Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

andtwo

Zamieszcza historie od: 13 grudnia 2016 - 19:11
Ostatnio: 19 grudnia 2018 - 10:07
  • Historii na głównej: 12 z 13
  • Punktów za historie: 1465
  • Komentarzy: 192
  • Punktów za komentarze: 760
 

#83558

(PW) ·
| Do ulubionych
Pediatrzy alarmują, że matki zbyt wcześnie rozszerzają niemowlakom dietę, nawet tym, które są na mleku modyfikowanym.

Karmię piersią. Rozpoczęłam przygodę rozszerzania diety mojemu dziecku zgodnie z zaleceniami WHO, ale chyba rozumiem, dlaczego inne matki tak się z tym spieszą - presja otoczenia.

Poniższe przykłady występowały na przestrzeni pierwszych 5 miesięcy życia mojej córki.

Moja teściowa od skończenia pierwszego miesiąca mojego dziecka:
A dajesz już małej owoce? A może damy jej owocka? Damy? Damy? Już powinnaś dawać jej herbatki i zupki. O, tu masz taką książkę, wszystko ładnie opisane (książka ma chyba z 30 lat). I tak przy każdym spotkaniu.

Moja ciocia (mała była śpiąca, zaraz poszła spać):
Jej się chce pić, przecież widzę! Daj jej coś do picia!
Przez kilka minut nie mogłam uśpić dziecka, bo ciągle o tym gadała.

Koleżanka, która ma dziecko starsze o 3 miesiące od mojego, rozszerzała dietę po 4. miesiącu:
A kiedy będziesz rozszerzać? Moim zdaniem najlepiej po 4. miesiącu, po 6. miesiącu to już za późno. Jeszcze nie dajesz jej żadnych owoców albo warzyw?
(I tu dziwne spojrzenie na mnie).

Lekarka (sędziwego wieku):
Jak to nie dajesz nic do picia? Toż to trzeba dawać wodę, herbatki, już od pierwszego miesiąca! Od trzeciego miesiąca życia powinno się dawać zupki, a ty jeszcze nie dajesz?! Karmić co 3 godziny, nie częściej! Dziecko ma się nauczyć! I w ogóle nie karmić w nocy, w nocy się śpi! (Ostatnie zdanie to mój faworyt).

Mój własny mąż.
Miejsce akcji - u teściów, tydzień temu. Mąż daje córce łyżeczkę kompotu. Jedną, drugą, mówię stop.
Teściowa: ale jej smakuje, daj jej jeszcze!
Mąż daje kolejną. Już wkurzona mówię, że ma jej więcej nie dawać, przecież w kompocie jest tona cukru! Na szczęście przestał, ale teściowa była niepocieszona.

Generalnie wszystkie te osoby są do rany przyłóż, ale chwilami już miałam dość tej nagonki. Moje tłumaczenia odbijały się echem od ścian. Ja się nie dałam, ale niejedna kobieta złamie się pod wpływem mamy/teściowej/lekarza starej daty/koleżanki.

Rozszerzanie diety

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (163)

#83658

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzwonek do drzwi. Otwieram, stoi pan. Pan okazał się [K]omornikiem.

Rozmowa niemal cytowana, ale powiedzmy, że w przybliżeniu:

[K] Dzień dobry, komornik XYZ, czy tu mieszka pani Renata Jarkiewicz*?
[Ja] Dzień dobry, Nie.
[K] Tutaj jest Słomiana 28, tak?
[J] No tak...
[K] Gmina Piekiełko, prawda?
[J] Zgadza się, ale...
[K] Więc może pani Jarkiewicz kiedyś tu mieszkała, może była lub jest tu zameldowana?
[J] Na pewno nie mieszkała, ani nie jest zameldowana, pierwszy raz słyszę to nazwisko.
[K] Jest pani pewna, że ta pani tu nie mieszka? Według moich dokumentów pani Jarkiewicz jest tutaj zameldowana.
[J] Ale mówię panu, że nie jest zameldowana, nigdy nie była i nigdy ktoś taki tu nie mieszkał.
[K] Wie pani, bardzo dziwna sprawa, bo ja mam w papierach że pani Jarkiewicz tu mieszka.

Cała rozmowa trwała 10 min, pan zadawał ciągle te same pytania jak wyżej. Widziałam, że w ogóle mi nie wierzy i nie wiedziałam, jak się go pozbyć.
A komornik nie miał najmniejszego zamiaru się pożegnać,
właściwie w międzyczasie zdążył wejść do domu.
I tak sobie stoimy i rozmawiamy w kółko o tym samym i nagle mnie olśniło.
[J] A może pan szuka pani z miejscowości Aniołów, gmina Piekiełko?
[K sprawdza w papierach] Tak, zgadza się!
[J] To tutaj jest miejscowość Piekiełko, gmina Piekiełko...

Wpadłam na to, bo przypomniało mi się, że kilka razy listonosz przyniósł mi list zaadresowany właśnie do tej drugiej miejscowości.

Strasznie nachalni ci komornicy...

*zmienione.

Komornik

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (112)

#83215

(PW) ·
| Do ulubionych
Na studiach miałam w grupie chłopaka na wózku inwalidzkim, [T]. Kolegowaliśmy się. [T] jest osobą, do której pewne sprawy nie docierają, jeśli nie chce, żeby dotarły. Ma też zbyt wysokie mniemanie o sobie, moim skromnym zdaniem. Jego świat to był przede wszystkim świat wirtualny (dopiero studia dzienne wyrwały go do prawdziwego). Miał [P]rzyjaciółkę, a [P]rzyjaciółka bliską koleżankę, [A]nię. [P] ich ze sobą "zapoznała".

[T] znał [A] tylko przez internet. Wymienili ze sobą wiele maili. [A] była piękną dziewczyną (widziałam jej zdjęcia), mieszkającą w Ameryce, posiadającą własne studio modelek. [T] był po uszy w niej zakochany, marzył, aby się z nią spotkać. [A] była dla niego najważniejsza, była całym jego światem. Wielokrotnie zapraszał ją do siebie, a ona wielokrotnie obiecywała odwiedziny, jak tylko będzie w Polsce. Generalnie dużo mu obiecywała, za dużo.

Przez 5 lat wysłuchiwałam, jaka [A] jest wspaniała, cudowna, idealna, kiedyś będą razem. Ale też widziałam, jak [T] było przykro, kiedy kolejny raz łamała mu serce, nie odpisując na maile po kilka miesięcy. Wysyłał mi ich ostatnią rozmowę i prosił, abym znalazła powód, dlaczego ona się na niego obraziła. [T] za każdym razem był pewien, że przestała odpisywać, bo coś źle napisał, może był zbyt śmiały w wyznaniach? A wyznania miał głębokie, mnie też się czasem zwierzał.

Wiele razy mu tłumaczyłam, że to z nią jest coś nie tak, że ona nie jest tego warta, że musi sobie dać spokój, że to go tylko niszczy. A [A] zawsze wracała. Wystarczyło "przepraszam, nie miałam czasu", a [T] wszystko jej wybaczał. Za każdym razem [P] broniła [A], że zajęta pracą, trudny okres itp.

Skończyliśmy studia, kontakt się urwał. Po kilku miesiącach [T] do mnie pisze, że [A] nie odzywała się do niego od kilku miesięcy. Mnie już ciśnienie podniosło się na maxa, nie znosiłam tej laski i nie rozumiałam, dlaczego wodzi za nos kalekiego chłopaka przez tyle czasu. Nie chciałam o niej słuchać.

Ale [T] kontynuował. [A] nie odpisywała już od miesięcy, więc ciągle prosił [P], aby ta skontaktowała się z [A], bo on tęskni, kocha, już nie może wytrzymać.

W końcu [P] przyznała, że [A] nie istnieje, że ona ją wymyśliła, i że tak naprawdę to z nią pisał przez te 8 lat (!!!). Przeprosiła, ale już ma dość udawania [A].

Przyjaciółka

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (153)
zarchiwizowany

#83056

(PW) ·
| było | Do ulubionych
W pewnej malutkiej gminie od kilkunastu lat osobą rządzącą całą wsią jest... proboszcz.
Wszyscy się go boją, bo potrafi w niedziele z ambony obrazić każdego, kto mu podpadnie. Oczywiście nazwiskami nie rzuca, ale tak opisuje daną osobę,
że każdy wie, o kogo chodzi.

Ogółem:
- W ławkach mogą siedzieć wyłącznie osoby, które dają pieniądze na kościół (taca się nie liczy)
- nie ma możliwości zmiany daty intencji mszalnej. Nie obchodzą go żadne okoliczności. Nieważne, że za osobę zmarłą są msze 2 razy w tygodniu przez
2 miesiące, tej jednej nie przesunie.
- bardzo dokładny cennik, np. intencja mszalna w niedziele 80 zł, w tygodniu taniej.
- rachunek za pogrzeb jest o wiele niższy, niż w rzeczywistości.
- proboszcz potrafi stwierdzić, czy dana osoba zasłużyła na pogrzeb,
czy też nie.
- przy wszelkich próbach bezpośredniego zwrócenia uwagi, proboszcz dosłownie UCIEKA.
- parafianie ciągle dają za mało pieniędzy. Proboszcz wyzywa z ambony,
że parafianie tak mało dają. Generalnie, o pieniądzach mówi w kółko- mało, mało, mało.
- Pierwsza Komunia Św. Dziecko zapomina książeczki. Komentarz proboszcza: To teraz przyda ci się jedynie w trumnie.
- czy to na niedzielnej mszy, czy to nad trumną zmarłego na cmentarzu: za dużo kwiatów! po co tyle kwiatów!
- krytykuje, obraża, osądza, uwielbia plotki.

Konkretna sytuacja:
Co tydzień Kościół sprzątają parafianie. Dom po domu. Co tydzień przychodzą osoby z dwóch domów. I tak z jednego z domów przyszła tylko jedna osoba ([P]ani), mimo, że mieszka ich kilkoro. Dodam, że rodzina ta jest dość biedna, dorabiają sobie zbieraniem jagód czy grzybów. Proboszcz nie omieszkał
z ambony poinformować wszystkich, że jak to tak, że tylko jedna osoba.
A w ogóle to on kiedyś od nich grzyby kupił, takie drogie były, że mógłby sobie kupić za te pieniądze bilet do Chin i z powrotem! Na mszy akurat była [P], która bardzo się zdenerowała, wstała i do niego z awanturą. Wszyscy w kościele zaczęli bić brawo, msza zakończyła się ekspresowo, po której proboszcz szybciutko się zmył. Po tego typu akcjach jest grzeczny przez jakis czas.

Ten sam proboszcz, a jakże, ma dwójkę dzieci.

Wielokrotnie na przestrzeni ostatnich lat były wysyłane listy do konkretnych biskupów, arcybiskupów, kurii, aby usunąć proboszcza, ponieważ odsuwa ludzi od wiary. Proboszcz panuje do dzisiaj.

Proboszcz

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (156)

#82223

(PW) ·
| Do ulubionych
Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, cz. 2.

Wraz z [S]iostrą, poprzez umowę notarialną, z klauzulą, że nikt nie ma prawa do zachowku, otrzymałyśmy od dziadka duży dom. Dom mocno zaniedbany, wymagający generalnego remontu.
Z [S] wiele razy rozmawiałyśmy o tym, co zrobimy z domem, ale obie byłyśmy zbyt młode, jak na podjęcie takiej decyzji, więc to odsuwałyśmy w czasie. Wiedziałyśmy, że mieszkać razem nigdy nie będziemy (odsyłam do cz. 1 - http://piekielni.pl/81932).

W historii występuje mój już wtedy [M]ąż.

Pierwszą część historii zakończyłam na etapie wyprowadzki [S] do miasta obok.
W mieście mieszkała przez rok, w tym czasie utrzymywałyśmy normalny kontakt (nie było o co się kłócić).

Właśnie po roku od jej wyprowadzki nasz brat, mieszkający od 9-ciu lat za granicą, zaproponował jej, aby przyleciała do niego, on jej pracę załatwi i zamieszkają razem. Długo się nie zastanawiała, w ciągu miesiąca znalazła się u niego, biorąc ze sobą koleżankę [K]arolinę (razem mieszkały
i pracowały w mieście).

Po dwóch tygodniach od wyjazdu poinformowała mnie, że muszę podjąć decyzję, czy sprzedajemy dom, czy ja odkupię od niej połowę. Nie byłam gotowa na podjęcie takiej decyzji na już, o czym ją poinformowałam. Zaczęły się telefony co drugi dzień, raz od [S], a innym razem od naszego brata (który ze sprawą nie miał nic wspólnego).

Telefony typu:
[S] Kur... nie mam za co żyć, potrzebuję pieniędzy, zaraz wyląduję na ulicy!
[J] Jak to możliwe, skoro wzięłaś ze sobą 30 tys. złotych? (oszczędności po dziadku)
[S] Kur... ty nic nie rozumiesz, tutaj to są grosze, jeszcze musiałam pożyczyć Karolinie! Wyślij mi pierwszą ratę 20 tys. za dwa dni (aha, to już decyzja podjęta, że kupuję? :) )
[J] Jak dobrze wiesz, ja nie mam nawet złotówki. Pieniądze ma mój [M]ąż i najpierw muszę z nim podjąć decyzję. A poza tym, nawet gdybym pieniądze miała, to bez umowy notarialnej nie wyślę ci nawet 100 zł.
[S] Kur… ty mi nie chcesz dać moich pieniędzy! To są moje pieniądze i masz mi je dać!
[J] To nie są twoje pieniądze, tylko twoja połowa domu, a to dwie różne rzeczy.
[S] Ja pier... ty jesteś nienormalna! Zaraz ma do nas dolecieć chłopak Karoliny, czy ty nie rozumiesz, jaką mam teraz ciężką sytuację?!

Po tej rozmowie dzwoni [B]rat.
[B] Słuchaj, połowa domu jest [S] i jej się ta kasa należy.
[J] A może ty mi wyjaśnisz, jak to jest, że ludzie wyjeżdżają za granicę, żeby zarobić 30 tys., a ona tyle wywiozła i po 2 tygodniach grozi jej ulica?
[B] Taa, tylko ci ludzie mieszkają po 30 osób w jednym pokoju, a [S] przecież na starcie musi się urządzić.
[J] A nie może zacząć się urządzać, jak już zacznie pracować? Przecież mieszka z tobą.
[B] Ale musimy wynająć inny dom, bo się ciasno zrobiło, potrzebujemy 3 tys. EUR na zaliczkę (kwoty dokładnie nie pamiętam).
[J] Siedzisz tam od lat, [S] pojechała z pieniędzmi i co, nie macie na zaliczkę? Skoro ją tam ściągnąłeś, to chyba zdawałeś sobie sprawę, co to oznacza?
[B] Ale ja nie mam kasy! Jeszcze ma dojechać chłopak Karoliny.
[J] A właśnie, kto normalny ściąga do siebie jakiegoś kolesia, kiedy sytuacja jest taaaka krytyczna? Przecież [S] i [K] jeszcze nawet nie zaczęły pracować!
[B] No chcą, to ściągają, co nie. Słuchaj, bo [S] już rozmawiała z prawnikiem i jesteś raczej w kiepskiej sytuacji (tutaj zaczęły się groźby).
[J] Fajnie, tylko oboje wiecie, że ja nie mam pieniędzy.
[B] No to pogadaj z [M], kupujcie i po problemie.

Kolejna rozmowa z [S]:
[S] Masz podjąć decyzję, kupujesz ten dom, czy go sprzedajemy, ile można się zastanawiać?!
[J] Przez ostatnie lata obie się zastanawiałyśmy, a teraz ja mam podjąć decyzję w tydzień?!
[S] Rozmawiałam z prawnikiem, i to ty masz w tej sytuacji przeje...ne, a nie ja, hahaha. Tak że do jutra chcę decyzję.

Tego typu telefony trwały przez miesiąc. W międzyczasie prowadziłam rozmowy z [M], który domu kupować nie chciał. Nie chciał, bo dom dużo za duży, wymagał włożenia w niego równowartości nowego, małego domku. Kto duży, stary dom ma, ten wie, że to jest skarbonka bez dna.

W końcu do [S] dotarło, że pogróżki nic nie dają, postanowiła się pogodzić i ustalić, kiedy dam ostateczną odpowiedź, czy dom kupię, czy sprzedajemy.
Termin ustaliłyśmy, miałam dodatkowych 5 miesięcy na podjęcie decyzji, wypadało to na grudzień. Do grudnia kontakt miałyśmy bardzo dobry.

W końcu grudzień przyszedł, 3 dni przed świętami [S] pyta o decyzję.

W tamtym czasie przechodziłam trudny okres i nie brałam pod uwagę żadnego zakupu domu, więc poinformowałam [S], że dom sprzedajemy.

Wywiązał się dialog:
[S] No i ok, to wyślij mi zdjęcia pomieszczeń, na pewno wszystko posprzątałaś na święta, hehe, to zdjęcia będą w sam raz, żeby wystawić ogłoszenie w necie. Ja się wszystkim zajmę, tylko zdjęć potrzebuję.
[J] No nie, nie posprzątałam. Przypominam, że mieszkam na jednym piętrze, a jest jeszcze parter, poddasze i piwnica. Poza tym, zanim wystawimy dom na sprzedaż, to trzeba trochę ogarnąć - przejrzeć wszystkie rzeczy i wyrzucić, co niepotrzebne.
[S] No to ogarnij.
[J] Ale tego nie da się zrobić w 3 dni, sama wiesz, ile tu jest rzeczy. A poza tym, dlaczego miałabym sama sprzątać? To ty chcesz zrobić coś z domem, więc skoro chcesz sprzedać, to niestety musisz się tym zająć.
[S] No chyba cię poj...ło, że ja przylecę, żeby dom sprzątać! Ludzie w gorszym stanie wystawiają i jakoś sprzedają! Przestań wymyślać i wyślij mi te zdjęcia!
[J] Chcesz szybko sprzedać dom tak? Jeśli po dwóch tygodniach ktoś będzie chciał obejrzeć dom, to myślisz, że w ogóle nieprzygotowany do sprzedaży go zachęci?
[S] Jak się znajdzie kupiec, to wtedy się posprząta.
[J] A nie rozsądniej najpierw posprzątać, a potem szukać kupca?
[S] Dobra, widzę, że specjalnie wymyślasz idiotyczne problemy, więc wynajmę firmę sprzątającą, niech wszystko wypier...lą.

I tutaj na chwilę przerwę, żeby wyjaśnić. Nigdy nie sprzedawałam domu i moja wiedza na ten temat była mocno ograniczona, ale logicznym wydawało mi się, że dom do sprzedaży najpierw trzeba przygotować, czyli zminimalizować ilość osobistych rzeczy, przynajmniej w pomieszczeniach, z których się nie korzystało. Druga sprawa, zwyczajnie chciałam się zabezpieczyć. Znając [S], gdyby znalazł się kupiec i trzeba by było ogarnąć dom, toby powiedziała, że muszę wszystko zrobić sama, bo ona nie dostanie urlopu przez najbliższe 2 lata, a jak tego nie zrobię, to sama mam od niej kupić.

I tak temat ucichł na kolejnych 5 miesięcy. Przyszedł maj, nie utrzymywałyśmy z [S] kontaktu. Minął dokładnie rok, od kiedy [S] wyjechała za granicę i od kiedy zażądała kupienia od niej domu.

Moja i [M] sytuacja się poprawiła, podjęliśmy decyzję, że dom kupujemy. Już miałam pisać w tej sprawie do [S], kiedy się okazało, że przylatuje do Polski. Umówiłyśmy się na spotkanie.

Pierwsza zaczęła [S]. Otóż skoro nie chcę domu kupić, a ona nie będzie czekać latami, aż ktoś dom kupi, to ona podaje mnie do sądu, niech komornik zajmie się sprzedażą domu. W myślach pogratulowałam pomysłu. Iść po najmniejszej linii oporu, sprzedać dom za grosze, bo ja zła siostra nie chcę odwalić za nią całej brudnej roboty związanej ze sprzedażą domu.

Poinformowałam [S], że kupię od niej połowę domu, w 5 ratach. Dwa dni później podpisałyśmy umowę przedwstępną, taką bez notariusza. Umówiłyśmy się, że [S] da mi znać, kiedy będzie kolejny raz w Polsce z miesięcznym wyprzedzeniem, a ja zacznę załatwiać papiery.

Przez kolejnych 5 miesięcy kontaktu również nie utrzymywałyśmy - w końcu cel został osiągnięty, już nie byłam jej potrzebna prawie do niczego.

I tak w październiku [S] potwierdziła, że przylatuje w listopadzie, a więc rozpoczęłam załatwianie dokumentów. A wraz z nimi wznowił się kontakt z [S], wyłącznie na temat domu, gdzie każda rozmowa kończyła się kłótnią. Nie bardzo to rozumiałam, w końcu wszystko szło po jej myśli, a jednak potrafiła wyrwać słowo/zdanie z kontekstu i rozpocząć nic niewnoszącą kłótnię.

Największym problemem okazało się zameldowanie. Ja chciałam, żeby zaraz po podpisaniu aktu notarialnego się wymeldowała, [S] wymeldować się nie chciała. Dodatkowo usłyszałam, że jak ją oszukam, to mnie poda do sądu i w ogóle cała ta sprzedaż domu to jest jak by ją tu oszukać bardziej.

U notariusza.

Notariusz wiedział o problemie meldunku, zapytał [S], czy meldunek jest jej do czegoś potrzebny, skoro na stałe mieszka za granicą. Odpowiedź [S]: Nie.

Powiedziała, że jeśli po notariuszu zawiozę ją do Urzędu Skarbowego, potem do gminy się wymeldować, a potem do jej hotelu, to ona może się wymeldować (między notariuszem a jej hotelem ok. 60 km, miasta po dwóch przeciwnych stronach, pośrodku miejscowość z domem). Jedyne, co mi pozostało, to zapis w akcie, że [S] zobowiązuje się wymeldować przed otrzymaniem ostatniej raty.

[N]otariusz zapytał, na jaki adres ma wysłać [S] dokumenty.
[S] Na ... (tu podała adres domu, który właśnie sprzedawała).
[J] Może podaj swój aktualny adres, ja już od dawna nie odbieram poczty zaadresowanej do ciebie.
[S] Ale to jest bez sensu, a jak np. za miesiąc się stamtąd wyprowadzę?!
[N] Proszę pani, mimo wszystko, aby otrzymać korespondencję, podaje się adres zamieszkania, nie adres zameldowania.

[S] podała adres, ale niepełny, bo po prostu go nie znała.

Tak zakończyła się znajomość pomiędzy mną, a rodzoną siostrą i naszym bratem, który stanął murem za [S] i również zerwał ze mną kontakt.

I jeszcze tylko taki malutki smaczek. Pierwszą ratę [S] otrzymała w gotówce przy notariuszu, kolejne raty mam wpłacać na konto bankowe wskazane przez [S]. [S] wskazała konto narzeczonej naszego brata.

Dom jest mój (i męża) od pół roku, jednak do dzisiaj mam koszmary, że brat z siostrą przyjeżdżają, robią imprezy, niszczą, wynoszą moje rzeczy, żądają własnego pokoju, a ja tylko chodzę i sprzątam po nich gigantyczny syf...

Zgadzam się, że [S] miała prawo ode mnie żądać decyzji w sprawie domu, ale można było to zrobić w normalny sposób. Znalezienie kupca na tak wysoki dom mogło trwać latami, dla [S] najlepszą opcją był zakup domu przeze mnie, ale nie miała prawa mnie do tego zmuszać.

Z rodziną najlepiej na zdjęciu

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (179)

#82187

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia #82177 przypomniała mi o istnieniu pewnej osoby.

O koledze cwaniaczku.

Na studiach poznałam [B]asię, [P]iotrka i [J]anusza.
Chodziliśmy do jednej grupy i jeździliśmy tym samym pociągiem. Ja jestem z innej miejscowości, więc wsiadałam ostatnia (i pierwsza wysiadałam).
Z Basią i [P] się przyjaźniliśmy, [J] od początku był w swoim świecie.

Im bliżej było końca studiów, tym bardziej nam się pociągiem na uczelnię nie chciało jeździć, zwłaszcza [P]. Dlatego [P] raz na jakiś czas (czasem raz w tygodniu, czasem częściej, czasem rzadziej), brał auto, a ja i Basia dorzucałyśmy się do paliwa. Stałą stawkę ustalił [P], zero kłótni i jakichś dziwnych akcji. Zawsze rozliczaliśmy się na powrocie pod moim domem.

W końcu [J] zauważył, że bez sensu, żeby on pociągiem jeździł, jak tu ma taki transport i zaczął się zabierać z nami. Po 2-3 jazdach z [J], [P] powiedział wkurzony mnie i Basi, że [J] za każdym razem po prostu wysiadał z auta, jak by temat paliwa nie istniał.
Przy następnej okazji razem z Basią głośno przy [J] uzgodniłyśmy, że rozliczamy się przed podróżą z powrotem.
Od tamtej pory [J] bardzo chętnie z nami na uczelnię jechał, ale nigdy nie wracał. Skoro on tak, to my tak - rozliczamy się od razu po wejściu do auta. Przestał z nami jeździć w ogóle.

Ale nie mogę się powstrzymać, żeby nie umieścić kilku innych ciekawostek o [J].

Obrony. Składka na kwiaty dla prowadzących. [J] musiał z własnej kieszeni dorzucić 1,5 zł i kazał się ludziom na tę kwotę składać. Dała jedna osoba, bo zbierać po 15 groszy od każdego to trochę głupio. Zostały 2 bukiety? Oczywiście weźmie je [J].

Po obronie. [Z]najomy postawił whisky, trzeba było dokupić colę. [Z] poprosił [J], żeby kupił colę, ale ten odmówił ("dlaczego ja?"). Kupił ktoś inny. Zostało pół butelki whisky, które [J] po prostu sobie zabrał.
(Ja broniłam się w innym terminie).

W naszej grupie na studiach kilka osób brało udział w wyścigu szczurów, w tym [J]. Brali udział w czym popadnie, żeby dostać wysokie stypendium.
Po studiach jedna z dziewczyn i [J] nadal się udzielali na uczelni, zapisali się na doktorat. Oboje też postanowili startować do wyborów uczelnianych. Dziewczynie się udało, [J] się nie dostał i zaczął rozpowiadać, że jest bezczelna (?!) i chodzi jej tylko o pieniądze. Sam na studiach pobierał 2 tys zł z tytułu kilku stypendiów. Ponieważ nie dostał się do rady uczelni, z doktoratu również zrezygnował.

Basia i [J] to kuzyni, więc Basia zaprosiła [J] na swoje dwudniowe wesele. W kopercie dostała od niego 200 zł. Później [J] zaprosił Basię na swoje dwudniowe wesele, przy proszeniu żarciki o grubej kopercie, dużo żarcików. [J] musiał być zachwycony, dostając od Basi 200 zł :)

[P] wraz z ojcem kupili lawetę i na tym zarabiali.
Pewnego dnia do Basi dzwoni [J], czy mogłaby go zholować, bo brakło mu paliwa. Basia poinformowała, że nie da rady, bo są właśnie na weselu. [J] stwierdził, że zadzwoni do [P], ale Basia poinformowała go, że on też jest na tym samym weselu.
Mimo to [J] zadzwonił do [P] z tym samym pytaniem:

[P] jestem na weselu, nie dam rady. Ale mogę do ciebie wysłać mojego tatę z lawetą.
[J] Oo super, to ja jestem tu i tu, niech szybko podjedzie bo mam mało czasu.
[P] Ok, tylko to będzie kosztować X zł.
[J] A to nie może mnie za darmo odholować?
[P] stary to jest laweta, samo paliwo kosztuje, a mój tata za darmo też jeździć nie będzie.
[J] To ja zapłacę ci później
[P] To nie ja cię będę holować, tylko mój tata, musisz mu zapłacić od razu (dobrze wiedział, że później znaczy nigdy).
[J] To ja sobie inaczej poradzę.

Nadmienię, że mógł po prostu iść na stację i kupić kanister, auto mu odmówiło posłuszeństwa w środku miasteczka.

należy mi się

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (167)

#82093

(PW) ·
| Do ulubionych
Sąsiad sąsiadowi współlokatorem.

Mama moja mieszka sobie w bloku. Kilka miesięcy temu do mieszkania pod nią wprowadziła się kobietka z chyba mężem i kilkuletnim dzieckiem. Opis rodzinki znam tylko z opowieści. On: wyglądem przypominający kryminalistę (ale podobno miły). Ona: wiecznie jakaś taka wystraszona.

Pewnego dnia sąsiadka ta zawitała do mamy z ogromną prośbą.
Otóż czy moja mama mogłaby ich zameldować w swoim mieszkaniu na miesiąc? Potrzebują meldunek, aby otrzymać jakieś dodatki finansowe z gminy na dziecko. Pierwsze pytanie mojej mamy, to dlaczego nie zamelduje ich właściciel mieszkania, w którym faktycznie mieszkają już od kilku miesięcy? Odpowiedź - właściciel nie chce ich zameldować (swoją drogą, myślę, że umowę najmu mają, w tej sytuacji właściciel chyba powinien ich zameldować?).
Sąsiadka zaproponowała kilkadziesiąt złotych za meldunek, a mama powiedziała, że musi się zastanowić (chyba była po prostu w szoku).

Sąsiadka wróciła na drugi dzień i usłyszała, że mama ich nie zamelduje.
Jej reakcja? W oburzeniu wypowiedziane słowa: "myślałam, że się pani zgodzi"...

Sąsiadka

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (130)

#82135

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w pewnym zakładzie produkcyjnym w trudnej branży. Ze względu na wysokie kary finansowe, nie ma miejsca na najmniejsze błędy w dostawach do klientów. Właściwie nie ma miejsca na jakiekolwiek błędy, ponieważ produkt finalny naszych klientów jest ściśle związany z bezpieczeństwem użytkowania. Kiedy widzicie w tv nowy produkt naszego klienta, wiedzcie, że masa ludzi przeszła przez piekło, żeby ten produkt powstał. :)
Wydawać by się mogło, że kadra zarządzająca i kierownicza musi mieć łeb na karku. A tak jest u mnie:

1. W magazynie wyrobów gotowych pracował facet, który znał się na rzeczy, zero błędów, pełna kontrola nad swoją robotą. Ale tak dobry pracownik był też potrzebny w innym dziale, więc dyrektorka go przesunęła, a na jego miejsce dała chłopaka, który jest miłym człowiekiem, ale do roboty ma dwie lewe ręce. I się zaczęło: wysyłanie do klienta pustych palet bez towaru zamiast z towarem, wysyłanie więcej towaru, niż jest w dokumentach, wysyłanie towaru bez dokumentów. Za każdym razem firma dostaje karę finansową. Chłopak pracuje na tym stanowisku od roku i naprawdę nie rozumiem, dlaczego.

2. Ponieważ mistrz magazynu wyrobów gotowych wraz ze swoimi pracownikami ciągle coś zawala (patrz pkt.1), to decyzja dyrektor: pracownicy działu logistyki mają pilnować, żeby tych błędów nie popełniali. Jeśli dalej będą błędy, konsekwencje zostaną wyciągnięte od pracowników logistyki.

3. Mistrz magazynu wyrobów gotowych potrafi szukać towaru na swoim magazynie 5 razy i go nie znaleźć, twierdzi, że tego nie ma. Pracownik logistyki musi mu pokazać palcem. Żeby to jeszcze był ogromny magazyn zawalony towarem, ale towar właściwie schodzi z produkcji i prawie od razu jest ładowany na samochód.

4. Magazyn surowców nie wyrabia się z przyjęciem towaru do systemu. Decyzja dyrektor: pracownicy logistyki mają pilnować pracowników magazynu surowców, aby na czas towar był przyjęty do systemu. W przeciwnym razie pracownikowi logistyki zostanie odebrana premia (z tego na szczęście dyrektor wycofała się już na drugi dzień).

5. Dyrektor otrzymała informację od naszego dostawcy o końcu życia naszej formy (forma do produkcji komponentu) rok przed jej faktycznym zużyciem. Przez rok temat co jakiś czas przypominany przez pracownika logistyki. W końcu forma się posypała, nie jest w stanie produkować pod bieżące potrzeby naszego klienta i cudem jest, że w ogóle jeszcze wychodzą z niej jakieś sztuki. Dyrektor szybko znalazła winnych w dziale logistyki, bo ona sama przecież nic o tym nie wiedziała. Od naszego dostawcy, który na formie pracuje, żąda poniesienia wszystkich kosztów związanych np. z dodatkowymi transportami. Jednocześnie w dalszym ciągu nie dała zgody na pilną naprawę formy, czekając na cudowne, darmowe samonaprawienie.

6. Pewnego dnia przyszedł mail, ja dostałam go do wiadomości. Kompletnie nie rozumiałam treści, udałam się więc z wydrukowanym mailem do Kierownika Technologii, który był jako jeden z głównych odbiorców.
[J] słuchaj, przyszedł taki mail i kompletnie nie wiem...
[KT] ale to nie mój problem, to ty dostałaś maila
[J] no właśnie to ty dostałeś tego maila
[KT] aha, pokaż...
Ten pan już tam nie pracuje.

7. Pracownicy produkcyjni mieli wyrobiony limit nadgodzin za cały miesiąc jeszcze przed jego zakończeniem. Ci, którzy jeszcze nie osiągnęli tego limitu, byli do nadgodzin zmuszani ("jutro możesz już nie przychodzić"). Następnie dyrektor zabierała premię (jeden ze stałych składników wynagrodzenia), i pracownicy dostawali taką wypłatę, jak by nadgodzin w ogóle nie mieli.

8. Na święta wszyscy dostają dość wysoką premię świąteczną, bo 400 zł. W ostatnie święta dyrektor stwierdziła, że to za dużo, ale zmniejszyć nie mogła, więc zabrała 200 zł ze zwykłej, stałej premii.

9. Wiecznie jest tak, że komponenty są w systemie, a w trakcie produkcji okazuje się, że ich nie ma (mam tutaj na myśli braki liczone w tysiącach sztuk/ w paletach) Kto winny? Oczywiście dział logistyki, który nie ma żadnego wpływu na stany systemowe i fizyczne. Dział logistyki się wkurzył i pokazał dyrektorce zdjęcia wielkiego kontenera zawalonego półwyrobami, tzw. odpady produkcyjne. Produkcja te odpady powinna ściągać z systemu, ale tego nie robi. Czy dyrektor coś z tym zrobiła? Nie, bo nie potrafi rozwiązać tego problemu. Za to dział logistyki musi lepiej pilnować stanów swoich detali. Dyrektor nie jest w stanie wyjaśnić, w jaki sposób pilnować stanu trzystu detali, nie mając systemu.

10. Dział technologii przysłał maila do logistyki, aby asap wysłać zapytania ofertowe na detale do produkcji dla nowego klienta. Klient super ważny. Odpowiedź logistyki: Ok, zapytania ofertowe zostaną wysłane, jak tylko Technologia udostępni rysunki techniczne. Następuje miesiąc ciszy. Po miesiącu dział technologii pyta, czy logistyka ma już oferty. Po otrzymaniu odpowiedzi, że ofert nie ma, technologia biegnie do dyrektor, że logistyka od miesiąca nic nie robi z tematem. Technologia nie potrafi wyjaśnić, jak złożyć zapytanie ofertowe, nie mając rysunku technicznego (tutaj może wyjaśnię: żeby dostawca był w stanie zaproponować nam cenę za dany komponent, to musi otrzymać rysunek techniczny, aby znać wymiary detalu, łatwość jego wyprodukowania, rodzaj i masę materiału, z którego detal ma zostać wykonany i inne).

Muszę zaznaczyć, że żadna z zatrudnionych osób nie jest rodziną z dyrektor ani nic podobnego (dyrektor jest z innego miasta, z innego województwa).

Jak się spodoba, będą kolejne kwiatki. :)

zakład produkcyjny_zarządzanie

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (171)

#82046

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja miała miejsce kilka lat temu.
Pewnego dnia mój policzek potroił swoją wielkość, a jeden z zębów niemiłosiernie zaczął boleć. Pobiegłam do dentysty, coś mi tam zrobił, żeby objawy szybciej minęły i wypisał mi skierowanie do specjalistycznej przychodni stomatologicznej w tym samym mieście, bo ząb jedynie do wyrwania.

Opuchlizna zeszła, pobiegłam więc do tej przychodni.
A tam chirurg poinformował mnie, że:
- skierowanie jest nieważne, muszę załatwić sobie nowe, żeby wykonać zabieg na NFZ (dentysta, który mi wypisał skierowanie miał podpisaną umowę z NFZ, no ale dobra)'
- jak już zdobędę nowe skierowanie, to najbliższy wolny termin przypada na za rok'
- mogę wyrwać u nich prywatnie, będzie to kosztować 500 zł + znieczulenie i zapraszają za 3 dni.

Jeszcze nie zwariowałam, żeby za wyrwanie zepsutego zęba płacić tyle kasy, albo rok czekać z wyrwaniem, więc podziękowałam.

Znalazłam w necie innego [C]hirurga, kilka osób poleca, jadę.

[C bardziej do siebie] To skierowanie się nie nadaje, ale to sobie sam wypiszę.
[C już do mnie] Normalne znieczulenie 30 zł, lepsze znieczulenie 50 zł, które dać?
Za wyrwanie zapłaciłam całe 50 zł.
Jego gabinet w ciągu kilku lat zyskał ogromny prestiż, a on sam jest uznawany za jednego z najlepszych specjalistów w okolicy.

Da się? Da się.

NFZ

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (208)

#81932

(PW) ·
| Do ulubionych
Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, cz. 1.


Razem z [S]iostrą przeżyłyśmy wiele trudnych chwil, byłyśmy właściwie zdane same na siebie, kłóciłyśmy się i obrażałyśmy na siebie często, ale lubiłyśmy swoje towarzystwo. Albo ja lubiłam, a siostra to wykorzystywała.

Obecnie nie utrzymujemy kontaktu. Nie z powodów wymienionych poniżej, ale myślę, że już one są wystarczającym powodem, aby trzymać się od tego typu człowieka z daleka, jeśli tylko jest taka możliwość. W historii gościnnie występuje mój wtedy [N]arzeczony, dziś mąż.
Sytuacje miały miejsce na przestrzeni kilku lat.

SAMOCHÓD

Miałyśmy wspólny samochód od dziadka. [S] w nim nie sprzątała, ani go nie myła. Nie jeździła na wymianę kół (bo "przecież Ty jeździsz zawsze, to mechanik już Cię zna"), nie jeździła na przeglądy, nigdy.

1. Nie raczyła odśnieżać wjazdu do garażu (bez odśnieżenia nie było opcji wyjechania), bo ona auta nie potrzebuje. Więc odśnieżałam ja. Godzinę po odśnieżeniu samochód był jej super hiper mega potrzebny. I krzyk, bo jej kluczyków nie chcę dać (w końcu dawałam).

2. [S] była STUDENTKĄ, nie będzie więc na zajęcia jeździć pociągiem, tylko autem. I chyba mnie pogrzało, że ona ma tankować za swoje. I co z tego, że jednorazowa podróż tam-powrót kosztuje 30 zł, od dziadka weźmie na benzynę (jak jeszcze żył). Jaka szkoda, że z tak ekonomicznym podejściem studia zakończyła na etapie 2-go roku, na najłatwiejszym wydziale. A ja głupia całe studia pociągiem jeździłam, bo szybciej, niż autem i tanio (oczywiście też mi się zdarzyło raz na jakiś czas jechać autem, częściej szkoda mi było pieniędzy- i moich, i dziadkowych).

3. Samochód na benzynę, palił jak smok, więc kiedy zaczęłam pracować i częściej autem jeździć, zaproponowałam [S] założenie gazu (dziadek już nie żył i nie miał kto za [S] tankować). Pomysł się nie spodobał, bo "gaz powoduje, że auto traci na mocy". Na nic tłumaczenia, że 15-letnie auto z silnikiem 1,4 nie ma gdzie stracić na mocy, a 10 litrów benzyny na 100 km to naprawdę dużo. W końcu stwierdziła "rób co chcesz". Gaz założyłam. [S] nigdy się nie dorzuciła, ale nagle samochód był jej 3 razy częściej potrzebny, niż wcześniej.

4. Samochód stary, wymagał pilnego i generalnego remontu, zaczął stwarzać zagrożenie na drodze, a także zbliżał się koniec przeglądu. [S] o tym wiedziała.
Pojechałam do mechanika. Werdykt: 1600 zł. Dodatkowo postanowiłam naprawić klimę, bo latem nie dało się wytrzymać. Z [S] co lato była mowa, jak by to było super znowu mieć klimę.
Autko odebrane, przegląd podbity, po połowę kasy zwróciłam się do siostry.
Wywiązała się mniej więcej taka rozmowa:
[S] ja za żadną naprawę nie będę płacić, bo prawie w ogóle nie jeżdżę autem
[J] A czym w takim razie do tej pory do roboty jeździłaś?
[S] A z jakiej racji ja mam płacić za klimę? ja klimy nie potrzebuję
[J] Ok, za klimę nie musisz mi zwracać, ale jak będziesz używać, to zwrócisz, proste
[S] Nie będziesz sobie ustalać zasad

Potem stwierdziła, że za naprawę też jednak nie zapłaci, a ja zdecydowałam więcej się nie dawać wykorzystywać, więc zabrałam kluczyki. Krzyków i wyzwisk nie było końca. Poinformowałam [S], że skoro nie stać jej na utrzymanie samochodu, to jeździć nim nie będzie i ma mi swoją połowę sprzedać - o auto nigdy nie dbała, wszystko przy nim robiłam ja.
Postanowiłam wykorzystać też fakt, że [S] od miesięcy była mi winna pieniądze, akurat połowę wartości auta (wartości przed naprawą). Auto w końcu mi sprzedała, nie miała wyjścia. I pewnie stwierdzicie, że w tej sytuacji to ja byłam piekielna, ale spróbujcie postawić się na moim miejscu, albo poczekajcie z oceną do końca historii.

DOM

Najpierw zmarła babcia, potem ojciec, na końcu dziadek. Matka z nami nie mieszkała. Dom od lat zaniedbany. Ojciec domem w ogóle się nie zajmował, dziadkowie za starzy, ja robiłam, co byłam w stanie.

1. Miałyśmy ustalony grafik palenia w piecu. Za [S] często palił jej chłopak. Ale kiedy za mnie czasami palił [N], to oczywiście to jest niesprawiedliwe i palenie [N] się nie liczy. A kiedy [N] się wprowadził, stwierdziła, że w ogóle
palić w piecu nie będzie, bo jej to nie potrzebne, więc jak chcemy, to sobie sami możemy palić. Myślała, że nie da się odciąć jej grzejników od ciepła. Jak jej tyłek przemarzł przez jedną noc, grafik znów zaczął obowiązywać :) Ale
najpierw oczywiście była awantura, jakim prawem zablokowaliśmy jej grzejniki.

2. Zimą nie odśnieżała ani chodnika, ani placu, bo nie.

3. Trawnik kosiłam tylko ja, bo [S] skoszony trawnik nie jest potrzebny.

4. Segregacją śmieci zajmowałam się ja, od [S] wymagałam ich wystawiania przed dom co drugi miesiąc (na przemian ze mną). Wiecznie jej o tym przypominałam i musiałam się o to prosić. W pewnym momencie powiedziała, że ona ma w d... śmieci i nie będzie ich wystawiać (a produkowała je na potęgę).

5. Mycie schodów wejściowych, zamiatanie schodów do piwnicy i samej piwnicy - ona tego nie będzie robić, bo ja tego nie robię i kłamię, że to robię.

6. Mycie okien na święta. Okien dużo, nigdy się nie zdarzyło, żeby umyła swoją połowę. Po umyciu dwóch okien była zmęczona obowiązkami domowymi na kolejne 2 miesiące.

7. Zaproponowałam [S], żeby kupić wspólnie suszarkę na ubrania, taką najtańszą, za 30 zł. Ona tego nie potrzebuje. Ok, kupiłam sama. Suszarka najczęściej zajęta ciuchami [S], potrafiła nawet ściągnąć moje jeszcze mokre, żeby powiesić swoje. A jak jej zabroniłam suszarki używać, to wielka kłótnia na tematy 5 lat do tyłu.

8. Wraz z [N]arzeczonym wyremontowaliśmy dla siebie piętro. [S] bardzo mi zazdrościła, więc po rozmowie z [N] powiedziałam [S], że [N] może wyremontować jej część domu (parter). Zapytała, ile by ją to kosztowało. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że [N] nie wspominał o zapłacie, ale może mogłaby mu dać np. tysiąc zł?
To była tylko moja propozycja, generalnie powinna się dogadać z [N]. Miałby on skuć całą łazienkę, wyburzyć ściankę, zamurować drzwi, zerwać boazerię w kuchni i przedpokoju ze ścian, ściany przygotować pod malowanie, położyć podłogę w kuchni i przedpokoju, ewentualnie położyć płytki na ścianę w kuchni. Potem pewnie by jej meble poskręcał i inne pierdoły. [S] była oburzona, że w ogóle miałaby mu coś zapłacić, więc się nie zdecydowała.

9. Wiecznie musiałam szukać swoich ubrań i kosmetyków. Czasami moje rzeczy znajdowały się u jej koleżanek, bo pożyczała dalej. A jak raz na ruski rok się zdarzyło, że ja coś pożyczyłam, to wielka awantura.

10. Imprezy. Siedziało się najczęściej na poddaszu/ 2-gim piętrze, więc do drzwi wejściowych daleko. Goście [S] wychodzili grubo po północy, [S] nigdy ich nie odprowadzała do drzwi, a oni albo nie umieli, albo im się nie chciało ich
zamknąć. I tak przez pół nocy od ulicy można było podziwiać otwarte drzwi na oścież. Reakcja [S] na moje uwagi, żeby zamykała drzwi za ludźmi- "O co Ci chodzi, przecież nie ma co ukraść". Jedna dziewczyna poprosiła kiedyś o odprowadzenie do drzwi, bo była pierwszy raz. Usłyszała "nie no dasz radę sama".

11. Nie wiem, jak to wyglądało, kiedy nie było mnie w domu, ale kiedy byłam, [S] nigdy nie reagowała na dzwonek do drzwi. Za każdym razem słyszałam "sama idź otworzyć". Nie ważne, że byłam w toalecie, albo gdzieś się szykowałam i
byłam w bieliźnie.

12. Widzieliście u kogoś, z wewnątrz lub z zewnątrz, odsuniętą prawie do połowy firankę w oknie? Ja nie widziałam. Na swoim piętrze [S] postawiła na parapecie od strony drogi radio. Przez to firanka wiecznie była na 3/4 okna. Z zewnątrz wyglądało to jak w melinie. Poprawiałam ja. Mówiłam raz, drugi, trzeci, do jasnej ciasnej, nie może tej firanki poprawić po włączeniu/ wyłączeniu radia? I czy w ogóle jej przesuwanie jest konieczne? Jak grochem o ścianę. W końcu [N] się wkurzył, radio schował (radio wspólne). Reakcja? G...o nas to powinno obchodzić, bo to jej część domu. Racja, ale z zewnątrz nigdzie nie jest napisane, że to jej część, a ja nie mam ochoty na opinię niechluja.

13. Pewnego dnia zgubiła indeks (a był jej pilnie potrzebny). Krzyki na pół ulicy, że to wina moja i jej ówczesnego chłopaka, absolutnie nie jej. I że w takim razie mamy pomóc jej szukać.

14. Wiecznie się kłóciłyśmy, że ta druga nic nie sprząta w domu. Więc zakładałyśmy plik, w którym każda miała zapisywać wszystko, co w danym dniu zrobiła. Kiedy po miesiącu się okazywało, że jednak ja robię znacznie więcej, to [S] stwierdzała, że ona połowy nie wpisała, bo zapomniała, a w ogóle to prowadzenie pliku jest bez sensu. I tak kilka razy.

15. Kiedy nie odbierałam od [S] telefonu i nie oddzwaniałam w ciągu 5 minut, miała wielkie pretensje. Kiedy nie odebrałam telefonu i od razu oddzwaniałam, w 99% przypadków nie odbierała. Nie odbierała też przez kolejne pół godziny. Kiedy jej to wypominałam, słyszałam: "ojejku jejku, hehe". Chciała mi wmówić, że dostaje raporty, że przeczytałam smsa od niej.

16. Niszczyła dosłownie wszystko, co tylko wzięła do ręki. Kiedy potrzaskała moją kolejną wysoką szklankę (chyba dwunaste z kolei szkło), zażądałam, aby odkupiła mi komplet 6 kieliszków do wina, najtańszy jaki będzie w sklepie. [S] nic mi nie będzie odkupywać, bo ona tą szklankę normalnie postawiła, ale szklanka się przesunęła i sama potrzaskała. Nigdy nie odkupowała rzeczy wspólnych, które zniszczyła, ale kieliszki udało mi się wyegzekwować.

Kiedy wymagałam od niej czegokolwiek związanego z domem, za każdym razem kończyło się kłótnią, krzykiem i poinformowaniem mnie, że "nie jestem jej matką, żeby jej rozkazywać".

Awantur było coraz więcej, w końcu [S] stwierdziła, że ze mną mieszkać się nie da, więc wyprowadziła się do najbliższego miasta. Jej zdaniem przez moje zachowanie wyrzuciłam ją z jej własnego domu.

Później zażądała, żebym płaciła jej czynsz za mieszkanie w naszym domu. Mój argument, że mieszkam w swojej połowie, a nie w jej, dotarł za trzecim razem.

Wnioski:
- jeśli ktoś wiecznie wam powtarza, że kłamiecie, a wiecie, że mówicie prawdę, to znaczy, że ta osoba kłamie bardzo często
- jeśli pokażecie, że wam na czymś zależy, egoista zawsze to wykorzysta przeciwko wam
- jeśli z kimś się kłócicie, a ta osoba zaczyna wyciągać stare kłótnie z waszej winy, niepowiązane z aktualną kłótnią, to znaczy, że wie o swojej winie, ale za wszelką cenę chce to ukryć.

rodzina

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (181)