Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 21 sierpnia 2018 - 20:53
Gadu-gadu: 5477672
O sobie:

bazia, kotka (łac. amentum, ang. catkin) – odmiana kłosa lub grona, typ kwiatostanu, w którym pojedyncze kwiaty osadzone są na osi pędu bez szypułek lub z krótkimi szypułkami. Kotki mają przeważnie wiotką, zwieszająca się oś główną

  • Historii na głównej: 81 z 135
  • Punktów za historie: 23959
  • Komentarzy: 7906
  • Punktów za komentarze: 8632
 

#82726

(PW) ·
| Do ulubionych
Ponad rok temu brałam udział w projekcie unijnym oferującym różnorakie kursy. Projekt był koordynowany przez 2 fundacje (dla uproszczenia F1 i F2). Po kursie gwarantowano nam staż.
Niektóre kwiatki:

- Po zgłoszeniu się do F1 zostałam wysłana na szkolenie do F2, poprzedzone rozmową kwalifikacyjną. Miałam mieć gwarantowane miejsce na kursie, jednak po rozmowie dostałam maila kopiuj-wklej, że się jednak nie dostałam, zachowają moje cv - blabla. Koordynatorka z F1 stwierdziła, że to pomyłka.

- Na warsztatach poprzedzających kurs, udostępniono nam bufet z kawą, herbatą, były nawet ciastka i obiady. Pierwszego dnia kursu wieczorem otrzymaliśmy reprymendę od pani z F2, że jakim prawem zużywamy herbatę i kawę, przecież to nie dla nas...

- Po kursie otrzymaliśmy certyfikaty, jednak bez jakichkolwiek podpisów, pieczątek potwierdzających cokolwiek z F1 i F2 (można powiedzieć, pomyłka, ale i w identycznej sytuacji było 15 osób i każda z nich musiała podpisem potwierdzić odbiór tego certyfikatu).

- Miał być staż, pani z F1 zapewniała, że maksymalnie do początku lipca - zeszłego roku. Stażu nie widziałam do dziś. Niektóre osoby z grupy dostały propozycję odbycia stażu na stanowisku nie mającym nic wspólnego z kursem
- pani koordynatorka wysłała cv wszystkich 15 osób do jednej z firm, w której pracowała jej znajoma - na rozmowie mieliśmy mówić, że jesteśmy przez tę znajomą poleceni (nawet nie wiedzieliśmy, jak dziewczyna wygląda). Firma ma taką politykę, że za polecenie znajomego wypłaca 1000zł, jeśli osoba utrzyma się określony czas w firmie, kolejne 3000zł za osobę. Pani z F1 utrzymywała, że "nie o pieniądze tu chodzi", tylko by nas umieścić w prestiżowej firmie.

- Tu już złożyliśmy skargę do Urzędu Marszałkowskiego, który dysponował pieniędzmi na projekt, jednak nie stwierdzono uchybień.

- Niedawno z F2 odezwali się z możliwością przystąpienia do prestiżowego egzaminu, niezwiązanego z moim kursem, ale wysyłali materiały - pomyślałam - co mi tam. 3 razy zmieniany termin egzaminu, na który zaproszenie dostał również kolega. Kolega ów otrzymywał od F2 informację, że termin, na który byłam zapisana ja, nie istnieje.

- W końcu wypisałam się z tej całej farsy. Dziś miał odbyć się egzamin, dzwoni do mnie babeczka z F2 z pytaniem, czemu nie przyszłam. Oczywiście nikt z F1, gdzie składałam rezygnację, jej nie powiadomił.
Projekt ma coraz to nowsze edycje, polegające chyba tylko na wyciąganiu kasy z Unii...

projekty_unijne fundacje chaos

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (114)

#82559

(PW) ·
| Do ulubionych
Rys sytuacyjny- [K]oleżanka jakiś rok temu wyniosła się od [P]ana [M]ęża po tym, jak olał jej stan zdrowia (wyrywanie 8-mek z korzeniami zagłębionymi w zatoce) i wolał z piwkiem siedzieć przed telewizorem niż zastąpić żonę np. w odprowadzaniu niepełnosprawnego dziecka na rehabilitację.

Dodam, że skutki uboczne takiej ekstrakcji to np. niekontrolowane omdlenia, możliwość krwotoku - zarówno do zatoki, jak i do ust.

K zabrała manatki i wraz z dziećmi przeprowadziła się do maciupeńkiej kawalerki (mniej niż 20 metrów) i tam sobie przez ten rok mieszkają.

Młody jest niepełnosprawny, ma wadę genetyczną, wymaga niemal codziennej rehabilitacji oraz specjalistycznej diety.

PM w wydatkach na dziecko ograniczył się do kupienia mu kurteczki wiosennej (na jesieni, gdy przyszła wiosna, kurtka była już za mała) oraz "zrzutki" na prezent urodzinowy.

Niedawno spotkali się w jakiejś sprawie formalnej i PM spytał nieśmiało, czy K zamierza składać sprawę o separację?
K stwierdziła, że nie o separację, a o rozwód z zabezpieczeniem alimentacyjnym dla młodego.

Tu nastąpiło niebotyczne zdziwienie i święte oburzenie PM, bo
- Przecież DOSTAJESZ pieniądze na dziecko (w sensie zasiłek od państwa i 500+)! I jakoś sobie do tej pory radziliście!

ojciec alimenty

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (155)

#82519

(PW) ·
| Do ulubionych
Urząd Paszportowy w Gdańsku. Byłam razem z moją Przyjaciółką i jej Mężem. Przyjaciółka jeździ na wózku elektrycznym.

Odsłona 1.
Akurat było oberwanie chmury, a przy wejściu do Urzędu nie ma podjazdu - jest podnośnik. M poszedł zawiadomić kogoś o konieczności podejścia i uruchomienia podnośnika. Zastał pana ochroniarza, bawiącego się kluczykiem, który obwieścił, że pracownika od podnośnika dziś nie ma. Kazał iść naokoło do tylnego wejścia (tłumaczenie w stylu "o tam" i niewyraźny ruch ręką na ścianę). Poczekaliśmy aż deszcz przestanie padać, poszliśmy.

Odsłona 2.
Okienka są odgrodzone schodkami - bo RODO. Jest też winda dla niepełnosprawnych, na kluczyk zamykana, więc kolejne 10 minut czekania, aż ktoś ją łaskawie odblokuje (bo nie można było zrobić przycisku jak w normalnych windach, po co).

Odsłona 3.
Ja w tym czasie poszłam zaczekać sobie gdzieś na krzesełko - trafiło się w części obsługującej imigrantów.
Czarnoskóry mężczyzna pyta o coś panią w kasie, powoli, poprawną angielszczyzną. Baba patrzy na niego i: "MÓW DO MNIE PO POLSKU".
Na pozostałych twarzach maluje się tęsknota za umysłem. Podeszłam, załatwiłam panu sprawę, podziękował itp.
Okazało się, że baba nie zna ŻADNEGO języka obcego, nawet rosyjskiego (3/4 klientów to byli Ukraińcy) - więc ja się pytam - jaka jest jej przydatność na tym konkretnym stanowisku?!

urząd_paszportowy niepełnosprawni języki_obce

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (238)

#82433

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnośnie http://piekielni.pl/82397

Sama miałam taki przypadek, kiedy jeszcze pracowałam w kawiarni - za kontuar, prosto pod nogi, wraczkowało mi pozostawione samopas małe dziecko, akurat jak niosłam jego rodzicom ok. 1,5-litrowy dzbanek z wrzątkiem. Perspektywą spowodowania głębokich oparzeń na ciele ich dziecka lub moim zupełnie się nie przejęli.

Ale nie o tym miała być moja historia.

Otóż jakiś czas temu poszłam z przyjaciółką do lumpexu. Kasia w swoją stronę, ja w swoją, wybieramy, co nam akurat potrzebne. Po sklepie biega puszczona samopas mała dziewczynka, taka ok. 3 latka. Nie krzyczy, ale biega po całym sklepie. Było ciepło, drzwi były otwarte, dziecko co jakiś czas wybiegało. Za nim rzucały się nagle na zmianę młoda i starsza kobieta (domniemywam, że mama i babcia).

Wprowadzały dziecko do sklepu i zostawiały samo, zajmując się swoimi sprawami. Za którymś razem, kiedy biegnąca kobieta potrąciła mnie w pogoni za dzieckiem, zasugerowałam, by podzieliły się pilnowaniem małej - najpierw jedna trzyma ją za rączkę, druga wybiera ubrania, potem zamiana.

Zostałam zjechana, że czemu się wtrącam, a w ogóle to sama mogłabym przypilnować im dziecka (???) oraz od czegoś w sklepie jest obsługa (nabijająca ceny przy ścianie przeciwległej do tej z drzwiami, jakieś 30 metrów od drzwi).

Aha. Czyli rozumiem, że niektóre madki myślą, że mogą scedować opiekę nad dzieckiem na personel miejsca publicznego, do którego się udają? Ani w kawiarni, ani w sklepach, w których pracowałam, nie miałam w karcie obowiązków zajmowania się dziećmi klientów...

madka dziecko zaniedbanie zachowanie_w_sklepie

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (137)

#82365

(PW) ·
| Do ulubionych
Zainspirowana wczorajszymi warsztatami "Pozytywna seksualność" oraz apelem na stronie blog-ojciec.

Nie zrozumiem, dlaczego obcy ludzie roszczą sobie prawo do zaczepiania i dotykania obcych dzieci.
Sama bywam świadkiem sytuacji, kiedy matka jedzie z dzieckiem w wózku i jakaś obca, najczęściej starsza, kobieta pcha łapy do tego dziecka. Albo obcy facet o aparycji pijaczka zagaduje do dziecka, mimo że ono się krzywi i odsuwa. Matka albo nie reaguje, albo mówi coś w stylu "nie wstydź się". A próby reakcji spotykają się z objazdem przez matkę, bo "ona wie jak wychowywać swoje dziecko".

Ostatnio widziałam na własne oczy, jak OBCA starsza kobieta zaczepiała dziecko siedzące przypięte pasami w spacerówce, matka zareagowała dopiero jak baba chciała wziąć dziecko na ręce mimo tych pasów.
Nie rozumiem, co ci ludzie mają w głowie. Czy dziecko jest dobrem narodowym, którego może sobie dotykać, obmacywać i brać na ręce każdy obcy człowiek, któremu przyjdzie ochota?
A potem lament, że dziecko zniknęło, że poszło z obcym, że padło ofiarą pedofila albo nie zareagowało, jak ktoś się przy nim masturbował - bo nie uczymy go, że ma prawo do dowolnego dysponowania własnym ciałem, także do wyrażania sprzeciwu wobec dotykania przez obcych lub bycia całowanym przez ciocię/wujka.

Leczy mnie też głaskanie i dotykanie znienacka brzucha ciężarnej, "bo to na szczęście". Aż chce mi się taką macantkę złapać za pierś - bo co? Przecież robię to samo- naruszam granice osobiste, jakoś pani nie ma z tym problemu wobec obcej ciężarnej.

dotykanie_cudzych_dzieci obcy_ludzie

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 155 (201)
zarchiwizowany

#82319

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Nie wiem, czy bardziej piekielność, brawura, lekkomyślność...

W każdym razie mocno pozdrawiam pana, który schodami RUCHOMYMI transportował rower.
A jeszcze mocniej panią, która na schodach RUCHOMYCH prowadziła
wózek- gondolkę z dzieckiem w środku i jeszcze tym wózkiem co chwila schodziła o schodek PODCZAS JAZDY schodów w dół. Dziecko malowniczo podskakiwało po każdym takim schodku w dół, niczym nie zabezpieczone.

Zaraz obok schodów ruchomych znajdowały się schody zwykła, a ok 20-30 metrów dalej sprawna winda.

Całym sercem jestem za testami na rodzicielstwo, bo w końcu prawo Darwina zrobi swoje...

głupota lekkomyślność

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -12 (20)

#82286

(PW) ·
| Do ulubionych
"Wysikiwanie" dzieci gdzie popadnie.

Ostatnio czekając na przesiadkę na tramwaj w Gdańsku Głównym zauważyłam mamę "wysikującą" dziecko pomiędzy wiatką przystankową, a koszem na cegły oraz szklany płotek odgradzający przystanek od jezdni. Oczywiście "frontem" do kierowców.
Po drugiej stronie ulicy znajduje się KFC z toaletą.

Rok temu w Krakowie jechałam tramwajem, zatrzymał się, wyrwała kobieta z dzieckiem "wysikać" je na przystanku. Ojciec przychówku stanął w drzwiach, blokując drzwi. Trwało to ładnych parę minut, tramwaj nie może ruszyć, za nim trąbi już następny. Kierowca kazał panu zwolnić drzwi, ale usłyszał:
- Zamknij się! Nie widzisz, że on robi kupę!!?"

sikanie publiczne dzieci rodzice

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (185)

#82176

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia koleżanki.

K jest niepełnosprawna, co prawda w stopniu prawie niewidocznym, jednak za jej zatrudnienie należą się spore profity dla pracodawcy.

Wskutek kursu aktywizacyjnego dostała się na staż. Pracowała w domu przygotowując grafiki na np. banery reklamowe (za które stażodawca kosił ciężkie pieniądze), po godzinach uczestniczyła w spotkaniach branżowych. Mimo iż oficjalne godziny stażu to 10-18, często zdarzało jej się pracować w godzinach 6-22, bo rano siadała do stronki internetowej, a wieczorem był jakiś event.

Szef obiecał wypłacić jej nadgodziny, czego nie zrobił przez 3 miesiące trwania stażu. Po stażu chciał ją zatrzymać w firmie, jednak jakoś "nie miał czasu" spotkać się, by podpisać umowę.
Dziewczyna zasięgnęła języka, okazało się, że jeden z pracowników od 2 miesięcy czeka na pensję - tak jak ona na umowę. Jakiś czas później chłopak utracił wszelkie uprawnienia do stronek firmy.

Finalnie pracy jednak nie przedłużyła, zrezygnowała.
Szef napisał na nią skargę do instytucji organizującej staże, w której opisał sytuację.
Instytucja po wysłuchaniu K i przedstawieniu dowodów na sytuację w tej firmie zerwała umowę z owym szefem.
Szef jest na K wielce obrażony.

staż pracodawca wykorzystywanie

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 118 (152)
zarchiwizowany
Wiele sytuacji już w życiu widziałam, ale pani obierająca banany w sklepie przed skasowaniem jednak mnie zaskoczyła.
Lidl, promocja 2,99 z 4,49.

skąpstwo Grażyna

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (35)

#82078

(PW) ·
| Do ulubionych
Jechałam tramwajem prawie przez całe miasto, tramwaj zaczął się zapełniać. Po jakimś czasie stało trochę osób, ja zaczytana i ze słuchawkami na uszach, nagle SZTURCH!
- Ustąp mi miejsca!
Ani me, ani be, stary człowiek wydziera mi się nad uchem. Pokazuję mu inne miejsce, ok. metr-dwa od mojego, i mówię, że może usiąść tam... Ale NIE, on chce usiąść na moim i już.
Stwierdziłam, że jak z powodu własnego uporu chce stać, to niech sobie stoi, ja się nie ruszam.
Prawie zjedli mnie w tym tramwaju, ale miałam to gdzieś (pan był "dziarskim staruszkiem", nie miał trudności w poruszaniu, kul ani tego typu rzeczy).

Inny dzień, autobus, wsiada starsza pani. I od razu do mnie (w autobusie było może z 5 osób), że mam jej miejsca ustąpić.
Mówię, że wokół ma pełno wolnych miejsc, może sobie wybrać jakieś.
- Ale to jest MOJE.
- A akt własności lub wieczystego użytkowania pani ma?

Oczywiście rozdarła się, ale ja - książka, słuchawki...

starzy_ludzie autobus

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (188)