Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Tusiaczek

Zamieszcza historie od: 23 kwietnia 2014 - 21:47
Ostatnio: 21 lutego 2020 - 9:39
  • Historii na głównej: 10 z 13
  • Punktów za historie: 2313
  • Komentarzy: 15
  • Punktów za komentarze: 12
 

#86142

(PW) ·
| Do ulubionych
Idioci na drodze... Temat rzeka, a raczej Amazonka, a nie jakaś tam zwykła rzeczka.

Godzina w okolicy 7:50, więc wszyscy się spieszyli do pracy. Na moim pasie koparka, a z przeciwka kilka samochodów. W kolejce do wyprzedzenia koparki byłam czwarta, przede mną pani w Fiacie 500 - malutkie autko, którego zza samochodów, a tym bardziej zza koparki, raczej nie widać.

Kierowca pierwszy za koparką wrzucił kierunek i lekko się wychylił zza koparki, żeby widzieć, czy może rozpocząć manewr. Ja ze swojej dalszej perspektywy nie widziałam nic, więc pani przede mną raczej też nie.

Pani nie zwróciła większej uwagi na fakt, że kierowca na początku przygotowuje się do wykonania manewru ani na fakt, że dostawczak z przeciwka za chwilę zrówna się z koparką. Wrzuciła swój kierunek i pewnie wyjechała na przeciwny pas.

Całe szczęście, że kierowca dostawczaka zdążył skręcić na chodnik i nie staranować Fiata. A Pani w Fiacie? Pojechała dalej, nawet się nie zatrzymując.

P.S. Kierowca dostawczaka tylko machnął ręką, odkrzyknął do kierowcy koparki, że wszystko w porządku i pełno debili na drogach, a potem pojechał dalej w swoją stronę.

kierowcy samochody przepisy

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 94 (100)

#83195

(PW) ·
| Do ulubionych
Dużo się ostatnio pojawia historii o rowerzystach. Mając prawo jazdy zaledwie od czterech miesięcy, już mam ich dość. Mimo wszystkich piekielnych historii o niewyobrażalnej głupocie ludzkiej, moi kochani, po dzisiejszej sytuacji stwierdzam, że mało widzieliście.

Nowiusieńka asfaltowa droga rowerowa, oddana tydzień czy dwa temu do użytku, więc nic, tylko jeździć. Z tego cudu infrastruktury skorzystał jegomość hrabia rowerzysta. Niby w porządku?

Wracałam samochodem z pracy. Rondo już całkiem blisko, więc noga z gazu i oceniam sytuację, bo przed rondem pasy. Chodnik po prawej - jakaś babulinka sobie spokojnie tupta; chodnik + ścieżka z lewej - rower. Doświadczenie nakazało mi zachować szczególną ostrożność.
Z ronda zjeżdżał autobus, już zaczynał się prostować, kiedy rowerzyście zachciało się podjąć próbę samobójczą. Bez ostrzeżenia zjechał ze ścieżki (tu moje malutkie autko dało radę wyhamować do zera praktycznie w miejscu, na szczęście za mną było pusto) i przejechał nie więcej niż metr od maski autobusu, a sekundę później minął moją maskę z taką samą odległością, po czym pomknął jezdnią przed siebie, dalej stwarzając zagrożenie.

To nie jedyna historia z kategorii "Jak w wieku 20 lat opanować stan przedzawałowy" z uczestnikami ruchu drogowego w roli głównej, stąd moje wspomniane wcześniej doświadczenie.

rowerzyści ruch drogowy

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 80 (132)

#68726

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam 19 lat, więc nie tak dużo czasu minęło, odkąd chodziłam do podstawówki czy gimnazjum, ale aż mam ochotę powiedzieć "co się dzieje z tą dzisiejszą młodzieżą".

Droga do mojej szkoły prowadzi też do instytucji wyżej wymienionych.

Parking niedaleko gimnazjum okupowany przez "nałogowych palaczy" nie jest aż takim smutnym widokiem, jak to, że chłopcy niżsi ode mnie o głowę dmuchają mi tym dymem prosto w twarz, kiedy chcę przejść obok nich (chodnik, na którym zwykle stoją jest dosyć wąski), a ich koleżanki, zwykle ubrane w krótkie spódniczki i bluzki z dekoltem do kolan, im przyklaskują i komentują tekstami typu "pewnie sama nie pali, bo nie umie i pewnie cycków nie ma, bo ich nie pokazuje"...

Gimbaza gimbazą, ale żeby dzieci w wieku mniej więcej 7-10 lat kłóciły się o to, kto będzie jaką postacią z GTA V albo wyzywały się od k… ch... p...?! Dzisiaj, wracając ze szkoły, usłyszałam rozmowę dzieciaków na oko 11-letnich o tym, kto może im kupić wódkę albo chociaż piwo.

Zastanawia mnie, czy to ja jestem jakaś dziwna, że takie sytuacje mnie zasmucają, czy jednak ten świat zmierza w złym kierunku?

dzieciaki

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (351)

#79894

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja babcia się na mnie śmiertelnie obraziła.
"Coś jej zrobiła paskudo nieczysta?!" - zapytacie. Ano ośmieliłam się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że skoro jestem młoda to nic mi nie jest, a skierowanie do neurologa wymusiłam, żeby starzy ludzie umarli.


Cudowna kobieta...

Rodzina Babcia słuzba_zdrowia

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (153)

#77316

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejny przykład, że najciemniej pod latarnią.

Jestem na unijnym stażu z UP w Kancelarii Adwokackiej na stanowisku sekretarki. Z takiego stażu nie mogę zrezygnować ot tak. Niestety.

Szafowa zrobiła dobre pierwsze wrażenie, więc z wielką chęcią zaczęłam staż. Pracują tam cztery osoby: dwoje mecenasów, sekretarka i wielka pani Mecenas.
Przez pierwszy miesiąc było całkiem w porządku, drobne potknięcia były przecież zrozumiałe - nie miałam żadnego pojęcia o zawodzie adwokata, ani tym bardziej administracyjnej stronie tego zawodu.

Później zaczęła pokazywać swoją prawdziwą twarz:
- Miałam połączyć ją z klientem. Zamiast powiedzieć "z panią mecenas imię i nazwisko" powiedziałam odruchowo "z panią imię i nazwisko".
Tu już była pierwsza awantura, że nie jest z nikim na "ty". Tak, klient to słyszał.

- Czepianie się o zwykłe pierdoły jak zły kolor papieru toaletowego czy brudna wycieraczka przed budynkiem (który nie należy do nas, urzędujemy w lokalu wynajmowanym od miasta), a nawet o to, że jakim prawem podcięłam kwiaty w wazonie jest na porządku dziennym.

- Krzyczenie na mnie i koleżankę z sekretariatu, że musi płacić wysokie rachunki, na które nie mamy kompletnie wpływu, bo nie są związane z mediami też jest normą.

- Wielka Pani Mecenas nawet palcem nie kiwnie, siedzi całymi dniami w gabinecie i jedyne co robi to pije kawę. I robi awantury.

- Pani, nazwijmy ją Anną, jest adwokatem i córką WPM. Miała któregoś dnia wycięcie znamienia. Następnego dnia przyjechała do kancelarii blada i widać było, że źle się czuła. Biegała do łazienki wymiotować i kiedy poinformowała WPM, że jej niedobrze i że zaraz pojedzie do domu, WPM odpowiedziała jedynie "mi też jest niedobrze."

- Zwykle jest tak, że opłatę za stawiennictwo na rozprawie klienci uiszczają w sekretariacie. I tak też było z pewną starszą i bardzo schorowaną klientką. Po spotkaniu pan mecenas powiedział, że jemu też zapłaciła. WPM uznała, że trudno, jej błąd. Tak więc kobieta, która pewnie ostatnie grosze wydaje na leki zapłaciła podwójnie, czyli łącznie 1000zł i WPM nic z tym nie zrobiła.

- Pan mecenas, nazwijmy go Adamem, jest typem flegmatyka. Bardzo inteligentny facet, ale bardzo wolno myślący. WPM zrobiła sobie z niego kozła ofiarnego. Wszystko co pan Adam robi jest źle i "nikt nie pisze takich g**nianych pism jak ty". Jego i jego żonę wyzywa od najgorszych. Niestety tak mu już zniszczyła psychikę, że zwyczajnie widać jego strach przed nią. Wmówiła mu między innymi to, że nikt poza nią go nie przyjmie, dlatego w tym tkwi. Przeprasza ją nawet za to, że nie mógł do niej podejść jak go wołała, bo był w toalecie.

Historia jest napisana chaotycznie, ponieważ starałam się zawrzeć w niej najbardziej irracjonalne sytuacje, których jest mnóstwo każdego dnia.

Jedyne co mi pozostaje, to szukać pracy na własną rękę - tylko tak mogę przerwać staż bez konsekwencji, który mam aż do lipca.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 207 (239)

#72690

(PW) ·
| Do ulubionych
Rozbrajają mnie ludzie parkujący w moim mieście.

Jest sobie "skarpa", ze sklepami, bankami, chodnikiem i bardzo stromymi schodami bez barierek i podjazdem (osoba niepełnosprawna nie da rady wjechać sama). Przy skarpie, równolegle, jest chodnik. Chodnik ma metr szerokości, obok są 3 parkingi - za skarpą, naprzeciwko chodnika i po drugiej stronie ulicy. Chodnik jest okupowany przez samochody w taki sposób, że nie da się przejść, a już tym bardziej przejechać wózkiem.
Komentarze kierowców po nagłośnieniu sprawy przez lokalną gazetę i stronę internetową?
"Można przejść górą, ja samochodem na górę nie wjadę".
"Ja stawiam samochód tam, gdzie mi wygodnie, a nie gdzie innym pasuje".
"Nie będę przechodził przez ulicę, żeby wejść do sklepu".

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 208 (224)

#66804

(PW) ·
| Do ulubionych
O piekielnych sąsiadach.

Mieszkam w bloku, na parterze, mam psa - owczarka niemieckiego, czyli dosyć duża rasa i mam również balkon, na którym pies wyleguje się przez większość dnia. Balkon znajduje się "za blokiem" tzn podwórko, plac zabaw itp jest po drugiej stronie bloku. Niestety mam tez sąsiadów, którzy nie rozumieją proszonego ani grożonego.

Pies ten jest dość cierpliwą istotą do osób, które bardzo dobrze zna. Nieufny jest do osób obcych i szybko się wtedy denerwuje.
Najbardziej denerwuje go jak dzieciaki tych sąsiadów (ok. 7-letnie więc wydawałoby się, że powinny rozumieć proszony albo chociaż stanowczy ton) beztrosko zaczepiają psa, biegają przed nim, chowają się pod balkon i potem go wołają. Logicznym jest, ze pies nie rozumie, że to tylko zabawa i się denerwuje. Na podwórku mimo próśb aby nie podchodziły do psa, dzieci wołają "pieska, bo piesek jest grzeczny i ładny" i muszą biegać koło pieska i rzucać patykami do pieska i wyciągać rączki do pieska bo piesek jak jest 2 razy większy to przecież nie przewróci.

Rodzice nie są wcale mądrzejsi. Nie zwracają uwagi na prośby, groźby i kompletnie na nic co się do niech mówi: że pies nie przepada za dziećmi, że nie wiem jak zareaguje na piski blisko niego, żeby nie rzucały mu patyków, zabawek ani niczego i żeby nie podchodziły chociażby ze względu na jego gabaryty (nawet gdyby chciał dla zabawy coś zrobić, to nadal jest 2 razy większy).
Mało tego, robią sobie wycieczki z dziećmi pod nasz balkon żeby popatrzeć na pieska i zachęcać do dalszych zabaw: "zobacz jaki fajny piesek, a jaki grzeczny, na pewno będziesz mogła/mógł się z nim pobawić jak wyjdzie na dwór".

Nam już brak słów. Po prostu staramy się unikać sąsiadów kiedy wychodzimy z psem.
Zdarzyła się sytuacja, że groźniej zaszczekał na dziecko, kiedy rzuciło jakąś szyszką czy patykiem. Co rodzice na to? Właśnie nic. Nikt się nie zainteresował.

A jak się dziecku kiedyś stanie krzywda przez nieuwagę (nie wszystkie ruchy psa przewidzę), to będzie krzyk żeby uśpić, bo wściekła bestia.

sąsiedzi pies

Skomentuj (60) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 360 (450)
zarchiwizowany
Opowieść o pięciogwiazdkowym hotelu.

Będąc tam na praktykach przyszło mi kroić i układać na półmiskach ryby na jakiś bankiet. Kiedy jeden z kartonów niefortunnie znalazł się na podłodze, chciałam poinformować, że jadę do magazynu po drugi karton, na co opiekunka:
O: Eee tam, podnieś je, obczyść z piasku i to wystarczy.

Uważajcie więc, bo nie takie pięć gwiazdek jak je malują :)

hotel praktyki

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (27)

#63535

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłam ostatnio świadkiem cudu.

Do mojej szkoły weszła kobieta o kuli.
Jakiś chłopak niechcący zaczepił o kobiecinę ręką jak wychodził (przeprosił oczywiście) i się zaczęło... jaka ta młodzież niewychowana, nie mają szacunku do starszych, biegną na oślep, w ogóle nie pomagają innym itp., itd..

Mimo swojego pochodzenia od szatana, chłopak powinien zostać uznany świętym, ponieważ z tej wściekłości kobieta nagle ozdrowiała, bo po schodach wchodziła już bez kuli i co drugi stopień.

szkoła

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 272 (426)
zarchiwizowany

#62526

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie to historia o tym, jak nowy Pan Dyrektor zarządza więzieniem... ups, to znaczy szkołą.

Właściwie to dwie historie wynikające z tych samych przyczyn.

Chodzę do zespołu szkół licealnych i technicznych.
Od września w mojej szkole urzęduje nowy Dyrektor. Wszystko było w porządku, do czasu.
Zapewne w każdej szkole istnieje coś takiego jak "kocenie pierwszoklasistów". W mojej szkole zamiast indywidualnego kocenia między uczniami wprowadzone zostało kocenie zbiorowe, w dniu do tego ustalonym przez Radę. Owe kocenie wyglądało mniej więcej tak: Namalowanie kocich wąsów i noska wchodzącym na halę sportową pierwszakom (nie było to przymusowe), konkursy dla pierwszaków, quizy i ogólnie tego typu zabawy - nic strasznego.

Aż stał się Nowy Dyrektor.

Na poniedziałek (13.10) został zaplanowany apel z okazji dnia nauczyciela - normalna rzecz.

Wiadomo już o tym było ok. dwa tygodnie wcześniej.
Przedstawienie robione na szybko, z polecenia Dyrektora przez SAMORZĄD UCZNIOWSKI dla nauczycieli. Scenariusz i tak zrobili nauczyciele, jednak my - uczniowie i aktorzy stwierdziliśmy jednogłośnie, że scenariusz jest zrozumiały jedynie dla nauczycieli. Nauczycielki zgodziły się na nowy scenariusz, jeżeli powstanie on w maksymalnie jeden dzień. Jak powinno być pierwotnie ja i kilka innych uczniów stworzyliśmy całkiem ciekawy i zabawny scenariusz, który zrozumie każdy znający naszą szkołę.
Pomyliliśmy się.
Pan Dyrektor po zapoznaniu się z naszym pomysłem powiedział, że "scenariusz mają napisać NAUCZYCIELE i nasz scenariusz się nie nadaje bo Narodowy Dzień Edukacji to zbyt poważne święto, żeby traktować je jak zabawę"
Pewnie teraz pomyślicie, że nauczyciel starej daty, inaczej wychowany, otóż niespodzianka - jest to osoba ledwo po 30.
Od przedstawienia zostaliśmy odsunięci. Zdenerwowaliśmy się wtedy wszyscy, bo jednak trochę czasu spędziliśmy nas nowym scenariuszem i przygotowaniami.
Ale cóż, nie to nie. Zapomnieliśmy o sprawie.

A co ma do tego wcześniej opisywane kocenie? A no "Kocenia nie będzie bo to jest głupota, która pozwala na znęcanie się nad młodszymi kolegami i koleżankami i nie wypada takich rzeczy pokazywać publicznie. W tak ważny dzień odbędzie się jedynie pasowanie i przysięga pierwszoklasistów.".



Nadszedł dzień apelu, zmieniający całkowicie nawet najlepsze zdanie na temat Pana Dyrektora.
Lekcje zostały skrócone do 30 minut, aby nie tracić żadnej z nich przez apel, który miał się zacząć o 14.
Dyrektor wydał rozporządzenie, iż obecność pierwszoklasistów jest obowiązkowa, a z innych klas mają zostać wytypowane 15-osobowe delegacje. W porządku? Haha, my naiwni.
Około 13, kiedy większość klas skończyła zajęcia w ramach skróconych lekcji wytypowane delegacje czekały na apel, a reszta chciała spokojnie iść do domu.
Chciała. I na tym się skończyło, bo wszystkie drzwi i furtki zostały zamknięte na klucz, żeby przypadkiem nikt nie wyszedł ze szkoły. Mało tego, wyjść pilnowały na dodatek wicedyrektorki.

Skąd wiem, ze furtki również były zamknięte skoro nie dało się wydostać przez drzwi? Ludzie wychodzili oknami łazienek, po czym zaraz wracali.

Jedne drzwi zostały chwilowo otwarte dopiero, kiedy jeden z nauczycieli poszedł po dyrektora, ponieważ BURMISTRZ nie mógł dostać się do szkoły, po czym zostały na powrót zamknięte. Jedynie nauczyciele byli wypuszczani i wpuszczanie specjalnym przyciskiem, którego pilnował Pan Złota Rączka.
Siedzieliśmy uwięzieni w szkole do końca apelu.

Jeżeli obecność była obowiązkowa dla wszystkich to nie wystarczyło tego ogłosić?

W tej chwili nie możemy wychodzić nawet do szkolnego parku, ponieważ istnieje możliwość, że ktoś będzie palić, albo zniszczy jakiekolwiek mienie szkoły.
Wspomniałam, że Pan Dyrektor zamontował kamery w łazienkach?

szkoła

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (319)