Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

OSP

Zamieszcza historie od: 13 lutego 2012 - 14:42
Ostatnio: 14 sierpnia 2019 - 22:03
  • Historii na głównej: 47 z 88
  • Punktów za historie: 28316
  • Komentarzy: 222
  • Punktów za komentarze: 1129
 

#85081

(PW) ·
| Do ulubionych
Pisałem kiedyś o tym jak idiota robił sobie selfie w strefie zadymionej(https://piekielni.pl/79206), ale wczorajszy przypadek debila go przebił.

Jako jednostka z KSRG jesteśmy wzywani czasem na zabezpieczenie rejonu tzn. chłopaki z PSP jadą na akcję, a my zajeżdżamy na komendę i czekamy na dyspozycje dyżurnego. Wczoraj tak nas wezwano. Po kilkudziesięciu minutach dyżurny wysłał nas do pożaru domu.

Wzywa starsza pani, która widzi pożar u sąsiada. Po 5 minutach jesteśmy na miejscu i widzę że dom się ostro pali(właściciel miał w środku boazerię na ścianach). Posyłam rotę z szybkim natarciem przez drzwi(zwykłe, drewniane, otwierane na zewnątrz, żaden opór dla "hooligana" https://cn2.strefa998.pl/3661-large_default/narzedzie-ratownicze-hooligan-rosnebauer.jpg).

W trakcie gaszenia dojeżdża autem syn właściciela i mówi mi że w jednym z pokoi jest drogi sprzęt elektroniczny i żebyśmy go ratowali. Ja odmawiam, mam tylko 6 ludzi (ja, kierowca, 4 ratowników), nie będę ryzykował. Facet chce sam tam wejść i szarpie się z jednym ze strażaków. Dopiero na moje: "Stój idioto! Dwa wdechy w środku i nie żyjesz!" się trochę uspokaja. Grozi jednak że nas pozwie i nie wypłacimy się do końca życia.

Po ugaszeniu ognia, okazuje się że "cenny" sprzęt jednak ocalał. Zastanawia mnie jednak czy warto ryzykować życie dla 2 laptopów wartych po około 4 tysiące złotych każdy i jakiegoś nowszego smartfona.

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (127)

#85035

(PW) ·
| Do ulubionych
Zgoda między sąsiadami.

Wyjazd do sąsiedniej wsi, pali się dom od uderzenia pioruna. Poszkodowany miał małe podwórko i po wjechaniu 2 aut z PSP i auta lokalnej OSP okazało się, że nie ma już więcej miejsca. Więc dowódca z PSP kazał nam wjechać na podwórze sąsiada i stamtąd podać wodę przez drugie wejście na strych.

W momencie gdy rozwijamy szybkie natarcie, z domu wyskakuje sąsiad i krzyczy że on nie pozwoli by z jego podwórza gaszono dom tego jak to on określił "sku***syna". Spławiamy go mówiąc, że takie dostaliśmy rozkazy i z protestami wysyłamy do dowódcy z PSP.

Będąc już na drabinie i gasząc strych, nagle woda z szybkiego natarcia przestaje mi lecieć. Oglądam się i widzę że "przyjacielski sąsiad" upitolił nam siekierą 6m węża od szybkiego natarcia.

Ech, ci "kochani" sąsiedzi.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 183 (185)

#85016

(PW) ·
| Do ulubionych
Janusz przy wypadku drogowym.

Kilka dni temu byliśmy wezwani do pożaru lasu, ale po drodze natknęliśmy się na wypadek drogowy. Pan zagapił się na dym i zjechał na przeciwległy pas ruchu.

Oczywiście w takiej sytuacji nie możemy jechać dalej, trzeba pomóc poszkodowanym. A żeby pomóc trzeba samemu być bezpiecznym, więc jako dowódca zastępu każę zablokować drogę (auto na skos, zostawiamy dojazd dla karetki, komunikat dla dyżurnego na PSP).

Po ocenie stanu poszkodowanych, wracając do auta(nie mogłem się porozumieć przez radiostację nasobną) widzę jak JANUSZ w swoim aucie pcha się przez dojazd dla karetki(wcześniej usunął pachołki drogowe które jeden z kolegów tam rozstawił). W krótkich żołnierskich słowach każę mu wycofać i nie zawracać nam głowy.

Po chwili widzę jak jeden z moich chłopaków mało nie wchodzi mu pod koła. Janusz wychodzi z auta i drze ryja na nas, że mu się śpieszy i żebyśmy go nie blokowali.

W tym samym momencie dojeżdża patrol "drogówki", Janusz jednak dalej drze ryja na nas i na policjantów. W efekcie traci prawo jazdy za "rażącą nieznajomość przepisów ruchu drogowego".

policja czasem się przydają

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 200 (208)

#84468

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak "zarobić" 10-15 tysięcy złotych grzywny? Otóż można "przypadkiem" swoją głupotą wywołać pożar lasu.

Państwo z miasta przyjechali do krewnych w odwiedziny, po obiedzie wybrali się na spacer. Pan zapalił papierosa, niedopałek rzucił w trawę (przecież już zielona, nie zapali się). Ale wczoraj było dość wietrznie, pet poleciał w suchą trawę. Od niedopałka zajęła się trawa, od trawy zaś pobliski las.

Państwo miastowi zauważyli pożar trawy i zadzwonili na 112. Poinformowali o pożarze trawy (wtedy tylko ona się paliła, ogień szedł w stronę lasu, brak informacji o zagrożonym lesie), więc dyżurny z PSP wysłał tylko swoich chłopaków w jednym wozie. Po dojeździe na miejsce dowódca stwierdza, że pali się też las. Kazał więc dyżurnemu poderwać, kogo tylko może i przysłać mu tam.

Tak więc dzięki głupocie jaśnie pana miastowego, blisko 40 strażaków gasiło do godziny ósmej wieczorem pożar lasu. A dzień wcześniej widziałem w mediach ostrzeżenie o możliwości pożaru lasów i że w większej części Polski jest trzeci, najwyższy stopień zagrożenia pożarowego.

P. S. Gdyby pan miastowy szedł przed policją w zaparte ("on nie ma z tym pożarem nic wspólnego i ch*j") za cholerę nie dowiedzielibyśmy się o przyczynie pożaru.

Moja Kochana Wiocha

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 94 (104)

#83222

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie o tym jak politycy potrafią spi*@#*lić dobrze działający system.

Strażacy z pewnej miejscowości zaprosili (p)osła na poświęcenie samochodu strażackiego. Samochód nowy, sprowadzony z zagranicy ale bez polskiej homologacji. Jaśnie pan POSEŁ dopatrzył się braku homologacji i zrobił awanturę.

Ochotnicy z tamtej jednostki są na razie wyłączeni z podziału bojowego, czekają na polską homologację. Jednocześnie Komendant Powiatowy PSP sprawdził ile aut z OSP w powiecie ma tę homologację.

Wyszło że na blisko 70 samochodów, homologację posiada 16!

Właściciele firmy robiącej homologacje aż zacierają ręce, a polityk może się pożegnać z głosami strażaków.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (175)

#82621

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia zasłyszana od dyżurnego z PSP.

Wyjazd do ŻABKI (nie, nie do tego sklepu). Otóż parę lat temu dyżurny w pewnej JRG odebrał telefon z wezwaniem od pewnego "ekologa". Pan "ekolog" żądał wysłania służb do zabezpieczenia żabki której samochód zmiażdżył tylne nogi.

Dyżurny zdębiał i nie wiedział co robić. Pośle ludzi do takiej głupoty, to nie będzie miał ekipy i w razie jakiegokolwiek poważniejszego zdarzenia, leci pierwszy, bo po co ich tam wysłał. Nie pośle ludzi, to pseudoekolog zrobi aferę niczym WATERGATE (mógł, cała ta sytuacja podlega pod zagrożenie miejscowe). Dyżurny zadzwonił więc do Komendy Wojewódzkiej w celu konsultacji.

Ludzie z Komendy Wojewódzkiej kazali mu wysłać wóz do zabezpieczenia miejsca zdarzenia. Wyobraźcie sobie 4 strażaków i wóz którzy zabezpieczają żabkę ze zmiażdżonymi tylnymi nogami i czekają na weterynarza, który uśpi tę żabę.

Najśmieszniejsze w całej tej sytuacji jest to, że jeszcze 10-15 lat temu "ekolog" zostałby zabity śmiechem przez dyżurnego, a następnie poproszony o użycie łopaty w celu usunięcia żabki z jezdni.

EKOŚWIRY

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (167)

#82421

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczorajszy wyjazd do akcji, a dokładniej dojazd do remizy. Nie wiem czy piekielni byliśmy my, czy policjanci.

Kwadrans po północy syrena wyje. Wstaję i jadę do remizy. W mojej miejscowości jest droga o ograniczeniu do 20 km/h, ale w takim wypadku w ogóle się tym nie przejmujemy i jedziemy do remizy znacznie szybciej.

Wczoraj jednak napatoczył się jednak patrol drogówki. Po dojechaniu do remizy każdy szybko zamyka auto i goni się przebrać, nie przejmując się policjantami (nie jest to pierwsza taka sytuacja), ale tym razem były to młode chłopaki i usilnie starali się ustalić które auto czyje.

W końcu chyba dyżurny kazał im dać sobie na wstrzymanie, bo zabrali się i pojechali dalej.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (174)

#80410

(PW) ·
| Do ulubionych
Idiotów nie brakuje.

Kolega z zakładu miał zawał. W pracy. Było to przy mnie, więc starałem się mu pomóc. Podczas gdy brygadzista pobiegł po AED (tak mój zakład o dziwo się w to zaopatrzył), ja robiłem mu resuscytację.

Niby nic takiego, ale najgorsze były komentarze jednego "kolegi":
"Zostaw go, bo mu żebra połamiesz."
"Ludzie zabierzcie OSPa, bo go połamie."
"Zostaw go idioto, tego się tak nie robi."

Żeby było śmieszniej połamanie lub pęknięcia żeber po resuscytacji, to tak zwane "mniejsze zło". Jest też twierdzenie że takie obrażenia po resuscytacji to wyznacznik poprawnego jej przeprowadzenia.

Tak, mam kurs Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy.

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 165 (173)

#79206

(PW) ·
| Do ulubionych
Gdzieś przeczytałem, że obecnie więcej ludzi ginie podczas robienia "selfie" niż zabijają rekiny. Wczoraj w to uwierzyłem.

Wyjazd o 2 w nocy do pożaru drewnianego pustostanu. Po dojechaniu na miejsce wziąłem bosak i zabrałem się za rozwalanie przybudówek żeby kolega mógł zagasić ogień. Pracowaliśmy w strefie zadymionej więc mieliśmy na sobie aparaty ODO(ochrony dróg oddechowych).

W pewnym momencie złapałem hakiem za ściankę i szarpnąłem żeby ją obalić. Obaliłem, ale przy okazji wpadłem na idiotę który robił "selfie" ze strażakami w tle.

Nie wiem czy ktoś mu mówił, że jest tam niebezpiecznie i żeby tam nie chodził, ale zastanawia mnie jedno: Jakim bezmózgiem trzeba być żeby pchać się między strażaków do strefy zadymionej tylko po to by zrobić sobie zdjęcie.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 208 (214)

#67832

(PW) ·
| Do ulubionych
Wyjazd sprzed tygodnia

Sobotnie popołudnie. Syrena wyje. Zbiegamy się całą masą, bo zwykle jest to czas wolny. Pierwszych ośmiu przebiera się i wyjeżdża na akcję.

Po drodze dowiadujemy się, że mamy wyciągać psa ze studni. Na miejscu okazuje się, że pies jest na opuszczonej posesji w suchej studni na dnie. Pies był agresywny nie mogliśmy do niego zejść. Wezwaliśmy więc weterynarza. Zanim przyjechał wypytaliśmy właścicielkę sąsiedniej posesji o tego psa.

Okazało się, że pies siedzi w studni prawdopodobnie od wtorku, bo wtedy sąsiadka znalazła 2 szczeniaki obok tej studni. W sobotę zaś usłyszała psie piski i zaczęła szukać tego psa. Po krótkich poszukiwaniach udało się jej zlokalizować źródło dźwięków. Piszczenie dochodziło z starej studni przykrytej betonową pokrywą.

Gdy weterynarz przyjechał i dał psu środek uspokajający, wyciągnęliśmy go i przekazaliśmy weterynarzowi, który prowadzi lokalne schronisko dla psów.

Skomentuj (56) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 211 (385)