Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Tee_can_do_that

Zamieszcza historie od: 8 listopada 2021 - 13:51
Ostatnio: 7 czerwca 2024 - 13:01
  • Historii na głównej: 37 z 42
  • Punktów za historie: 3971
  • Komentarzy: 32
  • Punktów za komentarze: 124
 
poczekalnia

#91338

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Nie wiem, co skłoniło dzisiaj rano nieznanego mi starszego pana, żeby podejść do mnie na przystanku autobusowym.
Ale podszedł i zaczął się nieprzerwany słowotok. On ma 77 lat, a nie wygląda! Na przystanku siedzą pewnie młodsi od niego, a on by ich 5 razy przeskoczył! On jest emerytowanym lekarzem, co on się naćpanych naoglądał. A te stare baby pogarbione, z wózkami łażą! Nawet nie dało się wtrącić słowa... Wszystkiego tu nie piszę, trwało to z 3-4 minuty, ale w tym czasie poznałam zdecydowanie za dużo jego poglądów na świat i życie.
Pierwszy raz człowieka spotkałam. Powiedział, że mieszka na osiedlu od pół roku. Oby to był pierwszy i ostatni raz... a najciekawsze jest, że ten emerytowany Adonis z bożej łaski ma 3 zęby. Wybaczcie dosłowność wpisu, ale facet mnie rozwalił. Krytykował wszystkich, ale jak się spojrzało na jego twarz, to brał pusty śmiech. Do autobusu wsiadłam innymi drzwiami i przeczepił się do jakiejś innej osoby.

Małe (albo i nie) dopowiedzenie.
Nie mam nic przeciwko pogawędkom z nieznajomymi. Pracuję w miejscu, gdzie często rozmawiam z kimś obcym, o życiu, o chorobach, o czymkolwiek i jest ok. Problem z tym panem polegał na tym, że my nie rozmawialiśmy. On mówił do mnie tonem kategorycznym i niestety stanął zdecydowanie za blisko, a nawet próbował się zbliżyć jeszcze bardziej. Ja rozumiem, że może i jest samotny (wspomniał, że żona zmarła, a córka gdzieś za granicą), ale jednak jechał gdzieś do pracy... i są granice, których inteligentny człowiek nie powinien przekraczać. A ja poczułam się bardzo niekomfortowo w tej sytuacji i z ulgą pożegnałam pana.

Przystanek autobusowy

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 19 (53)

#91269

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Krótko o tym, jak młoda dziewczyna, może ze stresu lub braku doświadczenia, jest piekielna sama dla siebie.

Sezon komunijny, ja matka chrzestna, chcę wyglądać na imprezie jak człowiek. Idę po nowe buty. Wyboru wielkiego nie mam, idę do sieciówki, przymierzam, pasują, biorę! Idę do kasy, na pudełku cena 89,99 zł. Zaglądam do portfela, z ulgą stwierdzam, że mam 90 zł w drobnych banknotach, a nie 100 czy 200; daję ekspedientce 50 zł, 20 zł i dwa razy 10 zł. Prosty rachunek, należy mi się 1 grosz reszty.

Młodziutka ekspedientka przeliczyła kilka razy te pieniądze i wydała mi 10 zł i 1 grosz. Zapytałam dla pewności, czy cena to 89,99, bo przecież mogłam dostać magicznie jakiś rabat, ale nie, potwierdza, że 89,99 i patrzy na mnie dziwnie, czego od niej chcę. W końcu zauważyła swój błąd i 10 zł zabrała, a ja swój grosik.

Mnie tam nie kręci takie "zdobyczne" 10 zł, ale wiem z obserwacji, że nie jedna osoba wzięłaby tą resztę bez słowa i wyszła. Miałam już podobną sytuację z większą kwotą i osoba, która stała następna w kolejce powiedziała: trzeba było brać! Dziewczyna z twarzy wyglądała na jakieś 20 lat i stres na poziomie sapera przy bombie. Może to był jej pierwszy dzień w pracy, może ma piekielną kierowniczkę. Jeśli myliła się tak wcześniej, to z wypłaty może jej wiele nie zostać.

Bądźcie wyrozumiali dla kasjerów.

Sklep obuwniczy

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (155)
poczekalnia

#91212

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
To jest w zasadzie apel. Do pieszych.
Ja jestem i kierowcą i pieszym. Ale mam takie wrażenie, że część pieszych, która nie ma prawa jazdy, ma zupełnie błędne wyobrażenie i o prowadzeniu pojazdu i o nadludzkich możliwościach innych ludzi. W ostatnich dniach miałam dwie sytuacje z pieszymi na pasach, które przekonały mnie, że ludzie czują się nieśmiertelni.
Pierwsza sytuacja. Teren zabudowany, więc już zapobiegawczo jadę jakieś 40 km/godz., zbliżam się do pasów przy markecie z czerwonym owadem. Na drugim pasie w przeciwnym kierunku jedzie ciągnik siodłowy zwany tirem, a za nim sznurek osobówek. Geniusz wszedł na pasy, gdy minął je ten tir. Kierowca z osobówki za tirem go widział, ja nie. Dobrze, że miałam małą prędkość, pedał w podłogę, zachrobotało w kołach, ale stanęłam. To nie pierwsza taka sytuacja, dlatego jeżdżę jakbym jajka woziła. Ale gdyby na moim miejscu był jakiś mniej ostrożny? Pan najwyraźniej ma kilka żyć.
Druga syutacja. Inne miasto. Jadę główną, też w zabudowanym, dużo bocznych uliczek, pasów, światła co kawałek. Przejechałam przez pasy, gdy piesi byli już na nich. Powiecie moja wina. Problem polega na tym, że idealnie schowali mi się za słupkiem oddzielającym przednią szybę od drzwi kierowcy. Nie miałam szans ich wcześniej zobaczyć. A oni, tak myślę, uznali, że ich widzę i weszli sobie bez zastanowienia, czy jest bezpiecznie.
Prawo dające pieszym pierwszeństwo powinno zostać zmienione, bo ludzie nie potrafią z niego korzystać właściwie. Nadal należy upewnić się, że jest bezpiecznie zanim wkroczymy na pasy. Ja idąc pieszo i przechodząc przez pasy, gdzie nie ma świateł, zawsze czekam aż kierowca przynajmniej mocno zwolni. Osoby wchodzące na pasy bez choćby rozejrzenia się prawo-lewo to dla mnie przestępcy. Kierowca nawet jeśli na czas zauważy, to jeszcze jest czas reakcji i jeszcze pojazd musi zareagować. Dbajmy wszyscy o wspólne bezpieczeństwo i zachowujmy się ostrożnie.

Przejścia dla pieszych

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 31 (83)

#90403

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Nasze (nie)kochane koleje odc. pt. Stolica.

Dzień powszedni na kolei. Wracamy sobie z zagranicy (z sąsiedniego kraju, mało istotne skąd). Chcemy się dostać na Dworzec Centralny celem powrotu do domu. Ale w Polsce nie może być łatwo, musi być zawsze pod górkę, ewentualnie muszą być schody. I nam się te właśnie schody przytrafiły, aż trzy.

1. Podchodzimy do automatów biletowych przy lotnisku, celem zakupienia biletów na S-kę. Szybko, bez korków. Ale przecież jesteśmy w Polsce. Automaty są jakoś tak cudownie skonstruowane, że jak nie zapłacisz w ciągu chyba 5 sekund, to transakcja jest odrzucana. Albo odrzuca banknot. Po kilku bezowocnych próbach zwycięstwo, mamy je, ale co z tego. S-ka nam odjechała. Jesteśmy w stolicy, jakoś dojedziemy.

2. Udajemy się na autobus. Przyjechał, wsiadamy, tłok jak to w komunikacji przy lotnisku. Pech chciał (albo i nie chciał?) trafiliśmy na te wykolejone dwa tramwaje. Korek solidny. Wbiliśmy na dworzec 16:24, pociąg odjeżdża 16:29. Lecimy do biletomatu, pociąg już stoi, zapowiadają odjazd. Cierpliwie klikamy, karta w ręku, a tu na samym końcu transakcji pokazuje się komunikat, że zabrakło kartoników do drukowania biletów. Bo po co maszyna miałaby się zablokować po zużyciu ostatniego kartonika, żeby ludzie nie tracili czasu na zbędne operacje. To zbyt trudne do wymyślenia. Pociąg odjechał bez nas. Znowu.

3. Sprawdzamy na pkp.pl co mamy następnego. Jest coś za chwilę ze Śródmieścia, więc lecimy na złamanie karku. Co prawda czekają nas dwie przesiadki, ale powinniśmy jakoś ogarnąć. Kasy dobrze ukryte, ale jakoś znaleźliśmy. Podchodzę do okienka, mówię gdzie chcemy jechać. I tu scena jak z filmu ,,Miś" gdzie pani w okienku kasy mówi, że jest Ląd, Lądek Zdrój, ale nie ma Londynu. Kobieta chyba pierwszy raz słyszała nazwę mojego miasta, a nie jest to wieś na końcu świata, tylko miasto 100 000 mieszkańców. Ale dobra. Nie o to chodzi, żeby kasjerki z geografii Polski egzaminować. Pani patrzy w tablet i każe nam sobie na Dworzec Gdański metrem podjechać. Nie mam pojęcia czemu. Mieliśmy jeszcze minuty z biletu kupionego po ciężkich bojach na lotnisku, więc biegniemy na metro. Gdy wchodzimy akurat podjeżdża kolejka. Chociaż tyle dobrego. Na Gdańskim czekamy sobie już spokojnie na pociąg. Odjeżdżamy godzinę później, niż zakładaliśmy. I pewnie niejeden by powiedział, że tylko godzinę.

I aż się łezka w oku kręci, bo tam, skąd wróciliśmy, komunikacja publiczna jest rzeczywiście w XXI wieku, a nie jak u nas ledwo w początkach XIX. I nie piszę o Niemczech.

Koleje

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (175)

#90570

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Tytułem ostrzeżenia.

Dobra rada dla tych, co jeszcze nie byli, a chcieliby pójść na koncert na stadion narodowy w stolicy.

Nie warto. Nagłośnienie jest tragiczne, wyżej słychać tylko hałas. Siedziałam w sektorze G. Scenę obserwowałam z lornetki, a muzyki w zasadzie nie doświadczyłam.

Możliwe, że na niższych, czytaj droższych, sektorach jest lepiej, ale to wątpliwe.

Stadion Narodowy

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (151)

#90273

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Może to być pogląd kontrowersyjny, ale jestem zwolenniczką kontrolowania osób 65+ na okoliczność sprawności do prowadzenia pojazdów mechanicznych, dokładnie samochodów. Różnie bywa z kondycją w starszym wieku. Niektórzy powinni w pewnym momencie schować prawko do szuflady.

Jeżdżę do pracy na zmianę autobusem i samochodem. Czasem, gdy jadę samochodem, spotykam po drodze tytułowego dziadka w SUVie. Dziadek wygląda na steranego życiem, chyba już zgarbiony, bo twarz ma tuż nad kierownicą i jedzie jakieś 30 km/h. Rozumiem, samodzielność do końca itd. Ale tu mam wrażenie, że pan już nie radzi sobie z prowadzeniem, a na domiar złego kupił sobie samochód przekraczający jego zdolności manualne do prowadzenia, bo widać niepewne ruchy po tym jak jedzie.

Ale mylił by się ten, kto myśli, że jest jeden taki dziadek w SUVie na całe miasto. Dzisiaj inny, a jakże dziadek w SUVie wyjeżdżał z parkingu przy ulicy i stanął pod prąd, na ruchliwej drodze tuż za skrętem i światłami. Jechałam wolno, ale i tak musiałam sprawnie zahamować, żeby dziadkowi przodu nie skasować. A dziadek kręcił i kręcił kierownicą, aż ukręcił i odjechał wreszcie. I tylko na usta mnie się cisnęło, żeby jednak coś mniejszego sobie kupił do jeżdżenia...

Dziadek w wielkim SUVie na ulicy

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (131)

#90135

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Portal mający (teoretycznie) służyć poprawie bezpieczeństwa publicznego. Zgłaszasz anonimowo, że zauważyłeś coś zagrażającego bezpieczeństwu, a ktoś to weryfikuje. Zastanawiam się tylko, czy faktycznie ktoś wstaje od biurka i jedzie do miejsca, które zostało zgłoszone.

Mam nieodparte wrażenie, że jednak policjanci robią te weryfikacje na odp**** albo zza biurka, albo losowo uznają zasadność zgłoszenia.

Zgłosiłam, że na drodze krajowej jest błędne oznaczenie. Na wzniesieniu jest linia przerywana. Kiedyś o mało nie miałam tam czołowego zderzenia, bo ktoś, korzystając z tej przerywanej, wyprzedzał tuż przed górką. Szczęśliwie hamulce zadziałały. Zgłoszenie uznano za niepotwierdzone. A na tym odcinku co kilka-kilkanaście dni coś się dzieje. Zgłaszam przypadki miejsc, gdzie coś niebezpiecznego mi się przytrafiło. I w większości przypadków moje wpisy są uznawane za niepotwierdzone.

Chyba musi dojść do wypadku, ktoś musi zginąć albo stracić zdrowie, żeby dane miejsce wzięto pod lupę.

Ja wiem, że idiotyczne przepisy każą rozpisywać przetarg na każdą kreskę namalowaną na jezdni. Ale w tym rejonie zginęło już kilka osób. A oznaczenie bez zmian. Zasady weryfikacji pozostają tajemnicą.

Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (157)

#90179

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Łaska urzędu.
Historię usłyszałam od bohatera tej opowieści.

Starsze małżeństwo mieszka w starym domu na osiedlu, które od jakiegoś czasu jest "sypialnią" pobliskiego miasta. Od około 30 lat jest ta dzielnica w okolicy symbolem snobizmu i nowobogactwa. Mieszka tam tzw. elita.

A pan, dajmy mu na imię Jan, mieszka tam 48 lat. Jego problem (a także 86 letniej sąsiadki, mieszkającej tam 63 lata) polega na tym, że jego posesja jest idealnym miejscem do przedłużenia osiedlowej drogi. Ponieważ jest to alternatywna (boczna) droga dla zatłoczonej rano i po 15:00 drogi głównej, urząd miasta zamierza od kilku lat tą właśnie alternatywną przedłużyć kosztem dwóch zamieszkanych posesji.

Najpierw im powiedziano, że dostaną wycenę nieruchomości i rekompensatę za wywłaszczenie. Potem nastała cisza. A następnie jedni i drudzy (86-latka mieszka z synem) nakaz opuszczenia posesji w ciągu 30 dni.

Przejechali się jednak urzędnicy na tej sprawie, bo chociaż pan Jan nie wygląda groźnie, ale ma zięcia prawnika. Ten złożył odwołanie i temat ucichł. Od 4 lat nie wiedzą co dalej z nimi będzie. W perspektywie mają przeprowadzkę. Ale ponieważ nadal nie dostali wyceny nieruchomości, nie wiedzą na co będzie ich stać. Żona pana Jana nabawiła się z tej niepewności nerwicy lękowej. I trudno się dziwić. Ludzie mieszkają tam większość życia i na starość mają się wynieść. A urząd albo chce przeczekać, bo przecież idą wybory samorządowe, więc taka sprawa mogłaby posłużyć w kampanii wyborczej jako argument dla kontrkandydatów, albo postanowili wyczekać, aż mieszkańcy powymierają. A brak informacji i trzymanie ich w niepewności ma w tym pomóc...

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (117)

#89517

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Anty-ekologia.

Weszłam na szybkie zakupy "śniadaniowe" przed pracą do popularnego dyskontu. Wpakowałam do jednej torebki foliowej (dla ekologii) bułkę słodką i wytrawną, i pędzę do kas. Kasy z obsługą oblężone jak Kamieniec Podolski w znanym filmie, ale samoobsługowe mrugają do mnie zachęcająco ekranem.

Kasuję pierwszą bułkę, to znaczy wyszukuję ją w liście, i odruchowo odkładam na właściwą stronę kasy, ale przecież w folii jest jeszcze ta druga. I zaraz kasa krzyczy o niewłaściwej wadze produktu. I każe czekać na pomoc, która i tak by nie nadeszła. Chciała nie chciała, idę po drugą folię, przekładam, nabijam drugą bułkę, odkładam na właściwe miejsce. Żeby nie było niedomówień, przy stoisku z pieczywem nie było papierowych torebek.

I tak się teraz zastanawiam jedząc tą bułkę, gdzie ta ekologia, skoro i tak zaraz wyrzucę obie te foliówki do kosza... A przecież można (bo widziałam takie cuda, ale w markecie budowlanym) zrobić kawałek blatu, rolkę papieru pakowego z nożykiem do łatwego odrywania potrzebnego kawałka. Ludzie by sobie zapakowali, bez zbędnej folii. Ale ekologiczne rozwiązania to u nas nadal puste hasła.

Stonka

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 159 (175)

#90050

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Komórka urzędu powiatowego w teorii mająca pomagać osobom niepełnosprawnym. W teorii, bo w praktyce jej siedziba mieści się na 2. piętrze budynku bez windy.

Załatwiałam komuś sprawę, osobie z dużymi problemami w poruszaniu się. Ja weszłam na to 2 piętro, ale już widzę kogoś o kulach, jak wdrapuje się tam. Byłam w sprawie wniosku o coś tam, nieistotne. Na żadnych drzwiach nie było napisane, co można za nimi załatwić. Pracownica przechodząca obok zapytała czego szukam i pokierowała mnie. Ale gdyby akurat nikogo nie było?

W środku dowiedziałam się, że nie mam jeszcze 3 kolejnych, koniecznych wniosków. Osoba zainteresowana pobierała ze strony internetowej to, co miałam ze sobą. Nie wiem, czy nie zauważyła reszty, czy ich tam zwyczajnie nie umieścili. I w związku z tymi brakami, papierów nie przyjęli wcale. A przecież można rozpocząć bieg sprawy i nakazać uzupełnienie brakujących papierków w jakimś tam terminie. Ale po co ułatwiać życie komuś, kto i tak ma już pod górkę. Zbiera mi się na napisanie skargi na piekielne starostwo powiatowe.

Dodam, że bezpośrednio pod budynkiem nie ma żadnego parkingu ani miejsca postojowego dla osób niepełnosprawnych. Chcesz się dostać, to sobie radź.

Starostwo powiatowe

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (160)