Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 22 lutego 2020 - 13:51
Gadu-gadu: 5477672
O sobie:

bazia, kotka (łac. amentum, ang. catkin) – odmiana kłosa lub grona, typ kwiatostanu, w którym pojedyncze kwiaty osadzone są na osi pędu bez szypułek lub z krótkimi szypułkami. Kotki mają przeważnie wiotką, zwieszająca się oś główną

  • Historii na głównej: 83 z 139
  • Punktów za historie: 24582
  • Komentarzy: 9024
  • Punktów za komentarze: 9477
 
zarchiwizowany

#76393

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wczoraj wracałam tramwajem do domu, siedziałam zaraz za kierowcą.
Podszedł mężczyzna, chcąc kupić bilet. Bilet kosztował 3,80, podał pani motorniczej 5 zł.
PM- Odliczone!
M- Ale nie mam...
PM- A ja nie mam wydać!
M- Trudno, niech pani zatrzyma resztę...
PM- Nie ma mowy!
( I srrrru mu tym piątakiem przez okienko)
M- A co jeśli będzie kontrola?
PM- Nie obchodzi mnie to!
Włączyłam się do rozmowy, powołując się na art. 135 KW i 535 KC, baba dalej swoje opryskliwie.
Kiedyś sama byłam w sytuacji podobnej, bilet kosztował 1,80, podałam dwuzłotówkę i z minutę przekonywałam pana, że te 20 groszy może zatrzymać...
Jadę dalej, jakaś pani wychodząca podała M swój bilet mówiąc, że jest ważny jeszcze 40 minut. Uratowany.
Przyszedł drugi mężczyzna, podaje pani 4 zł i ta sama śpiewka.
Jedziemy i... KONTROLA. Kontroler nie dał sobie wytłumaczyć. Brak biletu to brak biletu. M2 nie przyjął mandatu a ja będę musiała zeznawać w sądzie...

I teraz- czy tabór może tak zrobić? Przecież:
art. 135 KW
"Kto, zajmując się sprzedażą towarów w przedsiębiorstwie handlu detalicznego lub w przedsiębiorstwie gastronomicznym, ukrywa przed nabywcą towar przeznaczony do sprzedaży lub umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży takiego towaru, podlega karze grzywny"- pani bilet fizycznie miała, klienci mieli pieniądze, by go kupić.
art. 535 KC
"Przez umowę sprzedaży sprzedawca zobowiązuje się przenieść na kupującego własność rzeczy i wydać mu rzecz, a kupujący zobowiązuje się rzecz odebrać i zapłacić sprzedawcy cenę." - nie ma ani słowa o wydawaniu reszty, poza tym, obowiązek zapłacenia ceny towary spoczywa na kupującym (nie ceny wyższej, za pomocą wyższych nominałów tylko dokładnie ceny towaru).

Bo moim zdaniem możliwości piekielności są 2
1. Albo szef taboru stawia swój regulamin ponad prawem, w wyniku czego zmusza motorniczych do popełniania wykroczeń, a pasażerów naraża na straty z powodu mandatu i zmusza co bystrzejszych do włóczenia się po sądach lub też strzela sobie w kolano tworząc rzesze gapowiczów.
2. Albo też jest to jakoś usankcjonowane.
Tylko wtedy co ma zrobić taki pasażer, chcąc być uczciwym? Wysiąść na następnym przystanku i kupić bilet gdzie indziej? Nie we wszystkich miejscach ani miastach są automaty. Kioski są otwarte do godziny 18, nie wszystkie sklepy prowadzą sprzedaż biletów. I co, człowiek posiadający pieniądze na bilet nie może podróżować komunikacją miejską BO NIE? Musi jeździć taksówkami lub iść pieszo? Albo ryzykować mandat?

Drodzy Piekielni, może ktoś się zna?
Drodzy Kontrolerzy, co Wy robicie w tej sytuacji?

komunikacja_miejska bilety odmowa_sprzedazy

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (37)
zarchiwizowany

#76324

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia należy do mojej przyjaciółki, a właściwie do jej brata.

Mam przyjaciółkę, Kasię, poruszającą się na wózku inwalidzkim. Oboje z bratem Tomkiem chorują na zanik mięśni.

Historia dotyczy byłej dziewczyny Tomka, Marty (bodajże). Otóż Marta swego czasu prawie mieszkała u Tomka i jego mamy. Mieszkała, robiła syf, nigdy po sobie naczyń nie zmyła, nie zrobiła zakupów itp. Żeby było ciekawiej- dziewczyna miała pracę, nawet niezłą, zwyczajnie pasożytowałą na niepełnosprawnym chłopaku i jego matce.
Wszystko ogarniała mama Kasi i Tomka, ponieważ miała obsesję na punkcie tego, żeby nikt nie zarzucił, że " no wiadomo, niepełnosprawni mieszkają, to nie dziw, że syf".

Marta dostała mieszkanie w spadku po babci. Młodzi byli zaręczeni, więc matka Tomka wyłożyła pieniądze na remont. Odpicowali mieszkanie, pieniędzy starczyło na meble.
Pył był taki, że mama Tomka razem z jakąś koleżanką kilkukrotnie musiały przetrzeć 10piętrową klatkę.
Ale mieszkanie było wymuskane.

Następnego dnia Marta zwróciła Tomkowi pierścionek zaręczynowy i zerwała z nim

pazerność wykorzystywanie niepełnosprawni pasożyt

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 58 (144)

#76218

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnośnie http://kielce.tvp.pl/28116488/czy-musialo-dojsc-do-tragedii.
Generalnie chodzi o to, że kierowca zasłabł, leżał z głową na kierownicy, a pasażerowie zamiast pomóc, zadzwonić na pogotowie, cokolwiek, naciskali przyciski obok niego by otworzyć sobie drzwi i opuszczali pojazd.

I nawiążę do historii mojej.

Kiedyś siedziałam sobie w autobusie od przejścia. Przy oknie starsza pani. Chce wysiąść, mimo iż do przystanku dobrych parę minut. Wstałam, przepuściłam. Tyle że autobus akurat zakręcał. Zarzuciło mną na słupek, dostałam w kręgosłup i osunęłam się na podłogę.
I tak sobie leżałam, a ludzie skakali sobie przeze mnie nie zważając na człowieka leżącego na podłodze. Normalnie ubraną osobę, która upadła na ich oczach. Próbowałam się podnieść, nikt nie pomógł. Nikt próśb o pomoc nie słyszał. Do przystanku końcowego, kiedy pomógł mi kierowca autobusu.
Podenerwowany, że mu problem robię i że przeze mnie się spóźni.

znieczulica

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 272 (310)

#76207

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie myślałam nigdy, że dodam historię na temat ruchu drogowego, a jednak ;).
Odnośnie http://piekielni.pl/76163 . Mieszkałam za gówniary w miejscowości Wicko. Wieś gminna między Łebą a Lęborkiem.

Mieszkaliśmy przy drodze jednokierunkowej, którą jechało się do Lęborka. Jednokierunkowej.
Co nie przeszkadzało rzeszy kierowców jechać nią pod prąd, wykręcając w NASZEJ bramie i zawracając.
I wielokrotnie byłam w sytuacji, kiedy wracając ze szkoły lub z zakupami, jeden samochód jechał pod górę, na Lębork (prawidłowo), drugi go wyprzedzał, a trzeci jechał na czołówkę ze mną.
Z drogą zajętą przez trzy samochody jednocześnie pozostawało mi tylko skakać do rowu lub na maskę któregoś z nich...
Przyczyną takich sytuacji było to, że kierowcy nie zauważali, iż przy poczcie można było skręcać albo na Słupsk (dwukierunkowa), albo na Lębork, a orientowali się za późno.

W związku z zagrożeniem dla mieszkańców tej ulicy, ojciec wywalczył w gminie odpowiednie znaki - strzałki Słupsk i Lębork były naprawdę jebitne, u nas na podjeździe zaś wielki zakaz zawracania.
Zmieniło to niewiele.
A najlepszy był pan, który na naszym podjeździe zaparkował i poszedł sobie na tę wspomnianą pocztę i stał tam parędziesiąt minut w kolejce, kiedy ojciec miał ważny wyjazd...

jednokierunkowa piraci_drogowi

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (183)

#76177

(PW) ·
| Do ulubionych
Tym razem inspiracja nie Piekielnymi, ale tym: http://anonimowe.pl/NxWBB.

Moja przyjaciółka Kasia, która porusza się na wózku inwalidzkim, ma koleżankę, Agnieszkę. Agnieszka zachorowała na raka piersi, ponadto choruje na SM albo inną chorobę utrudniającą poruszanie się (nie wiem dokładnie), podczas wydarzeń opisanych w historii jest już osobą leżącą.
W związku z tym Kasia poprosiła swoją opiekunkę, by wpadła również do Agnieszki.
Co zastała:

- Aga leżała na łóżku. W zasikanym i zasranym pampersie.
- Z jej włosów zrobił się jeden wielki kołtun. Jej mąż, Krzysiek, mył ją raz w miesiącu, ale włosów nie pozwolił ściąć, bo "on lubi długie włosy".
- Kobieta, nie przymierzając, śmierdziała - chyba nie nadszedł jeszcze ten "raz w miesiącu".
- Pościel dosłownie kleiła się od wydzielin.
- Mąż nie pozwalał jej na wizyty lekarskie, raka leczył witaminą C.
- W wyniku tego Agnieszce zrobiła się ciągle jątrząca się rana otwarta na piersi. Nie była ani dezynfekowana, ani przykryta, ani opatrzona. Po prostu z piersi mniej lub bardziej radośnie spływała krew pomieszana z ropą. Ciągle.
- Oczywiście żadnych środków przeciwbólowych, bo to chemia, lobby farmaceutów itp.
Dziewczyny się zirytowały, postraszyły Krzyśka - zajmujesz się żoną albo zgłaszamy to do różnych instytucji.

Asia podjęła się opieki nad Agnieszką, kiedy przychodziła, nagle okazywało się, że da się umyć włosy, da się żonę nakarmić, przewinąć, da się choćby zawinąć tę pierś...

Kiedyś natomiast Asia wpadła bez zapowiedzi. Miała po prostu blisko, po drodze.
Co zastała - a Agnieszkę leżącą w pokoju, bez szklanki wody chociażby, głodną. Kanapki leżały przygotowane, owszem. Na blacie w kuchni. Suche po kilku godzinach, bo Krzysiek był w pracy.
Asia najpierw myślała, że może się spieszył, zapomniał, ale Aga powiedziała, że "on zawsze tak robi, tylko jak przychodzisz to jest inaczej".

Tu już Aśka się maksymalnie wkurzyła, Kasia zainterweniowała w instytucjach, załatwiła opiekunkę z MOPS-u, a Krzysiek został postawiony pod ścianą - albo zajmuje się Agą należycie, albo oddaje ją do hospicjum, gdzie ktoś zrobi to za niego, albo idziemy na policję i stawiamy zarzut z art. 207 - długotrwałe znęcanie się, plus odmowa pomocy lekarskiej i ograniczenie wolności.

Wszystko skończyło się dobrze, udało się nawet ogarnąć i wdrożyć terapię onkologiczną.
Ale jakim człowiekiem trzeba być, by własną żonę skazywać na potencjalną śmierć, wiedząc o ciężkiej chorobie? Pozostawić samą, upokorzoną, w wydzielinach własnego ciała? Odmawiać prawa do załatwiania najbardziej palących potrzeb - fizjologicznych, znając dokładnie jej stan?

Brakowało, żeby się jeszcze z nią rozwiódł i wywalił na ulicę.
Nie wiem, co chciał osiągnąć - może ubezpieczył ją i czekał, aż sobie umrze?

znęcanie_się zaniedbanie opieka

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 230 (290)

#76086

(PW) ·
| Do ulubionych
Tym razem Polski Bus.

Jechałam na trasie Gdańsk-Warszawa.
Wchodzę, podaję numer rezerwacji.
Powiedzmy, że początek to 24-9173-....
Więc mówię panu sprawdzającemu [PS]:
- Dwa, cztery, dziewięć, jeden, siedem, trzy...
- Nie ma.
- Jak to nie ma? (patrzę na jego kartkę z numerami) Oooo, tu jest! (pokazuję palcem)
- Ale to DWADZIEŚCIA CZTERY, DZIEWIĘĆ TYSIĘCY STO SIEDEMDZIESIĄT TRZY! (pan może nie krzyczał, ale powiedział to tak protekcjonalnym tonem, że capslock jest jak najbardziej zasadny)
- Ale to to samo przecież...
- NIE TO SAMO! Jak to samo?! TU są DZIESIĄTKI I JEDNOŚCI, matematyki w szkole nie miałaś?!
- Ale tak jest krócej i łatwiej.
- Nie będziesz mnie gówniaro pouczać jak mam pracować. Matury z matematyki to pewnie nie zdałaś, a się wymądrzasz!
- Nie zdawałam, bo nie musiałam, mam 30 lat i nie jestem gówniarą.

Ogólnie poszłam sobie, bo co będę mu pozwalać się na siebie drzeć, coś tam jeszcze pokrzyczał, ja usiadłam i słyszałam, jak znalazł sobie kolejną ofiarę do pouczeń.

Skarga poszła jeszcze w busie.

Czy ktoś z Was spotkał może tego przemiłego fascynata matematyki?

polski_bus kierowca autobusy pouczanie

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 192 (230)

#76062

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnośnie http://piekielni.pl/76010 .

Kiedyś jechałam tramwajem, takim jeszcze starego typu, 2 osobne wagony. Skasowałam bilet, usiadłam. Kilka przystanków dalej wszedł menel. Siedzi i śmierdzi. Podeszłam do motorniczego prosząc by usunął pana. Zero reakcji. Obok wisiał regulamin, więc stwierdziłam, że na mocy punktu x regulaminu usunięcie osoby, której widok lub zapach powoduje obrzydzenie, jest jego obowiązkiem służbowym. Odpowiedź pana?
- Nie będziesz mi mówić, jak mam pracować gówniaro!

Stwierdziłam, że z głupim kłócić się nie będę, na kolejnym przystanku zmieniłam wagon i jadę dalej.
Kontrola.
Kontrolerzy stwierdzają, że mandat. Bo nie te numerki na bilecie ( wagony miały numery kolejne, powiedzmy 1111 i 1112), wytłumaczyłam sytuację, usłyszałam, że to nie ich sprawa. Wykłóciłam się grożąc skargą i odwołaniem

Ad 1. Skarga oczywiście poszła, dostałam jakąś rutynową formułkę, że zostaną wyciągnięte konsekwencje służbowe.
Ad 2. Moje kochane kanarki, czy w tej sytuacji miałam rację ja czy panowie kontrolerzy? W końcu jechałam tym samym pojazdem i nie przesiadłam się dla zabawy, tylko by nie zwymiotować...

komunikacja_miejska menele kontrolerzy

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 184 (202)
zarchiwizowany

#75989

(PW) ·
| było | Do ulubionych
http://piekielni.pl/75931
Coś podobnego przeżyłam sama.

Jechałam autobusem, w pewnym momencie robił on "nawrotkę" i to bynajmniej nie z najmniejszą prędkością.
Siedziałam "od przejścia", a tu kobieta siedząca "od okna" wstaje i pcha się na mnie. Ani "przepraszam", ani nic.
Powiedziałam pani, że wstanę i przepuszczę ją jak autobus zatrzyma się na pryzstanku.
Zwyzywała mnie że młoda że dupska się podnieść nie chce.
Zdążyłam powiedzieć, że raz tak już miałam przy wstawaniu i nagłym hamowaniu, że uszkodziłam kręgosłup, nie mogłam się podniećć i resztę trasy spędziłam na podłodze, bo NIKT mi nie pomógł, a ludzie zgrabnie przeskakiwali nade mną leżącą w przejściu.
Babsko prawie mi się na kolana wpakowało ( normalnie jak taran), dobrze, że już był ten przystanek...

znieczulica komunikacja_miejska autobus starzy_ludzie roszczeniowość

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 55 (117)

#75860

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie o współlokatorach.
Kiedyś kiedyś musiałam się na szybko wyprowadzić.
Znalazłam pokój - w mieszkaniu z siostrzenicą właścicielki, Amandą.
W moim pokoju przed wprowadzeniem syf niemiłosierny - miałam sobie sama posprzątać.
Praktycznie nie było mnie w domu, z pracy na wolontariat, często nawet nie nocowałam.

Wolontariat się skończył, zaczęły się uroki mieszkania.
Poza standardowymi: imprezami, syfem, znikającym z lodówki jedzeniem, zauważyłam na moim laptopie plamy po ketchupie...
Właścicielka:
- stwierdziła, że mogę NA WŁASNY koszt zamontować sobie zamek i potem na własny koszt zdemontować.
- poradziła trzymać jedzenie u siebie w pokoju. Niezamykanym. W lipcu. Przy 30 stopniach na zewnątrz.

Poddałam się, kiedy, wróciwszy z pracy, zastałam w moim pokoju książkę - lekturę szkolną, otwartą, a na niej ZUŻYTĄ PODPASKĘ.

Zadzwoniłam po kumpelę z samochodem, w godzinkę-2, przeniosłam się do kumpla, który mi to wcześniej zaproponował.

Do wszystkich moich soków z lodówki dosypałam środka na przeczyszczenie. Wiem, wstrętne z mojej strony, ale może dziewczyna nauczy się, że cudzego się nie rusza. Szkoda, że nie zrobiłam tego, jak tylko jedzenie zaczęło znikać.
Właścicielce zakomunikowałam fakt wyprowadzki w trybie natychmiastowym, obruszyła się, że "mogłam wcześniej dać znać, co się dzieje"...

Nie wiem kto był tu bardziej piekielny - współlokatorka, właścicielka, czy ja, zwijając manatki z prędkością światła...

współlokatorzy wynajem właściciele współdzielenie mieszkania

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 220 (304)

#75821

(PW) ·
| Do ulubionych
Mężczyzna i kobieta byli w związku.
(Chyba) nawet zaręczeni byli.
Kobieta popadła w kłopoty finansowe.
Co zaproponował Narzeczony?
- Wiesz, mogę ci pożyczyć te pieniądze, nawet MNIEJSZY PROCENT wezmę niż dla innych...

Piekielność nr 1 jest oczywista.
Piekielność nr 2 - ona jeszcze jakiś czas z nim po tym tekście była...

No okazja życia.

związek pieniądze

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 268 (324)