Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Pattwor

Zamieszcza historie od: 25 lipca 2012 - 18:58
Ostatnio: 12 września 2019 - 13:34
  • Historii na głównej: 32 z 34
  • Punktów za historie: 10596
  • Komentarzy: 436
  • Punktów za komentarze: 4462
 

#84759

(PW) ·
| Do ulubionych
Słonko świeci, pot się leje, więc wielu rodziców postanowiło nalać wody do dziecięcych basenikow, by zrobić swoim dzieciakom frajdę. Spoko.

Gdy dzieci się bawią, niektórzy dumni rodzice cykają foty. Fajnie.

Część z tych fot ląduje na fejsie. Nooo, ok...

Jak powyższe działania mogę jeszcze zrozumieć, tak nie rozumiem inteligenta, który nie dość, że wystawił na fb zdjęcie swojego nagiego dziecka (stojącego przodem do kamery, więc ładnie wszystko było widać) to jeszcze nie zmienił ustawień prywatności, więc ja, obca osoba, zobaczyłam te fotę całkiem przypadkiem, bo jakiś wspólny znajomy ją skomentował lub został oznaczony.

Nie mam pojęcia, kim jest to dziecko, a oni nie mają pojęcia, kim są ludzie, którym dają do TAKICH zdjęć dostęp.

Czy niektórym od upału już przegrzało mózgi?

Skomentuj (60) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (178)

#82871

(PW) ·
| Do ulubionych
Kurierzy...

Zamówiliśmy w pracy kilka produktów od naszego dostawcy. Sami organizowaliśmy dostawę - jak zwykle padło na Pewnego Dostawcę.

Bez jakichkolwiek opóźnień paczka została nam dostarczona. Problem w tym, że dostarczono tylko jedną paczkę.

Sprawdzam status na stronie kuriera - podana data dostarczenia z komentarzem "problem z dostawą, skontaktuj się z nadawcą".

Nie wiem, o co chodzi, dzwonię na infolinię. Dostaję info, że nadawca dał im tylko jeden karton, mam się z nim dogadać i dowiedzieć, co się stało. Pytam, skąd w takim razie wiedzą, że miały być dwa (przy zamawianiu kuriera nie podajemy liczby kartonów, ich wielkości, wagi itp.). Facet nie wie, on tylko wie, że paczki nie mają.

No nic, kontaktuję się z dostawcą - oczywiście odebrane zostały 2 paczki, dowodu na to nie mają, bo kurier nie daje im żadnego kwitu. Nie mam powodów, by im nie wierzyć. Dzwonię na infolinię firmy kurierskiej. Przekazuję, czego się dowiedziałam, a konsultant (oczywiście nie ten, z którym rozmawiałam wcześniej) informuje mnie, że... przecież kurier odebrał OBIE paczki. Jedna po prostu zawieruszyła się w ich centrum dystrybucji (czy jak to się tam nazywa). Facet zmienia status na "częściowo dostarczono" i pyta o detale paczki, by ją szybciej namierzyć. Mówię, co wiem i dostaję informację, że w ciągu 2 godzin zaktualizują status - do tego czasu na pewno znajdą zgubę.

Oczywiście nic takiego nie następuje. Mam dość zwodzenia. Robię zrzut ekranu - w razie, gdyby znów zmienili status. Piszę do nich (żeby mieć dowód na piśmie, w razie, gdyby znów zmienili zdanie). Dostaję odpowiedź, że oni paczki nie mają (status dostawy się oczywiście zmienia - info o częściowym doręczeniu znika).

Piszę jeszcze raz, podaję dowody. Brak odpowiedzi, ale status "częściowo doręczono" powraca.

Ostatecznie (po kilku kolejnych mailach) paczka się znajduje i zostaje dostarczona.

Następnego dnia z ciekawości sprawdzam status - "częściowo dostarczono". :)

Tego samego dnia dostaję odpowiedź na mojego ostatniego maila - "Paczka nie może zostać dostarczona, ponieważ kurier nie dostał jej od nadawcy. Skontaktuj się z nadawcą, by uzyskać więcej informacji"! Cyrk na kółkach.

Skarga wysmarowana. Czekam na kolejne bzdurne tłumaczenie.

kurierzy

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (124)

#81665

(PW) ·
| Do ulubionych
Słowem wstępu - wszyscy członkowie mojej najbliższej rodziny pracują/pracowali fizycznie. Ja pracuję w biurze. Nie czuję się z tego powodu lepsza, w końcu żadna praca nie hańbi. Bliscy z kolei chcą chyba swoimi komentarzami sprawić, bym poczuła się gorsza. Kilka przykładów:

1. Gdy przyznałam, ile zarabiam, brat rzucił, że to niesprawiedliwe, bo on musi harować, by tyle w złotówkach zarobić, a ja za siedzenie na 4 literach dostaję tyle w funtach.

2. Późną jesienią padło nam w biurze ogrzewanie - no, zdarza się. Szefostwo robiło co w ich mocy, naznosili przenośnych grzejników, by było można kontynuować pracę. Nadal jednak było chłodno, więc przez kilka dni siedzieliśmy w bluzach/kurtkach. Gdy opowiedziałam o tym rodzinie, zaczęli szydzić, że oni na dworze pracują, a ze mnie się robi księżniczka.

3. Przed świętami mieliśmy w pracy młyn - wszyscy (nawet szefowie) siedzieliśmy więc w magazynie i pakowali zamówienia. Reakcja rodziny? "W końcu coś w tej robocie robisz, zamiast na tyłku siedzieć".

4. W końcu szefostwo dało mi drugi monitor, który bardzo ułatwia mi teraz pracę. Pochwaliłam się przy okazji rodzinie. Co oni na to? "W tyłku ci się przewraca", "na suficie sobie trzeci powieś"...

5. Po zaledwie kilku miesiącach pracy szef powierzył mi ważny projekt, po czym wyjechał na wakacje. Było to dla mnie bardzo ważne - zostałam doceniona i dostałam ogromny kredyt zaufania. Moi bliscy zaś nie potrafili pojąć, jak można się czymś takim "jarać"- w końcu to tylko jakieś głupoty na komputerze. XYZ pracuje na budowie - tam to dopiero odpowiedzialność, a nie jakieś moje durnoty.

Takich sytuacji było wiele, szydzili na każdym kroku. Już nie opowiadam o swojej pracy, przez co pytają, czy coś jest nie tak... No tak, coś jest nie tak - z nimi.

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 222 (264)

#81244

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj zadzwonił do biura facet, który "właśnie przypadkiem zrobił przelew na 100 funtów na nasze (firmowe) konto.

No nic, koleżanka (która odebrała telefon) sprawdziła konto... oczywiście taka wpłata nie została odnotowana.

Dzwoniący stwierdził, że pewnie jeszcze nie zaksięgowano... No ale on na już potrzebuje te pieniądze z powrotem.

Koleżanka przytomnie spytała, skąd w ogóle facet wziął nasze dane, na co ten odpowiedział, że kiedyś złożyli zamówienie w naszym sklepie. Oczywiście nasz system nie znalazł tego klienta (koleś podał swoje (albo i nie) nazwisko, nazwę firmy i kod pocztowy - żadna z tych informacji nie okazała się pomocna).

Gdy zorientował się, że nic nie ugra, zaczął kręcić "to firma XYZ, tak?" (choć już na dzień dobry koleżanka powiedziała, że to firma ABC), po usłyszeniu przeczącej odpowiedzi stwierdził, że musiał pomylić numery i się rozłączył.

Pierwszy raz spotkałam się z takim krętactwem. Smutna jest myśl, jak naiwni muszą być niektórzy ludzie, żeby nabrać się na takie sztuczki oszustów.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 80 (86)
zarchiwizowany

#80356

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Co się zdarzyło na Erasmusie, zostaje na Erasmusie... a światopogląd zostawia się w domu.

Na swojej wymianie byłam ładnych parę lat temu, ale nadal nie mogę zrozumieć zachowania dwóch znajomych, z którymi tego Erasmusa spędziłam.

Jedna z nich, dumna wegetarianka, pokochała souvlaki... czyli danie typowo mięsne. Znałam ją jeszcze z Polski, więc wiele razy przypominała mi, żeby nie wspominać jej rodzicom o jej diecie, bo jej mama naprawdę naciskała, żeby dziewczyna zaczęła jeść mięso, a ona przecież była "wegetarianką".

Druga, muzułmanka, raz przypadkiem zjadła wieprzowe souvlaki. Okej, jej błąd. Problem w tym, że tak jej zasmakowały, że zaczęła je zamawiać częściej. W końcu, "póki jej tureccy znajomi i rodzina nie wiedzą, to może jeść dowoli"... Allah też chyba nie widział.

Organizując wyjazd na Erasmusa zapomniały chyba wykupić bilety samolotowe dla swoich ideologii.

erasmus

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -10 (28)

#80158

(PW) ·
| Do ulubionych
Do mojej mamy przyszła się wyżalić ciotka. Dramat w rodzinie - wnuk ciotki nie pójdzie do komunii.

Czyżby rodzice przestali wychowywać dziecko w wierze? A może to chłopiec się buntuje? Albo to rodzice postanowili, że dadzą dziecku samemu przyjąć sakrament, gdy będzie gotowe, zamiast posyłać je z rówieśnikami tylko dlatego, że "tak wypada"?

Nic z tych rzeczy. Po prostu kiepsko im się od jakiegoś czasu wiedzie, więc uznali, że nie stać ich na dużą imprezę, a co to za komunia bez imprezy, gości i prezentów? Argument, by zaprosić dziadków i chrzestnych na obiad do domu do nich nie przemawia.

Ja wiem, że niektórym idea prezentów przyćmiła prawdziwy sens tego sakramentu... ale żeby do tego stopnia?

komunia

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (161)

#80045

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś dowiedziałam się, że gdy przyjmuję u siebie gości, to do mnie należy pomoc trzylatkowi, który musi się wypróżnić. Nie mówię tu nawet o dzieciaku z najbliżej rodziny, tylko o małym chłopcu, którego dziś widziałam drugi raz w życiu (nasi goście to dalsi znajomi mojego partnera).
Nie mówię tu też o sytuacji, w której rodzice byli czymś zajęci- ot, wszyscy siedzieliśmy i gadaliśmy.

Może przesadzam, ale dla mnie takie zachowanie rodziców jest trochę dziwne.

wychowanie goście

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 218 (220)

#79176

(PW) ·
| Do ulubionych
Zawsze uważałam się za osobę oszczędną. Według znajomej wcale taka jednak nie jestem. Dlaczego?

Bo zwykle kupuję produkty droższe od tych "marki [wstaw sobie nazwę dowolnego supermarketu]" oraz często nie kupuję produktów z półek, na których leżą produkty, których data przydatności do spożycia zbliża się wielkimi krokami, przez co są one w promocyjnych cenach.
Nie, nie mam nic przeciwko tym półkom. Zdarza mi się coś czasem kupić. Nie robię tego jednak wtedy, gdy niczego z tych półek nie potrzebuję.

Gdy robię zakupy ze znajomą, nie może ona zrozumieć, że zwyczajnie i nie kupię produktów, które tylko się u mnie zepsują, bo ich nie zjemy. Ona zaś kupuje na zapas. "Oh, przecenione o połowę? Wezmę 4 paczki!" Spoko, ma dzieci, może potrzebuje więcej? No nie, bo zwykle ze 2 z tych paczek są wyrzucane.

Dzieciaki często przybiegają do niej z jakimiś łakociami i pytaniem, czy mogą zjeść. Pytają, bo mama musi sprawdzić, czy dany jogurt/ciastko/pączek/owoc jest jeszcze jadalny, jeśli nie jest, to idzie szukać nowszego, bo ma ich więcej... dużo więcej. Prawdę mówiąc, w salonie stoi wielkie plastikowe pudło pełne słodyczy (bo w kuchni nie ma już miejsca na więcej jedzenia).

Nie ma tygodnia, w którym nie wyrzuciłaby jakichś produktów, bo są już "mocno przeterminowane". Hitem było, gdy opowiadała, jak znalazła w szafie ciastka z galaretką przeterminowane... prawie 3 lata.

Nie znoszę marnowania jedzenia. Jeszcze bardziej wkurza mnie, gdy osoba, która wyrzuca jedzenie kilogramami, mówi mi, że jestem nieoszczędna. Gdy zwracam jej uwagę na to wyrzucanie, mówi, że przecież "w każdej rodzinie się zdarza wyrzucić zepsute jedzenie" i, że "zrozumiem, jak będę mieć własną rodzinę". Cóż... Może nie założyłam rodziny, ale ta, z której pochodzę, naprawdę rzadko wyrzucała jakiekolwiek jedzenie.

Dlaczego o tym piszę? Byłyśmy dziś na zakupach (mieszkamy w wiosce, więc często zabieram ją, gdy wybieram się na rajd po supermarketach). Ona obładowana siatami. Gdy wróciłyśmy do niej, zobaczyłam szafki, blaty i lodówkę pełne jedzenia. W śmietniku znalazłam 1,5 bochenka chleba, szynkę, jakieś surówki i jogurty. Albo robiła przegląd lodówki i chlebaka, albo te produkty same z nich wyszły.

Nie da się jej wytłumaczyć, że jeśli kupi taniej, ale połowę wyrzuci, to wcale nie jest to oszczędność. Dla mnie jest to piekielność.

oszczędność

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 228 (248)

#78913

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiele tu ostatnio historii o różnicach w wychowaniu młodszego i starszego rodzeństwa, więc dodam coś od siebie. Co powiecie na historię o różnicach w traktowaniu bliźniąt?

Gdy się rodziłam, z brzucha mamy wyskoczył za mną mój brat. No i fajnie. Ale...

1. "Bo to chłopak".
Ile razy słyszałam to zdanie.
- Dostawałam burę, gdy w trakcie zabawy pobrudziłam/ ubrania. Brat mógł biegać cały umorusany... Bo to chłopak, musi się w końcu wylatać (bawiliśmy się razem, razem też "lataliśmy", ale chyba, jako dziewczyna, miałam inny limit biegania i brudzenia).
- Z biegiem czasu lista moich obowiązków rosła. No i okej, każdy musi coś w domu robić. Każdy? No nie, bo mój bliźniak i rok starszy brat nie musieli. Oni wynosili śmieci (na zmianę). No bo to chłopcy, więc nie będą zmywać po obiedzie, ani myć podłogi.
- Ja szybciej musiałam wracać do domu. Bo bracia byli gdzieś razem. Nie wiadomo gdzie, ale przecież dwaj chłopcy mogą być na dworze dłużej, niż jedna dziewczynka. Nawet, jeśli ta dziewczynka bawiła się w domu koleżanki z naprzeciwka.

2. "Bo on jest młodszy".
To mój osobisty hit. Brat jest młodszy o 5 (słownie: PIĘĆ) minut, ale i tak w sytuacjach spornych musiałam mu ustępować. Brzmi jak kiepski żart, prawda?

3. "Bo ty musisz mu pomagać".
W tym przodowali nauczyciele. Bardzo żałuję, że musiałam chodzić do jednej klasy z moim bratem. Byłam dzieckiem, które dużo czytało i zawsze kończyło rok szkolny z wyróżnieniem. Mój bliźniak był moim przeciwieństwem- zawsze miał problemy z nauką i koncentracją. Nad zachowaniem też musiał pracować. Nauczyciele byli przyzwyczajeni do tego, że po oblanych przez brata sprawdzianach zatrzymywali mnie i pytali, dlaczego brat się nie przygotował. No nie wiem, może powinni jego zatrzymywać po lekcjach i jego pytać? Dodawali też, że jako osoba, która rozumie te wszystkie zagadnienia, powinnam usiąść z nim przed sprawdzianem i go nauczyć. Hmm... Myślałam, że to ich zadanie. Rodzice z nim siadali i próbowali wbić mu coś do głowy, bo ja odmawiałam współpracy. Nie chodzi o to, że nie chciałam mu pomóc. On po prostu mnie nie słuchał i irytowało mnie, że mi zależało bardziej, niż jemu.

4. Zadania domowe.
Znów - pytania nauczycieli, jak to jest, że ja mam lekcje zrobione, a on nie. Tak, pytania kierowane do mnie, nie do niego.
Gdy miał odrobione zadania, były to zadania odrobione z mamą (albo po prostu pod okiem mamy) lub perfidnie spisane ode mnie. Nawet wypracowania. Potem i mi się obrywało za "pracę grupową". Gdy miałam dość i mówiłam, jak było naprawdę, nauczycielka odpowiadała, że nie ma dowodów na ściąganie i może powinnam pomóc bratu pisać jego własne opowiadania, żeby nie spisywał moich. Spoko.

5. "Bo jak ty to zrobisz, to mama nic nie powie".
Gdy brat ze znajomymi chciał uciekać z lekcji, prosił mnie o to, bym poszła z nimi. Dlaczego? Bo wtedy mama się nie zdenerwuje, że znów był na wagarach... No i nauczycielka się nie zdenerwuje tak bardzo, jeśli wśród uciekinierów będą też dobrzy uczniowie. Raz nawet zabrali mój plecak poza teren szkoły... No nic, postanowiłam to zignorować i iść pod salę. Wtedy szybko oddali mi moje rzeczy- bali się, że będą mieć przez ten plecak kłopoty. :)
To samo z ogólnym rojbrowaniem, ale nigdy nie było tak, że mama "nic nie mówiła". Okej, bura była mniejsza, ale i tak największą jej "część" dostawałam ja, bo "powinnam być tą mądrzejszą".

6. Oceny.
Coś, co za dzieciaka bolało mnie chyba najbardziej. Rodzice byli przyzwyczajeni do moich dobrych ocen, więc interesowali się jedynie postępami brata. Gdy mówiłam "Mamo! Dostałam 6 z matematyki", słyszałam w odpowiedzi "A [imię brata] ile dostał?" Po jakimś czasie zaczęłam mówić "Mamo [imię brata] dostał 2 z matematyki", ale nigdy nie doczekałam się pytania "A ty ile dostałaś?". Nigdy.

Może nie wydać się to wam piekielne, ale dla dzieciaka, którym byłam, na pewno było.

wychowanie

Skomentuj (48) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 381 (397)

#78874

(PW) ·
| Do ulubionych
Koniec internetów na dziś.

Znacie te akcje na fejsie w stylu "nasz znajomy pilnie potrzebuje krwi, oddajcie krew z dopiskiem "Dla XYZ" i udostępnijcie ten post"?

Ostatnio krwi potrzebował jakiś chłopak z mojej rodzinnej miejscowości, więc przy każdym wejściu na fb widziałam, jak ktoś udostępnia ten post. Odezwała się do mnie [Z]najoma z czasów liceum.

[Z]- Hej, słyszałaś o wypadku XYZ? Wciąż zbieramy dla niego krew, ma grupę A RH+. Jaką masz grupę?

[J] No, słyszałam. 0+, ale oddawałam krew 2 tygodnie temu, poza tym nie ma mnie w Polsce, więc niestety nie pomogę.

[Z] Ale jak to? Przecież z 0 możesz mu oddać! Nie możesz przyjechać na 2 dni?

[J] Nie mogę, pracuję. A nawet, jeśli bym mogła, to i tak nie oddałabym krwi, bo dopiero co oddawałam.

Wtedy przestało być miło. Zostałam nazwana egoistką, która oddaje krew obcym, nawet nie ludziom ze swojego kraju (aha??), a koledze z miasta nie pomogę. Na do widzenia dostałam informację, że "ona wszystkim powie, jaka jestem" i... usunęła mnie ze znajomych.

Postanowione, już nie będę regularnie oddawać krwi - przecież jakiś znajomy znajomych może jej potrzebować... za rok, może dwa, ale po co ryzykować, że mogę znów wyjść na egoistkę. -.-

A tak na poważnie, to rozumiem, że ludzie biorą tę akcję bardzo na serio, bo chłopak potrzebuje krwi, mam nadzieję, że krew dostanie (choć nawet nie wiem, na co jest chory), ale bez przesady. Nie można ludzi zmusić do pomagania, zwłaszcza, gdy naprawdę pomóc nie mają jak.

Idę płakać, bo straciłam znajomą.

facebook

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 254 (262)