Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 8 maja 2021 - 1:02
Gadu-gadu: 5477672
O sobie:

bazia, kotka (łac. amentum, ang. catkin) – odmiana kłosa lub grona, typ kwiatostanu, w którym pojedyncze kwiaty osadzone są na osi pędu bez szypułek lub z krótkimi szypułkami. Kotki mają przeważnie wiotką, zwieszająca się oś główną

  • Historii na głównej: 86 z 143
  • Punktów za historie: 27869
  • Komentarzy: 10093
  • Punktów za komentarze: 29212
 
zarchiwizowany

#87895

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Nawiązując do #87868.
Koleżance paczka z Krakowa do Krakowa szła 3 tygodnie.

poczta

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (26)

#87527

(PW) ·
| Do ulubionych
W poczekalni jest historia rozpoczynające się od słów "jak roznosi się wirus?". Ano z głupoty czy niedbalstwa się roznosi.

1. Czekam na autobus, obok mnie starsza pani. Miała rękawiczki na dłoniach- chwali się. Tylko jaka to różnica, jeśli co chwila smarkała w przemoczoną, materiałową chusteczkę?

2. W sklepie babsko zdejmuje maseczkę, ślini paluchy i rozdziela nimi woreczek...

3. Jadę tramwajem, baba siedząca niedaleko ściąga maskę i dłubie w nosie. Zareagowałam, zwracając jej uwagę, że po pierwsze to obrzydliwe, po drugie jest epidemia i powinna ręce zdezynfekować, Zignorowała mnie, więc wypaliłam "tak, do pani mówię, w żółtej kurtce". Na następnym przystanku wstała chcąc wysiąść i chwyciła się rurki, wycierając w nią pozostałości smarków.

4. Koleżanka miała przypadek covida w swoim wydziale, dostała kwarantannę prewencyjną- ona sama, brat i matka nie. Wymaz za kilka dni. Matka pracuje w sklepie, dojeżdża komunikacją miejską. Po kilku dniach wymaz pozytywny, przechorowała, a domownicy przez te kilka dni radośnie hasali po mieście...

Tak, moi drodzy, roznosi się wirus.

wirus covid

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (127)

#87524

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja nieco podobna do #87481.
Brat miał urodziny, stwierdził, że posiadówka przy planszówkach, ale przynieście planszówki, bo mam tylko chińczyka ;).

Więc postanowiłam kupić mu imprezową grę planszową. Zapobiegliwie wybrałam firmę mieszczącą się w mieście brata, by w razie W mógł odebrać grę osobiście. Również zapobiegliwie zakupiłam grę kilkanaście dni przed planowaną imprezą.

Przesyłka paczkomatem. Po 10 dniach i upewnieniu się, że żaden sms mu nie przyszedł, sprawdzam status- "przygotowano do wysyłki". Przez 10 dni. Piszę więc maila wyjaśniającego, że gra jest prezentem na piątkową imprezę. Żadnego przepraszam" ani nic, gra będzie w piątek. No ok. Kolejnego dnia po południu sprawdzam status- a jakże, "przygotowano do wysyłki". Piszę stanowczego maila informując, że jeśli brat nie odbierze paczki w piątek, to proszę o zwrot pieniędzy. Udało się, doszła w piątek kilka godzin przed imprezą.
Napisałam komentarz zgodnie z prawdą- że 10 dni czekałam na wysyłkę przedmiotu, o którą musiałam się upominać i nie wiadomo kiedy doszłaby bez upominania się.

I tu zaczyna się telenowela. Zaczęły się maile, że proszą o usunięcie komentarza, że w ramach zadośćuczynienia dają zniżkę na kolejne zakupy (nie wiem, skąd im przyszło do głowy, że będę chciała cokolwiek od nich kupić i dać im zarobić, ryzykując kolejne przepychanki o przesyłkę?). Nie zgadzam się i informuję, że niech ich to nauczy na przyszłość dbania o klienta.

Dostaję litanię, że corona, że trudne czasy, blabla. I żebym to jeszcze przemyślała, bo jest 14 dni na usunięcie komentarza. Ponownie odmawiam.
Otrzymuję maila "Pani baziu, jaka jest pani decyzja?", na którego już nie odpisuję, bo zakrawa to o absurd. Myślałam, że dali mi spokój, bo termin usunięcia komentarza minął.

Po miesiącu kolejny mail- "czekamy na pani decyzję pani baziu". Pracę mam, jaką mam, więc zauważam nieodebrane połączenie od nieznanego numeru. W domu mail, że "Pozwoliliśmy sobie skontaktować się z panią telefonicznie, nadal czekamy na pani odpowiedź w sprawie komentarza". Chyba czekali na odpowiedź, którą preferują...

Tu już się zirytowałam i napisałam ostrzejszego maila, że nie wyrażałam zgody na żaden kontakt telefoniczny z ich strony i wyraziłam się jasno 2 razy i piszę to po raz TRZECI- komentarza nie usunę. Napisali, że oni wszystko "w trosce o zadowolenie klienta", odpowiedziałam, że kolejne wiadomości potraktuję jako nękanie. Mam spokój chwilowo, ale ciekawe, na ile...

allegro wysyłka nękanie

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (107)

#87063

(PW) ·
| Do ulubionych
Wracałam od koleżanki z obrzeży miasta, autobusy jeżdżą co godzinę.
Pomiędzy kabiną kierowcy i 1 rzędem siedzeń a resztą autobusu są rozciągnięte taśmy.
Weszły 2 dziewczyny, kupiły karnety u kierowcy, usiadły na tych oddzielonych taśmą siedzeniach. Kierowca wyprosił je stamtąd. Dziewczyny wysiadły, chcąc wsiąść środkowymi drzwiami, ale wtedy kierowca zamknął drzwi i odjechał... Na nasze uwagi o zatrzymaniu się i wpuszczeniu dziewczyn stwierdził, że minął czas odjazdu.

kierowca autobus

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (172)

#85969

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieliśmy z grupą na studiach zajęcia 14-17. O 15:30 prowadząca puściła nam film.

O 15:45 pojawiła się pierwsza star... słuchaczka Uniwersytetu III Wieku. Przypominam - sala zajęta jeszcze przez ponad godzinę, studenci w sali. I od razu - "A co to? A po co? A dlaczego?".

Po chwili przyszła druga i zaczęły gadać. Że siedziały ławkę przede mną, zwróciłam im uwagę, że trwają zajęcia i przeszkadzają grupie. Jedna wstała, stwierdziła, że "ta dzisiejsza młodzież za grosz kultury nie ma" i przesiadła się z fochem.

Po 16:30 słuchaczy było kilkukrotnie więcej niż osób w mojej grupie. Większość witała się głośno z już obecnymi, np. "Cześć, Grażynko, dawno cię nie widziałam, co u ciebie?".

Kilkukrotnie musiałam zwracać im uwagę, że to nie poczekalnia, tylko zajęcia i pogadać mogą sobie przed salą.

Dzień wygrała baba, która kazała mojej prowadzącej wstać i wpuścić ją do ławki (mając do wyboru 30 ławek po 10 miejsc każda).

Nie wiem, kto bardziej piekielny - osoby przychodzące na zajęcia ponad godzinę wcześniej, ryjące się na chama do sali, w której wykład mają inni studenci i przeszkadzający gadaniem czy prowadząca, która z grzeczności nie powiedziała im, że trwają zajęcia i prosi o opuszczenie sali lub chociaż nieprzeszkadzanie (potem dziękowała mi, że próbowałam nad mini zapanować)...

starzy ludzie święte krowy

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (172)
zarchiwizowany

#85803

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia z dzisiaj, trochę tracę wiarę w ludzkość.
Przeglądałam jeden z profili fb przeznaczony do wyłapywania "smaczków" z tindera. W jednym z postów pan miał opis, że "księżniczkom mówi nie, jak któraś wypina się z dzióbkiem do lustra to od takich zdjęć i póz jest roxa...".
Popełniłam kilka komentarzy, w tym jeden zupełnie niewinny, a mianowicie, że nie chciałabym być z facetem, który jest na bieżąco z tym, co się na roxie dzieje i który korzysta z tej stronki.
No i zaczęło się...
[I]- dlaczego oceniam innych ludzi (innych? swojego ewentualnego faceta!)?
[I]- dlaczego sugeruję, że duża liczba partnerów to powód do wstydu? (gdzie?)
[I]- dlaczego deprecjonuję inne kobiety ( te z roxy)?
[B]- nic mi do wymiany bazy wirusów obcych ludzi, a te kobiety uważam nawet za na swój sposób operatywne, skoro biorą za seks pieniądze zamiast puszczać się za darmo po krzakach.
[B]- każdy ma swoje wymagania, jedna lubi wysokich blondynów a ja lubię wiernych facetów nie korzystających z usług prostytutek.
(I) usilnie wyrażała ból tylnej części ciała i prosiła adminów o reakcję- na co to nie do końca wiem... napisała też, że nie chciałaby, by jej chłopak ją zdradzał.
Inna użytkowniczka fb, (N) zapytała, czy [I] ma konto na roxie, skoro tak ochoczo broni "honoru" pań tam "pracujących"?
[I]- owszem, mam tam konto i jako honor rozpatruję nie liczbę penisów i partnerów a obrażanie innych kobiet.
[I]- gdzie są admini? Czy na tej stronie pozwala się na "body workers shaming"?
Ja wyszłam z domu i w tym czasie pojawił się kolejny post
[N]- czy rodzice [I] byliby dumni z córki tak z imienia i nazwiska walczące o honor kobiet upadłych?
[N]- I czy chłopak [I] byłby zadowolony z takiej operatywnej dziewczyny?
[N] Zasugerowała wskazanie, w którym momencie obrażam takie kobiety.
Wróciłam i powiedziałam [N], żeby dała spokój, bo to tylko pudrowanie zaropiałego sumienia przez [I].
[I]- Zazdrościsz, bo mój narzeczony korzysta z moich usług (oO). Usuńcie tę trollicę piszącą z dwóch kont.
Zablokowałam [I], bo dyskusja jałowa.
Po jakimś czasie wróciłam do któregoś z postów i okazało się, że mam bana.

i nie wiem, co jest bardziej piekielne
- wmawianie hejtu komuś, kto napisał tylko, że sam nie chciałby partnera chodzącego do takich pań (w moich wypowiedziach nie było słowa dziw.ka, kutwa, szmata i podobnych kojarzących się)?
- mówienie z imienia i nazwiska, że jest się prostytutką i chełpienie się najstarszym zawodem świata, przypisując tym kobietom posiadanie honoru?
- hipokryzja, bo sypia z innymi za kasę, mając narzeczonego, ale on ma jej nie zdradzać? No i żonaci/zajęci klienci nie są już dla niej problemem?
- bierność innych komentujących wobec takiej bezczelności? No przyznajcie, nie za bardzo ma się pani [I] czym chwalić jednak...
- reakcja admina w postaci zbanowania mnie podczas gdy nie atakowałam [I] w żaden sposób i stanięcie tym samym po stronie prostytutki? W sumie odbieram to jak ban za coś, o czym inni po cichu myślą, ale wstydzą się powiedzieć głośno..

i don't want to live on this planet anymore

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -10 (30)

#84716

(PW) ·
| Do ulubionych
Sesja…

Na studiach robię notatki na komputerze, by potem łatwiej było się z nich uczyć/dopisać coś. Notatki udostępniam, jeśli ktoś poprosi.

Ale nie może być aż tak kolorowo.

1. Pretensje o kilka literówek w 20+ stronach tekstu.

2. Wyjechałam na weekend i notatki na wtorkowy egzamin wysłałam dopiero w poniedziałek? Przeze mnie ktoś nie zdał! Moja wina!

3. Dostaliśmy pytania z poprzednich lat, egzamin miał być przez internet, z notatkami - wystarczyło sobie je dobrze pozakreślać markerami, by łatwiej szukać. Ale nie. Na czacie grupowym post z pretensją "No naprawdę nikt nie ma odpowiedzi do testu?!". Serio? Tak ciężko znaleźć odpowiedzi w wysłanych notatkach? Miałam ochotę podać lasce złe rozwiązania.

4. Jeden z wykładowców zaproponował podział zaliczenia na 2 części, pierwsza w połowie semestru, druga w sesji. Ludzie z mojego roku nie ogarnęli, że tak będzie łatwiej i wybrali jeden egzamin z całości...

Bonusowo wspomnę, że kiedy ja potrzebowałam notatek, gdy nie było mnie na wykładzie czy ćwiczeniach, uzyskanie ich od innych szło dość opornie.

Plus korzystanie ze smartfonów pod ławkami na egzaminie. A jak któryś z wykładowców kazał oddać telefony lub położyć na ławce ekranem do dołu, sypał się na niego stek wyzwisk po egzaminie…

Kiedyś osoby z wyższym wykształceniem były elitą intelektualną, teraz przestaję się dziwić, że niektórzy magistrowie pracują w Biedronce...

studenci roszczeniowość

Skomentuj (44) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (206)

#84204

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejny sposób na oszustwo.

Firmy nie mam, przyszło z różnych adresów na maila, którego używam wyłącznie prywatnie i to raz na ruski rok. Ale ktoś prowadzący działalność czy B2B może kliknąć w zdenerwowaniu lub z ciekawości. Uważajcie!

„Drogi Kliencie
Przesyłam wykaz nierozliczonych faktur, aby dowiedzieć się więcej.
Li nk do faktury: [link]
Pozdrawiam
Grzegorz Chmielarski
Grimp Sp. z o.o.”

„Cześć
Przesyłam wykaz nierozliczonych faktur, aby dowiedzieć się więcej.
Li nk do faktury: [link]
Z poważaniem
Ewa Michalak
Abakus Sp. z o.o.”.

oszustwo

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 36 (88)

#82726

(PW) ·
| Do ulubionych
Ponad rok temu brałam udział w projekcie unijnym oferującym różnorakie kursy. Projekt był koordynowany przez 2 fundacje (dla uproszczenia F1 i F2). Po kursie gwarantowano nam staż.
Niektóre kwiatki:

- Po zgłoszeniu się do F1 zostałam wysłana na szkolenie do F2, poprzedzone rozmową kwalifikacyjną. Miałam mieć gwarantowane miejsce na kursie, jednak po rozmowie dostałam maila kopiuj-wklej, że się jednak nie dostałam, zachowają moje cv - blabla. Koordynatorka z F1 stwierdziła, że to pomyłka.

- Na warsztatach poprzedzających kurs, udostępniono nam bufet z kawą, herbatą, były nawet ciastka i obiady. Pierwszego dnia kursu wieczorem otrzymaliśmy reprymendę od pani z F2, że jakim prawem zużywamy herbatę i kawę, przecież to nie dla nas...

- Po kursie otrzymaliśmy certyfikaty, jednak bez jakichkolwiek podpisów, pieczątek potwierdzających cokolwiek z F1 i F2 (można powiedzieć, pomyłka, ale i w identycznej sytuacji było 15 osób i każda z nich musiała podpisem potwierdzić odbiór tego certyfikatu).

- Miał być staż, pani z F1 zapewniała, że maksymalnie do początku lipca - zeszłego roku. Stażu nie widziałam do dziś. Niektóre osoby z grupy dostały propozycję odbycia stażu na stanowisku nie mającym nic wspólnego z kursem
- pani koordynatorka wysłała cv wszystkich 15 osób do jednej z firm, w której pracowała jej znajoma - na rozmowie mieliśmy mówić, że jesteśmy przez tę znajomą poleceni (nawet nie wiedzieliśmy, jak dziewczyna wygląda). Firma ma taką politykę, że za polecenie znajomego wypłaca 1000zł, jeśli osoba utrzyma się określony czas w firmie, kolejne 3000zł za osobę. Pani z F1 utrzymywała, że "nie o pieniądze tu chodzi", tylko by nas umieścić w prestiżowej firmie.

- Tu już złożyliśmy skargę do Urzędu Marszałkowskiego, który dysponował pieniędzmi na projekt, jednak nie stwierdzono uchybień.

- Niedawno z F2 odezwali się z możliwością przystąpienia do prestiżowego egzaminu, niezwiązanego z moim kursem, ale wysyłali materiały - pomyślałam - co mi tam. 3 razy zmieniany termin egzaminu, na który zaproszenie dostał również kolega. Kolega ów otrzymywał od F2 informację, że termin, na który byłam zapisana ja, nie istnieje.

- W końcu wypisałam się z tej całej farsy. Dziś miał odbyć się egzamin, dzwoni do mnie babeczka z F2 z pytaniem, czemu nie przyszłam. Oczywiście nikt z F1, gdzie składałam rezygnację, jej nie powiadomił.
Projekt ma coraz to nowsze edycje, polegające chyba tylko na wyciąganiu kasy z Unii...

projekty_unijne fundacje chaos

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (129)

#82559

(PW) ·
| Do ulubionych
Rys sytuacyjny- [K]oleżanka jakiś rok temu wyniosła się od [P]ana [M]ęża po tym, jak olał jej stan zdrowia (wyrywanie 8-mek z korzeniami zagłębionymi w zatoce) i wolał z piwkiem siedzieć przed telewizorem niż zastąpić żonę np. w odprowadzaniu niepełnosprawnego dziecka na rehabilitację.

Dodam, że skutki uboczne takiej ekstrakcji to np. niekontrolowane omdlenia, możliwość krwotoku - zarówno do zatoki, jak i do ust.

K zabrała manatki i wraz z dziećmi przeprowadziła się do maciupeńkiej kawalerki (mniej niż 20 metrów) i tam sobie przez ten rok mieszkają.

Młody jest niepełnosprawny, ma wadę genetyczną, wymaga niemal codziennej rehabilitacji oraz specjalistycznej diety.

PM w wydatkach na dziecko ograniczył się do kupienia mu kurteczki wiosennej (na jesieni, gdy przyszła wiosna, kurtka była już za mała) oraz "zrzutki" na prezent urodzinowy.

Niedawno spotkali się w jakiejś sprawie formalnej i PM spytał nieśmiało, czy K zamierza składać sprawę o separację?
K stwierdziła, że nie o separację, a o rozwód z zabezpieczeniem alimentacyjnym dla młodego.

Tu nastąpiło niebotyczne zdziwienie i święte oburzenie PM, bo
- Przecież DOSTAJESZ pieniądze na dziecko (w sensie zasiłek od państwa i 500+)! I jakoś sobie do tej pory radziliście!

ojciec alimenty

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (172)