Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

aspirancik

Zamieszcza historie od: 11 lutego 2011 - 13:30
Ostatnio: 28 grudnia 2019 - 9:57
  • Historii na głównej: 12 z 19
  • Punktów za historie: 4382
  • Komentarzy: 3
  • Punktów za komentarze: 2
 

#85791

(PW) ·
| Do ulubionych
Sobota, późne popołudnie. Razem z małżonką wybraliśmy się do kina, mieszczącego się w galerii handlowej.

Dojeżdżając na miejsce moja żona zauważyła, że przed wejściem do galerii ktoś leży. Zatrzymałem samochód tak, żeby nie blokował drogi. Nikt na leżącego chłopaka nie zwracał uwagi, z wyjątkiem jednej dziewczyny, tak na oko 15-16 lat. Kiedy podszedłem do niej, szybko sprawdziłem co z leżącym - chłopak nieprzytomny, oddycha miarowo, ale czuć było alkohol. Zapytałem dziewczyny, czy wzywała pomoc. Odparła, że koledzy pobiegli do galerii po ochronę.

Najpierw zadzwoniłem na Straż miejską (dlatego, że już nie raz byłem świadkiem sytuacji, że pogotowie olewało takie zgłoszenia). Od dyżurnego dostałem polecenie wezwania pogotowia z zaznaczeniem, że to oni kazali zadzwonić. I faktycznie, rozmowa z dyspozytorem była ciężka. Dopiero po argumentach, że na polecenie Straży Miejskiej oraz że nie wiem czy wyczuwalna woń alkoholu, to przypadkiem nie przejaw cukrzycy, dyspozytor wysłał karetkę. Patrol Straży Miejskiej pojawił się na miejscu w mniej niż 5 minut. Pogotowie było dopiero po około 25 minutach. Przyjechali bez sygnałów, z sąsiedniej miejscowości - podobno w szpitalu w naszej miejscowości nie było wolnej karetki.

Później dowiedziałem się od znajomego ze Straży Miejskiej, że chłopak miał prawie 5 promili, i że był mocno wychłodzony.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dopóki ja i ta grupa młodzieży nie zareagowaliśmy, to każdy odwracał głowę. I tak, ochrona magicznie zniknęła.

centrum miasta galeria

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (161)

#85744

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając historię #56623 o wycince, przypomniała mi się historia sąsiada mojej babci.

Sąsiad na swojej posesji, tuż przy drodze miał 2 drzewa. Stare i mocno już zeschnięte. Wystąpił do władz miejskich o zgodę na wycięcie, uzasadniając, że drzewa stare, stwarzają zagrożenie itp.
Odpowiedź miasta - drzewa zostają, są zdrowe i Nie stwarzają zagrożenia.
Aż któregoś późnego wieczora przyszedł silniejszy wiatr i przewrócił drzewo na przejeżdżającą tamtędy samochodem kobietę. Na szczęście nic się jej nie stało.
Dwa dni później drugie drzewo zostało usunięte przez miasto, bo zagraża bezpieczeństwu...

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (117)

#85619

(PW) ·
| Do ulubionych
Market budowlany - moje miejsce pracy, takie cudowne...

Siedzę sobie (J)a przy komputerze i klepię zamówienia. Przed biurkiem staje (K)lient i tako rzecze:
(K): Cement!
(J): Dzień dobry, co cement?
(K): No, cement!
(J): Woda.
I dalej klepię zamówienie.
(K): Niech pan w końcu pokaże gdzie jest cement?
(J): A... no tutaj na przeciwko.

Sami oceńcie, kto był bardziej piekielny.

market budowlany

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (163)

#85618

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając historię #85592 Astora, przypomniała się historia mojej żony.

Żona ma koleżankę, na potrzeby historii niech będzie (F).
Notoryczne spóźnianie się o godzinę, półtora na spotkania organizowane przez paczkę znajomych żony to norma. Tłumaczenia były zawsze:
- młody zachorował,
- szef kazał dłużej zostać, itp.
Ale ostatnio (F) przeszła samą siebie. Organizowała swoje urodziny, nieważne które. Zamówiła stolik w luksusowej knajpce, zaproszone były 4 koleżanki, w tym moja żona.
I zgadnijcie co. Nie, nie spóźniła się...

W ogóle nie przyszła...

P.S. Tłumaczenie jak zawsze idiotyczne - zapomniała, mimo że dzień wcześniej wszystko potwierdzała.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (123)
zarchiwizowany

#82454

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Miałem ci ja dziś wyjazd służbowy na szkolenie. Z mojej mieściny do miasta docelowego kursują małe busiki, albo pociąg. Z racji remontu trakcji została wprowadzona komunikacja autobusowa. Niestety podróż autobusem trwa jakieś 2,5 godziny, wybór padł na tego małego busa. O ile na szkolenie podróż przebiegła sprawnie i bez żadnych przygód, o tyle droga powrotna to już inna bajka.
Wsiadam do busa, ludzi sporo. I wsiada ona - PANI. Pierwszy problem - o jejku jaki tłok. Drugi problem - ciasno. Trzeci problem - nie da się wytrzymać, bo duszno. Kierowca tylko wzruszył ramionami i wyruszył w drogę. Narzekanie PANI towarzyszyło pasażerom przez całą drogę, musiała obdzwonić chyba wszystkie koleżanki i bardzo głośno do telefonu narzekać jak to w tym busie źle.
Tak, siedziałem przed nią, dostałem chyba ze sto razy z kopa w plecy. Żadne prośby, groźby nie pomagały...

komunikacja międzymiastowa

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (30)

#74432

(PW) ·
| Do ulubionych
Na fali historii o kurierach.

Mogę zrozumieć, że kurier może być zmęczony, że ciepło, itp.
Ale powiedzcie mi jedno... jakim leniem i tępym idiotą trzeba być, żeby awizo przykleić do kubła na śmieci, który stoi na placu obok domu. I tak ten człowiek musiał wejść na posesję, mając do drzwi dosłownie metr. W domu na paczkę czekały 4 osoby... Chwilę później żona otrzymała sms-a z informacją, że paczka została zaawizowana, gdyż kurier nie zastał nikogo w domu.

A myślałem, że takie rzeczy będę znał tylko z opowieści z Piekielnych...

kurier pocztex

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 200 (216)

#67076

(PW) ·
| Do ulubionych
Zdarzył się w mojej miejscowości duży pożar. Na miejscu dziesięć jednostek straży pożarnej. Wszyscy uwijają się, akcja trudna, bo dach blachą pokryty, budynek grozi zawaleniem, akcja prowadzona więc tylko z zewnątrz. Hydranty zardzewiałe, trudne do znalezienia, ale w końcu udaje się zasilić samochody, zamiast ciągle jeździć gdzieś po wodę. Dzięki sprawnemu prowadzeniu działań, woda cały czas była podawana na pożar - nie było ani chwili, żeby brakowało. W końcu po około 7 godzinach udało się pożar całkowicie ugasić.

Co w tym piekielnego? Stan hydrantów? Nie.
Narzekania ludzi, którzy pożar widzieli tylko na zdjęciach, albo przyglądających się z boku, że akcja źle prowadzona, że tylu strażaków i nie umieli sobie poradzić z takim małym pożarem, że stoją bezczynnie i w ogóle wszystko na nie. Zapytani dlaczego w takim razie nie poczują się trochę odpowiedzialni i nie wstąpią do straży, odpowiadają: "Nie to nie dla mnie... Ja tam wolę tylko obserwować".

Tak drodzy hejterzy. Jeśli wolicie tylko patrzeć i narzekać, to proszę, zostawcie strażaków, którzy poświęcają wszystko, żeby czasem ratować też wasze tyłki.

straż pożarna internet

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 416 (490)
zarchiwizowany

#67075

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia świeża, bo z wczorajszego dnia.
Tak się zdarzyło, że atakują czasem migreny. Ci, co migreny stanowią ich integralny element życia wiedzą, że ból czasem jest nie do zniesienia. Od lekarza dostałem polecenie - jak tylko czuję, że głowa zaczyna boleć, to od razu 2 tabletki Ibuprofenu + lek na migreny. Co do Ibuprofenu to polecił kupować taki, co jest 60 tabletek (na jednorazowy zakup potrzebna jest recepta refundowana jakieś +/-30%).
Akurat skończyło się opakowanie to idę do lekarza. Niestety mojego nie było, zapisany na wizytę do drugiej doktorki. Wchodzę do gabinetu, wyłuszczam sprawę, i słyszę, że przesadzam z tymi bólami, a przecież na Ibuprofen nie potrzebna jest recepta. To mówię, że mam od lekarza polecenie, że taki a taki ma być w opakowaniu takim, i że na taką ilość muszę mieć receptę. Po dłuższej wymianie argumentów w końcu jest! Mam receptę i lecę do apteki. A w aptece co słyszę? Że recepta jest na 100 procent. Niby tylko 2,50 zł różnicy, ale potem się nie dziwię, że w naszym kraju lekarze uznawani są na naciągaczy.

przychodnia

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -13 (25)

#53325

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłem niedawno świadkiem takiej sytuacji.
Jadąc samochodem postanowiłem przepuścić na przejściu dziecko z psem na smyczy. Ładnie się zatrzymałem. Dziewczynka weszła na jezdnię. Gdy była w połowie pasów, zza zakrętu z naprzeciwka wyskoczył samochód z dużą prędkością. Minął dziewczynkę i psa dosłownie o centymetry. Za kierownicą starszy dziadek z twarzą prawie przy samej szybie i w okularach jak denka od słoików. Nawet nie zwolnił, tylko najechał na pobocze i odjechał w siną dal. Dziecku na szczęście nic się nie stało.

Co jest piekielne? To, że facet z wadą wzroku nadal ma prawko i do tego jeździ jak wariat? A no i może policja, która stała za mną i nawet nie zareagowała?

Przejście dla pieszych

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 632 (700)

#43577

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka historii o reklamacji butów było... to i ja coś dorzucę.
Jak już wcześniej wspomniałem, pracuję w markecie budowlanym. Jest i tak, że oprócz materiałów i sprzętu trza człeka zaopatrzyć w odzież ochronną. No i mamy takie sobie buty robocze, drogawe toto, ale ochrona być musi.

No i zdarzyło się, że po trzech dniach klient przychodzi z reklamacją - podeszwa się odkleja. OK - decyzja - wysyłamy. Niedługo później znowu reklamacja - szwy puściły i but zaczyna się rozlatywać. Znowu wysyłka do producenta. Kilka innych sytuacji z tymi butami było.

Gdzie tu piekielność? Otóż wszystkie reklamacje zostały przez producenta odrzucone. Powód - buty były używane, więc wina leży po stronie użytkownika.

I powiedzcie mi: buty mają być do chodzenia i ochrony stopy, czy leżenia na półce?

market budowlany

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 465 (513)