Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Nyord

Zamieszcza historie od: 5 kwietnia 2011 - 13:59
Ostatnio: 15 maja 2019 - 22:05
  • Historii na głównej: 47 z 88
  • Punktów za historie: 35317
  • Komentarzy: 101
  • Punktów za komentarze: 470
 

#10973

(PW) ·
| Do ulubionych
Tym razem historia o piekielnych policjantach, którzy moim kosztem chcieli sobie dorobić.

Historia sprzed około 3 tygodni, a teraz mi się przypomniała. Nie wiem czy też tak macie, jednak jako kierowca nie będąc w domu praktycznie cały tydzień, zawsze bezwiednie dociskam gaz. Prawdopodobnie w myśl przysłowia „W domu najlepiej”. Właśnie wracałem z trasy, do domu brakowało mi może 30km. Jadę i dociskam, jednak jak widzę znak to zawsze schodzę do regulaminowych 50-70, jednak kiedy jestem już blisko domu zawsze te 10 więcej na liczniku się pojawia. Jako że mieszkam na wsi, jadąc skrótami przez wioski słyszę syrenę policyjną. Posłusznie się zatrzymuje, lekko klnąc na siebie w duchu i myśląc co złego zrobiłem.

Podchodzi pan policjant (typowy wioskowy, da się poznać po wioskowej gwarze) prosi o dokumenty i zaprasza do radiowozu. Wsiadam do wysłużonej Jetty i zaczyna się rozmowa.
[P]-Policjant
[J]-Ja
[P]- No panie kierowco, przekroczyło się dozwoloną prędkość.
[J]- Panie władzo, niewiele się przekroczyło, to chyba nic poważnego?
[P]- Niewiele? O ponad 30km/h!
[J]- Z tego co się orientuję to tylko o 10. Ponieważ wiem ile jechałem.
[P]- Panie tam stoi znak 70. A pan prawie 100 leciał, więc ile?
Policjant pokazał znak przed moim samochodem co było najciekawsze.
[J]- To ja z marszu odmawiam mandatu i panowie pozwolą że skorzystam z telefonu.
[P]- Dzwoń se pan.
[J]- Ale nie do dzwonienia i wyszedłem z auta i wyjmując komórkę robię zdjęcia zza mojego samochodu, dla znaku, z boku, zza radiowozu i słyszę krzyk.
[P]- Co pan robisz?! Co pan robisz?!
[J]- Dokumentację do sądu, bo bezprawnie mnie zatrzymaliście, na dodatek nie macie żadnego fotorejestratora w aucie, a wiadomo jak ten 20 letni samochód działa, czy nie zawyża prędkości? Chętnie będę ubiegał się o odszkodowanie od gminy która wasz posterunek utrzymuje.
[P]- Co pan, no co pan. Problemy pan chcesz mieć?
Widać było po nich, że to starzy milicjanci, chyba lubili pałować, a trafili na wieś żeby sobie spokojnie dosiedzieć. Zawsze jakiegoś pijaczka ze sklepu opałują.
[J]- Straszyć mnie panowie macie zamiar? Obijecie mnie po piętach jak to miało miejsce za PRL-u?
[P]- Jak będzie trzeba to tak!
[J]- No to chyba nie, bo w ręku trzymam dowód, wszystko co drogi pan policjant powiedział mam nagrane, jeszcze obdukcja i będzie pozamiatane.
Policjanci (milicjanci) trochę zmiękli i proszą o wyłączenie dyktafonu. Wyłączyłem bo starczy mi już dowodów. Zaczyna się rozmowa od nowa.
[P]- Dobra, daj pan 100 i jesteśmy kwita.
[J]- Za co mam dać wam 100zł?
[P]- No za zatrzymanie.
[J]- Ale do ręki?
[P]- A jak inaczej.
[J]- Z tego co się orientuję to nie możecie mieć więcej niż 20 czy 30 zł przy sobie. To co by robiło u was 100 zł? To panowie jest łapówka.
[P]- Kur*a następny świętoszek. To piszemy normalny mandat.
[J]- Za co?
[P]- Za przekroczenie prędkości.
[J]- To niech pan mi pokaże gdzie przekroczyłem prędkość. Ahhh… zapomniałem toż nie macie fotorejestratora.
[P]- I kur*a psu w dupę mać. Spieprzaj, bo już nie ręczę za siebie. Do widzenia.
[J]- Do widzenia.
Policjanci na mnie chcieli sobie trochę dorobić, a że się nie dałem i byłem piekielny to też swoje. Nie lubię jak ktoś mnie chce oszukać. Dialogi są mocno okrojone bo z 10 minut kłóciliśmy się o tą 70-tkę. Ostatecznie udało się uniknąć mandatu i jest fajnie.

Wiejska Policja(milicja)

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 759 (869)
zarchiwizowany

#10842

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia może nie piekielna, jednak moim zdaniem ciekawa.


Słowami wstępu od czasu do czasu trzeba zajrzeć do fryzjera. Nie lubię tej instytucji, nie wiem dla czego, po prostu. Jednak jak to zwykle bywa, trzeba iść bo luba uprzykrza życie zdaniami typu: „Idź do fryzjera”, „Jak ty wyglądasz, jak jakiś menel” itp. Zazwyczaj strzygę się w mieście, ale że byłem w Urzędzie Gminy w sprawach zawodowych, patrzę ze w budynku Urzędu jest fryzjer, wiec myślę co mi tam, idę. Wszystko pięknie, ładnie. Na wieczór do dziewczyny, pochwalić się że jaki jestem posłuszny. Jednak wychodzi co innego pani 60+ ścięła mnie bardzo krzywo. Fali Dunaju z tyłu głowy bym nie przeżył. Nie pozostało mi nic innego jak poprawić owe ścięcie. Poprawiłem się 3mm sam, bo nic innego nie dało się z tym zrobić.


A teraz historia główna. Jeździłem po klientach stałych jak i zaglądając do nowych punktów. Kumpel handlujący innym towarem, ale w sklepach które mnie interesują podsunął mi pewien punkt. Zajeżdżam, wchodzę i rozglądam się, przy kasie stoi młody, mikry chłopak i jakby się trząsł. Jak wspominałem we wcześniejszych publikacjach, jestem dobrze zbudowany i widać moje walory przez koszule czy koszulki. Podchodzę i się przedstawiam, a z chłopaka zeszło jakby powietrzem. Dobiliśmy targu, wszystko fajnie, jednak on musiał się chyba wyżalić. Chłopak po prostu mnie się przestraszył jak wszedłem do sklepu. Zapomniał z domu okularów i myślał że jestem miejscowym a’la Gangsterem. Pomylił mnie dlatego że do sklepu weszła osoba pokaźnych rozmiarów w luźnych spodniach i obwieszona złotem. Do ubioru nie pasowały tylko sandały i koszula. Ja byłem ubrany w koszulę, spodnie materiałowe luźne takie letnie, sandały i z pod rozpiętej dość mocno koszuli wystawał mój prezent od dziewczyny medalik z krzyżykiem w kolorze srebrnym i zegarek na ręce. Ekspedient jak stanąłem w pełnym słońcu (wpadało przez drzwi) pomylił mnie z pospolitym dresem(luźne spodnie). Z tego co jeszcze się dowiedziałem, owy chłopak ma problem przez tego dresika z powodu stłuczki, jaką spowodował owy pan w sportowym ubiorze, swoim nie zawodnym Bolidem Młodego Wieśniaka. Oczywiście cała wina po stronie kierowcy BMW.

Nowy punkt

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 15 (57)
zarchiwizowany

#10492

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ślubny piekielny.

Historia ta wydarzyła się dosłownie wczoraj. Opisuje ona co potrafią zrobić osoby w stanie upojenia alkoholowego.
Wczoraj o 16 mój kolega zmienił stan cywilny z kawaler na żonaty. Nie mogłem odmówić koledze udziału w jego i jego lubej w uroczystości. W kościele jak to w kościele, ceremonia bardzo ładna, szybka. Para młoda pięknie wyglądała. Na koniec ryż i miedziaki w góre i wszyscy na przyjęcie weselne. Wchodząc na sale zauważyłem swojego klienta, wymiana uprzejmości i podążamy na swoje miejsca. Tradycyjny początek imprezy weselnej, ciepłe dania itd. Ja jako że bardzo lubię tańczyć wraz z moją partnerką weselną jako jedna z pierwszych par wyskoczyliśmy na parkiet popląsać w rytm muzyki. Jako że byłem nie pijący (dzisiejszy dzień roboczy) postanowiłem nadrobić to tańcem. Około 21 troszkę zgłodnieliśmy i ruszyliśmy na swoje miejsca w wiadomym celu. Po około 5 minutach przysiada się do mnie i mojej partnerki weselnej wyżej wspomniany klient. Widzę że jest lekko na rauszu, jednak rozmowa jest klarowna i do rzeczy. Rozmawiamy o interesach, chociaż w weekendy nie pracuję i nie rozmawiam o pracy, jednak klient postanowiłem chwile porozmawiać. Zjedliśmy i chcąc wracać na parkiet, przeprosiłem rozmówce i wróciłem na parkiet. Znowu wpadłem w szał zabawy, taniec z panną młodą, z mamą panny młodej, siostrą pana młodego i mamą pana młodego oraz nie zaniedbywałem swojej partnerki. Jednak człowiek nie żyje tylko powietrzem, a taniec męczy organizm wiec bywałem przy stole dosyć często i zawsze ów pan się przy mnie pojawiał. Sam chyba w ogóle nie tańczył i od razu przechodził do interesów. Lekko zdenerwowany po 3 takiej wycieczce i rozmowie oświadczyłem:
-Panie Zenku(imię zmienione) jesteśmy na tak wspaniałej uroczystości czy musimy rozmawiać o interesach? Lepiej się pobawmy na cześć młodej pary.
Te rozmowy nie podobały się nie tylko mi, a także mojej towarzyszce zabawy, której byłem winny wesele ponieważ zaprosiła mnie kiedyś, a teraz nadeszła moja kolej. Nie mogliśmy się dobrze bawić poprzez takie nachodzenie. Około 23:30 weszły następne dania gorące wiec postanowiliśmy odsapnąć i zregenerować siły poprzez posiłek. Znowu także dosiadł się pan Zenek. Rozmowy od razu na temat dla niego najważniejszy. Wypowiadam wyżej napisaną formułkę i się zaczęło:
[Z]-Pan Zenek
[J]-Ja
[Z]- Teraz porozmawiamy, możemy wiec dlaczego nie chcesz rozmawiać?
[J]- Bo jestem na przyjęciu przyjaciela i chcę mu zrobić przyjemność dobrze się bawiąc.
[Z]- Kur*a nie Pier*ol człowieku, napier*alasz jak jakiś debil po tym parkiecie, ważniejsze są sprawy od tańczenia!
[J]- Trochę kultury to po pierwsze, a po drugie o interesach rozmawiam w godzinach pracy czyli od poniedziałku do piątku od 8 do 18 w sobotę od 8 do 14. Wtedy możemy porozmawiać o interesach.
[Z]- Zamknij się szczylu. Porozmawiamy tu i teraz. Ja Ci nie dam się bawić, bo masz mi zejść z ceny bo strasznie zdzierasz.
[J]- Zabroni mi pan?!
[Z]- Zabronię. Przylazłeś z jakąś kur*a i jakieś wygibasy prezentujesz, w łóżku też taka jest?!
Tego było już za wiele, nigdy nie pozwoliłem i nie pozwalam obrażać kobiet w mojej obecności. Wstałem, chociaż nie musiałem bo cała sala, całe 120 parę osób było skupione na naszej rozmowie.
[J]- Przeprosi teraz pan tą dziewczyną bo skończy się inaczej.
[Z]- A jak nie? To co? Przyje*biesz mi?
[J]- Jak będzie trzeba, to zrobię to.
[Z]- No kur*o co się nie odzywasz. Ostro Cię jedzie w łóżku?
Już miałem dla faceta przywalić żeby nakrył się stopami, kiedy powstrzymała mnie moja partnerka i pan młody. Jak w którejś z wcześniejszych historii wspominałem jestem facet słusznej postury, a mój „klient” był tak pijany ze wątpię żeby dziś coś pamiętał, a obicia facjaty najbardziej. Pan młody odciągnął mnie i przepraszał, jego żona także bo jak się okazało to jakiś jej wujek. Ja tylko powiedziałem żeby przeprosili moją partnerkę bo ona najbardziej ucierpiała. Postanowiłem urwać się z wesela, bo już nie sądzę żebym dobrze się bawił. Nie doczekałem nawet oczepin. Partnerkę przepraszałem cały czas. Nawet dzisiaj zawiozłem jej kwiaty i czekoladki. Chociaż wiem że to nie moja wina czuje się podle że zaprowadziłem ją na wesele na którym nie mogliśmy się dobrze pobawić i była wyzwana od najgorszych. Sama mnie zapewnia że to nie moja wina, ja jednak czuję się winny tej sytuacji.
Zastanawia mnie także jak zachowa się ów piekielny „Zenek” jak do niego przyjadę z towarem. Na razie zanosi się że będę tam za miesiąc, a najlepsze w tym jest że ja „zdzieram” a ów pan ma dotąd dwie faktury na astronomiczną kwotę około 300zł.

Nie dawno dzwonił do mnie wczorajszy „żonkoś” i bardzo mnie przepraszał. Nawet zaproponował przeprosinową kolację dla mnie i mojej partnerki, oczywiście po miesiącu miodowy.

Ślub kolegi

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (274)
zarchiwizowany

#10182

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Teraz chciałbym opisać historię z mojej pierwszej pracy, parę ich było. Jednak ta jest chyba najciekawsza.
Było to około 5-6 lat temu, a ja miałem wtedy 17 lat. Okres wakacyjny więc chciałem zarobić na prawo jazdy żeby nie ciągnąc na tą przyjemność od moich rodzicieli. Trafiła mi się robota w hurtowni Alkoholi. Praca polegała na tym że alkohol na palety i ładowałeś nimi auta. Czasami jeździłeś w trasy z chłopakami do pomocy przy wyładunku. Ważne jest żeby nadmienić że w takiej pracy konkretna praca ma zazwyczaj miejsce we wtorki (ewentualnie poniedziałki, jednak rzadko) i piątki. Ponieważ we wtorki zaopatrujesz sklepy w alkohol na cały tydzień, natomiast w piątek na weekend.
Akurat była środa i wyjechały tylko 3 auta z 4. Trzeba było trochę udawać że się pracuje wiec zacząłem zamiatać magazyn, bo jak kierowniczka zobaczyła że się obijasz to trafiało Ci się zazwyczaj „przecieranie buteleczek”. Przetrzyjcie całą paletę piwa, zobaczycie jak ręce bolą. Chodzę, zamiatam na magazynie, wołają mnie chłopaki. Mówią że się z nimi napić, bo jeden z magazynierów ma zły dzień. Grzecznie odmawiam, mówię ze wezmę sobie jakąś Cole i sobie gadamy. Właśnie ten magazynier jedno piwko, drugie piwko, setka, druga setka. Już podpity. Żali się nam, jakie to życie z kobietą potrafi być „poje*ane”, że tylko kasa misiu kasa. Już znamy przyczynę jego rozpaczy, a że był to człowiek który w siebie wlać potrafi całkiem sporo, i nie ważne co to jest może być piwo, wódka czy nawet pospolity bełt. Po dwóch godzinach chłopak ledwo trzyma się na nogach, ale dalej żłopie. W pewnym momencie dopada do kartonu okolicznościowej Żubrówki otwiera karton, wyciąga butelkę i tak patrzy na nią i głośno się zastanawia czy otworzyć czy nie otworzyć, warto nadmienić że ta okolicznościowa żubrówka była wyprodukowana tylko w symbolicznej ilości bo na magazynie mieliśmy tylko 5 kartonów czyli razem 30 butelek. Do tego była bardzo droga.
[M] – Magazynier
[P] – Pracownicy czyli reszta

[M] – Otworzyć czy nie otworzyć.
[P] – Zostaw! Już ledwo trzymasz się na nogach!
[M] – Ja? Ja ledwo? Jak ja tańczyć jeszcze mogę.
Tutaj nastąpił niezgrabny wygibas, myśleliśmy że poleci na kartony z wódką i będzie ostro. Jednak jakoś cudem utrzymał równowagę.
[P] – Zostaw , człowieku po co miałbyś otwierać, dla zabawy?
[M] – A spróbować, będę pierwszy który spróbuję nowej wódki! HA!
[P] – Kur*a uspokój się i nie otwieraj!
[M] – I co myślisz że ja nie otworze? Że ja speniam! OTWORZE!
Oczywiście otworzył upił trochę i odstawił. Zamyślił się i mówi:
[M] – W sumie dobra, ale bez trawki to nie to samo.

Jako że po tej akcji, nasz magazynier zaczął powoli zdychać. Postanowiliśmy interweniować u kierowniczki, która miała do niego największą słabość. Bo takie akcje zawsze uchodziły mu płazem, żeby ktokolwiek inny coś takiego zrobił od razu poleciał by z pracy.
Kierowniczka puściła go do domu, jednak on swoje że on samochodu tutaj nie zostawi. Nigdy w życiu, co jego żona powie. Nikt przecież nie pozwoli mu prowadzić do domu. Wreszcie odzywa się drugi magazynier
[2M] – Drugi magazynier
[J] – Ja
[K] – Kierowniczka

[2M] – Młody umiesz jeździć?
[J] – To znaczy co?
[2M] – To znaczy czy umiesz prowadzić auto.
[J] – No umiem.
[2M] – To odwieziesz naszego pijaka do domu, mieszkasz blisko jego wiec sobie już wrócisz do domu wcześniej.
[K] – Chyba ja tutaj rządze co?
[2M] – Pani Kierownik i tak z Mietka (imię zmienione) już dzisiaj nic nie będzie, roboty też nie ma. Młody wymiótł cały magazyn, wróci sobie 2 godzinki wcześniej, z dziewczyną się spotka.
[K] – Ale czy to dobry pomysł dawać samochód, dla niepełnoletniego?
[2M] – Poradzi sobie, wcześniej sobie poradził to i teraz.
[K] – Co znaczy wcześniej?
[2M] – Na jednym sklepie.
Historię z „wcześniejszym poradzeniem sobie” opiszę innym razem.
[M] – Ktoś mnie kur*a odwiezie?! Czy sam mam jechać.
[2M] – Widzi pani, Mietek już wrzeszczy, zresztą jest to najlepsze wyjście, nam wszystkim to nie zbyt pasuje, bo jesteśmy swoimi autami, musielibyśmy wracać tutaj i do domu, wiec młody się nadaje.
[K] – Zrób kółko wokół magazynów, a my ocenimy czy się nadajesz.
Zrobiłem te kółko i nadawałem się. Pojechałem, co było z perspektywy czasu dużo głupotą. Jednak wtedy była to przygoda, przejechać przez całe miasto fajną furą. W samochodzie było tez kilka ciekawych sytuacji np. jadąc 60 bo więcej się bałem, nasz kochany magazynier rykną: Czego tak się pierdo*isz. Ten samochód ma zapier*alać. Ręką docisną moją nogę na pedale gazu na co samochód zaregował bardzo szybko i wskoczyło prawie 90. Cóż ciekawe czasy młodości.

Hurtownia Alkoholi

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 24 (156)
zarchiwizowany

#10188

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tym razem historia od z pracy mojej mamy.

Moja rodzicielka ma przyjemność od 19 roku życia pracować w jednej firmie. Już ponad 25 lat. Otóż pracuję w Spółdzielni Mieszkaniowej.

Jako że takie spółdzielnie mają swoje mini biura na każdym osiedlu, moja mama akurat pracuję na osiedlu gdzie 70% ludzi jest w wieku emerytalnym. Oto kilka ciekawych historii.
Raz w miesiącu mamy pełnie księżyca, jak każdy zresztą wie. Moja mama ma teorię że księżyc wpływa na ludzi i są oni wtedy najbardziej piekielni. Właśnie 2 dni przed pełnią przychodzi jedna pani z osiedla. Lat ponad 70, nie myjąca się , śmierdząca uryną i brudem. Przychodzi i prosi o wypełnienie książeczki mieszkaniowej. Mama prosi o podanie książeczki. Kobieta wkłada rękę pod spódnice (dokładniej do majtek) i wyciąga „cipowatą” (określenie mojej mamy) książeczkę. I jak tu się nie brzydzić ludźmi.

Czasami trzeba zanieść do głównego biura różne dokumenty. Jako że jest to około 2 kilometrów od administracji. Mama zazwyczaj robi sobie spacer. Podczas wyjść nie tylko do biura, ale nawet do sklepu na osiedlu słyszy komentarze od pijaczka:
-Gdzie się wybiera? Pracować trzeba, a nie łazić. No gdzie łazi.
Tego typu komentarze. A najlepsze jest to że owy pijaczek pracą nigdy się nie zhańbił bo od 20 któregoś roku życia ma rentę (coś z dłońmi) i utrzymuje go matka. Obecnie facet ma około 50 lat czyli 30 lat żyć za państwowe i pic miesiąc w miesiąc też można.
Najgorszym elementem są piekielni rozczeniowcy. Zdarzają się na jakiś czas. Dosyć rzadko jednak są. Teraz jak wiadomo na jedno mieszkanie nie rzadko przypada 2-3 samochody, a jak bloki były budowane w latach 80 czy 70 miejsc parkingowych jest o wiele za mało. Zimą kiedy trzeba odśnieżać drogi wewnętrzne, jeden z bardziej znanych piekielnych na osiedlu postawił samochód tak że było go trzeba przysypać. Jako że odśnieża się od bladego świtu, wpada do administracji po 7 i robi awanture z epitetami i słowami tego typu:
-Co za debil i idiota zasypał moje auto. Zero kultury, dla pożarnego obywatela auto zasypać. Zapie*dalać teraz macie i odśnieżyć i wymyć. Kur*a ch*je. Itp. Itd.
Skończyło się na tym że ten pan co odśnieżał był w moim wieku 20-23 lata. Dosyć postawny wyszedł z pokoju bo akurat był i powiedział.
-Właśnie widzimy okaz kultury który uczy młode moje pokolenie odzywania się i traktowania ludzi.
Facet nic nie powiedział i wyszedł.

Jedną z najciekawszych historii była o wyrzucaniu mebli z 3 piętra. Do administracji przylatuje lokator i krzyczy że mają coś zrobić bo sąsiad przez okno wyrzuca meble, na jego ogródek i kwiaty mu niszczy. Po poinformowaniu że Policja zajmuję się takimi zajściami zaczął wrzeszczeć że to wy macie tym się kur*wa zając. To wasz zasrany obowiązek. Sąsiad był chory umysłowo, a jego żona wyszła akurat na zakupy i nie mogła go przypilnować.
Nie zazdroszczę osobom które pracują w urzędach, bo to wredna robota. Sam opisze innym razem historię o urzędzie gminny w którym byłem na stażu studenckim.

Administracja osiedla

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 43 (205)
zarchiwizowany

#10091

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Teraz historia o piekielnym kliencie klienta.
Jako że prowadzę własną działalność i na swój byt trzeba zarobić to opiszę taką dosyć zabawną historię która przydarzyła mi się około dwóch tygodniu temu.

Od czasu do czasu się zdarza że się spieszysz, bo chcesz jak najdalej dojechać i wpadasz do klienta tuż przed zamknięciem. Mi zdarzyło się to drugi raz. Było 16:50 czyli 10 minut do zamknięcia. Wchodzę, przepraszam że tak późno, mówię że mam jeszcze 200km do przejechania. Ogólne zrozumienie. Sprawdzam czego potrzebują i idę po towar. Kiedy wracam na sklep jest minuta może dwie po 17 bo w tle lecą wiadomości z radia. Pisze fakturę, kiedy wchodzi klient do klienta.
[K] – klient sklepu
[P] – Pracownik

[K] – Dobry, 2 worki cementu i dodatek poproszę.
[P] – Przepraszam ale sklep jest już zamknięty i nie mogę panu nic sprzedać.
[K] – Jak to zamknięty, jak wlazłem. Zresztą to tylko 2 worki i dodatek.
[P] – Nie mogę panu sprzedać bo jesteśmy już po godzinach pracy.
[K] – Toż widzę że facet coś tam przebiera, chyba klient. Toż każdego macie traktować tak samo!
[P] – To nie klient, tylko nasz dystrybutor. Piszę aktualnie fakturę.
[K] – Nie rób problemu, sprzedaj i mnie już nie ma.
[P] – Przepraszam pana ale już 3 raz panu tłumacze że niczego nie mogę panu sprzedać, na dodatek mamy wygaszone kasy, a odpalanie ich na nowo zajmie trochę czasu. Nie możemy tego panu sprzedać.
[K] – To daj mi to na WZ.
[P] – Nie mogę nawet tego dać panu na WZ ponieważ jest system wygaszony, na dodatek magazyn też jest już zamknięty.
(Nie wiem na jakich zasadach to działa, ale tak powiedział)
[K] – Dobra, dobra zawołaj Mirka.
[P] – Jakiego Mirka?
[K] – Dla Ciebie szefa, sam go zawołam. MIREK! MIREK!
(Do akcji wchodzi właściciel)
[W] – Czego się drzesz i co tutaj robisz?
[K] – Bo ten ku*wa łapserdak nie chce mi cementu sprzedać.
(tutaj wskazał na pracownika który mu tłumaczył o co chodzi)
[W] – Po pierwsze nie łapserdak, tylko mój pracownik i ma pełne prawo odmówić Ci sprzedaży towaru, bo jest już po godzinach pracy, na dodatek kasy są wyłączone, a sklep zamknięty.
[K] – Mirek, nie pier*ol, ja tylko dwóch worku cementu potrzebuję bo brakuję mi do wylania fundamentu pod ogrodzenie, robotę dzisiaj skończę i fajrant, jutro robić mi się nie chce.
[W] – Jednak chyba będziesz musiał jutro robotę robić bo nikt Ci tego nie sprzeda dzisiaj. Teraz to możesz przeprosić pana Adama za obrażę i wyjść, otwieramy codziennie od 7. Cześć.

Właściciel odwrócił się i oddalił się na zaplecze. Piekielny przeprosił i wyszedł, a ja wraz z pozostałymi pracownikami stałem oniemiały i dopiero po opuszczeniu sklepu przez pana piekielnego, podbiłem fakturę i śmiejąc się z sytuacji opuściłem sklep.

OCMB

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (235)
zarchiwizowany

#9142

(PW) ·
| było | Do ulubionych
3 historie specjalnie dla was.
1. Tym razem historia nie związana z moją pracą a białostockimi babciami moherowymi i ich zachowaniem.
Jako że musiałem odstawić dostaw czaka do serwisu na wymianę klocków i oleju, a że było przed weekendem wiec zostawiłem go na ten weekend. Jako że mieszkam na wsi, umówiłem się z bratem który będzie wracał ze szkoły autem że spotkamy się w wyznaczonym miejscu i razem pojedziemy do domu. Wsiadam do autobusu MPK i wyruszam w podróż którą tutaj opisze. Jako że jadę z jednego krańca miasta na drugi, na dodatek w godzinach w których ludzie kończą prace, panował ścisk. Zawsze w okolicach dworca PKP w Białymstoku autobus trochę się przerzedza i właśnie w tym miejscu chciałbym zacząć swoją historię.
Stoję na kole (środek autobusu w przegubowcu) kiedy podjeżdżamy do przystanku przy PKP, dość dużo osób wysiada, jednak może 3 miejsca siedzące zostały wolne. Wsiada trochę osób w tym 3 babcie, 2 panów (prawdopodobnie budowlańców) i kobieta która prawdopodobnie właśnie nie dawno przyjechała pociągiem ponieważ była obładowana torbami podróżnymi. Jakież było moje zdziwienie jak te 3 babcie szybko wyznaczyły sobie cel (czyt. miejsca siedzące). Odległość miedzy siedzeniami miedzy jedną z pań moherowych, a kobietą z torbami wynosiła mniej więcej 4m do 1,5m. Jeszcze większe zdziwienie kiedy ta babcia (dodam że o kulach) szybciej zajęła miejsce niż ta pani z torbami, która musiała stać. Jakiś młody chłopak się poczuł i ustąpił miejsca tej pani.
Nie wiem skąd te babcie biorą taką werwę w walce o miejsce.
2. Teraz historia od kolegi który jest Księdzem.
Jako że powołanie objawia się w różnym wieku. Mój kolega „X” przed wstąpieniem do seminarium duchownego pracował jako grabarz w jednej z firm pogrzebowych w Białymstoku. Zawsze go denerwowało że jak Karawan stał na światłach to zazwyczaj moherowe berety zaglądały do środka i patrzyły czy jedzie „nieboszczyk”. Jako że przyszły ksiądz miał dzień dość stresujący (bura od szefa i wyśmiewanie się dzieciaków z jego roboty na jednym z pogrzebów oraz w/w babcie) postanowił wraz z kolegami z pracy ukrócić ten proceder zaglądania do karawanu.
Akurat był już koniec pracy i trzeba było jechać po nowe trumny. Nie było to duże zamówienie ponieważ chodziło o same duże trumny. 3 trumny zostały spakowane pod tak zwany drugi bagażnik i jedna była na wierzchu. Jako że mój kolega jest dość wysoki postanowił zrobić psikusa osobom zaglądającym.
Położył się do trumny, złożył ręce i zamknął oczy. Jego koledzy którzy siedzieli obok mieli dać znać jeżeli ktoś będzie zaglądał. Stanęli na światłach i babcia z chodzikiem zagląda przez szybę. Przyszły ksiądz wtedy otworzył oczy popatrzył na panią i pomachał ręką. Reakcja babci piorunująca, chodzik zarzuciła na plecy i biegiem na drugą stronę ulicy. Osoba która parę chwil wcześniej miała problemy z poruszaniem, teraz wykazała się iście sportowym duchem i nie wiemy czy nie pobiła rekordu świata na 100m.
3. Historia jest już o mojej pracy.
Parę tygodni wcześniej opisywałem historię z cwaniakiem, teraz opiszę troszeczkę inną.
W Bielsku Podlaskim mam parę punktów sprzedażowych, ale opiszę jeden. Zazwyczaj zaglądam tam raz na 3 tygodnie, zostawiam towaru na 300-500 zł na fakturę przelewową, jednak zazwyczaj do takiego przelewu nie dochodzi bo jak przyjeżdżam następnym razem dostaję pieniądze do ręki. Tym razem było inaczej ponieważ ostatnim razem zostawiłem trochę więcej towaru, ponieważ chciałem uderzyć trochę na Warszawę i okolicę gdzie klientów praktycznie nie mam. Co z tym się wiąże do owego sklepu nie zajeżdżałem ponad miesiąc. Jako że sklep mały i miał tylko jedną pracownicę i kierownika byłem z nimi na T, atmosfera zawsze radosna, można liczyć na kawę i ciastko. Zwyczajem zajeżdżałem tam na koniec tygodnia kiedy samochód miałem prawie pusty i wracałem z trasy na Lublin. Zajeżdżam w czwartek wchodzę, standardowe dzień dobry i miły dzień. Patrzę stoi młody chłopak i odpowiada, kierownika ani miłej pani sprzedawczyni nie ma. Troszkę zdziwiony przedstawiam się i mówię że przyjechałem zatowarować mój stojak.
[J]-Ja
[Ch]-chłopak
[Ch]- ale szef nie mówił że będzie dostawa, ja nie mogę w takim razie przyjąć towaru.
[J]- handluję drobnicą i zajeżdzam zazwyczaj co 3 tygodnie tutaj i zostawiam swój towar.- wskazuję na stojak.
[Ch]- ja tu pracuję od miesiąca i jakoś pana nie widziałem.
[J]- nie widziałeś bo dogadałem się z twoim szefem że zostawię więcej towaru, bo chce pojechać w nowe miejsca i otworzyć nowe punkty sprzedaży i być może nie będę zaglądał przez najbliższy miesiąc.
[Ch]- ale szef mówił że nie będzie dostawy.
[J]- zrozum, żeby kierownik Ci mówił że będzie dostawa towaru na 400zł to powinien chyba mówić Ci o wszystkim.
[Ch]- Szef mówi mi o wszystkim.
[J]- dobrze to przyjmiesz towar, bo widzę że stojak świeci pustkami?
[Ch]- ale ja nie mogę przyjąć towaru, bo szef by mnie poinformował.
Już wkurzony powiedziałem do chłopaka że za chwile wracam i wyszedłem do samochodu, odnalazłem wizytówkę właściciela sklepu i pokazuję ją chłopakowi.
[J]-To telefon szefa?
[Ch]- Tak.
[J]- To ja do niego zadzwonię i zapytam czy towarować.

[K]- Kierownik

[J]- Dzień dobry, tutaj D… z firmy XYZ, przyjechałem zatowarować stojak , jednak nie ma pani Basi, a stoi tu taki młody chłopak i nie chce żebym towarował sklep.
[K]-Dzień dobry, co? Ale dlaczego?
[J]- mówił że pan nic mu nie powiedział.
[K]- Dobra, nie będę pana nabijał na koszty, zaraz do niego przedzwonię.
Po chwili odzywa się telefon chłopaka i słyszę tyradę kierownika i chłopak po około 2 minutach wręcza mi telefon mówiąc że kierownik mi chce ze mną rozmawiać.
[J]-Tak?
[K]-Przepraszam Cię zatrudniłem chłopaka żeby się przyuczał, bo otwieram nowy sklep, Baska zachorowała i został sam, a ja nadzoruję pracę właśnie w nowym lokalu.
[J]- Nie ma problemu, zdarza się.
[K]- Mam nadzieję że nowy sklep też zatowarujesz?
[J]- Z największą przyjemnością.
Pożegnaliśmy się a chłopak z miną zbitego psa mówi.
[Ch]- to pan zatowaruję i wypisze fakturę a ja podpiszę. A szef powiedział że mam jeszcze oddać pieniądze za starą fakturę.
[J]- Dobrze nie ma problemu.
Zobaczymy jak sobie poradzi na nowym sklepie, który za około miesiąc ma być otwarty.

MPK Białystok, Usługi pogrzebowe i moja działanośc

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 7 (71)

#8267

(PW) ·
| Do ulubionych
Od pół roku prowadzę działalność gospodarczą. Jako że mieszkam w okolicach Białegostoku to obsługuje Podlasie i dość bliskie sąsiedztwo tegoż województwa. Jednak że trzeba cały czas się rozwijać, postanowiłem że zatrudnię trochę na lewo ojca który, pracuje w podobnej branży i jeździ na innym terenie niż ja, zawsze odchodzi mi ZUS i koszty samochodowo-paliwowe. Jako że swój towar trzeba dowieźć do klienta to takie rozwiązanie wydawało mi się najlepsze.

Właśnie z klientem ojca był problem. Tata handluje na terenie Pomorza, Wielkopolski i Kujaw i właśnie na Kujawach zdarzyła mi się dość nie przyjemna sytuacja. Ojciec znalazł mi punkt pod Bydgoszczą, nie będę pisał nazwy sklepu ani dokładnej lokalizacji. Facet wydawał się normalnym klientem, raz kupił towar za gotówkę, drugi raz także, za trzecim razem kiedy mój ojczulek zajechał, facet nabrał towaru na sporą jak dla mnie kwotę 1300 zł. Jednak tym razem poprosił o zapłatę przelewem. Jako że mamy w zwyczaju takiemu klientowi oferować miesięczny okres spłaty. Przecież nie było problemu z poprzednimi fakturami, ojciec szczęśliwy, że zrobił dość dużą sprzedaż jak na mój asortyment (sprzedaje akcesoria meblowe), wrócił do domu. Minął miesiąc, klient się nie odzywa, nie bierze towaru, wiec czekam tydzień, drugi, przelewu nie ma. Dzwonię do mego rodzica i mówię żeby zajechał i zapytał co z pieniążkami. Zawsze jak ktoś jest miły, spłatę można rozłożyć na raty.

Z relacji ojca wynikało coś takiego:
[T]- tata
[K]- klient
Krótka wymiana uprzejmości, rozmowa o biznesie żeby trochę zejść z tematu (zabieg marketingowy) jednak trzeba wejść na właściwe tory i Tata zaczyna rozmowę:
[T]-Byłem u pana półtora miesiąca temu i sprzedałem panu dość sporą ilość towaru, jednak nie uregulował pan należności, a już jesteśmy ponad 2 tygodnie po terminie, więc być może chciałby pan uregulować należność?
[K]-Ale jaką należność? Toż ja od pana nic nie brałem. Nie mam pańskiego towaru. – Z głupią minką.
[T]-Nie brał pan? Dziwne, toż stoimy przy towarze naszej firmy. To jak to możliwe że pan nie ma naszego towaru? - Pokazuje ojciec na stojak przy kasie z naszym towarem i nalepką na stojaku jak wół z logiem firmy.
[K]-Ale to nie jest od was towar, ja to wziąłem od innego przedstawiciela!
[T]-Tylko, że nasza firma ma dwóch przedstawicieli, mnie i jeszcze jedną osobę (chodzi o syna) - tato już wkurzony.
[K]-To ja wziąłem towar od tego chłopaka i mu tylko będę płacił. - Z wyrazem tryumfu na twarzy.
[T]-Czy mam w takim razie pokazać panu ksero faktury na której jest moje i pańskie nazwisko.
Chyba już się zreflektował i przeszedł na inną strategię.
[K]-A już pamiętam, te pieniądze już dawno wysłałem przelewem. Musicie mieć dobry burdel w papierach, skoro jeszcze nie otrzymaliście przelewu. - Powiedział z dumą w głosie.
[T]-Nie sądzę proszę pana, że mamy burdel w papierach, skoro wczoraj jeden z klientów wysłał przelew i jakoś dzisiaj już mamy pieniądze na koncie, więc proszę tutaj nie mówić o burdelu w papierach, co najwyżej pan nie zrobił przelewu albo sam ma pan burdel. - Ojciec już mocno wpieniony.
[K]-To, to... wina banku, ja zrobiłem ten przelew. - Znowu myśli że tryumfuje.
Jako że ojciec nie od dzisiaj działa w branży, spokojnie mówi:
[T]-Jeżeli zrobił pan przelew, to proszę wydrukować potwierdzenie z konta bankowego, bo znając życie ma pan rachunek także z dostępem przez Internet, można wydrukować takie potwierdzenie, jeżeli jest to pójdziemy do banku i wszystko się wyjaśni.
Facet myśli, myśli i wymyślił.
[K]-Ale ja tu nie mam Internetu i nie mogę od tak od ręki tego potwierdzenia wydrukować.
Tato wkurzony, widzi że facet kłamie, bo stojąc niedaleko kas widzi, że kasjerka siedzi na Internecie i czyta Onet.pl. Poddał się i powiedział.
[T]-Jako, że mamy początek tygodnia i ja dopiero wyruszam w trasę, to wracając zahaczę o pana sklep i da mi pan te pokwitowanie.
Facet z ulgą w głosie żegna się i mówi że na pewno będzie.

Ojciec wracając zajeżdża do sklepu, wchodzi i pyta czy jest kierownik. Ekspedientka mówi, że nie ma. Pyta czy nie zostawił pokwitowania bankowego. Kasjerka na to z szyderczym uśmiechem, że szef nic nie zostawiał i powiedział ,że nie chce pana towaru, proszę go wykupić. Jako, że na stojaku zostały dosłownie resztki na góra 200 zł. Powiedział, że nie wykupi towaru póki sklep nie ureguluje należności co do firmy. Obrócił się na pięcie i wyszedł.
Zajeżdżał jeszcze dwa razy, jednak za pierwszym razem tuż przed nosem drzwi zamknął mu kierownik i wywiesił kartkę 'inwentaryzacja' na początku marca. Za drugim razem sklep także został zamknięty tuż przed nosem mego ojca i klient śmiał się do rozpuku. Ojciec wkurzony zadzwonił na Policję, jednak kiedy pod sklep zajechał radiowóz, kierownik schował się wraz z ekspedientką i funkcjonariusze nic nie mogli zrobić.

Także ja próbowałem dzwonić, jednak pewnie większość z was domyśla się jak to wyglądało. Oto jedna rozmowa:
[J]-Ja
[K]-klient
[J]-Dzień Dobry, dzwonię z firmy xxx. Chciałbym się dowiedzieć co będzie z naszymi pieniążkami? Zalega pan już ponad 2 miesiące, a tych pieniędzy ani widu ani słychu.
[K]-I ku**a bardzo dobrze, chu**wa jesteście firma to i ch*j nie pieniądze dostaniecie. Hahahahaha!
[J]-Trochę kultury, będę musiał zgłosić sprawę na Policję i jak będzie trzeba pójdę do sądu, po moje pieniądze.
[K]-Jakie ku**a twoje? Masz je, że tak gadasz? Hahahaha! Zgłaszaj sobie i tak mi tego nie udowodnią, nie mam faktury i gówno mi możesz zrobić. Hahahaha!
[J]-Tak pan myśli? Ale ja mam kopię tej faktury i mogę z nią iść na policje.
[K]- Gówno możesz! Hahaha! Nie zapłacę i ch*j. Nara!

Postanowiłem sam się pofatygować do tego pana. Wsiadłem w osobowe auto i zabrałem kolegę, z którym razem chodzimy na siłownię, a trzeba wam wiedzieć że do najmniejszych nie należę. 190cm wzrostu i ponad 4 lata regularnego treningu na siłowni przyniosło swoje, karkiem nie jestem, jednak jak to się mówi jestem dobrze zbudowany. Przyjechaliśmy w sobotę tuż przed zamknięciem, godzina 13:45. 15 minut do zamknięcia, najpierw wchodzę ja, odszukuje gbura, mały gruby 30-40 latek. Ja 22 wiosny, więc różnica duża. Podchodzę i mówię, że jestem zainteresowany około 100m2 paneli, do tego jakieś mebelki. Bo tym handlował ten jegomość. Facet widzi, że może zbić interes. Zaprasza mnie do biura. Kiedy udawałem się na zaplecze wszedł mój „większy” przyjaciel. Facet pyta czy kawy czy herbaty, ja natomiast rozejrzałem się po pomieszczeniu i zauważając, że kamery tutaj nie zainstalował, mówię z grubej rury.
[J]-Ja
[K]-Klient
[J]-Teraz przejdźmy do rzeczy, płacisz czy robimy małe przemeblowanie?
[K]- Ale o co chodzi? - Mówi przestraszony.
[J]- Nie płacisz faktur, to przyjechałem osobiście, jeżeli nie znajdą się pieniądze za fakturę firmy xxx w ciągu 5 minut, to ciekawe jak długo ta buda postoi.
[K]- Co? Jaka faktura?
[J]- Ta, co krzyczałeś przez telefon że nie zapłacisz. Nie wiem czy wiesz, że Boris w sklepie to też mój człowiek. A on niszczyć lubi. Płacisz czy nie? Bo widzisz, my mamy z tym panem taki układ - on z nami handluje, dobrze handluje. Daje niższą cenę za pewne przysługi. A taką przysługą może być taki mały gruby frajer, który myśli że jest cwaniakiem.
[K]-Ale o co chodzi? Kim pan jest? - Zapytał przerażony.
[J]-Tak wolno móżdżek ze strachu pracuje, że nie wiesz o co chodzi? Ku**a, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Chyba tak u was się mówi. Tak? Czy ty dalej nie rozumiesz z kim rozmawiasz? Przeliterować B-A-L…
[K]- Ile?! Ile mam płacić?
[J]- 1300 za fakturę i za fatygę 300, czyli razem?
[K]- Razem 1600, masz i idźcie sobie już. Proszę.
[J]- Następnym razem takich jaj nie rób, bo wiesz co może się stać. Na razie.

Udałem Białorusina bo taki był plan. Facet od tego czasu (brał na razie raz towar) płaci w gotówce i zawsze ma, jest bardzo kulturalny.
Wiem że postąpiłem nieetycznie i w ogóle źle, ale czasem trzeba tak postąpić, żeby odzyskać pieniądze, które są twoją własnością, a chamstwo i cwaniactwo trzeba tępić.

Z Podlaskiego

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1077 (1319)