Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

SecuritySoldier

Zamieszcza historie od: 1 grudnia 2010 - 18:00
Ostatnio: 3 lipca 2018 - 17:27
Gadu-gadu: 7659312
O sobie:

BYŁY ochroniarz.

--------------------------------
Forum piekielnych:
http://www.piekielni.pun.pl/forums.php
--------------------------------
Jeśli jeszcze dziś nie kliknąłeś/aś:
http://www.pajacyk.pl/zlicz.php

  • Historii na głównej: 241 z 303
  • Punktów za historie: 183232
  • Komentarzy: 4759
  • Punktów za komentarze: 29076
 

#69703

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłem na allegro sprzęt survivalowy, pierdołe za sto złotych.
Sprzedający zwlekał dość długo z wysyłką, potem coś na poczcie mu nie wyszło i paczka doń wróciła... Ogólnie straciłem zainteresowanie tematem, sprzęt przestał mi być potrzebny.
Zadzwoniłem do sprzedającego, wyłuszczyłem sprawę i zrezygnowałem z zakupu. Umówiliśmy się na zwrot pieniędzy na konto następnego dnia.
Gdy pieniądze nie dotarły do mnie przez kolejne trzy dni, znów zadzwoniłem. Dialog streszczę do clou.
- Czy wykonał Pan przelew? Nic do mnie nie dotarło.
- A no tak, bo wie Pan, ja już Pana pieniędzy nie mam. - nie słyszałem u niego zmieszania, bardziej irytację faktem, że dzwonie - Miałem wydatki.
- Słucham? Jak to Pan wydał? Nie mógł Pan wydać moich pieniędzy!
- No mogłem, byłem pod ścianą i wydałem.
- Przecież to kradzież.
- Niech Pan to potraktuje jako pożyczkę. - tu ton zmienił mu się na odkrywczo- olśniony.

Wiecie ile przekleństw zmlołem w ustach? Udało mi się jednak uspokoić.
- Ja to jednak wolę potraktować to, jako kradzież i zgłosić na policję...
- Noooo rany boskie, ale Pan robi problemy...
Pieniądze jeszcze tego samego dnia trafiły do mnie na konto.

sklepy_internetowe allegro

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 482 (518)
zarchiwizowany
Opowieść o kupie.
Pewnego dnia zdarzyło się, że moja przyjaciółka musiała w szkole udać się do toalety za grubszą potrzebą. Ja jako dobra przyjaciółka udałam się do przybytku zwanego toaletą razem z nią, by trzymać jej drzwi, żeby nikt nie wszedł do kabiny, gdyż zamków w szkolnych kabinach nie ma.
W tym czasie wszystkie inne kabiny były wolne. Do łazienek weszła trójka innych dziewcząt i zaczęła się malować przy lustrze, rozmawiając o jakiejś imprezie.
Moja przyjaciółka wyszła z toalety, podeszła do umywalki umyć ręce. Jedna z trójki dziewczyn postanowiła skorzystać z toalety i pomimo, że wszystkie kabiny były puste weszła do tej, w której wcześniej była moja koleżanka. Wypadła stamtąd z hukiem, pchnęła drzwi tak mocno, że odbiły się one od ściany i uderzyły ją w twarz z powrotem wpychając do kabiny. Gdy wreszcie stamtąd wylazła wrzeszczała niemiłosiernie:

[Dziewczyna]: KU*WA !!! NASRAŁAŚ TAM !!! NORMALNA JESTEŚ ?!

[Przyjaciółka]: Ale o co ci chodzi ?! Wszystko spłukałam, nie ma śladu !

[D]: NORMALNA TY JESTEŚ ?! TU SIE NIE SRA !!!

W tym czasie oględziny kabiny (wąchanie i sprawdzanie czystości) przeprowadzały koleżanki tej dziewczyny.

[Koleżanka dziewczyny nr 1]: Ty Anka. Uspokój się!! Przecież tu nic nie ma, czysto! Ledwo zapach czuć!

[D]: KU*WA !! LEDWO NIE LEDWO NIECH SIĘ NAUCZY, ŻE TU SIĘ NIE SRA !! JA PIE***LE CO ZA PRZYCHLAST!!
Wtrąciłam się ja:

[J]: To idź do innej kabiny, wszystkie masz wolne.

[D]: Cccccccco mnie ku*wa obchodziiiiiii. Tu sie nie ssssssra... - wysychała przez zaciśnięte zęby.

Odezwała się jej druga koleżanka:

[Koleżanka dziewczyny nr 2]: Anka wyluzuj. Co miała iść pod krzaka sie wysrać ?

[D]: A ty sie nie udzielaj - zwróciła się do swojej koleżanki - jesteś tak samo obrzydliwa, wczoraj też nasrałaś i wiesz co ? Powiem to Mańkowi! Tak, Mańkowi ! Niech twój chłopak sie dowie jaka ohydna jesteś. - i w tym momencie dało się na jej twarzy zauważyć triumfalny uśmieszek.

Jej koleżanka się jednak tą groźbą nie przejęła, wybuchła śmiechem, a razem z nią druga koleżanka oraz ja z przyjaciółką. Dziewczyna na to zrobiła się cała czerwona i wybiegła z łazienki.

Działo się to jakieś 2 miesiące temu, a ja do dziś na wspomnienie tej sytuacji nie mogę się przestać śmiać. Ktoś może zapytać co w tym piekielnego ? Ano to, że to piekielnych osób, które uważają, że szkolna toaleta nie służy do załatwiania grubszych potrzeb niestety jest na tym świecie więcej. Niedawno moja koleżanka z klasy (bardzo nieśmiała swoją drogą) pobiegła na długiej przerwie do galerii handlowej jakieś 100 m od szkoły. My z koleżankami byłyśmy tam po jedzenie i przy okazji zaszłyśmy do łazienek. Kogo tam zastałyśmy ? Ową nieśmiałą koleżankę, która wychodziła z toalety w oparach "wiadomego" zapaszku. Pobiegła do galerii handlowej "na kupę" tylko dlatego, że bała się załatwić swoją potrzebę w szkolnej toalecie, właśnie żeby nie spotkała jej taka sytuacja jak moją przyjaciółkę, bała się owych "Obrońców świeżego powietrza w kiblach" jak to zwykłyśmy nazywać takie osoby z koleżankami.

szkoła

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2 (316)
zarchiwizowany

#49158

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Często zdarza mi się czytać historie o ludziach piekienych, ale nigdy wcześniej nie miałam okazji podzielić się swoimi. Ale całkiem niedawno wydarzyło się coś, co nie daje mi spokojnie zasnąć, bez podzielenia się tą wiedzą z wami.

Drogą wstępu, mieszkam w małej miejscowości na dolnymśląsku. Ot miasteczko, 7 tys mieszkańców, wszyscy się doskonale znają i kojarzą. Kilka tygodni wstecz wyszła u nas na jaw pewna afera o której było nawet głośno w mediach. Dotyczyła wykorzystywania seksualnego na nieletnich uczennicach gimnazjum przez ochotników straży pożarnej w naszym mieście. Mężczyźni oczywiście usłyszeli zarzuty, droga prawna została uruchomiona, łatki zwyrodnialców i zboczeńców przypisane. Jednak jak to wyglądało naprawdę? Otóż cztery dziewczyniska o wątpliwej opinii lubily sobie spędzać czas w miejscowej remizie. Świetlica zawsze była otwarta, młodsi mieszkańcy mogli spędzać tam czas grając np.w ping-ponga. Ale co robiły te dziewczyny? A uprawiały seks za paczkę papierosów czy gotówkę. 30 lub 40 złotych. Trzy z nich, nieletnie. Wszystko niedawno wyszło i faceci dostali po czterech literah. Powiedzcie mi tylko dlaczego te małolaty wciąż wciąz tam wracały? Dlaczego brały za to pieniądze? Każda wiecznie uśmiechnięta i zadowolona z życia. Dodam jeszcze, że na portalach społecznościowych dodawały półnagie zdjęcia w kaskach strażackich! Czy naprawdę aż tak zostały 'skrzywdzone'? Skoro teraz, gdy toczy się postępowanie przeciwko dwóm strażakom one szlajają się po barach, nietrzeźwe, a jeden z oskarżonych próbował popełnić samobójstwo. Zniszczyły życie facetom, a same najprawdopodobniej będą dalej tak zarabiać na nowe bluzki czy błyszczyki. Po czyjej stronie leży wina?
AUTENTYCZNY cytat z portalu społecznościowego jednej z nich "Nie jestem dz**ką! Nie nazywajcie mnie tak. Wolę określenie 'osoba prostytuująca się'.
Ręce opadają.

miasto

Skomentuj (135) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (369)

#39845

(PW) ·
| Do ulubionych
Wszedłem do supermarketu z zamiarem obejrzenia stoiska z elektroniką. Miałem na sobie dosyć zwyczajne ubranie, plecak (może tu tkwi wyjaśnienie zagadki) oraz swój standardowy, wredny i podejrzany (najwyraźniej) pysk.

Dla wyjaśnienia – wchodząc z plecakiem mijałem 2 panów z ochrony – żaden z nich nie wyraził dezaprobaty dla mojej wyjątkowej bezczelności. Plecak wszedł zatem razem ze mną ;-).

Obszedłem kilka regałów, nie znalazłem obiektu poszukiwań, udałem się do wyjścia „bez zakupów”, obsadzonego rzecz jasna przez ochronę.

Bramki nie zapiszczały. Przez cały czas pobytu w sklepie nie zdejmowałem plecaka ani nawet nie brałem żadnego towaru do ręki (gabloty). Trochę się zatem zdziwiłem, słysząc polecenie Pana Z Ochrony (PZO).

PZO: Proszę otworzyć plecak!
(Ton nawet grzeczny, ale zawsze dziwne wrażenie).
Ja: Przykro mi, ale nie zamierzam. Mam tam prywatne rzeczy.
PZO: To pójdzie pan z nami na zaplecze.
(Na pewno, już pędzę...)
Ja: Proszę bardzo, ale dopiero jak przyjedzie Policja.
PZO: Ale jak to? Policja?
Ja: Policja. Proszę zadzwonić i wezwać radiowóz.
PZO: Ale po co?
Ja: Rozumiem, że podejrzewa mnie pan o kradzież. To chyba normalne, że trzeba wezwać Policję.
PZO: Ale po co?
Ja: Choćby po to, żebym poszedł z panem na zaplecze. Inaczej nie zamierzam.
PZO: Ja wcale nie chcę, żeby pan ze mną gdzieś chodził. Niech pan sobie idzie. Ja jestem zajęty. Muszę pilnować sklepu.

No i wyszło na to, że to ja koniecznie chciałem iść z Panem Z Ochrony na zaplecze...

sklepy

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 920 (982)
zarchiwizowany
Dziś jakoś od rana sobie tu siedzę, jesteśmy z młodym w ogrodzie, on w gumowym basenie, ja z tabletem - restart po całej traumie związanej z końcem roku. Przeglądam więc swoje konto. Miałem od rana wymianę komentarzy pod paroma wpisami, widzę teraz, że ktoś wszedł w zakładkę moich komentarzy i zminusował bez czytania, jak leci, nawet te, które są pod wpisami zarchiwizowanymi - nie tylko moimi. Mam nadzieję, że mu para zeszła.

Zastanawia mnie, czy po dłuższym czasie obcowania z tą stroną również zacznę się bawić w "kung-fu fighting", doszukiwanie się luk, aby się dopierniczyć, w każdym nowym wpisie, minusowanie jednych za ortografię, a innych za to, że zminusowali kogoś za ortografię.

Dodam, że wpis uważam za jak najbardziej stosowny na stronę, dopi.erd.alactwo to jeden z podstawowych objawów piekielności.

Na pohybel hejterom.

piekielni.pl

Skomentuj (76) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (380)

#32052

(PW) ·
| Do ulubionych
Zdarzyło mi się napisać "Zmierzch".

To znaczy, nie TEN zmierzch, ale tytuł był równie enigmatyczny, a główna bohaterka faktycznie wdawała się w romans z wąpierzem. Poza tym, niestety, w moim dziele pojawiały sie też inne tematy, główny bohater nie był gejem, no i miało ono jaki-taki sens. Niestety. A może byłabym już miliarderką!
A napisałam to będąc w GIMNAZJUM. Ot, wtedy wydawało mi się to arcydziełem, 65 stron, każdy kto wziął do ręki zachwycony, cud miód! Poświęciłam na to wszystkie lekcje religii i godziny wychowawcze, nieskończoną ilość godzin w domu, przeczytałam miliony opracowań historycznych (akcja działa się w świecie nawiązującym do okolic Pomorza XVIIw. (Wydarzenia obejmowały też coś w stylu bitwy pod Lowestoft).

Nauczycielka historii którą poprosiłam o wytknięcie mi błędów rzeczowych, zamiast poprawić tekst, zaniosła go do Pani psycholog, która była opiekunką gazetki szkolnej. Uradzono, że wydana pod skrzydłami tejże gazetki, powieść zostanie ocenzurowana i wystawiona do nabycia w sklepiku szkolnym za symboliczne 5zł.

No i wydali.

Tylko... nazwisko na okładce nie było moje! DLACZEGO?!

Otóż winna okazała się... dyrekcja.
Pani dyrektor, postanowiła, że moje dzieło może pomóc jednej z uczennic naszej szkoły. Dziewczyna była jeszcze bardziej niepopularna niż ja, miała jeszcze głębszą depresję niż ja, ważyła z dziesięć kilo więcej, i miała gorszy trądzik (tylko zarostu jej brakowało) i oprócz książek ze szkolnej biblioteki nie interesowała się niczym. Nie był to jednak błyskotliwy mól książkowy. Jej umysł odrywał się od wykreowanej w książkach rzeczywistości z ospałością zmieniającego kurs transatlantyku. Po prostu - ona i ja byłyśmy ofiarami większej szkolnej społeczności, ona jedno oczko w hierarchii niżej, na samym niemal dnie, gdzie ja nie dotarłam, bo jednak ceniono mnie za umiejętności których inni nie mieli - pisania, przedstawiania, tworzenia. Ona niestety nie miała takich możliwości. Żal mi jej bardzo, ale fakt faktem, była osobą bardzo odtwórczą, niechętną do robienia czegokolwiek, nawet do nauki.

Nie mam żalu do tej dziewczyny, nawet nie wiedziała o co poszło.

Pani dyrektor bowiem, uznała, że wylansowanie owej smutnej panny na autorkę "książki" ukróci wszelkie wobec niej prześladowania, które kilkakrotnie już otarły się o sąd. I bez mojej wiedzy, zażądała wpisania jej jako współautorki. Albo lepiej, jedynej autorki.

Fakt, sukces moja powieść odniosła, i wylansowała mnie na krótko do pozycji niemal celebrytki. Mnie. Bo mleko niestety się wylało, nauczycielka historii o to zadbała.

Zgadnijcie, na kim skupiła się niechęć jaką niosło ze sobą wyjaśnienie tego małego oszustwa?

szkoła

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 835 (1027)
zarchiwizowany

#25721

Konto usunięte ·
| było | Do ulubionych
Jestem studentką I roku studiów stacjonarnych i bieżący rok akademicki rozpoczynałam mieszkając na stancji w domu jednorodzinnym, należącym do znajomych z sanatorium mojej ciotki, która załatwiła mi ją po znajomości. Od początku to miejsce mi się nie podobało, bo raz, że daleko od centrum Poznania, dwa, że planowano od listopada remont linii tramwajowej, co znacznie nawarstwi i tak spore pobojowisko w tych okolicach, spowodowane pracami przy stadionie Lecha, a trzy, że właściciele domu, jako dosyć nawiedzeni katolicy nie wzbudzali mojej sympatii.

Mieszkanie u nich było niekomfortowe, bo mój pokój znajdował się w ciemnej piwnicy wyremontowanej pod wynajem lokatorom - zimno i bez większego dostępu promieni słonecznych. Właściciele byli u nas (miałam trzy współlokatorki w innych pokojach) pod byle pretekstem, wiecznie węsząc i kontrolując, jak się sprawujemy.

Nie można było przenocowywać gości, zatem mój chłopak przyjeżdżał do mnie zawsze w niedzielę rano i odjeżdżał wieczorem. Po całym tygodniu tęsknoty było to bardzo krótko, ale dało się żyć.

Moja przygoda z tymi dziwakami, o której chcę opowiedzieć zaczęła się w połowie listopada, gdy pani Hanka przylazła znowu zrobić sobie pranie w naszej pralce, a ja w kuchni przygotowywałam akurat tort na urodziny lubego. Dzień później, gdy przyjechał wcześnie rano, w okolicach obiadu zeszła do nas do tej piwnicy pod pretekstem, że chce złożyć życzenia mojemu chłopakowi. Zaczęła gadać jakieś banialuki, iż życzy mu odpowiedzialności, bo nam młodym raczej trudno utrzymać emocje na wodzy, a zachowanie czystości jest najważniejsze. Byłam nieźle zdezorientowana i wpieniona, że stara baba śmie przychodzić z takimi głupotami do obcych sobie ludzi. Na koniec swojego długiego wywodu rzekła, że nie powinniśmy siedzieć sami w pokoju za zamkniętymi drzwiami, bo to sprzyja sytuacjom, w których możemy stracić kontrolę nad swoim zachowaniem. Żenada. Dodała też, że jeszcze przyjdzie nas tu skontrolować i poszła. Byłam kompletnie wściekła! Zjedliśmy tort, ubraliśmy się i pojechaliśmy na pół dnia do Palmiarni, żeby nie przylazła.

Wieczorem oglądaliśmy film w moim pokoju przy zgaszonym świetle, na szczęście natchnęło mnie, żeby przekluczyć zamek. W pewnym momencie, gdy zwyczajnie byliśmy przytuleni i wymienialiśmy się całusami, pani Hanka przyszła i bez pukania nacisnęła klamkę. Udawaliśmy, że nas tam nie ma, ale tego było już za wiele! Zwłaszcza, iż dwa dni później wezwała mnie na ′rozmowę′. Poszłam do niej w piątek, po wcześniejszej rozmowie z moją ciotką, która przyznała mi rację, że baba jest głupia i nie ma prawa mnie kontrolować, nachodzić i ingerować w moją prywatność, skoro ona ani nikt w domu tego nie robią. Wiedzą, że mieszkając 100km od Poznania muszą mieć do mnie, jako do dorosłej już dziewczyny, zaufanie, bo inaczej przecież by zwariowali.

Na rozmowie było szalenie zabawnie, gdy pani Haneczka zaczęła wywód, iż nie życzy sobie pożycia przedmałżeńskiego pod swoim dachem (cóż innego można robić przecież za zamkniętymi drzwiami i po ciemku), że wie, że byliśmy tam, bo sprawdzała samochód pod domem, że jako iż nie mam rodziców, to ona chce mną pokierować, bym nie popełniła największego błędu przed ślubem, bo nie ma pewności, że wezmę go z moim Pawłem i że jeżeli nie zmienię swojego postępowania, to będziemy musiały się rozstać. No i że się nie szanuję! Cały czas patrzyłam jej prosto w oczy z pokerową twarzą i cynicznym uśmieszkiem, by na tę dygresję odrzec jedynie, że bardzo chętnie się wyprowadzę, w tym momencie składam jej wypowiedzenie, bo to ja płacę i wymagam i nie życzę sobie czegoś takiego w stosunku do mnie oraz, że mam pełne poparcie ciotki. Bardzo pewna siebie dodałam, że ja nowe lokum znajdę w tydzień, a ona nie zarobi przynajmniej do końca EURO, bo nikt mądry nie zechce wynajmować pokoju na takim zadupiu, gdzie wszystko rozkopane, a autobus za tramwaj wlecze się godzinę do centrum. Zatkało ją. Podziękowałam za herbatę i wróciłam do siebie, by przekopać ogłoszenia o pokojach w necie. Znalazłam nowe mieszkanie w dwa dni i po poniedziałkowym obejrzeniu, zaczęłam przygotowywać się do wyprowadzki. Baba wydzwaniała do mojej ciotki z pretensjami, że jestem krnąbrna i bezczelna, a ciotka nawet nie odbierała tych telefonów, bo jak powiedziała, miała za dużo pracy, by zajmować się histeryczkami. Pominę historię, jak nie oddała mi 550zł kaucji, bo stwierdziła, że jej nie dostała i żądała jeszcze pieniędzy za cały grudzień wynajmowania, a wyprowadziłam się 2.12.2011r. Powiedziałam jej, że skoro nie chce oddać kaucji to ja liczę to jako zapłacony czynsz za grudzień. Ileż było żalu, że tak po prostu zostawiam ją z pustym pokojem (przecież ma zapłacone za miesiąc wypowiedzenia), że powinnam się podporządkować i zostać przynajmniej do końca semestru. WTF? Ja mam się podporządkować? Chyba nie! ;) Paweł zapakował wszystkie moje graty do auta i odjechaliśmy do nowego lokum, z którego teraz to piszę i nie zamieniłabym go na żadne inne. Właściciele mieszkają w Kaliszu i są przesympatyczni, lokalizacja znakomita, świetny dojazd do uczelni i kochane współlokatorki.

Ostatnio spotkałam dziewczynę, która mieszkała ze mną u pani Haneczki i opowiadała, jak Hanka do dzisiaj nie ma nikogo na moje miejsce, a one też się wkrótce wyprowadzają.

Piekielna baba ma za swoje!

mieszkanie studenckie

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (185)

1