Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Zwierzolub

Zamieszcza historie od: 12 maja 2019 - 13:16
Ostatnio: 30 maja 2019 - 21:28
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 266
  • Komentarzy: 5
  • Punktów za komentarze: 14
 

#84597

(PW) ·
| Do ulubionych
Wcześniejsza historia ciepło się przyjęła, więc postanowiłam napisać kolejne dziwactwa w psim środowisku.

Sama mam psa, który nie do końca chodzi o swoich łapach. Swojego pełzaczka zaadoptowałam już w takim stanie, ale okazało się, że jest szansa bym postawiła ją na cztery łapy, dlatego mała wciąż czeka na wózek, bo w przypadku psów chodzących konstrukcja wygląda trochę inaczej.

I tutaj zaczynają się schody, bo wiele osób jest wielkimi znawcami i albo na mnie krzyczą, że pies się męczy będąc kaleką i powinnam uśpić, albo krzyczą bo nic nie robię, a w ogóle to na pewno się nad nią znęcam, bo tak dziwnie się porusza. Zazwyczaj puszczam takie rzeczy mimo uszu, ale jedna pani przeszła samą siebie.

Kobieta, około czterdziestki, miałam ją za miłą, zawsze pojawiało się kulturalne "dzień dobry".
Do czasu.
Zaczęła mi się dziwnie przyglądać od momentu, w którym moja suczka pojawiła się na swoim pierwszym spacerze. Nie odezwała się do mnie tylko spiorunowała mnie spojrzeniem. Wzruszyłam na to ramionami. Nikt nie ma obowiązku lubić mojej brzydkiej kaleki, tym bardziej, że sam pies łypie spojrzeniem zabójcy na każdego.

Drugi raz ją spotkałam po tygodniu. Jak tylko mnie zobaczyła, to uciekła do klatki i po około dziesięciu minutach wyszła w towarzystwie jakiegoś chłopaka w moim wieku. Zaczęła żądać ode mnie bym oddała psa, bo ona słyszała jak go biję (?). Kiedy odmówiłam rzuciła się w stronę pełzaczka z zamiarem zabrania jej. Kiedy mój pies ją ugryzł, to w akcje wkroczył chłopak (wcześniej tylko się przyglądał) i zaczął wymagać ode mnie bym pokazała książeczkę psa, bo pewnie ma wściekliznę, grożąc, że zaraz zadzwoni na policję. Stałam tam jak głupia nie wiedząc co ze sobą zrobić, więc wydukałam, żeby dzwonił, a sama złapałam psa pod pachę i uciekłam.

Miałam w gaciach ciepło, no bo przecież mój pies właśnie kogoś pogryzł. Na szczęście kobieta postanowiła zadzwonić do fundacji działających w moim mieście. Ci ludzie mnie znają i znają też mojego psa, więc zamiast hucznej interwencji, pogadaliśmy sobie przy herbacie.

Ta sytuacja dała mi jednak do myślenia. Co by było gdybym nie pracowała z tymi ludźmi. Im głębiej wchodzę w środowisko zwierzolubów tym bardziej robi mi się gorąco. Do tego jestem nadal miękką kluchą i zaczęło robić mi się gorąco jak czytam komentarze życzące śmierci byłym właścicielom psów. Dotarło do mnie, że jakby zabrali moje dziwadło, to pewnie takie epitety byłyby kierowane w moją stronę...

Smutne osiedle

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 76 (84)

#84567

(PW) ·
| Do ulubionych
Gwoli wyjaśnień powiem, że od kilku miesięcy prowadzę inicjatywę studencką, w ramach której tworzę wraz z zespołem wózki inwalidzkie dla psów. Mamy fanpage i na tym fb podany jest mejl i numer telefonu (karta za 5 zł by nie dzwonili na mój prywatny. Najlepsza decyzja ever).
Tak jak ludzie zazwyczaj kulturalnie do nas piszą tak nie obyło się bez kwiatków:

1. Pisze na mejla kobieta, która ŻĄDA od nas jakiejś rzeczy by móc napisać o tym na blogu, popierając swoją "prośbę" tym że jest samotną matką i sama rozdaje potem te rzeczy potrzebującej osobie z rodziny.

2. Godzina 2 w nocy. Dzwoni telefon "służbowy", odbieram bo czasem dzwonią właściciela prosto z kliniki, którzy stoją nad decyzja czy usypiać psa czy można coś jeszcze zrobić. Nie tym razem.
Przytaczając rozmowę: J(ja) T(typiara)
J: Halo?
T: Pani Julia?
J: Tak, co się stało?
T: Bo mój pies nie chodzi i chce wózek.
J: Jaki dokładnie uraz miał miejsce?
T: Cztery lata temu spadł że schodów i nie chodzi.
J(zdziwiona) : Czyli to stary uraz? Może Pani zadzwonić jutro? Jest środek nocy.
T: A to nie może mi Pani teraz Wycenić? Nie ma cennika na Państwa stronie.
J: Działamy charytatywnie, naprawdę proszę zadzwonić jutro.
T: Czyli za darmo?
J(już zła jak osa): Tak, za cenę materiałów zazwyczaj do 200 zł.
T(chyba wykalkulowała) : 200!?! Chyba cie poj*bało że ja będę tyle płacić. Byście k*rwa zdechli złodzieje.
*koniec rozmowy*
Rano aż sprawdziłam połączenia bo to było tak nierealne, że nie wierzyłam, że ta rozmowa się wydarzyła.

3. "Chcę wózek dla psa, ale nie dam badań bo na co wam". Nie zaliczę ile razy już musiałam tłumaczyć, że potrzebna jest mi historia choroby by chociaż móc zacząć cokolwiek robić. Często na tym etapie wszystko się urywa zwieńczone różnymi przekleństwami.

4. "Ale jesteście ch*jowi, ja to zrobię lepiej" takich kozaków mieliśmy niewiele ostatnio, ale ile oni psują nerwów to szkoda gadać. Wiem doskonale, że to co tworzymy nie jest idealne, ale czepianie się byle się czepiać i rzucanie uwagami merytorycznie błędnymi irytuje.

5. By stworzyć wózek potrzebujemy szelek i wymiarów. Często jest tak, że ktoś nie odzywa się kilka tygodni, a jak już wyśle te szelki to wózek chce na już i zdziwko jest i foch, kiedy mówię, że jest kolejka, a wiele rzeczy nie zależy od nas.

Ufff... To chyba główne rzeczy jakie mnie irytują. Jak sobie coś jeszcze przypomnę to dopiszę.

Podlasie

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 190 (196)

1