Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Olga887

Zamieszcza historie od: 6 listopada 2012 - 11:38
Ostatnio: 18 maja 2022 - 21:17
  • Historii na głównej: 31 z 39
  • Punktów za historie: 8769
  • Komentarzy: 80
  • Punktów za komentarze: 385
 

#89127

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W moim bloku pechowo ostatnio zepsuła się winda, więc musiałam zejść na dół schodami. Akurat miałam na sobie buty na obcasach, zazwyczaj chodzę na płaskich.

I tak piętro niżej, ze swojego mieszkania wylatuje sąsiad. Którego w ogóle nie znam. Krzyczy na mnie żebym nie chodziła na obcasach po mieszkaniu (nigdy mi się to nie zdarzało, a nawet gdyby tak było, to co?), bo jemu to przeszkadza i jak tak dalej będzie, to on włączy radio. Taką litanię wyrecytował, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć.

Kiedy jednak zaczęłam spokojnie tłumaczyć, że nigdy nie chodzę po mieszkaniu na obcasach, zaczął jeszcze głośniej krzyczeć, nie wytrzymałam.

Zaczęłam ze stoickim spokojem polecać mu specjalistkę od mizofonii (nadwrażliwości na dźwięki). Wtedy ów uroczy starszy pan trzasnął drzwiami. Tylko czekać aż znów winda się zepsuje, bo zapowiada się ciekawie.

winda schody

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (139)

#89257

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W moim mieście ostatnio zostało zorganizowane coś w postaci turniejów różnych gier. Między innymi warcabów.
Tak wiecie, bardziej dla zabawy niż na serio, ale że czasami zdarza mi się grać w warcaby, a byłam w pobliżu, postanowiłam wziąć w tym udział.
W pewnym momencie podczas gry z jedną zawodniczką, spotkałam się z bardzo poważnym zarzutem z jej strony.

A to takim, że oszukuję, bo uwaga: "celowo stosuję różne tricki i podstępy, żeby zbić jej pionka" i ona to zgłosi żebym została wyeliminowana z gry.
Oczywiście "skarga" nie została przyjęta.
Dziwie się tylko co można mieć w głowie, żeby coś takiego zarzucić.

Wydawało mi się, że warcaby właśnie polegają na przeróżnych kombinacjach, w ramach przyjętych zasad oczywiście, których żeby było jasne się trzymałam.
To, że dawałam jej zbić jednego pionka, żeby później zbić jej trzy, może i jest celowe, jednak to nie moja wina, że dziewczyna tego nie przewidziała.
To dla mnie bardziej śmieszne, niż piekielne, i byłam też zdziwiona że w ogóle można tak pomyśleć, ale cóż, najwidoczniej można.

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (190)

#89259

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Byłam kiedyś na rozmowie kwalifikacyjnej do pracy w dziekanacie.
Akurat był wtedy okres rekrutacji na studia, więc byłam przy okazji świadkiem pewnej, moim zdaniem dość piekielnej sytuacji.

I o ile rzeczywiście tzw. "panie z dziekanatu" bywają piekielne, tym razem takim okazał się ojciec dziewczyny, starającej się o przyjęcie na studia.

Cała afera rozpętała się o to, że chociaż to córkę proszono o dokumenty i z nią rozmawiano, to jej Piekielny Rodziciel się oburzył, bo to przecież dziecko.
I odpowiedziano mu - spokojnie swoją drogą -że to córka stara się o przyjęcie na studia, a poza tym jest już pełnoletnia.
Wg mnie słusznie, bo choć ojciec prawdopodobnie za nie płacił, to jednak była jej życiowa decyzja i wybór.

Skończyło się na tym, że jej ojciec wykrzykując, że poszukają w takim razie innej uczelni, można powiedzieć, że wręcz wyprowadził córkę z budynku, nie pytając jej o zdanie na ten temat.
Żeby nie było, nikt go nie ignorował, ani nic takiego, po prostu wszystkie dokumenty itd. po podpisaniu przekazywano właśnie jego potomnej, na co on się śmiertelnie oburzył.

Ciekawa jestem tylko, kto wybierał kierunek studiów córki...

uczelnia

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (150)

#89239

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia sprzed może trzech lat.

Przez dość długi czas chodziłam do pewnej kosmetyczki - niech będzie jej Magda.

Dopóki pracowała w małym, skromnym salonie, wszystko było w porządku, rzadko przekładała wizyty, a jeśli to robiła, to przepraszała itd.

Po pewnym czasie jednak założyła trochę większy i go wyremontowała, co jest oczywiście jak najbardziej na plus, oprócz tego, że w tamtym momencie przysłowiowa woda sodowa chyba uderzyła jej do głowy.

Takich salonów jednak w moim mieście jest wiele, a w aplikacji w której robi zapisy, nie widziałam, żeby miała specjalne obłożenie.

Wizyty zaczęły być przekładane co chwila, a ona jak gdyby nigdy nic, tłumaczyła się, że "klientki jej namieszały", czytaj "są ważniejsze klientki od ciebie".

Pewnego razu jednak poszłam do niej po raz ostatni.

Zależało mi na wizycie, bo kolejnego dnia wyjeżdżałam na wakacje. Już byłam nawet w salonie i czekałam, aż tu nagle pojawiły się dwie inne klientki, które przyszły tam z marszu bez umawiania się. Zaczęły bardzo prosić o to żeby Magda przyjęła je właśnie w tym momencie, a one gotowe są zapłacić nawet więcej.

I wiecie co się stało?

Zostały przyjęte, a mnie (nie pytając o zgodę) kazano zaczekać. Łudziłam się jednak, że zabieg zostanie wykonany, bo panie te przyszły tylko na wąsik i brwi.

Gdybym nie wyjeżdżała dzień później i nie zależałoby mi na tej wizycie tak bardzo, pewnie bym już wtedy wyszła.
Zresztą nawet dopytałam się, czy w takim razie dla mnie nie zabraknie czasu i spotkałam się z odpowiedzią, że nie.

Ale co się okazało? Zostałam poinformowana, że niestety zabieg nie może zostać wykonany, bo (uwaga) Magda musi jeszcze coś zjeść i nie wie jak się wyrobi.

Zaproponowała za to alternatywę tego samego zabiegu, który trwa krócej (ale gorzej wygląda, bo miałam już kiedyś go wykonywany), albo zapisanie mnie po urlopie.

Podziękowałam, a ona co jakiś czas wysyłała smsy przypominające o ich promocjach.

Zrezygnowałam z dalszych wizyt, ale może nie ma tego złego, bo za to teraz chodzę do kosmetyczki, od której zawsze wychodzę zadowolona.

salon kosmetyczny

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (185)

#89223

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia opowiedziana przez mojego znajomego prawnika.
Miał on klientkę, która chciała przepisać dom córce, uważając, że jest to dla niej przysługa.

Jednak tu krył się haczyk. W piśmie, chciała zawrzeć następujące warunki tzw. dożywotniego sprawowania opieki:
-córka nie może zawrzeć związku partnerskiego, ani formalnego, ani nieformalnego,
- nie wolno jej przyprowadzać do domu mężczyzn, poza przypadkami koniecznymi, jak np. usługi,
- wszystkie weekendy ma spędzać razem z matką,
- wyjątkowo wolno jej wyjechać na krótki czas, za zgodą matki jeśli będzie to konieczne,
- nie wolno jej przepisać nikomu innemu tego domu,
- powinna dostosować się do stylu życia matki i spędzać z nią czas.

Oczywiście kolega czegoś takiego nie mógł napisać w piśmie, bo jest to prawnie niemożliwe, a umowa dożywocia może równie dobrze polegać na np. zatrudnieniu pielęgniarki, nikt nie ma prawa ograniczać drugiej osobie podstawowych praw człowieka.
Już nie wspominając o tym, że matka nie była na nic chora i była w pełni sprawna w wieku 60 lat z groszami..

I tak dom nie został przepisany, a jej córka ponoć wyjechała do innego miasta i teraz jej matka siedzi sobie sama. Nie zdziwiłabym się wcale, gdyby córka nie chciała nawet zbyt często jej odwiedzać.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (187)
poczekalnia

#89220

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia trochę piekielna, trochę zabawna.
Ładnych parę lat temu, kiedy jeszcze studiowałam, miałam w akademiku pewną koleżankę, nazwijmy ją Kaśką. Akademik był lekko nietypowy, bo prywatny, jednak ceny pokoi jeszcze wtedy były podobne do tych na stancjach.
Miałyśmy więc segment i mieszkałyśmy w pięć osób. Ja byłam tam najmłodsza, bo dopiero zaczynałam pierwszy rok.

Kaśka bardzo się tym ekscytowała, że jest już na trzecim roku, jak i reszta towarzystwa i bardzo lubiła to podkreślać. Na przykład stwierdziła, że nie mamy dyżurów w sprzątaniu, bo "oni są już na to za starzy".
Na początku, usłyszałam coś w stylu, że skoro zamieszkałam już wśród takich ludzi jak oni, to powinnam być z tego dumna - tutaj miała na myśli raczej właśnie ich wiek, bo każde z nas studiowało coś zupełnie innego.

Słyszałam co chwila porady jak co układać (na mojej własnej) półce w lodówce, albo jak sprzątać - z czym jakoś nigdy nie miałam większego problemu, bo należę do raczej schludnych osób.
Kiedyś, kiedy coś mi się przeterminowało w lodówce o jakieś może 2 dni (chyba jakieś dwa jogurty z tego co pamiętam), znalazłam karteczkę, że "tylu biednych ludzi by się z tego ucieszyło". Może i racja, ale pytanie, czy to była jej sprawa?
Nie powiem, żebym jej nie odpowiadała na to jakąś ripostą, na co bardzo się oburzała, ale to już zupełnie inna sprawa.
Inne dziewczyny, idąc chyba za jej śladem, też czuły się tam ważniejsze i mądrzejsze z racji wieku, ale aż tak bardzo tego nie okazywały.

Najbardziej jednak rozbawiło mnie, kiedy nie wróciłam na noc do domu i dowiedziała się, że mam chłopaka. Wtedy wzięła mnie na poważną rozmowę o tym, że mogę zajść w ciążę i zawalić pierwszy rok studiów.
Żeby nie było - wiem, że można też trafić na świetne towarzystwo starszych od siebie ludzi, ale ja trafiłam, jak trafiłam. Na drugim roku zmieniłam segment miałam za to super towarzystwo.

Najzabawniejsze jednak, że wtedy rzeczywiście sama czułam jakiś rodzaj nobilitacji, że mieszkam ze starszymi (aż o 2 lata!) osobami.
I dopiero teraz widzę jak z czasem zmienia się perspektywa...

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 40 (80)

#89194

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiaj będę żalić się wam, nad moją wizytą u fryzjera - jak to często się u kobiet zdarza. Ale tym razem chodzi o wizytę niedoszłą, więc tyle w tym wszystkim dobrego, że moje włosy chociaż nie ucierpiały. Z drugiej strony, one przynajmniej odrastają, a mój czas został bezpowrotnie stracony.

Niedawno postanowiłam zapisać się do pewnego salonu w moim mieście. Zapisy były przez booksy.com. I wszystko fajnie, wybrałam fryzjerkę, godzinę, dzień, po czym próbuję zapłacić 50 zł - bo tyle wynosiła przedpłata. Próbuję raz, drugi, ale wyskakuje jakiś tajemniczy błąd, choć nigdy mi się tak nie zdarzało, a zakupy przez internet robię dość często. Za trzecim razem wreszcie płatność zakończyła się powodzeniem.

Jednak mimo, że została ona pobrana - na szczęście tylko jeden raz - to genialny system i tak zapisał mnie aż na trzy wizyty. Pomimo tego, że wymagana była przedpłata i czas na jej zrobienie wynosił 3 minuty, które już dawno minęły.
Więc chwytam za telefon i próbuję dodzwonić się do salonu. Dzwonię pierwszy, drugi, trzeci raz, w pewnych odstępach czasu, nikt nie odbiera. Ale rozumiem, że mogą być zapracowani, tak bywa, więc czekam na ich telefon.

Jak to czasem pechowo się składa oddzwonili raz, ale akurat wtedy, kiedy ja nie mogłam odebrać. Więc próbuję do nich dzwonić znowu, nikt nie odbiera. Napisałam im, więc wiadomość, że omyłkowo system zapisał mnie aż na trzy godziny, a ja zapisałam się na jedną i to właśnie wtedy chcę przyjść. Następnego dnia dostaję odpowiedź mailem: "Bardzo nam przykro, lecz z powodu rezerwacji aż trzech terminów, zostały one anulowane. Zapraszamy do wybrania innego terminu".

Jednak o przedpłacie ani słowa. Kiedy, więc po kilku próbach udało mi się do nich dodzwonić dowiedziałam się, że będzie ona wykorzystana, kiedy wybiorę inny termin - wszystko byłoby fajnie, ale zostały same takie, które mi nie odpowiadały godzinowo, a nie chcę czekać całego miesiąca na wizytę. Po długiej dyskusji udało mi się, więc wyegzekwować zwrot przedpłaty. Nadal na niego czekam, a niedługo minie tydzień, więc być może niedługo czekają mnie dalsze próby dodzwonienia się do salonu, kto wie.

I na koniec, żeby nie było. Za największą piekielność nie uważam tego, że nikt tam nie odbiera, bo może nie mają nikogo na recepcji i są ciągle zajęci. Rozumiem to, bo odbieranie przy kliencie jest jakby nie patrzeć dość mało profesjonalne - choć mnie by osobiście nie przeszkadzało, ale są tacy, którym i owszem.

Najbardziej piekielny był brak komunikacji z salonem. I tego, że nie zostawili mi jednak tej opłaconej wizyty, nie przeczytali mojej wiadomości, zanim odpisali, że anulują wszystkie trzy. Zwyczajnie nie pomyśleli, albo mnie olali. A to nie boli, tylko czasem traci się potencjalnych klientów, bo zapisałam się zupełnie do innego miejsca.

salon fryzjerski

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (143)

#89166

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mój ojciec ożenił się niedawno po raz drugi. Z kobietą, która ma dwie córki w wieku podobnym do mojego. Zanim się pobrali, wybudował dom, w którym każda z nas ma swój pokój, mimo że mieszkamy osobno i jesteśmy niezależne finansowo, na wypadek, gdyby, któraś z nas chciała u niego przenocować. Tata zarabia znacznie lepiej od swojej nowej żony, ale mimo tego niczego jej nie żałuje i żyje im się dostatnio. Dla jej córek też jest bardzo miły. Brzmi trochę jak z bajki o Kopciuszku? No, niezupełnie, bo moje dwie przyszywane siostry są wobec mnie w porządku.

Jednak jeszcze przed ślubem, zaczęły iść w moją stronę różne przytyki ze strony wybranki mojego ojca. A to, że faceta sobie wybrałam nie takiego - co moim zdaniem było bezpodstawne, bo na innych robił zawsze dobre wrażenie i dla niej też był miły. A to z kolei, że moje studia nie wystarczą i powinnam kształcić się dalej w kierunku, którego nie lubię. Im bardziej mi się jednak powodziło, tym więcej krytyki pojawiało się z jej strony. Zawsze z uśmiechem, ale jej się jakoś odcinałam.

Pewnego razu jednak na ripoście się nie skończyło, ale na kłótni, mimo, że z natury staram się ich unikać. Podczas urządzania pokoi każda z nas wybierała sobie do nich meble. Na początek prowizoryczne, żeby tylko można było przenocować, typu łóżko i komoda. Wybrałam, więc łóżko, które mi się podobało, gdyż tato powiedział żebym nie przejmowała się za bardzo ceną. Nie było też obiektywnie bardzo drogie, bo i wybrane z jednej ze znanych sieciówek. Niedługo potem doszły do mnie słuchy, od nikogo innego jak właśnie mojego ojca, że jego niedoszła małżonka miała pretensje, że wybrałam łóżko w takiej, a nie innej cenie, bo jej córce na pewno też by się spodobało, ale celowo wybrała tańsze. Ciekawa jestem jakie mnie jeszcze czekają przepychanki z nią w roli głównej.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (145)

#89200

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ciąg dalszy perypetii (oczywiście też piekielnych, ale przy okazji śmiesznych) z moim sąsiadem z bloku, który czepił się kiedyś tego, że rzekomo chodzę w butach na obcasach po mieszkaniu.

Dzisiaj wracam z zakupów, chcę wsiąść do windy, a tam nikt inny, jak właśnie ów sąsiad - nazwijmy go Piekielnym. Powiedziałam "dzień dobry" i już chciałam wsiadać, ale on dalej stojąc w drzwiach powiedział z oburzeniem w głosie: "to dopiero teraz wracasz?", a ja na to, że nie rozumiem o co chodzi. Na co Piekielny "bo widziałem cię wczoraj jak wychodziłaś i teraz wracasz dopiero do domu?!".

Nie wiem skąd wysnuł takie wnioski, może stąd, że rzeczywiście zdarzało mi się nocować poza domem, a on to jakoś zaobserwował. W każdym razie nie zamierzałam się mu tłumaczyć, bo dzieckiem już dawno nie jestem, więc powiedziałam na przekór, że "tak".
Na co sąsiad piekielnie się uśmiechnął i z cynizmem w głosie odparł "no, tak też można, różnie można się prowadzić".

blok

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (161)

#89165

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Niedawno w pociągu słyszałam rozmowę matki z córką przez telefon i jako, że to nie jedyny taki przypadek, z jakim się spotkałam naszła mnie pewna refleksja.

Na pozór w rozmowie nie było nic piekielnego, ale wyglądała mniej więcej tak:

- No cześć Martyna, jak było w szkole?
- A powiedz mi, jak poszedł ci ten konkurs z matematyki?
- A dużo dzieci startowało?
- A kto startował?
- A myślisz, że startowali lepsi od ciebie z klasy, jak oceniasz?
- A uczysz się na biologię?
- A co wam zadali?
Plus kilka jeszcze tym podobnych pytań i na koniec:
- No u mnie dobrze, kończę Martyna bo boli mnie głowa, cześć i ucz się tej biologii.

Na pozór zwykła rozmowa, ale nieraz obserwuję takie zjawisko, że rodzice zwyczajnie nie chcą rozmawiać ze swoimi dziećmi. Zadają im tylko serię pytań niczym na przesłuchaniu, a na pytania dzieci z kolei nie reagują. Wiele razy zauważyłam podobne sytuacje, kiedy dziecko próbowało coś opowiadać, a jego mama czy tata nie byli tym totalnie zainteresowany. Mimo, że były to opowieści o szkole, przyjaciołach z niej, czyli dla dziecka ważne.

A później wielu rodziców narzeka, że taki nastolatek się im nie zwierza. Pytanie jak ma to robić, skoro w dzieciństwie nie chcieli z nim zwyczajnie pogadać, jak człowiek z człowiekiem.

telefon rozmowa

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (171)