Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

SesjaTyKurwo

Zamieszcza historie od: 1 marca 2011 - 23:04
Ostatnio: 25 stycznia 2014 - 3:53
O sobie:

Z szablą dumnie na wrzesień.

  • Historii na głównej: 52 z 70
  • Punktów za historie: 57876
  • Komentarzy: 135
  • Punktów za komentarze: 1285
 
zarchiwizowany
Cześć,

Może część z Was pamieta Sesję, a wlasciwie Lenę. Lena kilka dni temu przegrala walkę z białaczką. Walczyla niesamowicie, do końca, niestety choroba okazał sie silniejsza. Lena kilkanaście dni temu poprosiła mnie, żebym podziękowała Wam za wszystkie słowa wsparcia. Dziękuję. Odeszła spokojnie, we śnie i z niesamowitym spokojem na twarzy.

Pozdrawiam,
Siostra Waszej Sesji

Skomentuj (74) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 792 (948)
zarchiwizowany

#55437

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Nie wiem czy jeszcze mnie tu pamiętacie. Trochę mnie nie było.
Źle się czułam. Bardzo źle. Po kilku miesiącach wreszcie stwierdzono co mi jest. Ostra białaczka limfatyczna. Czekałam na diagnozę 3 miesiące, bo nikt nie zlecił badań krwi. To były długie i wyniszczające 3 miesiące. Prawie ich nie pamiętam. Brak głupich badań krwi, to zabiera mi życie... Jestem w trakcie chemii, nie ma poprawy. Nawet jeśli będzie, nie ma dawcy. Moi drodzy, mi już pewnie nie pomożecie. Ale wstańcie, wyjdźcie z domu i zgłoście się do bazy dawców!!! Większość chorych to dzieciaki! Pomóżcie im proszę!

Dobranoc i dziękuję każdemu, kto wyjdzie z domu.

Pozdrawiam,

Lena

bialaczka

Skomentuj (66) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 557 (689)
Opowiem Wam o swoich urodzinach.

Mniej więcej miesiąc temu. Wynajęłam salę VIP (jak to dumnie brzmi) w jednym z lepszych stołecznych klubów (nawet nie chcecie znać ceny takiej zabawy). Lista gości wysłana, zapłacone. Ważne jest to, że rezerwowałam wszystko jeszcze przed wypadkiem.

I nadchodzi TEN piątek, więc i ja nadchodzę do klubu. Godzina 21, ja ubrana w adekwatną sukienkę, wszystko "na poziomie", jednak o kulach. Witam się grzecznie na bramce, mówię w jakiej sprawie i słyszę... że nie wejdę. Bo to ujma dla klubu, żeby kaleki przychodziły.

Po długich rozmowach, groźbach i interwencji wsparcia prawnego weszłam. Ale niesmak pozostał. Niby następnego dnia były oficjalne przeprosiny od klubu, ale sprawa trafiła do sądu. I choćby się miała ciągnąć lata, to zaboli właścicieli.

I nie chodzi o moje ego. Chodzi o zasady. Chodzi o to, żeby kretyni, którzy traktują z góry wszystkie osoby niepełnosprawne czegoś się nauczyli. Bo ja ze swojej niepełnosprawności prawdopodobnie wyjdę, ale tylko i wyłącznie dzięki pieniądzom i ciężkiej pracy. A są ludzie, którzy nie mają takich szans.

I dlatego chamstwo trzeba tępić.

stolyca

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1199 (1355)
Absurd dnia dzisiejszego mnie przerósł do tego stopnia, że w każdej chwili spodziewam się ukrytej kamery.

Mam kota. Kota pierdołę. Do tego stopnia pierdołę, że w momencie gdy zbierze resztki odwagi to decyduje się wejść do Mordoru, czyli lezie na spacer po korytarzu w bloku. W dodatku pierdoła kocha ludzi. Każdy jest jego przyjacielem. Najlepiej to wziąć na rączki i drapać.

Dzisiaj kot znów się zdecydował. Mamy iść na spacer, ja akurat wczorajsza nieziemsko, koło południa byłam w totalnym nieogarnięciu. Także kot lezie sobie po korytarzu, ja patrzę i akurat wpada na sąsiada. No i się wywiązał dialog:

[S] Ojj, jaki ładny ten kotek! To rasowy? Mogę wziąć na ręce?
[J] Proszę, tak rasowy. On bardzo lubi się przytulać.
[S] A to ile taki kotek kosztuje?
[J] Dużo, około 3000zł - nie negujcie, dostałam go w prezencie, sama nie jestem osobą, która dwie pensje minimalne na kota wydaje.

I w tym momencie dzieje się rzecz dziwna. Facet obraca się na pięcie i zaczyna uciekać do swojego mieszkania z moim kotem! Ja w szoku, "gonię" ich o kulach.

Gość zamknął się ze zwierzakiem u siebie i udaje, że go nie ma. Moje walenie w drzwi ściąga ochroniarza i wspólnie wzywamy policję. Patrol przyjeżdża i co widzi? Skacowaną dziewczynę w kapciach, o kulach, w pidżamie w serduszka i szlafroku tłumaczącą, że wyszła z kotem na spacer na korytarz, a podczas tego spaceru kot został porwany przez sąsiada. Sama bym siebie do psychiatryka wysłała.

Panowie dają się przekonać, że to może być prawda i idą do sąsiada. Ten otwiera, ale twierdzi, że żadnego kota nie ma. Policja wejść bez nakazu nie może chociaż z łazienki słychać dzwoneczek (nosi przy obroży). Tłumaczę, że kot tam jest, sąsiad nie otworzy, policja nie wejdzie. I tak stoimy w tych drzwiach wyzywając się wzajemnie. W tym momencie słychać jakby skok i kot wychodzi z kuchni (kuchnia i łazienka są pod sufitem połączone oknem takim). I tu historia powinna się zakończyć, ale nie...

Sąsiad zaczyna twierdzić, że to jego kot. Kłócimy się dalej, a kot siedzi na podłodze i z ciekawością przygląda się temu co się stanie. Jeden z policjantów stwierdza, że jeśli kot nie będzie od mnie uciekać to jest mój. I tu rodzi się problem. Bo po kolei sprawdzamy, czy kot od nas nie ucieka: ja, ochroniarz, sąsiad i dwóch policjantów. Na każdego kot cieszy się tak samo.

Mundurowi nie potrafią powiedzieć do kogo należy ten kot. Ja tłumaczę, że mam przecież jego całe oprzyrządowanie w mieszkaniu; miski, kuwetę, zdjęcia z nim, książeczkę zdrowia. Postanawiamy pójść do mnie sprawdzić.

No i zapomniałam. Wczorajsza impreza była u mnie. Policja wchodzi, a tam obraz nędzy i rozpaczy. Butelki, pety, pudełka po pizzy, ciuchy... Wstyd jak cholera. Ja rzucam jedynie:

[J] Się siostrze syn wczoraj urodził...

Znajdujemy książeczkę, ze zdjęcia podobny, ale funkcjonariusze dalej twierdzą, że pewni nie są. Sąsiad twierdzi, że kot jest jego, ja że mój. Kot ma nas gdzieś i siedzi ochroniarzowi na rękach.

No ale przypominam sobie, że kot jest zachipowany. Pada decyzja, jedziemy do weterynarza sprawdzić dane z chipa. Policja ma wziąć kota, a my z sąsiadem mamy dojechać. Pytanie jak? Normalnie pojechałabym samochodem, ale stężenie alkoholu w mojej krwi było bliskie zawartości go w winie.

Patrol się lituje i zgadza żebyśmy z nimi pojechali do weta. Sąsiad też chce. Więc jedziemy w suce ja, kot i sąsiad... Dojeżdżamy do lecznicy, sczytują coś tam z chipa, ale wychodzi na to, że kot jest zachipowany na pierwszego właściciela, którego... musimy ściągnąć na komendę w celu potwierdzenia, że to jest mój kot. Jedziemy na komisariat i czekamy na pierwszego właściciela.

Facet to ojciec mojego byłego narzeczonego, zachwycony całą sytuacją jak ja pie*dolę i wymuszoną przerwą w Majówce, zeznaje, że kot jest mój. Brawo! Wracamy do domu, znów suką, tym razem bez sąsiada, który został profilaktycznie zatrzymany na 48.

Tym sposobem cały dzień poszedł się...

kot

Skomentuj (80) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1734 (1828)

#49635

(PW) ·
| Do ulubionych
Od dłuższego czasu mam jakieś dziwne zatrucie pokarmowe. Cały czas jest mi niedobrze i wymiotuję. Może nerwowe?

Byłam już u kilkunastu lekarzy. Każdy zapewnia mnie, że na pewno jestem w ciąży. Moje tłumaczenia na nic, wyniki krwi na nic. W przeciągu miesiąca robiłam trzy razy krew, bo może ciąża wczesna i nie wyszło?! (Nie, nie płacę za to, prywatny pakiet medyczny).

Ale pan doktor, u którego byłam ostatnio już pobił rekord chamstwa, jeśli takowy istnieje. Po opisaniu objawów rzucił:

[Dr] No jak się puszcza, to się rzyga...

Jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale przysięgam, że zapłaci za taki tekst!

ehh

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 846 (974)
zarchiwizowany
Mama uświadomiła mi jaką byłam piekielną i zbuntowaną nastolatką oraz jak to jest dorosnąć i jak bardzo się zmieniamy.

"Córcia, zawsze twierdziłaś, że nie dasz się zaszufladkować, że tylko idioci poddają się zasadą. Ile razy ja miałam w szkole rozmowy, że nosisz nieodpowiednie ciuchy, mocny makijaż, krzykliwe fryzury i jaskrawe paznokcie. Zawsze mi powtarzałaś, że to Ty, że musisz okazać swoją osobowość, indywidualność. I co? Nie minęło nawet 5 lat, a Ty grzecznie ubierasz czarną sukienkę do kolan albo spodnie w kant i marynarkę. Wkładasz klasyczne obcasy i spinasz naturalnie podkoloryzowane włosy w kok. I właśnie w takim stroju codziennie pojawiasz się w firmie nawet nie przebąkując o braku osobowości i zaszufladkowaniu."

A pamiętam te pretensje "Dlaczego nie mogę iść do szkoły w zielonych włosach?! No dlaczego?!"

Takie to młode i głupie było...

mama

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 56 (144)
zarchiwizowany

#49750

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem przerażona.

Gadaliśmy ostatnio ze znajomymi na imprezie o kupowaniu prac dyplomowych. Czy faktycznie ludzie kupują, jacy? W napływie promili postanowiliśmy dodać ogłoszenie na gumtree, że chętnie napiszemy pracę.

Wszyscy rozeszli się po domach, promile wyparowały, o sprawie zapomnieliśmy.
Do czasu mojego logowania na pocztę. Znalazłam tam kilkanaście odpowiedzi ludzi zainteresowanych kupnem gotowej pracy.

Z dwiema osobami nawet pomailowałam, aby dowiedzieć się czegoś więcej.

I to nie są ludzie z jakiś tam prywatnych szkółek, tylko również państwowych uniwersytetów.

Nie dość, że magistra bardzo łatwo zdobyć na dzień dzisiejszy, to jeszcze te kanalie tak sobie ułatwiają! Wstyd i hańba!

Polska

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 69 (113)

#49456

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam do swojej niepełnosprawności ruchowej podejście dość "luzackie". Sama się śmieje ze sposobu w jaki się poruszam (pełzam?). Ale jednocześnie jestem teraz nadaktywna, czyli spacery, zakupy, byle jak najwięcej się ruszać i wrócić do jakiejkolwiek sprawności szybciej niż na Gwiazdkę.

A że ostatnio mam remont i zabrakło litra farby, no to kule pod ręce i długa do OBIka. Demon prędkości i już za godzinę wchodziłam do bram tego przybytku. Wszystko szło gładko do momentu podejścia do kasy. Za mną stanęła jakaś babcia [B] i rzecze w mą stronę jakże piękną polszczyzną:

[B] A Tobie to nie wstyd tak ku*wa między ludzi wyłazić?
[J] Słucham? - pomyślałam, że może jestem brudna/sukienka mi się zawinęła/cycek wyskoczył?
[B] No tak między normalnych ludzi?! Z tym! - wskazała na moją usztywnioną nogę i kule - jeszcze jakiegoś porządnego człowieka zarazisz!

Zgłupiałam. Jedyne co mi przyszło do głowy, to złapanie pani babci za rękę i wyszeptanie niczym medium:

[J] Tak, właśnie została pani zarażona złamaniem nogi.

Skąd ci ludzie się biorą? Także jakby ktoś się chciał jeszcze tym zarazić to zapraszam jutro koło południa do Lerła w Arkadii, bo fachmanom jak kobiecie nigdy nie wolno ufać. Zabrakło dwóch litrów, farby.

stolyca

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 889 (989)
zarchiwizowany

#49585

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przypomniała mi się taka sytuacja sprzed kilku lat. Jechałam gdzieś z synem siostry. Młody miał z 2 latka i jeździł na przednim siedzeniu. Tak, w foteliku. Nie pamiętam dlaczego, ale chyba już był na tyle sprawny, że potrafił się wypiąć z fotelika, a zbyt głupi, żeby zrozumieć, że niewolno.

Jedziemy sobie tak jedną z warszawskich dwupasmówek, sobota, słońce świeci, piękna wiosna, pusto. Ale oczywiście droga naszpikowana światłami i akurat trafiliśmy na czerwoną falę.

Stoimy na prawym pasie, na lewym ustawia się Focus. W środku dwóch chłopaczków w wieku licealnym, muza i wiejski tuning. Jakiś spojlerek, dwie srebrne rury wydechowe, przyciemniane tylne szyby, alufelgi z Tico i domowej roboty naklejki. No wstyd zaparkować obok, no..

Także Focus podjeżdża, gazuje, i widzę chłopaczków szpanujących furą. Pomarańczowe i igła! Ford ruszył z piskiem opon. My spokojnie dojeżdżamy. Spotkaliśmy się na następnych światłach. Sytuacja się powtarza.

Teraz małe wtrącenie. Samochód, którym jechałam wygląda na auto całkowicie rodzinne i zamulaste, ale ma jakąś super hiper sportową wersją silnika. Serio, wciska w fotele jak trzeba. Zapier*ala jak marzenie, inaczej tego nie da się zobrazować. A ja już jakiś czas wtedy jeździłam rajdy.

Z Fordem znów spotkaliśmy się na światłach. Tym razem ja na lewym, on na prawym pasie. I chłopaki znów gazują, podjeżdżają po centymetrze. I patrze z politowaniem, na co jeden wykonuje w moja stronę ruch przedstawiający... seks oralny. I tu mnie wkurzył.

Patrze na siostrzeńca w foteliku i mówię wskazując na palanta z Focusa:

[J] Kochanie, zrób temu panu "papa".

Dziecko, jak to dziecko. Zrobiło w momencie gdy zapalało się pomarańczowe. Więc bieg, i długa. Aż zapiszczało. Forda mogłam dokładnie podziwiać w lusterku.

Na kolejnych światłach znów się spotkaliśmy. Nawet na nas nie spojrzeli...

stolyca

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (164)

#49509

(PW) ·
| Do ulubionych
U mnie w firmie jest zespół ośmiorga pracowników o bardzo wyspecjalizowanych umiejętnościach. Ludzie genialni, podpora jednego z najważniejszych procesów, specjaliści pełną gębą. Rzeczy niemożliwe załatwiają od ręki, na cuda potrzebują godziny. A że zapotrzebowanie na takich w branży ogromne, podaż mała to pensje jedne z najwyższych w firmie. Ciężko znaleźć kogokolwiek na zastępstwo, a i przyuczenie nowych trwa minimum pół roku.

Ale zmienił im się szef. Burak jakich mało. Przyszedł i postanowił, że kierować tym zespołem będzie jakiś jego znajomy, drugi będzie jego prawą ręką, a cały zespół zostaje zdegradowany, choć pensje pozostają bez zmian.

Tę radosną nowinę, ogłosił na spotkaniu z tym zespołem. Członkowie patrzą na niego i zapada niezręczna cisza. Dziewczyna odpowiedzialna do tej pory za kierowanie zespołem otwiera notatnik, coś skrobie, wyrywa kartkę i podchodzi do szefa. Wręcza świstek i dodaję "że ona to pier*oli i odchodzi, a to jest jej wypowiedzenie". Trójka chłopaków robi to samo.

Po tygodniu trwającej afery odchodzi dwóch kolejnych członków zespołu. Zostaje dwóch... studentów umiejących praktycznie nic.

Do końca okresu wypowiedzenia pierwszej czwórki zostały 3 dni, kolejnej dwójki 10. System jeszcze działa, ale za dwa tygodnie proces legnie z kretesem.

Najlepsze, że firma próbowała ich zatrzymać wszelkimi sposobami, ba nawet podwyżka o 100%. Nic. Wszyscy już znaleźli nową robotę.

Najlepiej podsumowuje sytuację mail, od przełożonego szefa. "Ty powinieneś napisać książkę pt. "Jak rozpier*olić zgrany zespół w tydzień"."

korpo

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1281 (1329)