Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

atheo

Zamieszcza historie od: 21 marca 2011 - 7:52
Ostatnio: 16 września 2022 - 6:48
O sobie:

Ot jestem :)

  • Historii na głównej: 8 z 13
  • Punktów za historie: 1788
  • Komentarzy: 201
  • Punktów za komentarze: 1518
 
zarchiwizowany

#86927

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Gimnazjum ukończyłam już dość dawno, bo 16 lat temu. A teraz, jak sama mam syna, i czas pozwolił spojrzeć na szkołę obiektywniej, muszę powiedzieć, że stanowczo była to piekielna placówka. A żeby było jasne, dokładnie napiszę o jaką chodzi, wtedy to było Gimnazjum numer 1 w Radlinie, dziś szkoła podstawowa imienia Adama Mickiewicza.
Jako dziecko byłam raczej zahukana, niepewna siebie, do tego zwyczajnie biedna. Nie podobało się to koleżance z klasy. Nie wiem dlaczego, ale namówiła jednego z uczniów, łobuza, którego w kolejnej szkole wyrzucili z hukiem, żeby mnie zaatakował. I tak na przerwie, kiedy było pełno ludzi, zaszedł mnie od tyłu i zaczął dusić. Odciągnął go inny uczeń i dostał jeszcze kopa jak uciekał. A ja? Jak pozbierali mnie z podłogi i usadzili w ławce, dostałam ataku paniki, zaczęłam się dusić. Nie wezwano pielęgniarki, karetki, policji, nic. Nikt nie zadzwonił do moich rodziców, nikt ich o tym nie poinformował. Ba! Do dzisiaj nie wiedzą co wtedy zaszło w szkole, nie miałam z nimi dobrej relacji, nie powiedziałam im. Nauczyciele prosili mnie by nigdzie tego nie zgłaszać, chłopak ten dostał tylko naganę. Tak elegancko zamieciono sprawę pod dywan. Nikt nie pytał dlaczego to zrobił, nikt nie próbował załatwić psychologa dla mnie, a ja do dzisiaj miewam podobne ataki paniki, podczas których się duszę. I tak sobie myślę, że chyba moją historię opublikuję tak by widzieli ją rodzice dzieci chodzących do tej szkoły, zapytam czy cokolwiek się poprawiło? Bo gimnazjum już nie ma, ale zrobiła się z tego szkoła podstawowa. Ciekawe czy ktoś mnie przeprosi.

szkoła

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2 (30)
zarchiwizowany

#83682

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
O teściowej słów kilka.
Nie żyjemy dobrze, pies z kotem zazwyczaj nieco lepiej, staramy się tylko nie obrażać wzajemnie. Za często. Ani jedna ani druga nie jest święta, ona akcje zaczyna, ale ja z kolei nie potrafię się czasem pohamować, i się wyzłośliwiam. Jak mówię, nikt nie jest święty. Według mnie. Nie według niej...
Otóż ona i jej rodzina to chyba ród hrabiowski, bo wszystkich dookoła (łącznie ze mną) nazywa patologią. Zdarzyło się że gdy z synem byłam w domu sama, do drzwi swojego mieszkania zaczęła dobijać się młoda sąsiadka. Dziecko płacze w środku, ona na zewnątrz. Nie wychodziłam, bo na klatce już chyba wszyscy sąsiedzi, ale że ściany cienkie, to było słychać.
Dziecko zostało z partnerem, powinien otworzyć. No i wali tak jakieś 15 minut, na policję dzwoni. Wraca moja teściowa, wchodzi do domu i od progu się zaczyna szeptanie. Bo on podobno ćpa, bo taka plotka, bo tam patologia podobno. Ogółem to problemy i pewnie leży bo zaćpał.
Nie powiem, ostro się wkurzyłam. Dlaczego? Mówię jej że jej synuś zrobił mi dokładnie to samo 3 razy! Raz dziecko płakało pod drzwiami kiedy ja się dobijałam, a dwa razy z dzieckiem na ręku taka historia. Co teściowa na to?
A tak tak... Bo biedny pewnie zmęczony był. Śpiący.
Także no... Taka podwójna moralność. I tak wygląda wszystko... Patologia wszędzie!

niedoszła teściowa

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2 (32)
zarchiwizowany

#80348

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia nie jest moja, ale znajomego, piekielni w niej są chyba wszyscy.
Parking, mój znajomy, prawdziwy mistrz kierownicy, zajechał drogę kobiecie, mając ją z prawej. No ewidentne wymuszenie pierwszeństwa. Ale okazało się że kobieta nie posiada przy sobie prawa jazdy. A uderzenie było na tyle mocne, że auto znajomego obróciło się, i uderzyło w kolejne. Kobieta prosi o to by spisać oświadczenie na jej męża, jakoby on prowadził, dzwoniła do niego, jedzie tutaj. No ok, ale są trzy auta, jednak wzywamy policję. Zanim pojawili się milicjanci (bo okazali się równie piekielni) to zdążył przyjechać mąż. I jak pewnie cześć z was się domyśla, kobieta uciekła. Znajomy mówił że prowadziła ona, bez dokumentów, drugi poszkodowany jakoś tak niemrawo to potwierdzał, ale wciąż. Jednak policjanci dali wiarę mężowi kobiety która kierowała, i mimo dwóch świadków to tylko znajomy dostał mandat. Zasłużony, to fakt, ale nie on jeden przecież sobie na niego zapracował. I w ten sposób dwa razy się zastanowię czy na pewno wzywać policję.

parking pod sklepem

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -12 (14)
zarchiwizowany

#24000

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
No jak już jesteśmy w temacie piekielnych. Historia opowiedziana mi przez klientkę sklepu, dziarska staruszka tak dobrze po siedemdziesiątce. Ale do rzeczy.

Otóż owa pani od pięciu lat gdy historia się działa posiadała pieska, co od półtora roku nie spotykało się z aprobatą rencisty mieszkającego tuż nad nią. Zgłaszał on ciągle że pies nie jest zadbany, że nie karmiony. Pewnego dnia zapukała do pani straż wiejska, o przepraszam miejska! No więc kobieta, i mężczyzna, mówią że mieli zgłoszenie bo pies szczeka. No to pani im pokazuje pieska, właściwie suczkę, i dwa młode pieski które dziś wyjeżdżają do nowych właścicieli. Pieski zadbane, śliczne, więc pani się pyta, kto też zgłaszał ten pasjonujący fakt? Strażniczka zgodnie z prawdą odparła że sąsiad z góry. No to nasza dzielna emerytka z uśmiechem się pyta: pani, jak on mógł zgłaszać, jak on ma rentę za głuchotę!

No tak, już wiadomo dlaczego ZUS tak niechętnie emerytury przyznaje. Swoją drogą emerytom i rencistom musi się diabelnie nudzić...

sąsiedzi i renciści

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (194)
zarchiwizowany

#11070

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Jeszcze zanim mój sklep przeniesiono na dosłownie ciut większy metraż, pracowałam w klitce niemal 3x3, która kiedyś służyła jako schowek komunalny, a do tego znajdowała się w bloku mieszkalnym. Nikt raczej nie narzekał na obecność sklepu zoologicznego, wręcz przeciwnie, było blisko, niedrogo, a mieszkańcy niemal wszyscy mają psy, koty lub inne zwierzęta. Nie mam do pracy daleko, toteż zazwyczaj idę wolno piechotką jakieś 15 minut. Z opowiadań słyszałam o piekielnym sąsiedzie który przeganiał dzieci z ogródka, oraz krzyczał obelżywie przez okno gdy ktoś postawił rower koło żywopłotu. Średnio wierzyłam że ktoś jest na tyle chamski by tak robić. Aż pewnego dnia sama przyjechałam rowerem do pracy.
Pierwszego dnia gdy odjeżdżałam słyszałam w domofonie jak pan mnie wyzywa od najgorszych. Niewiele myśląc, bo akurat zamknęłam, i miałam włączoną muzykę na komórce, podetknęłam ją pod domofon chichocząc.
Drugiego dnia również byłam rowerem, tym razem pan przez okno wrzeszczał inwektywy (nie przytoczę ze względu na dobre wychowanie). Posłałam jedynie całusa i uśmiechnęłam się złośliwie, a panu potoczyła się piana z pyska.
Trzeciego dnia, otworzyłam rano, zostawiając rower na stopce (nie dotykał więc żywopłotu). Obsługuję klientów gdy owy pan (który podobno zbyt chory by chodzić) wpada jak burza do mojego malutkiego sklepiku i robi karczemną awanturę że ja niszczę jego żywopłot, że on na Straż Wiejską (bo u mnie na miano Miejskiej nie zasługuje) na mnie wezwie, że mnie zamkną! Zdenerwowałam się ponieważ nie miał podstaw, i wskazałam mu palcem drzwi wrzeszcząc jeszcze głośniej.
- Won! Bo ja to na policję zadzwonie że mnie pan nachodzi i obraża! - Muszę dodać że jestem przekonująca - Zakłóca pan spokój w moim sklepie! A rower ma prawo tam stać!
O dziwo poskutkowało błyskawicznie, podobno od tej pory staruszek już nikomu nie zwrócił uwagi że rower stoi gdziekolwiek :)
A swoją drogą to spaliny samochodu bardziej są toksyczne dla jego cennego krzaka...

sklep zoologiczno-wędkarski

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (153)

1