Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 19 września 2020 - 14:50
Gadu-gadu: 5477672
O sobie:

bazia, kotka (łac. amentum, ang. catkin) – odmiana kłosa lub grona, typ kwiatostanu, w którym pojedyncze kwiaty osadzone są na osi pędu bez szypułek lub z krótkimi szypułkami. Kotki mają przeważnie wiotką, zwieszająca się oś główną

  • Historii na głównej: 83 z 139
  • Punktów za historie: 24630
  • Komentarzy: 9382
  • Punktów za komentarze: 9674
 

#59866

(PW) ·
| Do ulubionych
Nowa metoda na wygodnickich parkujących na miejscach dla inwalidów.

Akcja dzieje się przed jednym z większym supermarketów, stałam blisko wejścia czekając na koleżankę. Doskonale widziałam pana, który zaparkował na "kopercie" - nie widać było niepełnosprawności u niego, ani odpowiedniego dokumentu umieszczanego za szybą samochodu.

Równie doskonale widziała to grupa wyrostków, jak tylko mężczyzna schował się za drzwiami marketu, podbiegli we 4ch, pomanipulowali przy kołach spuszczając powietrze ( takie jakieś igiełki w zawór powtykali, nie znam się na tym), na szybie od strony kierowcy wylądowała przyklejona kartka z napisem " ZAJMUJESZ- POMPUJESZ", jak się okazało po powrocie właściciela samochodu, kartka była perforowana, facet próbował to oderwać, ale udawało się oddzielić tylko masę maleńkich trójkącików, musiał wrócić się do sklepu po jakiś płyn i skrobaczkę.

Ostatnio widziałam spot na ten temat - facet zaparkował "na chwilę", bo "nic się przecież nie stanie" na miejscu dla niepełnosprawnych, w międzyczasie podjechała osoba na wózku, zmuszona zaparkować dalej od wejścia, i została potrącona w drodze do sklepu przez cofający samochód...

Sama nie wiem, czy bardziej piekielny jest sposób walki z takimi kierowcami, czy też postawa wygodnych kierowców...

Mam nadzieję, że pan się czegoś nauczy...

koperty kierowcy inwalidzi zajmowanie miejsc

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 690 (788)
zarchiwizowany
Nawiązując do http://piekielni.pl/59677.

Koleżanka miała lata temu bardzo trudny poród. Rodziła 3 dni, dziewczynie 20-letniej wydawało się, że lekarze wiedzą lepiej, więc tylko potulnie wykonywała polecenia. Mały urodził się w zielonych wodach płodowych, z pępowiną owiniętą wokół szyi. Dziewczynę pozszywali wybitnie paskudnie, a ta tak była ucieszona zakończeniem porodu i dziecięciem, że machnęła ręką.

Po jakimś czasie chciała założyć sobie wkładkę. Poszła więc do ginekologa, ale zamiast stałego lekarza spotkała, dajmy na to, pana Kowalskiego. Pan Kowalski okazał się być wybitnym doktorem czy profesorem, masa osiągnięć, doświadczenia, oh, ah.

Koleżanka hyc na fotelik, wyłuszcza powód wizyty, a lekarz jak nie zacznie lamentować:
- Kto panią tak pokaleczył, no rzeźnik jakiś, jak można coś takiego spartaczyć, no wstyd dla wszystkich lekarzy! Trzeba było skarżyć, odszkodowania się domagać! ( i dalej w ten deseń). No dobrze, proszę, tu jest recepta, pójdzie pani na dół do apteki, wykupi i wróci szybciutko do gabinetu...

No i poszła, a że kolejka długa, poczytała receptę, nazwisko zaświtało. Zadzwoniła do babci, poprosiła o odszukanie dokumentacji porodowej i o nazwisko lekarza nią się zajmującego. Babcia hot 80, więc trochę problemu z odszukaniem właściwego miejsca, ale udało się- Kowalski i Wiśniewska ( położna).

Koleżanka cała uśmiechnięta wraca z wkładką do gabinetu i rzecze:
- Już wiem, kto mnie tak ładnie pozszywał!
- No kto?
- Pan...

Żałuję, że nie widziałam jego miny

lekarze partacze

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 338 (434)
zarchiwizowany
Znajoma chciała kupić ekspres do kawy. Nie taki za 200-300 zł, tylko bardziej wypasiony.
W tym celu udała się do Euro Rtv Agd. Jako że na tamtą chwilę nie dysponowała pełną kwotą, postanowiła skorzystać z opcji "Raty 0%". Sklep ten ma umowę tylko z Alior Bankiem.
Nic to, koleżanka pracuje w budżetówce ( stała, pewna praca), zarabia ponad 3 tys. na rękę, dodatkowo mieszka z rodzicami, więc koszty utrzymania są minimalne- więc pewna swego poszła załatwiać ów kredyt.
Jakież było jej zdziwienie, gdy kredytu nie dostała. Powodu bank podać nie chciał( załatwiała sprawę telefonicznie, więc prośby o pisemną odmowę wysłać już nie może).
I tu nasuwa się pytanie- skoro 3 tysiące dochodu w 100% pewnej pracy to za mało, to kto dostaje u nich kredyty?

Sprawa wyjaśniła się dzień później, kiedy udała się do oddziału ww banku- bez problemu przeprowadziła symulację kredytową, przysługiwał jej nawet kredyt na większą kwotę, tyle że z ubezpieczeniem i już nie "0%"...

kredyty raty 0% kruczki

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 4 (90)
zarchiwizowany

#59171

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O spóźnionych przesyłkach, przeterminowaniach itp.

W mojej osobistej kwalifikacji wygrywają 2 zdarzenia.

Rok 2005, oddane 5 litrów krwi, info do PCK w Lęborku poszło, czekamy z byłym na książeczki. I jakież jest moje zdziwienie, kiedy 27 maja wyjmuję ze skrzynki zaproszenie na uroczyste wręczenie odznak ZHDK w dniu... 22 maja. Zdziwienie tym większe, że stempel na znaczku wskazuje na datę 24 maja...

Z 7 marca roku bieżącego. Podczas spaceru po Galerii Bałtyckiej ( punkt G kobiety znajduje się na końcu słowa "shoppinG") zamawiamy z przyjaciółką jedzonko z KFC, pani częstuje nas kuponami promocyjnymi- miło.
Dnia następnego zachodzę do KFC w Gdańsku głównym- można by wykorzystać kupony... Ale nieeee... Na kuponach- ważne do 4.03...

kupony poczta promocje

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2 (54)
zarchiwizowany

#58251

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Na dobry początek dnia- historia z pracy w kawiarni.
Nie piekielna, raczej śmieszna i żenująca.
I od razu ostrzegam- nie żadne tam urban legend, chociaż jakby mi to ktoś opowiedział, miałabym trudności z uwierzeniem...

Akcja właściwa.
Przychodzi pani w wieku ok 35-40 lat, prosi o kawę białą. Przygotowuję, zanoszę do stolika, chwilę z panią rozmawiam i wracam do swoich obowiązków.
Pani przychodzi zapłacić, nabijam 8 zł. Wydaję 2 zł z banknotu 10 złotowego. Moneta trafia do pojemniczka na napiwki, za co pani dziękuję.
A pani zapuszcza łapkę do owego pojemniczka w celu wydobycia sobie stamtąd złotówki.

Przyznaję się, jestem przebojowa i bywam nawet pyskata , ale to jedna z niewielu chwil w moim życiu, kiedy załapałam stupor...

sknera napiwki kawiarnia

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 5 (73)

#58112

(PW) ·
| Do ulubionych
Natchniona historią http://piekielni.pl/57899 i nawoływaniem do walki o swoje prawa.

Będzie z innej beczki, albowiem o ZUS-ie. Otóż kiedy doznajemy wypadku przy pracy, przy trwałym urazie trafiamy na komisję, która bada % uszczerbku na zdrowiu. Za każdy % wypłacane jest bodajże 700 zł netto.
Pani, która przeprowadzała szkolenie bhp w jednej z moich poprzednich prac uświadomiła nas, jak załatwiane są takie komisje i orzeczenia. Zacytowała jedną z pracownic ZUS, która powiedziała jej w mniejszej lub większej konspiracji- "Proszę pani, na 10 przypadków komisja zatwierdza do wypłaty odszkodowania max 4, 6 zostaje odrzuconych. Z tych 6 odwoła się do sądu zazwyczaj mniej niż połowa. A dla ZUS to czysta oszczędność!".

Tak więc ponawiam - walczcie o swoje prawa i nie oszczędzajcie (np. czasu na "włóczenie się po sądach") na swoim zdrowiu.

ZUS

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 471 (529)
zarchiwizowany

#58111

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Naczytawszy się o szpitalach, a i po wczorajszej rozmowie z przyjaciółką.
Otóż Kasia ma rdzeniowy zanik mięśni, porusza się na wózku inwalidzkim.

Pierwsza historia- jak Kasia w wieku 16 lat dowiedziała się o swojej chorobie. Otóż po zrobieniu badań pan doktor stwierdził znudzonym tonem:
- No cóż, zanik mięśni pani ma. Będzie pani niesamodzielna. No ale są różne zaniki mięśni, mogą pani zaniknąć mięśnie w szyi, głowa będzie pani zwisać... albo mięsień sercowy nie wytrzyma, no różne są zaniki. Ale z tym da się żyć.


Historia druga. W tej chorobie problemem są nie tylko niedowłady, ale i metabolizm. Kasia od grudnia miała plamienia, leczyła się ginekologicznie, nawet jakieś tabletki na obkurczenie endometrium brała- bezskutecznie. Konieczne łyżeczkowanie.

Dostała skierowanie, poszła do szpitala, a tam jakże miły pan doktor wszedł do sali, na której były 3 inne panie, popatrzył i zaczął wyliczać wskazując kolejno palcem:
- Łyżeczkowanie, polipy, poronienie, ( i wskazując na Kasię) martwa ciąża.
I poszedł.
Pani od poronienie była w jednym z ostatnich miesięcy ciąży, zaraziła się paciorkowcem, terapia antybiotykowa nie pomogła ( błąd lekarza- antybiotyk doustny zamiast dopochwowy), jak przybyła do szpitala, było już za późno została już tylko cesarka, by wydobyć z kobiety martwy płód.
Podobnież ten lekarz to syn ordynatora.

Osobne przeboje były z brakiem zgody na transfuzję krwi, połączone z 15-minutowym ubliżaniem i straszeniem, że jak przebije się ściana macicy, to się dziewczyna wykrwawi ( mimo że szpital miał zapas produktów potrzebnych do metod alternatywnych).

A przecież tak ważna jest w zawodzie lekarza empatia...

Szpitala na Zaspie w Gdańsku absolutnie NIE POLECAM.

Gdańsk szpital na Zaspie

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (291)

#57628

(PW) ·
| Do ulubionych
Na świeżo, po historii reinevana http://piekielni.pl/57520

WOŚP WOŚPem, oni przynajmniej rozliczają się z dotacji.

Natomiast uczulam na tzw. "oszustwo miłosierdzia".
Czyli np. błagalne listy, często przed świętami, że Ania czy Kubuś mimo kilku latek życia chorują na coś tam, rehabilitacja kosztuje tyle a tyle, samotna mama nie daje rady i prosi o pomoc, a także zapewnienie dzieciątku odrobiny radości świątecznej w tym szarym i trudnym życiu. A potem okazuje się, że Ania nie jest Anią, tylko na zdjęciu jest dziewczynka ze Stanów Zjednoczonych, a jedyną informacją prawdziwą w historii jest numer konta.

Albo puszki w sklepach czy innych instytucjach - Martusia choruje na poważną wadę serca, umrze jeśli nie zbierzemy miliona monet na operację. I taka puszka stoi. Pół roku, rok... i teraz proszę o włączenie logiki - jeśli Martusia naprawdę walczy o życie, a puszka stoi rok, to pewnie tego życia nie udało się uratować. Jeśli operacja była, a puszka nadal stoi, to pytam - po co? Jako dodatkowy zarobek dla właściciela sklepu?

Zanim zdecydujecie się na dar serca - sprawdzajcie, sprawdzajcie i jeszcze raz sprawdzajcie! Przecież nie dalibyście tych przykładowych 100 zł "na słowo" obcemu spotkanemu na ulicy...

http://piekarska.blog.pl/?p=2869

oszustwo miłosierdzia naciągacze

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 365 (439)
zarchiwizowany

#57103

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wczoraj rozmawiałam z moim bratem, którego zostawiła dziewczyna. W Święta. Przez telefon. Po pijaku. Po 2 latach związku i 1,5 roku wspólnego mieszkania.
Samo to mogłoby wystarczyć za historię na Piekielnych, ale Brat opowiedział mi historię, którą usłyszał wtedy od naszego ojca.
Otóż nasz ojciec przed naszym urodzeniem miał żonę Elżbietę i z nią syna Piotra. W któreś święta pochorował się od stojącej na wierzchu sałatki, w związku z tym nie nadawał się do odwiedzin u teściów. Żona wzięła więc dziecko i sama poszła. Nie wróciła, ale ojciec tłumaczył sobie to tym, że może nie chce się zarazić czy co...
Kilka dni później wracał z pracy i zauważył, że jacyś robotnicy wynoszą meble, więc zaoferował pomoc...
Tak, to były jego meble.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2 (124)

#55261

(PW) ·
| Do ulubionych
Skojarzenie po http://piekielni.pl/55182, czyli nowa wersja metody "na wnuczka".

Otóż babcia koleżanki - nazwijmy ją Z(ofią), dostała telefon, w którym "wnuczka" prosiła o pieniądze - 10 tys złotych. Umówiła się na termin, w którym "koleżanka" przyjdzie po pieniądze, bo "wnuczka" nie może.
Coś ją tknęło, do wnuczki zadzwoniła jeszcze raz - wyjaśniła nieporozumienie, zgłosiła na policję, policjanci podeszli profesjonalnie, poszli nawet do domu staruszki w umówiony dzień - czekali, czekali i nic.

Po kilku dniach pani Zofia odbiera taki mniej więcej telefon"
P(olicjant)- Dzień dobry, tu Adam Kowalski, podporucznik z Komendy Głównej Policji w Piekiełku. Postanowiliśmy przeprowadzić akcję mającą na celu schwytanie złodziejki na gorącym uczynku. Proszę się z nią umówić, w tym i tym miejscu, i przekazać jej kopertę z pieniędzmi, my będziemy już na miejscu, po cywilnemu, wmieszani w tłum i złapiemy ją podczas popełniania przestępstwa.
Z- Ale skąd ma pan mój numer, skąd pan wie, że do mnie dzwoniła?
P- Proszę pani, wszystko jest pod kontrolą, mamy numer tej pani na podsłuchu, stąd ta informacja.

Po jakimś czasie dzwoni "wnuczka", przeprasza, że spotkanie nie było możliwe, bo koleżance coś wypadło, stłuczkę miała itp. Prosi ponownie o przekazanie pieniędzy. Panie ustalają miejsce i godzinę spotkania.
Bo - jak w amerykańskich filmach - skoro telefon na podsłuchu, to policja na pewno te informacje będzie miała.
Pani Zofia wybrała pieniądze z bankomatu, poszła w umówione miejsce, oddała kopertę obcej kobiecie, tylko na akcję policji doczekać się nie mogła.

Ostrzeżcie bliskich! Policja raczej nie kontaktuje się telefonicznie, a jeśli już w wyjątkowych przypadkach, policjant przedstawiając się powinien podać imię, nazwisko, stopień służbowy, nr odznaki i komendę, co można łatwo sprawdzić dzwoniąc na tę komendę albo chociażby na 997. Nawet jeśli taka akcja miałaby miejsce, policjanci powinni przedstawić się pani Zofii (np. na komendzie, czy w domu), tak, by mogła wyłapać ich w tłumie i czuć się bezpiecznie.
A przede wszystkim policja w naszym cudnym kraju raczej rzadko robi tego typu prowokacje...

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 639 (689)