Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

WolverineX

Zamieszcza historie od: 3 stycznia 2016 - 13:37
Ostatnio: 17 stycznia 2020 - 17:35
  • Historii na głównej: 5 z 8
  • Punktów za historie: 950
  • Komentarzy: 95
  • Punktów za komentarze: 211
 

#76684

(PW) ·
| Do ulubionych
W zeszłym roku moi rodzice zamówili meble. Akurat tak się złożyło, że ich odwiedzaliśmy, gdy je przywieźli. 2 duże części i kilka mniejszych. Niestety, duże nie mieściły się w windzie i panowie musieli wnieść obie na 8 piętro po schodach. Również w mieszkaniu był problem z przechodzeniem przez drzwi. Jak się pewnie domyślacie, chwilę to trwało.

Przy drugiej lub trzeciej części, jeden z dostawców wjechał na górę i poinformował kolejnego, że musi zejść na dół, bo jest problem.

Co było tym problemem?

Któryś "uczynny inaczej" sąsiad zgłosił na policję ich nieprawidłowo zaparkowany samochód. Oznakowany jako "Meble", widać, że ludzie się kręcą. Stał przed klatką, częściowo na chodniku, aby nie blokować przejazdu innym. Była to "ślepa" uliczka wewnętrzna, praktycznie bez ruchu. Głównie wykorzystywana przez mieszkańców do parkowania.

Szczęśliwie policja wykazała się rozsądkiem i nie wystawili mandatu. Powiedzcie mi, jaką kanalią trzeba być, żeby zadzwonić w takiej sytuacji?

policja sąsiedzi

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (182)

#78753

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia 1:
1-2 lata temu wyszliśmy z bratem na balety w Szczecinie. Jak można się spodziewać, trochę popiliśmy. Byłem wstawiony, ale przytomny. Nadeszła pora wracania i zamówiliśmy taksówkę. Taxi z czwóreczką. Kurs, jak z reguły, łamany. Odstawiliśmy brata i jedziemy do mnie.

(T)aksówkarz pyta, czy przez miasto, czy przez wioski. Zgodnie z prawdą odpowiadam, że panowie z reguły jeżdżą przez wioski. To jedziemy. Co ważne dla historii, kurs "ze strefy do strefy", z przejazdem przez obszary poza-strefowe.

Niedaleko domu okazało się, że T włączył bodajże 3 taryfę. Za kurs wyszło 2x tyle, co powinno: 80 zł vs 40 zł. Oburzony zadzwoniłem od razu do dyspozytorki z pytaniem, dlaczego. Poinformowała mnie, że kierowca miał prawo włączyć. Od wszystkich innych taksówkarzy tej firmy usłyszałem później, że jednak nie mógł, ponieważ kurs był ze strefy do strefy.

Historia 2:
W Krakowie powstała firma taksówkarska, zaczynająca jako firma przewozowa. Po zmianie przepisów przekształcili się w legalne taxi. Gdyby Apple produkował samochody, to tak by je nazwał.

Firma z niskimi, nietypowymi stawkami. Np. za postój w korku czas nie jest naliczany, czy to, że nie ma taryfy nocnej. Za przejazdy wychodzi naprawdę tanio.

Wszyscy taksówkarze przeklinają Ubera. Dlaczego o tym wspominam? Bo tak samo wszyscy inni przeklinali tę właśnie firmę. Psioczyli, że za tanio, że to się nie opłaca, że jak tak można, wyzywali od najgorszych, ręki koledze nie podadzą, jeśli przejdzie itd. itp.

A co mówili Ci, którzy przeszli? W większości bardzo zadowoleni. Że może taniej jeżdżą, ale jeżdżą cały czas i dużo więcej zarabiają. Wcześniej stali na postojach i mało mieli kursów. Spotkałem tylko 1 niezadowolonego - bo mu się nie opłaca.

Podsumowując: nie ma znaczenia, czy firma działa legalnie, czy może nie całkiem. Inni taksówkarze zawsze będą narzekali, jeśli pojawi się konkurent, który ma tańszą i lepszą usługę. Bo im się nie opłaca.

taxi uslugi

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (182)

#76706

(PW) ·
| Do ulubionych
Jeden z naszych telekomów komórkowych wprowadził nową usługę o nazwie "Serwis wyświetlacza". Super. Na pewno wiele osób miało ten problem. Telefon upadł i zbił się ekran. Fajnie byłoby go móc naprawić.

Ale jest pewien kruczek, o którym firma na swoich stronach nie informuje. Dopiero w regulaminie. A w nim możemy przeczytać.

Serwis nie dotyczy uszkodzeń:
1) spowodowanych wilgocią, zalaniem, rdzą lub korozją postępującą stopniowo;
2) polegających na zużyciu lub stopniowym pogarszaniu się jakości pracy wyświetlacza lub ekranu Urządzenia;
3) polegających na powierzchownych uszkodzeniach wyświetlacza lub ekranu Urządzenia, takich jak np.: porysowanie, wytarcie zewnętrznego lakieru Urządzenia lub uszkodzeniach nie wpływających na prawidłowe działanie Urządzenia; wszelkiego rodzaju
uszkodzenia estetyczne, wgniecenia, zadrapania, porysowania, odbarwienia i inne uszkodzenia, które nie mają wpływu na funkcjonowanie objętego ochroną serwisową wyświetlacza lub ekranu Urządzenia;

Wykluczeń jest oczywiście więcej. Ja to rozumiem tak, że jeśli ekran się zbił, ale nie wpływa to na użytkowanie, to usługa tego nie pokrywa. Jeśli się zalał, wtedy również nie. Jeśli się mocno zarysował, też nie. Generalnie musiałby się zbić tak, żeby nie dało się korzystać. Wtedy można wymienić.

Moim zdaniem nazwa usługi wprowadza w błąd, a sama firma jest piekielna, oferując płatną miesięcznie usługę, z której prawie nie można skorzystać.

telefony usługi

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 155 (181)
zarchiwizowany

#76698

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tym razem ja byłem piekielny. Mój samochód ma czujniki wokół. Boczne są dość czułe. Potrafią piszczeć, gdy jeszcze nie ma zagrożenia. Jakieś 20cm od przeszkody już jest sygnał ciągły.

Rzecz miała miejsce krótko po zakupie, kilka lat temu. Siłą rzeczy nie byłem więc do nich przyzwyczajony. Zresztą teraz też, gdy piszczą sygnałem ciągłym, to traktuję to jako stop.

Na osiedlu u nas jest wąsko. Przy wjeździe/wyjeździe z osiedla jest dłuższy odcinek prostej. Ciężko się na nim minąć, gdy są zaparkowane samochody. Większość mieszkańców stosuje zasadę, że kto pierwszy wjedzie na prostą, tego się puszcza czekając przed prostą.

Wyjeżdżam z osiedla, za mną kolejny samochód. I jedzie on lub ona z naprzeciwka. Nie pamiętam kto, więc przyjmijmy, że on. Nie zjechał przed prostą, żeby nas przepuścić. OK... spróbujmy się minąć. Gość się zatrzymał i czeka. OK... no dobra, jadę. Czujniki mi wariują, pole widzenia ograniczone, no ni chu chu. Czyli wsteczny i cofam, w myślach dodając "spieszyło Ci się i się pchałeś, to teraz poczekasz".

A nie cierpię cofać. Mam z tym problem, szczególnie gdy uliczka jest wąska i jest ryzyko zahaczenia. Do tego za mną samochód. Kobieta też się wścieka, że co ja robię, czemu nie jadę. Ale nic - cofa. Czujniki nadal wariują, widoczność ograniczona. Opornie to idzie.

W końcu udało się znaleźć kawałek miejsca i zjechać. Gość pojechał. Całość trwała kilka minut, więc na pewno nie zaoszczędził czasu. Nie żałuję. Poczułem wręcz satysfakcję, że poniósł konsekwencje braku kultury.

Zanim wylejecie na mnie falę krytyki wyjaśnię Wam, jak działa dzisiejszy świat. Jeśli jeszcze nie wiecie, to warto sobie przyswoić tę lekcję.

Napisałem, że facet się zatrzymał. To istotne, a nawet bardzo istotne. Dlaczego? Ponieważ to ja jechałem. Gdybym zaryzykował i zahaczył jego lub inny samochód, to JA byłbym winny. On zawsze mógłby powiedzieć "no ja widziałem, że się nie zmieścimy i się zatrzymałem, ale Pan jechał". To z mojego ubezpieczenia byłaby likwidowana szkoda OC i AC. Więc jeśli jesteście w takiej sytuacji, to zatrzymajcie się i czekajcie. Lub cofajcie.

ubezpieczenia sąsiedzi

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 20 (120)

#76297

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupowałem kiedyś mieszkanie. Oczywiście na kredyt. Zasadą wtedy było, że do czasu wpisania banku do księgi wieczystej było naliczane wyższe oprocentowanie.

Po 1-2 miesiącach oczekiwania udało się - dostałem dokumenty dla sądu. Nie było czasu i chęci tym się zająć, więc chwilę poleżały. W końcu złożyliśmy dokumenty w sądzie (po wniesieniu opłaty) i czekamy na wpis. Po jakimś czasie z sądu przyszła odmowa, z powodu błędnych danych w dokumentach przygotowanych przez bank. M.in. zły adres. Z powodu błędów opłata nie podlegała zwrotowi.

I znów nie było czasu się tym zająć. Sprawa przeciągnęła się do kolejnego roku. W styczniu odebraliśmy z banku nowe dokumenty. 2 m-ce później zostały złożone w sądzie (kolejna opłata) i, co ważne, tego samego dnia opłaciliśmy podatek i złożyliśmy PIT-y.

Jakież było nasze zdziwienie, gdy US wezwał mnie do wyjaśnień z powodu uchylania się od płacenia podatków. Co się okazało? Od nowego roku weszły w życie nowe przepisy, nakazujące opłacenie podatku w ciągu 2 tygodni od podpisania dokumentów w banku. Wcześniej termin ten był naliczany od dnia złożenia dokumentów w sądzie. Na nic nie pomogło tłumaczenie, że to nowy przepis, że nawet US na swoich stronach podaje jeszcze jego starą wersję. "My już znamy nowe przepisy". Kara się należy. Osobno za każdy PIT, z małą promocją (obniżką). Sytuacja w US była tematem http://piekielni.pl/70937.

W banku, przy podpisywaniu dokumentów, nikt nas nie poinformował o tym obowiązku. Postanowiłem więc wystąpić do banku o zwrot opłat poniesionych z winy banku, w tym kary nałożonej przez US, wyższego oprocentowania, podwójnej opłaty sądowej itp. Po podliczeniu wszystkich kosztów (tylko tych powstałych z winy banku) wyszło jakieś 1300 zł. Wątpliwości rozpatrywaliśmy na korzyść banku.

Bank przez kolejne miesiące ignorował temat i nie odpowiadał na reklamacje. W związku z tym założyliśmy im sprawę u Arbitra Bankowego. Ale składając wniosek uwzględniliśmy już wszelkie koszta, nie tylko te wynikające bezpośrednio z winy banku. Wyszło tego ok. 2300 zł. Bo jeśli już walczymy o pieniądze, to niech arbiter się wypowie co bank musi zwrócić, a czego nie.

W ciągu miesiąca bank nagle postanowił zająć się tematem i zawrzeć ugodę. Zadzwoniła do mnie pani z banku (PZB), prowadząca tę reklamację. Ta sama, która po informacji o karze nałożonej przez US zapytała:
- Ale czemu pan to składał do US? Przecież my nic im nie wysyłamy, więc nikt by nic nie wiedział.

Ugoda zawarta. Bank zapłaci całość. Pewnie jesteście ciekawi, jak negocjowałem?

PZB: W związku z założeniem sprawy u Arbitra, chcielibyśmy panu zaproponować ugodę.
Ja: Rozumiem.
PZB: Co by pan powiedział, gdybyśmy zaproponowali panu 2300 zł? (cała wnioskowana kwota)
Ja: Dobrze.
..... (chwila ciszy) .....
PZB: A gdybym zaproponowała mniej?
Ja: Ale zaproponowała pani więcej.

Tak że ten tego. Do boju, kochani.

bank pieniądze zwrot

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 188 (208)
zarchiwizowany
Tak się trafiło, że córa miała stan podgorączkowy. Do tego pokasłuje. Decyzja - lekarz. Córa w wieku 2 lat i 3 miesięcy. Mówi już bardzo ładnie, ale nadal nie potrafi wymówić wielu słów całych.

Obok klatki mijamy jedną z wielu sąsiadek, których nie znam, z pieskiem. Taki jakiś mały mops, czy inna a'la miniaturka buldoga? Fajny, przyjazny piesek.

Córa kocha zwierzaki i bardzo się nimi ekscytuje. Sami mamy suczkę - kundelka. Ten piesek był na smyczy, ale ciągnie do córki i stara się ją lizać. Córka piszczy. Uli, uli, uli! Chce lub może nawet głaszcze. Po prostu miód, sielanka.

No ale nic to, trzeba jechać. Ledwo się rozstaliśmy, ale mała cały czas krzyczy "uli, uli, uli". Staram się odkryć, co chce mi przekazać. I nagle przyszło olśnienie. Taka mała eureka, wiecie. Zrozumiałem! I na cały głos, w sposób niekontrolowany, cały roześmiany wypaliłem.

[J] Nieeee! Nieee! To nie królik! To piesek! Taki mały piesek! Nieee, to nie królik!

Niby mało piekielne, ale jakoś tak żal mi się zrobiło sąsiadki, która musiała wszystko słyszeć. Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam!

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (17)

#70937

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o skarbówce w mieście wojewódzkim, w zachodniopomorskim.

Ładnych kilka lat temu wzięliśmy kredyt na mieszkanie. Dokumenty w banku podpisane w styczniu. W marcu postanowiłem uporządkować sprawę księgi wieczystej. Papiery złożone w sądzie, a teraz, jako sumienny obywatel, do skarbówki złożyć PIT-y. Pani przyjęła, podatek opłacony, wszystko gitara.

Po pewnym czasie przychodzi wezwanie ze skarbówki do stawienia się jako "podejrzany o unikanie podatków". Okazało się, że zmieniły się przepisy i PIT-y powinienem złożyć, ale w styczniu. Do 2 tygodni po podpisaniu dokumentów w banku. A nie do 2 tygodni od złożenia dokumentów do sądu, jak było wcześniej.

Na nic nie pomogły tłumaczenia, że to coś nowego. Że rozliczałem się uczciwie, zgodnie z najlepszą wiedzą. Na nic przydał się wydruk z serwisu online skarbówki w innym mieście, który podawał przepisy, wg których się rozliczyłem, jako aktualne. Cytując z pamięci "nas to nie interesuje, my już znamy nowe przepisy". Za 16 zł odsetek, których nie zapłaciłem, miałem dostać ~600zł kary. PIT-y były 3, za każdy z osobna po 200 zł. Jakoś tak. Ostatecznie dostałem 400 zł kary. Taka promocja.

Załatwiając coś w tej sprawie w skarbówce, krótko po 30 kwietnia, uczestniczyłem w takim oto zdarzeniu. Do pomieszczenia wpada facet i do pani (PwO) w okienku mówi, że zapomniał złożyć PIT roczny i chciałby go oddać. PwO przyjmuje bez słowa. Patrzę na gościa, patrzę na panią, znowu na gościa. Sorry - petenta (P).

J: Musi pan złożyć czynny żal, bo dowalą panu karę.
P: (oczy jak 5 zł) Ale o co chodzi?
PwO: (oczy jak 5 zł na mnie)...
J: Musi pan złożyć czynny żal, bo dowalą panu karę. Bo składa pan po terminie.
PwO: (pilnie obserwuje)
P: Ale co to?

Już się szykuję tłumaczyć co i jak, gdy z łaską odzywa się... tak, tak:
PwO: Proszę kartkę i niech pan napisze, dlaczego oddaje pan po terminie.

Tak, to była ta sama PwO, która przyjmowała moje wcześniejsze PIT-y. Urocze.

A już najbardziej urocze jest, że w naszym państwie nie wystarczy przyjść do urzędu, żeby się sumiennie rozliczyć. Trzeba się jeszcze pokajać, jeśli zrobiło się błąd. A nie zrobiłoby się błędu, gdyby się o nim wiedziało. Tym samym należy pokajać się za coś, o czym się nie wie. Inaczej dostanie się karę.

Na koniec smaczek. Pani (B) w banku takim z żubrem, który dał mi te papiery do podpisania, na wieść o nałożonej karze:

B: Ale po co pan to składał? Przecież my nic nie wysyłamy i nie dowiedzieliby się..

I bądź tu człowieku uczciwy w państwie, w którym nawet rządzący kradną i wyciągają naszą kasę.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 269 (291)
zarchiwizowany

#70634

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Po przeczytaniu różnych historii o egzaminie na prawo jazdy przypomniał mi się mój własny. Będzie długo i nie całkiem piekielnie.

Rzecz miała miejsce jakieś 15 lat temu w Koszalinie. Czyli jeszcze na starych zasadach i bez kamer. Pierwsze zadanie - jazda po łuku. Pojechałem do przodu, do tyłu, wszystko świetnie. Pękam z dumy. Egzaminator każe mi się wychylić przez okno. Patrzę, połowa samochodu za linią ciągłą. Mocno się zestresowałem, ale powtórka poszła już dobrze, pomimo trzęsącej się nogi na gazie. Do tej pory nie lubię jazdy tyłem i nie czuję się z tym dobrze, co będzie tematem innej (mojej) piekielności.

Jedziemy na miasto. Wjeżdżamy w strefę domków jednorodzinnych a tam znak strefowego ograniczenia prędkości. W głowie przebrzmiewa "nie ze mną te numery, Brunner"*

Zjeżdżamy z górki i egzaminator każe mi się zatrzymać. Zakazu nie było, więc się zatrzymuję. A egzaminator (E) zaczyna wysiadać z samochodu. Już cały w nerwach patrzę na niego i cieniutkim głosem pytam:

J: Nie zdałem?
E: Co Pan, egzamin się jeszcze nie skończył, a Pan pyta, czy nie zdał? Proszę chwilę zaczekać, zaraz wrócę.

W głowie typowe WTF, ale czekam. Poszedł, załatwił coś w jakimś domku jednorodzinnym i szybko wrócił. Jedziemy dalej.

Po drodze policjantka nagle zdecydowała się zatrzymać samochód przede mną, tuż za przejściem dla pieszych. Ja na hamulce, wszak nie chcę się zatrzymać na przejściu czy wyprzedzać na przejściu, bo "na bank" obleję. No ni chu chu, zatrzymałem się w połowie tegoż. Patrzę na egzaminatora:

E: Proszę wyprzedzić.

Przed samym skrzyżowaniem z drogą główną ciężarówka skręcała w drogę, którą jechaliśmy. Egzaminator każe przepuścić, bo się nie zmieści. Może nawet cofałem. Na koniec, na zakręcie(wymuszona zmiana kierunku jazdy, bez możliwości innej jazdy) włączam w nerwach kierunkowskaz.

E: No i po co Pan ten kierunkowskaz włącza?

Wróciliśmy do WORD. Nie ukrywam - po tych wszystkich sytuacjach byłem zrezygnowany. W myślach żegnałem się z prawkiem (pierwsze podejście).

A tu niespodzianka - zdałem. I tak do końca nie wiem, kto był bardziej piekielny. Egzaminator, który podczas egzaminu wyskoczył załatwić jakąś sprawę, czy może mój tata, który później przyznał się, że był gotów dać łapówkę w razie porażki. A może egzaminator w ogóle nie był? Wielu innych na pewno by mnie oblało przy pierwszej okazji.

*Cytat niepoprawny, ale lepiej brzmi ;)

Koszalin

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (25)

1