Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Xynthia

Zamieszcza historie od: 30 sierpnia 2017 - 21:03
Ostatnio: 5 kwietnia 2020 - 15:41
  • Historii na głównej: 67 z 70
  • Punktów za historie: 9479
  • Komentarzy: 261
  • Punktów za komentarze: 1691
 
[historia]
Ocena: 12 (Głosów: 12) | raportuj
30 marca 2020 o 20:53

@Hatsumimi: No i właśnie o to mi chodziło, że nie wiesz, czy te rzeczy, które ludzie zamawiają, nie są im bardzo potrzebne. Nawet jakbyś wiedziała dokładnie, CO jest w paczkach, to i tak nie wiesz PO CO. Coś, co tobie wydaje się niepotrzebną duperelą, może się okazać (wbrew pozorom) rzeczą naprawdę niezbędną. Nie oceniaj pochopnie.

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 8) | raportuj
30 marca 2020 o 18:15

@singri: Dobrze, że nie używają dziennika elektrycznego, jeszcze by kogoś prąd "kopnął" ;) Sorki, musiałam :)

[historia]
Ocena: 18 (Głosów: 22) | raportuj
30 marca 2020 o 18:12

Super, że tak od razu, "od strzału" oceniłaś, co jest ludziom potrzebne, a co nie. Otóż informuję cię, że w ostatnich dniach zamówiłam przez internet (a więc naraziłam na niebezpieczeństwo pracowników sklepów internetowych!) następujące rzeczy: - słuchawki do komputera - Młoda ma lekcje on-line i okazało się, że słuchawki, które miałam w domu, są zepsute... - buty dla siebie - nie lubię kupować butów przez internet, ale muszę, bo mi się po prostu ku*wa rozwaliły, a do pracy w sandałkach nie pójdę, jeszcze nie ta pogoda... - planuję też zamówić mikrofalówkę - Młoda zazwyczaj jadła obiady w szkole, nie będzie siedzieć o kanapkach, jak ja jestem 12 godzin w pracy... Jakoś nie czuję się winna. Pozdrawiam!

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 9) | raportuj
23 marca 2020 o 7:33

@SirVimes: Tak z ciekawości, gdzie w takim razie kupić chomika? Dla mnie też jedyną opcją, jaka by mi przyszła do głowy, to sklep zoologiczny... Co do punktu drugiego, to jest to oczywiste (choć, jak widać z historii, nie dla wszystkich). A punkt trzeci - Kicia nie była (i nie jest do tej pory, bo nadal jest u mojej znajomej) kotem wychodzącym. Jak okazało się, że jest kotna, to mocno przyciśnięta córka znajomej w którejś rozmowie telefonicznej "przypomniała" sobie, że kotka jest kiedyś uciekła na dzień czy dwa.

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
23 marca 2020 o 7:26

@black_lemons: Bardzo słuszne pytanie, zapomniałam po prostu dodać w historii, że od czasów "chomiczkowych" do czasów "kocich" sytuacja mieszkaniowa się zmieniła. Na lepsze ;)

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
4 marca 2020 o 13:57

@GlowaWChmurach: Moja Kruszyna właśnie dlatego chodzi w kagańcu, mimo niewielkich rozmiarów i bezwarunkowej miłości do całego świata. Po prostu co znajdzie, to zeżre, w dodatku na spacerze szwankuje jej słuch albo umiejętność pojmowania komend, bo nie reaguje wtedy na "NIE RUSZ!", którą to komendę doskonale zna i w domu na to hasło wypuszczą natychmiast z pyska to, co tam akurat ma. A u mnie na osiedlu co prawda takich niespodzianek nie rozrzucają (chyba nie...), ale za to jest jakaś dziwna "moda" wyrzucania resztek jedzenia przez okno, nie będę ryzykować, że Kruszyna zeżre coś mocno nieświeżego albo, co gorsza, kość z kurczaka na przykład.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 7) | raportuj
3 marca 2020 o 6:19

@dyndns: No cóż, gdyby to nie babcia przyszła do trenerki z ŻĄDANIEM podpisu, tylko Pawełek z prośbą, to myślę, że doszłoby do jakiegoś kompromisu - np.: "OK, wystartujesz jeszcze w najbliższych zawodach, bo nie tylko ty, ale też pozostali chłopcy długo się do nich przygotowywali, a potem możesz odejść".

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 8) | raportuj
1 marca 2020 o 9:42

@Bryanka: Głównym argumentem babci było: "Pawełek nie może dźwigać!" (badania lekarskie do licencji przeszedł bez problemów, a to były rzetelne badania, a nie - chodź, dziecko, osłucham cię, obejrzę i podpiszę ten papierek). Owszem, w akrobatyce jest trochę dźwigania partnera/partnerki, ale w młodszych grupach wiekowych jest tego niewiele. Żeby było śmiesznej, dyscypliną, do której przeszedł Pawełek (czytaj - którą mu babcia wybrała) były skoki na trampolinach albo na ścieżce, teraz już dokładnie nie pamiętam, a więc sport o wiele bardziej obciążający stawy... No ale dźwigał nie będzie ;)

[historia]
Ocena: 25 (Głosów: 27) | raportuj
25 lutego 2020 o 19:51

Widzieliście, jakie cuda na Piekielnych się dzieją? Historia dodana o 17.55 ma po dwóch godzinach 85 oddanych na nią głosów, czyli więcej, niż niektóre historie dodane wczoraj...

[historia]
Ocena: -2 (Głosów: 2) | raportuj
14 lutego 2020 o 21:41

@nursetka: Ale ja nie wymagam idealnego porządku... Mnie bardziej chodzi o to, że jak jest bałagan, to trudniej utrzymać czystość, np. jak zetrzeć kurz z biurka, parapetu, półki z książkami, jeśli stoi tam milion rzeczy, których nie powinno tam być? Jak poodkurzać podłogę, jeśli nie widać jej spod porozwalanych zabawek, ubrań i innych rzeczy? Na bałagan mogę przymknąć oko, na syf - nie!

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 1) | raportuj
14 lutego 2020 o 21:37

@singri: Kurczę, dokładnie to samo mam z Młodą, co najmniej raz w tygodniu jest akcja "mamo, zgubiłam zeszyt/książkę/ćwiczenia do polskiego/matematyki/czegokolwiek". Po intensywnych poszukiwaniach zguba odnajduje się pod łóżkiem, na parapecie okna, w łóżku pod poduszką (???), w innym nieprawdopodobnym miejscu. Pytań typu: "widziałaś moją czarną gumkę do włosów?" nie zliczę...

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
14 lutego 2020 o 20:41

@GoshC: @Kitty24: @digi51: Dajcie spokój, to pewnie następny troll nam się zalągł...

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 10) | raportuj
14 lutego 2020 o 20:36

@singri: Nie odbierz tego jako pouczania, ale metoda "jeśli masz bałagan w pokoju, to nie możesz zapraszać koleżanek" niestety nie działa. Stosuję ją wobec Młodej i... nic. Bałagan jest stanem normalnym, chociaż potrafi się "sprężyć" i posprzątać pokój na błysk, bo ma przyjść koleżanka... Nie wiem już, co robić, chyba spróbuję zastosować metodę sprzed paru lat - wejdę z dużym workiem na śmieci i zacznę "sprzątać" metodą wyrzucania wszystkiego, co nie leży na swoim miejscu. Wtedy działało ;)

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 5) | raportuj
14 stycznia 2020 o 19:39

Po przeczytaniu coś około miliona historii o kurierach oraz po osobistych doświadczeniach z nimi, dochodzę do wniosku, że nieważna firma, ważny człowiek obsługujący dany rejon... Właśnie dzisiaj pan kurier - tak, akurat z DPD - zadzwonił, spytał czy jestem w domu, bo już dojeżdża, zmartwił się, że mnie nie ma, po czym wspólnie ustaliliśmy sobie na jutro przedział czasowy, który i dla niego, i dla mnie będzie najbardziej optymalny. Dokładnie tak samo bezproblemowo przebiegają kontakty z kurierem Pocztexu, a ileż ja się naczytałam na Piekielnych psioczenia na nich... Natomiast DHL po jednej próbie doręczenia (i to mocno wątpliwej, bo wyszłam z domu dosłownie na 10 min. z psem, no ale powiedzmy, że akurat trafił na ten moment) kazało mi odbierać moją paczkę z punktu położonego na peryferiach miasta. Dodam, że paczka miała wymiary nieco większe niż list - ot, taka grubsza koperta, bez problemów by się do skrzynki na listy zmieściła. Opłacona z góry.

[historia]
Ocena: 41 (Głosów: 43) | raportuj
13 stycznia 2020 o 22:11

Po przeczytaniu dwóch-trzech zdań przerwałam czytanie, wzięłam kartkę i długopis, po czy napisałam sobie, jak ta historia się rozwinie. Proszę, oto moje notatki: - poniżany i odtrącany chłopak po iluś tam latach jest przystojnym/bogatym/popularnym/atrakcyjnym mężczyzną; - wrednej i złej dziewczynie nie ułożyło się życie, ma dzieci/długi/faceta, który ją bije - spotykają się przypadkiem, ona go bardzo chce, on już jej nie; - daje jej efektowną nauczkę, aż kierowca przejeżdżającego autobusu zatrzymuje się i zaczyna klaskać... Potem spokojnie doczytałam do końca i okazało się, że miałam rację! P.S. Mnie też zastanawia punktacja tej historii, po dwóch godzinach od opublikowania zagłosowało na nią 140 osób??? W porównaniu z historiami wrzuconymi tuż wcześniej i tuż później, jest to zadziwiający wynik... Chyba duża ta podstawówka, do której chodzisz.

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 8) | raportuj
3 stycznia 2020 o 11:18

@Armagedon: Zmusić to nie, ale przytoczę ci krótką historyjkę - od razu zaznaczam, nie jestem na 100% pewna jej prawdziwości, bo nie byłam świadkiem, ale usłyszałam od osoby dla mnie wiarygodnej: Rozprawa o ustalenie alimentów. Tatuś się zapiera, że nie będzie płacił, bo nie ma z czego, zarabia najniższą krajową, a to już jego piąte (!!!) dziecko (zresztą każde z inną partnerką), jego po prostu nie stać na kolejne alimenty na kolejne dziecko. Sędzia na to - "Panie Piekielny, doba ma 24 godziny, na sen potrzebuje pan maksymalnie osiem, cała reszta do pana dyspozycji, można poszukać dodatkowej pracy, aby zapewnić utrzymanie dzieciom."

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
3 stycznia 2020 o 8:21

@zendra: Aż sprawdziłam ponownie - "...sąd przyzna pełnomocnika jedynie osobom nieporadnym, mającym trudności z występowaniem przed sądem, np. posiadającym orzeczony znaczny stopień niepełnosprawności." Za to teraz rozumiem, dlaczego aż takiego idiotę z siebie zrobił. I rozumiem pytanie sędziego, czy na poprzedniej rozprawie reprezentował go prawnik -"ważne dla sądu jest to, czy określona osoba występowała już przed sądem, czy ma doświadczenie w sporządzaniu pism sądowych lub czy skorzystała już z bezpłatnych porad prawnych". Czyli, podsumowując - owszem, wniosek może złożyć każdy, natomiast w niewielu przypadkach jest on rozpatrzony pozytywnie, i to właśnie miałam na myśli pisząc, że prawnik przysługuje tylko w pewnych przypadkach.

[historia]
Ocena: 10 (Głosów: 10) | raportuj
2 stycznia 2020 o 20:40

@Habiel: Nie wiem, może i wygląda to na "tłumaczenie się", ale nie o to mi chodziło. Po prostu tak jak pisała kilka komentarzy wyżej pusia, mnie też wkurza wszechobecny hejt na matki i przekonanie większości ludzi, że: - matka = madka zapatrzona w swojego bombelka; - samotna matka = nierób żyjący z "państwowych" pieniędzy; - samotna matka wnosząca o alimenty na dziecko = nierób j/w, ciągnący pieniądze nie tylko od państwa, ale i od biednego ojca dziecka. Nie podoba mi się takie myślenie, tego typu uogólnianie, więc po prostu na swoim własnym przykładzie próbowałam pokazać, że to niezupełnie tak... Oczywiście jednak "myślą przewodnią" tej historii było ukazanie kolejnych piekielności idioty. Jeśli odniosłaś inne wrażenie, no cóż, może znowu za bardzo emocjonalnie do tego podeszłam ;)

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 18) | raportuj
31 grudnia 2019 o 22:32

Ja parę lat temu dostałam od mojego ojca przelew zatytułowany "Dzień Dziecka". No fajnie, wiem że Dzień Dziecka, mam kalendarz. Jak przelew, to pewnie prezent, tylko pytanie dla kogo? Dla mnie? dla Młodej? Hmm... Dzieckiem swojego ojca jestem niewątpliwie ja, Młoda zaś jest dzieckiem w sensie jak najbardziej dosłownym, więc dla kogo ten przelew? No dobra, wiem że dla Młodej, ale to nie można było normalnie napisać, zamiast zakładać, że powinnam wiedzieć, że to nie dla mnie?

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 2) | raportuj
31 grudnia 2019 o 11:01

@mariamasyna: Tak, pokręciłam, ktoś już wcześniej mi zwrócił uwagę w komentarzu. Nauczka na przyszłość - nie wrzucać historii "na gorąco", w nerwach, tylko odczekać trochę i uspokoić się.

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 7) | raportuj
31 grudnia 2019 o 10:57

@magic1948: Pomijając już fakt, że alimenty na moje dziecko NIE są z Funduszu Alimentacyjnego, to zadziwia mnie logika twojej wypowiedzi. Ojciec nie płaci, alimenty są wypłacane z FA, więc wg ciebie z "państwowego cyca" korzysta matka? Bo mnie się wydaje, że w takiej sytuacji to na "państwowym" żeruje ojciec, ale co ja tam wiem...

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 6) | raportuj
21 grudnia 2019 o 15:37

@szczerbus9: Tak, "bezetki" to mój ulubiony temat (od bz - brak zadania). No teoretycznie to ja powinnam dopilnować, żeby dziecko odrobiło zadanie. A praktycznie to jak mam to zrobić, skoro dziecko nie zaznaczyło/nie zapisało sobie, co ma zrobić jako zadanie domowe? W szklaną kulę zainwestować czy co? Od nauczyciela też nie wymagam, żeby stał akurat nad moim dzieckiem i przypilnował, czy zapisała sobie, co ma zadane... Prosiłam, tłumaczyłam, wyciągałam konsekwencje - pomagało na krótko, po czym znowu "bezetka" w dzienniku. Dopiero w tym roku, jak poszła do czwartej klasy, problem się rozwiązał prawie że sam - jedna "bezetka", druga, a potem zdziwienie, że za trzecią już jest jedynka! I nagle nie zapomina, co ma zadane ;)

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
21 grudnia 2019 o 15:09

Tak mi jeszcze przyszło do głowy... A gdybyś ją zapisała na jakieś zajęcia sportowe? Po pierwsze - "wyszaleje się", rozładuje część tej rozpierającej ją energii. Po drugie - sport uczy też dyscypliny, umiejętności pracy w grupie, umiejętności pracy z samym sobą, poznania własnych potrzeb i możliwości. Ja wiem, że każde dziecko jest inne, ale mojej Młodej to pomogło, bo o ile w przedszkolu panie często mi zgłaszały, że Młoda ma problemy z koncentracją, nie umie się długo skupić na jednym zadaniu i "nosi" ją po sali, to już w podstawówce tych problemów nie było, chociaż Młoda nadal jest bardzo żywym dzieckiem z nadmiarem energii.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
21 grudnia 2019 o 15:01

@singri: Daj spokój, nie karm trolla... Przecież nikt na tym portalu nie bierze jej ani jej wypowiedzi na poważnie, więc nie bądź tą jedyną ;)

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 8) | raportuj
21 grudnia 2019 o 8:32

@singri: Dlatego pytałam, w której jest klasie, program "200 punktów na start" funkcjonuje chyba dopiero od czwartej klasy. Natomiast tu już widzę jeden błąd nauczyciela, wpisał uwagę i tyle. A może wystarczyłoby, żeby poprzedził to głośną informacją "przeszkadzasz mi w lekcji, wpisuję ci uwagę do dzienniczka"? Jakoś to podkreślić, że uwaga JEST karą, a nie tylko informacją dla mamy? Nie wiem, to już kwestia dogadania właśnie z nauczycielami...

« poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 następna »