Profil użytkownika
Rudaa ♀
| Zamieszcza historie od: | 14 września 2012 - 22:16 |
| Ostatnio: | 11 października 2025 - 10:06 |
- Historii na głównej: 92 z 143
- Punktów za historie: 29545
- Komentarzy: 172
- Punktów za komentarze: 727
Rzecz się działa na przestrzeni około 6 miesięcy w 3 różnych gabinetach stomatologicznych na terenie miasta Wrocławia.
Wizyta w 1 gabinecie:
Informuję lekarza, że boli mnie "Szóstka" na dole po prawej stronie. Lekarz ogląda zęba i stwierdza, że nic tam nie ma. Następnie dotyka dziąsła między 5 a 6 i stwierdza, że to tylko odsłonięte szyjki zębowe. I zaleca jedynie fluoryzację podczas kolejnych 3 wizyt. Chyba pomaga, albo chcę wierzyć, że pomaga.
Wizyta w 2 gabinecie;
Przegląd zębów i Pani stwierdza, że to jednak szóstka i w dodatku dwie powierzchnie do zrobienia. Koszt prawie 200 zł. Chwilowo się wstrzymuję.
Wizyta w 3 gabinecie:
Informuję Panią o bolącej szóstce. Pani ogląda i nie stwierdza żadnego ubytku. Stwierdza natomiast, że do zrobienia jest piątka obok. okazuje się, że jest z nią bardzo źle. Robię zdjęcie RTG. Okazuje się, że ząb nadaje się do kanałowego leczenia i że to była ostatnia chwila na jego leczenie. Także to dziąsło między 5 a 6 bolało bo cała powierzchnia piątki od strony 6 była do zrobienia.
Smaczku całej sytuacji dodaje fakt że rzeczoną piątkę robiłam około 8-9 miesięcy wcześniej u dentystki polecanej i znajomej mojej teściowej. Jednak wg ostatniej dentystki taka próchnica to efekt co najmniej kilku lat.
Nie ogarniam tego. Jak tu komuś wierzyć. Zwłaszcza że wszystkie wizyty były prywatne...
Wizyta w 1 gabinecie:
Informuję lekarza, że boli mnie "Szóstka" na dole po prawej stronie. Lekarz ogląda zęba i stwierdza, że nic tam nie ma. Następnie dotyka dziąsła między 5 a 6 i stwierdza, że to tylko odsłonięte szyjki zębowe. I zaleca jedynie fluoryzację podczas kolejnych 3 wizyt. Chyba pomaga, albo chcę wierzyć, że pomaga.
Wizyta w 2 gabinecie;
Przegląd zębów i Pani stwierdza, że to jednak szóstka i w dodatku dwie powierzchnie do zrobienia. Koszt prawie 200 zł. Chwilowo się wstrzymuję.
Wizyta w 3 gabinecie:
Informuję Panią o bolącej szóstce. Pani ogląda i nie stwierdza żadnego ubytku. Stwierdza natomiast, że do zrobienia jest piątka obok. okazuje się, że jest z nią bardzo źle. Robię zdjęcie RTG. Okazuje się, że ząb nadaje się do kanałowego leczenia i że to była ostatnia chwila na jego leczenie. Także to dziąsło między 5 a 6 bolało bo cała powierzchnia piątki od strony 6 była do zrobienia.
Smaczku całej sytuacji dodaje fakt że rzeczoną piątkę robiłam około 8-9 miesięcy wcześniej u dentystki polecanej i znajomej mojej teściowej. Jednak wg ostatniej dentystki taka próchnica to efekt co najmniej kilku lat.
Nie ogarniam tego. Jak tu komuś wierzyć. Zwłaszcza że wszystkie wizyty były prywatne...
dentyści
Ocena:
415
(493)
O dziwo nie o listonoszach, których mam fajnych, ale o leniwym babsku z poczty polskiej. UP41 na Bajana we Wrocławiu.
Przychodzę na pocztę. Dwa okienka. Przy jednym ktoś stoi. Podchodzę do drugiego daję awizo. A blond babsko odsyła mnie do okienka obok, bo ona tutaj nie ma przesyłek z Bajana, tylko z innych ulic. No ok idę do drugiego i czekam. Blond babsko obsłużyło około 5 osób, czekam dobre 20 minut. Za mną stoi dziewczyna. Blond babsko ją woła. Ona podaje awizo i mówi że przesyłka z Bajana. Co robi blond babsko? Rusza 4 litery i idzie na drugą stronę, jakieś 5 metrów, i szuka jej paczki.
Na moje pytanie co to ma znaczyć, że mi nie mogła iść po list, a komuś innemu poszła. Odpowiada że było dużo ludzi do obsłużenia jak ja przyszłam. Przypominam jej że były tylko 2 osoby, włączając mnie, i 2 okienka.
Nic nie odpowiedziała.
Ale taka już jest z tą pocztą na Bajana. A blond babsko jest mistrzem w robieniu łaski. Zapomniała, że to ona jest dla klienta, a nie odwrotnie.
Przychodzę na pocztę. Dwa okienka. Przy jednym ktoś stoi. Podchodzę do drugiego daję awizo. A blond babsko odsyła mnie do okienka obok, bo ona tutaj nie ma przesyłek z Bajana, tylko z innych ulic. No ok idę do drugiego i czekam. Blond babsko obsłużyło około 5 osób, czekam dobre 20 minut. Za mną stoi dziewczyna. Blond babsko ją woła. Ona podaje awizo i mówi że przesyłka z Bajana. Co robi blond babsko? Rusza 4 litery i idzie na drugą stronę, jakieś 5 metrów, i szuka jej paczki.
Na moje pytanie co to ma znaczyć, że mi nie mogła iść po list, a komuś innemu poszła. Odpowiada że było dużo ludzi do obsłużenia jak ja przyszłam. Przypominam jej że były tylko 2 osoby, włączając mnie, i 2 okienka.
Nic nie odpowiedziała.
Ale taka już jest z tą pocztą na Bajana. A blond babsko jest mistrzem w robieniu łaski. Zapomniała, że to ona jest dla klienta, a nie odwrotnie.
Bajana 1 poczta polska
Ocena:
331
(453)
Czytałam na piekielnych już kilka historii o tym, jak to kurierzy Siódemki to najgorsze zło tego świata. Na szczęście, mimo że przesyłki były do mnie wysyłane za ich pośrednictwem, zawsze jakoś było ok.
Ale i na mnie przyszła pora.
Przesyłka nadana w poniedziałek. Dostaję powiadomienie. Sprawdzam we wtorek, że dostarczona do mojego miasta, ale cały dzień zawieszone i nie idzie dalej do opcji przekazane kurierowi. Myślę sobie, może mają jakąś awarię?
Sprawdzam dzisiaj - środa. Okazuje się, że przesyłka doręczona. Myślę sobie, ale jak to? Ja nic nie dostałam...
Piszę do firmy. Odsyłają mnie do wrocławskiego oddziału, którego mail nie istnieje...
W końcu pytam dwóch sąsiadek z piętra, ale żadna nie odebrała.
No i co teraz? Na klatce 24 mieszkania! Mam biegać do wszystkich?
Dzwonię na infolinię. Zamiast dzień dobry słyszę - no! - i czyjąś rozmowę. Po chwili Pani się reflektuje przedstawia itd.
Dowiaduję się, że odebrała to pani X. Mówię, że nie znam nazwisk mieszkańców klatki. Nie wiem kim jest Pani X ani gdzie mieszka. Sprawa przekazana do wrocławskiego oddziału. Pani zapewni że oddzwonią. Dzwoniłam o 11. Do teraz - jest 16, zero odzewu.
Na szczęście listonosz zna Panią X i powiedział mi pod którym nr mieszka.
Paczka była i na szczęście cała.
A teraz moje pytanie: Co kurier sobie myślał zostawiając moją paczkę za prawie 150 zł w innym mieszkaniu, nie informując mnie ani karteczką ani telefonicznie... Nie wiem za co zapłaciłam 15 zł i dziwię się, że tyle firm w Polsce jeszcze z siódemką współpracuje...
PS. Kiedyś zamawiałam 15 kg karmy dla psa i jak się dowiedziałam, że to siódemka, to dla pewności że paczka zostanie mi dostarczona do drzwi, wzięłam za pobraniem. Dzięki temu kurier był łaskaw dostarczyć przesyłkę w godzinach, które mi pasowały. Także polecam takie rozwiązanie jak jest możliwe.
Ale i na mnie przyszła pora.
Przesyłka nadana w poniedziałek. Dostaję powiadomienie. Sprawdzam we wtorek, że dostarczona do mojego miasta, ale cały dzień zawieszone i nie idzie dalej do opcji przekazane kurierowi. Myślę sobie, może mają jakąś awarię?
Sprawdzam dzisiaj - środa. Okazuje się, że przesyłka doręczona. Myślę sobie, ale jak to? Ja nic nie dostałam...
Piszę do firmy. Odsyłają mnie do wrocławskiego oddziału, którego mail nie istnieje...
W końcu pytam dwóch sąsiadek z piętra, ale żadna nie odebrała.
No i co teraz? Na klatce 24 mieszkania! Mam biegać do wszystkich?
Dzwonię na infolinię. Zamiast dzień dobry słyszę - no! - i czyjąś rozmowę. Po chwili Pani się reflektuje przedstawia itd.
Dowiaduję się, że odebrała to pani X. Mówię, że nie znam nazwisk mieszkańców klatki. Nie wiem kim jest Pani X ani gdzie mieszka. Sprawa przekazana do wrocławskiego oddziału. Pani zapewni że oddzwonią. Dzwoniłam o 11. Do teraz - jest 16, zero odzewu.
Na szczęście listonosz zna Panią X i powiedział mi pod którym nr mieszka.
Paczka była i na szczęście cała.
A teraz moje pytanie: Co kurier sobie myślał zostawiając moją paczkę za prawie 150 zł w innym mieszkaniu, nie informując mnie ani karteczką ani telefonicznie... Nie wiem za co zapłaciłam 15 zł i dziwię się, że tyle firm w Polsce jeszcze z siódemką współpracuje...
PS. Kiedyś zamawiałam 15 kg karmy dla psa i jak się dowiedziałam, że to siódemka, to dla pewności że paczka zostanie mi dostarczona do drzwi, wzięłam za pobraniem. Dzięki temu kurier był łaskaw dostarczyć przesyłkę w godzinach, które mi pasowały. Także polecam takie rozwiązanie jak jest możliwe.
siódemka
Ocena:
398
(448)
Sprzedałam telefon na allegro. Okazało się że coś tam nie działa. W związku z tym poprosiłam kupującego o zwrot przesyłki. Prosiłam o dobre zabezpieczenie i odesłanie kompletu.
Kupujący zadał mi pytanie, kto pokryje koszty zwrotu?
Odpowiedziałam, że zależy jak zostanie rozpatrzona reklamacja.
To co w tym momencie robi wredny, chamski i wielce przebiegły kupujący? Wysyła najdroższą możliwą przesyłkę za 65 zł. Nie wiadomo po co. Jakieś super ubezpieczenia i doręczenie w ciągu 24 godzin itd. Mimo, że ma 14 dni na zwrot, a ja 14 dni na rozpatrzenie reklamacji...
Dodam, że koszt wysłania do tej osoby, czyli również odesłania do mnie nie powinien przekroczyć 15 zł - wysyłka priorytetem z zadeklarowaną wartością... idzie około 24 godzin.
Kupujący zadał mi pytanie, kto pokryje koszty zwrotu?
Odpowiedziałam, że zależy jak zostanie rozpatrzona reklamacja.
To co w tym momencie robi wredny, chamski i wielce przebiegły kupujący? Wysyła najdroższą możliwą przesyłkę za 65 zł. Nie wiadomo po co. Jakieś super ubezpieczenia i doręczenie w ciągu 24 godzin itd. Mimo, że ma 14 dni na zwrot, a ja 14 dni na rozpatrzenie reklamacji...
Dodam, że koszt wysłania do tej osoby, czyli również odesłania do mnie nie powinien przekroczyć 15 zł - wysyłka priorytetem z zadeklarowaną wartością... idzie około 24 godzin.
alle gro
Ocena:
402
(546)
Chciałam Was ostrzec przed pewnym wątpliwej klasy obiektem, którym mam nadzieję zajmie się wkrótce inspekcja sanitarna.
Ośrodek ma w necie super fotki, normalnie cud, miód, orzeszki. Plaża, kąpielisko, domki w samym lesie do tego mnóstwo atrakcji.
Na żywo:
domki sprzed 40 lat. Lata świetności mają za sobą. Składają się z pokoju oraz małej wnęki jako "kuchnia". W pokojach stare, rozwalone i cuchnące stęchlizną wersalki. Są tak zużyte, że każdy ruch sprawia że falują. Do tego większości okien nie da się otworzyć, więc śmierdzi i śmierdzieć musi...
Drzwi są nieszczelne i wystarczy mocniej pociągnąć i da radę otworzyć bez klucza...
Do tego trochę robactwa, które wchodzi przez wszystkie możliwe szczeliny. Mnie dopadły tylko albo aż pluskwy. Mam pogryzione nogi.
Ośrodek posiada coś co nazywa dumnie plażą - w rzeczywistości to kawałek trawnika z betonowym zejściem do wody. Woda to syf kompletny. O dziwo ludzie się tam kąpią. Ja bym tam psa nie wpuściła nawet.
Toalety to kilka śmierdzących maksymalnie toi toi - nie wiem czy ktoś je myje.
Prysznic płatny dodatkowo 5 zł - grzyb gratis.
Jest też cały jeden kran, z którego woda śmierdzi mówiąc wprost gnojowicą.
Cena za domek od 65 zł do 115 zł, także jakoś super tanio to nie jest.
Ośrodek znajduje się około 30 km na północ od Wrocławia w Wilczynie Leśnym koło Obornik Śląskich - zainteresowani mogę poczytać sobie opinie o nim w necie. Nazwę też łatwo można znaleźć.
Ośrodek ma w necie super fotki, normalnie cud, miód, orzeszki. Plaża, kąpielisko, domki w samym lesie do tego mnóstwo atrakcji.
Na żywo:
domki sprzed 40 lat. Lata świetności mają za sobą. Składają się z pokoju oraz małej wnęki jako "kuchnia". W pokojach stare, rozwalone i cuchnące stęchlizną wersalki. Są tak zużyte, że każdy ruch sprawia że falują. Do tego większości okien nie da się otworzyć, więc śmierdzi i śmierdzieć musi...
Drzwi są nieszczelne i wystarczy mocniej pociągnąć i da radę otworzyć bez klucza...
Do tego trochę robactwa, które wchodzi przez wszystkie możliwe szczeliny. Mnie dopadły tylko albo aż pluskwy. Mam pogryzione nogi.
Ośrodek posiada coś co nazywa dumnie plażą - w rzeczywistości to kawałek trawnika z betonowym zejściem do wody. Woda to syf kompletny. O dziwo ludzie się tam kąpią. Ja bym tam psa nie wpuściła nawet.
Toalety to kilka śmierdzących maksymalnie toi toi - nie wiem czy ktoś je myje.
Prysznic płatny dodatkowo 5 zł - grzyb gratis.
Jest też cały jeden kran, z którego woda śmierdzi mówiąc wprost gnojowicą.
Cena za domek od 65 zł do 115 zł, także jakoś super tanio to nie jest.
Ośrodek znajduje się około 30 km na północ od Wrocławia w Wilczynie Leśnym koło Obornik Śląskich - zainteresowani mogę poczytać sobie opinie o nim w necie. Nazwę też łatwo można znaleźć.
Ośrodek Wilczyn Leśny
Ocena:
641
(695)
Historia opowiedziana przez hydraulika.
W poniedziałek tydzień temu został wezwany do studenckiego mieszkania, bo bateria umywalkowa w kuchni przecieka. Okazało się, że do wymiany nadają się też wężyki pod zlewozmywakiem, bo są całe przegniłe. Studenci jako że wynajmują mieszkanie, stwierdzili że skontaktują się z właścicielką i odezwą się do hydraulika.
Właścicielka stwierdziła, że podeśle kogoś znajomego, bo szkoda jej kasy na hydraulika. I tak minęło kilka dni.
W ten poniedziałek zadzwonili znowu do niego studenci, bo okazało się, że w nocy pękł wężyk. Zalał całe mieszkanie, parkiet w przedpokoju poszedł do góry i zalało sąsiada z dołu.
Tak się kończy "oszczędzanie"...
W poniedziałek tydzień temu został wezwany do studenckiego mieszkania, bo bateria umywalkowa w kuchni przecieka. Okazało się, że do wymiany nadają się też wężyki pod zlewozmywakiem, bo są całe przegniłe. Studenci jako że wynajmują mieszkanie, stwierdzili że skontaktują się z właścicielką i odezwą się do hydraulika.
Właścicielka stwierdziła, że podeśle kogoś znajomego, bo szkoda jej kasy na hydraulika. I tak minęło kilka dni.
W ten poniedziałek zadzwonili znowu do niego studenci, bo okazało się, że w nocy pękł wężyk. Zalał całe mieszkanie, parkiet w przedpokoju poszedł do góry i zalało sąsiada z dołu.
Tak się kończy "oszczędzanie"...
mieszkanie
Ocena:
637
(711)
Kamienica z okresu przedwojennego.
Od lata 70. przeznaczona do kapitalnego remontu lub rozbiórki.
Zalana w trakcie powodzi w 1997 roku.
Nieremontowana nigdy.
Brak domofonu - idealne miejsce dla narkomanów oraz ludzi wracających z imprezy/zakupów itd. jako miejsce ulżenia sobie. Bez różnicy czy złapie siku czy dwójka.
Na parterze po powodzi zamurowane mieszkania.
Po większych opadach deszczu zalane wejście od podwórka i wejście do piwnicy.
Odrapane ściany na klatce schodowej, powybijane notorycznie szyby, niestabilne poręcze, sypiące się fragmenty elewacji, balkony w stanie nieznanym - możliwe że się niedługo zawalą, okna w mieszkaniach niewymieniane nigdy, także do szczelnych nie należą, wszechobecne na klatce schodowej butelki, puszki oraz strzykawki z igłami. Ogólnie brud i smród, który nie pozwala oddychać (klatka schodowa sprzątana 2 razy w miesiącu!).
Nie stanowiło to jednak przeszkody dla urzędnika, który stwierdził, że stan kamienicy poprawił się (ciekawe dzięki czemu?!-takie czary mary!!!) i zlikwidował zniżki w opłatach za czynsz dla mieszkańców i dodatkowo go jeszcze podniósł.
A remontu jak nie było tak nie ma.
Gdzieś tam są jakieś mgliste plany na 2015 rok...
Od lata 70. przeznaczona do kapitalnego remontu lub rozbiórki.
Zalana w trakcie powodzi w 1997 roku.
Nieremontowana nigdy.
Brak domofonu - idealne miejsce dla narkomanów oraz ludzi wracających z imprezy/zakupów itd. jako miejsce ulżenia sobie. Bez różnicy czy złapie siku czy dwójka.
Na parterze po powodzi zamurowane mieszkania.
Po większych opadach deszczu zalane wejście od podwórka i wejście do piwnicy.
Odrapane ściany na klatce schodowej, powybijane notorycznie szyby, niestabilne poręcze, sypiące się fragmenty elewacji, balkony w stanie nieznanym - możliwe że się niedługo zawalą, okna w mieszkaniach niewymieniane nigdy, także do szczelnych nie należą, wszechobecne na klatce schodowej butelki, puszki oraz strzykawki z igłami. Ogólnie brud i smród, który nie pozwala oddychać (klatka schodowa sprzątana 2 razy w miesiącu!).
Nie stanowiło to jednak przeszkody dla urzędnika, który stwierdził, że stan kamienicy poprawił się (ciekawe dzięki czemu?!-takie czary mary!!!) i zlikwidował zniżki w opłatach za czynsz dla mieszkańców i dodatkowo go jeszcze podniósł.
A remontu jak nie było tak nie ma.
Gdzieś tam są jakieś mgliste plany na 2015 rok...
miasto wojewódzkie
Ocena:
467
(553)
Wyobraźcie sobie sytuacje, że macie sklep.
Zainwestowaliście w niego sporo pieniędzy. Po pół roku ktoś obok was stawia identyczny sklep z tym samym asortymentem.
Najpierw zaczyna kupować ten sam towar co wy i dawać go taniej. Zmusza was to także do obniżenia ceny.
Dla przykładu kupujecie towar X za 1 zł. Do tego marża 50 % plus 23% Vat to daje razem dla uproszczenia 1,73* zł (tak wiem że powinno być więcej ;)). Wystawiacie towar za 1,73 zł. On wystawia za 1,30 zł... Czyli de facto starcza wam na vat*, bo musicie obniżyć cenę.
Zastanawiacie się jak tu być konkurencyjni? Może nowy asortyment? Kupujecie nowe rzeczy. Na drugi dzień on ma już to samo i to w niższej cenie (patrz wyliczenia powyżej).
Czy to jedyny sposób żeby uprzykrzyć Wam życie? Nie!
Zbliżają się święta, więc jest okazja żeby sprzedać więcej i zarobić. Przychodzicie do pracy, a tu okazuje się że zamki w drzwiach zatkane zapałkami... Zamieniacie zamki na zewnętrzne kłódki i na każde większe święta przychodzicie z podręczną piłką do metalu! Dzięki niej jesteście w stanie otworzyć sklep. Sytuacja z zapałkami powtarza się wielokrotnie.
Co jeszcze Was czeka? Fekalia na ścianie sklepu, pobita szyba z częstotliwością raz na kilka miesięcy.
Jako bonus okazuje się, że oni znają Was lepiej niż wy sami. Wiedzą kiedy, gdzie z kim się spotykacie, z kim sypiacie, co i komu sprzedajecie, gdzie jeździcie na wakacje. Wiedzą to o waszej całej rodzinie. Rozpowiadają wszystkim swoim klientom, że wasza córka jest taka i robi to i to. itd.
Na porządku dziennym są komentarze, że sprzedajecie zepsuty i stary towar, że oszukujecie, itp. Tracicie klientów, którzy niestety im wierzą.
Dość szybko okazuje się, że ich promocyjne ceny biorą się stąd, że nie nabijają na kasę większości towarów i nie dają paragonów, więc nie płacą podatków. Jak jest kontrola z Urzędu skarbowego to zawsze u was, u nich nigdy. Ciekawe czy posiadanie członka rodziny w takowym urzędzie może mieć z tym coś wspólnego?
Zgłoszenia na policje niewiele dają, bo nie ma dowodów.
Skutek jest taki, że wy wiążecie ledwie koniec z końcem, macie 2 dorastających dzieci na utrzymaniu, a oni wożą się co chwilę nowymi samochodami.
Ja rozumiem konkurencja - ok! Ale uczciwa konkurencja!
Czy ktoś ma pomysł jak to ukrócić?
* Wyliczenia są nie do końca poprawne, ale chodzi o skalę różnicy w cenie!
Zainwestowaliście w niego sporo pieniędzy. Po pół roku ktoś obok was stawia identyczny sklep z tym samym asortymentem.
Najpierw zaczyna kupować ten sam towar co wy i dawać go taniej. Zmusza was to także do obniżenia ceny.
Dla przykładu kupujecie towar X za 1 zł. Do tego marża 50 % plus 23% Vat to daje razem dla uproszczenia 1,73* zł (tak wiem że powinno być więcej ;)). Wystawiacie towar za 1,73 zł. On wystawia za 1,30 zł... Czyli de facto starcza wam na vat*, bo musicie obniżyć cenę.
Zastanawiacie się jak tu być konkurencyjni? Może nowy asortyment? Kupujecie nowe rzeczy. Na drugi dzień on ma już to samo i to w niższej cenie (patrz wyliczenia powyżej).
Czy to jedyny sposób żeby uprzykrzyć Wam życie? Nie!
Zbliżają się święta, więc jest okazja żeby sprzedać więcej i zarobić. Przychodzicie do pracy, a tu okazuje się że zamki w drzwiach zatkane zapałkami... Zamieniacie zamki na zewnętrzne kłódki i na każde większe święta przychodzicie z podręczną piłką do metalu! Dzięki niej jesteście w stanie otworzyć sklep. Sytuacja z zapałkami powtarza się wielokrotnie.
Co jeszcze Was czeka? Fekalia na ścianie sklepu, pobita szyba z częstotliwością raz na kilka miesięcy.
Jako bonus okazuje się, że oni znają Was lepiej niż wy sami. Wiedzą kiedy, gdzie z kim się spotykacie, z kim sypiacie, co i komu sprzedajecie, gdzie jeździcie na wakacje. Wiedzą to o waszej całej rodzinie. Rozpowiadają wszystkim swoim klientom, że wasza córka jest taka i robi to i to. itd.
Na porządku dziennym są komentarze, że sprzedajecie zepsuty i stary towar, że oszukujecie, itp. Tracicie klientów, którzy niestety im wierzą.
Dość szybko okazuje się, że ich promocyjne ceny biorą się stąd, że nie nabijają na kasę większości towarów i nie dają paragonów, więc nie płacą podatków. Jak jest kontrola z Urzędu skarbowego to zawsze u was, u nich nigdy. Ciekawe czy posiadanie członka rodziny w takowym urzędzie może mieć z tym coś wspólnego?
Zgłoszenia na policje niewiele dają, bo nie ma dowodów.
Skutek jest taki, że wy wiążecie ledwie koniec z końcem, macie 2 dorastających dzieci na utrzymaniu, a oni wożą się co chwilę nowymi samochodami.
Ja rozumiem konkurencja - ok! Ale uczciwa konkurencja!
Czy ktoś ma pomysł jak to ukrócić?
* Wyliczenia są nie do końca poprawne, ale chodzi o skalę różnicy w cenie!
nieuczciwa konkurencja
Ocena:
792
(908)
Kupiłam na allegro telefon. Czekałam na niego od wtorku.
W końcu jest. Cała szczęśliwa otwieram kopertę. Jest telefon, ale co to nie ma baterii???
Sprawdzam opis aukcji nie ma o tym ani słowa.
Na szczęście mam zapasową. Ok włącza się, ładuje.
Wkładam kartę sim. Działa. Dzwonie. Ktoś mnie słyszy, a ja go nie. Czyli głośnik padł...
Próbuje wyłączyć na ekranie rozmowę, a tu zero reakcji. Ekran nie działa.
Podsumowując, wg sprzedającej na moje pytanie czy wszystko jest ok otrzymuję odpowiedź, że jakby było coś nie tak to by napisała w aukcji.
Rzeczywistość: brak baterii (podobno niedopatrzenie;)), niedziałający głośnik i niedziałający ekran.
Dzwonię do sprzedającej z pytaniem dlaczego sprzedała mi zepsuty telefon? Rozłącza się i już nie odbiera, a potem wyłącza telefon. Piszę więc maila. Na szczęście znam swoje prawa o czym sprzedająca została poinformowana natychmiast i nagle jej ton się zmienił - zgodziła się zwrócić pieniądze. A z telefon mogę sobie zrobić co chcę...
Chyba dam jakiemuś dziecku jako zabawkę...
Skąd w ludziach taka chęć oszukiwania innych? Czy ona naprawdę sądziła, że się nie zorientuję albo że nie będę chciała tego zwrócić?
W końcu jest. Cała szczęśliwa otwieram kopertę. Jest telefon, ale co to nie ma baterii???
Sprawdzam opis aukcji nie ma o tym ani słowa.
Na szczęście mam zapasową. Ok włącza się, ładuje.
Wkładam kartę sim. Działa. Dzwonie. Ktoś mnie słyszy, a ja go nie. Czyli głośnik padł...
Próbuje wyłączyć na ekranie rozmowę, a tu zero reakcji. Ekran nie działa.
Podsumowując, wg sprzedającej na moje pytanie czy wszystko jest ok otrzymuję odpowiedź, że jakby było coś nie tak to by napisała w aukcji.
Rzeczywistość: brak baterii (podobno niedopatrzenie;)), niedziałający głośnik i niedziałający ekran.
Dzwonię do sprzedającej z pytaniem dlaczego sprzedała mi zepsuty telefon? Rozłącza się i już nie odbiera, a potem wyłącza telefon. Piszę więc maila. Na szczęście znam swoje prawa o czym sprzedająca została poinformowana natychmiast i nagle jej ton się zmienił - zgodziła się zwrócić pieniądze. A z telefon mogę sobie zrobić co chcę...
Chyba dam jakiemuś dziecku jako zabawkę...
Skąd w ludziach taka chęć oszukiwania innych? Czy ona naprawdę sądziła, że się nie zorientuję albo że nie będę chciała tego zwrócić?
sklepy_internetowe
Ocena:
601
(645)
Wystawiłam na sprzedaż obudowę do telefonu. Obudowa używana, a została, bo zmieniłam telefon. Wystawione na portalu sąsiedzkim, bez drzewka. Cena 50 zł.
Co chwilę dzwoni ktoś z pytaniem co jest z telefonem nie tak, że tak tanio.
A ja im tłumaczę, że przecież wyraźnie napisane, że to obudowę do tego telefonu sprzedaję, a nie telefon.
Jak to możliwe że ludzie kończą szkoły, a czytać ze zrozumieniem nie potrafią??
PS Cena modelu telefonu o którym mowa, używanego, zaczyna się od 250 zł.
Co chwilę dzwoni ktoś z pytaniem co jest z telefonem nie tak, że tak tanio.
A ja im tłumaczę, że przecież wyraźnie napisane, że to obudowę do tego telefonu sprzedaję, a nie telefon.
Jak to możliwe że ludzie kończą szkoły, a czytać ze zrozumieniem nie potrafią??
PS Cena modelu telefonu o którym mowa, używanego, zaczyna się od 250 zł.
sklepy_internetowe
Ocena:
344
(450)
Rudaa