Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Scorpion

Zamieszcza historie od: 18 maja 2015 - 13:35
Ostatnio: 7 listopada 2019 - 15:51
  • Historii na głównej: 72 z 110
  • Punktów za historie: 25015
  • Komentarzy: 159
  • Punktów za komentarze: -297
 

#85561

(PW) ·
| Do ulubionych
Z cyklu "dyscyplina pracy pokazuje, że praca nie jest dla wszystkich".

Poprosił mnie znajomy, który siedzi w sferach wyższych, abym poszefował na kuchni z okazji pewnej ważnej imprezy krawaciarzy, alias "ludzi sukcesu".
Zespół to w większości różna zbieranina wszelakich ludzi z różnych miejsc i lokali, no ale cóż.
Umawiam się, aby przyjechali się pokazać tydzień przed imprezą, abyśmy ustalili ich umiejętności i porozdzielali, co kto robi, co kto umie oraz żebym ocenił stan kuchni.
Na 35-osobowy skład, przyjechało 7. 2 osoby odebrały telefony, jedna mi powiedziała że "ona ma małe dziecko i ona nie może sobie tak na moje życzenie łazikować (mieszka w tym samym mieście)", druga zaspanym głosem (była 12) wyziewała mi do słuchawki że on jest zmęczony i pada na twarz.
Westchnąłem, porobiłem zamówienia, porozdzielałem tym, co byli zadania i umówiliśmy się na następny raz, na 2 dni przed.

Tak, zgadliście, przyszło 13.
Z cukierników nikt, mimo telefonów, próśb i gróźb. Skończyło się tym, że babeczka po hotelarstwie i 4 kucharze małych gastronomii piekli ciasta na 120 osób, reszta myła, sprzątała obiekt, który miał być gotowy na nasze przybycie. W nocy wreszcie zajęliśmy się dostawą, którą wrzuciliśmy na odwal się do chłodni, bo nie mieliśmy miejsca na nie.

Na dzień przed, dalej brak kontaktu od reszty.
W międzyczasie 14-osobowa ekipa dwoiła się i troiła przy układaniu przypraw i towaru, aby był gotowy. W międzyczasie zbiorowo(kto akurat mógł) gotowaliśmy bulion.

A gdzie zagubione duszyczki? Przyszły dopiero w dzień imprezy. Zdziwione, że drę się na nich i ustawiam na szybko.
Pełen chaos, świeżynki nie wiedzą co gdzie jest bo nie ustawiały tego z nami. Odbijają się od krzątającej się po kuchni "starej gwardii" i jedynie przeszkadzają. Przestawiam ich na takie zadania, że małpa za kilo bananów by podołała. Małpa tak, jednak oni nie.
Jeden cukiernik z bólem tyłka zaczął się sapać że "on jest od ciast, on nie będzie zupy nalewał, bo nie". Zapytany gdzie był, jak wczoraj robiliśmy kremy i przedwczoraj piekliśmy biszkopty do namaczania, stwierdził że "on się umawiał na tę imprezę, nie na przyłażenie wcześniej".
Czułem się jak kapitan tonącego okrętu.

Pożar w b_rdelu to za mało, aby określić, co się działo, ale w tym całym syfie coś mi stan osobowy się nie zgadza. Otwieram drzwi na zaplecze, a tam... królewny sobie fajki palą.
Nie wytrzymałem, to kropla która przegięła pałę goryczy. Wydarłem się. Stwierdziłem, że "jak komuś się nie podoba, to niech wyp&%!". Wyszła połowa świeżynek, w czym wszystkie co sobie na fajeczce stały.
Cudem podołaliśmy, potem do rana sprzątaliśmy, już w luźnej atmosferze-nieotwarte wino (i tak przeznaczone tylko na ten event i opłacone) otworzyliśmy, trochę ucztowaliśmy a trochę sprzątaliśmy.

Oczywiście 2 dni później odzywa się znajomy. Dlaczego? "Bo skargi na ciebie były Scorpion, że jesteś tyranem, wyżywasz się na ludziach, nękasz i uprawiasz mobbing!".
Nie mam siły na puentę, dalej odsypiam imprezę.

gastronomia

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (188)

#85560

(PW) ·
| Do ulubionych
Chyba będę, po latach działalności, myślał o zamknięciu mojego zakładu… Czemu? Czyżby to zły rząd? Miłościwie nam opodatkowujący dojechali następne przedsiębiorstwo? Skąd!

Piszę to jako właściciel restauracji, publicznie bym za Chiny i wszystkie ich państwa satelickie nie przyznał. 99,(9)% restauratorów to parszywe janusze, których jak widzę, to mnie szlag jasny trafia.

Traktowanie ludzi jak ścierwo? Z przyjemnością! Nagminne zmienianie ludzi jak rękawiczki, wieczne "okresy próbne", myśl o podpisaniu z jakąkolwiek szkołą gastronomiczną umowy o staż sprawia, że im ciasno w spodniach. Dlaczego?

Ano dlatego, że prawie darmowy niewolnik, przynieś, podnieś, podaj, pozamiataj. Zostanie na nadgodziny, a i niektóre chore p@#$&by jeszcze traktują takich jak worek do bicia i wyżywają się na nich.

Takim to pięknym sposobem chłopaczek czy dziewczyna ledwo co praktyk powącha, a już jest kłębkiem nerwów. A warchlak jeden z drugim jeszcze w swoim towarzystwie się chwalą tym "No, Scorpion hehe, ja ostatnio takiej g**niarze kazałem ziemniaki myć, każdy z osobna, a potem wrzucać z powrotem do skrzynek. Do 4 w nocy robiła, ale zrobiła i potem od razu na 8 lekcje miała, ubaw po pachy heheh”.

Kupowanie po kosztach? Jasne! Temat rzeka. Nieraz słyszałem od innych historie (chwalą się tym w środowisku, zamiast się kryć i wstydzić, to jeszcze dumni są, bo zaoszczędzili), jak to kupili np. jarzyny przeznaczone do paszy, a kroją i gotują normalnie. Ktoś we wsi dwa miasta obok przejechał świnie rolnikowi? Magicznie pojawia się facet i mówi, że za śmiesznie niską cenę odkupi mięso "bo i tak pan z tym teraz nic nie zrobi". Facet się zgadza i, jak ten, co opowiadał mi tę historię mówił, "całe szczęście, Scorpion, że nie poszedł do mojego auta od strony kierowcy, bo tej lampy nie doczyściłem, krew było widać, a tak mam i świnki, i nowy zderzak, a jeszcze na swoje wyszedłem, bo mi świnki montaż zwróciły, hie hie”.

Albo jak była ta afera, że sadownicy wywalali swoje owoce przed sady, to wypożyczali ciężarówkę i pakowali hurtowo, ile wlazło. Potem - tarta z jabłkami w przecenie! (oczywiście nie w przecenie, cena normalna i z marżą wielką, ale to już inny punkt…).

Wałki cenowe? Dawaj mi ten zeszyt! Podwyższanie cen specjalnie na imprezy masowe (wino koszt faktyczny 8 zł/but, koszt na sali 25/but, koszt podczas ślubu czy imienin magicznie 45/but to norma). Księgowość kreatywna nie tylko przed klientami, ale i skarbówką. Według logiki "byleby się teraz nachapać, a co potem, to zobaczymy".

Mentalność plemienna? Uga-buga! Jakikolwiek "nowy" założy restaurację na rejonie i nie zapozna się z lokalnymi watażkami, bądź im nie przypadnie do gustu, to jest skreślony na starcie. Tu już jest działanie jak mafia, ale "legalnymi" sposobami. Bombardowanie negatywami na Fb, robienie scen i nasyłanie piekielnych gości w stylu "W MOJEJ ZUPIE JEST ROBAL". Potem coraz większa wojenka podjazdowa. Od telefonów do sanepidu (oni są chronieni, bo ich "znajomy" z sanepidu ich uprzedza o nalocie), po próbę zaszczepienia szkodników w zakładzie - od moli spożywczych po szczury.

Jestem w tym biznesie otoczony właśnie takimi januszami, z którymi muszę żyć w zgodzie, by móc działać w spokoju, ale jestem zmęczony.

Mam dość udawania, że ludzie, którzy są według mnie definicją buractwa i chamstwa, są spoko. Nie wiem, co robić.

biznes

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (191)

#75047

(PW) ·
| Do ulubionych
Ktoś tutaj poruszał kwestię szkół prywatnych, a był miażdżony przez hejterów w komentarzach, że "to niemożliwe, by w klasach było po 8 osób", "to niemożliwe, by niby dobre nauczycielki stały i nic nie robiły, jak wlewana jest dzieciom propaganda do głowy", ale nie miałem możliwości wtedy na spokojnie się wypowiedzieć.

Nie wiem, co się dzieje z tą historią, prawdopodobnie hejterzy zeżarli ją i leży na dnie archiwum, ale pozwolę sobie teraz na spokojnie dodać swoje 3 grosze, które i tak byłyby za długie na komentarz.

Otóż w Polsce są szkoły prywatne i - wbrew pozorom - tak, są w nich klasy po 5-8-10 uczniów. Dlaczego? Bo im się to opłaca. Bo rodzice płacą i wymagają. Bo nauczyciel ma więcej czasu, aby poświęcić go mniejszej ilości dzieci.

Dzięki temu właśnie szkoła prywatna jest lepsza - uczeń dostaje wymaganą wiedzę. Lecz wiedza ta to nie tylko podstawa programowa. To (i znów dzięki temu, że RODZIC PŁACI) rzeczy lub zajęcia, których rodzice sobie zażyczą.

Kurs szydełkowania? Nie ma sprawy. Gotowania? Spoko. Jazdy na monocyklu podczas żonglowania nożami na linie i graniu na perkusji nosem? Załatwione.

Tylko ta szkoła ma jedną, małą (oprócz ceny czesnego) wadę.
Ta szkoła to jest biznes. I rządzi ten, kto jest właścicielem i jest u steru.

Jeśli właściciel wymyśli sobie, żeby, tak jak np. w tej historii, zrobić warsztaty z lesbijką-feminazistką, to ma do tego prawo. Inna sprawa, że na bank straci przez to klientów.

Czy to źle i niepoprawnie? Na pewno, ale w szkole prywatnej jest taka zaleta, że nikt nikogo w niej nie trzyma - wystarczy poszukać innej, o dogodnym dla rodziców planie zajęć i ideologii tam wykładanej.

O wiele gorzej jest w szkołach państwowych - tam przed programem nie ma ucieczki, jest on wszędzie taki sam, przeprowadzony praktycznie w ten sam sposób.

Czy to źle i niepoprawnie? Na pewno, ale edukację w szkole państwowej dzieciak ma już opłaconą przez podatki innych ludzi, którzy szkoły pokończyli i są zmuszeni na niego łożyć.

Więc wszystko ma swoje wady i zalety, ale aby coś krytykować, trzeba rozumieć, jak coś działa, a nie jęczeć, znając tylko państwową stronę barykady.

szkoła

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (241)

#69994

(PW) ·
| Do ulubionych
Pewnego jesiennego ranka kupowałem miesięczny w kolekturze. Po dokonaniu zakupu, naraz jakby spod ziemi, wyrósł facet, lat około pięćdziesiąt.

Nie wyglądał biednie, nie czuć było od niego alkoholu. [F]acio podchodzi do mnie i tonem żądającym mówi:

[F]-Nie mam pieniędzy i ty MASZ MI ODDAĆ swoją resztę.

Zdębiałem. Miałem dobry humor i byłem pogrążony w zadumie, a tego nie spodziewałbym się nawet od typowego żulika. Zadziałała automatyczna obrona:
[J]-Zarób se facet.

W odpowiedzi usłyszałem stek wyzwisk, nie ze strony faceta, ale stojących na przystanku. Dla nich byłem sknerą, chamem, prostakiem. Czułem się, jakbym temu facetowi pieniądze ukradł. Rzuciłem tylko zdanie:
[J]-Jeśli państwo tak bardzo chcą, aby ten człowiek dostał pieniądze, czemu sami mu nie dacie?

Oczywiście zaczął się koncert wymówek: "a bo ja mam renta skromna, a ja nie mam pieniędzy, a ja płacę kartą".
[J]-O, czyli widzę, że najlepiej się rozporządza czyimiś pieniędzmi?

Facet zdążył się już dawno zmyć, a ci dalej debatowali, jak wielkim chamem jestem, bo "nie dość, że człowiekowi w potrzebie nie da, to jeszcze ludziom pyskuje", aż do przyjazdu autobusu.

A mój humor szlag trafił przez ludzką głupotę.

dworzec autobusowy

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 224 (398)

#81013

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie rozumiem ludzi.

Dawna tablica.
Ktoś wystawił model kartonowy na sprzedaż. Mały Modelarz, klasyk.
Piszę, że chętnie zakupię model i chciałbym się umówić. Odpowiedź: brak.
Dzwonię więc na numer telefonu. Odbiera bardzo miła pani, rozmawiamy chwilę i umawiamy się na miejsce spotkania.
Przychodzę, czekam. Czekam...
Minęły 2 godziny
Dzwonię. Nikt nie odbiera.
Dzwonię znów. Nic...
Trudno, płakać nie będę, bo akurat napiłem się przedniego espresso. Wróciłem do domu, poszedłem spać.

Rankiem widzę na ekranie smartfona serię wiadomości, od "JUSZ JEZDEM" wysłanego o godzinie 23 (umówiliśmy się na 11 rano) do serii wulgaryzmów, wyzwisk itp.
Dzwonię ok. godziny 10. Odbiera znów wielce miła pani, oferuje spotkanie, bo wczoraj nie mogła, bla bla bla.
Byłem tak zdziwiony, że nie zapytałem o SMS-y.

Spotykam się z nią następnego dnia.
Podchodzi do mnie na oko trzydziestoletnia babka, rzuca mi w twarz model (wiekowy, więc łapię go w ostatniej chwili, by nie wpadł do błota), wyzywa od najgorszych, drze się, że mam sobie to zabrać i spieprzać, bo wezwie policję itp. Ja stoję jak idiota nie wiedząc o co chodzi, ludzie się patrzą i śmieją. Ona coraz bardziej się drze, okłada mnie pięściami, ale przez to, że jest mała i wątła, nie czuję tego, tylko stoję nieruchomo. Wreszcie wrzeszczy słowo na "k" i odchodzi.

Mając minę jakby stado słoni tańczących walca przeszło przede mną, wróciłem do domu. Napisałem SMS-a do niej "Nie wzięła pani zapłaty, czy mam ją pani przekazać, przesłać przelewem czy co?".
Zadzwoniła i ze śmiechem powiedziała, że przecież jej zapłaciłem, czy się zapomniałem?
Kiedy mówiła to, sprawdziłem portfel. Dwie dychy nadal w nim spoczywały, czekając na wyjęcie.

Czy byłem w ukrytej kamerze, czy ona miała jakąś schizofrenię? A może chorą siostrę?
Jak na razie, model się świetnie składa.

olx

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (138)

#80876

(PW) ·
| Do ulubionych
W moim mieście miała miejsce demonstracja tzw. "niby-nie-komunistów".

Banda bananowej młodzieży z roczników 97-02 latała i wydzierała się "UDERZ UDERZ W KAPITALIZM" i podobne hasła o tym, jaki to kapitalizm zły, okrutny i niedobry.
Niektórzy z nich otwarcie chodzili z flagami ZSRR i LGBT społem.
Tylko że:

-99.(9)% z nich ma smartfony, z których robili sobie zdjęcia i filmiki;
-wrzucali je poprzez Internet;
-na prywatny portal społecznościowy;
-mieli na sobie modne ciuchy czołowych, kapitalistycznych marek;
-a po wszystkim poszli sobie do sieci prywatnych barów szybkiej obsługi;
-co poniektórzy poszli do mojej, prywatnej restauracji.

Komuna to nie jakieś odległe czasy. Nie rozmawiamy tu o II Wojnie Światowej, rozmawiamy o czymś, co się wydarzyło 30 lat temu. Nie muszą pytać wymierających pradziadków, jak się wtedy żyło, wystarczy zapytać rodziców, którzy opowiedzą chętnie o tragikomediach jakimi były komitety kolejkowe, puste półki w sklepach, pakowanie się do Malucha w 5 osób i wyjazd nad morze, czy pałowanie przez milicję i ZOMO.

Najlepsze jest to, że dzieciak, który z czcią mówi o redystrybucji dóbr dla biednych, na co dzień śmiało korzysta z tego "morderczego kapitalizmu". A swoją drogą homoseksualiści w ZSRR kończyli w szpitalach psychiatrycznych i gułagach.

Dla mnie to nie jest już nawet piekielne - to jest po prostu dramat.

demonstracja

Skomentuj (66) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (232)
zarchiwizowany

#80875

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ktoś tutaj narzekał na brak parytetów, inna użytkowniczka płakała że jej nie dali awansu bo może zajdzie w ciążę i ucieknie na macierzyński...
To ja z drugiej strony.


Jestem kucharzem, po szkole gastronomicznej. Prowadzę biznes z paroma kumplami oficjalnie, a praktycznie sam muszę ogarniać ten burdel(nie czas to, ni miejsce, materiał na później).

Zaledwie parę lat temu pyzaty, uśmiechnięty od ucha do ucha Scorpionek po szkole gastronomicznej wyszedł na świat i co?
I od razu dostał serię kopniaków w dupę.
Wszędzie gdzie składałem początkowo CV-stołówki, jadłodajnie, ośrodki wypoczynkowe, odpowiadali mi, że wprawdzie CV mam super, zwłaszcza że dorabiałem sobie w gastronomii podczas edukacji, ale niestety oni szukają kobiety.
Składałem tam, bo szukali kucharza. NIGDZIE nie było napisane że kucharki. Oczywiście byli wielce rozczarowani, że jak na złość, płci na rozmowę kwalifikacyjną nie zmieniłem i nadal mam parówkę, a nie bułkę.
Czy jakoś płakałem z tego powodu? Nie. Popracowałem w paru restauracjach jako pomoc kuchenna, z czasem poszedłem wyżej, potem dorobiłem się szefa kuchni, aż wreszcie mam własny biznes.

Bo tak po prostu jest-kobieta wygląda lepiej na stanowisku usługowym. Tam gdzie trzeba coś przynieść, podnieść, gdzie liczy się siła, zatrudnia się faceta.
W istocie, czasem są od tego wyjątki i jak widzę że kobieta byłaby w stanie podnieść mnie i krzesło na którym siedzę jedną ręką, to wiem, że mogę spokojnie jej dać robotę w zaopatrzeniu, ale są to wyjątki.
Owszem, mógłbym płakać, że np. jak kobieta powie że lubi dzieci to jest wszystko spoko, ale jak facet powie to samo to ludzie od razu pod stołem wykręcają 112.
Tylko po co? Po co zawracać kijem rzekę?

Panie, Panowie, znacie zasady panujące na tym świecie, od 20, 30 nieraz i 40, 50 lat.
Nie jesteście tutaj nowi, więc może wystarczy tylko przewidzieć ewentualne następstwa i możliwości, a nie płakać, że jest tak, a nie inaczej?

życie social justice warriors

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1 (43)

#80766

(PW) ·
| Do ulubionych
W jednym z dyskontów jakiś czas temu była promocja, która w atrakcyjnej cenie oferowała zakup modeli samolotów z II Wojny Światowej. Modele te normalnie są o wiele droższe, a te jeszcze były z farbkami, pędzelkiem i klejem w zestawie.

Scorpion to fanatyk modelarstwa. Pół mieszkania zarąbane samolotami najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi karabin w skali 1:35 i w szpitalu trzeba wyjmować, bo mają bagnety na końcach.
Nie dziwi więc fakt, że nasz zuch powędrował chyżo do marketu.

Stanąłem przed półką z modelami i zacząłem płakać.
Modele połamane, z pudełek powyjmowane farby i klej, pędzelka nie uświadczysz.
Podchodzę do kas, wzywam [K]ierowniczkę.

[K]-Słucham?
[J]-Jest taki problem... bo te modele, to one są połamane, porozkradane.
[K]-No i co z tego(sic!)?
[J]-No to z tego, że może jakiś rabat na uszkodzony towar...
[K]-Nie ma żadnych rabatów. Kupuje albo nie.
[J]-To może ja zbiorę zestaw z tych części co tu leżą...
[K]*wyszarpując mi farbki i klej z ręki* - NIE! NIE MA ZDEKOMPLETOWANIA TOWARU!
[J]-On już jest zdekompletowany.
[K]-Ale nie wolno. Panie Stasiu! *wołając ochroniarza* - Ten pan wychodzi!

I wyprowadzili mnie jak złodzieja.

W innych dyskontach to samo, wybrakowane, rozkradzione modele. Koniec końców, nie kupiłem, bo nie zamierzam wydawać na coś, co jest zepsute.
Napisałem za to skargę, gdzie wyraźnie opisałem sprawę, zachowanie kierowniczki i moje przemyślenia dotyczące przechowywania towaru. Dziś dostałem odpowiedź:

"Szanowny Kliencie,
Dbamy o to, byś w sklepie XXXXXX zawsze miło wspominał zakupy (ta jasne). Bardzo nam przykro z zaistniałej sytuacji. Niestety, sklep nie odpowiada za stan towaru po jego wyłożeniu (A KTO KUR*A? ŚWIĘTY MIKOŁAJ?) i nie jesteśmy w stanie nic poradzić na uszkodzenia mechaniczne spowodowane przekładaniem towarów(to po co macie obsługę?) przez klientów (oni tego towaru nie przekładali, oni po chamsku wynosili farby, kleje i pędzle pod nosem waszego ochroniarza).
Zachowanie kierownika sklepu było zgodne z naszymi standardami (a to zaje*iste standardy macie). Ma on prawo poprosić ochronę o wyprowadzenie klienta, który według subiektywnej opinii obsługi, stanowi zagrożenie". (Ja stanowię?!).

I teraz po tym grzecznym "spier*alaj frajerze, nie czepiaj się nas" nachodzi mnie tylko jedna myśl.
Dla dyskontów człowiek, który się czepia, który wymaga, jest niepożądanym bydłem. Ma być wiernym osiołkiem, który przyjdzie, zakupi i jeszcze klaśnie kopytkami, jak zostanie oje*any na te parę groszy przy kasie (zaniżanie cen na regałach, nie wydawanie całej reszty i inne rzeczy opisywane już na tym portalu).
Ale jakiś chytry Janusz co wyniesie pół sklepu i potem pochwali się "Pacz somsiad, mam kleju i farby bo wynieślim z synkiem hie hie"? Nie ma sprawy! Takich ochrona nie wyprasza.

dyskont

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 165 (205)

#80765

(PW) ·
| Do ulubionych
OSP w naszym mieście, jeździ starym Krazem, który nawet malowanie ma z lat dawnej świetności, tj. lat 60-70-ych.
Wściekły pomarańcz odznacza jak i starodawne syreny ten wehikuł lat poprzednich, a kopci tyle, jakby sam się palił.

Powstała szybko petycja o nowy wóz dla naszych chłopaków, do prezydenta miasta. Państwowcy jeżdżą już na nowych Mercedesach i Renault, może coś naszym chłopakom skapnie?
Podpisało się pół dzielnicy, bo i pleban na kazaniu napraszał i chłopaki po domach latali, i każdy nie wiadomo jak się natężał.

Prezydent się zgodził!
Co za radość panowała wśród ogniowojów.
Do czasu przekazania. Okazało się że...
Ale po kolei.
Przyjechał Waszmość prezydent, zdjęć porobiono bez liku, dłoni uściśnięto tysiące, gazety opisały jakby on sam jedyny to auto z własnej kieszeni sfinansował...

Dostali Stara. Starego Stara, służącego niegdyś w PSP. Samochód ruina, odmalowany na masce, pod maską cały rudy. Rozrząd do roboty, opony do wymiany, oporządzenia pojazdu prawie brak, zbiornik na wodę przecieka...

Prezydent problemu nie widzi, bo przecież samochód przekazał. Lokalne gazety siedzą pod miotłą prezydenta, nawet o tym nie pisną.
A chłopaki? Dalej tyrają Krazem, a Star w garażu dogorywa...

OSP

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (148)
zarchiwizowany

#80795

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ktoś już napisał o WOSie w szkole, napiszę i ja.

WOS parę ładnych lat temu, czasy liceum, Polska weszła parę lat po akcji wydarzenia opisanego do UE.
Wiedza o Społeczeństwie? Nie. Wiedza o Propagandzie.
Podręcznik niebieski, z gwiazdkami. Ociekający wręcz chamskimi zabiegami indoktrynacji. Nauka hymnu UE na pamięć, po polsku i po niemiecku. Recytacja struktur UE.
Nazywanie po amerykańsku twórców UE "ojcami założycielami".
Może coś o ekonomii? Spoko.
45 minut wykładu o tym, że w sumie to walić ekonomię, bo przecież kasę na rozwój państwa to Unia da i jak się zakłada biznes/remontuje szkołę/buduje drogę to nie trzeba w ogóle pieniędzy, bo przecież UE zapłaci za wszystko.
O tym że trzeba mieć wkład własny i jak wypełnić wniosek, nie powiedziano.
Nauka o innych krajach niż w Europie? Owszem, ale z punktu widzenia Europy.
"O patrzcie dzieci"-mówiła nauczycielka, która równocześnie jest do dziś dyrektorką-"Korea podzieliła się dlatego, że NIE BYŁO JEJ W UNII".
Po takich zdaniach, które inni przyjmowali jak gąbka i kuli na pamięć jako prawdę objawioną(byleby zaliczyć na jak najwyższą ocenę)zacząłem traktować następne lekcje WOS jak swoisty kabaret.
Uwag miałem bez liku, ale moja mama zamiast krzyczeć, najpierw zapytała nawiedzone babsko o co chodziło, a potem sama się śmiała z jej "mondrości".

Na koniec liceum, mieliśmy na sprawdzianie opisać idealne państwo. Wszyscy opisywali...Unię Europejską. Ja opisałem Izrael.
Dostałem lufę.
Argumentacja? "Bo Izrael męczy biednych Palestyńczyków i nie szanuje zasad demokracji".
Otwarcie przy wszystkich w klasie, powiedziałem babsku, że jest antysemitką i nienawidzi Żydów.
Wizyta mojej rodzicielki, która postawiła tylko kropkę nad "i" załatwiła mi niejako "deal" z dyrektorką, który polegał na tym, że suma sumarum uwalę maturę z WoS nie przychodząc na nią, a ona w ramach tego zaliczy mi rok.

Nikt po "mondrościach" szanownej dyrektorki na kiju nie zdał matury z WoSu.
A ja od tego czasu jak tylko usłyszę nazwę tego przedmiotu, to nóż mi się w kieszeni otwiera.

szkoła

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (31)