Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Xynthia

Zamieszcza historie od: 30 sierpnia 2017 - 21:03
Ostatnio: 14 czerwca 2024 - 13:38
  • Historii na głównej: 133 z 142
  • Punktów za historie: 17438
  • Komentarzy: 537
  • Punktów za komentarze: 4055
 
[historia]
Ocena: 15 (Głosów: 15) | raportuj
17 kwietnia 2019 o 13:49

@FrAnnaMaj: Też nie rozumiem, a poza tym widzę, że dużo się zmieniło... Kiedy ja zapisywałam Młodą do żłobka, podstawowym warunkiem było zaświadczenie, że rodzice pracują. Ja, jako samotna matka, musiałam przynieść "tylko" swoje zaświadczenie (lub umowę o pracę/zlecenie) oraz jakiś dokument poświadczający, że wychowuję córkę sama - odpis wyroku o alimenty wystarczył. Innych "przywilejów" jako samotna matka nie miałam, no ewentualnie jako ulgę dla mnie można uznać to, że zamiast umowy zaakceptowali mi pismo od przyszłego pracodawcy, że zatrudni mnie z dniem 1 września (czyli jak tylko Młoda pójdzie do żłobka i będę mogła pracować). Umowę miałam donieść zaraz jak ją otrzymam, ale bodajże najpóźniej do 10 września. No, ale to było 7 lat temu...

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 10) | raportuj
11 kwietnia 2019 o 22:55

Czy ktoś mi wytłumaczy, jakim cudem historia wrzucona o 22.45 ma 10 minut później ocenę 67/169???

[historia]
Ocena: 10 (Głosów: 10) | raportuj
1 kwietnia 2019 o 17:36

U mnie na osiedlu jest ten sam problem, tylko jakby "zakamuflowany". Oficjalnie to każdy sprząta po swoim psie, czy to starsze panie, czy dorośli ludzie, czy młodzież, widzę ich wszystkich dumnie dzierżących woreczki na psie odchody. Tylko w takim razie niech mu ktoś wyjaśni, skąd naprawdę duża ilość psich kup na trawnikach??? Przestałam już Kruszynę puszczać luzem, bo jak zrobi "dwójeczkę" w odległym kącie trawnika, to po drodze do tego miejsca ładnych kilka razy napotykam na psią "niespodziankę", jak jest ciemno, to zdarza mi się w takową wdepnąć... Trudno, późna pora, więc pies na smyczy, załatwi się na skraju trawnika, gdzie posprzątam bez problemów typu - wracam i muszę czyścić buty.

Komentarz poniżej poziomu pokaż
[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
28 marca 2019 o 14:50

Jeśli już koniecznie chcesz jednym zdaniem: "Wchodząc do sądu, aktywowałem bramkę alarmową, a mimo to nikt mnie nie sprawdził". Nie ma za co!

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
18 marca 2019 o 20:51

@Shido: To musisz poczekać do środy lub czwartku, bo wtedy podobno odbędzie się to: "Zebranie... nooo gdzieś tak w przyszłym tygodniu zrobię." A ja wypowiedzenie złożyłam. Było ciekawie, ale nie piekielnie, więc czekaj na relację z zebrania, która na 99% będzie warta opisania ;)

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
18 marca 2019 o 20:47

@alicees: A chociażby w tym, że "dodatkowe obowiązki" są na tyle różne od naszych dotychczasowych, że wymagają ponownych badań u lekarza medycyny pracy na to konkretne, inne stanowisko? I nikt nie zamierza nas na takowe badania wysłać?

[historia]
Ocena: 24 (Głosów: 24) | raportuj
16 marca 2019 o 23:49

@quack: Bardzo byśmy chcieli renegocjować... Ale NIE MA PIENIĘDZY! No cóż, nie ma pieniędzy, to i nie ma pracowników ;)

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
12 marca 2019 o 8:36

@PiekielnyDiablik: A zauważyłeś, że dyskutujesz sam ze sobą? :))

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 7) | raportuj
4 marca 2019 o 19:37

@tomatek: Nie zostawiam nagminnie otwartego mieszkania, ale też nie zarzekam się, że nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Chyba były ze dwie sytuacje, kiedy wyszłam wyrzucić śmieci i nie zamknęłam drzwi na klucz.

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 4 marca 2019 o 19:40

[historia]
Ocena: -3 (Głosów: 7) | raportuj
4 marca 2019 o 19:30

@Bryanka: Ale ja właśnie napisałam, że zgłaszać to parę godzin po fakcie jest bez sensu...

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
4 marca 2019 o 19:28

@Crook: Kruszyna jest kruszyną w sensie wielkości jak najbardziej. To mały piesek, ale przeczący wszystkim stereotypom o jazgotliwych , małych psach. Kruszyną nie szczeka. Tak po prostu, nie szczeka prawie nigdy. Czasem w ferworze zabawy zdarza jej się wydać z siebie jedno pojedyncze szczeknięcie.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 18) | raportuj
3 marca 2019 o 20:14

Teraz dopiero przeczytałam komentarze, postaram się odpowiedzieć na poruszone w nich kwestie. Tak, nie zamknęłam drzwi, chyba wyraźnie to napisałam w historii. Tylko że akurat to mnie uratowało... I faktycznie, nie zadzwoniłam na policję. Taka myśl nawet nie przyszła mi do głowy, nie wiem czemu. Teraz kiedy czytam wasze komentarze, myślę że faktycznie należało, ja facetowi uciekłam, ale mógł próbować dalej i zrobić krzywdę komuś innemu. To, czy policja by zareagowała, czy nie, to już kwestia mocno dyskusyjna, ale rzeczywiście - nawet nie sprawdziłam tej opcji. Natomiast zamierzałam (i nadal zamierzam) zawiadomić zarządcę budynku, bo tam, jeśli zgłaszam jakikolwiek problem, to jest on rozwiązany - albo przynajmniej są podejmowane próby jego rozwiązania. Chyba podświadomie przyszła mi na myśl opcja, która ma największe szanse powodzenia... Co do napisania historii na Piekielnych - po prostu musiałam się "wygadać", wyrzucić to z siebie, jakoś odreagować, naprawdę byłam mocno roztrzęsiona, a przyjaciółka przyjaciółka była mi niedostępna na ten moment. Kiedy już się z nią skontaktowałam, poradziła mi to samo - zadzwonić na policję, niestety było już parę godzin po fakcie i o ile zaraz po zdarzeniu może potraktowaliby moje zgłoszenie poważnie, to po takim czasie już wątpię. Drzwi nie uszkodzone (rano sprawdzałam), na monitoringu widać by było ewentualnie, że przyspiesza na mój widok i skręca do moich drzwi, w historii wspominałam, że miejsca pod samymi drzwiami kamera nie obejmuje. Mogą twierdzić, że tylko chciał się o coś zapytać i grzecznie pukał. Na moim piętrze na pięć mieszkań jedno stoi puste, w jednym bardzo mili sąsiedzi, którzy niestety wyjechali na weekend, dwa najbardziej oddalone ode mnie zajmują starsi ludzie - nie ma szans, żeby ktoś coś słyszał. Ale i tak zadzwonić mogłam, no wiem. Teraz to wiem, niestety okazało się, że silny stres wpływa bardzo negatywnie na moją zdolność racjonalnego myślenia.

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 4) | raportuj
23 lutego 2019 o 10:44

@PooH77: Skąd się autorce wzięło to "sprzedarzowych", jest dla mnie największą zagadką, bo w tym samym zdaniu kawałek dalej jest "sprzedaż"...

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 9) | raportuj
30 stycznia 2019 o 8:26

@Poecilotheria: Jak dodajesz historię bez logowania się, jako "bezkontowiec", to ona faktycznie czeka jakiś czas na akceptację, czasem nawet około doby. Zdaje się, że tak samo jest, gdy dopiero co zakładasz konto i wrzucasz swoją pierwszą historię - też czeka na akceptację. Tylko historie osób, które mają tu konto, a na nim już jakieś historie, pojawiają się w poczekalni natychmiast po kliknięciu w "dodaj". Natomiast ten wysyp "bezkontowych" historii da się bardzo łatwo wytłumaczyć - ferie się zaczęły...;)

[historia]
Ocena: 11 (Głosów: 15) | raportuj
28 stycznia 2019 o 20:40

Czy ktoś mógłby mi przetłumaczyć zdanie: "...gdy tylko w rozmowie z rodzicami sprzeciwię się ich wyborowi na korzyść brata rozpoczyna..."???

[historia]
Ocena: 12 (Głosów: 16) | raportuj
24 stycznia 2019 o 19:10

@kitusiek: Odnośnie biednych pszczółek, którym kradniemy miód - proponowałam kilku weganom (gdy rozmowa zeszła właśnie na temat pszczół i miodu) zapoznanie się w tematem negatywnego wpływu telefonii komórkowej na pszczoły - najostrzejsze stanowiska twierdzą, że telefony komórkowe powodują wyginięcie pszczół, te łagodniejsze są zdania, że po prostu im szkodzą. No cóż, nie oczekiwałam że każdy weganin natychmiast wyrzuci swój telefon, ale oni nawet nie chcieli zapoznać się z wynikami przeprowadzonych badań, zostałam wyśmiana i tyle. Ale to zabieranie miodu pszczołom jest złe...

[historia]
Ocena: 18 (Głosów: 20) | raportuj
21 stycznia 2019 o 18:49

@FlyingLotus: Zarobił - jego sprawa na co wyda ;)

[historia]
Ocena: -3 (Głosów: 3) | raportuj
7 stycznia 2019 o 22:56

@Habiel: Ech Habiel, Habiel... Ponieważ mam cię za rozsądną osobę, to odpowiem na spokojnie. Od nikogo nie wymagam, żeby wierzył w moje historie. Ja wiem, że są prawdziwe, ale jeśli ktoś jest innego zdania, no to trudno, w sumie to tylko można pozazdrościć, że podobne sytuacje ich nie spotkały, więc nie chcą wierzyć. Po drugie - a to jest jakoś "dopuszczalna częstotliwość" publikowania historii, żeby one były wiarygodne? Bo jak wrzucę dwie dzień po dniu albo o zgrozo! dwie jednego dnia, to już jedna jest fejkiem? Czy może obie? No zaraz wrzucę trzecią, bo obiecałam opisać, co się działo w szkole, to będzie już na milion procent fejk, nie? Po trzecie, bo parę osób się na ten temat wypowiadało - nie, nie wyzywałyśmy się z Magdą niecenzuralnymi słowami na co dzień, nawet w formie żartobliwej (chociaż znam osoby tak odnoszące się do siebie i mnie to nie raziło, bo widać było wyraźnie, że to żarty i po prostu oznaka zażyłości). Wydarła się na mnie , bo ją bolało, nie myślała co mówi, ja też spanikowałam i odpowiedziałam w ten sam sposób. Ale pomogło, bo zmobilizowała się i wstała, a pamiętam dzień, kiedy z łóżka ją podnosiłam przez godzinę - to wtedy m.in. dzwoniłam na pogotowie i dyspozytorka odmówiła, rzucając krótko: "proszę pojechać do szpitala na ostry dyżur, w dniu dzisiejszym dyżur ma szpital***". A wykładowca nie był bezduszny, tylko żartował, pewnie jak by było trzeba, to by poczekał, no może faktycznie nie do rana... Ale z tego co widzę, to autentycznych historii nie ma co wrzucać. Trzeba najpierw "dopracować" dialogi - nie tak, jak je pamiętasz, ale tak, żeby jak najbardziej wiarygodnie brzmiały, podkoloryzować szczegóły, no i siebie przedstawić w jak najlepszym świetle. Sorki, ja tak nie umiem, piszę tak, jak było, a przynajmniej tak, jak ja to pamiętam. Jeśli komuś nie pasuje, to wybaczcie, płakać z tego powodu nie będę. Ani też się zmieniać ;) Pozdrawiam!

Komentarz poniżej poziomu pokaż
[historia]
Ocena: -5 (Głosów: 5) | raportuj
7 stycznia 2019 o 8:32

@taako: @anamai: Grupa mało liczna, ale sala mała, wielkości mniej-więcej klasy w szkole. Osób mało, więc po zajęciach nie było typowego gwaru i hałasu, że własnych myśli nie słychać, wszyscy zbierali się do wyjścia w miarę cicho i baaardzo powoli, to zazwyczaj my (Magda i ja) wychodziłyśmy jako pierwsze, no bo autobus nie poczeka... Nie twierdzę, że WSZYSCY, jak jeden mąż, wykazali złą wolę, ktoś tam mógł nie usłyszeć, ktoś się spieszyć, ktoś coś tam jeszcze. Ale WSZYSCY??? Wtedy jeden jedyny raz widziałam momentalnie opustoszałą salę, no zadziwiający zbieg okoliczności. P.S. Wykładowca jakoś usłyszał, był dalej od nas niż większość koleżanek i też zajęty był zbieraniem swoich "zabawek" po wykładzie.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 9) | raportuj
6 stycznia 2019 o 21:18

@grympis: Karetkę, mówisz... Wzywałam, wzywałam (nie wtedy, wcześniej i później tez były takie sytuacje) i zawsze rozmowa wyglądała w ten sam sposób - ja tłumaczę, że koleżankę boli, że wstać nie może itp., a pani dyspozytorka z niezmąconym spokojem każe nam do szpitala na ostry dyżur. Ani razu nie udało mi się spowodować, aby przyjechali.

[historia]
Ocena: 15 (Głosów: 23) | raportuj
5 stycznia 2019 o 18:59

Dziękuję wszystkim za komentarze, do kilku z nich chciałabym się tutaj odnieść. Po pierwsze - "zastrzeliliście" mnie tą podstawą programową, bo owszem, sprawdzam czego w danym roku będzie się uczyć moje dziecko, ale akurat nie z WF-u... Wychodzi na to, że przynajmniej od roku w szkole (a przynajmniej w klasie) Młodej WF znacznie wykracza poza podstawę programową - kto nie chce, niech nie wierzy, ja mam oceny w mobidzienniku, przy każdej jest adnotacja, za co została wystawiona. Po drugie - jak najbardziej rację mają ci, którzy podkreślali, że za dziecko w szkole odpowiada nauczyciel i w razie, gdyby coś się stało, to ma on poważne nieprzyjemności. Ze "swoją" panią Młoda ma ustalone, że nie ćwiczy na WF-ie gwiazdy, stania na głowie czy na rękach, bo pani obawia się nie tyle o nią, co o inne dzieci, które mogłyby chcieć ją naśladować. Tylko że pani "sportowiec z zawodu" wydała Młodej polecenie, że ma pokazać, jak wygląda prawidłowy mostek, a przynajmniej tak można było zinterpretować jej słowa... Po trzecie - Młoda nie kłamie, ale jest dzieckiem i jej ogląd sytuacji może odbiegać od rzeczywistego przebiegu zdarzeń, więc jak najbardziej wizytę w szkolę zacznę od wysłuchania drugiej strony, a nie od koszmarnej awantury. Chociaż dzisiaj pozwoliłam sobie skontaktować się z kilkoma rodzicami kolegów i koleżanek Młodej i potwierdziła się część opowieści dotycząca wyśmiewania przez panią osób, którym ten mostek nie wychodził - jedno czy dwoje z rodziców też ma ochotę wybrać się w tej sprawie do szkoły. To tyle. Wszelkie inne wątpliwości również chętnie wyjaśnię, a osobom spragnionym relacji z mojej poniedziałkowej wizyty w szkole solennie tę relację obiecuję :)

[historia]
Ocena: 15 (Głosów: 27) | raportuj
4 stycznia 2019 o 21:08

Nie chce mi się już edytować historii, więc dodam tutaj - co do tego, że to "niebezpieczne", to pani miała trochę racji, oni mieli wykonać ten mostek z pozycji leżącej - podparcie ciała na rękach i nogach i uniesienie się choć trochę, tyle u "ich" pani wystarczało na zaliczenie. Młoda wykonała mostek z pozycji stojącej, tak jak to robi na treningach.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 12) | raportuj
26 grudnia 2018 o 20:14

@Bryanka: Moja przyjaciółka ma cztery koty. Gdy idziemy do niej z wizytą, Kruszyna wyjada kocie żarcie z miski, aż miło...

« poprzednia 1 213 14 15 16 17 18 19 20 21 22 następna »