Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

UnholyAvocado

Zamieszcza historie od: 7 września 2016 - 8:23
Ostatnio: 28 marca 2019 - 9:05
  • Historii na głównej: 3 z 3
  • Punktów za historie: 461
  • Komentarzy: 2
  • Punktów za komentarze: 3
 

#84070

(PW) ·
| Do ulubionych
Praca baristy, ciąg dalszy.

Poprzednio opowiadałem o złodziejach cukru. W pracy mam też od czasu do czasu do czynienia z wyłudzaczami/żebrakami. Tacy ludzie drażnią, bo samą taką postawą okazują kompletny brak szacunku do mojej osoby i pracy.

Pamiętam dwie konkretne sytuacje, które mnie rozbawiły do łez.

Podszedł do mojego stoiska pan, mniej więcej 30-40-letni. Zaczyna wypytywać o chłopaka, który tu pracował w porze wakacyjnej. Tłumaczę panu, że owszem, pracował tu jakiś chłopak w wakacje, ale teraz wrócił na studia i ja go zastępuje na czas nieokreślony.

Pan zaczął mi opowiadać, że mój poprzednik uratował mu życie, bo zadzwonił po karetkę, gdy pan dostał zawału. Ja, lekko oszołomiony tą informacją (bo dosyć nietypowa), odpowiadam, że jestem dumny z postawy poprzednika i cieszę się, że nie był obojętny. Pan na to rzucił pytaniem, czy w takim razie nie dostałby darmowej kawy.

Kompletnie zabił mi tym ćwieka! No bo, umm, nie powinno być na odwrót? Chyba to ratującemu należałaby się kawa, a ja w imieniu kolegi chętnie bym się napił. :D

Na moją odmowę pan się lekko zasmucił i sobie poszedł.

Drugą sytuację pamiętam, bo wydarzyła się dzisiaj. Mały ruch, to i ja zbijam bąki, wertując internet. Pan podszedł do stoiska i pyta o darmową kawę.

Odrywam wzrok od telefonu i proszę o powtórzenie, bo chyba nie rozumiem. Pan zaczyna coś bredzić, że ma własną kawę i czy (chyba z tego powodu?) dostanie kawę za darmo.

Chyba można domyślić się mojej odpowiedzi. Na moje stanowcze „nie” pan miał tylko jedną uwagę:
- A spal pan tę budę i sprzedaj na złom!

Może tak zrobię. Jak zbankrutuję, rozdając kawę za darmo.

miasto spotkań

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (121)

#83971

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak coś leży luzem, to trzeba zapieprzyć.
Sprzedaję kawę na dworze. W takim straganiku. Od strony klienta przytwierdzone są do lady pojemniki z rzeczami takimi jak drewniane mieszadełka, słomki i saszetki z cukrem. I o tym cukrze będzie.

W ludzi jakiś diabeł wstępuje, gdy widzą saszetki cukru luzem. Największymi złodziejami są albo patola, albo dzieciaki z pobliskich szkół.
Patola to patola, dla nich już nie ma szansy na rozwój. Ale dla dzieci jest.

Przedszkoli i szkół musi tu być kilka, bo codziennie mija mnie kilka wycieczek z wychowawcami. Pewnie sale gimnastyczna mają gdzieś poza budynkiem szkoły, nie wiem. Sęk w tym, że w każdej takiej grupie kogoś zaswędzą rączki.
Gdy takie dziecko przyłapię, zazwyczaj oddają skradziony cukier, czasem nawet nauczyciel ich zgani. Czasem mają mnie gdzieś i sobie odchodzą, a mi się nie chce biegać za dzieciakiem dla jednej saszetki cukru. A czasem po prostu otworzą skradziony towar i wyrzucą, a na złość!! Sytuację takie zazwyczaj mało mnie irytują, ale wczoraj to już mnie szlag trafił.

Przyłapuję takich na kradzieży, zirytowany ganię nauczyciela za brak przypilnowania dzieciaków. Na fakt, że kradną, belfer jedyne co powie, to "pewnie głodne są".
A przepraszam bardzo, czy jak ja jestem głodny to idę do sklepu na dział słodyczy i wyżeram za darmo cukierki, które leżą luzem?? Czy takie zachowanie nie byłoby naganne? To czemu podpierniczanie cukru ma być normalne? Kij z tym, jaka jest cena pojedynczej saszetki, chodzi o zasadę - nie kradnij. Rzeczy jak cukier, słomki, woda - nie żałuję podzielić się jak ktoś POPROSI.
Poprosi, a nie leci w kulki myśląc, że ja go nie widzę, gdy kradnie.
Albo że nie da się wyczuć, że tylko udajesz zainteresowanie ofertą, żeby zająć moją uwagę, podczas gdy koledzy biorą garść cukru.

Tak ciężko poprosić? To aż takie poniżające?

A jak dziecko jest głodne to nie moja sprawa, tylko rodziców, że nie pilnują, żeby dziecko głodne nie chodziło.

miasto spotkań

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (158)

#75055

(PW) ·
| Do ulubionych
Pewien Pan pojechał z rana na siłownię. Samochód zaparkować trzeba, to jasne. Pan był nawet na tyle przykładnym kierowcą, że ze dwa razy poprawiał manewr.

I poprawił.

Stanął idealnie pośrodku linii oddzielającej miejsca parkingowe. Idąc do budynku obejrzał się nawet kilka razy dla pewności.

Czysta złośliwość czy głupota?

parking

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 210 (232)

1