Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 22 września 2019 - 21:39
Gadu-gadu: 5477672
O sobie:

bazia, kotka (łac. amentum, ang. catkin) – odmiana kłosa lub grona, typ kwiatostanu, w którym pojedyncze kwiaty osadzone są na osi pędu bez szypułek lub z krótkimi szypułkami. Kotki mają przeważnie wiotką, zwieszająca się oś główną

  • Historii na głównej: 82 z 137
  • Punktów za historie: 24363
  • Komentarzy: 8468
  • Punktów za komentarze: 9139
 

#80564

(PW) ·
| Do ulubionych
Wracam właśnie z Lidla. Promocje typu "3 w cenie 2", kolejki i walka niczym o wigilijnego karpia.
Jutro odwiedzam przyjaciela, więc wzięłam sporo puszek z kukurydzą i groszkiem, rybami, jakieś ziemniaki i generalnie mnóstwo rzeczy.


Znacie tę prawidłowość- wchodzicie do sklepu, dwie osoby w kolejce, kończycie zakupy, 3 kolejki po 15 osób? Tak właśnie było i teraz.
Nic to, odstawszy swoje układam majdan sprytnie, w kolejności pakowania do plecaka i siatki. Za mną dziadek. Zamiast zachować jakąkolwiek odległość od moich zakupów- układa swoje tuż za moimi, niemal się dotykały. Nic to, myślę sobie, jak dobrnę w początkowe rejony kasy, wezmę ten wihajster do oddzielania zakupów. Stoimy. Pan ni z tego, ni z owego, zaczyna sobie moje zakupy oglądać- a to puszkę kukurydzy, groszku, rybkę, jogurty... Po którymś razie poprosiłam, by pilnował swoich zakupów, a moje zostawił w spokoju.
"Nie będzie mi gówniara mówić, co mam robić".


Jestem uczulona na takich roszczeniowych starych ludzi, ale nie mam czasu urządzać awantur w sklepie- zmilczałam, słuchawki na uszy i stoimy dalej.
Moja kolej, pakuję sobie zakupy do plecaka i torby. Pani podaje cenę. Ja wtf, bo i ryb w puszce nie mam, i groszku jakby mniej, i bułki gdzieś się podziały.

Patrzę, dziad zagarnął moje zakupy i uśmiecha się bezczelnie.
Proszę o zwrot moich zakupów a ten - "No młoda jesteś, możesz sobie jeszcze raz po nie pójść, a mi się zapomniało".

No jasne, i kolejny raz odstać swoje w kolejce do kasy... Biegnę.
Po ogólnej awanturce i interwencji pani kasjerki, która zagroziła wezwaniem ochroniarza, pan fucząc pod nosem od niewychowawnych gówniar i " co ci to przeszkadzało jeszcze raz na sklep pójść", odpuścił.

Jak wychodziłam, celowo potrącił mnie wózkiem (chwilę zajęło mi ponowne sprytne umieszczenie w plecaku i torbie odzyskanych dóbr, a pan miał w dużym sklepowym wózku 3, słownie TRZY, niewielkie przedmioty).

I to ja mam mieć kulturę i szacunek dla starszych ludzi, tak?

starzy_ludzie sklep grzebanie kradzież

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (187)

#80555

(PW) ·
| Do ulubionych
Co do historii http://piekielni.pl/80515:

W czerwcu tego roku brałam udział w wolontariacie przy Festiwalu Zaczarowanej Piosenki fundacji Anny Dymnej Mimo Wszystko w Krakowie.

My jako Pokojowy Patrol mieliśmy koszulki czerwone, wolontariusze Mimo Wszystko - zielone.

Jednym z zadań było towarzyszenie wolontariuszom MW chodzącym z puszkami, my w tym czasie rozdawaliśmy książki, baloniki czy inne materiały promocyjne - chodziło o "pokazanie się" oraz ubezpieczenie ludzi zbierających datki na chore dzieciaki.

Po jakimś czasie pojawiły się inne osoby w czerwonych koszulkach z jakimiś zdjęciami na nich, zbierające podobnież "na biedne dzieci".

Szkoda tylko, że w czasie przerwy na posiłek (mieliśmy pozałatwiane jedzenie w okolicznych restauracjach) zauważyłam 2 przedstawicieli tej „zbiórki", jak pieniądze z puszek przesypują sobie do plecaka.

Lider powiadomiony, policja również, tylko ciekawe, ile osób spacerujących po krakowskim rynku czy biorących udział w festiwalu dało się nabrać…

Oprócz wyłudzeń pieniędzy dochodzi szkoda wizerunkowa - większość ludzi po koszulkach kojarzyła tych oszustów z nami, a potem wielki lament, że wolontariusze WOŚP biorą kasę dla siebie.

zbiórka oszuści

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (126)
zarchiwizowany

#80553

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Odnośnie historii #80467 i #80533.
Ja do LO dojeżdżałam ze wsi, w SP miałam niemiecki, w LO angielski i niemiecki. Na pierwszej lekcji anglistka spytała, kto z nas nie uczył się angielskiego- w szkole lub prywatnie. Była nas 3, wszyscy dojeżdżający, koleżanka miała rosyjski i jeszcze jedna osoba jakiś inny język. Co zrobiła anglistka? Stwierdziła, że " jej się nie chce robić podstawowego dla 3 osób, lecimy zaawansowanym, a reszta nadrobi".
Lekcje prowadzone przez tę panią wyglądały głównie tak, że pani czytała gazetki, a my rozwiązywaliśmy ćwiczenia. Na jednej z takich lekcji podczas sprawdzania postawiła 12 jedynek, bo ludzie w ćwiczeniach mieli dobrą odpowiedź, ale nie czytali jakiegoś słówka prawidłowo. Ludzie zaczęli wychodzić z klasy. Skończyło się to wielką chryją, otarło o dyrektora, nam kazano nauczycielkę przepraszać z bombonierką.
Pani też co semestr zmieniała podręczniki, mimo iż czasem nawet do połowy nie doszliśmy. Podręcznik ok. 80 zł, ćwiczenia ok. 60 zł, przy czym nie można było mieć kserówek lub używanych ćwiczeń. Za przyniesienie kserowanego podręcznika lub ćwiczeń była jedynka (brak książki/ćwiczeń), za pisanie ołówkiem awantura. Ja panią przechytrzyłam i pisałam wymazywalnym piórem czy długopisem- delikatnie, w końcu to książka i nauczono mnie książek nie niszczyć- szczególnie takich, które można przekazać dalej.
I tak 3 lata...
Angielski znam z gier komputerowych, piosenek, rozmów w pracy i z coachsurferami, bo na pewno nie z tych " lekcji".

angielski nauczyciele szkolnictwo przekazywanie_wiedzy

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 21 (83)
zarchiwizowany

#80546

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Skojarzenie z #80451.

Jakiś czas temu na yt wylosowało mi filmik pink candy, dziewczyny pracującej w sex shopie, robiącej filmiki o gadżetach, ale też coś na kształt wdż- antykoncepcja, anatomia, fizjologia. Pod filmikiem na temat kubeczka menstruacyjnego znalazłam zdziwione komentarze- że to niewygodne, bo trzeba wyjmować przy oddawaniu moczu (o.O).
Opowiedziałam tę historyjkę koleżankom w charakterze humorystycznym pt. "jak można nie wiedzieć, że kobieta nie sika pochwą".

A (42 lata!!!) zdziwiona- No ale jak to? Ja zawsze tampon do sikania wyjmuję przecież...

[Edyta] W komentarzach czytam, że nikt nie jest omnipotentny i wszechwiedzący. Ok, ja też nie jestem. Ale co innego znajomość mechaniki czy fizyki kwantowej, a co innego PODSTAWOWA WIEDZA O WŁASNYM CIELE oraz ROZMNAŻANIU lub seksie, czyli czymś, czego doświadczamy nieomal WSZYSCY w swoim życiu...

wdż uświadamianie anatomia

Skomentuj (44) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 68 (138)
zarchiwizowany

#80501

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia koleżanki.

Spotykała się ona przez jakiś czas z pewnym panem.
Facet mówił, że specjalnie się przeprowadza do jej Miasta Studenckiego, by tu studiować, pracować itp., bo " chce czegoś poważnego".
Zagadnięty o kolejne spotkanie stwierdził, że " dziś nie może, bo musi jechać po pigułkę 72h, bo nie chce zostać ojcem"...

randki

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -14 (26)
zarchiwizowany

#80486

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Może nie dla wszystkich piekielne, chociaż osobiście gardzę.

Usłyszałam kiedyś, że mam " mózg przeżarty katolicką moralnością", ponieważ nie chciałam zdradzić mojego jedynego w tamtym czasie partnera seksualnego, by sprawdzić, jak byłoby z kimś innym.
Byłam w związku z narzeczonym, z którym straciłam dziewictwo.

Dziewczę owo miało na tamten czas 6 "chłopaków" jednocześnie, do dziś zastanawiam się, jak sprytnie ułożyła grafik, by panowie nie mijali się w drzwiach.

Edyta. Nie wiem, czemu wszyscy poszli w stronę kościoła i katolicyzmu ( nie jestem katoliczką, wtedy też nie byłam). Chodzi mi wyłącznie o opcję, że dla kogoś posiadanie wielu partnerów naraz lub zdrada jest całkiem ok, a jak ktoś nie zdradza, to coś z nim nie tak....

zdrada wierność katolicka_moralność

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -1 (89)

#80360

(PW) ·
| Do ulubionych
Miałam koleżankę. Właśnie - miałam, bo pożyczyłam jej pieniądze. 300 zł.
Po 4 latach upomniałam się o zwrot - ona nie ma, niedługo ślub, przygotowania, bla bla... Ok. Odezwałam się po ślubie (wszak koperty...), nie bo świeżo upieczony mąż stracił pracę...

Koleżanka zaczęła mnie odwiedzać, przynosząc różne rzeczy - kosmetyki (sądząc po niedługim terminie ważności, albo niezużyte prezenty, albo na promocji kupione), żywność z PCK (niby sąsiadka dostaje więcej niż potrzeba) itp....
Wzbraniałam się, bo w sumie nie było mi to potrzebne - płatki wolę markowe, mąkę mieszam z pełnoziarnistą, makaron i ryż jem ciemny, kosmetyki mam dobrane pod siebie... Koleżanka zostawiała przy wyjściu, potem mówiła - zużyj sobie. Ok, mam komu pomagać - oddawałam takie rzeczy lub rozdysponowywałam po koleżankach.

Po jakimś czasie upomniałam się o zwrot długu. Koleżanka ciężko zdziwiona- "Bo przecież tyle rzeczy ci dałam, że to powinno pokryć dług...", taaaaak, rzeczy jej niepotrzebne, a mi tym bardziej.
Poza tym żywnością czynszu nie zapłacę ani za zakupy nie wymienię.
W końcu oddała, z wielkim fochem, stwierdzeniem, że "już nie jesteśmy koleżankami", wywaleniem z fb i obrobieniem tyłka, jaka to jestem zła...

pożyczka kombinowanie

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (174)
zarchiwizowany

#80367

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Odnośnie zrywania z kimś kontaktu jako sposób na "karę"... I zazdrości.
W liceum miałam chłopaka, Jacka ( imię prawdziwe). Jacek chodził za mną, chodził, i wychodził- ot taki związek z zasiedzenia.
Niby fajnie, ale- J miał zwyczaj przepytywać mnie z każdego wyjazdu- czy to wypad ze znajomymi, czy potem wyjazd na studia- ok godzina gadki pod tytułem " co ty robiłaś z tymi obcymi facetami".
Gdy byłam na studiach dostawałam raz po raz smsy w stylu " mijam cię na korytarzu, bardzo mi się podobasz, czy dałąbyś się zaprosić do kina? Arek", potem okazało się, że to J sprawdzał moją wierność.
Kiedyś wracając z wyjazdu zahaczyłam o dom przyjaciela, który zmienił mi soft w telefonie ( 10 lat temu nie było to takie super proste i dostępne) i w nowym było obowiązkowe hasło na sms- i na skrzynkę odbiorczą, i na nową wiadomość, co zaczęło mnie finalnie irytować. J przyjechał do mnie, telefon leżał "gdzieś" w pokoju, poszłam do toalety... wróciłam i awantura pod hasłem " jak ja śmiem mieć hasło? Wcześniej nie miałam!"... aha...
(Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że byłam bardzo młoda, mój pierwszy dłuższy związek, zachwyciłam się jego zachwytem i akceptacją i nie potrafiłam go skrzywdzić zrywając- dziś poleciałby za nakłanianie do tłumaczenia z wyjazdów,a za grzebanie w sms na milion procent.)
Po tym wydarzeniu zaczęłam czekać na powód do zerwania, by nie wyjść na sukę.
Powód nadarzył się niewiele później, gdy ów wspomniany ( i jedyny jak na tamten czas) przyjaciel został zamordowany- akurat pierwsza sesja na studiach, zero skupienia na nauce, siedziałam zaryczana i gapiłam się w ścianę. Jak zareagował mój ukochany J? Wysłał sms " zajmij się wreszcie MOIMI problemami".
Zerwałam, potem otrzymywałąm sms typu " właśnie umieram w miejscu, z którym łączy nas tyle wspomnień..."

Minęło sporo czasu, spotkałam jego siostrę i dowiedziałam się, że J PRZEZE MNIE nie skończył studiów, oraz również przeze mnie wyprowadził się i nie kontaktuje się z rodziną poza telefonem i rzadkimi przyjazdami. Rodzice ani siostra nawet dokładnie nie wiedzą, gdzie on mieszka.

Zła kobieta ze mnie.

zazdrość sprawdzanie_tel urwanie_kontaktu

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (32)

#80344

(PW) ·
| Do ulubionych
Pod historią http://piekielni.pl/80324 wywiązała się dyskusja na temat zarobków- mnie osobiście iryuje, że w ofertach pracy potencjalny pracodawca nie pisze choćby widełek zarobkowych na danym stanowisku.
Generuje to sytuacje np.

Mieszkam w Gdańsku, oferta pracy w Gdyni, na 7:30. Wstaję o niemożebnej porze, by być trochę wcześniej, gdyż Gdyni nie znam. Na miejscu okazuje się, że po pierwsze stanowisko, na które aplikowałam jest już zajęte, a do zaproponowania mają mi inne- z pensją 6zł/h. Nie wiem, czy brutto, czy netto, bo po tej jakże szczodrej propozycji wyszłam. 6 zł kosztuje bilet SKM Gdańsk-Gdynia.

Na studiach dorabiałam przez Agencję Pracy Tymczasowej- ot rejestrowaliśmy się tam, jak nadarzała się np. inwentaryzacja/wykładka towaru/lepienie ciastek itp, koordynator dzwonił i pytał o chęć pracy. Zadzwoniła kiedyś pani mówiąc o "atrakcyjnych zarobkach", mieszkałam wtedy na Przymorzu, miejsce pracy Gdynia Witomino. Ok, jedziemy ze współlokatorką. Na miejscu okazuje się, że " atrakcyjne wynagrodzenie" to 4,20/h. Brutto. Zostałyśmy tylko dlatego, że była zima, ok 22 i ciężko się już było stamtąd wydostać.
Zainteresowanym polecam sprawdzenie czasu podróży w jedną stronę choćby za pomocą jakdojade.pl .

Co do koordynatorów, to ze wspomnianą współlokatorką dostałyśmy kolejne skierowanie na inwentaryzację, tym razem ul Rogalińska ( podobnie odsyłam do jakdojade, pamiętam, że podróż oscylowała w granicy 1,5-2h), na miejscu okazuje się, że miałyśmy się stawić przecież za 4 godziny i "jak to, my nic nie wiemy?". Ot, koordynator sobie nie zadzwonił/nie wysłał sms, że zaszła zmiana. Do domu wracać się nie opłacało, stawka 8zł była przyzwoita jak na tamte czasy, ale na dworze siąpiło, w sklepie nie pozwolono nam zostać, bo nie miałby nas kto pilnować...
Skończyłyśmy w jakiejś mordowni przy piwie za 3,5 ( spokojnie, jedno piwo w 4 godziny wywietrzało), siedząc te niemal 4 godziny z kuflami opróżnionymi w 90%.

I teraz zastanawia mnie, co kieruje pracodawcami, którzy nie podają takich informacji? Albo w trakcie rozmowy rekrutacyjnej, która okazuje się wieloetapowa, na pierwszym jej etapie nie mogłam dopytać się o wysokość zarobków, bo to " tajne" narazie... Po co tracić sobie wzajemnie czas?

rekrutacja zarobki pośrednicy_pracy

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (187)
zarchiwizowany

#80340

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przewinęła mi się historia o tym, jak to dziewczyna zakochana we współlokatorze przystała na jego propozycję seksu i usłyszała, że "dzięki, chciałem się sprawdzić" i pobiegł do swojej dziewczyny...

Miałam kiedyś adoratora (A). Chodził koło mnie, zagadywał, a że sympatyczny, to dałam szansę... Chłopak ciągle powtarzał, że pod względem seksualnym trzeba go " nauczyć na nowo" lub " odkurzyć", pomyślałam sobie, że ma przerwę podobną do mnie, tym lepiej.
Ogólnie do niczego wielkiego nie doszło, bo pan miał problemy z erekcją. Tym lepiej, bo któregoś razu zobaczyłam go całującego się z jakąś dziewczyną na przystanku... Potem był niepocieszony, że musiał dziewczynie tłumaczyć, jak to próbował " ćwiczyć " ze mną przed wielkim dniem z nią...

Drugi pan po moim niegdysiejszym wpisie na temat adoratorów i portali randkowych zaczął do mnie pisać... skończyło się na 3 miesięcznym przekonywaniu do siebie ( "przyjedź do Dużego Miasta, załatwię ci pracę, w sumie pasuję do twojej listy w 90% tylko ta odległość, ale to jest do pokonania...blabla... zależy mi na tobie..."), a jak się w końcu przekonałam, to okazało się, że "zależy mu na mnie" jak na ZNAJOMEJ oraz, że " no bo on nie wiedział, że to tak daleko zajdzie i ja się zaangażuję".

Pozdrawiam, bo wiem, że to czytasz.

Stanowczo zeżrą mnie koty.

adorator złudzenia wykorzystanie

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (46)