Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 22 września 2019 - 21:39
Gadu-gadu: 5477672
O sobie:

bazia, kotka (łac. amentum, ang. catkin) – odmiana kłosa lub grona, typ kwiatostanu, w którym pojedyncze kwiaty osadzone są na osi pędu bez szypułek lub z krótkimi szypułkami. Kotki mają przeważnie wiotką, zwieszająca się oś główną

  • Historii na głównej: 82 z 137
  • Punktów za historie: 24363
  • Komentarzy: 8468
  • Punktów za komentarze: 9139
 
zarchiwizowany

#59171

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O spóźnionych przesyłkach, przeterminowaniach itp.

W mojej osobistej kwalifikacji wygrywają 2 zdarzenia.

Rok 2005, oddane 5 litrów krwi, info do PCK w Lęborku poszło, czekamy z byłym na książeczki. I jakież jest moje zdziwienie, kiedy 27 maja wyjmuję ze skrzynki zaproszenie na uroczyste wręczenie odznak ZHDK w dniu... 22 maja. Zdziwienie tym większe, że stempel na znaczku wskazuje na datę 24 maja...

Z 7 marca roku bieżącego. Podczas spaceru po Galerii Bałtyckiej ( punkt G kobiety znajduje się na końcu słowa "shoppinG") zamawiamy z przyjaciółką jedzonko z KFC, pani częstuje nas kuponami promocyjnymi- miło.
Dnia następnego zachodzę do KFC w Gdańsku głównym- można by wykorzystać kupony... Ale nieeee... Na kuponach- ważne do 4.03...

kupony poczta promocje

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2 (54)
zarchiwizowany

#58251

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Na dobry początek dnia- historia z pracy w kawiarni.
Nie piekielna, raczej śmieszna i żenująca.
I od razu ostrzegam- nie żadne tam urban legend, chociaż jakby mi to ktoś opowiedział, miałabym trudności z uwierzeniem...

Akcja właściwa.
Przychodzi pani w wieku ok 35-40 lat, prosi o kawę białą. Przygotowuję, zanoszę do stolika, chwilę z panią rozmawiam i wracam do swoich obowiązków.
Pani przychodzi zapłacić, nabijam 8 zł. Wydaję 2 zł z banknotu 10 złotowego. Moneta trafia do pojemniczka na napiwki, za co pani dziękuję.
A pani zapuszcza łapkę do owego pojemniczka w celu wydobycia sobie stamtąd złotówki.

Przyznaję się, jestem przebojowa i bywam nawet pyskata , ale to jedna z niewielu chwil w moim życiu, kiedy załapałam stupor...

sknera napiwki kawiarnia

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 5 (73)

#58112

(PW) ·
| Do ulubionych
Natchniona historią http://piekielni.pl/57899 i nawoływaniem do walki o swoje prawa.

Będzie z innej beczki, albowiem o ZUS-ie. Otóż kiedy doznajemy wypadku przy pracy, przy trwałym urazie trafiamy na komisję, która bada % uszczerbku na zdrowiu. Za każdy % wypłacane jest bodajże 700 zł netto.
Pani, która przeprowadzała szkolenie bhp w jednej z moich poprzednich prac uświadomiła nas, jak załatwiane są takie komisje i orzeczenia. Zacytowała jedną z pracownic ZUS, która powiedziała jej w mniejszej lub większej konspiracji- "Proszę pani, na 10 przypadków komisja zatwierdza do wypłaty odszkodowania max 4, 6 zostaje odrzuconych. Z tych 6 odwoła się do sądu zazwyczaj mniej niż połowa. A dla ZUS to czysta oszczędność!".

Tak więc ponawiam - walczcie o swoje prawa i nie oszczędzajcie (np. czasu na "włóczenie się po sądach") na swoim zdrowiu.

ZUS

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 466 (524)
zarchiwizowany

#58111

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Naczytawszy się o szpitalach, a i po wczorajszej rozmowie z przyjaciółką.
Otóż Kasia ma rdzeniowy zanik mięśni, porusza się na wózku inwalidzkim.

Pierwsza historia- jak Kasia w wieku 16 lat dowiedziała się o swojej chorobie. Otóż po zrobieniu badań pan doktor stwierdził znudzonym tonem:
- No cóż, zanik mięśni pani ma. Będzie pani niesamodzielna. No ale są różne zaniki mięśni, mogą pani zaniknąć mięśnie w szyi, głowa będzie pani zwisać... albo mięsień sercowy nie wytrzyma, no różne są zaniki. Ale z tym da się żyć.


Historia druga. W tej chorobie problemem są nie tylko niedowłady, ale i metabolizm. Kasia od grudnia miała plamienia, leczyła się ginekologicznie, nawet jakieś tabletki na obkurczenie endometrium brała- bezskutecznie. Konieczne łyżeczkowanie.

Dostała skierowanie, poszła do szpitala, a tam jakże miły pan doktor wszedł do sali, na której były 3 inne panie, popatrzył i zaczął wyliczać wskazując kolejno palcem:
- Łyżeczkowanie, polipy, poronienie, ( i wskazując na Kasię) martwa ciąża.
I poszedł.
Pani od poronienie była w jednym z ostatnich miesięcy ciąży, zaraziła się paciorkowcem, terapia antybiotykowa nie pomogła ( błąd lekarza- antybiotyk doustny zamiast dopochwowy), jak przybyła do szpitala, było już za późno została już tylko cesarka, by wydobyć z kobiety martwy płód.
Podobnież ten lekarz to syn ordynatora.

Osobne przeboje były z brakiem zgody na transfuzję krwi, połączone z 15-minutowym ubliżaniem i straszeniem, że jak przebije się ściana macicy, to się dziewczyna wykrwawi ( mimo że szpital miał zapas produktów potrzebnych do metod alternatywnych).

A przecież tak ważna jest w zawodzie lekarza empatia...

Szpitala na Zaspie w Gdańsku absolutnie NIE POLECAM.

Gdańsk szpital na Zaspie

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (291)

#57628

(PW) ·
| Do ulubionych
Na świeżo, po historii reinevana http://piekielni.pl/57520

WOŚP WOŚPem, oni przynajmniej rozliczają się z dotacji.

Natomiast uczulam na tzw. "oszustwo miłosierdzia".
Czyli np. błagalne listy, często przed świętami, że Ania czy Kubuś mimo kilku latek życia chorują na coś tam, rehabilitacja kosztuje tyle a tyle, samotna mama nie daje rady i prosi o pomoc, a także zapewnienie dzieciątku odrobiny radości świątecznej w tym szarym i trudnym życiu. A potem okazuje się, że Ania nie jest Anią, tylko na zdjęciu jest dziewczynka ze Stanów Zjednoczonych, a jedyną informacją prawdziwą w historii jest numer konta.

Albo puszki w sklepach czy innych instytucjach - Martusia choruje na poważną wadę serca, umrze jeśli nie zbierzemy miliona monet na operację. I taka puszka stoi. Pół roku, rok... i teraz proszę o włączenie logiki - jeśli Martusia naprawdę walczy o życie, a puszka stoi rok, to pewnie tego życia nie udało się uratować. Jeśli operacja była, a puszka nadal stoi, to pytam - po co? Jako dodatkowy zarobek dla właściciela sklepu?

Zanim zdecydujecie się na dar serca - sprawdzajcie, sprawdzajcie i jeszcze raz sprawdzajcie! Przecież nie dalibyście tych przykładowych 100 zł "na słowo" obcemu spotkanemu na ulicy...

http://piekarska.blog.pl/?p=2869

oszustwo miłosierdzia naciągacze

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 365 (439)
zarchiwizowany

#57103

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wczoraj rozmawiałam z moim bratem, którego zostawiła dziewczyna. W Święta. Przez telefon. Po pijaku. Po 2 latach związku i 1,5 roku wspólnego mieszkania.
Samo to mogłoby wystarczyć za historię na Piekielnych, ale Brat opowiedział mi historię, którą usłyszał wtedy od naszego ojca.
Otóż nasz ojciec przed naszym urodzeniem miał żonę Elżbietę i z nią syna Piotra. W któreś święta pochorował się od stojącej na wierzchu sałatki, w związku z tym nie nadawał się do odwiedzin u teściów. Żona wzięła więc dziecko i sama poszła. Nie wróciła, ale ojciec tłumaczył sobie to tym, że może nie chce się zarazić czy co...
Kilka dni później wracał z pracy i zauważył, że jacyś robotnicy wynoszą meble, więc zaoferował pomoc...
Tak, to były jego meble.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2 (124)

#55261

(PW) ·
| Do ulubionych
Skojarzenie po http://piekielni.pl/55182, czyli nowa wersja metody "na wnuczka".

Otóż babcia koleżanki - nazwijmy ją Z(ofią), dostała telefon, w którym "wnuczka" prosiła o pieniądze - 10 tys złotych. Umówiła się na termin, w którym "koleżanka" przyjdzie po pieniądze, bo "wnuczka" nie może.
Coś ją tknęło, do wnuczki zadzwoniła jeszcze raz - wyjaśniła nieporozumienie, zgłosiła na policję, policjanci podeszli profesjonalnie, poszli nawet do domu staruszki w umówiony dzień - czekali, czekali i nic.

Po kilku dniach pani Zofia odbiera taki mniej więcej telefon"
P(olicjant)- Dzień dobry, tu Adam Kowalski, podporucznik z Komendy Głównej Policji w Piekiełku. Postanowiliśmy przeprowadzić akcję mającą na celu schwytanie złodziejki na gorącym uczynku. Proszę się z nią umówić, w tym i tym miejscu, i przekazać jej kopertę z pieniędzmi, my będziemy już na miejscu, po cywilnemu, wmieszani w tłum i złapiemy ją podczas popełniania przestępstwa.
Z- Ale skąd ma pan mój numer, skąd pan wie, że do mnie dzwoniła?
P- Proszę pani, wszystko jest pod kontrolą, mamy numer tej pani na podsłuchu, stąd ta informacja.

Po jakimś czasie dzwoni "wnuczka", przeprasza, że spotkanie nie było możliwe, bo koleżance coś wypadło, stłuczkę miała itp. Prosi ponownie o przekazanie pieniędzy. Panie ustalają miejsce i godzinę spotkania.
Bo - jak w amerykańskich filmach - skoro telefon na podsłuchu, to policja na pewno te informacje będzie miała.
Pani Zofia wybrała pieniądze z bankomatu, poszła w umówione miejsce, oddała kopertę obcej kobiecie, tylko na akcję policji doczekać się nie mogła.

Ostrzeżcie bliskich! Policja raczej nie kontaktuje się telefonicznie, a jeśli już w wyjątkowych przypadkach, policjant przedstawiając się powinien podać imię, nazwisko, stopień służbowy, nr odznaki i komendę, co można łatwo sprawdzić dzwoniąc na tę komendę albo chociażby na 997. Nawet jeśli taka akcja miałaby miejsce, policjanci powinni przedstawić się pani Zofii (np. na komendzie, czy w domu), tak, by mogła wyłapać ich w tłumie i czuć się bezpiecznie.
A przede wszystkim policja w naszym cudnym kraju raczej rzadko robi tego typu prowokacje...

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 639 (689)

#54920

(PW) ·
| Do ulubionych
Po przeczytaniu historii Helmuta http://piekielni.pl/54891 stanęła mi przed oczami taka oto sytuacja.

Lato, skwar niesamowity, 30-40 stopni, jadę pociągiem. Nagle przez okno widzę ogień - ktoś wypala trawy. Przy samym lesie. Tylko patrzeć jak zajmie się las przy takich upałach.
Wyciągam bohatersko telefon, by spełnić czyn obywatelski, dzwonię na Straż Pożarną. Przedstawiam się i wywiązuje się dialog:
(D)yspozytor- Gdzie dokładnie jest pożar?
(J)a- Pomiędzy Piekłem a Piekiełkiem, blisko torów. Zauważyłam go jadąc pociągiem.
(D)- Aha... a jakich rozmiarów jest?
(J)- Nie wiem.
(D)- Jak to pani nie wie?
(J)- Nie wychodziłam z pociągu by go zmierzyć, na oko ciężko, a jestem już kilka km od tamtego miejsca i ogień mógł się już rozprzestrzenić na las...
(D)- A jaki to jest las?
(J)- ??
(D)- No jakie drzewa są w tym lesie?
(J)- Iglaste, liściaste?
(D)- Proszę chwilę poczekać...
(melodyjka przez parę minut)
(D)- To jaką powierzchnię lasu zajmuje pożar?
(J)- Nie wiem! Jestem 20 km za tym miejscem, jadę pociągiem.
(D)- Aha... A jakie drzewa są w lesie?
(J)- Zielone! Zrobicie coś z tym wreszcie?
(D)- Proszę poczekać...
(melodyjka)
(D)- To gdzie jest ten pożar?
(J) (już przez zęby)- Pomiędzy Piekłem a Piekiełkiem, w lesie są sosny, świerki, dęby i jesiony, zajmuje 2854 metry kwadratowe i zaraz będzie zajmował więcej jeśli wreszcie się tam nie ruszycie!!
(D)- Aha...
i się rozłączył.

Pojęcia nie mam co się stało później, ale w Wiadomościach ani gazetach nie było głośno o żadnym dużym pożarze, więc mam nadzieję, że sprawnie ugasili...

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 575 (633)
zarchiwizowany

#54792

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/54214 przypomniała mi własną.

Jako że 12.05 partner miał urodziny, postanowiłam sprawić mu prezent- plecak wojskowy, o który już dawno mi marudził. Poszukiwania zaczęłam odpowiedzialnie- pod koniec kwietnia. Plecak wybrany, zaakceptowany, zamówiony 2-3 dni przed weekendem majowym. W opisie aukcji jak byk- realizacja w ciągu 48 godzin.
Czekam. Czekam, czekam i czekam. W końcu wiadomo długi weekend, opóźnienia. 10go dnia zadzwoniłam sama pytając co z moją przesyłką. Miły pan powiedział, że spyta szefa i oddzwoni w ciągu godziny. Na oddzwonienie się nie doczekałam, zadzwoniłam sama po ok 5 godzinach i okazało się, że plecaka nie ma, bo "brak na magazynie" i zanim zamówią minie 2-3 tygodnie. Szlag mnie jasny trafił, bo ani nie dostałam informacji na maila, że zamówienie będzie opóźnione, ani w aukcji nie było dopisku, a wytłuszczone 48 godzin jak było, tak jest.
Zadzwonił partner, wynegocjował koszulkę w przeprosinach za zwłokę i czekamy. Czekamy i czekamy.
Po jakichś 2-3 tyg przychodzi informacja, że jednak w miejscu, z którego zamawiają nie ma plecaków i zwrócą pieniądze.
Zwrócili, na szczęście.

Niemniej jednak i tak nie polecam zakupów u użytkownika styl-vintage ( http://allegro.pl/show_user.php?uid=22680333 ).

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 80 (158)

#54156

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeglądam stare historie i ta http://piekielni.pl/11713 skłoniła mnie do refleksji.

Pracowałam na infolinii jednego Towarzystw Ubezpieczeniowych. Mieliśmy popodpinanych kilka grup- m.in. Kontynuacje, Dokumenty, Zmiany, Sprzedaż, Windykację itp. Kolejne grupy były podpinane w miarę kolejnych szkoleń, i tak startowało się z Dokumentami i Kontynuacjami, po kilku miesiącach dochodziły Zmiany, potem Sprzedaż/Rekalkulacje, potem Windykacja itp.
Klienci natomiast nic sobie z tego nie robili, dzwonili sobie losowo albo manipulowali menu ("aby wybrać 1, wybierz 1 ;)").

Było to w czasie, kiedy byłam już po szkoleniu na Zmianach, natomiast grupy Sprzedaż/Realkulacje jeszcze nie miałam podpiętej, więc mogłam bezkarnie przełączać połączenia.
Wpada połączenie - na Dokumenty.

[J]a- Dzień dobry, bazienka, w czym mogę pomóc?
[K]lient- Bo ja sprzedałem samochód...
[J]- Proszę o chwilę cierpliwości, przełączę pana do odpowiedniego działu...
(przełączam)
Kilkanaście sekund później- tym razem Kontynuacje.
[J]- Dzień dobry, bazienka, w czym mogę pomóc?
[K]- Bo ja sprzedałem samochód...
[J]a- Zdaje się, że rozmawialiśmy przed chwilą, przełączyłam pana do grupy sprzedażowej...
[K]- Ale tam się za długo czeka!
[J]- Proszę pana, nie mamy wpływu na ilość połączeń ani długość czekania, widocznie na linii mamy więcej połączeń niż konsultantów.
[K]- Ale mnie to nie obchodzi! Bo ja sprzedałem samochód...
[J]- Proszę pana, pracuję w dziale, który nie zajmuje się sprawami sprzedaży, przełączę do odpowiedniego działu, proszę o cierpliwość, to naprawdę zaoszczędzi pana czas...

Kilkadziesiąt sekund później.

[J]- Dzień dobry, bazienka, w czym mogę pomóc?
[K]- Bo ja sprzedałem samochód...
Sprawdzam - ten sam klient pojawia mi się na Zmianach.
[J]- Rozumiem, że chce pan być obsłużony jak najszybciej, ale ja nie specjalizuję się w sprawach sprzedaży, przełączę pana.
[K]- Ale tam się za długo czeka.
[J]- Niestety, nie mamy wpływu na kolejki na linii.
[K]- Ale pani na pewno mnie oszukuje, pani się nie chce pracować!
[J]- Niestety, szkolenie jeszcze przede mną, nie chciałabym wprowadzić pana w błąd.
[K]- Ja nie po to płacę za telefon, żeby w kolejkach czekać!
[J]- Proszę pana, a jeśli chce pan kupić kiełbasę, a w mięsnym jest za długa kolejka, to czy idzie pan po tę kiełbasę do papierniczego obok? I się o nią wykłóca?
[K]- No nie...
[J]- No właśnie.
[K]- No dobrze, to już niech mnie pani przełączy.

Do niektórych trzeba łopatologicznie.

infolinia

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 551 (591)