Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

agresywnaklucha

Zamieszcza historie od: 14 grudnia 2018 - 23:30
Ostatnio: 28 grudnia 2018 - 10:42
  • Historii na głównej: 1 z 3
  • Punktów za historie: 121
  • Komentarzy: 1
  • Punktów za komentarze: -1
 

#83760

(PW) ·
| Do ulubionych
Powinny być osobne loty z gwarancją, że nie będzie na pokładzie dzieci. Serio (_ _)

Wczoraj podczas lotu rodzice nie mogli uspokoić córki, na oko półrocznej. Wrzask, pisk, płacz, po prostu wycie. Nie słyszę nic poza tym wrzaskiem. Ani instrukcji bezpieczeństwa (demonstracje masek tlenowych i zapięcia pasów nie są bez powodu, wiem, że większość słyszała je już miliony razy), ani co mówi do mnie obsługa. Trzeba było sobie krzyczeć do uszu niczym na koncercie metalowym lub w klubie nocnym.

Rodzice też byli zmęczeni i widać że im głupio, ale wrzask jest wrzaskiem, więc w końcu ludzie zaczęli zwracać uwagę.

Wrzask i ryk był taki, że nawet pilot otworzył kabinę :) Nie wiem jak to możliwe, bo się nie znam, na ile kabina pilotów jest wygłuszona.

W końcu kierowniczka stewardess i stewardów postanowiła działać, bo nie byli w stanie podać nam jedzenia i picia, w końcu jednak wszyscy chcemy się słyszeć. Próbowała dogadać się z rodzicami w trzech językach, niestety bez skutku, oni tylko po polsku.

Pomijam już, że to nie było mówienie tylko krzyczenie do siebie. Nagle stewardessa dosłownie zabiera ojcu dzieciaka z rąk na siłę. Mężczyzna w szoku i zaczyna przeklinać. Tymczasem stewardessa "ucieka" z dziewczynką na początek samolotu i siada tam, gdzie zazwyczaj siedzi obsługa, czeka na ojca i zasłania znajdującą się tam kotarkę. Na szczęście tatuś się zamknął, a po jakichś 30-stu sekundach uspokoiła się również dzidzia. Nie było ludzi ani światła (kotarka przyciemniła to miejsce) i dziecko zasnęło prawie od razu i spało do końca lotu. Stewardessa na migi dała po prostu znać mężczyźnie, że ma tu zostać i tu będzie lepiej.

Niemniej jednak tatuś musiał powiedzieć swoje i po lądowaniu powiedział stewardessie, że jeszcze go popamięta za porwanie mu dziecka i on złoży skargę. Także po polsku a stewardessa ciągle tylko w trzech znanych sobie językach mówiła, że nie rozumie. W czterech chyba nawet jak pamiętam. Na prawdę próbowała i chciała dobrze.

Potem jeszcze kiedy czekaliśmy na odbiór bagażu cały czas burczał na tę "k..ę", tak żeby wszyscy dookoła słyszeli.

Skomentuj (70) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (180)
poczekalnia
Koleżanka poprosiła mnie (wybłagała), żebym poszła na przedstawienie bożonarodzeniowe w przedszkolu jej córeczki, bo ona nie może niestety. Z Małą mam dobry kontakt, sytuacja przyjęta całkiem dobrze. A zatem pięciolatka ma zakodowane, że będzie ciocia. Uprzedzając pytanie: tak, jej mama naprawdę nie mogła przyjść, ale jest wspaniałym rodzicem i naprawdę super wytłumaczyła córce, że te jasełka to nie koniec świata ;)

Przedstawienie trwa w najlepsze, ale mniej więcej po 20-stu minutach następuje coś, co zaskoczyło wszystkich: dzieci ustawiają się na środku sceny i zaczynają śpiewać kolędę "Jezus malusieńki". Sytuacja dziwna, bo zupełnie odbiega od całości przedstawienia, ale widać, że było to zamierzone.

I tak śpiewają i śpiewają, przygrywa im pani na pianinie, kiedy nagle dzieci zaczynają płakać. Jeden za drugim, niczym domino, przestają śpiewać, po czym kilkoro zaczyna biec do swoich rodziców na widownię. "Moja" dodatkowo w emocjach zapomniała, że nie ma jej mamy i nie poznała mnie, mimo że do niej wołałam, żeby przytulić.

Przedstawienie przerwano zupełnie.

Małe wyjaśnienie, bo może niektórzy nie wiedzą: "Jezus malusieńki" to kolęda wyjątkowo "smutna" w molowej tonacji i wolnym tempem oraz z przykrym tekstem, który może wywołać współczucie u dzieci.

Sytuacja nie dzieje się w Polsce (nie mieszkam w Polsce), ale przedszkole jest polskie i nauczycielka, chcąc dać dzieciom kawałek tradycji, uparła się na tę właśnie kolędę. Na próbach dzieci nie płakały, bo ten fragment był podobno często pomijany, na zasadzie "i tutaj teraz będziemy śpiewać "Jezus malusieńki", a teraz ćwiczymy swoje role.

Pani wychowawczyni stanęła murem w obronie swojego scenariusza zarzucając dzieciom "zbytnią wrażliwość" (!). Dzieci były w wieku od czterech do sześciu lat.

Uważam osobiście, że wywoływanie uczucia empatii u dzieci jest jak najbardziej potrzebne, nie mniej jednak tekst wychowawczyni do nas rodziców: "gówniarze niech przestaną beczeć i wracają na scenę bo popsują mi przedstawienie" był jak najbardziej piekielny. Na szczęście interweniowała dyrekcja placówki.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 31 (127)
zarchiwizowany
Tak mi się przypomniało, kiedy przeczytałam historię o "zazdrosnych kobietach".

Kilka lat temu poznałam mężczyznę w internecie i coś zaiskrzyło. Gadaliśmy sporo przez wszelkie komunikatory, smsy, rozmowy, rozmowy video. Nie powiem, wzięło mnie. Postanowiliśmy się spotkać. Mimo, że nie jestem podlotkiem, to cieszyłam się jak podlotek właśnie :)

Rano, w dniu naszego pierwszego spotkania, dostaję na Facebooku wiadomość z dziwnego konta, powiedzmy Karolina Karolina. Bez zdjęcia, bez znajomych. Wiadomość: "on Cię skrzywdzi, to jest mitoman, w dodatku siedział w więzieniu, złodziej, mówił Ci że ma syna??? On się umawia z wieloma kobietami, ale jest moim mężem, więc nie rozbijaj rodziny!"

Na początku nie zorientowałam się, że chodzi o faceta, z którym mam się spotkać. Dopiero kiedy wieczorem się zobaczyliśmy, przypadkiem napomknęłam mu o tej dziwnej wiadomości, a on nagle po prostu zastygł. Uśmiech zniknął z jego twarzy, patrzył na mnie jakby zobaczył ducha. Nie powiem: przeraził mnie.

Już szukałam ukrytej kamery, kiedy wyszeptał: Karolina Ewelina Szczepaniuk.

Na moje "Co?" Nie odpowiedział. Ale widziałam, że ma prawie łzy w oczach. Było to dla mnie dziwne. Nie wiedziałam, jak się mam zachować, siedzę z kolesiem na pierwszej randce, było miło, a teraz atmosfera jak z horroru.

W końcu dowiedziałam się, że facet ma skalkerkę. Był z nią, to fakt, ale odszedł, bo zorientował się że robiła chore akcje. Jej syn nie jest jego synem i nie są małżeństwem. Laska oczernia go jak tylko może i gdzie może. Mści się za to że odszedł. Zasada: "jeśli ja nie mogę Cię mieć, to nikt nie może".

Przyznaję, że na początku nie uwierzyłam w tę historię, ale ta Karolina zaczęła do mnie wypisywać i grozić. Okazało się, że wgrała program szpiegujący na jego telefon, a takie programy mają neiwyobrażalne więc możliwości. Miała dostęp do WSZYSTKIEGO co było na jego dysku. Zdjęć, konwersacji, nagrań rozmów. To, czego się o mnie dowiedziała i jak to później wykorzystywała przeciwko mnie, było dla mnie straszne. Widziałam osobiście, co takie programy potrafią i jak łatwo można je kupić i zainstalować oraz zaszczepić.

Jednocześnie jednak jej historie były chaotyczne, a jego wersja wszystkich wydarzeń była spójna i wiarygodna. Dlatego po kilku tygodniach nie miałam wątpliwości, że Karolina nie jest "ofiarą", która próbuje mnie ostrzec przed złym facetem, tylko po prostu totalną wariatką z problemami.

Tak się jednak złożyło, że miedzy mną a tym chłopakiem w końcu nie zaiskrzyło i postanowiliśmy się rozstać, a właściwie on postanowił, bo wybrał po prostu inną kobietę, którą niedawno poznał. No cóż, trochę mi było przykro, ale doceniłam jego szczerość.

Karolina o tym nie wiedziała (facet zmienił telefon, żeby nie mogła zrobić już więcej screenszotów). Dlatego kiedy zadzwoniła do mnie po raz kolejny, postanowiłam dla odmiany w końcu odebrać. Powiedziałam jej, że nie jesteśmy z tym chłopakim razem i nie obchodzi mnie jego przeszłość. Za pierwszym razem nie dotarło to do niej. Zaczęła płakać i krzyczeć, że sobie niszczę życie, że ona do mnie przyjedzie i mnie uratuje od niego (!). Na szczęście za którymś razem zrozumiała i się rozłączyła. Trwało to chyba z 15 minut, ale w końcu miałam ją z głowy.


Następnego dnia ten chłopak zadzwonił do mnie z wyrzutami, dlaczego powiedziałam Karolinie o jego nowej dziewczynie. Zaprzeczyłam, po prostu powiedziałam, żeby mi dała spokój bo nie jesteśmy razem.

Jego odpowiedź: "A bo ja myślałem, że jej trochę będziesz kłamać, że weźmiesz to na siebie, żebyśmy ja i (powiedzmy) Dorotka mieli święty spokój od niej"

Ja: "No chyba żartujesz? To jest i był zawsze Twój problem, nie mam zamiaru użerać się z wariatką, jeśli Ty nie chcesz być ze mną. Wtedy mogłabym Cię wspierać, ale tak nie ma szans. A Ty zamiast uciekać od niej, mógłbyś w końcu zgłosić sprawę na policję".

Historia na szczęście skończyła się szczęśliwie prawie dla wszystkich. Ten facet i jego nowa dziewczyna są do dziś razem i mają już nawet dziecko. Dostałam potem szczere przeprosiny od niego za wszystko. Karolina znalazła Dorotę bardzo szybko i narobiła im obojgu takiego bałaganu w życiu, że mało co nie trafili oboje za kratki. Na szczęście za kratki trafiła w końcu sama Karolina, pół roku temu. Tylko jej syna szkoda.

Kobiety to naprawdę pokręcone stworzenia i mówię to jako kobieta ;)

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (26)

1