Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

atheo

Zamieszcza historie od: 21 marca 2011 - 7:52
Ostatnio: 16 września 2022 - 6:48
O sobie:

Ot jestem :)

  • Historii na głównej: 8 z 13
  • Punktów za historie: 1779
  • Komentarzy: 202
  • Punktów za komentarze: 1517
 

#89696

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia z dnia 3 września tego roku.

Wynajem auta w Car Net Opole. Był to pierwszy raz kiedy w ogóle zdecydowaliśmy się na wynajem auta, toteż byliśmy z partnerem dość zieloni w temacie. Auto w ten dzień przebyło jakieś 300 kilometrów w obsadzie dwie osoby dorosłe i jedno dziecko w foteliku. Sama jazda i auto bezproblemowe, problem natomiast zaczął się w momencie oddawania pojazdu.

Partner dokładnie umył auto z zewnątrz, wnętrza nie ruszał bo po pierwsze, nic się w nim poza jazdą nie działo, po drugie, w bagażniku przez drogę leżała jedna dziecięca torba. Dwie godziny minęły i dostajemy telefon, że obciążają nas kosztem czyszczenia auta, czyli 89 złotych. Bo w środku jest sierść i są okruchy, no ok. Ale ta sierść i cała reszta były tam już wcześniej, możliwe, że to nasz błąd, że tego nie zgłosiliśmy, ale mimo wszystko pracownik powiedział, że oddaje nam auto czyste.

Toteż pytanie chyba do Car Net, czy wasze standardy czystości są tak słabe, że po ocenie, iż auto jest czyste dostaje się auto brudne? Czyli dostaliśmy brudne auto? I zapłacimy za jakiegoś śmieciarza bo pracownik nie zaprezentował wnętrza jak należy, i nie było dokumentacji fotograficznej z poprzedniego najemcy? A z naszego najmu już było? Odradzam Car Net, a jak już wynajmować, to trzepać pracownika z dokumentowaniem jak auto wygląda bez litości. Ogólnie nasz pierwszy i ostatni wynajem w tej firmie.

PS. Przy wzięciu auta w najem bak nie był do końca pełen, pracownik tłumaczył, że w tym aucie tak jest, natomiast po tankowaniu powrotnym udało się jednak zrobić tak, by wskaźnik był w odpowiednim miejscu. Czyli i na paliwo zostaliśmy naciągnięci.

CarNet

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (169)
zarchiwizowany

#86927

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Gimnazjum ukończyłam już dość dawno, bo 16 lat temu. A teraz, jak sama mam syna, i czas pozwolił spojrzeć na szkołę obiektywniej, muszę powiedzieć, że stanowczo była to piekielna placówka. A żeby było jasne, dokładnie napiszę o jaką chodzi, wtedy to było Gimnazjum numer 1 w Radlinie, dziś szkoła podstawowa imienia Adama Mickiewicza.
Jako dziecko byłam raczej zahukana, niepewna siebie, do tego zwyczajnie biedna. Nie podobało się to koleżance z klasy. Nie wiem dlaczego, ale namówiła jednego z uczniów, łobuza, którego w kolejnej szkole wyrzucili z hukiem, żeby mnie zaatakował. I tak na przerwie, kiedy było pełno ludzi, zaszedł mnie od tyłu i zaczął dusić. Odciągnął go inny uczeń i dostał jeszcze kopa jak uciekał. A ja? Jak pozbierali mnie z podłogi i usadzili w ławce, dostałam ataku paniki, zaczęłam się dusić. Nie wezwano pielęgniarki, karetki, policji, nic. Nikt nie zadzwonił do moich rodziców, nikt ich o tym nie poinformował. Ba! Do dzisiaj nie wiedzą co wtedy zaszło w szkole, nie miałam z nimi dobrej relacji, nie powiedziałam im. Nauczyciele prosili mnie by nigdzie tego nie zgłaszać, chłopak ten dostał tylko naganę. Tak elegancko zamieciono sprawę pod dywan. Nikt nie pytał dlaczego to zrobił, nikt nie próbował załatwić psychologa dla mnie, a ja do dzisiaj miewam podobne ataki paniki, podczas których się duszę. I tak sobie myślę, że chyba moją historię opublikuję tak by widzieli ją rodzice dzieci chodzących do tej szkoły, zapytam czy cokolwiek się poprawiło? Bo gimnazjum już nie ma, ale zrobiła się z tego szkoła podstawowa. Ciekawe czy ktoś mnie przeprosi.

szkoła

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2 (30)

#86417

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ulało mi się.

Sąsiedzi, temat rzeka. Miałam już takich którzy nasyłali na mnie spółdzielnie bo się kąpałam o północy po powrocie z pracy. Upierdliwą starszą panią, która chciała mi robić za matkę. Ale to co wyprawia się w obecnej kamienicy, woła o pomstę do nieba.

Mieszkanie wynajmujemy już półtora roku, ja, partner i nasz czteroletni, autystyczny syn. Piekielni są sąsiedzi z dołu. Zaczęło się niewinnie, właścicielka ostrzegała że są trochę nienormalni, no ale może się nie lubili? Potem zaczęło się narzekanie że dziecko jest głośne.
Zainstalowaliśmy dywan i materac na podłodze, dziecko zawsze w skarpetkach, w miarę możliwości zabawiane na materacach. Staraliśmy się nie być głośno, ale...
Sąsiedzi, impreza z głośną muzyką, raz, drugi, piąty. Kiedy do pierwszej było już tak głośno że młody się zaczął budzić, została wezwana policja, do mieszkania nie szło się dobić. Zrobili to policjanci po 15 minutach walenia pałką w drzwi, co było słychać u nas w mieszkaniu wyżej. I tak zaczęła się wojna.

Sąsiedzi zaczęli wzywać policję bo dziecko biega po domu, ja cały czas starałam się mimo wszystko syna nieco opanowywać, a to trudne przy dziecku z zaburzeniami. Przychodził dzielnicowy, do nas, do nich, sam przyznawał że to sąsiadów wina, on z nimi rozmawia, ale oni nie słuchają, a on nie może nic zrobić, polecał nam pozew cywilny. Co się okazało z relacji pozostałych sąsiadów?
Ci z dołu tak zawsze, od początku. Poprzedni lokatorzy też mieli przerąbane, sąsiadce u której robili remont, wparowała do mieszkania, i próbowała wrzeszczeć na ekipę jak ma robić remont! Ostatnio wepchnęła się jeszcze innej sąsiadce do domu by na nią nawrzeszczeć. Mnie wyzywała na wejściu do klatki, mojego syna też wyzywała od niepełnosprawnych. Przychodzili, dobijali się do drzwi i nas wyzywali, ja zaczęłam wszystko nagrywać, więc bezpośrednio do mnie już boją się coś powiedzieć. Ale teraz w drodze przez ogródek i na klatce mam włączone nagrywanie, a to paranoja.

Ostatnio ktoś podobno im drzwi rozwalił, i oskarżyli nas, policja po 23. Trzeba dodać że mają w domu bulteriera, nie wiem kto przy zdrowych zmysłach zrobiłby dziurę w drzwiach w tym wypadku. Ale niejednokrotnie słyszano ich trzaskających drzwiami i kłócących się w nocy, więc z resztą sąsiadów podejrzewamy że sami drzwi rozwalili.
A dlaczego piszę dzisiaj? Bo wczoraj mieliśmy wizytę policji, kiedy nasz syn kilka razy przebiegł się po domu. O 21 poszedł spać, czyli nie biegał ani dużo, ani późno. Teraz sąsiedzi puszczają muzykę bardzo głośno.

Podsumowując? Zastraszają sąsiadów, nękają wszystkich, w tym niepełnosprawne dziecko, a policja twierdzi że zadziałać możemy tylko na drodze cywilnej. Oczywiście że zadziałamy, ale jak ma być dobrze w tym kraju, skoro ewidentne zbydlęcenie jest bezkarne, a osoby które ukradły batonik, trafiają do więzienia? Chyba zaraz znowu zadzwonię na policję...

policja i sąsiedzi

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (166)
zarchiwizowany

#83682

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
O teściowej słów kilka.
Nie żyjemy dobrze, pies z kotem zazwyczaj nieco lepiej, staramy się tylko nie obrażać wzajemnie. Za często. Ani jedna ani druga nie jest święta, ona akcje zaczyna, ale ja z kolei nie potrafię się czasem pohamować, i się wyzłośliwiam. Jak mówię, nikt nie jest święty. Według mnie. Nie według niej...
Otóż ona i jej rodzina to chyba ród hrabiowski, bo wszystkich dookoła (łącznie ze mną) nazywa patologią. Zdarzyło się że gdy z synem byłam w domu sama, do drzwi swojego mieszkania zaczęła dobijać się młoda sąsiadka. Dziecko płacze w środku, ona na zewnątrz. Nie wychodziłam, bo na klatce już chyba wszyscy sąsiedzi, ale że ściany cienkie, to było słychać.
Dziecko zostało z partnerem, powinien otworzyć. No i wali tak jakieś 15 minut, na policję dzwoni. Wraca moja teściowa, wchodzi do domu i od progu się zaczyna szeptanie. Bo on podobno ćpa, bo taka plotka, bo tam patologia podobno. Ogółem to problemy i pewnie leży bo zaćpał.
Nie powiem, ostro się wkurzyłam. Dlaczego? Mówię jej że jej synuś zrobił mi dokładnie to samo 3 razy! Raz dziecko płakało pod drzwiami kiedy ja się dobijałam, a dwa razy z dzieckiem na ręku taka historia. Co teściowa na to?
A tak tak... Bo biedny pewnie zmęczony był. Śpiący.
Także no... Taka podwójna moralność. I tak wygląda wszystko... Patologia wszędzie!

niedoszła teściowa

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2 (32)
zarchiwizowany

#80348

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia nie jest moja, ale znajomego, piekielni w niej są chyba wszyscy.
Parking, mój znajomy, prawdziwy mistrz kierownicy, zajechał drogę kobiecie, mając ją z prawej. No ewidentne wymuszenie pierwszeństwa. Ale okazało się że kobieta nie posiada przy sobie prawa jazdy. A uderzenie było na tyle mocne, że auto znajomego obróciło się, i uderzyło w kolejne. Kobieta prosi o to by spisać oświadczenie na jej męża, jakoby on prowadził, dzwoniła do niego, jedzie tutaj. No ok, ale są trzy auta, jednak wzywamy policję. Zanim pojawili się milicjanci (bo okazali się równie piekielni) to zdążył przyjechać mąż. I jak pewnie cześć z was się domyśla, kobieta uciekła. Znajomy mówił że prowadziła ona, bez dokumentów, drugi poszkodowany jakoś tak niemrawo to potwierdzał, ale wciąż. Jednak policjanci dali wiarę mężowi kobiety która kierowała, i mimo dwóch świadków to tylko znajomy dostał mandat. Zasłużony, to fakt, ale nie on jeden przecież sobie na niego zapracował. I w ten sposób dwa razy się zastanowię czy na pewno wzywać policję.

parking pod sklepem

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -12 (14)

#79552

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mięło trochę czasu odkąd pracowałam w sklepie, zwykły monopolowy, z klientami kupującymi głównie piwa. Jedna sytuacja na zawsze zapadnie mi w pamięć.

Klienci prawie zawsze stali, niektóre produkty znało się na pamięć. W tym jeden facet, zawsze ta sama marka papierosów, lighty. Aż raz zabrakło i nie było kilka dni. To poleciłam mu inne lighty, w tej samej cenie, podobne jakościowo. I wiecie co? Wrócił po kilku dniach.

- A tymi papierosami pani chciała mnie zabić! Ja czekam na przeszczep płuc, a one są za mocne!

Także człowiek wypalał dwie paczki dziennie, ale to ja jestem winna tego, że umrze na płuca, bo sprzedałam mu inne papierosy.

Puenty brak.

sklepy

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (161)

#79056

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Obawiałam się że czas ten może nie nadejść w ogóle, a jednak jest! Epilog historii z czerwca zeszłego roku, tej w którą sporo osób nie wierzyło. Są i fanfary, uznania i zwycięstwa. Dla tych którzy nie wiedzą, albo nie pamiętają: http://piekielni.pl/73721

Pojawiło się światełko w tunelu, po publikacji historii dostałam wiadomość prywatną od adwokata z kancelarii prawniczej z pewnego miasta na S. W każdym razie została mi zaproponowana nieodpłatna pomoc w związku ze sprawą, oraz prowadzenie jej z nałożeniem kosztów na gminę która nie chciała polubownie rozwiązać zaistniałej sytuacji.

I gdy po drodze wszystko obiło się o sąd, kolejnego komornika i kolejną rozprawę, wygraliśmy. Udowodniliśmy że koniem nie jestem, nie mieszkałam, nie wiedziałam o sprawach za długi, bo i jak? Ale żeby nie było za różowo to o rozprawie numer dwa sąd nie poinformował ani mnie, ani pełnomocnika, wiedziałam o terminach od świadków.

Gdzieś przewinęła się listonoszka która mnie nie lubi i przez którą pierwszego wezwania też bym nie odebrała. A na koniec wzywanie moich rodziców, czyli faktycznych winowajców. I tylko trochę szkoda że nie załatwiono tej sprawy polubownie, bo w ten sposób z kieszeni podatnika poszły pieniądze na koszty sądowe, na adwokata, na prawnika drugiej strony i całą papierologię z tym związaną. Ale to pokazuje by walczyć, bo da się wygrać z systemem. Jeśli ktoś z was ma podobny problem, ja chętnie podzielę się odpowiednimi namiarami w wiadomości prywatnej.

Także poniekąd dzięki Piekielnym, ja dziś jestem osobą wolną od cudzego długu. Nigdy nie wiesz kto czyta ;) A mojemu adwokatowi należą się gorące podziękowania, kwiaty i jakieś ciasteczka

gmina sąd piekielni.pl

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 204 (224)

#73721

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Wychowałam się w rodzinie z problemami. To spowodowało, że musiałam opuścić dość wcześnie dom. Tuż po maturze zostałam postawiona przed faktem dokonanym - mam się wynieść z domu. Właściwie pewnego dnia zastałam swoje rzeczy spakowane pod drzwiami mieszkania.

Dlaczego o tym piszę? Całkiem niedawno, bo w lutym tego roku, dostałam pismo od komornika, że mam spłacać dług za mieszkanie, z którego mnie wyrzucono.

Trochę potrwało nim doszłam do siebie i zaczęłam działać, bo tak się składa, że dokładnie 28 stycznia tego samego roku urodziłam swoje pierwsze dziecko. Walczyłam z depresją, zmęczeniem i ogólnym wyczerpaniem. Tak przeleciały mi terminy odwołania. Po dwóch tygodniach zadzwoniłam najpierw do kancelarii komorniczej i wytłumaczyłam swoją sytuację. Odesłano mnie do gminy, w której mieszkanie było zadłużone. Zadzwoniłam i tam miła pani powiedziała, że zajmie się sprawą. Miałam czekać na odpowiedź. Nie doczekałam się. Jako że tylko ja wykazywałam legalny dochód w postaci zasiłku macierzyńskiego, komornik zaczął pobierać z niego 25%. Dziecko, zasiłek - moja sytuacja finansowa nie była i nie jest najlepsza, więc próbowałam skorzystać z darmowych porad prawnych.

W jednej instytucji mnie odesłali, nie tym się zajmują, to zrozumiałe.
W drugiej stwierdzili, że sprawa jest zbyt skomplikowana, a mieliby się zająć nią studenci. Dowiedziałam się też, że inna porada prawna mi nie przysługuje, bo mam ukończone 26 lat, a nie skończyłam 56. No i nie korzystam z pomocy opieki społecznej.

Zadzwoniłam po raz kolejny do gminy, bo byłam sfrustrowana, i dowiedziałam się, że mam płacić, skoro zadłużyłam mieszkanie.

Wtedy znajoma podpowiedziała mi jedną rzecz. Otóż z lokalu moją rodzinę eksmitowano, skoro gmina twierdzi, że ja mieszkanie zadłużyłam, to tam mieszkałam, a skoro mieszkałam, to... Miałam w czasie eksmisji malutkie dziecko. Czyli matkę z noworodkiem wyrzucili bez zapewnienia lokalu zastępczego! Zadzwoniłam znowu z tym dictum. Tu logika pani, która kiedyś była taka miła mnie powaliła, otóż utrzymywała, że przecież mówiłam, że tam nie mieszkałam! No to jej tłumaczę, skoro nie mieszkałam, to za co u licha mam płacić?! No ale mieszkałam... I mam płacić!

I tak to w tym kraju się właśnie dzieje, moja rodzina, alkoholicy - matka, brat i siostra - dostali mieszkanie, płacąc za nie marne grosze jeszcze przed eksmisją. Ojciec, jak i reszta rodziny, nie wykazuje dochodu, więc nic z niego nie ściągną, chociaż tylko oni lokal zajmowali. Tymczasem komornik i gmina próbują ściągnąć pieniądze ze mnie i dwójki rodzeństwa, czyli jedynych, którym udało wyrwać się z patologii, ale przez głupi obowiązek meldunkowy mają teraz problemy.

A ja musiałam podjąć leczenie psychiatryczne i zapisać się do grupy wsparcia Dorosłych Dzieci Alkoholików, bo coś, z czym sobie jakoś radziłam, posypało się przez pismo komornika.

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 349 (395)

#66958

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Zanim komuś pomożesz, pamiętaj że każdy dobry uczynek zostanie ukarany.

Pracuję w sklepie, ot mały sklep spożywczy, główna sprzedaż to piwo i papierosy. Nierzadko się zdarza, że przychodzą do nas panowie chcący oddać butelki, więc ten widok nie jest dla mnie obcy. Tym razem jednak napiszę o innym panu, z tej samej kategorii spożycia/zużycia.
Było to dość rano, przyszedł niezbyt świeży klient z dużym plecakiem i poprosił o to żeby zalać mu gorącą wodą kubek z kawą. Ruchu nie było, pomyślałam że co mi szkodzi? Włączyłam czajnik i zalałam kawę sądząc, że pan zaraz sobie wyjdzie. On natomiast zaczął pić tą kawę na ladzie, mimo moich uprzejmych próśb by robił to na zewnątrz. Zaczął jeszcze nagabywać przychodzących klientów, i pomimo tego że stanowczo zażądałam by wyszedł zaśmiał się mi w twarz, i powiedział (nie cytuję, ponieważ dokładnie nie pamiętam):

- Ty mnie stąd wyrzucać nie będziesz, nie takie jak ty się załatwiało więc nie bądź taka mądra.

Mina mi zrzedła, i tym razem już o wiele mniej grzecznie kazałam panu wyjść w podskokach, jednocześnie szykując się do włączenia alarmu przewidzianego na takich delikwentów. Pan sklep opuścił niespiesznie, zostawiając za sobą smród i brud na podłodze, a mnie pozostał niesmak i przekonanie, że jeśli chcesz komuś pomóc, nawet odrobinkę, to zapewne karma odpłaci ci za to niekoniecznie pozytywnie.

osiedlowy sklep spożywczy

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 320 (388)
zarchiwizowany

#24000

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
No jak już jesteśmy w temacie piekielnych. Historia opowiedziana mi przez klientkę sklepu, dziarska staruszka tak dobrze po siedemdziesiątce. Ale do rzeczy.

Otóż owa pani od pięciu lat gdy historia się działa posiadała pieska, co od półtora roku nie spotykało się z aprobatą rencisty mieszkającego tuż nad nią. Zgłaszał on ciągle że pies nie jest zadbany, że nie karmiony. Pewnego dnia zapukała do pani straż wiejska, o przepraszam miejska! No więc kobieta, i mężczyzna, mówią że mieli zgłoszenie bo pies szczeka. No to pani im pokazuje pieska, właściwie suczkę, i dwa młode pieski które dziś wyjeżdżają do nowych właścicieli. Pieski zadbane, śliczne, więc pani się pyta, kto też zgłaszał ten pasjonujący fakt? Strażniczka zgodnie z prawdą odparła że sąsiad z góry. No to nasza dzielna emerytka z uśmiechem się pyta: pani, jak on mógł zgłaszać, jak on ma rentę za głuchotę!

No tak, już wiadomo dlaczego ZUS tak niechętnie emerytury przyznaje. Swoją drogą emerytom i rencistom musi się diabelnie nudzić...

sąsiedzi i renciści

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (194)