Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Surinam

Zamieszcza historie od: 6 lutego 2020 - 17:24
Ostatnio: 14 września 2021 - 10:04
  • Historii na głównej: 6 z 7
  • Punktów za historie: 811
  • Komentarzy: 19
  • Punktów za komentarze: 58
 

#88311

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja może nie jest niesamowicie piekielna, ale wkurzyłam się mocno.

Słowem wstępu: mam 80-letnią babcię, która mieszka na wsi wraz z synem, synową i ich dziećmi. Obok jest dom moich rodziców. Babcia ma telefon stacjonarny. Jeśli jest kłopot z jej telefonem (raz na pół roku), mama prosi bym to zgłosiła, bo na infolinii trzeba rozmawiać ze sztuczną inteligencją Orange.

Jakiś czas temu zadzwoniłam do mojej babci. Ktoś podniósł słuchawkę, ale nic nie było słychać. Po chwili się rozłączył. Dzwonię do kuzyna by zapauzował grę i zszedł na dół sprawdzić czy babcia ma znowu awarię. Twierdzi, że jest sam w domu, bo wszyscy są na pogrzebie. Przez kilka dni było podobnie, aż wybraliśmy się z rodziną w rodzinne strony.

Babcia przyznała mi się, że miesiąc wcześniej do jej syna zadzwonił sąsiad (to szczere pole, mieszka prawie kilometr dalej, nie utrzymujemy kontaktów) i powiedział, że słyszy rozmowy babci w swojej słuchawce. Przez miesiąc telefon się "sam odbierał", a jeśli babcia nie zdążyła dojść szybko do telefonu to się rozłączał.

Nikomu nie przyszło do głowy by to zgłosić, a dla niej to główny sposób kontaktowania się z rodziną. Zgłosiłam więc kłopot, rozmawiałam dodatkowo z konsultantem by nakreślić problem. Na następny dzień dostała telefon, że wszystko naprawione. Po tygodniu dzwonię do babci, a tu cisza w słuchawce. Udaje się za piątym razem. Problem wciąż ten sam, a babcia ściga się z sąsiadem, kto pierwszy odbierze.

Babcia jest schorowana, więc udaje mu się za każdym razem, a orientując się, że nikt go nie słyszy, rozłącza się. Piekielne jest to, że ani moja rodzina, ani sąsiad nie ma chęci czy czasu by to zgłosić. Piekielne jest również to, że obcy ludzie mogą podsłuchiwać nasze rozmowy, a Orange twierdzi, że awaria usunięta.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (177)

#88224

(PW) ·
| Do ulubionych
Wybaczcie jeśli wyznanie napisałam chaotycznie, ale skracałam je chyba z 6 razy.

W obecności mojej mamy nie mogę powiedzieć niczego co mogłoby podchodzić pod narzekanie na macierzyństwo. Wynika to z tego, że mam tylko jedno dziecko. Wystarczy, że wspomnę, że marzy mi się zmywarka, bo non stop mam garnki w zlewie (uwielbiam piec i gotować), to już słyszę teksty: "No to pomyśl jak ja miałam z Wami..." I tak co chwila.

Pilnuję się jak mogę, by omijać takie tematy, ale nie tylko dlatego, że drażni mnie ciągłe komentowanie jak to moje życie to pikuś. Pilnuję się, bo mam ochotę być piekielna i wygarnąć jej co myślę o jej poświęceniu i że sama jest sobie winna. Moja mama wpadła z moim ojcem praktycznie od razu jak się poznali. I tak wpadali rok po roku. W przeciągu 5 lat mama urodziła 4 dzieci. Potem poddała się zabiegowi, bo kolejnego porodu mogłaby nie przeżyć. Ojciec chlał i wywalał kasę w błoto, ona woziła nas po lekarzach, szpitalach, rozwoziła do szkoły. Całe życie żyłam w przekonaniu, że matka poświęca życie, by nas wychować.

Mając z 15 lat, gdy babcia mnie przytuliła, zapytałam ją: "Czemu mama nas nigdy nie przytulała?" Babcia z pełnym przekonaniem odpowiedziała: "Dziecko, bo ona nie miała na to czasu!" I tak jakby mnie olśniło - nie pamiętam by się kiedykolwiek uśmiechała, żartowała, bawiła z nami w jakąkolwiek zabawę. Nigdy nie mówiła, że nas kocha, nigdy nie chwaliła, nie pytała o zdanie. Właśnie dlatego, że nie miała czasu. Nigdy nie jeździliśmy na wycieczki, nie chodziliśmy na lody, nie spędzaliśmy razem czasu, nie rozmawialiśmy o niczym. Była wciąż zajęta karmieniem, sprzątaniem, ogrodem. Ale też paleniem i ukradkowym piciem.

Mimo młodego wieku, jest bardzo schorowana. Teraz rodzice mieszkają sami, jedyną pasją mamy jest telewizja i udawanie, że zajmuje się ogrodem. Zamiast chwastów, zbiera na kupkę puszki po piwie. Z jednej strony mi jej szkoda, z drugiej nie mogę zrozumieć jak można żyć na pokaz przed koleżankami i rodziną, decydować się na kolejne dziecko (lub po prostu na seks bez zabezpieczenia jeszcze w połogu), mając już trójkę dzieci spłodzonych w ten sposób, jednocześnie spłacać podżyrowany przez ojca kredyt mieszkaniowy, chlać po nocach i nie mieć czasu by pocałować dzieci na dobranoc. Mamusie, tatusiowie, z pustego i Salomon nie naleje.

Dbajcie o siebie i pokażcie swoim dzieciom jak być szczęśliwymi ludźmi.

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (156)

#88209

(PW) ·
| Do ulubionych
Opowiem Wam o piekielnej portierce.
Słowem wstępu - wynajmujemy mieszkanie na malutkim osiedlu, przy którego bramie stoi mała portiernia. Jest czterech portierów, którzy przychodzą na zmiany 24-godzinne. Trójka z nich jest w wieku 65-75 lat i są blisko spokrewnieni. Mieszkają ulicę dalej, dlatego szkoda ich zmieniać. No i jedną z nich jest Piekielna Portierka (PP). Brama do osiedla jest cały czas otwarta, portierzy mają telewizor, krzyżówki itd.

1. Piekielna narzeka, że po co co godzinę obchód, ona pójdzie parę razy i dość. Na parking podziemny też nie będzie schodzić, bo ją nogi bolą, ona na to za stara jest.

2. Piekielna używa głównie krzyku, nie używa natomiast zwrotów typu dzień dobry. Gdy siostra kolejny raz przyjechała w odwiedziny z torbą podróżną, weszła przez bramę i przeszła ze 20 m. PP wyskoczyła i zaczęła od niezmiennego:
- Hola, hola a Pani to do kogo!?
Siostra wkurzona kolejną taką reakcją obróciła się w kierunku drzwi do klatki.
- Ale ja tu Pani nie pozwoliłam wejść!
Zapytana potem czy mój gość zrobił coś złego, powiedziała, że myślała, że to ktoś reklamy roznosi. A tak w ogóle to jej wcześniej nie zauważyła, bo się na krzyżówce skupiła.

3. Piekielna interesuje się wszystkim i każdym. Gdy wracałam ze spaceru z 3-latką, kiwnęłam głową w kierunku portierni tak oświetlonej słońcem, że zazwyczaj nie widać kto w niej dziś jest. Za chwilę usłyszałam:
- Te, mamuśka!
Wzięłam głęboki oddech:
- Słucham?
Wyłania się PP, łapie pod boki i pyta:
- A drugie to będzie?
- Przepraszam, ale to bardzo osobiste pytanie, i to moja sprawa.
- Ale ja się i tak pytam.
- Ale ja Pani i tak nie odpowiem!

4. Fakt, choć mieszkam tu już 6 lat, osiedle jest malutkie, nie musi wiedzieć jak się nazywam. Kiedyś mąż wieczorem nie złożył dużego pudła tylko włożył całe w pusty kontener, bo mieściło się akurat, a po złożeniu zajmowałoby więcej miejsca (fakt, nie powinien). Zadała sobie trud by wyjąć to pudło z innymi śmieciami w środku (PP ma ze 155 cm), sprawdzić adres, przyjść do mnie do domu przed 7, obudzić nas i nawet nie sprawdzić dokładnie imienia tylko zwrócić się do mnie jakimś średnio podobnym. Następnego dnia w altance wisiała już kartka od administracji potępiająca nieskładanie pudeł.

5. No i moje ulubione:
Wieczorem miał nas odwiedzić kolega z zagranicy (ale Polski zna dobrze). Dzwoni do męża:
- Weź wyjdź do bramy, bo nie zwraca na mnie uwagi, że chcę wejść!
Mąż w samych spodenkach wyszedł przed blok i widzi portierkę gawędzącą 10 m od bramy z sąsiadką i kolegę po drugiej stronie tejże bramy. No nie będzie mijał dwóch bloków, wyciągnął z kieszeni pilot i otworzył bramę, kolega wszedł. Na następny dzień (zmiany są od 20 do 20), zobaczyła nas jak wsiadamy do samochodu.
- Halo, na następny raz proszę pamiętać, że od wpuszczania to ja jestem.
Mąż już nie wytrzymał:
- To zamiast ku*wa pierdzieć w stołek, zacznij w końcu robić to co masz robić!!

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (186)

#88019

(PW) ·
| Do ulubionych
Opowiem Wam o mojej piekielnie oszczędnej mamie. Jeśli Wam się spodoba, opiszę więcej historii.

Moja mama ma coś w rodzaju ukrytego zbieractwa związanego z żywnością. W niewielkim domu jest czysto i schludnie, gość nic nie zauważy, jednak my (jej dorosłe dzieci, które się wyprowadziły) wiemy:
-że niektóre otwarte przyprawy są zbite na kamień i straciły termin 5 lat temu,
-że w ładnych słoikach w szafce przez pół roku razem z kaszą manną siedziały robaki, bo trzeba rybom do stawu zanieść,
-że robiąc nalewki mama ściąga pleśń z zalanych owoców i dalej je szykuje,
-że w lodówce jest specjalna półka na podpsute wędliny, które po kawałku można dawać podwórkowym kotom (!),
-że lodówka jest pełna, ale zwykle nie ma co zjeść, zamrażalnik i duża zamrażarka są wypełnione po brzegi od kilku lat tym samym jedzeniem,
-że dziś na obiad jest mięso po terminie (jedną z paczek otworzyłam 3 dni temu i od razu wywaliłam) porządnie umyte i przyprawione w bajerancki, azjatycki sposób, by aromat zwalić na imbir i mleko kokosowe.

Co się zepsuje, można jeszcze zjeść. Czego się nie da, można dać kotom, czego koty nie zjedzą (a jedzą praktycznie wszystko), wydziobią ptaki. I nie, skrajnej biedy nie ma. Po prostu szkoda wyrzucić jedzenie, którego kupią za dużo, zaplanują a potem są zbyt zmęczeni i nie ma gdzie zamrozić, by się nie zepsuło.

A jak się przyjedzie w odwiedziny, to z lodówki prawie zawsze daje padliną.

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 192 (200)

#86818

(PW) ·
| Do ulubionych
Opowiem Wam historię, która przydarzyła mi się, gdy miałam 13-14 lat.

Po przesiewowych badaniach kręgosłupa okazało się, że mam lekką skoliozę, w związku z czym trzeba udać się do ortopedy.

Dodam, że moja mama, choć miała burzliwą młodość, to wobec swoich dzieci była bardzo wstydliwa. Nie rozmawiała z nami na żadne choć trochę wstydliwe tematy, a słowa typu podpaska czy biustonosz wypowiadała półgłosem i z wyraźnym zażenowaniem. Ogólnie dojrzewanie było bardzo wstydliwym tematem.

Wracając do lekarza - powitał mnie starszy, brodaty facet. Po wywiadzie ustawił dwa krzesła dla siebie i mojej mamy, kazał stanąć po drugiej stronie gabinetu i się rozebrać. Siedzieli sobie i się przyglądali, a on wydawał polecenia: "schyl się, stań bokiem" itd. Badanie rutynowe, choć niezbyt komfortowe, chyba głównie ze względu na obecność mamy. Jednak gdy w pewnym momencie zapytał: "No i po co tak chowasz te swoje skarby? Nie garb się!", zrobiło mi się naprawdę wstyd.

To jednak nie koniec. Udałyśmy się na prześwietlenie. Byłam przeszczęśliwa, gdy przy maszynie ustawiła mnie sympatyczna kobieta. Gdy wyszła, a ja wstrzymałam oddech do zdjęcia, przez drugie drzwi wszedł robotnik niosący deski. Zatrzymał się, popatrzył na mój niewielki biust, uśmiechnął się i poszedł do drugich drzwi. Nie wiem, kto wyglądał na bardziej zaskoczonego - pani technik, której opadła szczęka, czy ja, cały czas wstrzymująca powietrze.

Traumy nie mam, ale nie był to zbyt przyjemny dzień.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (123)

#86755

(PW) ·
| Do ulubionych
Dwa lata temu urodziłam córeczkę. Było to pierwsze dziecko w tym pokoleniu - mam starsze kuzynostwo, jednak żadne z nas się nie śpieszyło z potomstwem.

Jedna z sióstr mojej mamy, gdy zobaczyła mnie po raz pierwszy po porodzie (mała miała wtedy 3 miesiące), rzuciła tekst:
- O, Surinam, tobie ten brzuch tak po ciąży został?
W sumie nic nie odpowiedziałam, bo niby co? - "Nie, po dupie?"

Machnęłam na to ręką, zwłaszcza, że po cesarce z komplikacjami, nosiłam rozmiar S, tylko brzucha nie mogłam ściskać jeansami.

I tak ciocia stworzyła sobie pewnego rodzaju rytuał, gdy zdarzyło się nam spotkać u moich rodziców. Zadawała to pytanie za każdym razem, gdy mnie widziała, tak by cała zgromadzona rodzina je słyszała. Raz nawet zapytała mnie o to w drzwiach gdy wchodziła i ponowiła pytanie na wigilijnej kolacji.

Ja się co najwyżej uśmiechałam i coś tam bąknęłam o braku rozstępów. Ostatnio zaczęło padać coraz więcej pytań choćby przy grillu, czy cycki mi nie obwisły, skoro jeszcze karmię?

Gdy po spotkaniu pożaliłam się babci, że zaczyna mnie kobieta wkurzać, poznałam przyczynę jej zachowania. Otóż gdy od razu po szkole, jako pierwsza z rodzeństwa urodziła córkę, cała rodzina dokuczała jej do upadłego, ponieważ jej brzuch i piersi były bardzo obwisłe i całe w rozstępach. Gdy w końcu przyszedł czas by zemścić się na mojej mamie, okazało się, że po moich narodzinach, mama wróciła ze szpitala w jeansach z przed porodu.

I choć początkowo myślałam, że to ciocia jest piekielna, to zrobiło mi się jej szkoda. Piekielne jest to, że kobieta nabawiła się tak dużych kompleksów, z powodu głupich komentarzy najbliższych. Zamiast ją wspierać, siostry wyśmiewały jej wygląd tak, że 30 lat później postanowiła, by jakaś młoda matka czuła się tak podle jak ona.

Po mnie w tej chwili spływają te komentarze jak po kaczce - widzę ją tylko kilka razy do roku. Martwi mnie tylko, że jej córka spodziewa się pierwszego dziecka i czy da jej żyć, gdy jej ciało się zmieni.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (166)
zarchiwizowany

#86050

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pracowałam w prywatnym przedszkolu. Trafiałam na wielu roszczeniowych rodziców, jednak jedna z mam zaskoczyła mnie wyjątkową piekielnością.

Byłam wtedy w widocznej ciąży, zgodnie z kodeksem pracy nie wolno mi było brać nadgodzin, nawet jeśli bardzo chciałam.
Tego dnia miałam najpóźniejszą zmianę, po godzinie 17 zostawałam sama z dziećmi. Umówiłam się z siostrą pod budynkiem przedszkola o godzinie zakończenia pracy, miałyśmy wybrać się na zakupy.

Gdy minęła ostateczna godzina odbioru dzieci, na dywanie wciąż bawił się czterolatek, a siostra czekała pod furtką, pomyślałam, że dam jej 10 minut. Po tym czasie zadzwoniłam do niej, jednak nie odebrała. Po kolejnych 15 minutach zaprosiłam siostrę na górę i kontynuowałam połączenia, jednak bezskutecznie. Dzwoniłam do taty - jest w delegacji, nie wie czemu nie odbiera. Niania jest na urlopie, też nic nie wie. Po 45 minutach telefon do szefowej, może od niej odbierze, niestety nic. Chłopaczek zaczyna się martwić, jest jasno, ale grubo po 19. Robię mu kolację z tego co znajduję w kuchni i martwię się co mogło się jej stać. A może wypadek? Nikt więcej nie jest upoważniony do odbioru, czyli co? Dzwonić na policję? Przyznaję, że naprawdę widziałam już tylko czarne scenariusze, ale starałam się jak mogłam, by nie zestresować dzieciaczka. W końcu przełom, odrzuca połączenie, czyli żyje. Po prawie półtorej godzinie słychać kroki i rozmowę przez telefon. Dzieciak biegnie do mamy, ta łapie go za rękę i odwraca się na pięcie.

Ja: Ale chwileczkę, musimy porozmawiać.
Mama: (rozłącza się) No w sumie rzeczywiście się spóźniłam...

Okazało się, że miała służbową rozmowę przez firmowy telefon, którą odbywała w samochodzie pod budynkiem. Nie mogła jej przerwać, by zadzwonić, że się spóźni, napisać do dyrektorki smsa z prywatnego numeru, ani odebrać syna dalej rozmawiając. Przyznaję, że na koniec przeprosiła, więc machnęłam ręką na opłatę 45zł za każdą kolejną rozpoczętą godzinę opieki, ponieważ, zgodnie z wytycznymi, był to dopiero pierwszy raz.

Polska

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (21)

1