Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 22 września 2019 - 21:39
Gadu-gadu: 5477672
O sobie:

bazia, kotka (łac. amentum, ang. catkin) – odmiana kłosa lub grona, typ kwiatostanu, w którym pojedyncze kwiaty osadzone są na osi pędu bez szypułek lub z krótkimi szypułkami. Kotki mają przeważnie wiotką, zwieszająca się oś główną

  • Historii na głównej: 82 z 137
  • Punktów za historie: 24363
  • Komentarzy: 8468
  • Punktów za komentarze: 9139
 

#54131

(PW) ·
| Do ulubionych
Zainspirowana historią http://piekielni.pl/53697 przypomniałam sobie podobną.

Mam bardzo prosty nr telefonu, oparty na podobnej zasadzie co ten - 713-713-135.
Siedzę z moim kumplem, oglądamy jakieś filmy na komputerze, wtem - telefon.
Odbieram i na dzień dobry słyszę:
- Gdzie jest mój mąż?
Wyjaśniam, że pomyłka, odkładam słuchawkę.
Po chwili znowu:
- Gdzie jest mój mąż, ty dziwko?!

Za 3-cim razem odebrałam ([J]a, [K]obieta):
[J]- Nie wiem, skąd ma pani mój numer, ale nie ma tu pani męża.
[K]- Kłamiesz, dz@#$ko!
[J]- Nie kłamię, a pani nie ma prawa mnie obrażać.
[K]- Mam prawo, bo jesteś k@#$ą! JA WIEM, że mój mąż poszedł do ciebie.
[J]- To chyba z mężem powinna pani takie rzeczy wyjaśniać, a nie z losowo wybranymi obcymi ludźmi...
[K]- Nie ukrywaj go, ty szmato! Co robicie?
[J]- Pojęcia nie mam, co robi pani mąż, a ja siedzę w domu i oglądam film z kolegą (tu kumpel wziął tel, przedstawił się, potwierdził).
[K]- Ja znam twoją stronę internetową, ja cię znajdę!
[J]- Jaką stronę? (tak, z ciekawości)
[K]- Nie udawaj szmato! www.xxx.com.pl, a jaką! Ty... (kolejny stek wyzwisk)
Poprosiłam panią, by mnie nie obrażała, odłożyłam słuchawkę.
Dzwoni po raz kolejny.
Wyjaśniam po raz kolejny, że pomyłka, nie odbieram więcej tego numeru - może się pani znudzi.

Zaczynają przychodzić sms wyjaśniające, kim jestem ja, mama, (nieistniejące) siostry, babcie, ciocie i reszta.

Wiem, mogłabym być wredna i zgłosić zniesławienie na policji. Sprawdziliśmy stronkę i -bingo- jest sexi blondi. Z podobnym nr tel do mojego.

Dzwonię do pani, która wita mnie uroczym:
[K]- A jednak, ty dz@#$ko! Czego chcesz szmato?
[J]- Wie pani co, mogłabym teraz zanieść telefon na policję, miałaby pani spore nieprzyjemności i odszkodowanie do zapłacenia. Proszę by weszła pani na tę stronę www.
(cisza)
[J]- Jaki jest nr do tamtej pani?
[K]- To nawet swojego numeru nie znasz, k@#$o jedna?
[J]- PROSZĘ PRZECZYTAĆ NR Z EKRANU.
[K]- 713 713 315.
[J]- A dzwoni pani na 713 713 135.
[K]- ...( cisza)... (zatrybiło).

Trzask słuchawki.
Nawet nie przeprosiła.

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 749 (817)
zarchiwizowany

#54145

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Odnośnie http://piekielni.pl/12121#comments.
Pamiętam historię sprzed 2 lat- otóż jeden z wychowawców w bursie, w której miałam staż, był bardzo autorytarny i 'wszystkowiedzący'. Zrzucał zdjęcia z aparatu na komputer,wszystkie w formacie mniej-więcej foto0001.jpg. Pomieszały mu się numerki ( nie wiem, jakim cudem). I zamiast użyć komendy "rozmieść ikony według -> nazwy", zaczął je układać ręcznie.
Próbowałam pomóc człowiekowi, usłyszałam, że mam się nie wtrącać, on wie, jak to zrobić.
No to sobie układał samodzielnie te paręset zdjęć, a ja miałam ubaw przez kolejne ok. 10 minut...

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (36)

#53306

(PW) ·
| Do ulubionych
Przestrzegam, jeśli będziecie kiedykolwiek zamawiać coś w chińskiej restauracji, 2 razy zastanówcie się nad zamawianiem sajgonek.
Szczególnie w barze znajdującym się naprzeciwko gdańskiego Żaka (odpowiedniki w Gdyni i Warszawie).
Dlaczego?

Pomijam fakt, że farsz do sajgonek robi się m.in. z mięsa mielonego słabej jakości (jak się mięso nie nadaje do krojenia, to wrzuca się je w sajgonki - wiecie błony i inne kawałki tłuszczu - smacznego) i że cały farsz miesza się ręcznie, w nie zawsze domytej wannie.
Bardziej chodzi mi o to, że placki ryżowe wkładane są między wilgotne szmaty (takie ściereczki kuchenne), które po zrobieniu kilkuset sajgonek są upieprzone farszem, ale nie zostają wyprane, tylko wrzucone na chwilę do wody z odrobiną płynu do mycia naczyń. Potrafią być nie prane 2 tygodnie i dłużej (a firma ma 2 komplety, strach pomyśleć co było gdy był tylko jeden...), tak, że podczas schnięcia na zapleczu, po którym wala się wszystko, jak również przy robieniu sajgonek rozsiewają woń starej mokrej szmaty...
Smacznego.

chińska knajpka

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 357 (489)

#53204

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnośnie dziwnych rozmówców (http://piekielni.pl/52989 i pan od płytek w Empiku), przypominają mi się standardowe rozmowy na infolinii.

(J)- Dzień dobry, bazienka, w czym mogę pomóc?
(K)- Dzień dobry, ja chciałbym się dowiedzieć w sprawie mojej polisy...
(J)- Poproszę nr polisy.
(K)- 02345678901
I się zaczyna...
(J)- Poproszę pana godność i PESEL.
(K)- Jan Iksiński.
( cisza)
(J)- Poproszę PESEL.
(K)- Nr klienta to..
(J)- Poproszę PESEL.
(K)- Nr polisy?
(J)- Nie, PESEL.
(K)- Moja data urodzenia...
(J)- Poproszę pełny PESEL.
(K)- Nr telefonu?
(J)- Nie, poproszę pana numer PESEL. Znajduje się na odwrocie dowodu osobistego...
(K)- To ja nie wiem, co mam pani w końcu podać...
(J)- PESEL poproszę...
(K)- Eee... ale mój?

Nie, sąsiada, na pewno pomoże...

infolinia klienci pytania

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 422 (524)

#52498

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem Zasłużonym Honorowym Dawcą Krwi. Co za tym idzie - mam pierwszeństwo w kolejkach do lekarza i w aptekach. W aptekach, w których robię zakupy, jak byk przy kasie są odpowiednie naklejki, poparte artykułem z ustawy itp.

Jeśli w aptece są 2-3 osoby, to spokojnie staję w kolejce i czekam jak każdy. Jeśli jednak jest tych osób ok 20... no cóż.
Przywilej to przywilej.
Przyzwyczaiłam się do tego, że nagle nie wiadomo skąd wychodzą (albo wręcz wchodzą do apteki) panie w wieku ok 50 plus z krzykiem "ja tu stałam!".
Jak również do tego, że wybucha awantura ze mną w roli głównej - dowiaduję się, że jestem niewychowana, niekulturalna, a kulturalni starsi państwo wyzywają mnie od gówien.
Norma, zawsze jednak informuję, dlaczego pomijam kolejkę, a na opornych zabieram słuchawki, by nie wdawać się w zbędne dyskusje.
Raz nawet dostałam łokciem pod żebra.

Ostatnio złapało mnie zapalenie pęcherza. Kto miał - zrozumie dlaczego raczej nie uśmiechało mi się grzecznie czekać, aż 30 osób stojących przede mną zrobi zakupy.
Przeprosiłam więc, stanęłam za osobą przy okienku objaśniając, dlaczego to robię, wskazując tabliczkę.

Pani stojąca obok mnie zaczęła krzyczeć coś na temat dzisiejszej młodzieży (kolejka dzielnie wtóruje), wyjaśniłam raz jeszcze, że jestem ZHDK, że przysługuje mi zrobienie zakupów bez kolejki. Pani najpierw zażądała okazania dokumentu, po czym stwierdziła, że sama też jest ZHDK. Zaproponowałam okazanie książeczek farmaceucie. Pani jakże elokwentnie zbyła mnie słowami "Sp******aj, gówniaro", dostałam po nerkach, pani dopadła okienka.
No cóż - kłócić z głupim się nie będę.

Poczekałam spokojnie aż pani zaspokoi palącą potrzebę, podchodzę do kasy i co słyszę od farmaceutki?

- No i po co było robić aferę? - plus monolog na mój temat.

Tak moi drodzy, korzystanie z przywilejów to robienie afer, bo przecież te karteczki o pierwszeństwie wiszą dla ozdoby.

Skargę napisałam, nie wiem, co się z nią stało.

Dla dociekliwych - Gdańsk, apteka dyżurna w Realu przy Kołobrzeskiej. Nie polecam.

apteka

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 679 (837)

#52023

(PW) ·
| Do ulubionych
Taka mała retrospekcja inspirowana dniem dzisiejszym.

Około 10 lat temu, wieś gminna. Gmina taka na 5 tys. mieszkańców.
Południe mniej więcej. Idę sobie do lekarza po receptę na kolejną dawkę leków przeciwalergicznych. Między pocztą a sklepem wielobranżowym, obok stojaka dla rowerów leży starszy pan. Ludzie oczywiście przechodzą obok, podchodzę do pana słysząc słowa jakiejś kobiety - "zostaw, pewnie pijany".

Człowiek nie rusza się, nie oddycha. Dzwonię na pogotowie i dodatkowo do przychodni - niech lekarka bierze worek ambu i przybywa, bo zanim dojadą te 20 km z najbliższego miasta, to trochę zejdzie. I standardowo resuscytacja, po kilku minutach mam zmienniczkę - moją panią doktor.
Pacjenta niby udało się odratować, tyle że pozostał warzywkiem do końca swojego około miesięcznego dalszego życia. A gdyby ktoś choćby pobiegł po lekarza, czy zaczął 'wentylować' pana wcześniej, byłaby szansa na normalne życie.

I sytuacja dzisiejsza.
Gdańsk, dość ruchliwe skrzyżowanie. Wysiadam z tramwaju i tłum gapiów. Przeciskam się, widzę leżącego mężczyznę, tłum oczywiście tak wielce zaaferowany i zajęty strzelaniem słitfoci pt. "takie tam, z nieprzytomnym", jak również filmików na komórkę, że nikomu się na pogotowie zadzwonić nie chciało. Sprawdzam czynności życiowe - na szczęście oddycha, nieprzytomny. Wydaję dyspozycję - odsunąć się, bo człowiek nie ma czym oddychać, pani w czerwonej bluzce proszę zadzwonić na pogotowie, powiedzieć kiedy przyjedzie, pana w niebieskiej koszulce poproszę o podniesienie nóg poszkodowanego (na oko 80 kg, ja ok 50), sama podnoszę ręce i tak sobie czekamy na karetkę. Ścisk gapiów taki, że ratownicy mają problem z przeciśnięciem się, oczywiście zostaję mistrzem pierwszego planu na filmiku...

W sumie dobrze, może na jutubie uda się wytypować osobę, która mężczyznę pozbawiła portfela i telefonu.

No ręce i (wszystko inne) opadają. Tracę i tak nadwątloną wiarę w ludzi.

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 711 (759)

#52011

(PW) ·
| Do ulubionych
Coś, co mnie leczy, czyli starsze panie w autobusach.

1.
W drodze do pracy siedzę na przystanku, tłum. Widzę starszą panią o kuli, ustąpiłam. Podjeżdża tramwaj,
Trochę dalej niż zwykle. Patrze i oczom nie wierzę. BABSZTYL ZRYWA SIĘ, KULA POD PACHĘ I BIEGIEM DO TRAMWAJU WALĄC INNYCH W IMPECIE KULĄ PO NOGACH I NERACH.

2.
Kiedyś jechałam z moją przyjaciółką niepełnosprawną (ma MPD i wykręcone nóżki) autobusem, Ewcia wstała przed przystankiem jakiś czas żeby zdążyć wyjść, drzwi się otwierają, a tu na nas pakuje się jakiś babsztyl i jeszcze objeżdża.
Ja- Koleżanka jest niepełnosprawna. Poza tym najpierw się wychodzi z pojazdu.
Babsztyl- Skoro jest niepełnosprawna, to mogła szybciej wysiąść
Ja- No chyba nie dała jej pani szansy.
B- Zamknij pysk gówniaro!

3.
Jadę tramwajem, trochę zarzuca, nad babą w wieku 50-60 z siatkami (siłę po targu chodzić i siaty nosić znalazła) słania się kobieta w widocznej, zaawansowanej ciąży, twarz blada, sine usta. Do baby podchodzi chłopak, taki na oko z 20 parę lat.
Ch- Przepraszam bardzo, ale czy mogłaby Pani ustąpić miejsca tej pani w ciąży? Ona zaraz zemdleje.
Babsztyl zlustrował dziewczę ostentacyjnie od stóp do głów.
B- NIE WIDZĘ OBRĄCZKI, TO NIE USTĄPIĘ.

Ostatnio natomiast dowiedziałam się, że starszy człowiek wystarczy że spojrzy, a młody ma się zrywać z siedzenia, czerwony dywan niemalże rozkładając, a w ogóle miejsca są dla starszych i młodzi nawet siadać nie powinni, także w sytuacji, kiedy 3/4 autobusu jest wolna...

komunikacja miejska

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 489 (649)

#52007

(PW) ·
| Do ulubionych
Może nie wszystkim Wam wyda się to piekielne, ale osoby pracujące kiedykolwiek w handlu na pewno mnie zrozumieją. Tym bardziej, że sytuacja powtarzała się codziennie. Naprawdę CODZIENNIE.

Jak zostać cudownym handlowcem?

1) Z wykształceniem (albo i bez) średnim i doświadczeniem w gastronomii zostań managerem w galerii bursztynu należącej do brata. W galerii tej miej masę popierdółek typu sznurkowe bransoletki, magnesy itp, w cenie plus minus 10 zł.

2) Zostaw pracownikowi w kasie kilka 'dwójek' (tak, ZERO jakichkolwiek banknotów), po czym ulotnij się na cały dzień. I niech pracownik kombinuje co zrobić z klientem, który kupuje coś za 10-15 zł i płaci 'stówą'. Może w takiej sytuacji:
a. zostawić klienta w sklepie mając nadzieję, że ten nie połaszczy się na wartą kilkaset złotych biżuterię (monitoringu brak, zgadnijcie kto odpowiadałby za ewentualne straty?)
b. posłać klienta z tą stówką, niech sam rozmienia (albo najprawdopodobniej nie wróci).
Na zwróconą po powrocie uwagę stwierdź "No, tak się zdarza" i nie zrób z tym NIC.

3) Dnia następnego również zabierz wszystkie drobne z kasy.
1. klient- magnes, 15 zł, płaci 100.
2. klient- bransoletka, 10 zł, płaci 100.
3. klient- bursztyn na nalewkę, 10 zł, płaci 100.
Na szczęście pani manager wtedy była, więc ja umyłam ręce od biegania z kasą...

Kilka dni później zaczepiłam chłopaka zbierającego pieniądze jako klaun, taka transakcja wiązana, wymiana naszych 'grubych' na jego 'drobne'. Bo drobne zawsze można gdzieś do woreczka i do szuflady na gorsze czasy schować. CO usłyszałam od szefowej? " Ale nie wymieniaj więcej niż 30 zł"...

Ale czego się spodziewać po osobie, która na zwróconą uwagę, że szyld "amber*gold" nie jest najlepszą reklamą dla galerii (ulica Mariacka, Gdańsk, kilkadziesiąt wycieczek dziennie, każda komentuje - "O, Amber Gold, oszuści"), powiedziała, że dla mojej przyjemności nikt nie będzie szyldu zmieniać?
Notabene nawet nazwa firmy, która nie istnieje od dobrych paru (5? więcej?) lat nie została zmieniona na aktualną.

A potem obowiązkowo codzienne narzekanie na niskie utargi...

Galeria Bursztynu

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 463 (549)

#52009

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka sytuacji, mniej lub bardziej piekielnych, z czasów pracy w Informacji Turystycznej w Sopocie

1.
Przychodzi Pani, lat na oko 35+, obcisłe ciuszki, czarne włoski, tipsy, brwi narysowane markerem.
Pani- Po ile są pocztówki?
Ja- Po 1,5 i 2 zł.
P- A znaczki?
J- Nie mam znaczków.
P- To gdzie ja znaczki kupię?
J- Na poczcie...
P- Ale ja nie wiem, gdzie jest poczta.
J- To już pani pokazuję (i pokazuję na mapie).
P- Ale powinniście mieć znaczki.
J- Tu jest INFORMACJA, nie urząd pocztowy.
P- Jak wy chcecie żeby turyści kupowali kartki i wysyłali?
J(a kiedy ja powiedziałam, że chcę?)- Turyści czasem kupują kartki na pamiątkę, by przybić stempel pamiątkowy, a żeby wysłać kartkę i tak musi się pani udać na pocztę.
Foszek.

2.
Przychodzi starsze małżeństwo.
Starszy Pan- Jak dojść do teatru?
Ja pokazuję na mapie, objaśniam. Jest to wcześniej wspomniany teatr, 200 metrów.
SP- To ja nie będę tyle kilometrów szedł.
J- Ale on jest 200 metrów stąd, góra 5 minut drogi.
SP- Aha. To ja bym chciał bilet.
J- Ale ja nie prowadzę sprzedaży biletów.
SP- No jak to nie?
J- To jest INFORMACJA, bilety może pan nabyć w teatrze.
SP (do żony)- Widzisz, gówniara nie chce mi tego biletu sprzedać! (do mnie) Ale ja wiem, że pani te bilety ma, specjalnie pani pod ladą chowa!
J- Nie, bilety są do nabycia w teatrze.
SP- Ale powinny być tutaj!
J- Ale nie ma. I nie będzie.
SP(podejrzliwie)- To biletów do kina też pani nie ma?
J- Nie.
SP- Ja pójdę do urzędu, ja to zgłoszę!

3.
Pani- Ja bym chciała zapytać o połączenie do Elbląga.
Ja- Chwileczkę, muszę sprawdzić w internecie.
P (obruszona)- Ale dlaczego w internecie? Pani powinna to wiedzieć!
J- Proszę pani, to jest informacja turystyczna, nie kolejowa. Nie mam obowiązku znania na pamięć całego rozkładu jazdy na pamięć i nawet panie z informacji kolejowej nie mają.
P- Ale to jest w województwie, powinna pani chociaż z województwa znać!
Ja spokojnie wyszukałam w internecie, wydrukowałam.
P- To ja poproszę bilet na ten pociąg.
J- Nie prowadzimy sprzedaży biletów kolejowych.
P- No jak to?
J- Tu jest informacja, nie stacja PKP...

4.
Pani - Bo wie pani, bo mi znajomy mówił, że dziś gdzieś po południu, koło 17 mają być jakieś ciekawe warsztaty, niech mi pani coś o nich powie i je znajdzie...

5.
Pan - Co u was w mieście jest ciekawego i co się ciekawego dzieje?
Ja pokazuję wszystkie zabytki, drukuję bieżące wydarzenia, Pan wychodzi, wraca po 2 godzinach.
Pan (od drzwi)- Gdzie mnie pani tutaj wysłała?! Bo ja byłem w tym muzeum i na tej wystawie, i to wcale nie jest ciekawe! To jest nudne! I kto mi teraz za bilet zwróci, co? Niech mi pani pieniądze odda, bo ja przez panią tam poszedłem!

6.
Pan (staje przy kontuarze, przed nim jak byk leży mapa)- Czy jest mapa miasta?
Ja- Oczywiście.
P- A gdzie?
J- Leży przed panem.
(P lustruje mapę przez jakieś 15 sekund, po czym pyta podejrzliwie)- To jest mapa?
J(ściana)- ... (milczę, bo ludzie czasem gadają żeby gadać).
P- Zadałem pani pytanie.
J(ściana2:/)-Tak...
P- Ale na pewno?
J(ściana3:/)- TAK.

Taka tam, multizadaniowość ;)

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 627 (743)
zarchiwizowany
Będzie raczej śmiesznie, ewentualnie autopiekielnie.
Z czasów na infolinii, historia opowiedziana przez koleżankę.
Dzwoni klient, prosi o zaświadczenie o przebiegu ubezpieczenia, [M]arta prosi o pesel, godność [K]lientki oraz adres e-mail.
[K]- Ale pani będzie się śmiać...
[M]- Nie będę.
[K]- Ale obiecuje pani?
[M]- Obiecuję..
[M]- No dobrze... słodkadziurka@buziaczek.pl.
( tu następuje stłumione parsknięcie, [M] wstaje z boksu zwracając na siebie uwagę kilku rzędów konsultantów, i głośno i dokładnie powtarza)
[M]- Powtarzam adres mailowy- SŁODKADZIURKA MAŁPA BUZIACZEK KROPKA PE EL bez polskich znaków?
( i tu [M] już musi włączyć hold, bo śmieje się pół sali)

Więc jeśli dzwonicie do poważnej instytucji i nie chcecie poprawić kilkudziesięciu osobom humoru na resztę dnia, radzę stworzyć maila specjalnie do tego celu, nawet niekoniecznie w wersji imie.nazwisko@costam.pl. Dla własnego dobra.

Pozdrawiam również Pana z maila milionymonet@hotmail.com .

infolinia

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 9 (57)