Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Nyord

Zamieszcza historie od: 5 kwietnia 2011 - 13:59
Ostatnio: 15 maja 2019 - 22:05
  • Historii na głównej: 47 z 88
  • Punktów za historie: 35317
  • Komentarzy: 101
  • Punktów za komentarze: 470
 
zarchiwizowany

#18690

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jako że mamy kilka minut do dziesiątej, a ja musze czekać na otwarcie sklepu, korzystając z cudów techniki(laptop i mobilny Internet) postanowiłem się podzielić z wami historią, która miała miejsce około 2 lat temu. Przypomniała mi się dlatego że przeczytałem o piekielnych sąsiadach i walce o drogę.

2 lata temu odbywałem staż studencki w jednej gminie pod Białymstokiem. Chociaż gmina w większości rolnicza, to jednak bogata ponieważ na swoich terenach miała podmiejską miejscowość, duże firmy, a także uczelnie wyższą (zgadnijcie jaka to gmina). Dostałem się do Referatu Planowania Przestrzennego czyli coś w rodzaju zagospodarowania terenu w gminie, a to nowa droga, a to coś innego. Akcja będzie dotyczyć właśnie nowej drogi.
Jako że owa gmina mieści się na obrzeżach miasta, wiele osób kupuję działki i buduje domy co by nie mieszkać na blokowiskach, bądź po prostu ucieka od hałasu miasta. W taki o to sposób powstało małe osiedle domków jednorodzinnych, jednak był jeden feler tegoż osiedla. Droga dojazdowa była wąska i piaszczysta, jeżeli przyjeżdżała śmieciarka nie można było jej minąć, problem także miały samochody osobowe. Gmina chcąc wyjść z pomocą mieszkańcom, postanowiła drogę poszerzyć (wykupując od mieszkańców niewielkie skrawki ziemi) i wyasfaltować. Oczywiście do wszystkich mieszkańców poszło powiadomienie listowne, ile gmina chce kupić i za jaką cenę. Wszyscy się zgodzili, no praktycznie wszyscy ponieważ jeden dziadek, przepraszam emeryt się wyłamał. Przychodzi do gminy i mówi:

[E]- Dostałem jakiś liścik od was że chcecie moją ziemie kupić pod drogę, chciałbym zobaczyć plany.
Obowiązkiem jest pokazanie planów, wiec plany są mu pokazane.
[E]-No jak to tak, toż to źle jest, ja jestem profesorem architektury (czy czegoś takiego), to powinno być tak.- Wyciąga swoją mapkę z drogą wymalowaną po swojemu.
Koleżanka patrzy i mówi:
[K]- Proszę pana, a jak pan to sobie wyobraża że dla sąsiada z naprzeciwka zabierzemy 3m ziemi, a panu nic?
[E]-Ty nie douczona, ja 30 lat wykładałem na politechnice i ty śmiesz mnie kwestionować? Tak ma być bo jak tak zarządziłem.
[K]- A ja uczyłam się na Politechnice i jakoś pana nie pamiętam jako profesora, doktora czy nawet magistra. Nie możemy tak zrobić z prostego powodu, bo to jest nie fair wobec innych mieszkańców ulicy.
[E]- Ty rozumiesz co ja do Ciebie mówię? Ma być tak jak ja chce.
[K]- Okej, będzie tak jak pan chce, pod jednym warunkiem.
Koleżanka już wkurzona, a facet uśmiechnięty i zadowolony.
[E]- Jakim?
[K]- Warunek jest taki że pan nie będzie mógł po tej drodze jeździć, chodzić, lewitować, czołgać się, leżeć, robić podkopów. Wszystko ma być podpisane umową notarialną.
[E]- No jak to tak!
[K]- Nie jest pan fair wobec innych mieszkańców, a także gminy która robi wam na rękę tą drogę z własnych środków.
Kłótnia trwała jeszcze długo, później pan emeryt szukał pracy w gminie mówiąc że on ma 30 lat doświadczenia, na co kierownik referatu odparł że on ma mniej jednak lepiej rozumie ludzi, i jeżeli jest pan na emeryturze to proszę korzystać.

Cóż, człowiek człowiekowi wilkiem.

No cóż trochę moje pisanie się przedłużyło.

Gmina

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 199 (245)

#17726

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak we wcześniejszych historiach wspominałem, dorabiałem jako 18-latek na giełdzie aut. Zbierałem ogłoszenia za drobną opłatą i wrzucałem je do netu.

Był bodajże listopad, zimno jak diabli, prószy lekki śnieg. Zbieram ogłoszenia, cóż robota. Widzę, że z giełdy wyjeżdża BMW. Właściciela dosyć dobrze znałem, cały czas dawał mi zarobić. Teraz tylko krzyknął, że BMW jedzie na jazdę próbną. Nie mija pół godziny kiedy właściciel Beemki, wraca w radiowozie. Co się wydarzyło? Otóż pan, który zażyczył sobie jazdę próbną, chcąc sprawdzić auto przycisnął, wpadł w poślizg i uderzył w latarnię, kuper BMW skasowany, a kierujący wysiadł mówiąc: „Nawet drogi się nie trzyma, nie kupuję”. Policjanci szukali faceta jednak się nie udało.

Po miesiącu znowu ktoś skasował auto do kupna z podobnym tekstem. Tym razem dwuletni Ford Mondeo. Trzeci raz Mercedes C klasa, wbił się w drzewo. Kierujący wyszedł, zostawiając właściciela nieprzytomnego. (Zbiegiem okoliczności auto było zawsze uderzane w prawą stronę)

Za czwartym razem owemu „Rozrywkowemu” panu się nie udało. Ktoś go rozpoznał. Policja przyjechała, zgarnęła kolesia.

Co do faceta, w sądzie powiedział że „lubi tę adrenalinę jak rozbija się dobre auto i nie trzeba za to ponosić odpowiedzialności”. Co do sposobu działania, pan był nawet chytry. Zmieniał stylizację. Do BMW przyszedł w dresie i czapce z daszkiem, do Mondeo w dżinsach i zaczesanych włosach, a do Mercedesa zachorował brodę. Został rozpoznany po tym, że podszedł do tego samego sprzedawcy, któremu uszkodził auto wcześniej. Owy pan musiał ponieść koszty napraw aut i infrastruktury miejskiej.

Czy to nie piekielność?

Giełda

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1052 (1098)
zarchiwizowany

#17727

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia Strażaka (Firemana) o sprzedaży Motocykla przypomniała mi moją zgoła podobną.

W wieku lat 18 kupiłem bardzo popularny samochód. Jednak popularny z PRL. Otóż kupiłem Fiata 126p, potocznie nazywanego Maluchem. Maluch ten był naprawdę super samochodem, otóż czy zalałeś benzynę, ropę czy nawet olej po frytkach (2 razy jeździłem kiedy bieda zajrzała w oczy studenta jeszcze w tedy, a rodzice nie chcieli poratować) jeździł. Ogólnie Maluszek nie był katowany, jeżdżony przede wszystkim w weekendy, w tygodniu miałem do dyspozycji rodzinne autko. Kupiony został jedynie dla ubezpieczenia i zniżek. Samochód był mój i tylko mój. Nie prosiłem rodziców o współwłaścicielstwo. Jednak do rzeczy, znaczy do historii.

Maluch był przede wszystkim zadbany i wyremontowany. Miał unikalny kolor jak na Maluszka (ciemna wiśnia) i wymieniona tapicerka. Jednak po kupnie drugiego auta trzeba było pozbyć się Maluszka, chociaż mógłbym go trzymać z sentymentu. Jednak nie był by w ogóle jeżdżony. Cóż postanowione, wystawiony.

Jeden, drugi, trzeci telefon. Jestem umówiony. Jadę do Białegostoku. Umówiony jestem pod MC Donaldem. Przyjechałem, z MC wychodzi 18 latek z wagą oscylującą w okolicach 130kg, nie wysoki na oko 170cm wzrostu. Gadamy, rozmawiamy. Wyłuszczam zalety, pokazuje. Chłopakowi auto się podoba. Wyciąga umowę kupna/sprzedaży. Trzeba dogadać się co do ceny. Mimo że na Allegro wystawiłem za 1000zł. Chłopak wyciąga 100 daje mi i chce wziąć kluczyki. Ja z wielkim zdziwieniem pytam:
[J]a- czy to wszystko?
[C]hłopak- No tyle chciałeś.
[J]a- Na aukcji było 1000zł. Wiec coś koło tego bym oczekiwał.
[C]- Myślałem że się pomyliłeś. Cóż jelenia nie znalazłeś. Za 1000zł to ja kupie sobie Astre.
[J]- Astre która pojeździ miesiąc i rozpadnie się ze starości.

Cóż Maluch został u mnie i będzie miał dożywocie. Zraziłem się do sprzedaży tego autka z duszą. Jeździ i to najważniejsze. Ostatnio nawet uczyłem nim jeździć dziewczyny młodszą siostrę. Prawdziwa szkoła. Jej także podoba się owa perełka.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (200)

#17319

(PW) ·
| Do ulubionych
Jako jedyny na mojej wsi posiadam konto na Allegro. Internet ma parę osób, jednak na ten przybytek rozpusty niewielu się zdecydowało. Pocztą pantoflową (czytaj listonosz) rozeszło się, że jestem posiadaczem takiego rarytasu i przychodzili do mnie miejscowi zamówić to i tamto. Był także Miecio. Miecio jak to rolnik postępowy (nie mylić z piosenką w której sam zapładnia swoje krowy), chciał skorzystać z tego przybytku rozpusty i nowoczesności. Przyszedł raz coś kupić, drugi, trzeci, dziesiąty. Cóż stał się stałym gościem w naszym domu. Często nieproszonym (potrafił przyjść jak miałem, bądź rodzice mieli gości) często przychodził za wcześnie (sobota 7 rano), bądź za późno na odwiedziny (21 z hakiem). Tylko pierwszy raz udało mu się odpowiednio trafić. Teraz przejdźmy do historii.

Sobota, dni temu dwa. Zaproszony na wesele kolegi jeszcze z miasta, z bloku obok nie sposób odmówić. Przecież razem się wychowywaliśmy. Trzeba iść. Ubrany, gotowy do wyjścia, brat też. Mamy wyjeżdżać kiedy słyszymy dzwonek do drzwi. Otwieram, a jakże tam Miecio.

[M]iecio- Cześć, mam sprawę, chodzi o Allegro.
[J]a- Mietek nie mam czasu, na wesele jadę.
[M]- To dużo nie zajmie. Tylko 5 minut. Muszę opryskiwacz kupić.
[J]- A co Internet założyłeś? Przejrzałeś ogłoszenia tego opryskiwacza?
[M]-Te gówno mi niepotrzebne, ty masz i starczy. 5 minut i zamówimy.
Ja już wkurzony, muszę wychodzić, a drogi Miecio mnie zatrzymuje.
[J]- Kur*a Mietek, nie mam czasu, za godzinę mam w Białymstoku wesele, muszę być. Znając twój zapłon zanim wybierzemy to minie ta godzina. Przyjdź w niedzielę, naprawdę nie mam czasu. Cześć.
[M]-Hola, hola tylko 5 minut.
[J]-Mietek nie rozumiesz? Muszę jechać do Białego. Załóż Internet, oglądaj sobie i przychodź będzie szybciej. Twoje dzieciaki pewnie też się ucieszą. Dobra na razie.
[M]-Ktoś do ciebie z sercem przychodzi, a ty do niego z dupą. Czasu nigdy nie masz. No ja pierd*le, normalnie niewychowany.
Przegiął pałę.
[J]- Mietek przeje*aleś sobie sprawę. Ja do ciebie z dupą? Zamówiłem Ci ten po*ebany skuter, kosiarkę, portfel, dvd, komórki i ch*j wie co jeszcze. Gdzie ty kur*a serce okazałeś? Nawet głupiego piwa mi za to nie przyniosłeś.
[M]- Zamknij się niewychowany szczylu!
Tutaj już wkroczyła moja kochana mamusia.
[KM]- Mietek, jeszcze mnie obrażasz? Że moich synów nie wychowałam? Tak? To ty jesteś niewychowany. Mam spotkanie rodzinne, a ty z tym swoim allegro przychodzisz, 7 rano chłopak z trasy wrócił dzień wcześniej też się pojawiasz, albo co przyjechał świeżo chce się wcześniej położyć to zjawiasz się o 9 wieczorem. Dobrze Ci radze. Myśl co mówisz. Teraz to wyjdź bo oni wychodzą.

Mietek się zawinął, i jak na razie go nie widać. Na razie jestem w trasie. Jednak chyba skończył się długi miesiąc miodowy Miecia ze mną. Oczywiście nabiłem kilka komentarzy na jego transakcjach, jednak są rzeczy ważniejsze niż allegro.

Allegro i Miecio

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 544 (648)
zarchiwizowany

#17545

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia z czasów liceum.

Mieliśmy fizykę z kobietą która miała co roku odchodzić na emeryturę. Tak było od 5 lat (info od starszych roczników). Na dodatek była jedynym nauczycielem uczącym tego pięknego przedmiotu o nazwie fizyka. Podobno wreszcie się zbuntowała i postanowiła odejść bo takie (5 letnie) przeciąganie jej odejścia na emeryturę troszeczkę ją irytowało. Jednak wracając do Historii.

Była to ostatnia lekcja z ową panią. Ostatnia w pierwszym półroczu, gdzieś zaraz przed świętami. Z klasą zrzuciliśmy się po 5zł żeby kupić jej kwiaty i jakiś duperel. Wyznaczyliśmy osoby reprezentujące klasę. Wszystkie dziewczyny bo do chłopców zawsze miała jakieś ale, a było nas tylko 3.

Dziewczyny wręczają jej kwiaty, prezent i formułka jak to było miło że pani nas uczyła. Ona słucha uśmiecha się. Dziewczyny zaczynają się odwracać, a tutaj jej szatański uśmieszek i tekst:
-Dziewczynki zostańcie chwile, jak już jesteście przy biurku to ja może was przepytam.
Kobieta przebiła samą siebie, musiałem opuścić klasę pod byle pretekstem żeby się wyśmiać. Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi ryknąłem śmiechem tak że chyba cała szkoła to słyszała.

Po odpowiedzi dodała po plusie do każdej oceny i wyszło 1+,1+ i 2.
PS. Ta kobieta prywatnie jej inna. Koleżanka miała z nią nauczanie indywidualne i mówiła że świetnie wszystko tłumaczy i ma u niej praktycznie same 4 i 5. Co zdobyć 4 u niej było nie lada wyzwaniem.

Także ja ostatnimi czasy poznałem ją prywatnie, znalazłem nowego klienta, którego sklep znajduje się akurat na jej osiedlu. Jak tam wpadam to czasem ją spotykałem, zapamiętała mnie, zaprosiła na kawę, porozmawialiśmy sobie. Bardzo miła kobieta. Może w szkole mi jakiejś sympatii nie okazywała, jednak mówi że bardzo mnie lubiła za moją bezczelność np.
-Proszę pani
-Pani profesor!
-Proszę pani!
-Profesor!
-Proszę pani, a ma pani tytuł profesora?
-No nie mam, mam magistra.
-Dobrze pani mistrzyni!
(jakoś tak że magister to mistrz jak dobrze pamiętam)
Pierwszy raz ktoś zwrócił dla niej na to uwagę.

Albo o wykłócanie się o szczęśliwy numerek.
-Ja tego nie honoruje.
-Ale według WSO każdy nauczyciel powinien honorować.
i pół godziny kłótni, po której odpuszczała.

Takich nauczycieli zapamiętuje się na całe życie.

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 23 (71)
zarchiwizowany

#17373

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kontynuacja historii z wczoraj.

Dzisiaj o 12 dzwoni wielki szefunio konkurencji i od razu wali z grubej rury:
-Ja Cię pozwę do sądu o kradzież!
Ja na to jak na lato odpowiadam:
-Dzień Dobry się mówi, na dodatek proszę pana bo razem wódki nie piliśmy. Proszę bardzo, przeciwwskazań nie widzę, jeżeli masz pan dowody, bo mój wniosek o zniesławienie wpływa do sądu w piątek. Ja dowody posiadam, nagrania rozmów, waszą karteczkę. Cóż…
Po drugiej stronie znowu słyszę standardowe Pip, pip.

Nie pozostało mi nic innego jak ową firmę pozwać. Jak tak sobie pogrywają. Już jestem po rozmowie z prawnikiem, co prawda przez telefon, jednak on mówi że jak mam dowody to powinno nam się udać wyegzekwować to na czym mi zależy.

Cóż zobaczymy.

PS. Jeżeli kogoś będzie interesować finał, proszę pisać pw.

Kontynuacja

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (195)
zarchiwizowany

#17322

(PW) ·
| było | Do ulubionych
A teraz historia dzisiejsza. Sprzedając swój towar jeżdżę po terenie dosyć już przetrzebionym przez konkurencje, wiec o swoje trzeba walczyć. Ogólnie na miesiąc zabieram około 2-3 klientów właśnie moim konkurentom. Stosuje różne sztuczki i fortele żeby przekonać potencjalnego klienta do zmiany dostawcy.
Jednym z moich forteli jest wykup towaru konkurencji i sprzedaż swego w zamian. Wygląda to mniej więcej następująco, klient kupuje mego towaru tyle ile potrzeba, jednak płaci towarem konkurenci i dopłaca gotówką. Ludzie na to chętnie przystają, bądź biorą mniej mego towaru i wyprzedają konkurencji. Wykupiony towar też trzeba gdzieś zamienić na gotówkę więc sprzedaję go w zaufanych punktach gdzie już z właścicielami jestem na stopie lekko koleżeńskiej.

Wracając do historii. Konkurencji zastosowali inny fortel, bardzo nie miły i oskarżający mnie, cóż lubią tak działać. Fortel ten nazywa się kartka papieru czyli na owej kartce są zapisane jakieś teksty oskarżające mnie i dyskredytujące w oczach klientów niby poparte aktami prawnymi, jednak co jest ciekawe, praktycznie wszystkie te akty prawne są z przed zmiany ustrojowej w Polsce czyli z przed 1989 roku. Konkurencja w ten sposób „zakazuje” (naprawdę zakazują słownie) handlu ze mną. Ja ich argumenty zbijam prostymi słowami: „Jakby panu/pani kazali wskoczyć w ogień, wskoczył/a by pan/pani?” Na dodatek ostatnio mam ze sobą zawsze prawo handlowe którym oni się posiłkują.

Wracając jednak to historii. Zajeżdżam właśnie do takiego zaufanego punktu, witam się ze sprzedawcą i właścicielem i zaczynamy rozmawiać. Jednak na tapetę wchodzi temat konkurencji która trafiła na mój punkt na którym właśnie wisi ich towar. Zdarzyło się cóż. Jednak oni wielce oburzeni, krzyczą że podadzą mnie do sądu, że coś tam innego. Wszystko na sklepie. Że ze mną nie wolno handlować, pokazując te swoje świstki i ich nowy argument: że jestem ZŁODZIEJEM bo sprzedaje ich towar. Tutaj nie wytrzymałem, poprosiłem o wizytówkę którą oni zostawili i zapytałem czy mogę zadzwonić do nich. Właściciel od razu powiedział że musi być na głośniku (fajny facet), sprzedawca też chce być przy tym, wiec szybka kartka że za 15 minut sklep będzie otwarty bo przyjęcie towaru i jazda.

[J]a- Dzień Dobry dzwonie z firmy takiej i takiej, słyszałem że nazywacie mnie ZŁODZIEJEM.
[P]rzedstawiciel- Dzień Dobry, bo tak jest, sprzedaje pan nie swój towar.
[J]- Posłuchaj, po pierwsze mnie nie znasz, po drugie złapałeś mnie za rękę gdy coś kradłem? Po trzecie chyba jeszcze nie znasz pojęcia wykup towaru.
[P]- Ale pan sprzedaje nie swój towar.
[J]-Bo go wykupiłem ze sklepów gdzie już go nie chcieli, bo był ZA DROGI.
[P]- Jak to wykupił pan?
[J]- Normalnie, jest takie pojecie jak wykup towaru. Sprawdz sobie.
[P]- Ale ja mam tu przepisy prawne że nie może nim pan handlować.
[J]- To niech pan sobie wyciągnie tą swoją magiczną karteczkę i zacznie czytać. Od pierwszego punktu.
[P]- Artykuł prawa nr 1.203.212 (stawiam byle jakie bo nie pamiętam dokładnie) z 1953 roku o zakazie handlu towarami ble ble ble.
[J]- To teraz ja. Artykuł prawa nr 1.203.212 z roku 1953 z nowelizacją z roku 2003. Treść artykułu. No i gdzie jest nowelizacja. Nie ma, możesz czytać następny
[P]- To jakaś nowelizacja była? Następny to 2.891.02 z roku 1978 coś tam, coś tam.
[J]-Nowelizacja była dość dawno, jakieś 8 lat temu, wcześniejsza z 1999, jeszcze wcześniejsza 1992. Artykuł 2.891.02 z roku 1978 z nowelizacją w 1997.
Było tych kilka artykułów, które zbijałem swoimi argumentami.
[J]-Wiec chyba lepiej zagłębić się w prawo i sprawdzić co się rozdaję i mówi, a nie powtarzać jak papuga co? Jak chcesz wyśle Ci mms te nowelizacje jeżeli nie wierzysz.
[P]- Ale szef mi tak kazał robić i tak mówić.
[J]- Jak Ci szef powie że wypłaty nie dostaniesz bo poszła na paliwo do jego auta to też tak pokornie to przyjmiesz? Pomyśl co mówisz. Daj mi teraz nr. do tego twego szefa.
Tutaj podyktował mi numer. Ja dzwonie do tego wielkiego [S]zefa.

[J]-Dzień Dobry, dzwonie z firmy takiej i takiej, czy mógłbym dostać dokładny adres pańskiej firmy.
[S]- Słucham? Po co?
[J]- Musze mieć dokładne informację do sądu, chce pozwać pańską firmę o zniesławienie mojej osoby przez pańskiego pracownika.
[S]-Co?
[J]- To co pan usłyszał, zostałem poinformowany że jestem ZŁODZIEJEM, zadzwoniłem do pańskiego pracownika który takie informacje rozpowszechniał i on powiedział że pan kazał tak mówić. Na dodatek zastanawiam się czy nie podać także pana i pańskiej firmy o wprowadzanie klientów w błąd na podstawie błędnych, nie istniejących bądź zmienionych aktów prawnych. Chodzi mi o tą kartkę którą pańscy kierowcy zostawiają na MOICH punktach.
[S]- Co? To są prawdziwe akty prawne!
[J]- Tak pan uważa? Wszystkie mają podłoże prawne w PRL, jak wiadomo od 1989 roku żyjemy w RP. Czyli nasza gospodarka przekształciła się z gospodarki centralnie planowej na gospodarkę kapitalistyczną. Mamy tak zwany WOLNY RYNEK. Mam tą oczerniającą kartkę akurat przed oczami, pozwoli pan że zacytuje: Artykuł prawa nr 1.203.212 z roku 1953 bla bla bla. Obecnie w prawie handlowym ta artykuł został znowelizowany w 2003 roku. Treść ustawy jest taka a taka.
[S]- pip, pip…
[J]- Znajdę sobie w Internecie. Dowidzenia.

Rozłączył się, cóż przynajmniej dostarczyłem ogromnej rozrywki moim klientom, którzy dusili się ze śmiechu. Teraz pozostaje tylko czekać jak potoczą się dalej sprawy i czy dalej będą rozpowszechniać te bzdury.

Konkurencja

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (296)

#16890

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejna historia z klubu piłkarskiego, pierwsza na razie utknęła prawdopodobnie u admina i oczekuje na akceptacje.

Starałem się być na każdym meczu zespołu dla którego pracowałem. Niedziela, koniec września bądź początek października. Czekamy wraz z kibicami na mecz. Wychodzą zawodnicy obu drużyn i sędziowie, z chorągiewką dostrzegłem mego sąsiada, facet jest fanatykiem futbolu, zresztą sędziuje dla podtrzymania kondycji bo jest strażakiem. Mecz to była jedna wielka żenada. Sąsiad sygnalizuje prawidłowy spalony, główny nawet nie reaguje. Na 10 spalonych zostało odgwizdanych dwa, lekkie przepchniecie przeciwnika skutkowało faulem, jednak tylko z jednej strony. Nasz zespół do przerwy przegrywał „tylko” 1-0 po fantastycznych paradach bramkarza. Mieliśmy na koncie także 4 żółte kartki. Sędziowie wchodzą do swojego prowizorycznego boksu, za nimi uderza od razu tam prezes przeciwnej drużyny. Jako że stałem nie opodal słyszałem całą rozmowę:

[L]-Liniowy
[G]-Główny
[P]-Prezes
[G]-Co ty se kur*a wyobrażasz, chorągiewką tak machać. Ja pierd*le co za cymbał. Wsadź sobie ją w du*e, a nie machasz.
[L]-Ty ślepy jesteś? 10 spalonych a ty 2 odgwizdałeś 2?
[G]-Bo tak ma kur*a być!
[L]-Jak? Sędziuj normalnie albo Ci tak przypierdo*e że własna żona Cię nie pozna.
(sąsiad jest potężnej postury i główny się zamknął
[P]-Panie liniowy ile pan chcesz?
[L]-Co?
[P]-No ile pan chcesz za mecz, oni wzięli po skrzynce wódki.
[L]-Co kur*a? Po skrzynce wódki? To temu takie jaja. No dobra to wiesz pan panie prezes. To ja chce 10 skrzynek wódki, 5 skrzyń browaru, z 5 kg karkówki i 10 kg kiełbasy, a i bym zapomniał nowego grilla to sobie jutro zrobię. – i wyszedł wkurzony.
[P]- Pojeb*ło chyba go. Dobra Mietek sędziuj jak było, nie zwracajmy uwagi na pajaca, i następnym razem się pilnuj, żeby znowu jakiegoś kut*sa w zastępstwie Ci nie dali. Albo niech Leszek już tyle nie pije i biega z wami.

Przegraliśmy 3-0. Jednak widok po meczu bezcenny. Mecz zakończonym, liniowy podbiega do głównego, prawy prosty, facet leży nieprzytomny, biegnie za drugim liniowym który zdążył się zabunkrować w aucie. Podbiega do tego prezesa i takiego kopa mu wysadził że ten chyba całą drogę stał.

Cóż korupcja w Polskiej piłce będzie zawsze. Jak widać w najniższych klasach rozgrywkowych nawet za parę butelek wódki można kupić mecz. Tak było 4 lata temu. Teraz pewnie jest podobnie.

Mecz IV czy V liga.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 649 (729)

#16828

(PW) ·
| Do ulubionych
Jeszcze jedna historia z salonu tatuażu mego kolegi. Postanowiłem zrobić następny tatuaż. Mały i niewidoczny, jednak dość skomplikowany bo robiony na nadgarstku, na całym obwodzie. Wychodzę z założenia że tatuaż to osobista sprawa i ten oto nowy będę nosił pod zegarkiem który i tam ma bardzo grubą skórzaną bransoletę i będzie owe dzieło całkowicie zasłaniał. Siadam na fotel daje swoją grubą i owłosioną szynkę (czytaj przedramię), kumpel zabiera się do wygolenia ręki. Właśnie w chwili pierwszego pociągnięcia żyletką po ręce wchodzą do salonu dwie dziewczyny i jedna do drugiej:
-O kur*a pedał, rękę mu goli następny debil! O lol. Idziemy stąd Jolka, nie będziemy u pedała robić tatuażu.

I wyszły, nam nie pozostało nic jak się wyśmiać z zaistniałej sytuacji.

Tatuaż

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 549 (613)
zarchiwizowany

#17217

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wracając dzisiaj z trasy, będąc jakieś 20 km za Białą Podlaską w kierunku Białegostoku, słyszę na CB-radio jak jakiś jegomość woła
- Jak dojechać z Wygwizdowa Dużego do Pierdziszewa Małego.

Myślę chyba mijałem którąś z tych wiosek niedawno. Nie pamiętam dokładnie nie będę się odzywał. Tylko kto do cholery pyta jak dojechać z jakieś wioski do innej? Tak sobie myślałem. Wtedy odzywa się jakiś inny mobil i tłumaczy. Jednak pytający odpowiedział następująco:
-Ale idiota, przez lasek szybciej się dojedzie. Gruby hu*u.

Tutaj odpowiadający zaczyna się wkurzać, pyta po co się pytał pytający. Na co następna seria bluzgów w jego stronę. Później obrażająca resztę CB-radiowego społeczeństwa. Wiadomo piątek, ludzie do domu zjeżdżają. Chcą jak najszybciej właśnie w domowe zacisze trafić, a tutaj jakiś idiota zaczyna sobie jaja robić. Pan odpowiadający się wkurzył na maksa i grozi że jak znajdzie tego „gnoja” to nogi z d*py powyrywa. Kolejna fala bluzgów, coraz więcej osób się wkurza i pytającego obsmarowuje. Wtedy szybkie hasło odpowiadającego „jeden wyżej”. Ja szybko zmiana kanału na jeden wyżej a tam dyskusja.

-Chłopaki zaraz musze zjeżdżać na pauzę, znajdę debila i mu wpierdziele, tylko wiecie jak to z 2-3 wioskowych chłopów siedzi to samemu strach.-mówi pytający
-Słuchaj ja mogę na chwile zjechać. Mam już nie daleko do domu wiec mogę Ci pomóc, jak namierzysz daj znać.
-Ja też się pisze.

Parę osób się zebrało, chyba pytający nie podłapał o co chodzi z hasłem: „jeden wyżej” i dalej na 19-tym uskutecznia swoją podwórkową łacinę. Zaraz po 3-4 minutach na 19 mówi odpowiadający: „znalazłem, jeden wyżej”. Chłopaki się dogadali. Patrzę przede mną Kamis skręca i zawraca. Pewnie będzie pomagał. Czekam na rozwój wypadków. Po około pół godzinie widzę we wstecznym lusterku że Kamis wyprzedza po kolei samochody za mną. CB w ruch i pytam:

[J]a- Kamis to jak tam z tym delikwentem?
[K]amis- Skąd kolego nadajesz? A nic siedział sobie jakiś 16 letni szczyl w Polonezie i przez CB nadawał. Tylko źle trafił, ten którego obrażał to facet z TIRa który nie był w domu od dwóch tygodni. Ostro go podku*wił. Zjeżdżam ja, ten od Tira, jeszcze dwóch chłopaków z dostawczakami. Wchodzi na podwórko a ten szczyl jak nas zobaczył, od razu się zabarykadował. My już gotowi poloneza na bok przestawiać, kiedy wychodzi chłop i pyta co się dzieje. Wytłumaczyliśmy, kazał dla synalka wysiąść, ten posłusznie wysiadł to takiego kopa mu wywalił że aż jaja zadzwoniły. Przeprosił i się rozjechaliśmy, ten z TIRa jeszcze został bo na gościnę gospodarz zaprosił.

Taki apel dla ludzi robiących sobie jaja na CB, lepiej uważajcie bo łatwo was na mierzyć. Jak któryś się wkurzy chętnie was poszuka i zrobi porządek. Choć na CB różne elementy się trafiają, jednak to już opowieść na inną historię.
PS. Jestem bez weny, dopiero co wróciłem z trasy wiec proszę o wybaczenie.

CB Radio

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 320 (356)