Profil użytkownika
SmoczycaWawelska ♀
| Zamieszcza historie od: | 8 stycznia 2023 - 12:48 |
| Ostatnio: | 12 stycznia 2026 - 11:54 |
- Historii na głównej: 5 z 5
- Punktów za historie: 607
- Komentarzy: 611
- Punktów za komentarze: 2612
| Zamieszcza historie od: | 8 stycznia 2023 - 12:48 |
| Ostatnio: | 12 stycznia 2026 - 11:54 |
|
Zobacz też inne serwisy:
|
|||
| Pewex | Faktopedia | Stylowi | Moto Memy |
| Demotywatory | Mistrzowie | ||
@Alamakota669754: A mnie nadal dziwią. Lepiej, żeby zamiast guana leżały psie wymiociny/truchła?
@SmoczycaWawelska: Bo nie umiała czegoś, czego dopiero miała się nauczyć? Bo nie umiała czegoś, co na tym etapie już umieć powinna? Bo zdała egzamin? Bo ma w mieszkaniu porządek? Bo nie obejrzała Twojego ulubionego serialu w terminie, którego jej nie podałaś? No i co to za serial na jutubie, co to tak strasznie jest znienawidzony? Nie, serio pytam, akurat mam trochę wolnego czasu, byłby jak znalazł.
Czekaj, że co? W jaki sposób koleżanka Cię OSZUKAŁA? Bo czytam tę historię i czytam i znaleźć opisu oszustwa nie mogę. "chyba z milion razy mi powiedziała, że jest ambitna, że bardzo dużo się uczy, że zależy jej na tym by być dobrym inżynierem" Człowiek ambitny dąży do czegoś, co aktualnie jest poza jego zasięgiem, ale czego osiągnięcie dałoby mu dużo satysfakcji. Opis ten nie stoi w sprzeczności z dalszą historią. To, że koleżanka bardzo dużo się uczy, niestety niekoniecznie znaczy, że dużo się już nauczyła, więc tu również sprzeczności brak. Na zostaniu dobrym inżynierem też jej może naprawdę zależeć, wręcz uważam, że jest to bardziej prawdopodobne niż że zależy jej na zostaniu kiepskim inżynierem albo że zależy jej na uwaleniu przedmiotu i płaceniu za warunek bądź wyleceniu ze studiów. "Skoro mówiła, że jest zdolna, to uznałam, że się nie przemęczę, ucząc jej" A mówiła, że jest zdolna? Czy może to już sobie sama dopowiedziałaś? Zauważ, że stwierdzenia typu "dużo się uczyłam", "mało się uczyłam", "jestem ambina", "jestem pracowita", "jestem leniwa", "staram się" itp. są mało konkretne i tak naprawdę każdy może je interpretować po swojemu. Znam takich, dla których dwie godziny nauki to dużo i takich, dla których dwa dni nauki to mało. "Gdy tylko zmieniałam liczby w zadaniu, to ona rozwiązywała je kompletnie źle. W tym momencie powinnam była się poddać" ...yyy, a nie raczej poprosić, żeby wytłumaczyła, czemu uważa, że tak jak robi jest poprawnie, skutkiem czego doszłabyś w końcu do miejsca, w którym leży problem? W sensie takie powtarzanie w kółko tego samego wyjaśnienia i tych samych błędów raczej nie ma prawa odnieść pożądanego skutku. Jeśli ktoś np. źle rozpisuje siły w układach mechanicznych, bo nie zna funkcji trygometycznych, to trzeba mu wyłożyć funkcje trygonometryczne po raz pierwszy, a nie na przykład konwencję przyjmowania znaku po raz piąty. Jak ktoś wali ortografy, to trzeba mu wytłumaczyć zasady ortografii, a nie kompozycji rozprawki. I analogicznie w Twoim przypadku. "gdy jej wytykałam kardynalne błędy, to była na mnie zła i mnie obrażała. Mówiła, że czepiam się nie wiadomo czego" To był myślę dobry moment na wytłumaczenie, czemu dany błąd jest kardynalny. Ewentualnie, jeśli sama tego nie wiesz/nie umiesz wytłumaczyć, na powiedzenie czegoś w stylu "na to profesor zwraca uwagę na egzaminie, więc po prostu zapamiętaj, że ma być tak i tak". Nie bardzo rozumiem, czemu się czepiasz sprzątania. Może koleżanka lubi mieć czysto i porządnie? Może sprzątanie ją odstresowuje? Może mieszkanie jest wynajmowane, a właściciel często w nim bywa i czepia się nawet drobnego nieporządku? Może koleżanka pierwszy raz mieszka poza domem rodzinnym i chce udowodnić rodzicom, że potrafi dbać o siebie i swoje otoczenie? Co do "GIGANTYCZNYCH braków z liceum": zdarzyło mi się na polibudzie poznać człowieka, który ukończył technikum, w którym fizykę miał w tylko pierwszej klasie, a potem trzy lata przerwy od niej zanim poszedł na te techniczne studia. Dużo pozapominał i też miał spore braki (które nadrobił dzięki ogromowi własnej pracy i mojej niewielkiej pomocy). Może u Twojej koleżanki było podobnie? Owszem, pomoc należy doceniać. Owszem, masz prawo poprosić w zamian nie o flaszkę czy bombonierkę, a o poświęcenie czasu na coś konkretnego. Ale... "Niech pokaże, że w razie czego ja mogę na nią liczyć"? W razie CZEGO? Bo po koleżance dwa lata niżej to chyba nie spodziewasz się pomocy w nauce trudnego przedmiotu, jeśli taki Ci się trafi. A nawet jeśli - to co ma obejrzenie serialu do nauki? "Spokojnie ten kierunek studiów to NIE jest ani architektura, ani budownictwo, ani nic medycznego", to tylko lotnictwo. Nie, ale teraz już serio - co to za studia, że z jednej strony niby nic ważnego, nic krytycznego, a z drugiej strony kończy się je z tytułem inżyniera? "Ona nie rozumie, czemu się obraziłam" Nie dziwię jej się, też nie rozumiem. Bo poskarżyła się, że przedmiot jest trudny? Bo śmiała przyjąć pomoc, którą sama jej zaoferowałaś?
...od kiedy to NIEwykonanie jakieś pożytecznej czynności jest powodem do chwalenia się? Zresztą mniejsza od kiedy, skorzystam z okazji, żeby się pochwalić, że ja nigdy nie wynalazłam żadnego lekarstwa, o!
@jass: Zapewne komuś w jakimś exelu wyszło, że jak na powierzchni zajmowanej obecnie przez szafki stanie kolejna kasa albo regał z towarem, to zyski sklepu wzrosną tak znacząco, że zniwelują wzrost strat z kradzieży spowodowanych wnoszeniem plecaków i jeszcze sporo zostanie "w kieszeni".
@leksd: Pociągiem z Katowic do Krakowa jedzie się około godziny. No, półtorej, jeśli się wybierze Polregio stające po drodze na każdym zadupiu. Skąd Ty jedziesz? Spod samego Chorzowa na Bieżanów-Prokocim? Czy może najwięcej czasu marnujesz na kręcenie się po obu miastach, a nie na pokonywanie odległości między nimi? No, za kręcenie się słabo zoptymalizowanym zbiorkomem to akurat możesz podziękować ludziom spod hasła "auto to czysta wygoda" (w domyśle: po co fundusze na zbiorkom, po co sensownie rozplanowane i dobrze utrzymane połączenia, przecież marzeniem i celem każdego obywatela jest kupić wypasione auto i się wozić samemu).
Istnieje taki typ ludzi, którzy nie byliby w stanie popełnić zbrodni doskonałej tylko i wyłącznie dlatego, że gdyby im się to udało, to po prostu musieliby pochwalić się całemu światu jacy to oni sprytni i jak to im się udało.
Kurde, ja to zawsze trochę zazdrościłam bratu urodzin w wakacje, bo chociaż czasem tortu nie miał, tylko np. pizzę czy jakiś deser z porzeczek, to można było zaplanować jego urodziny na plaży czy tam innym torze z gokartami w praktycznie dowolnym miejscu w Polsce (bo takie były możliwości finansowo-organizacyjne rodziców, o ile mieli dużo czasu na zaplanowanie, no ale przecież datę urodzin syna znali). Nie to co ja, urodzona pod koniec listopada, w roku szkolnym, w aurze buro-szaro-ponurej. A po latach się okazało, że brat mi zawsze zazdrościł, że moje urodziny można urządzić na lodowisku, a jego nie :P
Chyba zapiszę sobie tę historyjkę i będę ją pokazywać wszystkim znajomym w dyskusjach spod znaku ale-jak-to-wolisz-jechać-pociągiem/tramwajem/autobusem-niż-autem-przecież-auto-to-czysta-wygoda; zawsze to trochę czasu zaoszczędzę.
@babubabu89: Formułkę to ty może i znasz. Za to że ironiczność wypowiedzi zaznacza się TONEM GŁOSU jak widać nie wiesz. W wypowiedzi pisemnej tonu głosu nie ma i po to człowiek wymyślił... czekaj, od czego to ja zaczęłam... a, tak: "Jeśli to miał być dowcip, to może warto by dopisać emotkę?" A jeśli Cię emotki brzydzą, boś Literat, a nie jakiś plebs co śmieszne znaczki wstawia - to wypadałoby utworzyć wypowiedź dłuższą niż jednozdaniowa, coby czytelnik, niebożę, miał przestrzeń do wyłapania tego Wysublimowanego Zabiegu Literackiego.
@gawronek: Może żaden konduktor nie zdążył towarzystwa zaczepić? W historii stoi, że po 10 minutach byli w mieście docelowym, gdzie, jak rozumiem, wysiedli. 10 minut to nie jest jakiś niezwykle długi czas podróży pociągiem.
Widzę, że strasznie was ubodło „matka dziecku” i pominęliście zupełnie „dorosła kobieta”. Głównie o wiek tu chodzi, bo zły kolor włosów to jest problem, ale dla nastolatki, tak samo jak, nie wiem, zgubienie zabawki to jest problem, ale dla przedszkolaka. I nie, żadnego z tych problemów nie należy wyśmiewać, za to w obu przypadkach należy porozmawiać i pokazać, że ten problem nie równa się koniec świata – dać dziecku szansę, żeby odrobinę wydoroślało. Bo jak myślicie, skąd u nastolatków to częste przekonanie, że życie jest generalnie okropne? Czy czasem aby nie z powodu brania każdej pierdoły strasznie serio? Złamane serce jest problemem, bywa że i poważnym. Niemiła pani w sklepie jest pospolitą upierdliwością. Ale odcień włosów? Ludzie, no błagam was, jaki wpływ na życie ma kolor włosów? Choćby i nawet fryzjerka powiedzmy przez pomyłkę pofarbowała komuś włosy na zielono na godzinę przed ślubem tego kogoś, to co by się takiego wielkiego stało? Nieboskłon runąłby nam na łby? Umarłby ktoś z tego powodu? Kury by jaj nie niosły, a krowom mleko by odjęło? Czy może po prostu w albumie rodzinnym znalazłyby się zdjęcia ślubne, na którym jeden z małżonków ma zielone włosy? Z którego to zdjęcia za parę lat wszyscy, łącznie z dawniej zielonowłosym z małżonków, śmialiby się z nutką nostalgii? Nie lubię szukać problemów tam, gdzie ich nie ma, jeśli tylko człowiek wykaże minimum dystansu do Bardzo Ważnych Spraw Swoich I Tego Świata. Jeśli wy lubicie, to mam dla was piekielną historię: ostatnio byłam w markecie i chciałam kupić jogurt truskawkowy, ale pracownicy nie rozładowali palety z jogurtami (na pewno dlatego, że lepiej wiedzą, co klienci powinni kupować) i musiałam wziąć jogurt wiśniowy, bo tylko taki był na półce. @jass: Nie, nie napisałam prawdy objawionej, tylko poradę na podstawie własnych doświadczeń, aczkolwiek pochlebia mi, że moje słowa za prawdę objawioną bierzesz. @Pantagruel: Tak, do przeziębienia potrzebny jest wirus. A do okradzenia domu potrzebny jest złodziej. Czy w związku z tym stwierdzenie „zostawianie szeroko otwartych drzwi wychodząc z domu to najprostszy sposób, żeby zostać okradzionym” jest nieprawdziwe? No przecież otwarte drzwi domu nie okradają!
@Athleta1997: @jass: A siedźcie sobie z mokrymi włosami, skoro twierdzicie, że Wam to nie szkodzi; wasze włosy, wasze zdrowie, wasza sprawa
@jass: No, palacz raczej też decyduje się na podróż zbiorkomem zwykle dlatego, że nie ma innego wyjścia, a nie po to, żeby "wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet", nie dbać o zdrowie i sampoczucie współpasażerów. Właściciel psa potrzebuje przewieźć psa, a palacz potrzebuje przewieźć nałogowca (siebie). Obaj potrzebują przewieźć źródło smrodu i potencjalne zagrożenie zdrowia współpasażerów teraz, a nie jak już dorobią się prywatnego transportu/rzucą nałóg/pies im zdechnie. Po drugie - no i co z tego? Jakby ktoś woził psa pociągiem bez celu, to przeszkadzałby alergikowi tak samo, jak wożąc go w bardzo ważnym celu, tj. proporcjonalnie do stopnia, w jakim pies uczula alergika, a nie do stopnia w jakim właściciel potrzebuje go przewieźć. Serowe chrupki i papierosy to raczej twoja prywatna fanaberia, mi nie śmierdzą. I co, teraz będziemy się licytować, kto znajdzie więcej osób, którym dana rzecz (nie) śmierdzi? Różnym ludziom różne rzeczy przeszkadzają. Może i Ty nie smrodzisz papierosem, ale na przykład wieziesz psa/dziecko/za dużą czyimś zdaniem walizkę/jesteś za głośno/siedzisz cicho i nie chcesz pogadać że współpasażerem/nie chcesz ustąpić miejsca/ubrałeś się zbyt wyzywająco/ubrałeś się za skromnie/zasłaniasz okno/zasłaniasz przejście/wstaw coś innego, co jest prawdą w Twoim przypadku. Nie bój się, do każdego da się przyczepić, do Ciebie też. "Dajcie mi człowieka, a znajdę wam paragraf", jak miał powiedzieć Andriej Wyszyński. Więc naprawdę nie ma powodu wywyższać się ponad drugiego człowieka tylko dlatego, że on akurat ma inne uzależnienie niż my. @Rudolf: ponieważ naprawdę nie chce mi się licytować na liczbę miłośników i hejterów rzeczy wszelakich, to zapytam tylko: co jeszcze leży w "interesie społecznym" i do czego można się, towarzyszu Rudolfie, posunąć w obronie tegoż?
@janhalb: Clou mojej rady było takie, żeby włosom dać spokój, no ale jakbym tylko to napisała, to zaraz ktoś by się przyczepił "to co, mam ich nie myć?!". No nie dogodzisz...
Fryzjerka jak najbardziej piekielna, mówienie innym chamskich uwag w stylu "jaka pani zapuszczona" jest piekielne, dyktowanie klientowi jaką usługę ma wybrać też (chociaż w tym momencie to ja bym po prostu wyszła z salonu fryzjerskiego i poszukała sobie innego, zwłaszcza jakbym - tak jak w historii - przyszła się uczesać "tak o", a nie na jakąś specjalną okazję, kiedy czas goni). Z drugiej strony kiedy dorosła kobieta, matka dziecku, skarży się na problem "nastoletniego kalibru" ("oh no, fryzjerka ufarbowała mnie na inny odcień niż chciałam!"), to pozostaje mi tylko życzyć jej, żeby zawsze miała problemy nie poważniejsze niż ten. Co do pielęgnacji włosów, to polecam je myć (bo się przetłuszczają), suszyć (bo siedzenie z mokrą głową to najprostszy sposób, żeby się przeziębić) i rozczesywać (bo inaczej kołtuny się robią). Prócz tych trzech rzeczy polecam dać im spokój, dadzą sobie radę, a naturalne przynajmniej będą pasowały do typu urody i nie będą wyglądać kuriozalnie. Mówi wam to człowiek, który miał w życiu każdą długość włosów od łysej glacy do grzywy do pośladków.
@viridianfox: Porównuję rzecz śmierdzącą do innych rzeczy śmierdzących. Jak pisałam ten komentarz - to nikt tu nie narzekał, że palacze mu zwiększają ryzyko zachorowania, tylko że śmierdzą. Skoro chcesz dodać argument zdrowotny, to proszę bardzo, kawa i chrupki odpadają, ale pies już nie. Są ludzie, którzy mają alergię na psią sierść (sama do nich należę, chociaż u mnie psy to jeszcze ujdą w porównaniu do kotów). I tak, im szkodzi to, że ktoś pociągiem wiezie swojego Pimpusia. To co, zakazać? Posiadanie zwierzaka to fanaberia, da się żyć bez niego. A że przeorganizowanie życia z Pimpusiem na życie bez Pimpusia jest niełatwe i raczej frustrująco byłoby to robić na czyjeś polecenie? Paczpani, to zupełnie jak z rzuceniem palenia! @jotem02: Ja, gdy odrzucał mnie zapach kawy, nie chadzałam do kawiarni. Ale co miałam zrobić, gdy ktoś wsiadł z kawusią do komunikacji miejskiej czy pociągu? No musiałam cierpieć, siedząc w tym smordzie albo wysiąść wcześniej niż zamierzałam. A jakby tego zakazać, to bym miała spokój, bo to inni musieliby dostosować swój nałóg/swoją fanaberię do mojego dobrostanu.
No cóż, drodzy współkomentujący, niepalącym śmierdzi, palącym nie śmierdzi. Mój znajomy twierdził kiedyś, że mu chrupki serowe śmierdzą, a mi samej kiedyś śmierdziała kawa i to tak, że mnie zemdlić potrafiło. Znam też ludzi, którym śmierdzi pies, nawet czysty. To jak myślicie, nie powinniśmy czasem zakazać publicznej konsumpcji chrupek i kawy oraz przewożenia psów środkami komunikacji publicznej?
Znam ten ból, przez lata dostawałam nietrafione prezenty (perfumy, nie uznaję ich do dziś). I też mnie proszono o przysługi w związku z tym (spadał na mnie obowiązek wycierania z kurzu półek w łazience i miliona pięciuset stu dziewięciuset flakoniczków, które na nich stały). Skończmy wreszcie z tą kulturą perfumowania, która nawet nie jest nasza-polska-patriotyczna, a bliskowschodnia.
@Hakiros54: Szczerze? Powodzenia! Wbrew temu, co Ci się wydaje ludzie w komentarzach naprawdę (przynajmniej w większości) nie mają ochoty Ci nasmarkać do zupy z zazdrości, tylko raczej Ci kibicują. A od siebie dodam jeszcze: serdecznie Ci życzę, abyś mógł przeżyć całe życie przekonany o własnej sprawczości i żeby nigdy Ci ono tego poglądu boleśnie nie zweryfikowało.
Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 27 stycznia 2025 o 23:55
@SmoczycaWawelska: starego lub bardzo wolnego sprzętu, który nie obsługuje potrzebnych programów; albo niespodziewanie dopadły ich zobowiązania rodzinne (np. konieczność opieki nad chorym członkiem rodziny); albo wychowali się w sekcie lub zamkniętej społeczności odrzucającej nowoczesną technologię; albo zwyczajnie mieli pecha, na którego złożyło się kilka czynników wymienionych bądź nie wcześniej. No, ale to jest mała, nieznacząca grupka. A, bo ludzie, którzy mają depresję lub inne choroby psychiczne utrudniające naukę i skupienie, dysleksję lub inne trudności w nauce, utrudniające zrozumienie dokumentacji; albo słabo znają język angielski, co utrudnia korzystanie z materiałów edukacyjnych; albo brak im zdolności matematycznych lub logicznego myślenia; albo są uzależnieni od gier komputerowych czy innych aplikacji, co skutecznie odciąga od nauki programowania; albo mają silną awersję do siedzącego trybu życia i potrzebują pracować w zawodach wymagających aktywności fizycznej; albo mają nietypową fobię; albo zostali wychowani w przekonaniu, że „informatyka to tylko dla geniuszy” i brak im wiary we własne możliwości – jak rozumiem albo nie istnieją, albo są sami sobie winni. Wszyscy pozostali – mogą zaraz być programistami. Tylko po co, skoro programistom właśnie płace spadają? Człowieku, zadałeś użytkownikczce/kowi Honkastonka pytanie, co by zrobił(a) w twojej sytuacji, a potem powtórzyłeś to pytanie kolejnym internautom. Więc Ci odpowiadam – nie wiem, co bym zrobiła, bo nie znam Twojej sytuacji. Nie wiem, jakie dokładnie masz stanowisko i doświadczenie (junior, mid, senior?). Nie wiem, czy pracujesz na umowie o pracę, B2B, czy innej formie zatrudnienia. Nie wiem, na ile masz stabilne zatrudnienie, a na ile jesteś narażony na zwolnienia. Nie wiem, czy masz możliwość pracy zdalnej (co mogłoby wpłynąć na koszty życia). Nie wiem, czy Twoja firma oferuje Ci jakieś benefity zmniejszające wydatki (np. opłacane kursy, dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne). Nie wiem, czy masz możliwość zmiany pracy na lepiej płatną w krótkim czasie. Nie wiem, jakie masz stałe miesięczne koszty życia (jedzenie, transport, rozrywka). Nie wiem, czy posiadasz jakieś długi lub kredyty (np. na samochód, sprzęt, inne zobowiązania). Nie wiem, czy oszczędzasz pieniądze, a jeśli tak, to ile miesięcznie. Nie wiem, czy wspierasz finansowo rodzinę lub inne osoby. Nie wiem czy posiadasz samochód, a jeśli tak, to jakie są jego koszty utrzymania. Nie wiem, czy masz JUŻ W TYM MOMENCIE dodatkowe koszty związane z edukacją (np. robisz kursy, studia, certyfikaty). Nie wiem, czy mieszkasz z rodzicami z powodu konieczności finansowej, czy z wygody. Nie wiem, czy Twoja rodzina może Ci pomóc finansowo w zakupie mieszkania. Nie wiem, czy masz zamiar być w związku, a jeśli tak, to kiedy, i jakie są szanse, że partner/partnerka również będzie pracować i, co za tym idzie, będzie mógł/mogła się dołożyć do kosztów mieszkania. Nie wiem, czy planujesz założyć rodzinę w najbliższym czasie (co może wpłynąć na Twoje wydatki). Nie wiem, czy rozważasz zakup mieszkania w innym mieście lub tańszej lokalizacji. Nie wiem, czy mógłbyś mieszkać w wynajętym mieszkaniu ze współlokatorami, by obniżyć koszty. Nie wiem, czy brałeś pod uwagę kredyt hipoteczny i jakie są Twoje możliwości kredytowe. Nie wiem, czy masz inne opcje mieszkaniowe, np. mieszkanie po rodzinie albo możliwość wyprowadzki od rodziców do babci, która gotowa byłaby podpisać z Tobą umowę dożywocia. Nie wiem, na ile jesteś gotów podjąć ryzyko, np. wziąć kredyt, licząc na dalszy rozwój kariery (przecież Ty sam tego nie wiesz). Nie wiem, czy masz skłonność do oszczędzania, czy raczej wydajesz na bieżąco. Nie wiem, jaką masz tolerancję na niepewność finansową (czy wolisz stabilizację, czy akceptuje ryzyko inwestycyjne – a jeśli tak, to jak duże). Nie wiem, czy masz możliwość dorobienia w formie freelancingu lub własnych projektów. Nie wiem, czy rozważasz emigrację do innego kraju w poszukiwaniu lepszych zarobków. Nie wiem, czy masz ja
@Hakiros54: „Jakby w it nie płacili dobrych pieniędzy... to bym nie szedł w it tylko sprawdził w jakiej innej braży się dobrze zarabia i tam próbował się dostać. Twoje pisanie o "talentach"…” Skoro nie wierzysz w istnienie naturalnych predyspozycji do danej dziedziny (bo to właśnie nazywamy talentem), to chyba tym lepiej dla Ciebie? IT właśnie przestaje płacić dobre pieniądze, więc to chyba ten moment, w którym sprawdzasz w jakiej innej branży się dobrze zarabia i tam próbujesz się dostać, nie? „Co do tego, że programista zarabia x10 od pielęgniarki więc się stara x10 to jest twoja nadinterpretacja” Jeszcze raz, napisałam „JEŚLI dobry programista zarabia 10 razy więcej niż dobra pielęgniarka, TO (tylko) DLATEGO, ŻE programista pracuje 10 razy ciężej”. Czemu odwróciłeś tę implikację? Implikacji w ten sposób odwracać nie można, bo ci głupoty powychodzą, implikacja o prawdziwym następniku jest prawdziwa niezależnie od prawdziwości poprzednika, więc nie można ich tak po prostu zamienić miejscami. Na tych darmowych kursach logiki nie uczą? Bo za moich czasów (które nie były ani 20, ani 10 lat temu), od niej kazali zacząć, a liznęłam tylko absolutne podstawy C++. „No, szkoda, że wy macie zakaz przerzucić się na nią, tym bardziej jak będąc o 10-20 lat strasi ode mnie byliście w złotym okresie dla programowania, gdzie zapotrzebowanie było kosmiczne i każdego kto cokolwiek umiał brali” Nie, nikt nie ma zakazu przerzucenia się na branżę IT i nikt nic takiego nie twierdził. To Ty tu prosisz internautów o radę, no to dostajesz rady (mniej lub bardziej trafione). Jakbym ja potrzebowała rady Piekielnych odnośnie radzenia sobie w życiu, to bym o nie poprosiła. Że mi nie potrzebne – to i o nie nie proszę. „Te wszystkie osoby co idą na magazyn nie robią tego w ramach wielkiego poświęcenia myśląc o mnie, że dzięki temu, że oni pójdą na magazyn ja mogę zostać programistą. Robią to bo wolą po pracy obejrzeć mecz barcelony przy piwku zamiast zastanowić się do jakiej branży opłaca się wejść i jak to zrobić.” No jak ci ludzie mogą sobie po prostu żyć w zgodzie ze sobą, zamiast kombinować, jak stać się najbardziej przydatnym dla pracodawcy. Jak w ogóle można tak myśleć, że lepiej, żebym ja miał piwko do meczu, niż żeby te pieniądze trafiły do dewelopera, który… dorzuci te kilka złotych do swoich kilkumilionowych zysków. Jak to dobrze, że Ty jesteś tutaj, by pilnować ich zachowania dla... kogo? Firmy deweloperskiej? Jej udziałowców? W czyim imieniu ty masz do tych ludzi pretensje? A, no tak. Musisz wierzyć, że ludzie zasługują na to, co dostają. A może tylko chcesz? Wierzyć, że ubóstwo cierpią tylko źli ludzie. Bo w przeciwnym razie – przecież coś złego mogłoby się i Tobie przydarzyć! Cokolwiek myślisz o brudnym facecie śpiącym na chodniku, jedną rzeczą, której nie możesz myśleć, jest „to mógłbym być ja”. „Pisałem już, że część osób nie może przez choroby i faktycznie tragiczne sytuacje ale zdecydowana większość osób może znacząco poprawić swoją sytuacje ale im się nie chce / wmawiają sobie, że nie mogą.” Albo brak im pieniędzy na komputer/dostęp do internetu/kursy programistyczne (no nie, nie każdy MIAŁ SZCZĘŚCIE się załapać na darmowe)/zakup licencji oprogramowania wymaganego do nauki; albo musieli podjąć jakąkolwiek pracę w młodym wieku, by utrzymać rodzinę; albo nie trafili do dobrych szkół i na dobrych nauczycieli informatyki (co się pewnie zdarza najrzadziej, bo przecież mamy w naszym pięknym kraju fantastyczny poziom edukacji, informatycznej zwłaszcza); albo mieszkają na obszarach wiejskich z ograniczonym dostępem do edukacji technicznej, a na przeprowadzkę czy chociażby wyjazd na studia ich nie stać; albo mają -naście lat, za to nie mają wsparcia ze strony rodziny, która nie pozwala na długie przebywanie przed komputerem, bo to „strata czasu”, albo brak im stabilnego połączenia z internetem, albo w miejscu zamieszkania w kółko zdarzają się awarie prądu uniemożliwiająca regularne korzystanie z komputera; albo z braku funduszy korzystają ze
@Hakiros54: A co do twojego pytania, żeby nie było, że ci nikt nie odpowiada: ja bym pojechała do Holandii truskawki zbierać czy inne kurczaki obracać. Nie wziąłeś tego pod uwagę? No kurde, to zupełnie tak, jakbyś był w zupełnie innej sytuacji niż współkomentujący, jakby oni nie znali żadnych niuansów twojego położenia nieprzedstawionych w historii i jakbyś zadał ogólne, nieco filozoficzne pytanie "więcej hedonizmu teraz czy ciężka praca być może owocująca obficie w przyszłości, ale obarczona ryzykiem niepowodzenia?" i się dziwił, że Ci ludzie nie chcą podyktować właściwej odpowiedzi. No być nie może.
@Hakiros54: Co do "przywilejów" i faktu, że musiałeś ciężko pracować: wiem, chciałeś napisać, że nie jesteś Paris Hilton i pracujesz po 70 godzin tygodniowo, żeby zarobić taką pensję. A złe ludzie Cię zminusowały, bo przeczytały: "mam sto razy więcej pieniędzy od ciebie tylko dlatego, że pracuję sto razy ciężej!" Tak, większość osób o wysokich dochodach rzeczywiście poświęca mnóstwo godzin na pracę. Ty zapewne też. Więc tak, to niesprawiedliwe, że my, ludzie, mamy tendencję do myślenia, że „Hakiros54 jest w miarę bogaty = Hakiros54 wyleguje się przy prywatnym basenie, podczas gdy tygrys-albinos masuje mu stopy językiem”. Więc „hej, ciężko pracuję na to, co mam!” jest w 100% prawdziwe. Jest również obraźliwe. Obraźliwe z tego samego powodu, dla którego obraźliwe jest powiedzenie „JA kocham ten kraj!”: bo sugerujesz, że rozmówca tego nie robi – w przeciwnym razie nie byłoby powodu, aby to powiedzieć. Sugerujesz tu jakąś dziwaczną alternatywną rzeczywistość, w której społeczeństwo nagradza ludzi wyłącznie na podstawie tego, ile wysiłku wkładają w pracę, a nie na podstawie tego, jak dobrze ich konkretne talenty pasują do potrzeb rynku w danej epoce i części świata, w której się urodzili. Oznacza to, że jeśli dobry programista zarabia 10 razy więcej niż dobra pielęgniarka, to tylko dlatego, że programista pracuje 10 razy ciężej. No nie. Tak nie jest. Jeszcze programista podciera cztery litery chorym ludziom tak ze 2 razy rzadziej. A co jeszcze dziwniejsze, sugerujesz, że zarobione pieniądze są doskonałym wskaźnikiem wartości danej osoby dla społeczeństwa – jeśli ktoś jest spłukany, to musi oznaczać, że jest przegrywem, który nie wnosi nic do niczyjego życia. Wiesz co? Może Ty lepiej zostań tym singlem. Bo nie wiem, czy już zauważyłeś, ale bycie świetnym ojcem, partnerem, dbanie o rodzinę i dom przyniesie Ci dokładnie zero przychodu rocznie. Kiedy Mateo87 pisze, że masz „przywilej”, nie ma na myśli, że masz „przywilej” bycia dzieckiem bogatych rodziców. Ma na myśli „przywilej” urodzenia się w czasie i miejscu, w którym ciężka praca, w której jesteś dobry (programowanie), jest ceniona bardziej niż ciężka praca, w której inni ludzie są dobrzy (powiedzmy, projektowanie krajobrazu lub poezja). Gdybyś urodził się na przykład w wiosce w Bangladeszu czy Peru, dowiedziałbyś się się, jak ten twój talent zaowocowałby na nieurodzajnej glebie. Pracujesz w systemie rynkowym, który akurat nagradza to, co robisz, bardzo dobrze – nieproporcjonalnie dobrze. To nie jest tak, że po prostu ciężko pracujesz. Po prostu ciężko pracujesz W DOCHODOWEJ DZIEDZINIE. Która, jak zresztą sam zauważyłeś, przestaje być dochodowa. Jakaś inna dziedzina (go lang, cyber security) płaci więcej. Więc co? Po prostu się na nią przerzucisz i odniesiesz taki sam sukces, dzięki swojej inteligencji i determinacji. Kurde, to prawie tak, jakby twoja ciężka praca i determinacja nie miały najmniejszych szans uczynić Cię bogatym, gdyby nie to, że urodziłeś się w jedynym miejscu i czasie w historii ludzkości, gdzie człowiek mógł się wzbogacić, wydając polecenia skomplikowanym maszynom liczącym. "czemu te 95% które marzy o moich zarobkach nie może być w mojej pozycji?" Bo nie może istnieć społeczeństwo, w którym każdy jest programistą. Jesteśmy właśnie gdzieś między próbą stworzenia go, a spektakularnym załamaniem rynku pracy w IT. I nie, nie może istnieć społeczeństwo, w którym płacimy sześciocyfrową pensję każdemu dobremu policjantowi, dobrej pielęgniarce, dobremu strażakowi, dobremu nauczycielowi, dobremu cieśli, dobremu elektrykowi i dobrym przedstwicielom wszystkich innych dziesięciu tysięcy zawodów, których cywilizacja potrzebuje, aby przetrwać (i których bogaci ludzie potrzebują, aby pozostać bogatymi). To się nazywa utopia. A, pytałeś czemu jakiś konkretny Ziutek z tych 95% nie może być na Twoim miejscu? No nie wiem, nie znam Ziutka, ale najprawdopodobniej z tzw. przyczyn osobistych.
Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 27 stycznia 2025 o 10:07
"Czy nadal chcesz takiej Polski?" Tak, taki zmyślony świat fantazji jest naturalnym środowiskiem i przyjaznym otoczeniem dla smoków. A tak serio, to chat GPT napisze ci lepszą historię na Piekielnych, jak mu podasz jakieś w miarę realistyczne wytyczne o czym ta historia ma być. Co nie znaczy, że zrobi to poprawnie, babole w stylu zielonego rubinu czy zamerdania matematycznego* trzeba ręcznie poprawić. *W kościele było pono 20 rzędów ławek 15-osobowych, to wychodzi, że w samych tylko pierwszych ławkach siedziało 300 osób (budynek był wszak zatłoczony po brzegi). Jednocześnie w kościele siedziało w sumie 600 osób. To wychodzi po 2 ławki w każdym rzędzie. Jeszcze raz powtórzę: 20 rzędów po 2 ławki. Co za debil ustawia ławki w taki sposób?