Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Xynthia

Zamieszcza historie od: 30 sierpnia 2017 - 21:03
Ostatnio: 21 maja 2024 - 10:26
  • Historii na głównej: 133 z 140
  • Punktów za historie: 17306
  • Komentarzy: 522
  • Punktów za komentarze: 3959
 
[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 6) | raportuj
20 listopada 2020 o 21:30

@katem: Pewne pojęcie o szyciu mam, a mimo to (a może właśnie dlatego) nie podjęłabym się uszycia czegokolwiek z lycry, tiulu, siateczki i koronki... Nawet gdybym miała maszynę do szycia. Masz tu przykładowe stroje: https://pl.pinterest.com/agaborek0259/stroje-jazz/ To akurat do jazzu, ale do współczesnego też mogą być. Jeśli uważasz, że byłabym w stanie coś takiego uszyć (ręcznie!), to mocno przeceniasz moje możliwości ;)

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
20 listopada 2020 o 14:01

@misiafaraona: Tak, pomyślałam o tym, mam już "namiary" na dwie krawcowe :)

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 8) | raportuj
20 listopada 2020 o 13:20

@Jorn: Ale wrzucałam na grupę dla "siedzących w temacie", to raz. Dwa, przeczytaj jeszcze raz, co zawarłam w ogłoszeniu.

[historia]
Ocena: -2 (Głosów: 2) | raportuj
20 listopada 2020 o 13:16

@Michail: Owszem, tego typu rzeczy są drogie, ale mnie chodziło głównie o CZAS. Wbrew pozorom zakupy w sklepie z artykułami do tańca nie wyglądają tak, jak w każdym innym sklepie internetowym, że wrzucasz interesujący cię produkt do koszyka, płacisz i za dwa-trzy dni masz. Tak naprawdę te sklepy nie mają tych rzeczy na stanie, to znaczy pewnie jedną sztukę - tą, która została uszyta na potrzeby sesji zdjęciowej, kiedy wrzucali nowy produkt do katalogu. Więc tak naprawdę w momencie, kiedy kupuję dany strój, oni dopiero będą go szyć... Na stronie jest zazwyczaj informacja: "Termin realizacji zamówienia to 7 - 10 dni roboczych".

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 10) | raportuj
17 listopada 2020 o 21:53

@bazienka: Mnie bardziej interesuje, jak zinterpretować zdanie: "Powód wręcz ręce oapadają." I nie, nie chodzi mi o literówkę, która tu się wkradła, tylko po prostu tak zapisane zdanie nie ma w języku polskim żadnego sensu.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
17 listopada 2020 o 13:46

@Balbina: Mam zamiar po każdym "zniknięciu" komentarzy zamieszczać swój ponownie, zaczyna mnie to bawić. Przyłączysz się?

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 15) | raportuj
10 listopada 2020 o 18:29

Wstrząsające!!! Z terapeutą już to przepracowałeś?

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 9) | raportuj
9 listopada 2020 o 12:14

@janhalb: Po nicku autorki wnioskuję, że opisuje pracę w Żabce, wtedy wszystko się zgadza.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
8 listopada 2020 o 12:18

@Bryanka: Tak odnośnie dopasowania konia do umiejętności jeźdźca przypomniała mi się sytuacja z początków mojego jeżdżenia: W stajni, w której jeździłam, był koń, a raczej klacz, Lady. Podobała mi się nieziemsko, siwa, z dumnym błyskiem w oku, z gracją i energią w każdym chodzie, no ideał, nie koń. Niestety, zawsze jeździł na niej starszy pan, chyba były wojskowy, więc tylko mogłam patrzeć na nią z zazdrością i tęsknotą... I nagle któregoś dnia cud - wojskowy nie przyszedł, Lady wolna, nieśmiało zgłaszam instruktorowi podczas przydzielania koni, że ja bym chciała Lady. Zgodził się z jakimś dziwnym uśmieszkiem. Wyczyściłam, osiodłałam, wyprowadzam na ujeżdżalnię, wsiadam... i zrozumiałam uśmieszek instruktora. Lady tak naprawdę to był "człapak", wiecznie zmęczona życiem, słabo reagująca na bodźce, jazda na niej to mordęga. Lady pięknie chodziła tylko pod doświadczonym jeźdźcem, z początkującymi robiła co chciała, łącznie z przystawaniem w rogach ujeżdżalni, aby odpocząć po trudach zrobienia dwóch-trzech okrążeń. Nauczkę dostałam wtedy niezłą ;)

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 8) | raportuj
7 listopada 2020 o 16:52

@Kitty24: Moja Młoda coś około roku miała (no dobra, chyba więcej niż rok, ale niewiele więcej), kiedy w przypływie buntu (nie chciała gdzieś tam iść) rozebrała się cała, i to dosłownie w mgnieniu oka, kiedy ja się na chwilę odwróciłam. I teraz problem - pochwalić za samodzielność czy skarcić za niesubordynację?

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 9) | raportuj
6 listopada 2020 o 20:57

A ja z kolei chcę wrzucić kamyk do waszego ogródka... Wiele lat temu jeździłam konno, więc kiedy Młoda wyraziła chęć do nauki jazdy konnej, zgodziłam się bez problemów. Zadzwoniłam, umówiłam się, poszłyśmy, przyprowadzają nam osiodłanego konia. Ja lekki zonk, bo pamiętam zasady, jakie panowały, gdy ja uczyłam się jeździć - chcesz wsiąść na konia? Wyczyść go sobie i ubierz. Nauka jazdy nie zaczynała się od "hop na siodło", tylko od nabywania umiejętności obchodzenia się z koniem. No cóż, może zwyczaje się zmieniły, po pierwszej lekcji poprosiłam instruktorkę, aby Młoda zaczęła od wyczyszczenia i osiodłania konia, możemy przyjść w tym celu wcześniej albo po prostu krócej pojeździć, ale chciałabym, żeby moje dziecko umiało takie rzeczy. "Tak, tak, oczywiście, nie ma problemu", po czym co? Przychodzimy na umówioną godzinę i znowu przyprowadzają nam osiodłanego konia. Nosz kur... Czy ja już z całkiem innej epoki jestem, teraz tak się właśnie "jeździ" konno? Przychodzisz, osiodłany koń podstawiony pod nos, pojeździsz ile tam chcesz, zsiadasz i idziesz sobie w cholerę, bo ktoś konia odprowadzi, rozsiodła, wytrze? Ech...

Komentarz poniżej poziomu pokaż
[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 6) | raportuj
1 listopada 2020 o 19:18

Tala... Weź się ogarnij...

[historia]
Ocena: 11 (Głosów: 11) | raportuj
31 października 2020 o 17:56

@Jorn: Spokojnie, dzikidzik na razie zrozumiał, że historie w stylu "dałem nauczkę frajerowi" z lekka się przejadły, zwłaszcza że każdą tworzył "na jedno kopyto". Z czasem może zrozumie, co się nadaje na tą stronę, a co nie ;) P.S. Zmiana konta odbiła się negatywnie na ilości plusów zbieranych za historie, nie zdążył wszystkich zawiadomić? Chociaż i tak - historia jest w poczekalni trochę ponad godzinę, a plusików już ma sporo.

[historia]
Ocena: -2 (Głosów: 6) | raportuj
23 października 2020 o 15:24

"...ktoś z tych ludzi idzie do lekarza ... , został przyjęty na oddział w ramach przyjęcia planowego. Personel wykonuje wymaz i wysyła do laboratorium, w tym czasie pacjent jest badany przez lekarza lub kilku lekarzy, do tego pielęgniarki i salowe są cały czas obok." Serio? No popatrz, a mnie się wydawało, że po pobraniu wymazu taki pacjent jest izolowany do czasu przyjścia wyniku i dopiero z negatywnym wynikiem trafia na oddział, a ten personel, który musi przy nim wykonać jakieś czynności, jest zabezpieczony odzieżą ochronną. No ale co ja tam wiem, ja nie studiuję kierunku medycznego (ironia, jakby coś).

[historia]
Ocena: 35 (Głosów: 39) | raportuj
9 października 2020 o 8:33

Albo fejk jak stąd na Księżyc, albo bardzo niedokładnie przekazana historia. Pierwsza i podstawowa sprawa - kradzież z włamaniem zgłasza się na policję, w przypadku utraty dokumentów w takich okolicznościach policja wystawia odpowiednie zaświadczenie, które przez np. PKP jest honorowane o tyle, że można na jego podstawie dostać tzw. bilet kredytowy do miejsca zamieszkania. Druga kwestia - serio konduktor wypisał cztery mandaty na legitymację szkolną trzynastolatka? Ja na jego miejscu wolałabym na stacji, gdzie jest dłuższy postój wezwać policje i potwierdzić dane... Trzecia sprawa - przez te wszystkie lata nie przychodziły żadne wezwania do zapłaty, upomnienia itp? Jak dla mnie historia zmyślona, albo wyglądała zupełnie inaczej, np. rodzina cwaniaczków "zaszalała" za bardzo na wczasach nad morzem, postanowili wrócić "na gapę", ale konduktor nie "łyknął" rzewnej historyjki o tym, jak to zostali okradzeni (bo w sumie drugi i trzeci punkt moich wątpliwości może jednak być prawdziwy). Biorąc pod uwagę zakończenie tej historii, ta wersja wydaje mi się teraz najbardziej prawdopodobna.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 4) | raportuj
27 września 2020 o 19:09

Eh... Moja Młoda swój pierwszy telefon dostała w wieku 6 lat - bo jechała na obóz, gdzie mieli 1 godz. na telefoniczna rozmowę z rodzicem, można było dać dziecku telefon albo dzwonić do jednego z opiekunów obozu, wolałam kupić telefon i dać jej. Teraz korzysta z telefonu bez ograniczeń, a raczej ograniczenia narzucają się same - ilość godzin treningu, ilość czasu na odrabianie lekcji i naukę, czas spędzony ze mną, z koleżankami, na korzystanie z internetu czasu naprawdę zostaje niewiele, więc nie limituję jej tego, bo po co? Ale oczywiście zawsze znajdą się "mamuśki" oburzone tym, że - "no jak to, ty pozwalasz jej korzystać z internetu bez ograniczeń???". No tak, taka zła matka ze mnie. P.S. Jedyne co sprawdzam od czasu do czasu, to to, CO ona przegląda w necie, poza tym na swoje konto w Google ma założoną kontrolę rodzicielską ;) fajna sprawa ;)

[historia]
Ocena: 11 (Głosów: 15) | raportuj
22 września 2020 o 10:37

@Balbina: Nie, gdyby to był DzikiDzik, to historia już by miała +100 pkt w porównaniu z tymi dodanymi dużo wcześniej. No chyba że nie zdążył jeszcze zawiadomić swoich "plusowaczy" ;)

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 2) | raportuj
18 września 2020 o 11:50

@digi51: Ja w Sylwestra (siódmy miesiąc ciąży) umoczyłam usta w szampanie. No bo Sylwester... Nie napiłam się, dosłownie tak jak napisałam, lekko tylko usta umoczyłam, a potem martwiłam się, czy na pewno nie zaszkodzłam dziecku. I tak się później zastanawiałam, po co ja przyjęłam tę lampkę szampana, bo owszem, zostałam poczęstowana, ale na siłę nikt mi nie wciskał. Tak że wiesz, może po prostu ktoś na tyle rzadko chodzi na imprezy, że przez całą ciążę akurat jedną się trafi i lepiej mieć jakąś pewność w kwestii czy jedną lampka wina zaszkodzi dziecku, czy nie.

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 18 września 2020 o 11:52

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
16 września 2020 o 8:40

@Lobo86: Chyba jednak nie, bo Sąd zażyczył sobie moich (i idioty) dochodów, nic nie wspominając o partnerach. W przypadku spraw dotyczących alimentów raczej ważny jest dochód rodzica, a nie jego "innej" rodziny. No bo co, teraz ja sobie znajdę "kąkubenta", który nie pracuje, za to codziennie wymaga czteropaka harnasia i paczki fajek (nie licząc podstawowego wiktu i opierunku), to dochód na członka rodziny mi się zmniejszy. I serio to miałoby być brane pod uwagę przy ustalaniu wysokości alimentów, że wzięłam sobie na garb pasożyta? Mam nadzieję, że nawet polskie prawo nie jest tak absurdalne... Co do psa, to fajnie by było, gdyby było tak, jak piszesz. Ale sprawdzać nie będę, na utrzymanie psa mnie stać i nikt się nie musi do tego dokładać ;)

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
10 września 2020 o 19:56

@digi51: Masz rację, starajedza miała lepsze teksty,ta jest cieniutka ;)

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 13) | raportuj
10 września 2020 o 16:26

@StaraLadyPank: starajedza, masz nowe konto?

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 17) | raportuj
10 września 2020 o 13:56

@helgenn: No cóż, dla mnie bardziej piekielne jest interesowanie się czyimś stanem konta. Specjalnie użyłam w historii enigmatycznego stwierdzenia "na koncie pustki", która dla mnie oznacza kwotę wystarczającą na bieżące potrzeby w razie jakiegoś "poślizgu" w kwestii wypłaty, ale już niewystarczającą na kupowanie "okazji".

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 15) | raportuj
10 września 2020 o 12:34

@Kikai: @Balbina: No OK, to powinna odpisać "nie rezerwuję, nie przytrzymuję dla nikogo, jeśli się trafi inny chętny, to sprzedam".

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 9) | raportuj
8 września 2020 o 20:31

@singri: To teraz piszesz pisemko do kuratorium z uprzejmą informacją, że taka i taka klasa w takiej a takiej szkole ma za mało lekcji angielskiego. Program nauczania danego przedmiotu i przypadająca na niego liczba godzin to nie jest coś, co sobie można zmienić, wykreślić "bo nie ma sali", "bo nie ma nauczyciela", "bo cośtam".

« poprzednia 1 24 5 6 7 8 9 10 11 12 13 1420 21 następna »