Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Nyord

Zamieszcza historie od: 5 kwietnia 2011 - 13:59
Ostatnio: 15 maja 2019 - 22:05
  • Historii na głównej: 47 z 88
  • Punktów za historie: 35317
  • Komentarzy: 101
  • Punktów za komentarze: 470
 

#20537

(PW) ·
| Do ulubionych
Jadzia jak już wspominałem ma swoje motto: „Mi się należy” i o tym będzie historia.

Dotąd nie opisałem Jadzi. Pani Jadzia ma tylko z metr czterdzieści (Mi gdzieś do pasa może lekko wyżej sięga. Dawno jej nie widziałem) jest chuda jak Anja Rubik czyli bardzo mało je. Ma fioletowy kapelusz z bażancim piórem i płaszcz z tysiącem kieszeni (coś jak Hagrid). Nie daleko czyli jakieś 10 minut spacerkiem od naszych bloków jest dyskont z kropkowanym owadem w logo. Jest to ulubione miejsce „zakupów” Jadzi. Pani Jadzia zna na sklepie każdą cenę, ile kosztuję woda, a ile banan nie jest dla niej tajemnicą. Wartym uwagi jest to, że Jadzia nigdy nie stoi w kolejce do kasy. Czemu? Bo nikt nie widział jej żeby w ogóle wchodziła na halę coś kupić.

Zapytacie, jak Jadzia kupuje?
Otóż czeka na linii kas i obserwuje co kupują ludzie. Jeżeli coś ją interesuje, po prostu wyrywa to z ręki, bądź zabiera z reklamówki kupującego normalnie i wręcza/rzuca odliczoną kwotę za towar, oczywiście uciekając ze sklepu.
Jednak ludzie do Jadzi się przyzwyczaili i już nie robią jej awantur o takie zachowanie, a szkoda.

Czyżby znowu Jadzia?

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 598 (660)

#20582

(PW) ·
| Do ulubionych
Opisze historie Pani Jadzi o przydomku: „Obrończyni trawników”.

Pani Jadzia uważała za swoją własność nie tylko swoje mieszkanie, ale także trawnik przed oknem miedzy „swoją” klatką, a klatką sąsiednią oraz trawnik od strony balkonów. Jednak tam nie przedzielony żadnymi klatkami trawnik był jej „własnością” na całej długości bloku. Co w tym piekielnego? Otóż po „jej” trawnikach chodzić nie było można, psów wyprowadzać także, czy tej trawy zrywać. Co w tym piekielnego? Zaraz to opisze. Od strony balkonów owej pani był plac zabaw i właśnie dość szeroki trawnik którym dzieciaki w tym ja w wieku szczenięcym skracaliśmy sobie drogę na karuzele czy ślizgawki. Wejście na plac było trochę dalej wiec za daleko iść. Co piekielnego wymyśliła Jadzia. Kto przechodził, przebiegał po trawniku obrywał uwaga uwaga: pomyjami z wiadra (mam nadzieje że były to pomyje), jajkami bądź psimi kupami jej pupila. Jadzia miała bardzo dobrego ‘cela’ ponieważ trafność miała w granicach 70%. Większość dzieciaków dostawała tymi pociskami. Jadzia jak kogoś trafiła wydobywała ryk radości wraz ze słowami: „KARA BAŻANCIE!”. Jadzia nie poprzestała tylko na dzieciach. Co miesiąc czasem trochę więcej spółdzielnia kosi trawniki. Zgadnijcie co zrobiła Jadzia? Rozsypała śruby pod swoim balkonem, psując w ten sposób kosiarkę spółdzielni, a także kalecząc nogi konserwatora koszącego trawę, jednak na tym nie poprzestała i wylała jeszcze na owego pana wiadro pomyj z krzykiem: "Zostaw mój trawnik bażancie!"

Niech żyją pomysły Jadzi.

PS. My po bombardowaniu odwdzięczaliśmy się jej w podobny sposób czyli: strzelaliśmy z proc jajkami w jej balkon, wrzucaliśmy martwe ptaki, myszy czy robaki na balkon i wiele innych.

PS2. Jadzia mieszka na parterze.

Jadzia

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 559 (613)

#20531

(PW) ·
| Do ulubionych
Widzę ze historia z Panią Jadzią spodobała się. Oto kolejny kwiatek w jej wykonaniu.

Jak podróżowała Pani Jadzia? Nie zgadliście, nie komunikacją miejską „toż to dla plebsu” czyli ma jakiś anielski uczynek nie wrzeszczenia na młodych i żądania miejsca. Pani Jadzia miała darmowe taryfy. Jak zapytacie? O tym będzie historia.

Zima, zimno jak w Sybirze z -20 (Białystok) auto odpalone ja skrobie zawzięcie szyby, żeby się rozgrzać i szybciej ruszyć z pod bloku. Skończone, wsiadam sięgam po pas i słyszę zamykanie drzwi od strony pasażera i ‘klik’ wkładanego pasa do zapięcia. Tak zgadliście Pani Jadzia władowała mi się do auta. Słyszę komendę: „Do przychodni”. Mój stanowczy opór i prośby oraz groźby o opuszczenie pojazdu spełzły na niczym. Jak u większości. Jako że się spieszyłem. Babki wyrzucić nie było jak. Jednak spieszyłem się w określonym kierunku, wiec wymyśliłem iście ‘piekielny’ plan. Rzuciłem krótkie okay w stronę Jadźki i rura. Jedziemy i jedziemy. Jadzia oczywiście nawet nic nie wspomina że do przychodni jedzie się tylko 3 minuty (500 metrów od bloków). Jedziemy twardo. Zatrzymuje się, gaszę silnik. Wychodzę, otwieram drzwi Jadzi jak dżentelmen i ją wypuszczam. Szybko zamykam drzwi na klucz i mówie: „Oto odpowiedni przybytek dla pani choroby i upierdliwości”. Stos inwektyw spłynął po mnie jak po kaczce. Gdzie wywiozłem Jadzie? Do Choroszczy przed bramy bardzo sławnego szpitala dla chorych psychicznie.

Komiczne było także to że z powrotem musiałem do auta wsiadać przez bagażnik (centralny zamek) żeby Jadzia nie mogła znowu z prędkością światła się władować do auta.

PS. Na osiedlu wyrobił się nawyk zamykania drzwi po wejściu do auta.

No Jadzia

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 897 (923)

#20525

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytałem właśnie historie o moherach i przypomniała mi się jedna z historii z panią Jadzią.
Pani Jadzia. Emerytka bądź rencista od zawsze. Obecnie coś około 70 lat. Upierdliwa i zrzędliwa. Obrończyni trawy i trawników, także spokoju i ciszy. Powieściopisarka na dodatek i wielki „autorytet” w dziedzinie nauki zwanej Religia i Wiara.

Do rzeczy. Panią Jadzie znają wszyscy. Wszyscy ją znają z jej wybryków i tekstu „Bo mi się należy bo ja emerytką/rencistką (zawsze się zmienia) jestem”. Były to czasy kiedy mieszkałem w bloku na osiedlu z wielkiej płyty. Pani Jadzia mieszkała 5 bloków dalej. Okres przedświąteczny dokładnie za kilka godzin Wigilia. Ludzie szturmują piekarnie celem zakupu chleba na kilka dni świętowania. Kolejka jak za komuny. Czekamy. Jednak chleb schodzi w niepokojących ilościach. Ten weźmie 3 chleby, ten 2. Wiadomo święta. Przede mną jeszcze 3 osoby do kasy za mną pani Jadzia która już coś kombinuje bo oczka się świecą. Facet przy kasie prosi ostatni chleb domowy (przyjmijmy) za mną szamotanie i patrzę jak pani Jadzia znajduje się już za kontuarem z paluchem w ustach, powoli wyciąga i przeciąga obśliniony paluch po całej długości chleba krzycząc: „Moje zaklepane!”. Jadzia chce znowu za mnie się wepchnąć. Jednak zdegustowani ludzie wypychają ją na koniec kolejki. Ona i tak zadowolona swój chleb dostanie. Jednak nie doczekanie! Owy pan prosi o ten chleb. Jadzia w krzyk: „zostaw mój chleb złodzieju! Debilu! Pomiocie szatański”. Facet wyraz twarzy obojętny. Zabiera chleb wychodzi przed piekarnie, za nim Jadzia pomstując na faceta który kupił jej „zaklepany” chleb. Facet jak gdyby nigdy nic zaczyna chleb rwać na małe kawałki i rzuca na ziemie, gdzie momentalnie zlatują się ptaki.Facet skomentowal tekstem: „Pani Jadziu, radosny czas, dziś zbawiciel nam się rodzi, wigilia wiec i niech zwierzaki poucztują”.

Pani Jadzia zaprzestała praktyki „zaklepywania” jedzenia.
Jeżeli się podoba historia z panią Jadzią. Jest ich więcej. Chcecie piszcie w komentarzach.

Jadzia

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1023 (1047)

#19828

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z poniedziałku bądź wtorku, nie pamiętam dokładnie. Godzina około 14, główne skrzyżowanie w mieście powiatowym. Stoję na światłach i czekam na strzałkę pozwalającą skręcać w prawo, przede mną TIR. Tak stoję, czekam, rozglądam się po lusterkach i patrzę że jakiś ostatni Mohikanin na skuterze wjeżdża z prawej strony mego auta. Przypominam byłem na prawo skręcie. Trąbie na idiotę i pokazuje gdzie się pcha. Zobaczyłem tylko palec, ten środkowy. W tym samym momencie zapaliły się światła i TIR zaczął ruszać. Co było potem? Chłopaczek ze skuterka zeskoczył w ostatniej chwili, a co ze skuterkiem? Mokra blaszana plama. Co trzeba mieć w głowie żeby pchać się pod pewną śmierć?

PS. Musiałem zostać jako świadek zdarzenia. Policja szybko udowodniła dzieciakowi winę. Dzieciak miał 15 lat.
PS 2. Moim zdaniem na te skutery trzeba zrobić normalne prawo jazdy. Może być od 15 roku życia. Bo karta rowerowa/motorowerowa nic nie daje. Co sam widziałem.
PS 3. Dla nie mogących sobie wyobrazić jak skręca TIR. Otóż ciągnik łamie się inaczej, naczepa inaczej. Właśnie naczepa zaczepiła o skuter i po nim przejechała.

droga

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 555 (589)
zarchiwizowany

#19829

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia z dzisiaj. Jako że składałem deklaracje do US-u i byłem w mieście. Dziewczyna i jej mama poprosiły mnie żeby odebrać ze szkoły najmłodszą siostrę mej lubej. Oczywiście się zgodziłem, trzeba się wkupywać w łaski teściów.

Podjechałem pod szkołę (mała chodzi do pierwszej klasy). Podchodzę pod drzwi, a one otwierają się z impetem i oto co słyszę:
-Chłopaki wypierda*amy z tej poje*anej budy. No kur*a już nie mogłem w niej wysiedzieć do chu*a. Dobrze że już weekend nie zioooomki?
-Jasna sprawa ziooooooooom.
Oczywiście do tego pięknego przykładu polskiego jezyka był też podkład muzyczny. Jednak nie wiem co to za zespół. Na pewno Hip-Hopowy ze słowami w zwrotkach i refrenach na ka, cha, je, i innych.

Ciekawe nowe społeczeństwo nam rośnie. Dzieciaki wyglądały na 3-4 klasę podstawówki.

szkoła

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (223)
zarchiwizowany

#19598

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia o piekielnym sąsiedzie. Na szczęście nie moim. Będzie bardzo długo.
Będąc w tym tygodniu w trasie i handlując w Lublinie, spotkałem dalekiego kuzyna z żoną. Dostałem zaproszenie na kolacje i nocleg. Grzechem było nie skorzystać. Kupiłem prezenty dla kuzyna, jego żony i synka i udałem się w podróż do pod Lubelskiej wsi gdzie owe kuzynostwo mieszkało. Tak przy kolacji i ulubionym trunku Polaków usłyszałem taką oto historię.
Kuzyn jest wziętym programistą. Studia skończył z wyróżnieniem i został od razu po odebraniu dyplomu ściągnięty do Niemiec przez jakieś tam programistyczne konsorcjum. Popracował 3 lata, dogadał się z Niemcami że będzie dalej dla nich pracował jednak w rodzinnym Lublinie, bo chciał wrócić do dziewczyny i się żenić. Zgodzili się i tak o to kuzyn znowu był w Polsce. Jak wiadomo w Niemczech zarabiał godnie, wiec postanowił kupić działkę pod Lublinem i się pobudować wraz z żoną. Właśnie tutaj historia się zaczyna.

Rys osobowy sąsiada:
Facet koło 50-tki, na dodatek rolnik-biznesman. Żyjący z krów. Około 100 hektarów ziemi. Traktory, pługi i inne sprzęty nówki sztuki, dom duży, i dwa auta. Nie byle jakie bo Audi A6 i Golf V.

Akt pierwszy.

Pożyczanie rzeczy przez sąsiada. Jak wiadomo każdy nową działkę jakoś gospodaruje, kuzyn po kupnie działki postawisz szopkę na narzędzia i kupił do niej właśnie narzędzia. Przychodzi sąsiad i chce pożyczyć łopatę. Łopata pożyczona. Jeden tydzień sztychówki nie widać, drugi. Wreszcie kuzyn się upomina. Sąsiad przeprasza, złamał łopatę, bał się przyjść i oczywiście odkupi. Sztych odkupiony jednak nie taki sam. Zwykła łopata z drewnianym trzonkiem. Kuzyn natomiast kupił łopatę z wyższej półki z aluminiowym trzonkiem pokrytym jeszcze gumą dla lepszego trzymania. Po miesiącu sąsiad jednak kopał owym pożyczonym sztychem, brat machnął ręką. Nie jest to jednorazowy przypadek.

Akt drugi.

Zwierzęta sąsiada. Kuzyn od razu po kupnie działki ją ogrodził. Wiadomo żeby nikt obcy się nie pałętał. Kurę czy psa lub kota da się jeszcze na podwórku swoim zrozumieć, gdzieś znalazł dziurę w płocie czy po prostu przeskoczył, ale stado byczków? Kuzyn miał dużo roboty w pracy i jeździł na działkę raz na tydzień. Przyjeżdża w sobotę i patrzy, brama otwarta i około 6 młodych byczków sobie skubie trawę. Jak to zrobił sąsiad. Kuzyn nie wie do dzisiaj jak obszedł kłódkę. Tłumaczenie też było na poziomie: „Miałeś wysoką trawę to skorzystałem”

Akt trzeci.

Śmieci. Zawsze może się zdarzyć że zawieruszy się jakieś opakowanie po batonie czy chipsach, ale nie ogryzki po jabłkach, gruszkach, czy innych śmieciach organicznych i to w ilościach hurtowych. Tygodniowo około 30 takich ogryzków. Sąsiad tłumaczył się tym że on celował w kuzyna kompostownik żeby szybciej był kompost.
Akt czwarty.
Droga. Brat i sąsiad są podzieleni drogą która prowadzi na okoliczne pola. Z drogi korzysta właściwie tylko sąsiad ponieważ prawie wszystko w około jest jego. Kuzyn ma dwa wjazdy na posesję od głównej drogi i drugi właśnie od drogi na pola. Zazwyczaj korzysta właśnie z tego drugiego wjazdu bo jest mu po prostu wygodniej i łatwiej wyjeżdżać bo widzi więcej niż miałby odrazy wyjeżdżać na drogę główną. Ten akt trzeba podzielić na dwa podpunkty.
Pierwszy: Zima i odśnieżanie, gmina nie musi odśnieżać dróg polnych wiec tego nie robi. Co zrobił sąsiad? Owy sąsiad także ma wyjazd na drogę polną tylko bliżej głównej drogi. Jak ośnieżał? Tylko za swój wjazd. Dalej wielka zaspa. Wiadomo jak odśnieżasz w głąb drogi do zaśnieżasz sąsiada. Tłumaczenie sąsiada? „Przecież używasz tego drugiego wjazdu”. Nie pozostaje nic innego jak korzystać z drugiego wjazdu.
Drugi: Kuzyn ściął zakręt do wjazdu na drogę polną żeby było łatwiej wjeżdżać oczywiście kosztem swojej działki. Jednak był tak spory krawężnik o którym zapomniał. Zresztą on i żona mają auta terenowe więc mu to zbyt nie przeszkadzało. Co zrobił sąsiad? Krawężnik obrócił o 90 stopni żeby było lepiej wjeżdżać ludziom z indywidualnego odbioru mleka. Cóż z tego że kwiaty posadzone przy płocie zostały zajeżdżone?

Akt piaty.

Kradzieże. Podczas budowy domu na placu stoją cegły, styropiany, kleje i tym podobne rzeczy. Majstry poinformowali kuzyna że giną rzeczy, w niewielkich ilościach ale giną. Brat myślał że to ktoś w nocy przyjeżdża i podkrada po trochu. Budowlańcy oznaczyli trochę sprzętu i materiałów, jednak dalej ktoś kradł. Po miesiącu okazuje się że sąsiad buduje dobudówkę do obory czy stodoły. Oczywiście się pochwalił jaki to on zaradny chłop. Majstrzy z budowy brata po zobaczeniu ile przyjechało materiałów i dowiedzeniu się że to jest wszystko, orzekli że za Chiny Ludowe nie postawi tej dobudówki. Zgadliście postawił. Nawet się nie krył się z oznaczonymi materiałami. Po zapytaniu oczywiście zaprzeczył i tekst; „Zresztą nie masz dowodów”. Brat powoli burzy swój mur spokoju i tolerancji.

Akt szósty i ostatni. Najdłuższy.

Kuzyn jest osobą naprawdę spokojną. Jednak jak ktoś mu zalezie za skórę daje popalić do końca. Taki już ma charakter. Prawdopodobnie po naszym wspólnym pradziadku. Rzecz działa się w maju, bądź czerwcu tegoż roku. Komunia u sąsiada. Komunia na cztery fajery. Gości około 50 w domu (facet podobno ma warunki). Jednak sąsiad nie pozwolił wjeżdżać swoim gościom na podwórko wiec została zastawiona droga jak i wjazd kuzyna od głównej drogi. Akurat się złożyło że były to imieniny teściowej wiec trzeba jechać. Idzie do sąsiada i prosi o przestawienie dwóch aut (zastawiały właśnie wjazd od głównej drogi) . Co zrobił sąsiad? Wyśmiał kuzyna. Zresztą towarzystwo i tak rozbawione alkoholem (na takiej imprezie być go nie powinno). Kuzyn prosi i prosi jednak nic się nie dzieje. Trzeba dzwonić. Straż gminna odpada dostaną w łapę i pojadą. Pozostała policja. Telefon i około 10 mandatów dla gości przybytku sąsiada za złe parkowanie (polna droga i drugi wyjazd). Sąsiad zły bo impreza już zepsuta, wyzywał kuzyna. Na co kuzyn odpowiedział że teraz to dopiero będą jaja.

Zaczęła się wojna. Na drugi dzień przyjeżdża ekipa do brata i zaczynają stawiać skalnik. Gdzie zapytacie? Na owym ściętym zakręcie. Sąsiad od razu przyleciał i mówi co on robi. Gdzie buduje. Kuzyn pokazał plany. Wszystko w porządku. Skalnik postawiony, a pan odbierający mleko uszkodził sobie samochód. Wojna trwa.
Przychodzi wezwanie z sądu o tytule mniej więcej takim: „Spór sąsiedzki”. Owy sąsiad wytoczył proces kuzynowi. Spotkań było kilka. Sąsiad przegrał. Nie mógł udowodnić winy że skalnik stoi na drodze, bądź działce gminy. Ponieważ stał na działce kuzyna. Natomiast wyszło że ów sąsiad sam przesunął płot w drogę która dzieli kuzyna i piekielnego o ponad metr. Na drodze obecnie stoi studnia, kawałek garażu sąsiada i jakieś wiaty. Wszystko dzięki żonie kuzyna która jest geodetą. Sąd nakazał powrót do oryginalnych granic i rozebranie wszystkiego co jest na drodze

Piekielny sąsiad został troszkę utemperowany. Zobaczymy na jak długo jak to rzekł kuzyn.

PS. Wszystko dzieje się na przestrzeni około 4 lat.

sąsiedzi

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 417 (433)
zarchiwizowany

#19398

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia z czasów końca liceum.

Był to czas zaraz po dostaniu wypowiedzenia z klubu piłkarskiego który opisywałem w kilku historiach. Nie minął dosłownie tydzień i znalazłem nowe zajęcie. Otóż byłem dostawcą/serwisantem/tragarzem w firmie zajmującej się sprzedażą komputerów.

Firma była mała, pracowałem ja, właściciel który serwisował komputery i dziewczyna która zajmowała się sprzedażą w lokalu. Płaca nie była jakaś super, bo miałem jedynie niską podstawę, a reszta to praca na akord czyli, czym więcej komputerów rozwieziesz do klientów to więcej kasy zarobisz. Jednak wtedy to nie było najważniejsze. Dostałem służbowe auto którym mogłem się poruszać przez cały tydzień. Lans pod liceum był.

Jednak wracając do tematu. Był to w tamtych czasach najtańszy sklep z komputerami osobistymi czyli laptopami. Na dodatek większość z tych sprzedawanych tam laptopów miała kosmiczne parametry jak na tamte czasy. No najwyższa światowa półka, czyli w Polsce praktycznie nie dostępna. Jednak mój pracodawca je miał. Na dodatek najlepsze aparaty cyfrowe, lustrzanko podobne cyfrówki i kamery. Popyt miał spory na nie, ja roboty też. Wszyscy zadowoleni. Pracowałem chyba 2 miesiąc, czas matur. W robocie przesiadywałem większość czasu, bo i po co się uczyć. Za 5 dwunasta wiele się nie nauczę (przyniosło skutek maturę dobrze zdałem). Przyjeżdżam rano do pracy. Wchodzę, a wszędzie Policja i wszystki sprzed zabezpieczony.

Co się okazało? Mój pracodawca miał kradziony towar. Skąd? Holandia, Niemcy, Belgia. Szajka Polaków i Ukraińców kradła na największych lotniskach w tych państwach właśnie laptopy, aparaty i kamery. Później przez firmę słup zarejestrowaną w Niemczech, mój pracodawca kupował sprzęt. Laptop kupiony za tysiąc czy półtora tysiąca złotych szedł za 4-5 w sklepie. Wiadomo lepsza półka bo zachodni. Większość jego pracy w serwisie to było przeinstalowanie systemów z języka obcego na Polski. Oczywiście przesłuchania, szybka sprawa sądowa. Mój pracodawca skazany został na 3 lata wiezienia w zawieszeniu na 5. Udało mu się. Więcej go nie spotkałem. Jednak sądzę że znowu gdzieś na boku kreci lody.

A ja co po tym zrobiłem? Udałem się na podbój krainy wiatraków o czym już nawet tutaj czytaliście.

Komputery

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (159)
zarchiwizowany

#19397

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jako że czasu cały czas mało i nic po pracy się nie chce, to moja aktywność ostatnio nie powalała. Jednak zmobilizowałem się żeby podzielić się kilkoma historiami z wami.

Nie wiem czy ktoś pamięta, opisywałem swoją walkę z konkurencją o tutaj: http://piekielni.pl/17322#comments i tutaj: http://piekielni.pl/17373#comments.
Sprawa miała swój szczęśliwy koniec na pierwszej rozprawie. Jednak jeszcze tydzień przed rozprawą dostawałem telefony z różnych numerów z hasłami: „Wycofaj oskarżenie!”, „Masz wycofać sprawę!” itp. Jednak wracając do tematu, historia będzie bardzo krótka. Sąd wymierzył praktycznie najmniejszy wymiar kary dla oskarżonego. Otóż wyrok brzmiał tak:
„Oskarżony ma wpłacić 1000zł na cel użyteczności publicznej bądź charytatywnej wskazany przez poszkodowanego (pieniądze mają trafić do domu dziecka). Oskarżony ma także obowiązek na przeprosiny i odwołanie słów wypowiadanych przez jego pracowników w województwach: Podlaskim, Warmińsko-Mazurskim, Lubelskim i Mazowieckim w formie pisemnej bądź słownej.”

Optowałem za wyższą karą pieniężną, a także za odpowiednimi adnotacjami w Internecie na stronie pozwanego (ogłoszenie o tym że NIE jestem złodziejem) oraz o rozesłaniu oświadczenia do wszystkich klientów konkurencji. Jednak sąd uchylił moje żądania.

Jednak najlepsze było myślenie sądu który chciał żeby przeprosiny były wysłane tylko w województwie Podlaskim i Lubelskim. Wywalczyłem także Mazowieckie z tego powodu że uświadomiłem dla Wysokiego Sądu że chcąc nie chcąc jeżeli chce trafić do województwa Lubelskiego to musze przejechać przez województwo Mazowieckie i kilka większych miast (Siedlce, Sokołów Podlaski) w których obydwie firmy (moja i pozwanego) mają swoich klientów. Natomiast czwarte województwo dostałem w małym bonusie, bo jeden z moich świadków prowadzi działalność właśnie w tymże województwie. Tylko co z tego że handluje także w województwach Podkarpackim, Małopolskim i Świętokrzyskim. Mam nawet klienta w Dolnośląskim (ah ten Internet).

Maluczki utarł nosa wielkiemu?

Konkurencja

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 36 (144)
zarchiwizowany

#19065

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pojawiło się kilka historii o oszczędzaniu. Zazwyczaj piekielnym. Ja natomiast podam bardzo popularny(zwłaszcza u starszych osób) sposób oszczędzania, dosłownie na wszystkim. Wszystko będzie opisane w punktach. Wszystkie sposoby są autentyczne, opowiedziane mi przez moja rodzicielkę która pracuje w spółdzielni i ludzie wszystko opowiadają.

1. Chcesz oszczędzić na wodzie, odkręć leciutko, dosłownie ledwie, ledwie kran, tak żeby woda powoli kapała/ciurkała tylko żeby licznik nie nabijał. Stosowane zazwyczaj w nocy, zazwyczaj do wanny. Pół wanny wody gwarantowane. – Stosowanie kąpiel.
2. Punkt wynikający z pierwszego. Po kąpieli nie spuszczaj wody, tylko wypierz swoje rzeczy. Oczywiście ręcznie. – pranie.
3. Punkt wynikający z drugiego. Po praniu i kąpieli, także nie spuszczaj wody. Przyda się do innej czynności. Do jakiej zapytacie? Do spuszczania wody w toalecie bo głębszych jak i tych mniej głębszych sprawach. – spuszczanie wody w toalecie

A. Oszczędzanie na papierze toaletowym, żeby był jak wnuki przyjadą. Kobieta podcierała się szmatką! Którą później prała.
B. Ogrzewanie domu łazienką. Bardzo prosty wymyk. Zazwyczaj na kaloryferze w łazience nie ma podzielników. Ludzie otwierają drzwi od łazienki i ogrzewają cały dom.
C. Ogrzewanie na gaz. Włączanie na noc piekarnika żeby grzał pomieszczenia bo gaz jest tańszy od centralnego. – bardzo niebezpieczne.

Oto kilka przykładów, które udało mi się zgromadzić. Ludzie są głupi z tego oszczędzania. No i są jeszcze brudni, zazwyczaj.
Jutro dodam koniec historii z konkurencją. Czekajcie cierpliwie

Życie

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (63)