Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Samoyed

Zamieszcza historie od: 30 lipca 2018 - 20:44
Ostatnio: 26 czerwca 2019 - 10:45
  • Historii na głównej: 3 z 3
  • Punktów za historie: 504
  • Komentarzy: 92
  • Punktów za komentarze: 206
 

#84280

(PW) ·
| Do ulubionych
Inspiracja wpisem 27- czy coś latki z własną firmą. Że można, że się da i że sukces. No pewnie, że można.

Ale ja mam inny przykład przedsiębiorczości.
Moje dzieci mają nieco starszą koleżankę. Młoda mężatka z młodym mężem. Mają po 24 lata, studia zaoczne w trakcie, przedłużają się, ale bez przesady, jakoś leci.

Oboje mają firmy i lubią podkreślać, że mimo bardzo młodego wieku mają firmy, jeżdżą dobrymi samochodami, mają ładne mieszkanie w modnej dzielnicy Warszawy. Chwalą też sobie status przedsiębiorcy. Dzięki niemu, temu statusowi, nie są zmuszani do pracy w godzinach, które im nie odpowiadają, robią co chcą, śpią do południa, wieczorami mogą uprawiać życie towarzyskie, co dwa miesiące mogą jeździć na wakacje albo uprawiać inne odpoczynki. Tylko pozazdrościć.
Co? Niemożliwe? Możliwe, owszem.

Tajemnica ich sukcesu nazywa się Tatuś. To jej tatuś, ale to nieważne, tatuś jego również kocha jak syna. Tatuś z gigantycznym doświadczeniem w wydawnictwach, za nowej władzy (nie mam pojęcia czy to z powodu nowej władzy czy z powodu jego serio wielkiego doświadczenia), dostał posadę prezesa w dużym wydawnictwie współfinansowanym ze skarbu państwa. Tatuś sam z siebie był zamożny od dawna, ale teraz ma dodatkowe możliwości. Firma córeczki mianowicie zajmuje się korektą tekstów, a to oznacza, że przez jej łapki przechodzą wszystkie teksty wydawnictwa.

Oczywiście sama tego nie robi, bo nie bardzo umie, ale zatrudnia do tego doświadczonych ludzi. (po mojemu łatwiej i taniej byłoby zatrudnić ludzi w wydawnictwie, ale może się nie znam, właściwie prawie na pewno się nie znam). Zięć ma firmę zajmującą się eventami. Eventy są ograniczone do tych organizowanych przez wydawnictwo. Raz na jakiś czas wynajęci ludzie jeżdżą i eventują. On nie bierze w tym udziału, bo po co? Też prawda, po co.

Poza tym tatuś płaci zusy, podatki, leasingi za samochody, kupił mieszkanie i takie tam. Oni co mają z faktur przebawiają albo przewyjeżdżają, kiedy są zmęczeni czymś tam, pewnie życiem.
Te dzieciaki serio uważają, że są odnoszącymi sukcesy biznesmenami. Szczerze są przekonani, że się dorobili własną ciężką pracą. Są piekielni? A skąd, nie są - serio tak uważam. Tatusia za to należałoby dla przykładu na rynku jakimś wybatożyć. Hoduje na mymłonie nieudaczników, którzy kiedy tatusia zabraknie zostaną z niczym.

Tatuś zamożny, ale bez przesady, milionów im nie zostawi, zresztą dzieci ma w sumie czworo, losów pozostałych nie znam, ale nie byłabym jakoś szczególnie zdziwiona, gdyby to była historia podobna. Zresztą nawet gdyby zostawił, to szybko by przehulali, bo to ich jedyna umiejętność.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 202 (220)

#84038

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałam jakąś starą, ale jakże poruszającą historię o niedobrych Turkach. Komentarze też są niezłe. https://piekielni.pl/71942#comments I teraz nie wiem, czy się śmiać czy płakać.
Turka nie znam ani jednego, ale jakiś czas temu przyszło mi zamieszkać w wynajętym pokoju na obczyźnie. Bałam się tego śmiertelnie, bo naczytałam się o współlokatorach, ale nie miałam innego wyjścia, na odległość i w tydzień ciężko coś wynająć, więc pomyślałam, że na początek en-suit, a potem coś znajdę (moja firma mi złożyła propozycję super, ale oznaczała emigrację w tydzień).

Do meritum: przede mną w tymże pokoju zamieszkiwał Rodak. Poznałam go jak się wprowadzałam, powiedział mi, żebym uciekała, bo tu nienawidzą Polaków. Trochę z zazdrości nienawidzą, a trochę bo tak. Już mi się zrobiło śmiesznie. Dom zamieszkiwały 3 dziewczyny: Hinduska, Angielka i Czeszka. Zapytałam o Rodaka, najpierw nie chciały mówić, potem się rozgadały.

Otóż Rodak był fizolem zmieniającym pracę co miesiąc - dwa, bo go nie szanowali nigdzie. A w Polsce skończył technikum (tak mi się wydaje z opisu), zaczął studia, więc jest z natury rzeczy inteligentem.

Sprzątaniem się nie zajmował, gdyż to nie była męska praca. Mawiał, że mężczyźni są od tego, żeby z polowania strawę przynosić, a nie się koło domu kręcić. I tego się trzymał. Współlokatorzy mieli grafik sprzątania. Od pierwszego kopa się z niego wykreślił i dopisał obowiązek w postaci swojego korytarza (do pokoju jego, a później mojego prowadzi mały korytarzyk na wyłączność). Nie miał swoich untensyliów, uważał, że mu są niepotrzebne, skoro dziewczyny mają, przecież im nie ubędzie.

Pewnie nie miałyby nic przeciwko (na pewno zresztą), ale on przecież nie będzie się kalał niemęską pracą jaką jest zmywanie. Za to często narzekał, że nie ma na czym zjeść. Syf zostawiał po sobie kosmiczny. Śmieci nie segregował, bo to durne ekoterrorystyczne wymagania (a tego wymaga tu prawo, to nie fanaberia, inaczej nie zabiorą śmieci i karą obłożą). Swoje brudne ciuchy dorzucał (usiłował?) dziewczynom do ich prania, bo on nie umie tego cholerstwa obsłużyć, a także nie umie kupić detergentów, bo to praca niemęska i wiedza mu niepotrzebna.

Dodatkowo inteligent niestety znał język angielski. Niestety, gdyż przez to dziewczyny stawały się słuchaczkami. A byle czego nie mówił. Opowiadał mianowicie głównie o polskich zasługach przez wieki i żądał okazywania za to wdzięczności i szacunku. Anglikom tyłki uratował w czasie II wś, Hindusom też chyba, bo to przecież Korona. Czechom zlikwidował komunizm.

Notorycznie spóźniał się z czynszem, pewnie dlatego, że pracował w kratkę, ale jego tłumaczeniem zawsze było, że po pierwsze on w Polsce dom stawia i jemu jest bardziej potrzebna kasa niż właścicielowi chaty, a po drugie za polskie zasługi powinien tu za darmo mieszkać w dowolnym miejscu. Tak że o.

Jego, a później moje współlokatorki okazały się na tyle zgodnymi, czystymi, porządnymi osobami, że wynajmuję ten pokój do dziś (mimo planów znalezienia jednak samodzielnego lokum), bo jest naprawdę dobrze, a poza tym pracuję trochę tu, a trochę w Polsce.
I naprawiam zdanie co najmniej 4 osób o Polakach. Łatwo nie jest.
Tak oto generalizowanie wygląda.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 146 (172)

#82803

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o wegeterroryźmie zmusiła mnie do rejestracji, bo chciałam swoją w tym temacie dorzucić.

Otóż mam nowego sąsiada. Nowy, to grilla robi dla okolicy (znaczy wielka mi okolica, kilka domów, ale zawsze). Nie jestem specjalną wielbicielką tego typu wydarzeń kulturalnych, ale się dopasowuję i na nich nie cierpię, więc chodźmy grillować.

Nowy sąsiad taki sobie prymitywek, ogromnie bawi go bekanie, pywo to jego palywo i potrafi żonę żartobliwie klepnąć w tyłek, popychając do kuchni, ale do zniesienia.

Na grillu mięsko sobie skwierczy, wreszcie nadeszła ta chwila, że można tę kiełbaskę wcinać, czy co tam się na tym smaży. Sąsiad częstuje gości. Podsuwa mi na widelcu porcyjkę. Grzecznie mu podziękowałam, nie jestem głodna w zasadzie, za gorąco. Nie daje się zbyć.

- No zobacz, sąsiadka, jaka pyszota, mniam!
- Nie, dziękuję.
- No, ale czemu?! Takie miody! Świeżutka!
Kiełba coraz bardziej zbliża się do mojej twarzy, czuję ten zapach. Zaczynam wpadać w panikę. W końcu każdy może pęknąć, więc pękam!
- NIE JADAM MIĘSA - może trochę za głośno…

Zapadła cisza, jakbym pyrgnęła nowością, że zostałam muzułmańską terrorystką. Bęc, tłuszcz z tej padlinki pacnął na moje białe spodnie. Cudownie. Przeprosiłam, poszłam do domu to zmyć. Mam dom za płotem, upał, okna pootwierane, więc słyszę rozmowę.

Luuudzie, ale numer, to teraz zawsze będziemy się musieli z grillem chować? Będziemy gotować gulasz, a ta będzie z ekopolicją wpadać, hłe hłe hłe. A wygląda normalnie. Czego to się człowiek doczekał. Teraz z zakupami z mięsem będziemy musieli się chować po płotach, bo nam rozwali siatki hi hi hi. Trzeba zmusić ją do zjedzenia mięsa, żeby zmądrzała, może wrzucimy do sałaty, nawet nie zauważy, he he he. Bo jak nie, to nas zacznie zmuszać do niejedzenia mięsa! To są terroryści!

I tak w ten deseń dalej.

Wiecie, co jest najbardziej idiotyczne? Te komentarze wygłaszali wszyscy sąsiedzi. Oprócz nowego znam ich od 10 lat, odkąd tu mieszkam. Nie przyjaźnimy się, ale spotykamy się parę razy w roku na grilla czy inną nasiadówkę. Zawsze to wszystko składkowe, ja przynosiłam sałatki, warzywa na grilla, jakieś takie wynalazki, nikt się nie zorientował. Nie było powodu, żebym ich informowała o mojej diecie.

Już się nie mogę doczekać, aż się zorientują, że nie piję. Serio, nie lubię.

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (234)

1