na jeden używany fotoradar, samochód, znalezienie pomieszczeń i zatrudnienie 2 strażników gminnych. Po roku budżet gminny wzrósł o 20%. Obecnie porównując stary budżet z nowym, to wpływy z działalności fotoradarów i Straży Gminnej wynoszą aż 90% nowego budżetu.

A teraz do głównego nurtu historii. Jak niektórzy już pewnie wiedzą prowadzę DG i sam rozprowadzam swój towar. Także na terenie tej gminy. Mam tam mały sklepik, który jest dość dobrym klientem. W lutym dostałem w owej gminie triple shot′a. Co znaczy triple shot? Zdjęcie z fotoradaru na wjeździe do miejscowości, przy kościele stali panowie ze SG i na wyjeździe dostałem następną fotkę. Oto jak przekroczyłem prędkość kolejno jak wyżej: 53/50 52/50 54/50. U nich nie istnieje 10km/h tolerancji. Bo jak to mówią strażnicy gminni, u nich jest miasto prawa i porządku. Wykłócać się nie ma co, bo i tak cię przekrzyczą. Nawet jak mnie zatrzymali przy tym kościele, mówię że jechałem 50 i licznik mi nie pokazywał więcej. To wielce pan jasny strażnik powiedział, że na tym gównie (standardowy licznik ze wskazówką) gówno mogę im udowodnić. Zainwestuj sobie w cyfrowy bądź Tacho. Nie pogadasz.

Ich miasto prawa i porządku, jest tylko ustosunkowane do przyjezdnych i mieszkańców niskiego szczebla. Jak to zapytacie, przecież prawo jest równe dla wszystkich. Dla nich nie jest. Strażnicy nie ruszają siebie nawzajem, księdza, wójta, kierowników referatów w gminie i rady gminy. Reszta dostaje mandaty za wszystko. Złe parkowanie=mandat, trąbienie na ulicy=mandat i wiele innych.

Raz na parkingu u klientki chcieli ludzi trzepać. Kilka osób stało na liniach, to lecą mandatami. Wychodzi klientka i każe im po staropolsku spier*alać, bo żadnego prawa na wypisanie mandatu na terenie prywatnym nie mają, jej klienci mogą nawet parkować lewitując. Dostała mandat za obrazę funkcjonariusza na służbie. Innym razem sami zaparkowali jak "cajmery" - idzie przykładny obywatel i mówi że taki i taki samochód stoi nieprzepisowo i pół drogi zajmuje. Wypisali mandat, dla "kapusia" bo to mój samochód.

Państwo w państwie.

PS. W poprzednim roku zarobili na mnie około 1000zł. Właśnie przez takie o 2 czy 3 km przekroczenia prędkości. Przez gminę przechodzi droga krajowa. Mają tam zajebisty punkt zwolnieniowy, bo nikt nie jedzie więcej niż przepisowo, by mandatu nie dostać.

Czysta piekielność.

Straż Gminna

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 566 (626)
zarchiwizowany

#28094

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Moda na rozmowy kwalifikacyjne to i ja dodam coś od siebie.

Mam koleżankę która wymarzyła sobie że chce zostać headhunterem oraz właścicielką firmy rekrutującej. W tym pomyśle bardzo wspiera ją jej ojciec. Kumpela jest dobrze zaznajomiona z różnymi technikami, często próbuje te techniki na znajomych i mówi co źle zrobiliśmy i co poprawić. Jako że dobry headhunter zna się na psychologii to właśnie studiuje psychologie.

Kiedyś przy kawie czy piwie zapytałem czy mógłbym kiedyś wziąć udział w prowadzonej przez nią rozmowie kwalifikacyjnej. Ostatnio dzwoni i mówi że w sobotę(tą co była) odbędzie się rozmowa w firmie jej ojca, jeżeli chce to mogę wpaść, jednak muszę być w garniturze. Oczywiście zgadzam się.

Pojawiam się o umówionej godzinie, gdzie czeka ona i jej ojciec. Jej plan jest taki że my we trójkę jesteśmy komisją. Każdy ma różne zadania, jej ojciec bada zdolności językowe wyszczególnione w CV, ona zadaje różne pytania, a moim zadaniem jest wyprowadzenie rekruta z równowagi. Na moje pytanie dlaczego ja, odpowiada że nikt nie umie argumentować swoich racji jak ja podczas kłótni o czym ona doskonale wie (przez miesiąc byliśmy parą i prawie ciągle się kłóciliśmy wiec chyba wie co mówi :D). Dostaliśmy od niej kartki na których były podpunkty jak: osobowość, języki, znajomość tematu, wygląd i kilka innych których teraz nie mogę sobie przypomnieć. Mieliśmy przy każdym podpunkcie postawić + albo - i krótko uargumentować dlaczego.

Rekrutacja odbywała się firmie jej ojca, która jest firmą dość ściśle współpracującą z firmą w Niemczech, i właśnie ta firma w Polsce jest pośrednikiem sprzedaży produktów na wschód, a dokładniej Białoruś, Rosję i Ukrainę.
Na dodatek Niemcy mają wykupione ileś udziałów i zapragnęli stworzyć nowe stanowisko pracy, dlatego jest ta rekrutacja. Jako że nowe stanowisko, ma być nowy zwierzchnik stanowiska podległy właśnie ojcu koleżanki. Czyli krótko mówiąc nowy dyrektor.

Jako że branża jest dość wąską, zgłosiło się tylko 25 osób. Koleżanka postanowiła przetestować wszystkich.

Najważniejszym punktem w CV przyszłych pracowników owej firmy była znajomość języka rosyjskiego na poziomie komunikatywnym w mowie i piśmie.

A teraz wymienię czego nie powinniśmy robić na rozmowie kwalifikacyjnej:
1.Schludny wygląd. Absolutna podstawa. Prawie wszyscy przyszli w garniturach bądź garsonkach, kilka osób w dżinsach, jednak w koszuli i ze sportową marynarką. Jeden pan przebił wszystkich. Przyszedł oczywiście w garniturze jednak po pierwsze nie wyprasowanym, po drugie z dupy spadały mu ciągle spodnie i było widać rowek, po trzecie na jego koszuli były plamy jakiegoś jedzenia. Nie przeszedł za wygląd bo funkcja w firmie dość reprezentacyjna.
2. Pewniacy, po czym poznać? Po ostentacyjnie żutej gumie do żucia. Nasze pytania zbywali półsłówkami. Ostentacyjnie ziewając. Nie wyrażając zainteresowanie. Odpadli wszyscy około 5 osób.
3. Kłamcy, ta grupa była najliczniejsza. Większość osób z tej grupy wyłożyła się na języku. W mowie jeszcze dobrze im szło. Jak mieli pisać odpali jedni po drugich (przypominam język Rosyjski). Trzech delikwentów jednak najbardziej zapadło w pamięć. Jeden kiedy kazaliśmy mu napisać po Rosyjsku meila do klienta bez ogródek powiedział ze od tego to on ma Google Translate, jak zapytaliśmy czy będzie gramatycznie odpowiedział że Rusek i tak zrozumie. Drugi wpisał w CV znajomość języków Angielskiego, Rosyjskiego i Niemieckiego w poziomie perfekt. Angielski bardzo dobrze, Rosyjski w mowie tez bardzo dobrze, z pisaniem gorzej jednak przeszedł na Niemieckim odpowiedział tylko sehr Gut. W piśmie taki sam poziom. Wpisał Niemiecki bo chciał mieć łatwiejszy start skoro firma współpracuje z Niemcami. Trzeci to jeszcze lepszy ananas. Facet wpisał takie samo stanowisko w CV gdzie pracował u konkurencji. Jako że konkurencja zna się jak łyse konie, szybki telefon do kolegi po fachu. Facet był jedynie zastępca kierownika. Wszyscy 3 odpadli.

A teraz przechodzimy do pytań psychologicznych. Które miały pokazać czy dany rekrutowany jest mocny czy słaby psychicznie. Na czym polegają te pytania. Pozwólcie że zademonstruje.

W trakcie zwykłej rozmowy, zwykłe pytania dotyczące pracy, języka czy wymagań. W środku tych pytań pada pytanie tak banalnie proste i łatwe jak np. Jak robi kotek? Rekrutowany odpowiada że miaucze. Potem pada pytanie czy może pan/pani zaprezentować. Jeżeli ktoś zaczyna miauczeć to znaczy że jest podatny na wpływy. Co za tym idzie może być podatny na stres, innych pracowników czy ludzi z zewnątrz. Jeżeli usłyszymy kiedyś takie pytanie na rozmowie kwalifikacyjnej bądź bardzo podobne. Odpowiadamy krótko i zwięźle: To nie jest tematem naszego dzisiejszego spotkania. Bądź coś w tym stylu, wtedy pokazujemy przyszłemu pracodawcy że jesteśmy silni i zdeterminowani właśnie do pracy u jego. To tak na przyszłość.

Drugim testem który musiał przejść rekrutowany była kłótnia klienta z nim. Właśnie ja byłem tym klientem. Jak już wyżej wspominałem jak się z kimś kłócę to mówię najspokojniej w świecie na dodatek dość cicho i mocno się argumentuje, krzyczę dopiero w ostateczności. Kto dotarł do tego etapu*, musiał poradzić sobie ze mną. Cóż 3 osoby sobie nie poradziły, jedna kobieta się popłakała, druga wybiegła z sali natomiast facet chciał mi dla przykładu wpier*olić. Tylko różnica wagi i wzrostu chyba go zahamowała. Ja 190 i 100kg on 175 i może z 80kg wagi.

Oba etapy przeszły 3 osoby i teraz decyzja została w rekach ojca koleżanki.

Wyszedł mi taki mały poradnik:)

*-etapy. Rekrutacja była podzielona na dwie części rozmowę z pytaniem psychologicznym, którą przeszło tylko 4 osób. 2 dodatkowe wzięły się z tego ze zamiauczały, czy zagdakały ale się zreflektowały w połowie i wypowiedziało magiczne słowa. Jako że resztę pierwszego etapu przeszły bez szemrania daliśmy im jeszcze jedną szanse. Drugi etap to mój etap kontrolowanej kłótni.

Rekrutacja

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (212)

#27135

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie o tym jak ubezpieczyciele wyłudzają kasę.

Siedzę ja sobie w domu, piwko pije. Przychodzi Policja. Spowodował pan wypadek i uciekł z miejsca wypadku. Oficjalna notka. Czytam ową notkę i data mi nie pasuje bo samochód wtedy był na warsztacie na pełnym przeglądzie. W zeznaniach zaznaczam że nie poruszałem się w owym miejscu autem, że mam światków i monitoring. Spisali i pojechali.

Po miesiącu dostaję list, zwykły od ubezpieczyciela że będą przyznawać pieniądze poszkodowanemu. Mam 7 dni na odmowę. Wybrałem się ja do biura ubezpieczyciela, napisać że ja pieniędzy nie dam, skoro mam dowody że samochód wtedy nie był nawet używany. Napisałem. Poradzili żeby na Policje jechać wyjaśniać. Pojechałem. Zgłoszenie było, samochód stał potłuczony, poszkodowany ma świadka. Tłumacze sytuacje, policjant mi tłumaczy że musiał to zrobić jak zrobił, bo był świadek. Tłumacze że mam także świadków i monitoring. Mówi żeby do ubezpieczyciela. Wracam do ubezpieczyciela, mówię co mi powiedział pan Policeman i powiedzieli że jak pismo napisałem, wszystko powinno być dobrze.

Będąc dobrej myśli, zapomniałem o sprawie. Po 3 tygodniach dostaje pisemko że moje odwołanie zostało odrzucone, a kasa wypłacona. Wpieniłem się nie na żarty. Afera wielka. Ludzie spieprzają po kątach. Szef oddziału, ale pan nie ma dowodów. Nie mam? Zdziwisz się. Jadę do warsztatu, proszę o nagranie (warsztat znajomego). Dostałem, jadę wraz ze znajomym (szefem warsztatu). Pokazujemy w oddziale nagranie i owy znajomy mówi, że samochód stał 3 dni na warsztacie.
Tekst ubezpieczyciela. Nic nie możemy zrobić, mleko się rozlało. Tutaj mnie zapienił niemiłosiernie. Nowa awantura, że po jakiego groma pisałem podanie o nie wypłacanie skoro zostało odrzucone. Na to mi nie odpowiedzieli. Znowu na Policję, dowiedzieć się jak najwięcej o naciągaczu. Tylko kolor i marka i na jakiej ulicy. Jadę, sprawdzam, jest. Stoi pod pawilonem, chodzę po pawilonie i pytam kogo to owy samochód. Trafiam do towarzystwa ubezpieczeniowego, tylko innej firmy. Odpowiada że jego. Proszę o dane, wnoszę sprawę do sądu o wyłudzenie pieniędzy. Facet ucieka, została plakietka. Spisałem dane z biurka. Reszty dowiedziałem się niedługo później.

Sąd.

Komedia czysta. Facet łgał w żywe oczy, że przez przypadek, że pomylił auta. Tak z podaniem na policji dokładnej rejestracji mego auta? Dostałem zwrot zabranych z mego ubezpieczenia i jakieś nikłe odszkodowanie.

Walka z moim ubezpieczycielem o powrót zniżek zakończyła się po 2 miesiącach wzajemnych przepychanek. Wyrok sądu to dla nich nic. Jednak wreszcie oddali mi zniżki.

A wszystko dlatego, że miałem lekko przytarty samochód.

Napraw swoje auto kosztem innych. Chociaż sam zawiniłeś.

Ludzie uważajcie, ubezpieczyciel zna prawie każdego w branży. Nie jest to jednorazowy wybryk w Białymstoku.

Wszystko działo się na przestrzeni roku.

Przepraszam, że jakoś niezgrabnie to napisałem, nie mam już dzisiaj weny.

Ubezpieczenia

Skomentuj (50) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 810 (888)
zarchiwizowany

#27228

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kolejna historia o moim świetnym ubezpieczycielu (na szczęście już byłym).

Pożyczyłem mej dziewczynie kiedyś samochód. Pojechała do sklepu, wyjeżdżając lekko przytarła faceta. Dzwoni zapłakana co robić. Ja jako porządny obywatel mówię żeby zostawiła kartkę z telefonem i co jak i dlaczego. Po kilku godzinach spotkali się, facet szczęśliwy że ktoś jest fair, spisali orzeczenie i tyle. Koszt nie wielki bo 400zł, wiec nawet się nie przejmowałem. Potwierdziłem że chce żeby wypłacili pieniądze.

Po kilku miesiącach nadszedł czas przedłużania umowy, cóż przedłużyłem, ze współpracy byłem zadowolony wiec czemu nie. Tak też się składa aż 3 pojazdy miałem ubezpieczone w owej firmie, motor, auto osobowe i samochód dostawczy firmowy.

Po miesiącu po przedłużeniu umowy moja luba dostaje monit od mojej firmy ubezpieczeniowej że trzeba zapłacić owe 400 złotych. Ja wkurzony bo zniżki i tak poszły, dzwonie do firmy jakim prawem chcą ściągać od niej kasę. Kobieta wytłumaczyła że mają takie prawo i właśnie je wykorzystują, bo pożyczyłem auto osobie "nieupoważnionej". Po zapytaniu co znaczy nieupoważniona? Odpowiedziała mi że nie mogła prowadzić pojazdu. Jak nie mogła, skoro sam jej pozwoliłem i ma prawo jazdy. Na to mi już kobieta nie umiała odpowiedzieć, ale zapłacić trzeba. To tłumacze jej że na chłopski rozum to proszę o zwrot zniżek, to zapłacę monit. To nie możliwe uzyskałem odpowiedz. Jak nie możliwe to już zapłaciłem za auta bez tej jednej zniżki wiec proszę anulować monit. Też nie możliwe. To pytam, że mam zapłacić monit i straciłem zniżki czyli tracę ponad 1300zł. Tak mam tak zrobić. Jeżeli z decyzją pan się nie zgadza proszę pisać odwołanie. Tak też zrobiłem. Batalia trwała 2 miesiące. Udało się anulować monit, skoro już zapłaciłem 900zł więcej to nie chcą tyle tracić.

Moim byłym ubezpieczycielem była Uniqa czy jakoś tak, teraz jestem w PZU i jestem naprawdę zadowolony, taka mała krypto reklama.

PS. Poprzednia historia o ubezpieczycielu opisana tutaj miała miejsce kilka miesięcy póżniej po tej.

Uniqa

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (158)
zarchiwizowany

#26598

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kolejna historia o Cyganach/Romach, tym razem moja.

Jako że prowadzę własną DG, i sam sprzedaje swój towar, ogólnie w tygodniu w domu mnie nie ma i nocuje w hotelach. Aktualnie jestem dość poważnie chory, wiec wole odpuścić zarobek, a się wykurować.

Do rzeczy, późna jesień, koniec listopada, zajeżdżam do wypróbowanego hotelu, dobre jedzenie i wygodne łóżka. Wchodzę podchodzę do recepcji a tam właściciel wraz z pracownicą. Jako ze już od roku tam nocuje z 3 razy w miesiącu to mnie kojarzą. W hotelu jakiś cichy hałas.

Ja - Będzie wolny pokój? i co remont robicie że takie jakieś hałasy?
Właściciel- Panie, pan lepiej znajdź se inny hotel jak chcesz się wyspać.
J- Dlaczego? Remont w nocy też robicie?
W- Jaki remont, to cyganie przyjechali, na 3 tygodnie. Już tydzień siedzą, klientów straszą, kradną jedzenie z talerzy, w jednym pokoju po 6-7 osób śpią, już sobie wyobrażam jakie zniszczenia będą. Wole klienta wygonić niż stracić.
J- A wygonić ich się nie da?
W- Zadatek wpłacili i nic nie mogę zrobić.
J- A policja?
W- Też nic.

To nie pierwszy raz gdy natrafiam na cyganów/romów w hotelach, podobną historię opisałem w komentarzach. Przyjeżdża facet najjaśniejszy (kolor skóry) z 2, 3 tygodnie przed zjazdem zamawia dwa pokoje. Właściciel zapomina praktycznie, zdradzając całą hałastrą i demolują wszystko.

Romowie

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (203)
zarchiwizowany

#26591

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jak w jednej historii pisałem mam kumpla strażaka i prosił zamieścić tą historię.

Dochodzi 12 w nocy, kumpel leży na pryczy i czyta książkę (dyżury strażaków są 24h). Alarm i widzi że jego wóz ma jechać do pożaru (strażacy u niego w jednostce są przydzieleni do danego wozu, wóz ma specjalizacje np. pożarniczy czy wypadkowy). Od dyżurnego wiadomo że pali się dom do wyburzenia. Jako że mrozy u nas zimą duże istnieje ryzyko że w owym pustostanie zamieszkał sobie menelik bądź grupa menelików. Jadą. Po dojeździe na miejsce okazuje się że budynek był zamieszkany przez Cyganów. Którzy biegają w koło i coś lamentują. Okazało się także że w pożarze została 3 dzieci owych cyganów, które radośnie machają do strażaków z piętra domu. Sytuacja zła. Dom do wyburzenia, pali się czyli może w każdej chwili się zawalić. Akcja trwa sprawnie i szybko. Jednak wśród cyganów przebiegł pomruk, pomruk o treści złoto. Zaczęły się krzyki: - Zostało złoto, zostało tam nasze złoto. Policja próbuje ich tam jakoś uspokoić. Mało to daje i jeden z cyganów wbiega do palącego się domu. Samobójca. Wychodzi po 3 minutach z małą szafką w której znajduje się złoto. Teraz najbardziej piekielnie, Romowie dzielą się złotem i chodzą miedzy strażakami, policjantami i medykami z karetki żeby coś sprzedać. Jak policjant zapytał czy handel jest ważniejszy od ich dzieci, Cyganka odpowiedziała że dzieci są tamtej i tamtej wskazując na koleżanki które krążyły miedzy medykami i strażakami. W handlu nie brali udziału tylko panowie. Którzy dość podejrzanie kręcili się wśród sprzętu. Oczywiście policja także to zauważyła i dość szczelnie chroniła dobytek mundurowych. Dzieci uratowane, pożar ugaszony, trzeba zbadać co było przyczyną pożaru. Przyczyną pożaru był nieszczelny piec kaflowy, którym owi Cyganie się grzeli. Bo w budynku nie było prądu. Romowie zajęli kuchnię z owym piecem. Żeby ciepło jako tak się trzymało obili całą kuchnię kocami, narzutami i różnymi szmatami. Owa izolacja była przyczyną pożaru, ona i nieszczelny piec. Na dodatek sami Ci Cyganie wytwarzali dość dużo ciepła, jak w jednej izbie śpi 3 panów, 5 kobiet i około 20 dzieci daje to do myślenia.

Ważniejsze złoto i pieniądze niż dzieci. Mądrze, ach bardzo mądrze.

Nie jestem żadnym rasistą, tylko akurat Cyganie działają mi na nerwy swoim zachowaniem, a że mieszkałem do tej pory w mieście gdzie bardzo dużo cyganów, wiec niechęć pozostała, budowana przez ową grupę etniczną kilka lat.

Cyganie

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 266 (286)