Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

OgorekKonserwatywny

Zamieszcza historie od: 16 sierpnia 2018 - 19:56
Ostatnio: 5 września 2018 - 14:19
  • Historii na głównej: 1 z 1
  • Punktów za historie: 139
  • Komentarzy: 9
  • Punktów za komentarze: 19
 
A ponarzekam sobie na rowerzystów, a co.

Na początku zaznaczę, że poniższe historie opisuję z perspektywy rowerzysty. Rowerem poruszam się sporo, zarówno rekreacyjnie, jak i do pracy, choć jestem też kierowcą (jednak daruję sobie historie zza kierownicy, jak i opisujące kierowców, przynajmniej w tej historii) To, co niektórzy rowerzyści wyczyniają na drogach niezmiennie przyprawia mnie o gęsią skórkę.

Sytuacja nr 1:
Jest sobie taka uliczka w Warszawie, która jest dość wąska - po jednym pasie ruchu na oba kierunki, wzdłuż niej chodnik i ścieżka rowerowa, która na krótkim odcinku jest dzielona z pieszymi (ciąg pieszo-rowerowy, lecz szeroki, porządny). Ta uliczka (nazwę ją X) jest też dość często uczęszczana, a ruch na niej jest też dodatkowo korkowany przez autobusy, które mają dwa przystanki na całej długości drogi i to bez zatoczek ("żmijka" na szosie) oraz wszelkiego rodzaju dostawczaki Poczty Polskiej, kurierów, dostawców itp. - zaparkowane gdzie popadnie.

Przechodząc do sedna.
Wyobraźcie sobie godziny szczytu na powyższej ulicy, samochodów jak mrówków, autobusy, piesi przechodzący przez jezdnię itp. Na drodze jest też trzech rowerzystów, wliczając mnie.
Tylko ja jechałam ścieżką (ładną, asfaltową, nówką sztuką, wygodną). Drugi jechał chodnikiem zaraz obok ścieżki (i to lawirując między pieszymi na przystanku) a trzeci jechał ulicą. Wspomniałam, że ruch duży, a szosa wąska? No właśnie. Zero procent szans na wyprzedzenie delikwenta.

Sytuacja nr 2:
Znów ulica z sytuacji powyżej. Znów jadę ścieżką. Dojeżdżam do wyjątkowo paskudnego przejazdu -paskudnego, gdyż przecina on drogę podporządkowaną, z której kompletnie NIC nie widać. Krzaczory i płotki przylegających domów zasłaniają widok - nie ma możliwości, by kierujący wyjeżdżając stamtąd dostrzegł rower zbliżający się do przejazdu. Mając powyższe na uwadze, zwalniam i wyglądam zza krzaczorów, czy nic nie nadjeżdża.
"Peleton" tuż za mną już tego nie robi. Tylko dobry refleks kierowcy zapobiegł wypadkowi.

Sytuacja nr 3, chyba moja ulubiona:
Jadę ścieżką rowerową, po lewej biegnie chodnik (oddzielony wąskim pasem zieleni). W pewnym momencie ścieżka przecina chodnik i "zamienia się z nim miejscami" - teraz to ścieżka biegnie po lewej, a chodnik jest po prawej. Dojeżdżam do przecięcia, kątem oka szukam pieszych, lecz nikogo nie ma, więc śmiało jadę dalej. No i pisk hamulców, lecę na trawę. Nie domyśliłam się, że chodnikiem będzie pędzić przez wielkie P pan Kolarz. Chodnikiem! Gdy ścieżka tuż obok! Prawie się przewróciłam, dorobiłam się paru siniaków i otarć, ale poza tym nic się nie stało. A pan Kolarz nawet się nie zatrzymał, nie spytał czy wszystko w porządku. Pojechał dalej chodnikiem.

Niby nic, tylko smutno się robi, jak się pomyśli, ile to pieniędzy poszło na ścieżki, które leżą teraz odłogiem...

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (149)

1