Profil użytkownika
Xynthia ♀
| Zamieszcza historie od: | 30 sierpnia 2017 - 21:03 |
| Ostatnio: | 10 stycznia 2026 - 18:59 |
- Historii na głównej: 175 z 199
- Punktów za historie: 23340
- Komentarzy: 867
- Punktów za komentarze: 6119
| Zamieszcza historie od: | 30 sierpnia 2017 - 21:03 |
| Ostatnio: | 10 stycznia 2026 - 18:59 |
|
Zobacz też inne serwisy:
|
|||
| Pewex | Faktopedia | Stylowi | Moto Memy |
| Demotywatory | Mistrzowie | ||
@shpack: Słowo "przepraszam" padło z ust bibliotekarki, która nic nie zawiniła w tej sytuacji i jej "przepraszam" było takie mocno grzecznościowe. Pani od informatyki się nie poczuwała do winy.
@hrzo: Prawie dobrze :) niski kok z przedziałkiem u góry. Ja bym w życiu nie zgadła, gdybym nie dopytała, czego dotyczyła konwersacja, ty miałeś łatwiej, bo podałam, że chodzi o fryzurę.
@absinth: No OK, ja się dzielę tylko swoimi doświadczeniami. Znacząca większość próbuje się jakoś porozumieć, bez oburzenia, ze TY nie rozumiesz.
Po pierwsze (to tylko taka delikatna uwaga, żeby ktoś się nie poczuł urażony) - większość Ukraińców mówi po rosyjsku... Serio, nie znają ukraińskiego, rusufikacja przez ileś tam dziesięcioleci zrobiła swoje. Po drugie - ja się akurat dogaduję, bo ja jeszcze ten rocznik, że miałam obowiązkowy rosyjski w szkole. Rosyjska składnia jest bardzo prosta, wystarczy do tego wiedzieć, że "krasny" i "krasiwyj" to nie to samo i że słowo "pisała" może mieć dwa znaczenia w zależności od postawionego akcentu... Też proszę nie brać tego dosłownie, po prostu podobnie brzmiące słowa mogą mieć różne znaczenie i wystarczy sobie z tego zdawać sprawę, a naprawdę idzie się dogadać. Po trzecie - nie każdy ma zdolności językowe, ale naprawdę większość osób z za wschodniej granicy STARAŁA się mówić po polsku, nawet wplatając rosyjskie słowa. Ci, którzy kompletnie "ni panimaju", nie wymagali, żebym ja ich rozumiała, tylko np. korzystali z translatora google, co zresztą było totalną porażką... Kiedyś kobitka próbowała się ze mną dogadać przez translator, po wysłuchaniu bzdur płynących z jej telefonu poprosiłam, żeby darowała sobie technologię i wolno i prostymi słowami powiedziała mi, o co chodzi... Dogadałyśmy się. P.S. Zagadka tak dla rozrywki (odnośnie korzystania z translatora) - ktoś się domyśli, co miało znaczyć "góra rozdzielona, z tyłu pęczek"? To konwersacja Młodej z zawodniczką z Ukrainy dotycząca fryzury na zawody ;)
@janhalb: Subiektywnie - lotto mi twoja opinia na temat mojej depresji. Obiektywnie - taki komentarz jest po prostu wredny, możesz trafić na kogoś, komu to jednak nie "lotto". Jak komuś nie podoba się mój styl komentowania, to od tego są właśnie plusy i minusy. Nie zwracam uwagi na te cyferki przy moich komentarzach (przy historiach zresztą też nie), chociaż owszem - jak komentarz jest mocno "na minusie", to się zastanawiam, czy wystarczająco jasno wyraziłam to, co chciałam powiedzieć, bo może to niezrozumienie przekazu. Albo po prostu faktycznie moje poglądy są dziwne i niezgodne z poglądami ogółu. OK, spoko. A tu chodziło mi o to, że bardzo często można przeczytać narzekania na wiecznie szczekające psy. Rozumiem, że są psy z lękiem separacyjnym, różnymi innymi problemami itp., co powoduje, że szczekają non stop. No ale WSZYSTKIE??? Albo większość? No to chyba coś nie halo, nie?
@digi51: Żeby się pacjentowi nie nudziło ;)
"Żeby dzieciak nie został bez świadectwa (...)" - otóż nie można nie wydać świadectwa dziecku. Standardowa zagrywka szkół "nie dostaniesz świadectwa, jak się nie rozliczysz z książek" jest po prostu bezprawna. Ale też bym chyba wolała odkupić książkę, niż wykłócać się z nimi że nie, nie mają prawa i że natentychmiast świadectwo mi dać... Zwłaszcza jeśli jeszcze parę lat w tej szkole przed dzieckiem.
Gratulacje! Będzie dobrze :)
Kurczę, ludzie, jak wy to robicie, że wasze psy szczekają non stop? Serio, nie rozumiem... Kruszyna, mały kundelek ze schroniska, no dobra, może miałam szczęście, że mi się taki pies trafił, który prawie w ogóle nie szczekał. Teraz mam Maleństwo małej, wg powszechnej opinii bardzo "szczekliwej" rasy i nie szczeka całymi dniami. Owszem, jak się z nią bawię, to sobie poszczeka - robię to w środku dnia, kiedy szczekanie zlewa się z innymi odgłosami. Na spacerze też nie drze pyszczka szczekaniem, jak tylko zobaczy coś interesującego/niepokojącego. Nic szczególnego nie robię, po prostu zajmuję się psem, staram się rozładować jej ogrom "szczeniaczkowej" energii i uczyć ją podstawowych zachowań. Jak pies nie jest znudzony, to nie drze pyska z byle powodu.
@Absurdarium: "Nie rozumiem tego. Jeśli matka odciąga dziecko, bo "MOŻE " cię ugryzie, efekt fizyczny jest dokładnie taki sam, dziecko ma się znaleźć w bezpiecznej odległości od psa. A Ty masz umiejętność czytania w myślach, że wiesz, że rodzice odciągający dzieci używają słowa "PEWNOŚĆ", a nie "MOŻLIWOŚĆ"? Widzisz efekt, ale nie proces, który za nim stoi." Ale wiesz co, widać różnicę. Tak, efekt FIZYCZNY jest taki sam, ale autorce chyba chodziło o coś innego. Spokojne zakomunikowanie dziecku "uważaj na psa, bo nie wiadomo jak się zachowa" albo nawet "uważaj, pies może cię ugryźć" daje ten sam efekt FIZYCZNY, co spanikowane "łojesusmario, pies, odejdź od niego, szybko, szybko!". Oba sposoby zapewniają dziecku to, o co chodziło rodzicowi - nie zbliżanie się do psa, który może stanowić zagrożenie. Ale ten drugi sposób to budowanie w dziecku lęku przed psami. A co do tego, czy taki lęk może przerodzić się w traumę, to przytoczę przykład mojej kuzynki (wiem, dowód anegdotyczny, ale innym nie dysponuję, nie przeprowadzałam szeroko zakrojonych badań na ten temat). Otóż moja kuzynka ma ogromny lęk przed psami, wręcz fobię, tak silną, że postanowiła ją leczyć. Nigdy jej żaden pies nie ugryzł, nie zaatakował, nawet nie było incydentów "on się chce tylko pobawić". Po prostu jej rodzice od jej najmłodszych lat reagowali właśnie w taki sposób. "Alicja, uważaj, pies!!!" wykrzyczane spanikowanym tonem. Odciąganie jej, jakby to był głodny, rozzłoszcony tygrys, a nie pies. Sprawdzanie i dopytywanie się, czy bardzo się przestraszyła psa nawet w sytuacji, kiedy ledwo go zauważyła i bez interwencji rodziców nawet by nie zostało w jej pamięci, że jakiegoś psa spotkała... Nie każdy chce wychować swoje dziecko na "psioluba". Ale czym innym jest dbanie o bezpieczeństwo dziecka (i w związku z tym nie pozwalanie na kontakt dziecka z psem), a czym innym wpajanie przekonania, że psów należy się bać. To jeszcze nie jest trauma, ale może do niej prowadzić.
Bycie "tymczasem" dla trudnych psów to naprawdę wyzwanie... Przyjaciółka kiedyś się zgodziła wziąć na "tymczas" psa. Sunia stara, schorowana, prawie ślepa i głucha. Ja osobiście byłam z nią na spacerze (tzn. z sunią, nie z przyjaciółka), który polegał na tym , ze psica po zrobieniu kilku kroków kładła się na ziemi i zamierzała tak leżeć do końca świata... Natomiast po powrocie do domu natychmiast wysikała się na podłogę. Bycie "tymczasem" dla psa (psów) to ciężka praca, a nie "ale fajnie, pieska dostaniesz, za karmę i weta ci zwrócą, same przyjemności!". Tak, to są właśnie te "przyjemności" - pies nie ogarniający załatwiania potrzeb fizjologicznych. Albo "szczeniak" wielkości kucyka, nie ogarniający NICZEGO. Albo pies broniący zasobów, który rzuci ci się do gardła, bo uznał, że twoja poduszka jest JEGO. Więc w tym przypadku jak najbardziej piekielna była próba wmanewrowanie cię w opiekę nad dwoma "szczeniakami"... Jak dla mnie "tymczas" powinien spełniać o wiele ostrzejsze standardy niż dom stały, gdzie masz więcej czasu na pracę z psem i wiesz, że on jest już "twój". A praktycznie to na "tymczas" dają psu każdemu, kto się zgłosi. P.S. Przyjaciółka już po oddaniu suni (znalazł się dom stały) miała przez prawie dwa miesiące problem z kotami, które psa nie zaakceptowały i dawały temu wyraz. Sikały wszędzie, gdzie się dało (głównie na psie legowisko), przestawały jeść albo odwrotnie, żarły na potęgę i rzygały, przestały przychodzić na głaskanie... Pies im w żaden sposób nie wadził, po prostu BYŁ, co im mocno nie odpowiadało.
@Morog: To się dobrze składa, bo ja nigdy, na żaden temat nie zamierzałabym rozmawiać z tobą (tak, oceniam cię po twoich komentarzach). Pozdrowionka i do-nie-usłyszenia ;) P.S. Jeśli przekroczę jakieś przepisy i dostanę "karę pieniężną" to ją zapłacę, ale na razie za samo posiadanie psa i poglądów niezgodnych z twoimi takowych nie przewidują.
Mnie to nie wkurza, tylko bawi, podrzucę mój prywatny hit -"Tamta dziewczyna" Sylwi Grzeszczak to wg mojej znajomej piosenka o zdradzie, no bo facet ma wybrać, z która dziewczyną chce być...
@Absurdarium: Nie powiedziałabym, że "kategorycznie" to stwierdziłam. Po prostu stwierdziłam, owszem, w tym momencie, kiedy nie byłam świadkiem sytuacji, a znam ją tylko z twojego opisu (w którymś komentarzu już bardzo dokładnego, ale jednak opisu), to raczej należałoby napisać "przypuszczam, że uniknąłby pogryzienia, gdyby zachował się inaczej". I tak, są psy np. chore, które zaatakują bez powodu (tzn. powód zawsze jest, może miał akurat atak bólu, kiedy przechodziłeś obok) i tak, są Sebixy, dla których pytanie "masz jakiś problem?" jest pytaniem retorycznym i co byś nie zrobił/odpowiedział i tak masz bęcki, bo on tak postanowił. Nie wszystko da się przewidzieć i nie z każdej sytuacji jest dobre wyjście. Nigdzie nie twierdziłam, że znajomość podstawowych schematów zachowań psa daje ci jakąś super ochronę. Po prostu zwiększa szanse i tyle.
@digi51: No i wreszcie się zgadzamy :) Owszem, tego psa tam nie powinno być i nie powinien szczekać na przechodzące osoby. Tak samo, jak żaden Sebix nie powinien ci zachodzić drogi i pytać się "czy masz jakiś problem". Ale zdarza się jedno i drugie, a mnie chodziło tylko o to, co zrobić, aby nie zostac pogryzionym. Albo nie dostać wpie*dalu od Sebixów.
@digi51: To nie rozumiem, o co walczysz... Może faktyczne źle ujęłam moją pierwszą wypowiedź, no ale wg mnie to chłopak był agresorem, nie pies. Tak, winny był właściciel (źle wyszkolony albo wręcz nie wyszkolony pies), ale chodziło mi o to, że wystarczyło tu MINIMUM wiedzy o psach, żeby uniknąć tragedii. Jeszcze raz powtórzę - nie obwiniam chłopaka, postąpił wg siebie właściwie w danej sytuacji. Ale gdyby wiedział, jak się zachować, nie doszłoby do pogryzienia... Sorry, ale ja patrzę z pespektywy osoby, która się TROCHĘ zna na psach (nie, nie uważam się za alfę i omegę w kwestii psich zachowań) i po prostu od razu rzuciło mi się w oczy, że tak naprawdę agresorem był chłopak, może dlatego taki był wydźwięk mojego pierwszego komentarza. OK, tak jak pisałam wcześniej, nie każdy musi wiedzieć, co oznacza dane zachowanie psa. Nie każdy musi umieć się odpowiednio zachować, kiedy się z takim (niepożądanym) zachowaniem spotka. Ale chyba lepiej WIEDZIEĆ, nie? Bo naprawdę, opcja "nie muszę tego wiedzieć, to właściciel psa jest odpowiedzialny" jest jak najbardziej słuszna, ale słabo chroni przed skutkami pogryzienia...
@digi51: Gdzie coś takiego napisałam? Rozumiem chłopaka, który w stresującej sytuacji zachował się tak, jak mu się wydawało najlepiej. Tutaj tylko tłumaczę, co zrobił źle, kto zechce skorzysta, kto nie zechce, to nie. Mnie też parę razy ugryzł pies, pisałam w którymś komentarzu tutaj. Nie, nie jestem ogarnięta, doedukowana i nie zawsze potrafię zachować spokój i racjonalność. Ja tylko wyrażam zdanie, że lepiej wiedzieć i rozumieć, zawsze to większe szanse na bezpieczne wyjście z niebezpiecznej sytuacji. Nie chodzi mi o "moją rację", tylko o to, żeby choć jedna osoba, która znajdzie się w takiej (lub podobnej) sytuacji, wyszła z niej bez szwanku. Żeby nie próbować "odganiać" szczekającego psa. P.S. W wieku 23 lat byłam głupia jak but z lewej nogi. Mam nadzieję, że tera jestem choć trochę mądrzejsza.
@Absurdarium: No właśnie o to mi chodzi. Chłopak nie zrozumiał zachowania psa (OK, nie musiał, serio, nie wymagam, aby każdy człowiek rozumiał). I jak najbardziej jest winny właściciel psów, który nie wiedział, jak psy wydostały się z kojca... Kurde, masz psy rasy (w typie rasy) agresywnej, to je szkolisz i zabezpieczasz. Ale gdyby chłopak wiedział, że szczekanie to ostrzeżenie, to uniknąłby pogryzienia - zamiast próbować "odgonić" psa (a potem się okazało, że jednak trzy psy), mógł wyprowadzić staruszkę ze "strefy zagrożenia". Ja cały czas mówię o sytuacji, kiedy wina właściciela jest niezaprzeczalna, ale minimum wiedzy o zachowaniu psów pozwoliłoby uniknąć tragedii. Skoro porównanie "motoryzacyjne' do ciebie nie trafia, to mam inne - spotykasz Sebixa, który się pyta, czy masz jakiś problem? I co, mówisz mu, że ma spadać, czy też raczej grzecznie przyznajesz, że nie, nie masz żadnego problemu, tak, chętnie go poczęstujesz papierosem (a w sumie to nawet oddasz mu ledwo napoczętą paczkę) i tak, te drobne też ci niepotrzebne? Ja nie twierdzę, że psy mają prawo latać po ulicach i szczekać na wszystkich. Ja tylko mówię, że może warto wiedzieć, jak się zachować w takiej sytuacji.
@digi51: Ale ja nie tłumaczę i nie zwalniam z odpowiedzialności właściciela, w moim komentarzu skupiłam się na zachowaniu chłopaka... Więc żeby nie było - jak się ma bardzo "terytorialnego" psa, to się go pilnuje i nie rozszerza granic jego terytorium np. przez bramę otwartą na oścież. Mnie chodziło o to, że chłopak (mimo najlepszych intencji) zachował się po prostu głupio. Szczekanie psa zawsze jest po prostu ostrzeżeniem, pies który już podjął decyzję, że zaatakuje, nie szczeka... W ciszy szykuje się do ataku. I dlaczego mam nie porównywać tych sytuacji? Kurczę, psy żyją, funkcjonują, istnieją wokół nas i nie każdy ma odpowiedzialnego właściciela. Nie, nie wymagam, żeby każdy był biegłym psim behawiorystom w stylu "oho, spojrzał na mnie przez ramię i ziewnął, to oznacza że..." (w sumie sama nie wiem co). Ale dziwi mnie, że dla własnego bezpieczeństwa ludzie nie chcą poznać pewnych podstaw. Serio, tak trudno zapamiętać, że pies szczeka = (najczęściej) ostrzega??? Tak, oczywiście, błąd i ewentualna wina za pogryzienie jest tylko i wyłącznie właściciela, naprawdę satysfakcja z faktu "ja miałam/em rację, ten pies nie powinien mnie zaatakować" wynagrodzi ci skutki ewentualnego pogryzienia? Nie musisz umieć przewidzieć zachowania psa. I spotkałam na swojej drodze psy, które mnie ugryzły, mimo że niby nie było powodów - dopiero po przeanalizowaniu sytuacji doszłam do wniosku, co zrobiłam nie tak. Więc ja wolę jak najwięcej wiedzieć i rozumieć, ale owszem, masz rację - za zachowanie psa zawsze odpowiada właściciel. Tylko co mi z tego, jak spotkam na swojej drodze dużego, szczekającego na mnie psa... Wole wiedzieć, jak się zachować, niż potem szukać właściciela, pytać czy pies był szczepiony i ewentualnie żądać odszkodowania/pokrycia kosztów leczenia. Ale każdy robi jak chce, można dać się pogryźć i dochodzić swoich racji.
@Absurdarium: "Pies na nią naszczekał, chłopak chciał go odgonić..." ku*wa, serio??? Psy szczekają. Najczęściej bez intencji ataku, właśnie szczekanie to sygnał "zaczynasz przekraczać pewne granice, odpuść". Wystarczy zignorować, ominąć i nic złego się nie stanie. No ale nie, trzeba obronić staruszkę, "odgonić" psa, krzycząc i machając odnóżami, a potem zdziwienie, że pies zaatakował. Uświadomcie sobie, że to nie pies zaatakował. Pies dawał sygnał, że czuje się zagrożony, zaatakował chłopak. Bardzo mi go szkoda i intencje na pewno miał dobre, ale zachował się po prostu głupio. Jeśli chciał pomóc staruszce, wystarczyło wziąć ją pod rękę i przeprowadzić bezpiecznie w rejon, gdzie kończyło się "terytorium" psa. P.S. Dla wszystkich, którzy zaraz wyskoczą z argumentem "nie muszę wiedzieć, co pies mi chce przekazać", mam pytanie - czy również nie musisz wiedzieć jaka jest np. droga hamowania dużego, ciężkiego samochodu i w związku z tym włazisz każdemu pod maskę, bo teoretycznie masz pierszeństwo?
@Bryanka: Też nie mam pojęcia, po co dwie... I też mam dwie, do tej drugiej zaglądałam kiedyś codziennie, potem co dwa-trzy dni, potem co tydzień, teraz jak mi się przypomni. Czysty, wręcz dziewiczy żwirek. Dojrzewam powoli do wywalenia tej drugiej kuwety wpi*du.
@SlawkaMira: A mogę trenować i narzekać? Bo wiesz, nie używam wkurzających zachowań ludzi jako wymówki, czemu mój pies jest niewychowany, staram się i tak nauczyć go pewnych rzeczy, ale ludzie mnie po prostu wkurzają... Więc będę sobie narzekać.
@Ohboy: A, dzięki, nie muszę odpisywać, dobrze wyjaśnione, o co chodziło w tamtej mojej historii. Jakby to kogoś interesowało, to wszystkie moje zwierzaki są z tych "gorszych" wg powszechnie uznanych standardów. Kruszyna była zwykłym, małym, starym pieskiem ze schroniska (w momencie adopcji miała 10 lat). Kocia Wariatka też jest ze schroniska. Kocia Arystokratka jest pohodowlana, ale nawet jak na pohodowlaną kotkę była wyjątkowo tania i już nawet wiem dlaczego - u tej rasy ludzi zazwyczaj zachwycają przepiękne, intensywnie niebieskie oczy, moja ma ledwo lekki błękit, lotto mi to, kocham ją taką, jaka jest - z "za mało" niebieskimi oczami, z wiecznym "przepłoszeniem", gdy ktoś wykona gwałtowniejszy ruch, z domaganiem się głaskania nad ranem, kiedy mi się najlepiej śpi. Maleństwo też jest "na kolanka" - ogonek ma za krótki na standardy rasy i też mi to lotto, nie zamierzałam jeździć na wystawy ani tym bardziej bawić się w jakąś minihodowlę. Kupiłam z hodowli, bo Młoda wymarzyła sobie właśnie takiego pieska, takiej rasy, a po pierwsze takie psy rzadko się trafiają do adopcji, po drugie, właśnie nie chciałam być kolejną osobą bijącą się o adopcję "prawie rasowego" pieska. Ja bym pewnie za jakiś czas wzięła kolejnego pieska ze schroniska (zresztą może tak zrobię), ale oprócz zwierząt kocham też moje dziecko, jeśli to pomoże jej ukoić ból po stracie Kruszyny, to OK.
@Face15372: Mimo że chodzi o mnie, radziłabym słuchać zaufanej osoby - nie jestem zupą pomidorową i nie każdy musi lubić mnie i moje historie, jeśli komuś się faktycznie nie podobają, a ty masz podobny gust, to słuchaj tej zaufanej osoby!
Zbiorczo na komentarze - nie kupuję na Temu, nie wiem, co trzeba podać, aby tam utworzyć konto. Coś mi się majaczy, że zrobiłam jedna próbę, popatrzyłam na kolejną "kratkę" do wpisania informacji o sobie, zastanowiłam się, po co im to, do cholery i odpuściłam sobie... Ale nie było to na tyle ważne wydarzenia, żebym zapamiętała szczegóły. Historię usłyszałam od naprawdę wiarygodnej osoby, a w sensie odniesienia do historii - od bliskiej rodziny brata i siostry występujących w historii. Owszem, nie była bezpośrednią uczestniczką wydarzeń, może brat z siostrą coś pokręcili. Albo po prostu, jak ktoś zasugerował wcześnie, kiedyś jedno zapłaciło za zakupy drugiego i faktycznie stąd się potem wziął ten dziwny zwrot kasy... Nie wiem. I tak nie lubię Temu ;)