Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Satsu

Zamieszcza historie od: 11 września 2013 - 19:54
Ostatnio: 7 maja 2022 - 10:36
  • Historii na głównej: 92 z 98
  • Punktów za historie: 28384
  • Komentarzy: 258
  • Punktów za komentarze: 2260
 
zarchiwizowany

#60728

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Jakieś 10 lat temu mieszkałem w dość parszywej części mojego miasta. Bójki i nocne sprzeczki między pijakami były na porządku dziennym. Nie przeszkadzało to jednak, gdyż pijaczki nikomu nie szkodzili i byli niebezpieczni tylko dla samych siebie. Wszystko zmieniło się gdy na równoległej ulicy otwarto klub nocny.

Po każdej imprezie w w/w klubie moja ulica wyglądała jak po przejściu tornada. Wszędzie walały się rozbite butelki, pety i inne śmieci, nie wspominając o wszędobylskich wymiocinach. Czasami gdy wychodziłem o 7:30 do szkoły, spotykałem śpiących (nieprzytomnych?) ludzi w najróżniejszych, dziwnych miejscach. Mój osobisty best of the best to pan w garniturze śpiący na dachu rozdzielni prądu. Do dziś zastanawiam się jak on się tam znalazł :)

Jednak klubowicze to nie tylko samo zło. Ich głęboko skrywana dobroć nakazała im zadbać o stronę wizualną mojej ulicy. Spowodowało to lawinowe pojawianie się na ścianach kamienic tagów, ku*w, chu*ów, i zdań typu "Jeb*ć [tu wpisz nazwę klubu, którego nie lubisz]". Oczywiście nie twierdzę, że wcześniej nie było problemu z pseudo graffiti, jednak bywalcy klubu w krótkim czasie co najmniej podwoili jego ilość.

Ludzie gdzieś zaparkować muszą, jednak stawianie samochodów przy ulicy stało się niebezpieczne. Po każdej imprezie można było naliczyć kilka urwanych lusterek. Czasami zdarzały się też przebite opony i rozbite szyby. Raz nawet jakiś inteligent podpalił starego dostawczaka. Na całe szczęście straż pożarna szybko zareagowała.

Mówiłem już, że dzielnica, na której mieszkałem była parszywa, ale stosunkowo bezpieczna. Po otwarciu klubu zmieniło się to i wyjście z domu w okolicach 23 stało się ryzykowne. W ciągu roku od otwarcia klubu zdarzyło się kilkanaście pobić, z czego dwa dotyczyły mieszkańców mojej kamienicy.

Oczywiście nie myślcie, że generalizuje i od razu szufladkuje wszystkich bywalców klubu jako bandytów i pijaków. Część pewnie szła się tam dobrze bawić, jednak ich zdegenerowani koledzy potrafili bardzo napsuć krwi mieszkańcom mojej dzielnicy.

Z tego co wiem policja była wielokrotnie wzywana (głównie do zniszczonych aut), ale nie pytajcie mnie czy była wystosowana jakaś petycja o zamknięcie klubu, lub coś w tym rodzaju. Byłem wtedy dzieciakiem i takie rzeczy mnie mało interesowały.

klub_nocny

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 31 (97)

#58859

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Natchniony historią użytkowniczki Annairu o zniszczonych pisakach postanowiłem napisać swoją, bardzo podobną historię. Miała ona miejsce jakieś trzy lata temu, gdy jeszcze mieszkałem w moim rodzinnym domu.

Znajomy poprosił mnie o złożenie komputera. Dał mi odpowiednią ilość gotówki na podzespoły, plus trochę dla mnie za robociznę. Spędziłem dużo czasu na przeszukiwaniu allegro w poszukiwaniu dobrych części w odpowiednich cenach. Po około dwóch tygodniach wszystko co potrzebne leżało już w moim pokoju. Rozpocząłem prace, ale gdy doszedłem do montowania procesora okazało się, że nie mam pasty termoprzewodzącej (dla ciekawskich jest to pasta nakładana najczęściej między procesor, a radiator w celu lepszego odprowadzania ciepła). Ruszyłem więc do najbliższego sklepu komputerowego. Wtedy nic nie zapowiadało nadchodzącego piekła w postaci mojego czteroletniego kuzyna.

Pod moją nieobecność przyszła moja ciocia z wyżej wspomnianym siewcą zła. Mama była wtedy zajęta sprzątaniem kuchni, ale ugościła ciocię. Oczywiście poinformowała ją, żeby młody nie wchodził do mojego pokoju bo składam komputer i młody może coś zepsuć. Jak się okazało ciocia tą informacje wpuściła jednym uchem i drugim wypuściła bez jej wcześniejszej analizy.

Tutaj małe wytłumaczenie. W moim domu kuchnia jest połączona z salonem, jednak widać z niej tylko część dużego pokoju. Mama uspokojona zapewnieniami cioci, że mały się ładnie bawi, nie zwracała na niego uwagi.

Gdy wróciłem do domu zauważyłem, że drzwi mojego pokoju są uchylone. Zdziwiło mnie to, więc poszedłem sprawdzić. To co ujrzałem załamało mnie. Mój kochany kuzyn siedział tuż przy otwartym komputerze i wlewał do niego wodę (wyjaśnienie, zawsze w pokoju mam jedną lub dwie butelki wody). Koło niego leżał procesor z pogiętymi chyba wszystkimi stykami i wszystkie kable, które już zdążyłem podłączyć.

Porządnie wkurzony i całkowicie załamany (to w końcu nie był mój sprzęt) poszedłem spytać kto wpuścił małego do mojego pokoju. Mama zbladła i z niedowierzaniem spojrzała na ciotkę, a ta z uśmiechem na ustach spytała:

[C]: A co niby takie dziecko może zrobić?
[J]: Na przykład zniszczyć sprzęt za ponad 3000zł!

Tutaj już mojej cioteczce uśmiech trochę zbladł, ale nie byłaby sobą gdyby nie próbowała się wyłgać.

[C]: Chyba nie myślisz, że ci uwierzę, że głupi komputer może tyle kosztować!
[J]: Pokazać cioci faktury? Mam nadzieję, że macie z wujem jakieś zaskórniaki, bo kolega potrzebuje ten komputer za dwa tygodnie.
[C]: No ja nie wierzę! Moja własna rodzina chce mnie oszukać, nie dostaniesz ani grosza! Mati chodź do mamusi, wychodzimy!

Pieniądze odzyskałem, ale nie martwcie się to nie ciocię ruszyło sumienie. Zadzwoniłem do wuja, który zawsze był równym facetem. Przyjechał wieczorem, spojrzał na suszący się sprzęt i zmasakrowany procesor. Do dzisiaj pamiętam rozmowę telefoniczną jaką odbył ze swoją żoną (takich wydarzeń się nie zapomina :D). Na następny dzień przywiózł mi całą kwotę plus kilkaset złotych więcej za to, że kolega dłużej musi czekać na nowy komputer. Ten nie narzekał zbytnio, bo za te kilkaset złotych więcej mogłem złożyć o wiele lepszy komputer.

Co do sprzętu ktoś może napisać, że da się odratować itp. Nie jestem na tyle bogaty by ryzykować spięciem i zniszczeniem podzespołów gdyby się okazało, że dana część nie wyschła do końca.

dom

Skomentuj (83) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 759 (831)
zarchiwizowany

#57833

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Jakiś czas temu potrzebowałem laptopa. Głównie by móc go wziąć na zajęcia i nie pracować na starych komputerach na uczelni (jestem studentem informatyki). Chciałem na nim przeglądać internet, używać pakietu biurowego, środowisk programistycznych (proste programy) i innych. Wymagania raczej nie wielkie.

Udałem się do jednej z sieciówek i zacząłem obchód działu z laptopami. Po chwili miałem dwa typy, ale jak wiadomo przy produkcie wypisane były najmniej ważne informacje. Poprosiłem, więc pracownika zajmującego się tym działem. I tu zaczęło się kuriozum.

Pierwsze z moich pytań dotyczyło taktowania pamięci ram. Delikwent od razu zbladł. Na początku myślałem, że po prostu nie pamięta danej specyfikacji (nikt nie jest alfą i omegą) i zaraz pójdzie to sprawdzić. Jednak ten stał i patrzył na mnie nie wiedząc co powiedzieć. Zapytałem, więc go czy wie w ogóle o czym mówię? Odpowiedź była przecząca. Wtedy zrobiłem w tył zwrot i odmaszerowałem z miejsca do innego sklepu.

Nie rozumiem jak mogli umieścić na stoisku z laptopami osobę, która nie wie co to jest taktowanie pamięci. Możliwe, że liczą na to, że większość klientów to osoby, które nie mają większej wiedzy o komputerach i wystarczy, że pracownik ma umiejętność wciskania najdroższego chłamu naiwnym klientom. Jednak nie oszukujmy się w internecie jest wiele poradników na co zwracać uwagę przy kupnie komputera napisanych w przystępny sposób, nawet dla laików. Poza tym bywałem już w sieciówkach, gdzie pomagałem znajomym w wyborze sprzętu i nigdy nie natknąłem się na osobę tak niewyszkoloną w pracy na takim lub podobnym stanowisku. Mam nadzieję, że to pojedynczy przypadek a nie nagminne zjawisko.

sieciówka

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 4 (68)
zarchiwizowany

#57681

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia młodszego brata mojego znajomego, zamieszczona oczywiście za jego zgodą.

Młody jest, a właściwie był uczniem drugiej klasy gimnazjum. W pierwszej klasie przyczepiło się do niego dwóch chłopaków. Według jego opowieści były to typowe bogate dzieci, które myślą, że mogą wszystko, bo ich rodzice mają pieniądze. Poza tym przymilali się do wszystkich nauczycieli, więc Ci mieli ich za czyste srebro. Najbardziej jednak lubiła ich nauczycielka od polskiego. Jedyną, która nie reagowała na ich sztuczki była wychowawczyni klasy. Najwyraźniej ich przejrzała.

Na początku było w miarę spokojnie. Jakieś głupie docinki i teksty, na które młody nie reagował i nie skarżył się. Z czasem jednak zaczęło się robić coraz gorzej. W klasie pojawiły się różne kompromitujące plotki na jego temat, komentarze i docinki stawały się coraz ostrzejsze. W końcu młody nie wytrzymał i sprawa trafiła do wychowawczyni. Ta w bardzo delikatny sposób załagodziła sprawę i nikt już nie dokuczał młodemu. Jednak z drugiej strony nikt się do niego nie odzywał, ale jemu to pasowało.

Pod koniec pierwszego roku okazało się, że wychowawczyni dostała lepszą ofertę pracy i odchodzi. Nową wychowawczynią została wyżej wymieniona polonistka. Z dniem rozpoczęciem drugiego semestru dla młodego zaczęło się piekło na ziemi. Powróciły docinki w jeszcze ostrzejszej formie. Plotki rozchodziły się teraz na całą szkołę i wiele osób nie ograniczało się tylko do agresji słownej.

Nowa wychowawczyni bagatelizowała sprawę, gdyż głównych oprawców uważała za wspaniałych uczniów. Opinia szkolnej pedagog opierała się głównie na opinii wychowawczyni i innych nauczycieli, którzy nieprawidłowości nie zauważyli. Młodemu nikt nie chciał pomóc, nawet jego rodzice przestali mu wierzyć (wychowawczyni i pedagog przekonali ich, że nic się nie dzieje). Sytuacja stawała się coraz gorsza. Młody był okradany, jego książki i ubrania były niszczone. Jednak nadal nikt nie dostrzegał problemu.

W końcu młody nie wytrzymał i jednego dnia dał po mordzie swoim głównym oprawcom. Po tym wydarzeniu zadziałali bogaci rodzice. Okazało się, że to młody jest tym złym, został wyrzucony ze szkoły, a ta szczyci się wykryciem przemocy i zniwelowaniem jej w zarodku. Idealne zakończenie nieprawdaż?

szkoła

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 365 (441)
zarchiwizowany

#56760

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Zanim rozpocząłem studia, uczęszczałem do technikum na profilu informatycznym. Tak się złożyło, że w tym okresie moja szkoła otrzymała dotacje na unowocześnienie szkoły. W planach było zainstalowanie trzech interaktywnych tablic multimedialnych, sieci wifi, której zasięg miał obejmować całą placówkę z dostępem dla uczniów i nauczycieli oraz rzutnika i komputera w każdej sali. Brzmi pięknie, niestety jak zwykle rzeczywistość jest gorsza niż założenia.

Zainstalowano trzy tablice multimedialne, kolejno w sali komputerowej, językowej i matematycznej. Tablice montowały ekipy z firmy dostarczającej sprzęt, do nauczycieli należało jedynie podłączenie trzech kabli i instalacja oprogramowania na komputerze. W sali językowej poszło wszystko bezproblemowo i bardzo często wykorzystywaliśmy nowy sprzęt. W sali matematycznej instalacja również poszła szybko, jednak tablica była bardzo rzadko wykorzystywana. I na koniec sala komputerowa, gdzie po dziś dzień tablica nie jest używana. Czemu? Nie wiadomo, ale prawdopodobnie zadanie podłączenia tablicy przerosło panów informatyków. Aż chce się rzec o ironio...

Nadszedł czas na sieć wifi. Po pierwsze jej instalacja trwała tydzień a późniejsza konfiguracja 2 lata. Gdy jednak w końcu udało się uruchomić sieć, okazało się, że coś co miało być ogólnodostępne było dostępne tylko dla kadry nauczycielskiej. Jednak zaradni uczniowie, po kilku dniach, dali radę zdobyć hasło. Gdy informacja o tym doszła do nauczycieli hasło zostało zmienione. Ta batalia o dostęp do wifi, z tego co wiem, trwa do dziś. Pierwsza piekielność tej sytuacji jest oczywista, to co miało być dostępne dla wszystkich, jest dostępne tylko dla nauczycieli. Druga piekielność to fakt, że informatycy z mojej szkoły nie umieli nawet zabezpieczyć porządnie sieci. Kto by chciał zatrudniać takiego informatyka?

Rzutniki i komputery w salach pojawiły się stosunkowo szybko, jednak ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Po trzech latach eksploatacji ilość bad pixeli w rzutnikach była tak duża, że czasami ciężko było rozczytać tekst. Przetrwały jedynie te, które były bardzo rzadko używane. O specyfikacjach komputerów nie będę wspominał. Powiem tylko tyle, że są one porównywalne do komputera, który dostałem na komunię.

Ps. Informacje o tym co się dzieje w szkole mam od znajomego, który w nadal do niej uczęszcza.

szkoła

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (186)

#55396

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jeśli ktoś kiedyś bawił się w web design, to wie ile czasu zajmuje przygotowanie profesjonalnego projektu i pocięcie grafiki tak, żeby nadawała się do zakodowania. Dlatego zawsze najpierw robię konspekt głównej strony. Jeśli się spodoba to zabieram się do przygotowania pełnego zestawu grafik. Jeśli potrzebne są drobne poprawki, to wykonuje je za darmo, natomiast gdy zleceniodawca żąda zmiany znacznej części konspektu, to naliczam dodatkowe opłaty. Oczywiście informuje o tym na samym początku współpracy. Zwykle osoby jak najdokładniej przekazują mi wizję strony internetowej, by potem nie dopłacać (cena różna w zależności od złożoności grafiki). Oczywiście są też wyjątki.

Otrzymałem zlecenie od pewnej małej firmy, w sprawach strony miałem kontaktować się z panią Manager [M]. Już po pierwszej rozmowie wiedziałem, że będę miał dużo pracy i dużo zarobię.

Poinformowałem [M] o moich warunkach oraz o tym, że pewnie będę musiał wykupić, na potrzeby strony, kilka płatnych grafik. Zwyczajowa formułka. Pani Manager oczywiście się zgodziła i przekazała mi swoją wizje strony... "Ma być ładnie i kolorowo.". Nie trudno sobie wyobrazić, że taki strzępek informacji nie wystarczy do stworzenia grafiki. Zacząłem więc wypytywać [M] o chociaż minimalne szczegóły. Po wielu bólach i rozmowach okraszonych narzekaniem "Ja nie mam czasu na bzdury, jestem managerem.", "To ty jesteś grafikiem.", w końcu udało mi się zdobyć na prawdę minimum informacji o preferowanym układzie strony i informacjach jakie mają być na niej zawarte. Przejdźmy do prezentacji kolejnych konspektów.

Konspekt 1.
Strona jest kolorowa i układ odpowiada opisowi [M]. Niestety pani Manager stwierdziła, że to brzydkie i mam zaczynać od nowa. Oczywiście nie podała mi żadnych informacji co jej się nie podoba. Na moje pytania o jakieś sugestie pozostawała głucha. Poinformowałem ją więc o zwiększeniu kosztów i zacząłem prace od zera.

Konspekt 2.
Zmieniłem kolorystykę i układ stron. Reakcja tak jak wyżej, nie podoba się. Jednak tym razem byłem bardziej nachalny jeśli chodzi o szczegóły i sugestie, bo nie mam zamiaru się bawić we wróżbitę i zgadywać preferencji pani Manager. Udało się, zdobyłem informacje, wiem jak strona ma wyglądać (projekt był okropny do czego próbowałem przekonać [M], ale Ona pozostawała głucha na moje argumenty). Poinformowałem panią Manager o wzroście kosztów i zabrałem się do pracy.

Konspekt 3.
Strona wyszła dokładnie tak jak zażyczyła sobie pani Manager. Ona zachwycona (ja nie koniecznie bo chyba nikt nie prosił mnie o takie dziwactwa i strona była po prostu brzydka, ale jak to się mówi klient nasz pan), projekt zaakceptowany. Strona już była praktycznie przygotowana do kodowania, ale otrzymałem e-mail. Stwierdziła, że strona jest nieładna i wysyła mi pomysł na nowy wygląd. Standardowa regułka o wzroście kosztów i do roboty.

Konspekt 4.
Strona wyszła bardzo ładnie, pani Manager zachwycona. Przygotowałem stronę do zakodowania i podałem cenę. Tutaj niestety [M] zrzedła mina, bo nazbierała się ładna suma pieniędzy. Zaczęła się wymiana zdań, której nie będę całej przedstawiał, ale napiszę co z niej wynikało.

Według pani Manager wszystkie poprawki powinny być darmowe (nawet te, które zajmują mi kilkanaście godzin), że nie informowałem jej o wzroście kosztów (na prawdę?), oraz że powinienem od początku wiedzieć jak strona ma wyglądać (i'm fucking diviner). Na moje argumenty oczywiście była głucha i stwierdziła, że nie ma zamiaru mi płacić. Oczywiście wypowiedzi pani manager bardzo odbiegały od kulturalnej rozmowy, ale nie chciałem was zamęczać niepotrzebnymi epitetami, którymi zostałem obrzucony.

Nie miałem zamiaru tego tak zostawić, na stworzenie layout'u dla tej strony straciłem dużo czasu, w trakcje którego mogłem wykonać kilka innych zleceń. Cała korespondencję z panią Manager i wykonane konspekty przedstawiłem szefowi firmy. Ten oczywiście mi zapłacił, ale podczas rozmowy można było wyczuć, że jest bardzo wkurzony na [M]. Nie wiem co się z nią stało, ale w najlepszym przypadku dostała niezły opieprz od szefa :D

A wystarczyło na początku poświecić chwile czasu, przemyśleć i powiedzieć jak ma wyglądać strona. I oczywiście nie być święcie przeświadczonym o swojej nieomylności (patrz konspekt 3).

uslugi

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 441 (491)

#54618

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W tym roku ukończyłem technikum na profilu informatycznym i postanowiłem pójść na studia niestacjonarne (zaoczne), by móc w czasie studiów zdobywać doświadczenie zawodowe. Dostałem się na studia w mieście oddalonym od mojego rodzinnego domu o około 70 km. Znalazłem małe mieszkanie oraz pracę w moim zawodzie. Jedyny problem polega na tym, że pracę mogę rozpocząć dopiero w listopadzie.

W takim wypadku postanowiłem szukać byle jakiej pracy, byle utrzymać mieszkanie przez te kilka miesięcy. Na ratunek przybył przyjaciel rodziny, któremu wiele razy pomagaliśmy i który postanowił nam się w końcu "odwdzięczyć". To temat na inną historię, ale prawda jest taka, że gdyby nie pomoc mojego ojca, to przyjaciel nigdy nie osiągnąłby tego co osiągnął.

Znajomy posiada firmę budowlaną w mieście, do którego się przeprowadziłem. Postanowił mnie na te kilka miesięcy zatrudnić na "zadowalających" warunkach. Jak według niego wyglądały "zadowalające" warunki? 3,50 zł/h i wielkie zdziwienie, że od października nie będę w stanie pracować w soboty. Według niego jeśli mam pracować tak krótko, to nie opłaca mi się płacić więcej.

Koniec końców skończyłem jako dumny pracownik McDonald, jednak da się tu pracować bez studiów humanistycznych :D

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 598 (676)