Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Olga887

Zamieszcza historie od: 6 listopada 2012 - 11:38
Ostatnio: 24 września 2022 - 18:16
  • Historii na głównej: 39 z 47
  • Punktów za historie: 9581
  • Komentarzy: 92
  • Punktów za komentarze: 414
 

#89722

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Skoro już pojawiła się historia, o wykorzystywaniu przez rodzinę, przypomniała mi się jeszcze jedna tego typu sytuacja.

Moja kuzynka (tym razem, niech będzie to Asia), miała starszą siostrę (Kaśkę), która wtedy miała też małe dziecko.
Asia akurat wtedy miała długie wakacje, pomiędzy zakończeniem liceum, a rozpoczęciem studiów.
I siłą rzeczy chciała sobie przez ten czas odpocząć, spotykać się ze znajomymi, ze swoim chłopakiem, zwyczajnie cieszyć się życiem. Planowała jakąś pracę dorywczą w czasie studiów, ale skoro jej rodzice póki co, ją wciąż utrzymywali, to i ona sama chciała te ostatnie prawdziwe wakacje, wykorzystać na odpoczynek.

Jej siostra miała jednak wobec niej nieco inne plany.
I tak ciągle narzekając na to, że ma dwójkę dzieci, w tym jedno małe, zaczęła wrabiać w pomoc młodą.
Na początku od czasu do czasu, na co dziewczyna się godziła, bo lubiła bardzo swojego siostrzeńca. Jednak, po jakimś czasie, zaczęło przekraczać to już pewne granice.
Do tego stopnia, że wszelkie jej wyjścia, musiały być konsultowane z siostrą, kiedy tylko ona nie miała czasu zająć się dzieckiem, argumentując to dodatkowymi zleceniami.

W końcu, kiedy Asia zaczęła się buntować, Kaśka za to wygarnęła jej, że ta ma tyle czasu, ma wakacje, a oni z mężem potrzebują też czasu dla siebie.
Przy okazji, nastawiała też rodziców przeciw młodszej siostrze.
Ta jednak, miała na tyle zdrowego rozsądku, że postanowiła całkowicie zrezygnować z pomocy, argumentując to tym, że jej młodości nikt nie odda, a dzieci ona sobie nie zrobiła.

I tak Kaśka musiała wynająć opiekunkę i radzić sobie sama, obsmarowując Asię przy tej okazji przed całą rodziną.
Jedno dobre z całej tej historii wynika, że młody, niekoniecznie oznacza mało asertywny i naiwny.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (168)

#89719

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio, będąc w rodzinnym mieście, wpadłam przez przypadek, na koleżankę z liceum. I tak przypomniała mi się historia z nią związana.

Koleżanka (niech będzie jej Natalia), chcąc sobie dorobić, postanowiła pracować przez wakacje w sadzie.
A, że jej wujostwo, taki posiadało i akurat zaczynały się zbiory, z chęcią się tam "zatrudniła". Ujęłam to w cudzysłów, bo choć miała już skończone 18 lat, to pracowała tam na czarno, beż żadnej umowy.
Dodatkowo miała u wujostwa spać i dostać wyżywienie. Niby wszystko pięknie i ładnie. Niestety tylko z pozoru.

Po pierwsze szybko pojawiły się problemy z tym, że dziewczyna wg jej krewnych, zużywała za dużo wody, bo w upalny dzień myła się rano i po pracy. O co były wieczne afery.
Z tego co Natalia mówiła, wcale się tam godzinami nie kąpała, ale ciężko było nie wziąć prysznica będąc całą przepoconą po ciężkim dniu pracy, czy nie umyć rano choćby zębów. Jej wujostwo wcale do biednych nie należało, za to do chorobliwie oszczędnych i owszem.

Wisienka na torcie, jednak pojawiła się na samym końcu "współpracy".
Po zbiorach, krewni stwierdzili, że dziewczyna otrzyma jedynie połowę pieniędzy za całą swoją pracę przez 2 tygodnie, ponieważ oprócz częstego korzystania z łazienki za wiele jadła (z tego co pamiętam Natalia zawsze była chuda jak wiór), za dużo wypijała wody (tak, dobrze czytacie...), a tak w ogóle, to powinna im była pomagać za darmo, bo to rodzina.

W następnym roku, ku ich zdziwieniu, zatrudniła się w innym sadzie, gdzie normalnie jej zapłacono za ciężką pracę.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (174)

#89633

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Hostele. Mają to do siebie, że można trafić na te o bardzo różnym standardzie. Zarówno te przypominające prawdziwe hotele, jak i o wiele skromniejsze. Dla mnie jednak wystrój nie jest aż tak ważny, jak wygoda i czystość w pokoju.

Zwykle jeśli chodzi o te kryteria, nie miałam na co narzekać. A zatrzymywałam się już w wielu miejscach. Dodatkowe atrakcje, nie są dla mnie aż tak ważne. Tym razem jednak, nie mogłam narzekać na ich brak.

Hostel miał dość dobre opinie na pewnym znanym portalu, na którym można sobie zabukować miejsce noclegowe. Nie wahałam się więc zbyt długo i zarezerwowałam nocleg.
I tu zaczynają się atrakcje już na samym początku mojego pobytu.

Mieścił się on w kamienicy nad pewną knajpką.
Okazało się, że nie ma recepcji, a klucze wydaje barman. Który gdzieś... zniknął.
Panie kelnerki próbowały się z nim skontaktować, ale nie odpowiadał.
Pomyślałam jednak, trudno, zdarza się.
Na całe szczęście nigdzie mi się wtedy nie śpieszyło, więc postanowiłam spokojnie poczekać aż zaginiony recepcjonista/barman się pojawi. Przez chwilę mogłam poczuć się, więc jak w escape roomie, gdzie zadaniem byłoby odnalezienie zaginionego barmana i dostanie się do pokoju.
Po około 40 minutach wreszcie się to udało!
Zapłaciłam przy barze, bo jak mi wytłumaczono mają taką praktykę, że przez portal jedynie jest rezerwacja, a płaci się na miejscu. Jak się później okazało, nie był to przypadek ;)

Kiedy wreszcie dostałam klucze, zmęczona po całym dniu ruszyłam w stronę pokoju znajdującego się na poddaszu.
Nie wiedziałam jednak, że hostel przewidział jeszcze inne atrakcje specjalnie dla gości. Pokój był mały i skromnie urządzony, jednak to mi nie przeszkadzało.

Prawdziwą i do tego dość ekstremalną atrakcją okazała się straszliwa duchota w pokoju, mająca zapewne stworzyć wrażenie noclegu w tropikach.
Małe okienko w suficie ledwie się otwierało, a kiedy już się je otworzyło, atmosferę umilały zapachy prosto z kuchni i hałasy z ulicy.
Jestem osobą z natury ciepłolubną, ale temperatura jaka panowała w pokoju, zdecydowanie przewyższyła moje oczekiwania.
Wiązało się to z nieprzespaną nocą i gdyby nie to, że w tamtym momencie trudno było o inne wolne miejsce noclegowe, bez wahania przeniosłabym się gdzieś indziej.
Oczywiście zgłosiłam ten fakt obsłudze, jednak poinformowano mnie, że nie mogą mi wymienić pokoju na inny, ponieważ uwaga: inne są nieposprzątane.
Właściwie to mój pokój też nie wyglądał na czysty, więc pewnie nie zrobiłoby to wielkiej różnicy.

Dodatkową atrakcją była hodowla różnych gatunków grzybów, które można było podziwiać w łazience oraz łóżko, dzięki któremu można było poczuć się jak w latach, kiedy kamienicę wybudowano. Doskonale odtworzono wrażenie jego trzasków, przy każdym ruchu, jak za dawnych lat.

Rano, po pełnej wrażeń nocy, oddałam klucz i z ulgą opuściłam hostel. Wrażeń było sporo, jednak jak dla mnie chyba aż zbyt wiele. Piekielności do tego wszystkiego dodawał fakt, że miałam dość ważny dzień związany z tym wyjazdem, a byłam kompletnie nieprzytomna.

Później postanowiłam napisać w opinii na portalu co sądzę o tym miejscu, żeby przestrzec innych.
I tu uwaga: portal poinformował mnie, że obsługa hostelu twierdzi, że wcale u nich nie nocowałam! Wtedy już wiedziałam, że płatność przy barze była nieprzypadkowa.
Zagadkę niczym z escape roomu można więc uznać za rozwiązaną. Wysłałam portalowi zdjęcie paragonu. Niestety, nic to nie dało i moja opinia i tak szybko zniknęła.
Dzięki temu na innych gości czekają podobne atrakcje, jakie czekały mnie, bo mimo, że napisałam ją jeszcze na innej stronie, to wiele osób jej nie przeczyta.

hostel

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (136)

#89580

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Długi weekend sierpniowy. Niekoniecznie dobra okazja do wyjazdu, szczególnie jeśli ktoś planuje udać się do turystycznej miejscowości.
Tak jednak ja i mój luby postanowiliśmy postąpić trochę na przekór naszym zasadom, gdyż z założenia obydwoje wolimy spędzać weekendy z dala od tłumów.

Wszechobecne tłumy ludzi i korki były do przewidzenia, więc staraliśmy się nimi zbytnio nie przejmować i wbrew wszystkiemu odpocząć.
Co nam się udało nie chwaląc się, całkiem nieźle, szczególnie, że cały wyjazd odbył się bez piekielności.
No, prawie. Bo od każdej reguły, jak wiadomo, musi być wyjątek.

Tak się stało też tym razem, kiedy na zatłoczonym parkingu, zauważyliśmy odjeżdżający ze swojego miejsca samochód.
Pomyśleliśmy sobie - świetnie, bo już prawie straciliśmy nadzieję na znalezienie postoju i mieliśmy szukać go na dalszym parkingu

I tak cali w skowronkach, idziemy sobie zwiedzać.
A, że nasz pierwszy na liście punkt turystyczny można było zobaczyć w zaledwie godzinę i stała przed nim dość mała kolejka, uwinęliśmy się ze wszystkim w jakieś 1,5 godziny.

Już mieliśmy ruszać do kolejnego punktu, jednak po drodze postanowiliśmy wrócić do samochodu po wodę.
Gdzie niestety ktoś na nas już czekał.
A dokładniej pisząc była to właścicielka auta (niech będzie jej Piekielna, a co), które stało na naszym miejscu wcześniej.

Zaczęła od pytania jakim prawem stanęliśmy na JEJ miejscu, po czym z uśmiechem małego rekinka dodała, że jeśli jej nie ustąpimy, to ona... dzwoni po policję.
Niestety kiepsko trafiła, bo obydwoje z lubym znamy dobrze swoje prawa i wiemy, że jeśli miejsce postojowe nie jest do nikogo przypisane, każdy ma prawo na nim stać.
A zwłaszcza po tak długim czasie, bo co innego gdyby wróciła od razu, zanim wyruszyliśmy zwiedzać - wtedy też nie mielibyśmy, co prawda obowiązku jej ustąpić, ale jednak jakiś tam parkingowy savoir vivre obowiązuje, więc bylibyśmy do tego skłonni.

Kiedy jej to powiedzieliśmy, stała się jednak jeszcze bardziej wściekła i stwierdziła, że w takim razie dzwoni po panów w niebieskich mundurach w tej chwili jeśli nie odjedziemy.

Zgodziliśmy się na to bez problemów (oczywiście jeśli chodzi o jej telefon, nie nasze dalsze poszukiwania parkingu), po czym ruszyliśmy na zwiedzanie dalszych atrakcji.

Choć takich już sporo nam Pani Piekielna zapewniła.

atrakcje weekendowe

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (132)

#89642

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Może z pozoru piekielność niewielka, ale dla mnie dość denerwująca.
Od jakiegoś czasu gram sobie od czasu do czasu w warcaby na kurniku.
Każdy ma tam liczbę punktów przyznaną za zwycięskie i przegrane partie i tym samym uzyskuje jakieś miejsce w rankingu.
Kiedy gracz rezygnuje, wtedy również naliczane są mu ujemne punkty.
Dzieje się tak też, kiedy wyjdzie z gry. Niektórzy gracze jednak przechytrzyli system i zamykają sobie całe okno przeglądarki, kiedy tylko zaczynają przegrywać. W ten sposób osoba, który by zwyciężyła, nie uzyska swoich punktów, a przegrana ich nie straci.
W sumie sprytne, ale jakieś takie mało fair, mimo że to tylko gra.

kurnik

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (150)

#89549

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kiedyś zajmowałam się pośrednictwem pracy.
Niektóre oferty były dość irracjonalne, żeby nie powiedzieć śmieszne.

I tak na przykład, trafiłam na ogłoszenie dla pracowników ochrony. Brzmiało mniej więcej tak:
- zatrudnimy ochroniarza za 2,5 tys. zł brutto,
- wymagana: samodzielność, znajomość pakietu Office, komunikatywność i umiejętność nawiązywania kontaktów z ludźmi, sprawność fizyczna, bardzo dobra organizacja pracy własnej, umiejętności obsługi systemów jakichś tam jeszcze, doświadczenia w pracy na podobnym stanowisku co najmniej 1 rok, znajomość języka angielskiego w stopniu średniozaawansowanym, rzetelność, odpowiedzialność.

I... uwaga - mile widziane orzeczenie o niepełnosprawności!
A szczególnie orzeczenie umiarkowane lub znaczne, o niepełnosprawności intelektualnej, chorób psychicznych, padaczki, chorób narządów wzroku, chorób układu krążenia.

Z pewnością taka osoba będzie przy tym odpowiedzialna, rzetelna, komunikatywna, jak również będzie znała język obcy i różne programy komputerowe, a przy odznaczała się sprawnością fizyczną!

I żeby nie było, owszem, może tak być. Ale chyba oczywistym jest, że tego typu choroby mogą upośledzać sprawność intelektualną, lub fizyczną.

praca uop

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (148)

#89502

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję od jakiegoś czasu w pewnej firmie, w której to m.in. muszę jeździć od czasu do czasu do klientów w celu przestawienia naszej oferty.

I tym oto sposobem, zostałam dostałam polecenie, aby omówić pewną ofertę przy lunchu, gdyż byli to specjalni klienci - a dokładniej to znajomi szefostwa.
"Specjalnymi" klientami się zapewne również czuli, bo w momencie, kiedy zamówiliśmy zupę (od razu zostało zaznaczone przez nich, że każdy płaci za siebie, ale to akurat mi nie przeszkadza, jednak tym bardziej ma znaczenie w całej tej historii), jeszcze zanim zdążyłam jej spróbować, stanęła mi ona w gardle.

A to dlatego, że kiedy kelnerka podała danie klientce specjalnej numer jeden, stwierdziła, że ma ona nie taką surówkę, jak lubi (a ponoć w tej knajpie są wybierane losowo).
Na co jej towarzyszka - czyli klientka specjalna numer 2, wpadła na wspaniale piekielny pomysł, który brzmiał "więc oddaj pani Oldze" - czyli mnie.

A ta pierwsza zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, podsunęła mi swój talerz zabierając od kelnerki mój (z tą lepszą według niej surówką).
Na nic zdało się nawet to, że z uśmiechem, powiedziałam, że też chyba wolałabym danie pierwotnie przeznaczone dla mnie, bo nie przepadam za buraczkami.

Zastanawiam się tylko czy następnym razem dostanę resztki do zjedzenia po szanownych paniach, jak na fachową obsługę (merytoryczną, ale co tam) przystało?

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (145)

#89323

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Odebrałam ostatnio telefon i pewna kobieta - żeby było oryginalnie niech będzie jej Piekielna, a jakże, wyrecytowała bardzo szybko nazwę firmy i zapytała - to gotówką, czy kartą?

Myślę sobie - hmm, ostatnio umawiałam się do fryzjera, na angielski i gdzieś tam jeszcze, więc to pewnie z któregoś z tych miejsc dzwonią.

Ale pytam na wszelki wypadek skąd to owa pani dzwoni.
Piekielna odpowiada, że - ano sprzedaje terminale płatnicze.
Na to ja zadziwiona, ze żadnego terminala to ja nie zamawiałam.

Pani Piekielna zaczęła dalej nawijać makaron na uszy o tym dlaczego powinnam zakupić ich terminal, niezbyt do tego przyjemnym tonem - pewnie dlatego, że nie zgodziłam się od razu na płatność w ciemno.

Kiedy jej przerwałam mówiąc, że dzwonią już do mnie nie pierwszy raz, że na pewno nie zamówię terminala oraz żeby więcej do mnie nie dzwonili, rozłączyła się bez słowa.
Tego samego dnia dzwoniła za to dla odmiany jej koleżanka.
Tak, mimo tego, że stanowczo powiedziałam, żeby się już ze mną nie kontaktowali, postanowiła na przekór zrobić inaczej, bo dlaczego by nie... A nóż w końcu ktoś się zgodzi.
Gdy zaczęłam dopytywać szczegółowo skąd mają mój numer, również "rzuciła słuchawką".

Ale muszę przyznać, że sposób z zapytaniem na wstępie czy gotówką czy kartą w miarę sprytny, szkoda tylko, że jest to chęć wprowadzenia drugiej osoby w błąd.
Ciekawe tylko, czy takich właśnie metod uczą ich na szkoleniach...
Wiem, pytanie bardziej retoryczne.

A tak w ogóle, nie mam nic przeciwko osobom pracującym w Call Center, praca jak praca, wręcz podziwiam ich trochę za cierpliwość, bo ja takiej bym nie miała.
O ile tylko nie jest to próba naciągania ludzi podstępem na produkty, których wcale nie chcą kupić/nie stać ich, ani nie jest to też natrętne wydzwanianie do tych osób.

Niestety z przepisami RODO większość firm też się mija, ale to już zupełnie inna sprawa.

Call Center

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 68 (78)

#89127

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W moim bloku pechowo ostatnio zepsuła się winda, więc musiałam zejść na dół schodami. Akurat miałam na sobie buty na obcasach, zazwyczaj chodzę na płaskich.

I tak piętro niżej, ze swojego mieszkania wylatuje sąsiad. Którego w ogóle nie znam. Krzyczy na mnie żebym nie chodziła na obcasach po mieszkaniu (nigdy mi się to nie zdarzało, a nawet gdyby tak było, to co?), bo jemu to przeszkadza i jak tak dalej będzie, to on włączy radio. Taką litanię wyrecytował, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć.

Kiedy jednak zaczęłam spokojnie tłumaczyć, że nigdy nie chodzę po mieszkaniu na obcasach, zaczął jeszcze głośniej krzyczeć, nie wytrzymałam.

Zaczęłam ze stoickim spokojem polecać mu specjalistkę od mizofonii (nadwrażliwości na dźwięki). Wtedy ów uroczy starszy pan trzasnął drzwiami. Tylko czekać aż znów winda się zepsuje, bo zapowiada się ciekawie.

winda schody

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 110 (142)

#89257

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W moim mieście ostatnio zostało zorganizowane coś w postaci turniejów różnych gier. Między innymi warcabów.
Tak wiecie, bardziej dla zabawy niż na serio, ale że czasami zdarza mi się grać w warcaby, a byłam w pobliżu, postanowiłam wziąć w tym udział.
W pewnym momencie podczas gry z jedną zawodniczką, spotkałam się z bardzo poważnym zarzutem z jej strony.

A to takim, że oszukuję, bo uwaga: "celowo stosuję różne tricki i podstępy, żeby zbić jej pionka" i ona to zgłosi żebym została wyeliminowana z gry.
Oczywiście "skarga" nie została przyjęta.
Dziwie się tylko co można mieć w głowie, żeby coś takiego zarzucić.

Wydawało mi się, że warcaby właśnie polegają na przeróżnych kombinacjach, w ramach przyjętych zasad oczywiście, których żeby było jasne się trzymałam.
To, że dawałam jej zbić jednego pionka, żeby później zbić jej trzy, może i jest celowe, jednak to nie moja wina, że dziewczyna tego nie przewidziała.
To dla mnie bardziej śmieszne, niż piekielne, i byłam też zdziwiona że w ogóle można tak pomyśleć, ale cóż, najwidoczniej można.

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (193)