Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Silimarillo

Zamieszcza historie od: 25 lutego 2017 - 8:29
Ostatnio: 20 września 2019 - 6:30
  • Historii na głównej: 6 z 7
  • Punktów za historie: 1256
  • Komentarzy: 47
  • Punktów za komentarze: 75
 
poczekalnia

#85256

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Czego ja ostatnio doświadczyłem, to do tej pory nie mogę uwierzyć. Siedzimy sobie na ławeczce w ogródku, miła atmosfera, popijamy piwko. Jestem ja, mój kumpel u którego jesteśmy, jego siostra z chłopakiem, i bohaterka akcji, siostra tego chłopaka. Z koleżankami.

Ogólnie mój znajomy ma nawet nie lekką nadwagę. Jednak wszyscy wiedzą że to z powodu choroby, bodajże to się nazywa insulinoodporność czy jakoś tak, nigdy nie wnikałem. No więc sielanka trwa, piwko się pije aż po jakimś czasie siostra chłopaka, dajmy jej powiedzmy na imię Kasia, zaczyna dawać niewybredne przytyki do wagi kolegi, nazwijmy Mateusz. Z początku nie zwracał na nią uwagi, ale zaczynała się coraz bardziej rozzuchwalać. On nie reagował, bo według niego nie chciał wyjść na dupka, że kłóci się z siostrą tego chłopaka, do tego gdy pierwszy raz się z nią widzi. No ale po pewnym czasie stało się to nie do wytrzymania, tym bardziej że dołączyły się do "zabawy" koleżanki Kasi. Dodajmy że ani siostra Mateusza, ani jej chłopak nie widzieli w tym nic złego.

Gdy już naprawdę to już nie były przytyki, tylko wyzwiska, zareagowałem. Kulturalnie zwróciłem jej uwagę że to co robi jest nieeleganckie. Zostałem zbyty hasłem "ale o co ci chodzi, przecież nic nie robię". Na jakiś czas pomogło, ale nie na długo.


Gdy już Kasia z koleżankami wróciły do obrażania Mateusza ze zdwojoną siłą, Mateusz nie wytrzymał. Powiedział jej kilka słów do słuchu, i zauważył że ona wyzywając go od grubasów sama wcale lepiej nie wygląda (dodajmy że nazwać się jej figury zgrabną nie dało, może nie była jakaś mocno gruba, ale na pewno nie kształtna. Powiedziałbym nawet, że "rozlana".) Impreza zatrzymała się w miejscu. Nagle jego siostra z chłopakiem, i koleżanki Kasi naskoczyli na niego, że jak może być takim chamem, przecież jej teraz będzie przykro, jak można wypominać komuś że jest gruby(!). I wyszło na to, że to on bezpardonowo zaatakował ją, a ona była niewinna. Tak to zostało przedstawione jego rodzicom.

Do tej pory nie mogę uwierzyć jak do tego doszło. To przechodzi moje wyobrażenie...

Impreza ogród

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (111)

#84768

(PW) ·
| Do ulubionych
Siedzę sobie na ławeczce, wpatrując się w wodę naszego lokalnego zalewu.

Idą dwie dziewczynki, jedną kojarzę, ma jakieś 12, najwyżej 14 lat. Drugiej nie znam, ale z wyglądu na starszą nie wygląda. I ta druga właśnie zachowuje się co najmniej niestosownie w stosunku do swojego wieku.

Ubrana jest tak kuso, jak to możliwe - top (w sumie wyglądający jak sportowy stanik) i spodenki zmierzające już w majtki, tak że sporo pośladka na wierzchu. Kręci tyłkiem w sposób jednoznaczny, uaktywnia wdzięczenie się, gdy mija jakiegoś chłopaka. Przechodząc koło mnie, przejeżdża językiem po wargach w sposób niepozostawiający złudzeń.

Tak mnie zamurowało, że nawet nie byłem w stanie zwrócić jej uwagi. Przepraszam za stwierdzenie, ale wyglądała jak stereotypowa karyna szukająca bolca. Przypominam, że miała nie więcej jak 14 lat.

Co się dzieje z dzisiejszym światem? Ja rozumiem, że dzieci szybciej dorastają, ale żeby aż tak? Gdzie byli rodzice, wypuszczając ją w i być może nawet kupując jej takie ciuchy?

Do tej pory jestem zszokowany.

Ławka Zalew Miejsce Publiczne

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 118 (180)

#82239

(PW) ·
| Do ulubionych
Chciałbym opisać swoją niedawną sytuację z przedstawicielem grupy społecznej jaką są Janusze biznesu. Otóż zaoferowano mi pracę, tzw. szybki strzał. Owy Janusz posiada salę bankietową, na tej sali pracownika, można by go nazwać konserwatorem, po prostu robił to co akurat było trzeba. Pan konserwator zaniemógł, a że w pobliżu czaiły się chrzciny wyprawiana na tej sali, trzeba było skosić trawę. Janusz poprosił swoich pracowników (kucharki, sprzątaczki itp.) by rozejrzały się czy ktoś nie chciałby tego dnia dorobić na szybko przy koszeniu. Znajoma mnie poinformowała o zdarzeniu, a ja jako że miałem czas wolny zgodziłem się, parę złotych zawsze wpadnie.

No więc udałem się tam, Janusza nie było, znajoma wskazała mi gdzie znajdują się kosiarka i kosa spalinowa, więc uzupełniłem płyny w sprzęcie i do roboty. Plac był ogromny, więc zajęło mi to około 4 godzin. Skończyłem, zadowolony idę na salę poinformować o wykonaniu zadania. Janusza nadal nie było, zgłosiłem się do jego matki, która sprzątała w kuchni. Jako, że ona nie jest decyzyjna w sprawie pieniędzy trzeba czekać na właściciela. Zadzwoniła do syna, ten stwierdził, że będzie za jakieś 2 godziny, ale jak chcę mogę na niego poczekać i wykonać jeszcze jedne zadanie, mianowicie przegląd stołów. Stoły mają nóżki montowane na wkręty, po imprezie często trzeba podokręcać, lub wymienić nogę. OK, nie miałbym co robić w domu, a tak wpadnie może trochę więcej kaski.

Zrobiłem co miałem zrobić, w tym czasie Janusz przybył, lecz zamiast rozliczenia miał dla mnie kolejne zlecenie. I kolejne. I następne. W końcu spędziłem tam około 10 godzin, styrałem się niemożliwie (noszenie solidnych krzeseł do sali z magazynku umieszczonego po drugiej stronie podwórza to mocno wyczerpująca praca). W międzyczasie Janusz ulotnił się z terenu sali, wypłatę pozostawił matce. Seniorka z mocno zawstydzoną miną wręcza mi 50 złotych. Delikatnie się zdenerwowałem, bo zagadałem podczas gdy był na sali, ile bym mógł na tej pracy zarobić, odpowiedział mi że "krajową godzinówkę", wychodziłoby na to, że przynajmniej 13 zł\h jak wynosi teraźniejsza płaca minimalna.

Po zdobyciu nr telefonu do niego, dzwonię i pytam się, czy przypadkiem nie stroi sobie żartów. On odpowiada jak typowy Janusz z mema (gościu około 50-tki na oko) "Byście chcieli młodzi żeby wam kokosy płacić za nic, na piwo ci wystarczy, więc powinieneś być zadowolony". Zagotowało się we mnie.

Biznes Janusza

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 189 (215)

#79263

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję na publicznym stanowisku, mianowicie w wydziale komunalnym w moim mieście. Mam różne zadania, jednak 90% mojej pracy to koszenie trawy na publicznych placach, przy drogach itp.

Wykonuję sumiennie swoją pracę, aż nadchodzi godzina 11, co równa się z przerwą śniadaniową. Oczywiste jest, że nie będę leciał kilka kilometrów na bazę, żeby zjeść kanapkę, więc siadam sobie kulturalnie na poboczu i konsumuję.

Jem sobie, jem, w trakcie spożycia przejeżdża obok mnie starszy dziadek na rowerze. Patrzy na mnie, jakbym co najmniej zabił mu całą rodzinę. No nic, często spotykam się z brakiem szacunku do ludzi wykonujących tego typu pracę jak moja, w końcu ludzie dbający o porządek, śmieciarze czy szambiarze, to gatunek podludzi. No nic, świat się nie zawalił, jem dalej.

Przy konsumpcji drugiej kanapki dziadzio znów przelatuje obok mnie. Mina jeszcze bardziej sroga. Po dojedzeniu śniadania, jako człowiek palący, odpalam sobie upragnionego szlugareska. W tym momencie dziadzio wykonywał trzecią pętlę - i wreszcie udało mu się wyhaczyć odpowiedni moment: „Ty skur... taki owaki, ja płacę podatki z mojej emerytury, żeby taki opier...acz jak ty siedział sobie i się op....lał? Co ty sobie, gówniarzu, wyobrażasz!”.

I tym podobne wyzwiska. Zagroził mi również doniesieniem do urzędu, co mnie trochę przestraszyło, bo wiadomo, sytuacji nikt więcej nie widział, ja dopiero co przyjąłem się do pracy, istnieje duża możliwość, że uwierzą w jego rewelacje.

Jak powiedział, tak zrobił. Jeszcze tego samego dnia popedałował do urzędu donieść, jakich to nieuczciwych gówniarzy zatrudniają. Na szczęście nikt się jego rewelacjami nie przejął, gdyż, jak się później dowiedziałem, był to znany donosiciel o wyrobionej renomie świra.

Czy naprawdę ludzie, którzy pracują na widoku nie mają prawa do chwili oddechu?

miasto

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 250 (260)

#77762

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój kolega zajmuje się handlem wszystkim i niczym. Co tam nie przewinęło się przez jego ręce. Ta sytuacja odpowiada również banknotom, więc siłą rzeczy natrafił na nową pięćsetkę.

Pojechaliśmy sobie w trasę, zajechaliśmy na CPN z orłem w logo. Kolega zatankował, a że w portfelu zostało mu sto złotych w dziesiątkach i owy piękny banknot z Sobieskim, a że zalał za więcej niż sto złotych, jedynym wyjściem było zapłacić Jankiem.

A więc idziemy do kasy, on wyciąga banknot i... starszawa Pani za ladą patrzy na nas jak na idiotów. Bierze banknot do ręki i z takim tekstem:
- Żartów się zechciało gówniarzerii!

My oczywiście pojęliśmy od razu, że kobiecina nie spotkała się z informacją o nowym nominale, więc tłumaczymy co i jak. Ona jednak w zaparte, że nie ma prawa tak być, my sobie robimy jaja, pytała również gdzie się nagrywa :) Jednak po kilku chwilach uporczywego tłumaczenia jej, że to prawdziwy banknot (w końcu nie wylejemy z baku z powrotem tego paliwa, a zapłacić trzeba), nagle z oburzeniem stwierdziła, że to fałszywka! I poczęła kląć nas na czym świat stoi, zostaliśmy mafiozami i zbrodniarzami piorącymi brudne pieniądze. Podszedł drugi kasjer, zainteresowany burdą. Obejrzał pieniądz i potwierdził nasze słowa, że taki banknot jest w obiegu. Przedstawiliśmy jej również dowód w postaci strony Narodowego Banku Polskiego z prezentacją owego pieniążka na telefonie.

Jednak paniusi to nadal nie wystarczało, więc zadzwoniła po Policję. My już znudzeni i spóźnieni, nie reagowaliśmy. Po kilkudziesięciu minutach przyjechał patrol. Wpadli, obejrzeli banknot, wytłumaczyli pani kasjerce, że płacenie banknotem 500 jest jak najbardziej możliwe, i po obśmianiu nadal protestującej Pani, rozmienili nam felerną pięćsetę. Po otrzymaniu pieniędzy, do których nie mogła mieć wątpliwości, gdyż należały to osoby zaufania publicznego, skasowała nam wreszcie te cholerne paliwo, na odchodne próbując nas orżnąć na dziesięć złotych w obecności policjantów.

Przysłowie mówi, że przezorny zawsze ubezpieczony, ale zbyt przezorny może zostać idiotą :)

CPN

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 231 (277)

#77683

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się kuriozalna sytuacja z czasów, kiedy w Technikum miałem praktyki. Praktykowałem w takim gminnym przybytku o nazwie Gminne Centrum Informacji. Czyli z polskiego na nasze, jest to kafejka internetowa, tylko publiczna. 99% "klienteli" to dzieci z biedniejszych rodzin, których nie stać na komputer dla dziecka. Pewnego razu zaczął przychodzić jegomość na oko 30-40 lat. Kulturalnie sobie siadał, przeglądał Facebooka, Youtuba itp.

Pewnego razu, kafejka pełna, siedzi on i chmara dzieciaków, najstarszy nie miał więcej niż 12 lat. Wszyscy kulturalnie korzystają z komputerów, dzieciaczki naparzają w CS'a czy innego LoL-a. Nagle z głośników komputera jegomościa dość głośno zaczynają dochodzić dźwięki kopulacji. Tak, zaczął bez skrupułów oglądać porno. Przy małych dzieciach, w miejscu publicznym. Ja wte pędy lecę do komputera i odłączam zasilanie. A on do mnie z mordą co ja robię, on tu z komputera korzysta. Po krótkiej, agresywnej z mojej strony wymianie zdań został wykopany z kafejki, nie bez problemów, bo facet postawny.

Następnego dnia jak gdyby nigdy nic, przychodzi sobie do przybytku i chce skorzystać z komputera. Oczywiście odmówiłem.

Ja się pytam, skąd się tacy ludzie biorą? Kurczę, gdybym akurat był w łazience czy coś, to jeszcze wywaliłby na wierzch fujarę i zaczął oddawać się przyjemności?

Kafejka

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 244 (262)

#77254

(PW) ·
| Do ulubionych
Czołem! Jak dotąd byłem biernym czytelnikiem Piekielnych, ale historia #77247 natchnęła mnie do założenia konta i podzielenia się historią moją.

Prawko mam bardzo krótko, w grudniu ubiegłego roku, tuż przed świętami otrzymałem upragniony, ale i ciężko zapracowany kawałek plastiku. Ja nie lubię na drodze się popisywać, toteż często bywam obiektem drwin ze strony kolegów pod tytułem "Ja jeździłem, zanim prawko zdałem, więc jestem idealnym kierowcą". I oni często nie mogą pojąć, jak można jechać w terenie zabudowanym przepisową prędkością.

Historia jednak nie o nich, a o pewnym wyścigowcu z niebieskiego BMW. Jadę ja sobie spokojnie z Łomży, przede mną jedzie TIR, dostawczak i dwie osobówki. Potem ja, a następnie jeszcze ze cztery osobówki za mną. Było to tydzień temu, gdy nadeszły roztopy, była gęsta mgła, więc warunki na drodze były japońskie, czyli "jakotakie". A więc kierowca TIR-a jechał sobie 70., a innym w ogonku to nie przeszkadzało, bo nikomu widocznie się nie śpieszyło. Aż dogonił kolumnę ON, czytaj Piekielny Kierowca. Nie zauważyłem jak znalazł się za samochodem za mną. Pani w czarnej Audi A3 jechała mi strasznie "na tyłku", więc pomiędzy mną a jej samochodem nie zmieściłoby się nawet pół auta. Nie przeszkadzało to turbokierowcy z BMW, który począł wyprzedzać A3-kę. I oczywiście zaczął się pchać między nas. Wcisnąłem gaz, żeby uratować tyłeczek mojego kochanego Golfika, ale ledwo spojrzałem drugi raz w lusterko, a pan, który zapewne na drugie imię ma "śpieszy mi się, choć nie wiem gdzie", przymierza się do wepchania między mnie a samochód poprzedzający. Ja oczywiście musiałem uderzyć po heblach, tym razem ratując przód czerwonej strzały (wierzcie lub nie, ale chłopaczek był tak zdeterminowany w przesuwaniu się w kolumnie, że chyba nie miałby skrupułów przepchnąć mnie, najlepiej do pobliskiego rowu). Później takim samym sposobem przesuwał się w kolejce, aż znalazł się przed dostawczakiem. Widocznie wtedy nawiedziła go wspaniała myśl, że przecież naraz może połknąć i dostawczaka, i TIR-a. Na drodze, gdzie leży błotnisty śnieg. W mgle gęstej, że widać najwyżej na 5 metrów do przodu. Na zakręcie, i to w dodatku pod górkę.

Oczywiście plan zamierzał wykonać, więc na lewy pas (oczywiście chłopaczek posiadał w swoim BMW defekt, który dotyka prawie każdy samochód tej marki, czyli brak kierunkowskazu), i rura! Ale tuż za zakrętem spotkała go niespodzianka w postaci innego TIR-a nadjeżdżającego z naprzeciwka. Już widziałem oczyma wyobraźni jak wściekle niebieska beemka rozkwasza się na czole TIR-a, jednak pacan miał szczęście w postaci zatoczki dla autobusów. W ostatniej chwili wskoczył na nią, co skończyło się tylko rozwalonym zderzakiem i chyba oderwanym kołem w spotkaniu z krawężnikiem.

Ja naprawdę nie pojmuję, jak niektórzy mogą być pozbawieni elementarnego poczucia bezpieczeństwa, jeżeli nie swojego, to chociaż innych. Na szczęście dla niego popisówa przed innymi użytkownikami drogi zakończyła się na spotkaniu z krawężnikiem, a nie maską TIR-a. A ile razy dziennie na polskich drogach ktoś ginie lub trwale uszkadza zdrowie przez właśnie takich specjalistów.

Post scriptum: Widzę, że niedostatecznie jasno wyjaśniłem sytuację w owej kolumnie, patrząc na komentarze niektórych detektywów. Wszyscy oprócz pani z A3-ki jechali z przepisowymi odległościami, więc gdy BM-ka zaczęła się wpychać między nią a mnie, musiałem odskoczyć, by mógł się zmieścić. Także w tym momencie znalazłem się na nieprzepisowej odległości pomiędzy mną a poprzedzającym. Jednak wyrównać odstępu czasu nie miałem, bo turbokierowca BMW zaczął mnie wyprzedzać zanim zdążyłem cokolwiek zrobić. I musiałem użyć hamulców, by tym razem wpuścić go między mnie a poprzedzający. No już chyba jaśniej się nie da.

Droga wojewódzka

Skomentuj (59) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (171)

1