Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

StrachNaWroble

Zamieszcza historie od: 3 grudnia 2019 - 20:48
Ostatnio: 16 września 2020 - 18:12
  • Historii na głównej: 3 z 3
  • Punktów za historie: 419
  • Komentarzy: 19
  • Punktów za komentarze: 83
 
zarchiwizowany

#87112

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Co rano wychodzę z psem. U nas nie ma nakazu noszenia maski na dworze więc skoro mieszkam na mało zaludnionym osiedlu maski na spacer nie zakładam. Czasami zdarzy się że idzie osoba z naprzeciwka i wtedy po prostu mijamy się łukiem. Już tak długo trwa epidemia że większość ludzi zachowuje 2-metrowy odstęp odruchowo. Większość, ale niestety nie wszyscy.

Pies jak pies, podczas spaceru załatwia swoje potrzeby. Zawsze mam przy sobie worki i zbieram po nim. Jest na mojej porannej trasie jeden jedyny kosz na śmieci który jest umieszczony na przystanku autobusowym. Prawie co rano, kiedy podchodzę do tego kosza ktoś czekający na autobus stoi tak blisko niego że gdyby chciał stać jeszcze bliżej musiałby do niego wejść. Więc chcąc wyrzucić woreczek z psimi odchodami muszę się zbliżyć do drugiej osoby na mniej niż zalecone 2 metry.

Dodam że w moim kraju zamieszkania każdy zbiera po swoim psie więc czynność wrzucania potem worka do kosza nie jest czymś dziwnym. Dodam również że chyba trudno jest nie zauważyć dosyć wysokiej kobiety w ósmym miesiącu ciąży z olbrzymim niedzwiedziopodobnym psem na smyczy i woreczkiem w drugiej ręce. Chyba jest to ewidentne że będę z kosza korzystać a jednak najczęściej osoby te nie tylko nie odsuwają się ale jeszcze stoją twardo i gapią się na mnie jak na UFO.

Ostatnio był jeszcze lepszy numer. Zbliżam się do kosza z psem, brzuchem i woreczkiem i co widzę? Gościa palącego papierosa tuż przy koszu na skutek czego kosz jest otoczony dymem papierosowym. I tu byłam zmuszona wykonywać jakąś dziwną yogę poranną, czyli wyciągnąć rękę z workiem w kierunku kosza równocześnie odchylając głowę do tyłu żeby nie wdychać dymu i zginając kolana żeby ręką trafić w otwór w denku kosza.

Nie rozumiem jaką przyjemność można czerpać ze stania tuż przy śmierdzącym koszu na śmieci, a jednak...

koronawirus

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (23)
O teściowej.

Dwa lata temu urodziłam pierwsze dziecko. Nie wchodząc w detale powiem tylko, że początki macierzyństwa były dla mnie trudne w skutek czego byłam przemęczona i niewyspana dzień w dzień.

Teściowie chcieli przyjść dziecko zobaczyć, więc zmęczona czy nie musiałam posprzątać. Uporządkowałam graty, odkurzyłam i umyłam podłogi, pogoniłam męża do ścierania kurzy. Potem wysprzątaliśmy kuchnie z łazienką i zmęczeni jak konie po westernie padliśmy na kanapę czekać na wizytę.

Gdy teściowie się zjawili teściowa ogłosiła od progu, że ona butów ściągać nie będzie ponieważ tu jest pies, więc na pewno jest brudno. Mąż powiedział stanowczo że dopiero co wysprzątaliśmy dom, więc albo ściąga buty albo może wracać do domu, na co teściowa w zaparte, że ona się brzydzi bo tu jest pies. Już mąż miał mamusie pogonić gdy powiedziałam że spoko, niech już wejdzie w butach tylko niech nie wchodzi na dywan. Najwyżej przejadę ponownie mopem po parkiecie po ich wyjściu bo to maks 10 minut roboty.

Wizyta się odbyła, podczas której teściowa łaziła po dywanie kilkakrotnie (nie wiem czy złośliwie czy po prostu zapomniała).

Trochę ponad rok po tym wydarzeniu udaliśmy się z wizytą do teściów. Dziecko już wtedy potrafiło samodzielnie chodzić więc postawiliśmy ją na podłodze że sobie połaziła.

Po dziesięciu minutach podnoszę małą i widzę że jej jasnoróżowe skarpetki są od spodu dosłownie czarne. Na co teściowa "hihi, sorki".

Dodam tylko że u nas w domu regularnie chodzimy w skarpetach i nigdy nie są potem od spodu tak brudne mimo że, o zgrozo, mamy psa.

Skomentuj (50) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (164)

#86132

(PW) ·
| Do ulubionych
Dlaczego dzieci nie skarżą się że ich rodzice biją? Bo to nic nie daje.

Znam kogoś, dziś dorosły facet, którego matka prała równo za dziecka. Nie koniecznie dlatego, że coś zawinił. Wystarczyło, że miała zły humor. Laniu towarzyszyły wrzaski i wyzwiska. Nie raz zamykała syna w łazience godzinami lub złośliwie psuła mu zabawki. Potrafiła zacząć syna bić gdy spał, bo przypomniało jej się, że ma o coś do niego pretensje. Ogólnie chłopiec miał w domu gehennę. Ojciec pracował na dwa etaty ,więc nie wiedział nic o sytuacji.

Któregoś dnia będąc u kuzyna zdecydował się zwierzyć ciotce. Opowiedział jej o wszystkim i błagał żeby nie mówiła jego matce o tym, że jej o wszystkim powiedział.

Co zrobiła ciotka? Złapała za telefon, zadzwoniła do piekielnej matki i wypaplała wszystko co dowiedziała się od chłopca. Piekielna kazała podać syna do telefonu i powiedziała mu, że ma wszystko odkręcić i powiedzieć, że kłamał, bo inaczej dostanie ogromne lanie w domu.

Czy ciotka jest sama piekielna, czy po prostu głupia, nie wiem. W każdym razie ciotka się dziwi, że do dziś facet ma do niej niechęć.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 146 (164)

#85986

(PW) ·
| Do ulubionych
Opiszę piekielność jaką zauważyłam w przychodni. Jako że nie mieszkam w Polsce i tutejsze procedury mogą być inne najpierw opiszę jak wygląda przyjście do przychodni.

Staje się w kolejce i gdy przychodzi nasza kolej podajemy pani w okienku kartę, która udowadnia, że przysługują nam usługi państwowej służby zdrowia. Pani pyta się czy kaszlemy, jeżeli tak, podaje nam maseczkę, którą mamy założyć na czas pobytu w klinice.

Maseczka jak wygląda chyba każdy wie, taka z dwiema gumkami, które się zakłada na uszy.

Więc siedzę w poczekalni i widzę coś takiego. Siedzi kobieta w masce. Nagle ściąga maskę z buzi na szyję i... zaczyna kaszleć. Kaszle, kaszle, kończy kaszleć i wtedy zakłada maskę z powrotem na usta.

Innym razem przyszedł facet, wyjął portfel, z portfela kartę którą podał pani w okienku. Pani wydała mu maseczkę ponieważ powiedział, że kaszle. Wpisała go na listę pacjentów i kartę oddała.

Facet odszedł od okienka, stanął na środku poczekalni, maseczkę założył NA NADGARSTEK, po czym zaczął powoli wkładać kartę z powrotem do portfela, i portfel do kieszeni CAŁY CZAS KASZLĄC. Po czym usiadł i dopiero wtedy założył maskę na twarz.

Maseczki to fajna sprawa, ale stosowane w ten sposób raczej dużo nie dają.

przychodnia

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (194)

#85760

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o zafajdanych toaletach przypomniała mi, co opowiadał mi mąż.

Mąż pracuje w biurze, które nie posiada własnej toalety. Jest za to toaleta wspólna, z której korzystają pracownicy wszystkich firm mających biura na tym samym piętrze.

Jeden z pracowników innej firmy nigdy nie spuszcza po sobie wody. Nigdy. Facet potrafi normalnie zostawić g*wno razem ze zużytym papierem w kiblu i wyjść. Nie krępuje go nawet to, że są obecni w toalecie inni, którzy słyszą, że nie spuszcza.

Mąż nie zwrócił mu dotąd uwagi tylko z jednego powodu.
Firma, w której pracuje flejtuch jest klientem firmy męża.

biuro

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 94 (118)

1