Profil użytkownika
SmoczycaWawelska ♀
| Zamieszcza historie od: | 8 stycznia 2023 - 12:48 |
| Ostatnio: | 5 grudnia 2025 - 19:56 |
- Historii na głównej: 5 z 5
- Punktów za historie: 600
- Komentarzy: 595
- Punktów za komentarze: 2539
| Zamieszcza historie od: | 8 stycznia 2023 - 12:48 |
| Ostatnio: | 5 grudnia 2025 - 19:56 |
|
Zobacz też inne serwisy:
|
|||
| Pewex | Faktopedia | Stylowi | Moto Memy |
| Demotywatory | Mistrzowie | ||
@louie: No cóż, jesteśmy na stronce do narzekania w internetach, większość (jeżeli nie 100%) tutejszych historii jest nieweryfikowalna. Jak widzę, że ktoś próbuje wcisnąć jakieś ewidentnie bajki o żelaznym wilku, to najczęściej mu wytykam nieścisłości, ale dopóki historia jest jako-tako wiarygodna, to komentuję z założeniem, że jest prawdziwa. Istnienie upośledzonej osoby uważającej że sprawianie innym bólu, metodą której do niej nie można zastosować w odwecie, jest śmieszne? Niestety, ale jestem w stanie uwierzyć.
Swoją drogą, to już szósta historia na ten sam temat od tego samego autora. I w żadnej z nich ów autor nie wspomina, że był osiedlowym dziwadłem odstającym od innych chamstwem, ba, w każdej wspomina o kolegach, którzy zachowywali się tak jak on albo podobnie. Wniosek? „Ta dzisiejsza młodzież” to chyba jednak wcale nie jest aż taka niewychowana, jak by różne stare dziadki borowe chciały narzekać, przynajmniej w porównaniu z pokoleniem autora. No bo zobaczcie – wtedy: wulgarne opisy osób starszych od siebie, w tym nauczycieli, beztrosko i w ich obecności; bójki; załatwianie potrzeb fizjologicznych po krzakach; oszustwa; palenie papierosów mimo wyraźnych zakazów; hałasowanie żelastwem i materiałami wybuchowymi na osiedlu, zakłócając spokój chociażby śpiącym w okolicy niemowętom, ludziom chorym czy pracującym na nocną zmianę; brudzenie elewacji budynków; marnotractwo żywności; zasmradzanie pojazdów komunikacji miejskiej; bezmyślne rozrzucanie materiałów wybuchowych – a wszystko to po pierwsze celowo, a po drugie bez potrzeby! A dziś? Jak słyszę narzekanie na młodzież to najczęściej albo spod znaku „ciągle te szmartfony i kąkutery” albo w stylu „same sieroty, dwie lewe ręce, gwoździa nie potrafią wbić” – w obu przypadkach coś, co bardziej szkodzi samej młodzieży niż jej otoczeniu. To ja już chyba z dwojga złego wolę taką młodzież, która może i mówi „elo” zamiast „dzień dobry”, żuje gumę na lecjach i gra w fortnajta zamiast pokój posprzątać, ale kudy tam jej do chuliganerii i wandalstwa z czasów autora. Czyli ogólnie – jednak świat idzie ku lepszemu :)
...ile lat miała ta znajoma?! Ja pytam absolutnie poważnie, przecież ten opis brzmi, jakby ona się zatrzymała w rozwoju w wieku niższym niż przedszkolny (bo przecież w wieku przedszkolnym człowiek się uczy, że nie należy sprawiać innym bólu - "nie bij kolegi", "nie męcz zwierząt"), w tej fazie rozwoju charakterystycznej dla naprawdę małych dzieci - "łał, jak popchnę kwadratowy klocek w kwadratowy otwór, to przejdzie na wylot!", "łał, jak potrząsnę grzechotką, to słychać dźwięk!", "łał, jak tutaj walnę, to ten człowiek zareaguje!"...
@Znerwus: Ale wiesz, że nie ma zakazu poruszania się po drogach brudnymi pojazdami? Ot, po prostu nie wypada. Niemniej bywa, że ktoś ma zasadny powód, na przykład potrzebuje zlać się z otoczeniem, w którym wypucowany pojazd się wyróżnia. Albo ma zamiar zatrzymać się w dzielnicy, gdzie rower z karbonową ramą pokrytą drogim lakierem zajumią mu w pół sekundy, chyba że jej nie zauważą pod błotem. Albo pojazd jedzie na plan zdjęciowy, gdzie ma zagrać w filmie rolę uyebanego pojazdu. Jasne, że to są sytuacje rzadkie w porównaniu ze zwykłym niechciejstwem. Ale jednak - zdarzają się. Nigdy nie wiesz, czy nie trafiłeś właśnie na jedną z nich. Jeśli klient płaci za naprawę, a nie czyszczenie, to należy naprawić, a nie czyścić. Za tankowanie też raczej klient mechanikowi nie płaci i zgodzisz się chyba, że absurdem byłoby zatankować pojazd z własnej kieszeni bez wiedzy i zgody właściciela, a potem się dziwić, że wspomniany właściciel nie chce oddać kasy za paliwo - a to przecież analogiczna sytuacja. I żeby nie było - osobiście uważam, że nie wypada być fleją i dbam o czystość pomieszczeń oraz pojazdów do mnie należących bądź tymczasowo pod moją opiekę powierzonych, jak również zachęcam do tego innych - ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że każdy ma święte prawo mieć głęboko w dupie moją czy Twoją opinię na ten temat, niezależnie czy ma po temu ważny powód czy nie.
Nie przejmuj się, ludzie są różni, w tym niektórzy są po prostu yebnięci. Powodzenia w poszukiwaniu Tej Jedynej! Trzymam kciuki :)
Z ciekawości sprawdziłam tę kaloryczność arbuza i tabele twierdzą, że jak się zje osiem arbuzów, w sensie całych, to organizm przyswoi tyle samo kalorii, co po zjedzeniu kromki pieczywa razowego ważącej 100 gram, zaś kreskówki twierdzą, że już zjedzenie jednego skutkuje ciążą. Roztrzygnięcie rzetelności źródeł pozostawiam Wam.
@Louisianna: Nie sugeruj się filmami, tam każde jedzenie, którego główny bohater kosztuje pierwszy raz w życiu smakuje jak kurczak ;) Ludzina smakuje raczej jak wieprzowina (chociaż wygląda i po obróbce termicznej pachnie jak wołowina).
@obtqhnxvvgeaxwplmt: Z kolei ja zalogowałam się teraz tylko po to, byś wiedział, że dawno nic mnie tak nie rozbawiło, jak nazwanie pseudonauką trywialnego oblicznia średniej.
Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 9 kwietnia 2025 o 21:52
Wiesz co autorze? Jak tak teraz podliczyłam średnią z głosów pod czterema twoimi najnowszymi historiami (wliczywszy niniejszą), to mi wyszło, że jest na stronie 36 i ćwierć czytelnika, którym się podobają. A to jeszcze przy założeniu, że maksymalna możliwa liczba tychże czytelników oceniła pozytywnie wszystkie cztery historie, a przecież wcale nie musiało tak być - może ani jeden głos na "mocne" się nie dubluje? Procentowo poprzednie trzy historie, powyższej nie biorąc pod uwagę, bo jeszcze świeża, podobały się nieco ponad co trzeciemu czytelnikowi. Myślę, że główny problem z tymi historyjkami jest taki, że one po prostu nie pasują na Piekielnych. Ta stronka powstała, żeby sobie ponarzekać, a ty tu przychodzisz ze wspominkami w stylu "kiedyś to były czasy, miało się ekipę, latało się po drzewach, ech, jaki człowiek był młody, głupi i nie miał pojęcia o życiu". Słuchaj, może weź ty to spisz w Wordzie albo innym Notatniku, kolegom z ekipy lekko zmień imiona, nazwisk podawać nie musisz w ogóle, ułóż zdarzenia w takiej kolejności, żeby jakiś wątek spinał to-to w całość - i spróbuj to wydać jako nowych "Chłopców z Placu Broni" czy innego "Detektywa Blokvista"? Zareklamujesz, że oparte na faktach, zarobisz, kumple jak się dowiedzą, to się ucieszą, że gwiazdami zostali, Piekielni się wkürwiać nie będą, babcia-kłapcia zacznie rozdawać autografy...
@rapper3d: Dlatego też przyznaję, mogło być mylące. Mi z kolei Lem przypomniał się dopiero podczas czytania Twojego komentarza, może dlatego, że dawno go nie czytałam.
@Cyraneczka: No ba! :D Zwłaszcza te najstarsze odcinki, te sprzed wszystkich anulowań i wznowień ;) A tak bardziej serio to "Futurama" zainspirowała stworzenie dowodu matematycznego*, naszpikowana jest najróżnorodniejszymi smaczkami z różnych dziedzin (elektronika, informatyka, biologia, matematyka), w wielu miejscach inspiruje się historią czy innymi dziełami ("Miłość jest podejrzliwa, upierdliwa, bojaźliwa i chciwa. Nie ma miłości bez zazdrości" czy chociażby oczywisty Richard Nixon), ale sama też jest źródłem nawet i źródłem powiedzonek z języka potocznego ("I don't want to live on this planet anymore", "Shut up and take my money!" - no dobrze, może faktycznie większość po angielsku), więc gdybym miała OBIEKTYWINIE oceniać, czy zasługuje na miano klasyka to wcale nie wiem czy odpowiedź byłaby negatywna. *https://theinfosphere.org/Futurama_theorem PS: Chwała Hipnoropusze!
W sensie sąsiad był chamski, więc postanowiłeś, że Ty będziesz jeszcze bardziej chamski? Czy ja coś przegapiłam, nie wiem, może jest jakiś konkurs na bycie najbardziej chamskim? Bo jeśli tak, to w sumie dobrze, że sąsiad nie podjął "rękawicy" i Cię na przykład nie zwyzywał bardziej wulgarnie, bo jak byś go przebił wtedy? Nasrał w tej windzie?
@rapper3d: Nic aż tak ambitnego :) choć rozumiem, że zmyliła Cię forma zapisu dialogu oraz fakt, że zarys fabuły jest w obu przypadkach podobny (człowiek z XX wieku trafia do odległej przyszłości, a ponieważ nijak nie może wrócić do swoich czasów, musi przystosować się na nowo do społeczeństwa). Cytat pochodzi z szóstego odcinka „Futuramy”, czyli „A Fishful of Dollars”, którego niestety nie podlinkuję, bo nie udało mi się znaleźć żadnej strony internetowej, na której można go legalnie obejrzeć za darmo. Samego wyciętego fragmentu też jak na złość brak.
Cytowane z pamięci, więc może niedokładnie: "- W XX wieku nie mieliście reklam? - Owszem, ale tylko w telewizji i radiu. I w magazynach, filmach, na meczach, autobusach, kartonach mleka, koszulkach, bananach i pisane na niebie. Ale nie w naszych snach!" (I teraz ten dylemat: obrazić ludzi kultury sugestią, że nie wiedzą skąd ten cytat, czy popełnić występek, jaki w dyskursie internetowym winien być tępiony, mianowicie nie podać źródła...)
Ad Lectorem: Legisti superius fabulam, sic tempus perdidisti. Lege fabulam infra et non tempus terere: Gallia est omnis divisa in partes tres, quarum unam incolunt Belgae, aliam Aquitani, tertiam qui ipsorum lingua Celtae, nostra Galli appellantur. Hi omnes lingua, institutis, legibus inter se differunt. Gallos ab Aquitanis Garumna flumen, a Belgis Matrona et Sequana dividit. Horum omnium fortissimi sunt Belgae, propterea quod a cultu atque humanitate provinciae longissime absunt, minimeque ad eos mercatores saepe commeant atque ea quae ad effeminandos animos pertinent important, proximique sunt Germanis, qui trans Rhenum incolunt, quibuscum continenter bellum gerunt. Qua de causa Helvetii quoque reliquos Gallos virtute praecedunt, quod fere cotidianis proeliis cum Germanis contendunt, cum aut suis finibus eos prohibent aut ipsi in eorum finibus bellum gerunt. Eorum una pars, quam Gallos obtinere dictum est, initium capit a flumine Rhodano, continentur Garumna flumine, Oceano, finibus Belgarum, attingit etiam ab Sequanis et Helvetiis flumen Rhenum, vergit ad septentriones. Belgae ab extremis Galliae finibus oriuntur, pertinent ad inferiorem partem fluminis Rheni, spectant in septentrionem et orientem solem. Aquitani a flumine Garumna ad Pyrenaeos montes et eam partem Oceani quae est ad Hispaniam pertinent; spectant inter occasum solis et septentriones. Apud Helvetios longe nobilissimus fuit et ditissimus Orgetorix. Is M. Messala et M. Pisone consulibus, inductus coniuratione nobilitatis, dixit plebi se esse facturum ut ex finibus suis cum omnibus copiis exirent: perfacile esse, cum virtute omnibus praestarent, totius Galliae imperio potiri. Id hoc facilius iis persuasit, quod undique loci natura Helvetii continentur: una ex parte flumine Rheno latissimo atque altissimo, qui agrum Helvetium a Germanis dividit; altera ex parte monte Iura altissimo, qui est inter Sequanos et Helvetios; tertia lacu Lemanno et flumine Rhodano, qui provinciam nostram ab Helvetiis dividit. His rebus fiebat ut et minus late vagarentur et minus facile finitimis bellum inferre possent; qua ex parte homines bellandi cupidi magno dolore adficiebantur. Pro multitudine autem hominum et pro gloria belli atque fortitudinis angustos se fines habere arbitrabantur, qui in longitudinem milia passuum CCXL, in latitudinem CLXXX patebant. His rebus adducti et auctoritate Orgetorigis permoti constituerunt ea quae ad proficiscendum pertinerent comparare, iumentorum et carrorum quam maximum numerum coemere, sementes quam maximas facere, ut in itinere copia frumenti suppeteret, cum proximis civitatibus pacem et amicitiam confirmare. Ad eas res conficiendas biennium sibi satis esse duxerunt; in tertium annum profectionem lege confirmant. Ad eas res conficiendas Orgetorix deligitur. Is sibi legationem ad civitates suscipit. In eo itinere persuadet Castico, Catamantaloedis filio, Sequano, cuius pater regnum in Sequanis multos annos obtinuerat et a senatu populi Romani amicus appellatus erat, ut regnum in civitate sua occuparet, quod pater ante habuerat; itemque Dumnorigi Haeduo, fratri Diviciaci, qui eo tempore principatum in civitate obtinebat ac maxime plebi acceptus erat, ut idem conaretur persuadet eique filiam suam in matrimonium dat. Perfacile factu esse illis probat conata perficere, propterea quod ipse suae civitatis imperium obtenturus esset: non esse dubium quin totius Galliae plurimum Helvetii possent; se suis copiis suoque exercitu illis regna conciliaturum confirmat. Hac oratione adducti inter se fidem et ius iurandum dant et regno occupato per tres potentissimos ac firmissimos populos totius Galliae sese potiri posse sperant. Ea res est Helvetiis per indicium enuntiata. Moribus suis Orgetoricem ex vinculis causam dicere coegerunt; damnatum poenam sequi oportebat, ut igni cremaretur. ...
Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 6 kwietnia 2025 o 20:14
Xynthia, o ile dobrze pamiętam pisałaś tu kiedyś, że rzuciłaś palenie. Spróbuj sobie przypomnieć pierwszy raz, kiedy zapaliłaś. Albo pierwszy raz, kiedy piłaś mocny alkohol albo mocną kawę. Od razu Ci smakowało? Czy może jednak kiedy Twój organizm dostaje substancję, która zabełta w chemii mózgu niczym chochla w garze, to przynajmniej początkowo broni się, przekonuje samego siebie, że "to jest niedobre, więcej tego nie chcemy"? A przecież leki mają w założeniu zadziałać długofalowo, a nie przez najbliższe kilka godzin. Proszę, nie obraź się tym porównaniem do osób uzależnionych, bo między Tobą a nimi jest znacząca różnica - Ty nie bierzesz leków dla rozrywki. Tobie potrzebne jest zabełtanie w chemii mózgu. Ja to wiem, Ty to wiesz, ale... no właśnie: "wiesz to" na poziomie racjonalnie rozumującego umysłu, a nie na poziomie instynktownego, wręcz odruchowego organizmu. Powodzenia. Przyda Ci się, długa droga przed Tobą. (PS do współkomentujących: nie czepiajta się terminologii, widać chyba, że to komentarz w internecie mający na celu pomóc w radzeniu sobie z trudną sytuacją i w tym celu wykorzystujący porównanie "chłopskorozumowe", a nie wykład z biopsychologii.)
Wiesz, myślę, że problem leży w tym, iż "o etykiecie zostawiania sztućców to prawie nikt nie pamięta lub nie wie". Wbrew temu, co się ludziom wydaje, szacunkowo około 99% zasad etykiety powstało celem ułatwienia kontaktów międzyludzkich.
@HelikopterAugusto: O, pierwszy od dawna komentarz na tej stronie, z którym zgadzam się w 110%.
@Ohboy: Nie, ja tak na trzeźwo. "Była w poradni, więc nie mogła wybrać towarzystwa" Panowie też byli w poradni, co jak widać było na tyle piekielne, żeby ich na tej stronie opisać. "A jak ktoś wali wódą to nie trzeba mieć alkomatu w oczach, wystarczy zmysł węchu" Serio zaufałabyś własnemu zmysłowi węchu na tyle, żeby rozstrzygać czy ktoś jest pod wpływem? Bo ja nie, ale może to dlatego, że 1) nie jestem półczłowiek-półpies i 2) przekonałam się już nieraz, że nie zawsze wszystko w życiu jest takie, jak na pierwszy rzut oka czy tam pierwsze pociągnięcie nosem wygląda. I jakoś kurde wszędzie, gdzie trzeba sprawdzić czy ktoś jest pod wpływem, używa się w tym celu alkomatu, a nie własnego nosa. No ciekawe dlaczego? Wiesz, ja też miałam w życiu fazę pt. "inteligentny człowiek to tylko raz spojrzy na nieznajomego i wie o nim wszystko", ale to było gdy miałam jakieś 12 lat i czytałam na przemian Doyle'a i Christie. Dorosłemu człowiekowi, który nadal żywi tego typu przekonanie poleciłabym wyłączyć Shelocka na BBC i poobcować trochę z istniejącymi realnie ludźmi. "Przychodzenie na zaplanowaną wizytę po alkoholu jest patologiczne, robienie tego w przypadku medycyny pracy jest piekielne, bo marnuje się termin. Jak lekarz ma ocenić zdolność do pracy pijanego pacjenta?" Z tym się zgodzę w 100%. Szkoda, że historia jest mało czytelna, bo inaczej nie byłoby mojego komentarza. Nie uwierzysz, ale jak tę historię przeczytałam, to byłam przekonana, że opisani ludzie przyszli się zarejestrować, a nie odbyć wizytę. "A jak ktoś nie zna swojego kodu pocztowego to go sobie zapisuje przed wizytą, żeby móc szybko go podać" Chyba że nie przewidział, że go o to zapytają. Nie każdy lata się rejestrować do jakiegoś lekarza raz w tygodniu.
A piekielnością tu jest...? To, że jacyś ludzie chcą się zapisać do lekarza? To, że nie pamiętają, jaki mają kod pocztowy? (To mnie akurat nie dziwi, sama swojego nie pamiętam, jak potrzebuję to sprawdzam, a potrzebuję dość rzadko.) To, że spożyli alkohol? (Nawiasem mówiąc spożywali go przy Tobie i pracownikach rejestracji czy masz alkomat w oczach?) No i co Ty robiłaś w takim piekielnym towarzystwie?
@Xynthia: Zła wiadomość nr 1: Skoro bolą Cię plecy, to dla Ciebie pojęcie „dźwigania” zaczyna się od 5kg. I lepiej by było dla Ciebie, gdyby o te 10-15cm przesuwali podopiecznego współpracownicy, choć zdaję sobie sprawę, że nie możesz zacząć tak po prostu zrzucać na nich swoich obowiązków. Dobra wiadomość nr 1: jak zrobisz jarzynową na rosołku, to za jednym zamachem odhaczysz rosołek i jarzyny, a i smakować Ci będzie bardziej. Jeśli wątróbki nie cierpisz, to nie zmuszam Cię do jej jedzenia. Zarówno kolagen, jak i witaminę B znajdziesz też w łososiach (kolagenu najwięcej w skórze), krewetkach, małżach, jajach. Witaminę B znajdziesz ponadto w stekach wołowych, gulaszu wołowym, schabie wieprzowym, polędwicy wieprzowej, tuńczykach, dorszach, makrelach, mleku, serach żółtych, twarogu, mozzarelli, jogurtach naturalnych, kefirach, pełnoziarnistym pieczywie, kaszy gryczanej, kaszy jęczmiennej, brązowym ryżu, brokułach, szpinaku, papryce, marchwi, ziemniakach, fasoli, soczewicy, ciecierzycy czy drożdżach spożywczych (np. w formie płatków). Kolagen – w całych sardynkach (z ośćmi) i w żelatynie spożywczej (np. w galaretkach). Rośliny jako takie kolagenu nie zawierają, ale część z nich pomaga w jego produkcji albo chroni przed jego rozpadem: papryka, cytrusy, pietruszka, kiwi, ogólnie wszystko co bogate w witaminę C, czosnek, soja, tofu czy zielona herbata. Może na tej liście jest coś, co lubisz jeść? Starałam się tylko coś Ci doradzić, przepraszam, że zabrzmiałam, jakbym Ci rozkazywała. Nie rozkazuję. Zastosuj tylko to, co chcesz i co ma sens w Twoim przypadku, albo nawet i w ogóle nic z tego co wymieniłam. Twoje życie, Twoje plecy, Ty decydujesz. Zła wiadomość nr 2: Żeby wykryć osteoporozę, trzeba zrobić badanie densytometryczne, czyli badanie gęstości kości. Jest ono w całości refundowane przez NFZ, ale skierowanie na nie mogą wystawić jedynie lekarze poradni specjalistycznych, mianowicie: lekarz poradni endokrynologicznej, lekarz poradni ortopedycznej, lekarz poradni chorób metabolicznych, lekarz poradni geriatycznej, lekarz poradni leczenia osteoporozy lub lekarz poradni reumatologicznej. Jeśli nie jesteś pod opieką żadnej z tych poradni, musisz najpierw uzyskać do niej skierowanie od swojego lekarza POZ lub rodzinnego, co oznacza więcej latania za papierami. Ostrzegę Cię, po co masz się wkurzać na rodzinnego, że skierowania na samo badanie nie może dać, powkurzaj się na anonimową internautkę. Dobra wiadomość nr 2: Przy osteoporozie zazwyczaj chorego bolą jednak całe plecy dość równomiernie, więc podejrzewam, że jednak jej nie masz. Na Twoim miejscu w pierwszej kolejności wybrałabym się do ginekologa, sprawdzić to, o czym pisałaś z @didja (@didją? to się odmienia?). I wiesz, ja naprawdę wyobrażam sobie, jak się czujesz psychicznie, ale czy Ci się to podoba czy nie, nasza psychika jest powiązana z naszą fizycznością. Choroba powodująca przewlekły ból fizyczny razem z depresją potrafi stworzyć zamknięte i samonapędzające się koło, bo depresja utrudnia leczenie dolegliwości fizycznych, a ból fizyczny powoduje nawroty czarnych myśli. I każdy Ci doradzi zacząć atakować to kółko od strony choroby „fizycznej”, bo po prostu nasza medycyna ma obecnie więcej (czasem nawet działających) pomysłów jak sobie z takimi radzić. Więc co innego Ci można powiedzieć? „Idź pobiegaj”? „Dzieci w Afryce mają gorzej”? „Bozia Cię doświadcza, bo Cię kocha”? „Ciesz się tym, co masz”? „Poczytaj Pawlikowską”?
@SmoczycaWawelska: Jeszcze jedno mi do głowy przyszło: nie zrobił Ci się czasem "wdowi garb" (takie charakterystyczne zaokrąglenie na karku)? Nie zrobiłaś się przypadkiem nieco niższa? Bo skoro waga Ci spadła, kręgosłup nawala, jesteś zmęczona i drażliwa, a tomograf i rezonans nic nie pokazują - to może to początek osteoporozy?
A bolą Cię całe plecy czy jedno miejsce konkretnie? Na brak ruchu raczej nie narzekasz, ale może za mało pijesz? (I poduszeczki między kręgami Ci wysychają, kręgi na siebie naciskają i boli). Ból miejscowy to zwykle zmiany zwyrodnieniowe, no ale skoro miałaś tomograf i rezonans i nic nie wyszło... A bardziej boli rano czy wieczorem? Jeśli rano - może materac Ci się wyrobił i pora go wymienić? Jeśli wieczorem - może za dużo dźwigasz i/lub za dużo się stresujesz? (Pamiętaj, że mięśnie pleców, zwłaszcza karku, człowiek napina mimowolnie.) A nie masz parcia na pęcherz albo uczucia "rozpierania" w dolnej części brzucha? Jeśli tak - przejdź się do ginekologa, bo może to mięśniaki lub torbiele. Jeśli bolą Cię lędźwie, kark, ramiona i/lub klatka piersiowa, może to być nadciśnienie. Jeśli masz jakieś dolegliwości trawienne, może nerwy uciska jakiś przeciążony narząd (np. wątroba). Nie miałaś ostatnio jakiegoś urazu? Chodzi mi o coś z pozoru nieistotnego, np. autobus szarpnął albo potknęłaś się na drodze. Nie obraź się, ale z wiekiem kręgosłup staje się wrażliwszy i takie "nieznaczące rzeczy" mogą prowadzić do bolesnych mikrouszkodzeń. Ale zaraz, piszesz też, że pojawiła się gorączka i osłabienie - może to sepsa? Może jakiś problem na tle kardiologicznym? Tak, wiem, dużo domysłów rzuciłam, ale żeby znaleźć właściwą diagnozę trzeba szukać. Pewnie już Ci to wszyscy mówili, ale nie dźwigaj. Tak, wiem, łatwo powiedzieć, zwłaszcza jak wykonujesz taki a nie inny zawód. Ale niech choć siaty ze sklepu Młoda Ci przynosi. Kucaj zamiast się schylać. Jak najrzadziej opuszczaj głowę. Używaj obu rąk w tym samym stopniu. Sprawdź ten swój materac - jak się na nim położysz na boku, to czy kręgosłup tworzy prostą linię? Powinien. Jak dasz radę, to zrób po cztery, pięć kocich grzbietów. Wdech przy wyginaniu w górę, trzymamy 10 sekund, wydech przy wyginaniu w dół. JAK DASZ RADĘ. Z ziół - kłącza tataraku lub sosnowe igliwie. Tak ze dwie łyżki, ale czubate. Zalewasz połową litra ciepłej wody, podgrzewasz, aż się zagotuje, parzysz pod przykryciem koło 10 minut, odcedzasz, wlewasz do wanny z ciepłą wodą. Poleż w tym kwadrans. Jak nie masz dość energii na takie "zabawy", może Młoda by Ci pomogła? Skoro już i tak musisz się zmuszać do jedzenia, zmuszaj się do jedzenia bogatego w witaminę B i kolagen. Choć raz w tygodniu zrób sobie rosołek. Albo chociaż galaretkę na kurzych łapkach. Jakby ci się trafił wśród tej depresji jakiś jaśniejszy moment, lepszy dzień - narób na zapas, zamróź. Jak przyjdą gorsze dni, Młoda Ci odgrzeje. Jedz wątróbkę, ciemnozielone warzywa, pestki i orzechy (rzecz jasna o ile nie masz alergii na te ostatnie) - wzmocnisz system nerwowy. Jeśli to czytasz siedząc (np. przy komputerze), to się połóż. Na siedząco kręgosłup najciężej pracuje. Nie musisz mi odpisywać na pytania z poprzednich akapitów. Są wścibskie, ale zadaję je w zasadzie retorycznie. W sumie piszę tu, a nie na priv tylko dlatego, że bolące plecy wielu ludziom się zdarzają, może ktoś inny też to przeczyta i mu się przyda. Skupiłam się na bólu pleców, a nie duszy, bo 1) ten jest prostszy do zaleczenia i 2) dopóki Cię będą plecy boleć, to optymizmem raczej tryskać nie będziesz. Trzymaj się Xynthia. Nie byłoby fajnie, jakbyś umarła. Nie ludziom, których masz wokół siebie.
@Ikis: Chyba jakieś dziecko beczy nad krakowskim powietrzem, bo go pogryźć porządnie nie umie.
@Ohboy: Pewnie zdarza się i tak, ale wyjaśnienie ewolucyjne uważam za szersze i bardziej uniwersalne. Mnie na ten przykład nigdy nikt nie straszył ani nie okłamywał, a wpadałam w histerię i tak. O tym dziecku chorym na błonicę przeczytałam po raz pierwszy w powyższej historii, ale fakt, iż zaraziło się ono dopiero, gdy znalazło się w miejscu, gdzie ryzyko tego zachorowania było znacznie większe niż w miejscu, w którym przebywało na co dzień, niespecjalnie mnie zaskakuje. Tylko kto da znajomej Xynthi gwarancję, że jej dziecko nigdy nie znajdzie się w miejscu o większym ryzyku zachorowania? Życie się różnie układa. @singri: Ja, mimo systematycznie powiększającej się kolekcji krzyżyków na karku, nadal niespecjalnie się lubię z igłami. Ale dorosła kobieta po pierwsze ma już wyrobioną odporność (zwłaszcza w porównaniu z małym dzieckiem) i nie chodzi się szczepić co kilka lat, a po drugie jest w stanie zrozumieć racjonalne wytłumaczenie czemu szczepionka jest potrzebna, w związku z czym zdaje sobie sprawę, że lekarz nie wbija jej igły w ramię bo jest sadystą i chce się nad kimś poznęcać, tylko w imię wyższej konieczności.