Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Tee_can_do_that

Zamieszcza historie od: 8 listopada 2021 - 13:51
Ostatnio: 18 stycznia 2023 - 11:05
  • Historii na głównej: 30 z 34
  • Punktów za historie: 3250
  • Komentarzy: 29
  • Punktów za komentarze: 104
 
poczekalnia

#89432

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia #89423 przypomniała mi coś z czasów liceum.
Realiów polskich szkół nikomu przedstawiać nie trzeba. Szatnie od wf-u w mojej szkole były dosyć obskurne, o indywidualnych szafkach nie było co marzyć. W pierwszej klasie co jakiś czas zdarzały się kradzieże w damskiej szatni, ale nikt nikogo za rękę nie złapał. Były podejrzenia wobec jednej koleżanki, ale dowodów nie było. W drugiej klasie nie odliczyły się 3 dziewczyny, w tym ta podejrzewana.
Więcej kradzieży nie było. Ale to, co zginęło, to przepadło. A piekielna była nasza wychowawczyni, która nic nie zrobiła w tej sprawie, przez cały rok szkolny, a była właśnie od wfu...

Szkolna szatnia

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 28 (60)

#89401

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia z drogi o braku cierpliwości motocyklisty.

Wracałam pojazdem swoim do domu. Po drodze, "na ostatniej prostej" widzę z daleka mały zator, pechowo dla użytkowników drogi - przy wyjeździe ze stacji paliw. A przyczyną tegoż utrudnienia na drodze był ciągnik siodłowy, który najwyraźniej miał już chęci urlopowe, bo to tuż przed weekendem było. Kierowca sprowadził już ekipę, która miała zachęcić stalowego rumaka do dalszej jazdy.

Gdzie samochód się rozkraczył, tam go naprawiali, to nie osobówka, że przepchniesz, choć po drugiej stronie drogi parking i pełno miejsca. Siłą rzeczy samochody jadące pasem zastawionym przez "tira" musiały ustąpić jadącym z przeciwka. Normalna rzecz na drodze.

Nie był to duży korek, ot 5 samochodów. Ale motocykliście honor nie pozwolił stanąć jak przepisy nakazują, na końcu. On musiał na 3-go wjechać między te czekające na przejazd i te jadące wolnym pasem w przeciwnym kierunku. Dojechał do pierwszego oczekującego i w tym momencie ten samochód ruszył, bo mógł już przejechać. Domyślam się tylko, że kierowca osobówki nie spojrzał w lusterko, bo teoretycznie tego motocyklisty nie powinno tam być. Cudem nic się nie stało, ale niewiele brakowało do nieszczęścia. A stałby w tym mini korku może z minutę.

motocyklista

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (161)

#89367

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Remont 50-letniego budynku instytucji kultury, za bagatelka 7 mln. Trwał dwa lata, architekt wnętrz, te sprawy. Jest kilka ciekawostek, ale opiszę jedną.

Rzecz istota dla pracowników, zaplecze socjalne. Dla ponad 30 osób w budynku 2-piętrowym jeden mały pokój socjalny. Krzesła owszem są, dla 8 osób. Potrzebny będzie grafik na śniadania (teoretycznie nie wolno jeść i pić w pokojach, żadnych czajników przy stanowiskach pracy). Są meble kuchenne, a w nich ceramiczna umywalka (działająca) i zlewozmywak (pomimo, że budynek już odebrany, to nie podłączony). Nie ma natomiast żadnego gniazdka, żeby na blacie kuchennym postawić np. czajnik elektryczny, mikrofalówkę, ekspres do kawy. Nie ma też choćby dwupalnikowej indukcji ani czegokolwiek innego.

Gniazdka są, ale po drugiej stronie pomieszczenia, za stołem, przy oknie, tuż nad podłogą. I tam właśnie, na podłodze wylądował czajnik. Super bezpieczne miejsce, ktoś się zagapi i będzie wypadek. Lodówka też teoretycznie powinna stanąć pod oknem, ale że okna są od południa i oczywiście nie ma w nich rolet czy żaluzji (nie ma ich nigdzie, a o naklejeniu mlecznej folii podobno nie ma co marzyć), to stoi nie podłączona, bo niby przedłużacz to zagrożenie dla bezpieczeństwa, a stać przy oknie latem nie powinna, bo będzie się nagrzewać. Ale najciekawsze jest to, że znalazło się w pokoju socjalnym miejsce na specjalny kontakt dla komputera. Kto będzie tam z niego korzystał pozostaje zagadką.

I tak się teraz trzeba zastanowić, czy nie ma jakichś przepisów budowlanych, które określałyby co powinno być w pomieszczeniach użyteczności publicznej, czy architekt może swobodnie robić takie buble.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (153)

#89318

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W historii #89295 opisałam epizod z kazania. Ale jak zauważyłam w komentarzach, niezbędne jest tu dopowiedzenie.

Nie przeczę, że Kościół robi dużo dobrego. Historia jest o proboszczu. Tylko i wyłącznie o nim. A że ten człowiek "ma rząd dusz" w mojej parafii od 23 lat, to jest co opisywać.

Gdy przygotowywał pierwszy raz w mojej parafii komunię świętą powiedział do rodziców tak: wy tu sobie możecie gadać co chcecie, ja i tak zrobię po swojemu. To najlepsza recenzja jego osoby. Jak powiedział, tak robi do dziś.

Poprzednią parafię zostawił z ogromnym długiem, jak na tamte czasy niewyobrażalnym do spłacenia przez małą wspólnotę. U nas też szybko zaczęły się "niezbędne remonty". A to w kościele, a to na plebanii. A to nagle okazało się, że potrzebujemy nowej kaplicy na cmentarzu, za 400 000. Prosty człowiek może się tylko nie zorientować, że to, co wybudowano, mogło kosztować góra 300 000.

Dojrzał też okazję w cmentarnej bramie, która pojechała do pracowni konserwatorskiej ponad 10 lat temu, nie ma jej do dzisiaj. Wycięto stary drzewostan wokół kościoła, bo zagrażał budynkom. Miały być z tego nowe ławki... też ich do dzisiaj nie ma, a stare się chyboczą, jedzą je w najlepsze korniki. Jednocześnie można usłyszeć, jak chwali się otwarcie swoim domem w miejscowości uzdrowiskowej. Jest taki już słynny cytat, że nie chodzi o to, żeby zebrać, tylko, żeby zbierać. Kwintesencja proboszcza.

Osobną kwestią jest traktowanie wikarych. Był taki moment, że zmieniali się co pół roku, tak im było dobrze. Jeśli pojawił się jakiś z dłuższymi włosami, w następną niedzielę był już poprawnie obcięty.

Jak zaczęła się covidoza, to na tych, którzy przestali chodzić do kościoła z obawy o zdrowie mówił z ambony "przestraszeni" z wystarczająco dużą dawką ironii, aby ludzi zniechęcić jeszcze bardziej.

Czekam, aż ten pójdzie na emeryturę. Może nowy proboszcz odbuduje zaufanie lokalnej społeczności. A jeśli chodzi o zgłaszanie "wyżej", to słyszałam, że biskup wysyła niezapowiedzianie do podległych parafii swoich kasjerów do liczenia tacy, żeby go przypadkiem proboszczowie nie oszukiwali. Może plotka, ale jak patrzę, co się dzieje, to nic mnie nie zdziwi.

Jeśli macie u siebie księży, którzy pomagają i nie ciągną kasy ile się da, to zazdroszczę. Bo u mnie w parafii zawsze pieniądze są na pierwszym miejscu.

Parafia

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (161)

#89295

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mała parafia w niedużym miasteczku.

Proboszcz w kazaniu nawiązuje do sytuacji na Ukrainie, do uchodźców wojennych. Pada stwierdzenie, że przecież oni to nie są nawet Katolikami (czytaj między wierszami - nie przyjdą i kasą nie sypną). Wypowiedź jednoznacznie miała antyimigracyjny charakter i w przekazie podprogowym miała na celu zniechęcić ludzi do pomagania. Bo inne wyznanie. I gdzie tu miłość bliźniego i uczynki miłosierdzia względem ciała? - zarezerwowane tylko dla "naszych".

Ręce opadają. I nie ma sensu zgłaszać tego wyżej, bo przecież tam jeszcze gorzej.

Kościół

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (181)

#89258

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Sprawdzajcie listę zakupów na kasach samoobsługowych.

Sytuacja z dzisiaj. Market z czerwonym owadem.
Kupiłam 9 serków mascarpone, 2 słoiki fasolki, chleb i jeszcze dwa produkty, nie takie drogie. Kasa samoobsługowa pokazała 138 zł. Pomyślałam, że coś podwójnie nabiłam czy jak.

Sprawdzam i ku mojemu bezbrzeżnemu zdziwieniu mam w środku listy zakupów coś za 68 zł. Magicznie nabił mi się jakiś 12-pak słodyczy, których nawet nie było w pobliżu kasy.

Skąd zatem się wzięły? Rozważam działanie zdalne, bo nikt "ukradkiem" tego nie nabił. Poprosiłam panią kasjerkę o wycofanie tego. Nie była zdziwiona tą sytuacją, więc to nie był pierwszy raz.

Poprawiła i poszła bez słowa komentarza.
Kontrolujcie przy zakupach stan licznika na kasie. I tak jest drogo. A dać się w ten sposób oszukiwać nie ma sensu.

Market z owadem

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (188)

#89113

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Do kategorii taxi-hieny, ale stara historia.

Jechałam autobusem rejsowym, (chyba Poznań - Płock). W Strzelnie wsiadło starsze małżeństwo. Z aparycji pana wywnioskowałam, że to aspirująca klasa średnia.

Jak tylko zajęli miejsca pan zaczął na głos komentować taksówkarza, który ich wiózł, chyba od Gniezna, i jakoś nie mógł dogonić autobusu. Zajechał nawet do Mogilna, chociaż tam autobus nie ma przystanku, o czym go poinformowali.

I tak ich woził po okolicy, że mieli do zapłacenia grubo ponad 200 złotych, a jakieś 15 lat temu to była ładna suma. Niestety, te wszystkie określenia taksówkarzy gdzieś mają swój początek i rzucają cień na tych, którzy próbują zarobić uczciwie.

taxi taksówka

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (155)

#89144

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Nie bądź uciążliwym dla innych. Jeśli nie pytają o twoje życie prywatne, uszanuj, że nie chcą wiedzieć.

Akademik, tzw. segment - cztery pokoje ze wspólną kuchnią. Mieszkałam w fajnym akademiku, nowym, zadbanym, blisko uczelni. Tylko studiować i żyć po swojemu. Ale na pierwszym roku nie miałam spokoju. W pokoju obok mieszkała niewiasta z mojego roku, zmienię jej imię na Dżesika.
Otóż Dżesika miała brzydki zwyczaj nachodzić mnie w dowolnym momencie, nie zważając na to, czy mi w czymś przeszkadza czy nie.

Na początku jeździłam do domu co tydzień, bo i nie było aż tak daleko, i w tamtych czasach bilety studenckie były tanie. Ale przez to "przegapiałam" weekendowe poczynania Dżesiki, więc co poniedziałek miałam zdawaną bogatą relację z jej życia prywatnego, o którą nigdy nie prosiłam. Pakowała się do mojego pokoju i nadawała trzy po trzy przez godziny, albo stała wyczekująco w drzwiach i żądała, żebym szła do kuchni, bo ona będzie gotować i mam z nią siedzieć. Typ wybitnie atencyjny i uciążliwy.

Jestem raczej z typu ludzi mało społecznych (dlatego mieszkałam w pokoju 1-osobowym) i niekoniecznie miałam chęć wysłuchiwać jak i gdzie Dżesika spędzała czas z różnymi osobami, głównie płci męskiej, z czego była szczególnie dumna. Niestety byłyśmy na jednym roku, i chyba dlatego pozwalałam jej na marnowanie mojego czasu, który mogłam ciekawiej spożytkować.

Dzisiaj, 15 lat później, o osobach takich jak ja, mówi się powszechnie introwertycy i nasze introwertyczne odcinanie się od ludzi, których nie chcemy widzieć/spotykać/wysłuchiwać jest wreszcie uważane za nasze prawo. Ale wtedy uważano mnie za odmieńca. Od innych osób z naszego roku, po czasie, dowiedziałam się, że obgadywała mnie wszędzie, gdzie mogła. Bo jak tak można żyć. Krytykowała wszystkie moje poczynania, określała jako osobę nieprzystosowaną, choć powinna w tym czasie zająć się własnym życiem. Była niestety moim przeciwieństwem i chodzącą kumulacją braku wyczucia i taktu. I nie mogła pojąć, jak można żyć inaczej, niż ona.

Dodam tylko, że nie zaliczyła 1 roku i później miałam już bardziej wyrozumiałe współlokatorki, które szanowały mój styl życia.

Akademik

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (178)

#89196

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Internet, rzecz dzisiaj niemal tak potrzebna, jak prąd.

Budynek wielopiętrowy, w którym pracuję, jest z końca lat 80-tych. Różnych rzeczy można się spodziewać po prl-owskiej myśli budowlanej, ale tego, że w stropie będą takie szczeliny, że szczury będą tam wiły gniazda i notorycznie przegryzały kabel od światłowodu, to nawet najstarsi górale nie przewidzieli. I jedynie wi-fi z telefonów służbowych uratowało nas przez katastrofą...

Serwis się nie spieszy, mają czas. A tu XXI wiek na około...

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (130)

#89095

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Temat rzeka – temat śmieci.

Brud na ulicy to codzienność większości miast. Z tych, w których miałam okazję być, niewiele było naprawdę czystych (np. stare miasto w Zamościu w czerwcu 2019, byłam wtedy to mogę poświadczyć). W mieście, o którym tutaj czasem piszę, jest permanentnie brudno, prawie wszędzie. Zastanawiałam się kiedyś dlaczego. Zaczęłam od małego eksperymentu.

Zrobiłam kilka zdjęć syfu na ulicy, który leżał już kilka miesięcy (przez zimę) i wysłałam do tutejszego UM, anonimowo, na adres osoby odpowiedzialnej - wedle opisu stanowiska – za porządek na ulicach. Interwencja okazała się bardzo skuteczna. Dwa dni później spotkałam w tym miejscu ekipę sprzątającą. Niestety. Za kolejne dwa dni miejsce to wyglądało niemal dokładnie tak samo, jak przed sprzątaniem. Wnioski z eksperymentu były takie: na mieszkańców ignorujących kosze na śmieci nic nie pomoże.

Plotka głosi, że miasto ma podobno jedną 5-osobową ekipę sprzątającą na ponad 80 km kw. powierzchni, ale gdyby ludzie wrzucali śmieci do koszy, a nie tam, gdzie im akurat się zachce po drodze, mogłoby być trochę lepiej.

Czyżby piekielni mieszkańcy sami sobie śmiecili pod nogami, aby potem wypisywać złośliwe komentarze pod artykułami na lokalnych portalach, że brudno w mieście?.....

Miasto

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (152)