Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Nyord

Zamieszcza historie od: 5 kwietnia 2011 - 13:59
Ostatnio: 15 maja 2019 - 22:05
  • Historii na głównej: 47 z 88
  • Punktów za historie: 35317
  • Komentarzy: 101
  • Punktów za komentarze: 470
 
zarchiwizowany

#26508

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O Eko(terrorystach)gach.

W mieście bywam z rzadka, praca w delegacji i takie tam.

W niedziele wraz z połowicą wybraliśmy się do parku pospacerować, ogólnie poczuć nadchodzącą wiosnę i skorzystać z pierwszych cieplejszych dni na wschodzie kraju.

Tak sobie łażąc zaczepiła nas grupa na oko licealistów którzy wspierają GreenPeace. Jako że mam upodobanie do skórzanych rzeczy od razu stałem się celem ataku. Odpędzanie nic nie dało wiec zacząłem dyskutować. Młodzież mnie informuje, nakazuje i zaprasza na event i "żebym nie nosił już zwierząt jako ubrania". Jedna z dziewczyn sięga to torebki po ulotkę i coś zauważyłem. Co? Owa dziewczyna miała piękną torebkę ze skóry.
Swoim spostrzeżeniem się podzieliłem z ogólnym zgromadzeniem. W gronie ekologów wywołała się burza, sprawdzanie portfeli, torebek i pasków czyżby nie ze skóry, 60% zgromadzenia miało rzeczy skórzane, być może z ekologicznej skóry, ale jednak.

Hipokryzja?

Ekolodzy

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 177 (247)
zarchiwizowany

#26440

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie o mojej babci.

Nie będzie to historia że babcia jest zła, że taka i owaka. Babcia jak babcia, pomaga jak może, na obiad zaprosi no i jest trochę nadgorliwa.

Historia ta przypomniała mi się kiedy babcia wypytywała brata na co chce iść na studia.

Moja babcia jest wielką fanką RR (Radia Rydzyka), telewizji i gazety z nim powiązanych.

Działo się to około kilka lat. Rzuciłem studia co moją babcię bardzo zmartwiło. Cóż ponad rok nauki na uczelni wyższej poszedł się przysłowiowo walić. Człowiek uczy się na własnych błędach. Szybko znalazłem robotę, byłem ochroniarzem w sklepie nie daleko babci i tak to się zaczęło.

Moja babcia mieszka w bloku w Białymstoku, ja natomiast już wtedy mieszkałem na wsi i czekały mnie dojazdy. Czasem wiec pomieszkiwałem u Babci jak miałem naprawdę rano do roboty. Co przyczyniło się do częstych odwiedzin u babuleńki.

Jak już wyżej napisałem babcia bardzo zmartwił fakt że nie studiuje. Najpierw się dopytywała dlaczego, po co i wiele wiele innych. Później zaczęła jednak namawiać mnie na studia, zgadnijcie gdzie? No właśnie w Toruniu, w szkole która należała do OR. Opierałem się tym zakusom dość dobrze, jednak babcia nie odpuszczała. Nawet powiedziała że czesne będzie mi opłacać, muszę tylko lokum sobie znaleźć. Później gdzieś wyczytała że jest akademik. No i zaczęła mnie namawiać jeszcze bardziej:
[B]abcia - no popatrz jaka atrakcyjna oferta, studia którymi się interesujesz, tani akademik, tanie studia.
[J]a - Babciu to nie są tanie studia, akademik tym bardziej.
[B]- A co ty tam wiesz.
[J] - Babciu te same studia u nas kosztują ponad tysiąc mniej, doliczając akademik wychodzi prawie 3000 mniej.
[B] - a co to u nas za papier po tych studiach, tam to nawet prace możesz dostać od razu, praktyki w radiu będą. Wiesz jakbym się radowała jak bym Cię w radiu usłyszała.
[J] - No lepszy papier to na pewno mamy na miejscu, nasz Uniwersytet jest lepszą szkołą, u nas też są praktyki w radiu, a nawet w telewizji.
[B]- Nie mąć, już nie mąć. Toż opłacę Ci czesne, tylko musisz akademik opłacić. On taki fajny, mało osób, wszyscy pogrążeni w modlitwie i na dodatek imprez tam nie urządzają. Tylko nauka.
[J] - To co to za akademik bez imprez. Cóż babciu ta szkoła na pewno nie jest dla mnie, skoro w akademiku nie ma imprez. Babciu najlepsze imprezy są w akademiku, jak tam nie ma to nawet tam się nie wybiorę.
[B] - ale, ale wnusiu...

Cóż po co iść na studia skoro nie można poimprezować w akademiku :)

Martwiąca się babcia

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 17 (59)
zarchiwizowany

#25641

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia przypomniana przez kumpla strażaka na wczorajszym piwie.

Kumpel mój kilka lat temu dostał się do Szkoły Pożarniczej w Częstochowie. Udało mu się i był bardzo szczęśliwy.

Po kilku miesiącach nauki, dostają rozkaz pierwszego wyjazdu, wszyscy chłopy podekscytowani, wiadomo pierwszy raz w akcji. Przyjechali i latają jak "oparzeni" po placu boju, a paliło się mieszkanie w niewielkim bloku. Pomagają ile się da. Po "robocie" komendant/wykładowca/opiekun woła swoją watahę na badanie pogorzeliska. Chodzą tak po mieszkaniu i oglądają co się spaliło, a co zachowało. Wchodzą do salonu a tam na metalowym krześle zwęglone zwłoki. Cała brygada kadetów na balkon oddać trawnikowi zawartość swoich żołądków. Co na to kapitan?

-Żal co? Jednak przyzwyczaicie się z czasem, i jutro to będzie na wykładzie!- powiedział wyciągając aparat i pstrykając fotki.

Strażacy

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (198)
zarchiwizowany

#24849

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Finalna historia o "Jadzi"

Nie będzie piekielna, ani śmieszna, moim zdaniem będzie tragiczna.

Wracając do historii, kilka lat temu byłem ministrantem w jednej z Białostockich parafii. Jako że zbliżał się czas kolędy, zgłosiliśmy się do rozdawania takich zaproszeń kolędowych (tak u nas w parafii kiedyś było że rozdawało się broszurkę opisującą mijający rok w parafii z odcinkiem na którym było trzeba wpisać kwotę jaką daje się na kościół). Zachodu trochę z tym było bo trzeba było pukać do każdych drzwi i wręczać owe zaproszenie, a jak kogoś nie było to zostawiać w drzwiach. Jak wiadomo często było się częstowanym ciastem bądź jakimś cukierkiem wiec czas naprawdę się wydłużał, ale zawsze coś się zarobiło (księża dawali nam za to pieniądze bo poświęcamy swój czas kosztem lekcji)

I tak pewnego wieczoru rozdaję owe zaproszenie wraz z kumplem. Dochodzimy do bloku Jadzi i zaczynamy się kłócić który ma iść i jej wręczyć owe zaproszonko. Kumpla uratował telefon że musi wracać do domu. Nie pocieszony chodzę po klatce Jadzi jak najdłużej żeby zajść i dać zaproszenie jak najpóźniej to wymigam się od rozmowy. Przychodzi ten moment. Pukam.

Otwiera mi mąż Jadzi (tak Jadzia miała męża jednak nie wiele osób wierzyło w jego istnienie, czyli odpada wątek że nikt jej "nie przetrzepał" jak to miało w miejsce w komentarzach). Wręczam zaproszenie i chce już uciekać gdy słyszę:
-Może wejdziesz, zapewne to twoje ostatnie mieszkanie, właśnie zrobiłem herbaty. A tak no zapomniałem Jadzi nie ma, wiec spokojnie.
Zgodziłem się i tak oto usłyszałem historię życia owego pana.

Owy pan miał na imię Stanisław. Pan Stanisław w latach 50 czy 60, był kierownikiem zakładów mięsnych, które dostarczały mięso Białostockim sklepom. Jako człowiek lubiący pracować i jeździć autem. Co kilka dni jeździł do PGR po mięsko które było właśnie przetwarzane w owych zakładach. Tam właśnie poznał Jadzie. Jadzia była jedynaczką, córką kierownika czy dyrektora (zarządcy) PGR-u. Podobno kobieta piękna(na zdjęciach wyglądała ładnie). Jako że jej ojciec nie chciał żeby córka wyszła za mąż za "chama" z wioski upatrzył sobie właśnie pana Stasia. Pan Staś nazywany już starym kawalerem, płacącym bykowe, nie obraził się na takie swatanie. Dziewczyna mu się podobała, wiec czemu nie. Tak Jadzia i Stanisław zostali parą i w niedługim czasie małżeństwem. Nie długo potem pojawiły się dzieci. Właśnie po ślubie zaczęła się katorga pana Stanisława. Jadzia jako jedynaczka była tak rozpieszczona że nic w domu nie umiała zrobić, ani posprzątać, ani ugotować, ani uprać. Pan Stanisław chodził do pracy, a po pracy miał drugi etat w domu czyli sprzątanie, gotowanie, pranie, znowu gotowanie dla dzieci na drugi dzień kiedy będą z matką. Jadzia natomiast uważała że jak ona zajmuje się dziećmi przez 8 godzin to musi się skupić tylko na tym. Po przyjściu Stanisława do domu, od razu uciekała do koleżanek (chociaż jak pan Stanisław mówi, pewnie to oficjalna wersja). Tak sobie żyją razem. Dzieci i wnuki nie odwiedzają dziadków, tzn odwiedzają kiedy nie ma Jadzi. Odwiedzają dziadka. Pan Stanisław dalej zajmuję się domem, a Jadzia w tym czasie chodzi i kradnie zakupy, pikietuje, rozkazuje czy wsiada do cudzych aut służących jej jako taksówka.

Po zapytaniu pana Stanisława czy nie chciał się rozwieźć odpowiedział że chciał. Jednak ona robiła szopkę, on kochający ją i dzieci zostawał. Teraz już mówi że nie ma to nawet sensu, od kilkunastu lat żyją osobno. Ona na niego warczy, on to puszcza mimo uszu.

I taka życiowa rada od pana Stanisława dla wszystkich: "Uważaj synu, ładne opakowanie nie zawsze ma w sobie ładny środek, częściej ładne opakowanie ma zakryć mankamenty środka, wiec jeżeli kogoś szukasz to postaraj się go najpierw poznać jego środek, a nie kochać powłokę"

Jadzia

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 342 (366)
zarchiwizowany

#24805

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przedostatnia historia Jadzi.

Mam psa, psa rasy Siberian Husky o imieniu Loki, jego imię odnosi się do jego charakteru, a mianowicie psotnik i rozbójnik jakich mało.

Teraz historia, kilka lat temu wracam ze spaceru z tym podrostkiem (miał jakoś 9 może 10 miesięcy), długiego spaceru bo 2 godzinnego, a że było piekielnie gorąco i nasz limit wody już się skończył postanowiłem wskoczyć do sklepu, w celu uzupełnienia zapasów. Pies przywiązany (wiem, wiem nie powinienem jednak pragnienie me i mego psa zwyciężyło). Nie było mnie z 3 minuty a psa nie ma. Ja zrozpaczony bo pupil i maskotka rodziny, biegam, nawołuje i szukam. Po obiegnięciu już większości osiedla dobiegam do bloku naszej etatowej bohaterki. Nawołuje i słyszę przytłumione wycie mego psiaka. Podchodzę bliżej jej okien i słyszę że na pewno to Loki. Wołam, głośniej, a Loki głośniej wyje. Trwa to może z 5 minut. Jadzia nie wytrzymuje wycia psa i wypuszcza go na balkon. Loki pięknym skokiem przeskakuje poręcz i ląduje obok mnie na trawie(Jadzia mieszka na parterze, a Husky to urodzeni skoczkowie). A my co? Udajemy się radośnie do domu w akompaniamencie wrzasków Jadzi jak to ja jej psa ukradłem.

Dlaczego Jadzia to zrobiła? Ano dlatego że Jadzia miała psa. Psa rasy kundelek, pudel pomieszany z jamnikiem co przypominało bardziej szczotkę do kurzu, która na wszystkich warczy. Jednak ten pies umarł ze starości nie długo przed opisywaną historią. Dlatego Jadzia chodziła po osiedlu i "przygarniała" sobie psy sąsiadów, bo nikt nie chciał zrobić jej za taksówkę i wieźć ją do schroniska.

PS. A zapomniałbym, po godzinie zjawiła się u mnie Policja wraz z Jadzią, jak to ja ukradłem jej psa. Policjanci bardziej bali się Jadzi niż chcieli mnie ukarać. Po okazaniu książeczki psa i sprawdzeniu Chipa, Jadzia musiała się poddać.

Jadzia

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 205 (219)
zarchiwizowany

#24215

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przepraszam za bardzo długą nie obecność na piekielnych, ale nowy rok zaczął się dla mnie bardzo dobrze, wprowadzenie nowego produktu oraz podpisanie umów z 2 nowymi dystrybutorami pozwalają optymistycznie patrzeć w przyszłość.

Dzisiaj powrót Jadzi!

Dzisiejsza historia będzie o Jadzi u lekarza. Nasza bohaterka nie jest chorowitą osóbką, jednak przychodzi do lekarza co miesiąc dokładniej do 10 każdego miesiąca, przychodzi profilaktycznie. Oczywiście chwali się to że kobieta dba o siebie i swoje zdrowie w tak pięknym wieku, zwanym jesienią życia. Co jest piekielnego w wizytach Jadzi w przychodni? Nie nie zgadliście, Jadzia nie wykłóca się o miejsce, nie wpycha się przed nikogo, nie obraża innych, nawet czasami kogoś przed siebie wpuści. Wiec co robi Jadzia? Najpierw rys sytuacyjny.

Jadzia chodzi tylko do panów doktorów(chyba poprawnie) czemu? Po prostu woli panów, jak większość kobiet:) Ogólnie ma jednego który w naszej przychodni przyjmuje od zawsze, jednak jak znajdzie się młodszy lekarz zaraz do niego idzie na wizytę. Dlaczego? Oto wyjaśnienie. Jadzia ma taki o to zwyczaj że wchodząc do lekarza od razu zrzuca z siebie ubranie wierzchnie i bieliznę stojąc przed doktórem jak pan Bóg ją stworzył. Tak to jest piekielność owej pani w przychodni.

Skąd o tym wiem? Otóż kiedyś koleżanki chłopak był na praktykach czy czymś takim w mej przychodni i został badać pacjentów. Napatoczyła się Jadzia i mówił że widok niezbyt kuszący. Wiem to także ze swoich przeżyć dziecięcych kiedyś wszedłem do gabinetu z gołą Jadzią. Widok niezbyt przyjemny. Na dodatek potwierdzają to także inni lekarze i recepcjonistki z przychodni.

Jadzia

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 176 (216)
zarchiwizowany

#21357

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Piękne, młode czasy liceum i Jadzia w formie, czego chcieć więcej? Historii o tych pięknych czasach!
Było to około 5 lat temu, koniec września lub początek października. Okolice zelektryzowała wiadomość że gdzieś u nas zamieszkał „Murzyn”. Osiedlowe skiny już miały go sprać, kiedy ten przemówił piękną polszczyzną. Jako że po polskiemu gada to chłopaka zostawili. Jednak jeden z największych osiedlowych „skinów” postanowił stanąć w szranki z przybyszem.

Bitwa miała się rozpocząć w niedziele, od rana wojownik ubrany w płaszcz i kapelusz z biurem ‘czatował’ przed grotą (blokiem) bestii (tak nazywał go ów wojownik). Pierwsze stracie miało odbyć się o 10.45. Bestia wychodzi, a wojownik atakuje. Od razu, bez zastanowienia, z zaskoczenia!

[J]-MUDŻYN! TOŻ TO MUDŻYN! TY PIEKIELNY POMIOCIE, LUCYFERARIUSZU! BELZEBUBIUSZU! WRACAJ DO PIEKŁA!
[M]-O co Pani chodzi?
[J]- Wracaj do swoich, tu nie ma miejsca dla takich jak ty! Ty hebanowy pomiocie! Boga w sobie nie masz!
[M]- Dlaczego pani mnie obraża?
[J]- Bo jesteś sługą szatana, ty czarny bażancie! Czarny skurkowańcu!
[M]- Proszę się uspokoić! Co pani zrobiłem?
[J]- Przyjedzie taki o! i zaraz herezje zaczną się dziać. Dziewczyny kozły rodzić będą. Uciekaj do siebie! Ty w Boga jedynego nie wierzysz.
[M]- Ale ja właśnie wychodzę do kościoła.
[J]- CO!!! To ja zobaczę i Cie odprowadzę, ale oczywiście na odpowiedniej odległości.
Chłopak miał już spokój z Jadzią.

Tak Jadzia nie trawi „innych”. Innych czyli ludzi o innym kolorze skóry, innym wyznaniu czy innym uczesaniu. Tutaj najbardziej widoczny przykład jej rasizmu. Jadzia jedynie trawiła Prawosławnych, ponieważ jak wiadomo wielu z nich mieszka w Białymstoku.

PS. Ów Jadziowy „Mudżyn” był Polakiem. Tzn. Miał obywatelstwo po matce która wraz z jego ojcem wyjechała do jakiegoś państwa w Afryce czyli do ojczyzny ojca, a poznali się jak ojciec Francka bo tak nazywa się ów „Mudżyn” studiował w Polsce.

PS2. Lucyferariusz/Belzebubiusz – Co to znaczy? Jadzia nie wzywa diabłów po imieniu bo uważa że może się to źle skończyć. Kiedyś usłyszała ministrantów jak mówili do siebie lucyferariuszu i teraz używa tego słowa nie znając jego znaczenia. Osoby związane dość mocno z kościołem powinny wiedzieć co znaczy lucyferiariusz, dla zapewne szerszego grona wyjaśniam.
Lucyferariusz – z łaciny znaczy niosący ogień bądź światło. Wśród ministrantów jest to ranga upoważniająca do noszenia akolitek (świeczek) podczas ewangelii i różnych innych obrzędów. Na dodatek wśród świętych nawet znajduję się św. Lucyfer.

Co do Belzebubiusza jest to wymysł językowy Jadzi.

Jadzia

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 253 (309)
zarchiwizowany

#21136

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przepraszam za dość długą nieobecność na Piekielnych, jednak mamy koniec roku i dużo, a to bardzo dużo obowiązków. Jadzia też za wami tęskniła.

Tym razem historia Jadzi pod tytułem: „Kościół”. Może nie piekielna ale warta uwagi. Jadzia jako zagorzała katoliczka(dla niektórych Katolką) bywała codziennie na mszy. Wielu starszych ludzi tak robi. Natomiast w niedziele Pani Jadzia była w kościele na każdej mszy, chociaż słowo była to troche nad wyraz. Dlaczego? O tym w historii.

Mając lat może 10 może 12 byłem ministrantem, czasami także teraz chodzę posłużyć jako stary byk, wiadomo miejsca siedzące można sobie załatwić ;>. Jednak historia opowiada o czasach w których byłem młodym, naiwnym ministrantem i oazowiczem. Środek tygodnia wracam ze szkoły i pod moją klatką wyczekuje Jadzia. Coś się stało czy jaki grom. Jednak ja mnie dojrzała od razu swoje tajemne moce przyśpieszenia włączyła i jak nie zaatakuje.

[PaniJadzia]Dlaczego nie było Cię w kościele w niedziele! Toż to święty dzień!
[Ja]Proszę Pani byłem chory, dopiero pierwszy dzień byłem w szkole.
[PJ]Nie kłam! Ja widziałam jak w poniedziałek po podwórku łaziłeś!
[J]W poniedziałek byłem w przychodni, temu mnie pani widziała.
[PJ]Nie wierze, ksiądz i tak wszystko już wie! Ha! Będziesz miał kare od księdza BAŻANCIE!

I poszła. Cóż dla 10 czy 12 latka, dokładnie nie pamiętam było to spore przeżycie jeżeli ktoś miał na Ciebie donieść do księdza. Jednak księża z mojej parafii znając Jadzie, nawet nic nie powiedzieli że nie byłem w kościele, zresztą ksiądz opiekujący się w tym czasie ministrantami był moim katechetą wiec wiedział że byłem chory.

Nie wiem czy wyczytaliście z kontekstu, Jadzia w niedziele sprawdzała obecność w kościele, wiadomo że nie całej parafii, tylko okolicznych bloków, których mieszkańców znała i donosiła dla księży kto do kościoła nie chodzi. Na mszy o 7 sama się modliła, w na następnych chodziła z notatnikiem w ręku i zaznaczała kto jest. Cóż jak w szkole, sprawdzała obecność.

PS. Dlaczego nazywam Jadzie Katolką? Sam jestem katolikiem praktykującym, Jadzia natomiast wszystkim by narzuciła swoją wiarę siłą. O tym także będzie historia. Na dodatek pojechała bronić krzyża w Warszawie.
Czołem do następnego razu. Jadzia się odmeldowuje.

Jadzia

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 233 (289)

#20640

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejna historia z panią Jadzią.

Dzisiejsza historia jest opowieścią o: „Czasie wyborów”.
Pani Jadzia jest fanką R.R (Radio Rydzyka) i głosuje tylko na polityków wypowiadających się w tym radiu, co ciekawe owe radio zaprasza tylko polityków z jednej partii. Oczywiście można się domyślić jakiej.

Historie o wyborach trzeba podzielić na 3 części chronologiczne:

Pierwsza: Czas 3 miesiące do wyborów. Co robi Jadzia? Jadzia na czas wyborów zawiązuje sojusz z Panią Gienią, która jest podobnych poglądów, jednak nie trawi Jadzi, wręcz bym rzekł że nienawidzi, jednak „wybory o wolną Polskę” zmuszają ją do tak radykalnych kroków jak sojusz na linii Jadzia-Gienia. Na dodatek daje „prace” dwóm osiedlowym dresikom o ilorazie inteligencji minus 100, którym największą wartością życiową jest alkohol.

Pani Jadzia mieszka w bloku, przy którym biegnie główna arteria pieszych osiedla. Nie daleko jej bloku znajduje się przystanek, wiec chcąc nie chcąc, sporo ludzi tamtędy się przewija. Jadzia od rana do wieczora siedzi na podwórku i zbiera podpisy.
Nie, Jadzia nie chodzi między ludźmi i nie mówi proszę się wpisać. Jadzia sobie siedzi. Po co ona ma chodzić, ludzie i tak przyjdą. Jak?
Jadzia na wysokości swojej klatki wystawia ławkę szkolną (bądź coś co ją przypomina) i krzesło, zwrócone w stronę przystanku, za plecami Jadzi siedzi pani Gienia zwrócona w drugą stronę, a wcześniej wspomniane dresiki przepuszczają osoby które wpisały się na listę poparcia. Inaczej przejścia nie ma.
Ulicą przejść się nie da, bo jest to dość ruchliwy kawałek, po drugiej stronie nie ma chodnika, ponieważ na wysokości klatki Jadzi stoi wysoki płot, ogradzający prywatną posesję. Okres ten trwa około 2 tygodni.

Faza druga: Jeżeli Jadzia nie zbierze wystarczającej ilości podpisów, bodajże 5tys. zaczyna się chodzenie Jadzi. Pani Jadzia wreszcie się wysila i chodzi po mieszkaniach ludzi. Większość osób się już i tak wpisała dla świętego spokoju, jednak zostają oporni. Jadzia właśnie do tych opornych chodzi. Sposób działania Jadzi:

Wielki orędownik wolnej Polski puka do mieszkania, mieszkanie się otwiera, Pani Jadzia prowadzi monolog i każe (tak, nakazuje) wpisać się na listę oraz wkłada laskę do mieszkania delikwenta. Jeżeli ktoś nie chce, ta jeszcze raz namawia, osoba zatrzaskuje drzwi, laska się łamie i Jadzia zostaje z niczym. Nie piekielne? Cóż, nie znacie Jadzi.
Fan R.R sprawił sobie nową laskę, super nową i wytrzymałą. Sytuacja się powtarza z laską, jednak jak drzwi chcą być zatrzaśnięte, nie dają rady. Drzwi są uszkodzone, framuga także. Jak? Jadzia sprawiła sobie całą metalową laskę. Nie wiem skąd, nie wiem jak. Sprawiła. Całą metalową, podobną do gryfu sztangi, ważącą z 15kg. Sposób mojej rodziny na Jadzie:
- Kto tam?
- Pani Jadzia.
- Nikogo nie ma w domu.
- To ja przyjdę jutro.
Skutkuje. Znaczy skutkowało, bo już tam nie mieszkam.

Faza trzecia: Wybory. Dosłownie wybory. Obowiązuje cisza wyborcza. Jadzia idzie do lokalu (u nas lokalami wyborczymi są zazwyczaj szkoły), wchodzi do toalety która znajduje się bardzo blisko urn i krzyczy:
- Głosuj na tego i tego! (czyt. swojego kandydata) Oczywiście wcześniej się barykadując w tym ustronnym miejscu. Jeżeli już ktoś jest bliski dotarcia do jej kryjówki, Jadzia ucieka przez okno.
Drugim pomysłem jak zachęcić, bądź zniechęcić ludzi na głosowanie na jej kandydata, jest sprint przez lokal wyborczy. Jaki sprint? Jadzia wbiega z ulotkami swojego kandydata i rozrzuca je po całym lokalu i szybko ucieka. Nigdy nie udało jej się złapać.
Teraz najlepsze.
Raz udało się Jadzi niepostrzeżenie dostać do wnętrza szkoły, podczas wyborów. Jadzia rozwiesiła wtedy wielki transparent promujący jej kandydata i krzyczenie z okna promujące tegoż kandydata. Później była wielka ucieczka Jadzi przed strażą miejską i członkami komisji. Zgadliście, udało jej się uciec, oczywiście przez okno.

PS. Jadzia zbiera podpisy na swojego kandydata który startuje z ramienia partii, której się domyślacie, jednak partia nie chce zbierać dla niego podpisów bo jest totalnym idiotą (znam i wiem co pisze). Ów idiota nawet urządza wieczory polityczne u Pani Jadzi. Owy kandydat nigdy nie przekroczył 2% głosów.

PS 2. Podobno w tym roku Jadzia w łazience krzyczała:
- Ja tragicznie zmarły prezydent RP, karzę ci głosować na tego i tego (kandydat Jadzi).

PS 3. Uprzedzając pytania czy Jadzia jest normalna, będzie o tym w ostatnim odcinku: „Z życia Jadzi”.

Jadzia

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 447 (575)

#20574

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnia ze sklepowych historii o pani Jadzi.

Jak pewnie już zauważyliście pani Jadzia ma różne sposoby na robienie zakupów, w dyskontach typu Biedronka wyrywa zakupy i wręcza zapłatę, w piekarni zaznacza swój chlebek, teraz natomiast będzie o osiedlowym warzywniaku.

Odkąd sięgam pamięcią był u nas warzywniak, typowy blaszak. Jednak będąc gdzieś w gimnazjum, zmienił się właściciel owego przybytku, co chciała wykorzystać Jadzia. Jak wykorzystać? W starym warzywniaku zakupów nie robiła, bo miała „kosę” z matką właściciela. Przecież nie będzie dawać zarobić „pomiotowi tej poturbowanej prądem* grzesznicy”. Nowy właściciel zmienił się z dnia na dzień, stoję w kolejce razem z kolegą z klatki, rozmawiamy, przed nami Jadzia wybiera owoce.

[J]- Mogę spróbować śliweczki?
[S]- Ależ oczywiście.

Jadzia próbuje, smakuje to, prosi o pół kilo. Czas na jabłka, teraz bez pytania próbuje dajmy na to LOBO i mówi:
[J]- Łeeee obrzydlistwo, smakuje jak kupka czarta. - Odrzucając nadgryzione jabłko do koszyka.
Od razu chwyta za następne, akcja ta sama, trzecie jabłko dobre, więc daje 4 jabłka sprzedającej.
Zaraz próbuje szczypiorek, banana.
Cóż, pani obsługująca nie mogła się połapać, o co chodzi. Czy to ukryta kamera? Zgadliście, Jadzia próbowała prawie wszystko co miała kupić. My skonsternowani, sprzedająca warzywa też, kobieta przyjęła zapłatę, a Jadzia odeszła. Dla Jadzi ten trik w tym warzywniaku udał się jeszcze 2 może 3 razy. Po ostatnim kiedy została wywalona za blaszak, zrobiono jej zdjęcie i umieszczono wewnątrz blaszaka z podpisem: „Tej klientki nie obsługujemy”. PRL powrócił. Oczywiście tylko dla piekielnej Pani Jadzi.

*co znaczy poturbowanej prądem? - Popier*olonej inaczej. Jadzia nie używa wulgaryzmów i wymyśla dla nich zamienniki.

Jadzia

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 518 (580)