Profil użytkownika
Xynthia ♀
| Zamieszcza historie od: | 30 sierpnia 2017 - 21:03 |
| Ostatnio: | 12 lutego 2026 - 15:41 |
- Historii na głównej: 178 z 201
- Punktów za historie: 23707
- Komentarzy: 873
- Punktów za komentarze: 6144
| Zamieszcza historie od: | 30 sierpnia 2017 - 21:03 |
| Ostatnio: | 12 lutego 2026 - 15:41 |
|
Zobacz też inne serwisy:
|
|||
| Pewex | Faktopedia | Stylowi | Moto Memy |
| Demotywatory | Mistrzowie | ||
Czy ktoś mógłby mi przetłumaczyć zdanie: "...gdy tylko w rozmowie z rodzicami sprzeciwię się ich wyborowi na korzyść brata rozpoczyna..."???
@kitusiek: Odnośnie biednych pszczółek, którym kradniemy miód - proponowałam kilku weganom (gdy rozmowa zeszła właśnie na temat pszczół i miodu) zapoznanie się w tematem negatywnego wpływu telefonii komórkowej na pszczoły - najostrzejsze stanowiska twierdzą, że telefony komórkowe powodują wyginięcie pszczół, te łagodniejsze są zdania, że po prostu im szkodzą. No cóż, nie oczekiwałam że każdy weganin natychmiast wyrzuci swój telefon, ale oni nawet nie chcieli zapoznać się z wynikami przeprowadzonych badań, zostałam wyśmiana i tyle. Ale to zabieranie miodu pszczołom jest złe...
@FlyingLotus: Zarobił - jego sprawa na co wyda ;)
@Habiel: Ech Habiel, Habiel... Ponieważ mam cię za rozsądną osobę, to odpowiem na spokojnie. Od nikogo nie wymagam, żeby wierzył w moje historie. Ja wiem, że są prawdziwe, ale jeśli ktoś jest innego zdania, no to trudno, w sumie to tylko można pozazdrościć, że podobne sytuacje ich nie spotkały, więc nie chcą wierzyć. Po drugie - a to jest jakoś "dopuszczalna częstotliwość" publikowania historii, żeby one były wiarygodne? Bo jak wrzucę dwie dzień po dniu albo o zgrozo! dwie jednego dnia, to już jedna jest fejkiem? Czy może obie? No zaraz wrzucę trzecią, bo obiecałam opisać, co się działo w szkole, to będzie już na milion procent fejk, nie? Po trzecie, bo parę osób się na ten temat wypowiadało - nie, nie wyzywałyśmy się z Magdą niecenzuralnymi słowami na co dzień, nawet w formie żartobliwej (chociaż znam osoby tak odnoszące się do siebie i mnie to nie raziło, bo widać było wyraźnie, że to żarty i po prostu oznaka zażyłości). Wydarła się na mnie , bo ją bolało, nie myślała co mówi, ja też spanikowałam i odpowiedziałam w ten sam sposób. Ale pomogło, bo zmobilizowała się i wstała, a pamiętam dzień, kiedy z łóżka ją podnosiłam przez godzinę - to wtedy m.in. dzwoniłam na pogotowie i dyspozytorka odmówiła, rzucając krótko: "proszę pojechać do szpitala na ostry dyżur, w dniu dzisiejszym dyżur ma szpital***". A wykładowca nie był bezduszny, tylko żartował, pewnie jak by było trzeba, to by poczekał, no może faktycznie nie do rana... Ale z tego co widzę, to autentycznych historii nie ma co wrzucać. Trzeba najpierw "dopracować" dialogi - nie tak, jak je pamiętasz, ale tak, żeby jak najbardziej wiarygodnie brzmiały, podkoloryzować szczegóły, no i siebie przedstawić w jak najlepszym świetle. Sorki, ja tak nie umiem, piszę tak, jak było, a przynajmniej tak, jak ja to pamiętam. Jeśli komuś nie pasuje, to wybaczcie, płakać z tego powodu nie będę. Ani też się zmieniać ;) Pozdrawiam!
@doflamingo1993: Z sali, dziecko, z sali, klasy to są w szkole. Szkoła to takie miejsce, gdzie uczą m.in. czytania ze zrozumieniem - z mojego tekstu wynika, że chciałam kogoś poprosić o pomoc, tylko po prostu nie zdążyłam. A Magda zapewne powinna się zwrócić do mnie słowami: "Wybacz, szanowna przyjaciółko, ale z uwagi na niewyobrażalny ból nie jestem w stanie przyjąć pozycji stojącej, czy byłabyś łaskawa to zrozumieć?".
@taako: @anamai: Grupa mało liczna, ale sala mała, wielkości mniej-więcej klasy w szkole. Osób mało, więc po zajęciach nie było typowego gwaru i hałasu, że własnych myśli nie słychać, wszyscy zbierali się do wyjścia w miarę cicho i baaardzo powoli, to zazwyczaj my (Magda i ja) wychodziłyśmy jako pierwsze, no bo autobus nie poczeka... Nie twierdzę, że WSZYSCY, jak jeden mąż, wykazali złą wolę, ktoś tam mógł nie usłyszeć, ktoś się spieszyć, ktoś coś tam jeszcze. Ale WSZYSCY??? Wtedy jeden jedyny raz widziałam momentalnie opustoszałą salę, no zadziwiający zbieg okoliczności. P.S. Wykładowca jakoś usłyszał, był dalej od nas niż większość koleżanek i też zajęty był zbieraniem swoich "zabawek" po wykładzie.
@grympis: Karetkę, mówisz... Wzywałam, wzywałam (nie wtedy, wcześniej i później tez były takie sytuacje) i zawsze rozmowa wyglądała w ten sam sposób - ja tłumaczę, że koleżankę boli, że wstać nie może itp., a pani dyspozytorka z niezmąconym spokojem każe nam do szpitala na ostry dyżur. Ani razu nie udało mi się spowodować, aby przyjechali.
Dziękuję wszystkim za komentarze, do kilku z nich chciałabym się tutaj odnieść. Po pierwsze - "zastrzeliliście" mnie tą podstawą programową, bo owszem, sprawdzam czego w danym roku będzie się uczyć moje dziecko, ale akurat nie z WF-u... Wychodzi na to, że przynajmniej od roku w szkole (a przynajmniej w klasie) Młodej WF znacznie wykracza poza podstawę programową - kto nie chce, niech nie wierzy, ja mam oceny w mobidzienniku, przy każdej jest adnotacja, za co została wystawiona. Po drugie - jak najbardziej rację mają ci, którzy podkreślali, że za dziecko w szkole odpowiada nauczyciel i w razie, gdyby coś się stało, to ma on poważne nieprzyjemności. Ze "swoją" panią Młoda ma ustalone, że nie ćwiczy na WF-ie gwiazdy, stania na głowie czy na rękach, bo pani obawia się nie tyle o nią, co o inne dzieci, które mogłyby chcieć ją naśladować. Tylko że pani "sportowiec z zawodu" wydała Młodej polecenie, że ma pokazać, jak wygląda prawidłowy mostek, a przynajmniej tak można było zinterpretować jej słowa... Po trzecie - Młoda nie kłamie, ale jest dzieckiem i jej ogląd sytuacji może odbiegać od rzeczywistego przebiegu zdarzeń, więc jak najbardziej wizytę w szkolę zacznę od wysłuchania drugiej strony, a nie od koszmarnej awantury. Chociaż dzisiaj pozwoliłam sobie skontaktować się z kilkoma rodzicami kolegów i koleżanek Młodej i potwierdziła się część opowieści dotycząca wyśmiewania przez panią osób, którym ten mostek nie wychodził - jedno czy dwoje z rodziców też ma ochotę wybrać się w tej sprawie do szkoły. To tyle. Wszelkie inne wątpliwości również chętnie wyjaśnię, a osobom spragnionym relacji z mojej poniedziałkowej wizyty w szkole solennie tę relację obiecuję :)
Nie chce mi się już edytować historii, więc dodam tutaj - co do tego, że to "niebezpieczne", to pani miała trochę racji, oni mieli wykonać ten mostek z pozycji leżącej - podparcie ciała na rękach i nogach i uniesienie się choć trochę, tyle u "ich" pani wystarczało na zaliczenie. Młoda wykonała mostek z pozycji stojącej, tak jak to robi na treningach.
@Bryanka: Moja przyjaciółka ma cztery koty. Gdy idziemy do niej z wizytą, Kruszyna wyjada kocie żarcie z miski, aż miło...
@cutehulhu: @Jorn: Czytałam historię dwa razy i nie zauważyłam tej informacji... Czy to już początki demencji?
@Zunrin: Nie, nigdzie nie ma informacji, że dokumenty wróciły. Można to wydedukować z całości historii, ale nie dziwię się osobom, które uznały, że autor ma nowy dowód, ja też w pewnym momencie tak uznałam.
@T3TRU53K: O zmianie pracy myślę, ponieważ jest ku temu wiele innych powodów. Nie będę tu wchodzić w jakieś szczegółowe wyjaśnienia, bo to materiał na kilka piekielnych historii, a nie na krótki komentarz, więc ogólnie - źle się ostatnio u nas dzieje i coraz więcej rzeczy przemawia za tym, że trzeba zmienić pracę. A ta sytuacja była po prostu tą ostatnią kroplą. Możliwe też, że ułatwili mi odejście z dnia na dzień (jeśli zajdzie taka potrzeba), bo w tej sytuacji składam wypowiedzenie z winy pracodawcy ze skutkiem natychmiastowym.
@Lobo86: Gdzie chcesz rzucać tę gumę? Albo komu?
@PooH77: Narzędzi wam się zachciewa, burżuje jedne? A uklęknąć przy meblu i ręcznie skubać zmechacone "kuleczki" to nie łaska?
@kubeck30: Językowym guru to jest (przynajmniej dla mnie) prof. Miodek, ja się tylko "czepiam", i to w dodatku nie za często. Kim jestem z zawodu, masz w wielu moich historiach, tylko nie wiem, po co ci ta wiedza potrzebna... Ale jeśli cię tak boli zwrócenie ci uwagi, to już wyjaśniam - mnie to po prostu boli. Kiedy czytam historię i widzę błędy ortograficzne, stylistyczne (literówki już nie tak bardzo), to odczuwam dyskomfort porównywalny niemal z fizycznym bólem. Ot, tak mam, takie zboczenie. A im historia lepsza, tym bardziej "boli", bo kiepską to sobie po paru zdaniach odpuszczam i nie narażam się w ten sposób na nieprzyjemności ;) Aha, ja też robię błędy. Zazwyczaj przez przeoczenie, bo mimo że czytam swoje historie przed dodaniem, to jednak zdarzają mi się. Jeśli zrobię jakiś błąd w historii i ktoś zwróci mi uwagę, to poprawiam i dziękuję. No ale można też wyskoczyć z pretensjami, czemu nie...
@Kuczirino: Mam "na zbyciu" jedną naklejkę z Biedronki, miałam komuś oddać, ale może się o nią pokłócę... ;)
@BiAnQ: Ja bym się jeszcze do tego "wianka aut" doczepiła, też mało poprawnie.
@BiAnQ: Masz rację, już poprawiam. Tam chyba pomiędzy "nie" i "znana" miało być słowo "jest", ale tak sformułowane zdanie wydawało mi się trochę nieskładne, wykasowałam "jest", a zapomniałam o spacji...
Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 13 listopada 2018 o 0:31
"Oczywiście można było się dostać poza kolejką, żeby pobrać jakiś żółty druk, w który w czasie czekania uzupełniało się przepastne rubryki, czym tylko urzędnicy chcieli i obowiązkowo do każdego wpisu do wglądu urzędnika zaświadczenia, świadectwa itd." - ja naprawdę staram się nie czepiać, ale przy tym zdaniu nie wytrzymałam... Po jakiemu to jest??? Bo na pewno nie po polsku.
@rodzynek2: Mnie zaatakował pies, który bardzo dobrze mnie znał i lubił. Przyczyna - nowe rękawiczki, założone przeze mnie po raz pierwszy, a więc "obcy" zapach. Złapał mnie zębami za rękę, na szczęście nie zacisnął szczęk... Jak już się zorientował, że ja to ja, był bardzo skruszony i z całych sił "po psiemu" przepraszał, ale wolę nie myśleć, co by było, gdyby jednak te zęby zacisnął... (pies z tych bardzo dużych, tak najogólniej rzecz biorąc bardzo mocno wyrośnięty owczarek podhalański). Dlatego jako "psiolub" podejdę do każdego psa, ale nie bezmyślnie, "na chama", tylko obserwując jego reakcję i reagując na to, czy pies życzy sobie kontaktu, czy nie. A jeśli właściciel jest w pobliżu, no to oczywiste jest, że najpierw jego pytam, czy można podejść do psa/pogłaskać go.
@Allice: To nie podchodź. Ale jak już podejdziesz, to zrób to porządnie, OK?
@Allice: Całkiem na serio, bez ironii czy innej złośliwości - ale teraz już wiesz, prawda? I tak jak wcześniej miałam wątpliwości, tak teraz już nie żałuję, że wrzuciłam tę historię, naprawdę bardzo się cieszę, że choć jedna osoba, która wcześniej nie wiedziała, to teraz już wie, że to "coś" przy obroży to adresatka.
@andtwo: Dlatego też w pierwszym zdaniu wspomniałam, że wahałam się, czy wrzucić tę historię. Podkreślałam też, że kobieta na pewno miała dobre serce i dobre intencje. Nie nazwałam jej piekielną, tylko za piekielną uznałam spotykaną czasem ignorancję w pewnych sprawach. Wiesz, jak ktoś przyczepia psu adresatkę, to liczy na to, że "znalazca" zadzwoni do niego. Jak ktoś osobie z zanikami pamięci naszywa na ubranie informację o adresie (ewentualnie też nr tel, pod który należy zadzwonić), to też liczy na to, że ktoś inny tę informację odczyta i odpowiednio zareaguje. Może i nie MUSIMY tego wiedzieć, ale chyba jednak lepiej być zorientowanym, że to coś, co dynda przy obroży to nie ozdoba, a ta duża naszywka na ubraniu (czasem po wewnętrznej stronie niestety), to nie ostatni krzyk mody... Zwłaszcza jeśli poczuwamy się jakoś do pomocy "zaginionym".
Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 2 listopada 2018 o 13:34
@andtwo: Może niejasno napisałam w poprzednim komentarzu... To jeszcze raz: 1. I tak robisz zdjęcia psa. 2. Robisz krok w bok i zamiast psiej mordki fotografujesz adresatkę. 3. Wchodzisz na podgląd zdjęcia i odczytujesz nr tel. (łatwiej na nieruchomym zdjęciu, niż bezpośrednio na psie, który może się ruszać i może też nie być przyjaźnie usposobiony). 4. Dzwonisz pod odczytany nr... Gdzie wspomniałam, że miała wrzucić zdjęcie adresatki na fb??? Zaraz ktoś powie, że nie miała żadnego obowiązku dzwonić. No formalnie nie miała. Ale chyba "moralnie" poczuwała się do pomocy temu psu, bo po cóż innego robiłaby mu zdjęcia i wrzucała post? Chyba nie dla rozrywki.